Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 84.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 91.

Z filmem na Ty

Z filmem na Ty (24)

niedziela, 30 listopad 2014 15:07

BAJKA O SERDUSZKU

Napisane przez

Raz jeszcze Jan Jakub Kolski postanowił – nomen omen – chwycić za serce. Jego nowe dzieło, zatytułowane „Serce, serduszko”, to pozornie wkroczenie do świata realiów – ale koniec końców film zamienia się w baśń, na wzór wcześniejszych obrazów tego artysty.

Kolski potrafił nie raz chwycić widzów za serce. Jego „Jancio Wodnik”, „Historia kina w Popielawach”, „Cudowne miejsce” czy „Jasminum” umiejętnie balansowały między rzeczywistością, a pewną abstrakcyjnością, iluzją czy metaforą. Dla tych miłośników kina, którzy szukają na ekranie nie tylko precyzyjnego odwzorowania realiów, jego kino stanowiło odskocznie w świat umowności. Nie mniej jednak przejmującej niż najbardziej dociekliwe filmy dokumentalne.

„Serce, serduszko” bardziej też sięga po portrety niż historię. Widz dostaje przede wszystkim trzy główne postacie: dziesięcioletnią Maszeńkę (okrzykniętą już nowym odkryciem polskiego filmu Marię Blandzi), Kordulę (Julia Kijowska) oraz ojca Maszeńki (Marcin Dorociński). Pierwsza z nich to dziewczynka z domu dziecka, półsierota, która w swój świat – może i nie do końca realny, za to wbrew wszystkiemu pełen dobrych emocji – wciąga otoczenie. A otoczenie to dwie pozostałe postacie: zamknięta w sobie wychowawczyni z domu dziecka (Kordula), która demonstracyjnie odcina się od otoczenia, i balansujący na granicy alkoholizmu ojciec.

Świat filmów Kolskiego niemal zawsze zaludniali jednak ludzie w gruncie rzeczy dobrzy, choć niepozbawieni słabości. Nie inaczej jest tym razem. Maszeńka ucieka z domu dziecka, by zdać egzamin do szkoły baletowej. Kordula towarzyszy jej w tej podróży (z Bieszczad do Gdańska), pojawia się także ojciec i plejada innych postaci (w tym nieodzowny, wydawałoby się, w filmach Kolskiego Franciszek Pieczka – ale też Borys Szyc). Choć Maszeńka „urywa się” z sierocińca, a cała eskapada mogłaby się stać pretekstem do stopniowania napięcia – wbrew pozorom nie ma tu ani grama kina akcji. Fabuła koncentruje się na śledzeniu przemian, jakie przechodzą poszczególni bohaterowie, dostawania szans zmiany życia – i wykorzystywania lub marnowania ich.

Trudno powiedzieć, na ile reżyser chciał byśmy widzieli w jego bohaterach postacie realne, a na ile – metaforyczne. Maszeńka ma proste rozwiązania dorosłych problemów, wynikające z idealizmu (dziecięcego), a zarazem jedyne pozwalające rozwiązywać z pozoru nierozwiązywalne dylematy dorosłych towarzyszy podróży. Z kolei dorośli często są już tak zasklepieni w swoich traumach, że podsuwane przez dziewczynkę konkluzje wydają im się nie do przyjęcia. Maszeńka wydaje się dowodzić, że możliwe jest proste życie bez trudnych wyborów, Kordula i ojciec wydają się z trudem dojrzewać do przyjęcia takiego punktu widzenia.

Tak czy inaczej jednak, choć może „Serce, serduszko” ma wyraźnie wyczuwalną nutę goryczy, wraz z innymi filmami Kolskiego trafi do kanonu polskiego kina. Na pewno jest to jedna z ciekawszych jesiennych propozycji w naszych kinach.

niedziela, 30 listopad 2014 15:07

AMATORZY W ZWIERCIADLE

Napisane przez

W dniach 6-7 grudnia br. w ostrołęckim kinie „Jantar” ruszy 16. edycja Festiwalu Filmów Amatorskich „Filmowe Zwierciadła”.

„Małe filmy na wielkim ekranie, cudeńka tworzone przez amatorów z pasji i dla pasji. Tylko na festiwalu filmów amatorskich zobaczycie taką różnorodność tematów, gatunków i realiów. Filmowe Zwierciadła prezentują cały horyzont Filmowej Polski Amatorskiej, nie omijając niczego” – tak reklamują imprezę jej autorzy.

Organizatorami Festiwalu są Ostrołęckie Centrum Kultury, Amatorski Klub Filmowy Jantar oraz ostrołęckie Kino Jantar. Dwie pierwsze edycje festiwalu były jeszcze przeglądem dzieł wyróżnianych na innych festiwalach. Po rocznej przerwie (w 2000 r.) Festiwal Filmów Amatorskich wrócił już w nowej formule: jako impreza, na którą można dowolnie zgłaszać własne obrazy, a festiwalowe jury dokonuje wyboru i nagradza najlepsze w swoim uznaniu filmy.

W chwili zamknięcia tego wydania Magazynu Samorządowego GMINA, program festiwalu nie został jeszcze ogłoszony. Można jednak oczekiwać, że nie będzie mniej atrakcyjny niż w zeszłym roku – kiedy to widzowie mogli zobaczyć 33 stworzone przez pasjonatów X muzy dzieła. – Obrady były dość długie. Nie będę ukrywał, że mieliśmy pewien problem, a że byliśmy zobligowani do wyboru jednego filmu, który miał dostać Grand Prix, zajęło nam to chwilkę – mówił jeden z jurorów ubiegłorocznej imprezy, Hubert Gotkowski. Jak podkreślał, na festiwalu znalazło się wiele filmów dokumentalnych, co też sygnalizuje kierunek, w którym idzie również polskie kino tworzone przez artystów i filmowców-amatorów. – Po długich negocjacjach postanowiliśmy przyznać nagrodę dla filmu fabularnego, można tak powiedzieć. I trzy równorzędne nagrody dla filmów dokumentalnych, które naprawdę trzymają tu bardzo wysoki poziom – dodawał Gotkowski.

Skądinąd, juror ten jest jednym z najbardziej znanych w Polsce twórców kina offowego – nurtu, w którym odnajdują się produkcje niezależne, niekomercyjne, czasami dzieła o charakterze całkowicie amatorskim. Z reguły chodzi o filmy niskobudżetowe, które warsztatowo mogą uchodzić za niedoskonałe, za to z perspektywy artystycznej pozwalają twórcy na przekazanie wiernej wizji. Trend ten zapoczątkowali w Polsce m.in. Józef Robakowski, twórcy z Zespołu Filmowego TORPEDA, Zespołu Fimowego Skurcz oraz Jerzy Jernas z niezależnej grupy twórczej GARAŻ-film. Co ciekawe, w tym nurcie możemy odnaleźć też twórców związanych z niegdysiejszymi klubami filmowymi i stowarzyszeniami, które funkcjonowały w PRL przy domach kultury. Wiele z nich przetrwało ćwierćwiecze przemian ustrojowych i wtopiło się w nurt kina offowego.

Festiwal w Ostrołęce z roku na rok będzie zyskiwał na znaczeniu – tym bardziej, że technologiczna rewolucja, która dokonała się na rynku sprzętu i oprogramowania, dotarła i do środowisk nieprofesjonalnych pasjonatów kina. A oni chętnie do Ostrołęki zaglądają. – Przez te dwa dni ostrołęckie kino zamienia się w prawdziwą świątynię kina niezależnego – mówił na zakończenie ubiegłorocznej imprezy dyrektor kina „Jantar”, Bogdan Piątkowski. – Wszystkim serdecznie dziękuję za to, że robicie to, co robicie, że zajmujecie się tego rodzaju dziedziną, jak film. Bardzo się cieszę, że macie ochotę przysyłać swoje filmy do Ostrołęki – dodawał.

niedziela, 30 listopad 2014 15:06

KRÓTKO I NA TEMAT (REKLAMY)

Napisane przez

Już 24 listopada – jednocześnie w Warszawie i w Gdańsku – ruszy kolejna edycja Europejskiego Festiwalu Fabuły, Dokumentu i Reklamy „Euroshorts”. Festiwal potrwa do końca listopada, a następnie ruszy w trasę przez Polskę. Będzie to nasze 23. Spotkanie z filmami krótkometrażowymi i twórczą reklamą.

Zaczęło się przeszło dwie dekady temu – od prezentacji filmów reklamowych w stołecznej Galerii Zachęta w 1992 r. Rynek reklamy wówczas w Polsce raczkował, nic więc dziwnego, że pierwsi specjaliści – i miłośnicy reklamówek z prawdziwego zdarzenia – przyjęli narodziny Euroshorts niczym święto. Z czasem przegląd stał się jedną z najważniejszych tego typu imprez w Europie, narzędziem wsparcia dla młodych filmowców z całego świata. Dlatego Euroshorts to przede wszystkim międzynarodowy konkurs, organizowany w czterech kategoriach: film fabularny, dokumentalny, eksperymentalny i animowany. Fundatorami nagród są Prezydent Miasta Gdańsk oraz Marszałek Województwa Pomorskiego.

Istotną funkcją edukacyjną festiwalu Euroshorts jest możliwość obejrzenia najważniejszych bieżących dokonań twórców filmów reklamowych zza Atlantyku. Specyfiką tamtejszego – czy przede wszystkim tamtejszego – rynku reklamowego jest tworzenie ambitnych, przyciągających uwagę filmów, które dalece odbiegają od standardów reklamy, jakie znamy z Polski. Zarówno formą prezentacji, jak poziomem złożoności skojarzeń. W ramach eksperymentów po formułę filmu reklamowego sięgają znani reżyserzy, a w ich dziełkach grają gwiazdy z najwyższej półki. Wystarczy wspomnieć serię ośmiu kapitalnych filmów (blisko dziesięć minut każdy), jakie zrealizowano dla koncernu motoryzacyjnego BMW. We wszystkich zagrał Clive Owen – a partnerowali mu m.in. Madonna, Gary Oldman, Danny Trejo, Adriana Lima czy Mickey Rourke.

To, co zobaczymy przy okazji Euroshorts, to „taśma” Amerykański Film Reklamowy 2014: esencja najważniejszych dokonań artystycznych ostatnich miesięcy, pod którymi podpisali się amerykańscy twórcy. W przygotowanym we współpracy z nowojorskim Muzeum Sztuki Współczesnej przeglądzie znajdziemy m.in. „Epicki szpagat” – czyli popularną na całym świecie reklamę ciężarówek Volvo z udziałem niegdysiejszego gwiazdora kina akcji, Jean Claude’a Van Damme’a. Film został przygotowany przez agencję Forsman & Bodenfors i wyreżyserowany przez Andreasa Nilssona z Folke Film. Ale to nie jedyny mocny punkt „taśmy”: będziemy mieli też szansę zobaczyć kampanię Old Spice, złożoną z trzech reklam (Ciągły prysznic, Arbuz i Architekt), w reżyserii Steve’a Rogersa, wyprodukowaną przez studia Biscuit Filmworks i Revolvera dla agencji Wieden+Kennedy; a wreszcie – wyróżniony przez kuratora film „Spójrz do wnętrza: Mick Ebeling” (zamówienia firmy Intel) przygotowany przez agencję Venables Bell & Partners, w reżyserii Micka Ebelinga and Lucy Walker.

Ponadto organizatorzy tegorocznego Euroshorts oferują widzom możliwość spotkania się z autorami, skorzystania z warsztatów adresowanych zarówno do dzieci, jak i osób dorosłych, uczestniczenia w festiwalowych imprezach muzycznych. Co ważne, za wstęp na większość premierowych imprez nie trzeba będzie płacić. Wkrótce po końcu imprezy festiwal ruszy też w trasę objazdową po Polsce: Euroshorts odwiedzi w pierwszej kolejności Katowice, Koszalin i Zieloną Górę; zajrzy do kin, galerii, domów kultury i bibliotek. Tak naprawdę zatem Euroshorts skończy się dopiero w czerwcu 2015 r.

niedziela, 30 listopad 2014 15:06

BOSKA BIOGRAFIA

Napisane przez

„Bogowie” być może nie przebiją spektakularnością – i frekwencyjnym sukcesem – kilku tegorocznych superprodukcji polskiego kina. Niewątpliwie jednak, to jeden z najlepszych polskich filmów, jakie w tym roku zobaczyliśmy.

– Przed obejrzeniem filmu „Bogowie” miałam obawy, że zgodnie z naszym zwyczajem prostą historię twórcy będą przekombinowywać, siląc się na zbędną symbolikę, by nikt nie zarzucił im płytkości lub braku pomysłowości – pisała recenzentka tabloidu „Fakt”, gazety, która rzadko sili się na zachwyty. – Zobaczyłam świetnie skonstruowaną historię z pełnokrwistymi bohaterami. Uśmiałam się setnie i wzruszyłam – dorzuca jednak. A to tylko jeden z głosów w chórze pochwał, jaki rozbrzmiał po premierze filmowej biografii profesora Zbigniewa Religi.

„Świetnie opowiedziana historia o upartym człowieku, który zmienił nie tylko Polskę i Polaków, ale i świat” – czytamy w „Polityce”. „Film dostarcza widzom szeroką gamę emocji. Trochę wzrusza czasami, jak każda ciekawsza biografia, przyprawia chwilami o łzę w oku, jak każdy lepszy dramat, ale też bawi, w niektórych momentach wręcz do rozpuku – to ostatnie głównie za sprawą znakomitych dialogów” – podkreślała autorka blogu na stronach „Newsweeka”. Ba, polską produkcję zauważyli też Brytyjczycy z „The Guardian”. „Film jest zrealizowany nieco staromodnie, szczególnie pompatyczna orkiestra jako ścieżka dźwiękowa, ale dobrze opowiada fascynującą historię i potrafił uchwycić ten specyficzny czas i miejsce w historii medycyny” – można przeczytać na stronach tego prestiżowego dziennika z Wysp.

I rzeczywiście, w polskim kinie rzadko zdarza się film – nie mówiąc już o tym, że biograficzny – który tak rozkładałby się akcenty. Biografia to w jego przypadku słowo nieprecyzyjne: opowiadana historia rozgrywa się w latach 1983-86 i pokazuje tylko kluczowy moment w życiu Religi. Ale za to pokazuje go bez nadmiernej pompy, w naturalny sposób, okraszając dokonania słynnego polskiego kardiochirurga stekami przekleństw, szklankami wódki i nieustannie unoszącymi się smugami papierosowego dymu. Tomasz Kot doskonale odnalazł się w tej roli. Choć twórcy filmu drobiazgowo odtworzyli realia epoki, nie mamy tu też tej wielkiej politycznej historii, która zakrada się do licznych obrazów z akcją osadzoną przed 1989 rokiem. Bohater filmu wraca co prawda do ojczyzny z zagranicznego stażu i siłą rzeczy zdarza się z realiami ówczesnych układów rządzących krajem – ale jego wysiłki krążą wokół tego, jak w przaśnych warunkach kliniki stworzyć ośrodek kardiochirurgii z dokonaniami na miarę świata. Ratuje ludzi, a nie Polskę.

Dla wielu to zupełnie nowe podejście. „W pierwszej kolejności na film wysłałbym swojego nauczyciela biologii z liceum. Najchętniej pytał pierwszoroczniaków nie o pantofelka, czy mitochondria, lecz o jedyne zwycięskie polskie powstanie. Kto wiedział, że chodzi o Powstanie Wielkopolskie, dostawał dużego plusa. Profesor zwykł potem wygłaszać mowę, że niewiele osób o tym powstaniu pamięta, bo ono takie niepolskie – zakończone zwycięstwem” – komentował film, nie bez racji, jeden z widzów.

– Kto by pomyślał, że film o kardiologii w Polsce może być tak dobry. Ale „Bogowie” to utrzymana w szybkim tempie opera mydlana, trochę jak „Ostry Dyżur” i „Grey's Anatomy”, ale umiejscowiona w latach 80., co dodaje im trochę kiczu z epoki Żelaznej Kurtyny – wyzłośliwiał się „The Guardian”. Oby takich oper mydlanych więcej, można odrzec.

niedziela, 30 listopad 2014 14:52

KONKURS „Z FILMEM NA TY”

Napisane przez

Drodzy Czytelnicy,

Przez cały 2014 rok publikowaliśmy na naszych łamach artykuły, składające się na cykl publikacji „Z Filmem Na Ty”. W ten sposób staraliśmy się popularyzować wiedzę o tym, co w polskim kinie najlepsze, najnowsze i najciekawsze, a zarazem staraliśmy się podsunąć pasjonatom kina z całej Polski – nie tylko z największych metropolii, ale też tym, którzy mieszkają w mniejszych ośrodkach – sugestie najatrakcyjniejszych lokalnych wydarzeń filmowych. Czas podsumować wiedzę!

W ramach konkursu będącego podsumowaniem i ukoronowaniem cyklu publikacji „Z Filmem Na Ty” chcielibyśmy zadać Wam kilka pytań związanych z opisywanymi przez nas dziełami, wydarzeniami i ocenami. Wśród osób, które odpowiedzą na nasze pytania, rozlosujemy atrakcyjne nagrody: pierwszą nagrodą jest dziesięciopłytowy box filmowy „Kanon Filmów Polskich: Kolekcja Klasyki” (znajdziemy w nim obrazy takie jak „Kanał”, „Pociąg”, „Popiół i diament”, „Do widzenia, do jutra?”, „Niewinni czarodzieje”, „Nóż w wodzie”, „Salto”, „Przesłuchanie”, „Mój Nikifor”, „Plac Zbawiciela”) oraz album prezentujący dorobek znanego malarza Ludwika Maciąga. Dodatkowe cztery albumy trafią w ręce czterech innych wylosowanych uczestników konkursu.

Aby wziąć udział w konkursie wystarczy odpowiedzieć na poniższe pytania:

1.       Na łamach Magazynu opisywaliśmy szereg imprez filmowych odbywających się w mniejszych miejscowościach w Polsce. Którą z nich uznaliby Państwo za najciekawszą?

2.       Na naszych łamach opisaliśmy dzieło, które będzie najpopularniejszym filmem roku: w połowie listopada film ten zobaczyło już 1,8 mln polskich widzów. O jaki film chodzi?

3.       Przez cały rok śledziliśmy wraz z Czytelnikami rozwój kampanii społecznej „Skrytykuj!”, promującej świadomą dyskusję o kinie wśród młodzieży. Jaka instytucja jest organizatorem tej akcji (prosimy o wybranie właściwej odpowiedzi)?

a.       Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

b.      Polski Instytut Sztuki Filmowej

c.       Instytut im. Adama Mickiewicza

4.       W 2014 r. – w związku z 70. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego – zobaczyliśmy na ekranach kin dwa filmy poświęcone temu wydarzeniu, jeden o charakterze fabularnym, drugi – dokumentalnym. O jakie filmy chodzi i kto był ich reżyserem?

5.       Uczestnicy kampanii społecznej „Skrytykuj!” mieli szansę zasiąść w jury młodzieżowym jednego z najbardziej prestiżowych festiwali filmowych w Polsce. O jaki festiwal chodzi?

6.       Jaki film jest w tym roku polskim kandydatem do nagrody Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej – znanej nam jako Oscar?

7.       Jeden z organizowanych w Polsce festiwali filmowych poświęcony jest w pełni pracy operatorów. O jaki festiwal chodzi?

Na państwa odpowiedzi czekamy do 15 grudnia br. Życzymy powodzenia!

sobota, 01 listopad 2014 20:20

Jury Młodzieżowe Skrytykuj.pl w akcji!

Napisane przez

Z Jury Młodych 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni rozmawia Marta Sikorska (Polski Instytut Sztuki Filmowej)

Jeszcze w październiku poznamy laureatów kolejnej edycji konkursu „Skrytykuj” na recenzje i wideorecenzje! Tym razem dwoje uczniów zaprosimy do Jury Młodych 32. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! w Poznaniu.

W poprzedniej edycji konkursu główną nagrodą było miejsce w Jury Młodzieżowym Skrytykuj.pl podczas 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni. Jak wygląda proces wyboru nagrodzonego filmu? Jakimi kryteriami kierowało się Jury? Dowiedzieliśmy się tego, rozmawiając z młodymi jurorami tuż po ogłoszeniu ich werdyktu.

MARTA SIKORSKA (PISF): Jak wyglądał proces wyboru filmu, który nagrodziliście podczas 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni?

PAULINA RICHERT: Były to długotrwałe dyskusje, często do późnych godzin nocnych, żeby ustalić, co jest najważniejsze w danym filmie.

KLARA KLUCZYKOWSKA: Spędzaliśmy dużo czasu na rozmowach o każdym filmie. Naprawdę wnikliwie omówiliśmy wszystkie, precyzyjnie. Te, które nam się nie podobały, w szczególności.

KAJETAN CHODOROWSKI: Kiedy obejrzeliśmy „Fotografa” i skłanialiśmy się ku przyznaniu mu naszej nagrody, początkowo byłem przeciw. Powiedziałem „nie”. Nie dlatego, że ten film mi się nie podobał, tego nie mogę powiedzieć. Zobaczyłem „Bogów” i stwierdziłem, że to jest mój typ. Ale potem zacząłem się zastanawiać nad każdym z filmów z Konkursu Głównego. Zacząłem dyskutować z resztą. Zostałem przekonany, choć było ciężko.

Mój sprzeciw wynikał też z tego, że chciałem przyznać nagrodę filmowi, który pokazuje coś nowego. I to znalazłem w „Bogach”, w których było zabawne podejście do tematów, które wcale nie były śmieszne. Ale też w „Hardkor Disko”, gdzie niesamowita była strona estetyczna. Natomiast „Fotograf”, podobnie jak wcześniejsze „80 milionów” jest dobrym filmem. Miło się go oglądało i wciągał widza.

MICHAŁ GLIŃSKI: Ja przy „Fotografie” miałem stosunkowo niewiele wątpliwości. Byłem jedną z osób, które były za tym tytułem prawie od początku. Tak jak dla niektórych obiekcją było to, że jest to film bardzo jednoznacznie gatunkowy, to dla mnie było to jego dużą zaletą. Bardzo chciałem nagrodzić coś takiego. Kiedy go zobaczyłem, stwierdziłem, że choć jeszcze nie zobaczyłem całego Konkursu, to będzie to najprawdopodobniej jeden z moich najsilniejszych typów. I tak było w zasadzie do końca.

Jakie filmy obok „Fotografa” Waldemara Krzystka znalazły się na waszej shortliście?

KK: Przede wszystkim „Bogowie” i „Hardkor Disko” – wokół tych filmów mieliśmy dużą dyskusję.

MICHAŁ SUJETA: W mojej trójce, obok „Fotografa” i „Bogów” znalazł się też film „Zbliżenia” Magdaleny Piekorz.

PR: Ja miałam cztery typy na dość podobnym poziomie: „Kebab&Horoscope”, „Zbliżenia”, „Bogowie” i „Fotograf”. Byłabym zadowolona, gdybyśmy wybrali którykolwiek z tych filmów.

Jakimi kryteriami posługujecie się przy ocenie filmów?

PR: Od jakiegoś czasu filmy oglądam dwutorowo. Z jednej strony, śledzę fabułę i szukam czegoś ciekawego, czego dotąd nie powiedziano w kinie. Z drugiej strony, patrzę na stronę techniczną: jak pracuje kamera, jakie zastosowano ujęcia, kadry. Chodzi o udane połączenie tych dwóch sfer oraz wprowadzenie czegoś nowego i ciekawego.

KK: Dla mnie liczą się przede wszystkim emocje, jakie dany film na mnie wywrze, wzruszenie. Czy to będzie śmiech czy płacz – chcę wyjść z kina poruszona.

MS: Film jest przede wszystkim obrazem, i to obraz powinien być dla nas ważny. To jednak praca kamery, montaż, decydują o tym, jak wygląda nasze spotkanie z filmem. Nie chodzi tylko o przekazanie przez reżysera jakiegoś pomysłu, jakiejś historii. Powinniśmy zwracać w równym stopniu uwagę na estetykę obrazu, to, jakie zastosowano ujęcia.

KCh: Zdjęcia i muzyka dają mi bardzo dużo. Mogę wybrać się na film, w którym będzie cisza, ale jeśli będą piękne zdjęcia, to ten film po prostu mnie oczaruje.

MG: Mój odbiór filmu wywodzi się od mojego odbioru literatury. Jestem chyba jedynym członkiem jury, który najmniejszą wagę przywiązuje do takich rzeczy, jak zdjęcia. Są dla mnie drugorzędne, przede wszystkim wobec historii i tego, co jest bardzo łatwo wyłapać także w literaturze. Chodzi o indywidualny styl autora – czy jest dobry, ciekawy, czy jest adekwatny. Zdjęcia traktuję zatem bardziej jako środek artystycznego wyrazu, a nie wyłącznie kwestię techniki.

KCh: Fascynuje mnie zastosowanie symbolu, przenośni. Fascynujące jest poszukiwanie tego, co autor miał na myśli. Wychodzę z kina i mogę się zastanawiać przez następny tydzień nad tym, co dokładnie ten film miał mi przekazać.

Czego wam brakuje w polskim kinie, a co was zachwyca i porusza?

PR: W tym roku w Gdyni królowało kino gatunkowe. Z jednej strony, to bardzo dobrze, bo do tej pory nie za dużo tego powstawało i nie za dobrej jakości. Teraz idzie to w naprawdę dobrym kierunku. W tym roku w zbyt małym stopniu prezentowane było podejście bardziej artystyczne (...). Bywa czasem tak, że autor chce coś przekazać, jednak większość ludzi go nie rozumie. To jest chyba główny powód, dlaczego „Onirica – Psie Pole” nie znalazł się w czołówce naszych konkursowych wyborów. Jednak ja uważam, że kino artystyczne powinno być w Gdyni szerzej reprezentowane niż jest w tej chwili.

KK: Mnie brakuje trochę oryginalności, którą znalazłam w „Hardkor Disko”, czego się nie spodziewałam, podchodząc do tego filmu bardzo obojętnie. Naprawdę, muzyka i obraz dobrze ze sobą w tym filmie grają. Byłam pod wielkim wrażeniem. Szukam w polskim kinie właśnie takich wrażeń estetycznych. Mamy też wspaniałych aktorów. Jest dużo świetnie opowiedzianych historii. Ja bardzo lubię w polskim kinie humor. Starsze filmy to po prostu coś wspaniałego. W nowych filmach szukam przede wszystkim jakiegoś nowatorstwa.

KCh: Faktycznie, brakuje mi kina artystycznego. Owszem, jest kilka filmów niezwykłych, jak choćby „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego, dlatego bardzo czekałem na „Oniricę”. Uwielbiam filmy, które mają w sobie elementy oniryczne, fragmenty snów. Polskie kino ma niesamowity potencjał, który według mnie ujawnił się np. w „Dziewczynie z szafy” Bodo Koxa. Czekam na to, by reżyserzy nie bali się wybiegać swoją wyobraźnią gdzieś dalej.

MG: Szukam kina gatunkowego i rzeczywiście cieszy, że pojawiło się ono na tegorocznym festiwalu w dość dobrej odsłonie. Przyznając naszą nagrodę „Fotografowi” doceniamy to kino. To jest krok naprzód, by realizować filmy, które są po prostu dobrymi historiami. Niekoniecznie chodzi o to, by uczestniczyć w wyścigu, kto zrobi bardziej artystyczny film. Chciałbym, żeby pojawił się u nas autor „tarantinowski”. Ktoś, kto robiłby ciekawe i krwawe historie, zwłaszcza, że mamy genialne historyczne i społeczne podstawy, żeby coś takiego się w naszym kinie zadziało. Czekam na mocne kino, które niekoniecznie będzie się podobać krytykom.

Czekam też na dobre adaptacje współczesnej literatury, jednak taki film bardzo łatwo zepsuć. Jeśli mamy do czynienia z oryginalnym autorem, to po przeczytaniu 4-5 stron jesteśmy w stanie rozpoznać niepowtarzalny styl. Podobnie jest w kinie: widzimy trzy kadry, widzimy obsadę i wiemy, kto dany film nakręcił. Brakuje mi takiej indywidualności w filmie. Ostatnimi czasy mamy w kinie konflikt pomiędzy mitologizacją, a odzieraniem z mitów, doceniam zaistnienie tego zjawiska. To dużo lepsza sytuacja niż robienie filmów nijakich, stojących pośrodku. Kiedy mamy te dwie skrajności w kinie, to jest to zdrowa, oddychająca kultura. To rzeczywiście fajne.

MS: Podoba mi się, że rosną budżety w polskim kinie. Kolejnym etapem powinna być promocja dobrych polskich filmów, która wydaje się być zaniedbywana. Przeciętny widz wybierze się do kina na coś, czego reklamę zobaczy np. w internecie czy telewizji. Jeśli chce obejrzeć coś więcej, jeśli marzy o dobrym kinie artystycznym, to musi tego po prostu wnikliwiej szukać. Najczęściej znajdzie to w kinach studyjnych, a nie w dużych kinowych sieciach. Najbardziej mnie boli to, że dobre filmy tak szybko znikają, czy wręcz umierają. To błąd dystrybutorów, czy też producentów – niezapewnianie odpowiedniej promocji. Zbyt wiele tytułów jest pomijanych w szerszej dystrybucji. Jeśli reżyser włoży w film całe serce i będzie stawał na głowie, by pozyskać budżet, ale to w żaden sposób nie zostanie docenione, to po prostu za którymś razem on może się poddać.

KK: Mam duże nadzieje związane z dobrym polskim kinem. Wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Kolega wspomniał o „Dziewczynie z szafy” – muszę powiedzieć, że i ja jestem fanką tego filmu. Ale też filmów Tomasza Wasilewskiego, który właśnie ma ten rys indywidualności. Zrobił dwa filmy i ja widzę między nimi podobieństwa oraz czekam na trzeci film.

KCh: Pokażmy w kinie żywych ludzi, którzy się cieszą i widzą piękno tego świata, nie tylko katastrofę. Dlatego „Bogowie” tak bardzo przypadli mi do gustu.

PR: Jest coś, co było zaniechane przez kilkadziesiąt lat. O historii mówiło się tylko poważnie i tylko w podniosłym tonie. Źle było widziane przełamywanie tego. W tym roku przełamują to nie tylko „Bogowie”, ale np. „Obywatel”, który prześmiewczo traktuje historię ostatnich kilkudziesięciu lat w Polsce. To bardzo ciekawy kierunek, w jakim może pójść polskie kino.

Jesteście młodymi krytykami filmowymi. Gdzie oglądacie filmy, jak wybieracie to, co chcecie zobaczyć?

KK: Mam dużo do nadrobienia, jeśli chodzi o klasykę zarówno polskiego, jak i światowego kina. Ale na to się bardzo cieszę. Dużo filmów oglądam w kinie, doceniam także festiwale filmowe. Kupuję sporo DVD i lubię oglądać filmy w domu, zwłaszcza w większym gronie, kiedy można na bieżąco komentować. Czasami jednak komentarze przeszkadzają. Zdarza się, że wychodząc z kina nie jestem w stanie rozmawiać, tylko muszę pobyć sama i dopiero po chwili zacząć rozmowę.

MS: Mogę szczerze powiedzieć, że jestem przeciwnikiem piractwa. Po pierwsze, nie wspiera to autorów, a po drugie filmy są dużo gorszej jakości. Wiem, że pieniądze z kupionego przeze mnie biletu do kina gdzieś tam do twórców i dystrybutorów wracają. Oglądam też filmy na platformach VOD w internecie. Do wyboru mamy też teraz sporo stacji telewizyjnych.

PR: Jestem wielką fanką klasyki. Teraz stopniowo ją poznaję i tu jest problem, bo niestety, nie ma gdzie jej oglądać, mimo stale rosnącej ilości rekonstrukcji cyfrowych. W kinach te filmy praktycznie nie istnieją, można na nie trafić jedynie w repertuarze pojedynczych kin studyjnych. Starsze kino prezentują tylko stacje takie jak TVP Kultura i Ale Kino+.

KK: Świetnym pomysłem są kanały na Youtube, gdzie klasykę polskiego kina udostępniają Studio Filmowe KADR czy TOR. Z tego, co się orientuję, to cześć filmów ma napisy angielskie, więc można je polecać swoim zagranicznym znajomym.

KCh: Nie toleruję telewizji, więc nie mam w domu telewizora. Uwielbiam oglądać filmy w kinie i nie da się tego porównać z niczym innym. Przez pewien czas lubiłem oglądać filmy sam. Jednak od pewnego czasu potrzebuję drugiej osoby, z którą mogę po filmie porozmawiać. Czasem mam problem ze znalezieniem tego kogoś, zwłaszcza przy trudniejszym kinie. Próbowałem w szkole założyć klub filmowy, ale się nie udało. Teraz przenoszę się do Warszawy i mam nadzieję, że tutaj znajdę więcej filmowych inicjatyw.

MG: Ja oglądam głównie filmy nowe. Bardzo lubię multipleksy. Jestem kimś kto często mówi: film był słaby, ale w kinie było fajnie. Lubię rozsiąść się w wygodnym fotelu, mieć ze sobą popcorn. Jednak oglądanie filmów w samotności jest dla mnie ciężkie, nie potrafię się skupić. Jestem z Tarnowskich Gór, a w tym roku Nagrodę PISF otrzymał działający u nas DKF „Olbrzym”. Tam odbywają się pokazy klasyki i czasem w nich uczestniczę.

Nie mogę was nie zapytać o to, co dla was było ważne, kiedy zaczynaliście się interesować filmem. Jak to się w waszym przypadku zaczęło? Jak można to rozwijać dalej?

KK: W moim przypadku wszystko zaczęło się w domu, od rozmów z rodziną. Dzieciom filmy do oglądania wybierają rodzice i myślę, że miałam to szczęście: wtedy została we mnie zaszczepiona miłość do filmu. O kinie trzeba rozmawiać, ale też warto pisać, próbować. Świetną okazją są też takie konkursy, jak propozycja PISF i Skrytykuj.pl.

MG: Andrzej Sapkowski, pytany o rady dla początkujących pisarzy, zawsze konsekwentnie odpowiada, żeby się nie wygłupiać i znaleźć sobie uczciwą robotę. I troszkę tak jest. Natomiast w moim przypadku zainteresowanie krytyką jest związane z moim przywiązaniem do słowa pisanego. Dopiero potem przychodzi zainteresowanie filmem. Gdybym miał pisać o czymkolwiek, to pewnie i tak wybrałbym kino, natomiast ja w ogóle chciałbym pisać. Szukam zawsze okazji, by się rozwijać w tym kierunku.

KCh: Owszem, chodzenie do kina z rodziną było ważne, ale nie jest też tak, że oglądałem wszystko. Zainteresowałem się najpierw fizyką i strasznie dużo się jej uczyłem. W pewnym momencie się zorientowałem, że potrzebuję jakiejś odskoczni. Zacząłem oglądać filmy praktycznie dzień w dzień, to może naprawdę uzależniać. Potem spotkałem Paulinę – i ona namówiła mnie na udział w Konkursie Wiedzy o Filmie. Kolejnym etapem jest czytanie książek o kinie. Co polecam innym osobom, które zaczynają się interesować filmem? Trzeba oglądać. To naprawdę fascynujące.

PR: Rodzice zabrali mnie pierwszy raz do kina, jak miałam dwa lata. Dzięki nim obejrzałam sporo klasyki, np. „Obywatela Kane'a”. Zawsze lubiłam czytać o filmie, o tym jak powstaje, jaka jest jego historia. Na poważnie zaczęłam się tym interesować w liceum. W szkole też brałam udział w tworzeniu filmów. Co roku powstaje u nas co najmniej jeden film. Wysyłamy je na przeglądy filmów szkolnych. Tak się to wszystko potoczyło, że właśnie rozpoczynam studia na filmoznawstwie w Krakowie. Jeśli chce się pisać o kinie, trzeba cały czas pisać, podszkalać się. Trzeba czytać, powiększać swoją wiedzę. Dobrym pomysłem jest stworzenie bloga i od razu konfrontowanie się z czytelnikami, by nie pisać do szuflady.

MS: Recenzja, którą zrobiłem na konkurs Skrytykuj!, to była moja pierwsza recenzja w życiu! Brałem raczej udział w konkursach na filmy, uważam się za filmowca-amatora – bardziej niż krytyka. Zorientowałem się, że film jest pięknym narzędziem i w jakiś sposób można nim zmieniać świat. Można coś komuś przekazać w piękny sposób. Dlatego pociąga mnie nie tyle pisanie, co robienie filmów. Na razie długa droga przede mną, będę próbował zdawać do szkoły filmowej. Jak zacząć? Trzeba być konsekwentnym i nie odpuszczać. Wtedy ktoś nas dostrzeże, da nam wskazówkę. Trzeba ciężko pracować.

sobota, 01 listopad 2014 20:19

LISTOPAD KINOMANA

Napisane przez

Tegoroczna jesień kinem stoi: na listopad zaplanowano w całej Polsce kilka doskonałych imprez filmowych, które żal byłoby stracić. Polecamy kilka doskonałych ogólnopolskich i lokalnych festiwali filmowych.

Kameralny start

Zacząć warto w Gnieźnie – tam odbędzie się 8. Offeliada – Ogólnopolski Festiwal Filmów Amatorskich i Niezależnych. Impreza startuje 6 listopada i potrwa cztery dni. Pomysł na organizowany od 2007 roku festiwal zakłada zaprezentowanie publiczności młodego polskiego kina niezależnego, przy uzupełnieniu tego przeglądu dodatkowymi wydarzeniami kulturalnymi: wystawami, prelekcjami, koncertami oraz warsztatami.

W tym roku, w ramach mocnego otwarcia organizatorzy festiwalu chcą pokazać widzom „Bobry” – dzieło niezależnego reżysera Huberta Gotkowskiego, o którym w ostatnich miesiącach było bardzo głośno. „Bobry” to kameralna opowieść o powrocie do rodzimego miasteczka i próbie reaktywacji punkowej kapeli, w której grali niegdyś razem główni bohaterowie filmu. Gorzko-ironiczna historia konfrontacji młodzieńczych ideałów z prozą życia zdobył już szereg nagród na innych festiwalach – gnieźnieńska projekcja będzie więc podsumowaniem sukcesu dzieła. I pretekstem, by spotkać się z jego twórcami: reżyserem oraz współscenarzystą i odtwórcą jednej z głównych ról, Marcinem Kabajem.

Innym znanym twórcą, którego będziemy mogli spotkać na Offeliadzie, jest Jan „Yach” Paszkiewicz – znany przede wszystkim ze swoich krótkich form, zwłaszcza ponad czterystu teledysków (w tym dla sław polskiej sceny: Wojciecha Waglewskeigo, Macieja Maleńczuka czy Kazika Staszewskiego i Kultu). Paszkiewicz w Gnieźnie będzie przewodniczył pracom jury.

http://www.offeliada.pl

Gwiazdy we Wrocławiu

Jeżeli gnieźnieńska impreza przyciąga twórców niezależnych lub stawiających pierwsze kroki w branży, to już 3. Festiwal Aktorstwa Filmowego we Wrocławiu będzie świętem uznanych weteranów polskiego kina. Odbywający się w dniach 8-13 listopada przegląd to celebra doskonałego aktorstwa: owszem, widzowie oglądają tu filmy, ale są one jedynie pretekstem do próby uchwycenia fenomenu zawodu aktora – pokazują warte zapamiętania kreacje, warsztat najlepszych adeptów tego zawodu, a na dodatek promują Wrocław i pobliskie Oleśnicę i Strzelin.

- W czasach, gdy każdy może być aktorem, choćby w swoim prywatnym filmie, zrobionym telefonem komórkowym, warto zwrócić uwagę na tych, których wyróżnia prawdziwe zawodowstwo i wyjątkowy talent – podkreśla dyrektor naczelny festiwalu, Stanisław Dzierniejko. Ale też we Wrocławiu można próbować utorować sobie drogę do własnej kariery scenicznej: warsztaty aktorskie prowadzi tu dyrektor artystyczny imprezy, czyli… Bogusław Linda we własnej osobie. Wybrany, najlepszy uczestnik warsztatów w ubiegłym roku miał szansę zaprezentować swój samorodny talent w serialu „Ojciec Mateusz”. Nie inaczej ma być i w tym roku.

Organizatorzy zapowiadają już obecność plejady gwiazd. Beata Tyszkiewicz i Marek Kondrat otrzymają Platynowe Szczeniaki – nagrody za wybitne osiągnięcia w aktorstwie filmowym. Widzowie będą mieli też szansę porozmawiać z artystami takimi, jak Tomasz Kot, Marcin Dorociński, Robert Więckiewicz, Agata Kulesza, Artur Żmijewski, Ewa Wiśniewska, Jan i Łukasz Nowiccy, Dawid Ogrodnik, Janusz Chabior, Joanna Brodzik, Paweł Wilczak i Olga Bołądź.

Projekcje będą organizowane w Dolnośląskim Centrum Filmowym, wraz z towarzyszącymi prelekcjami ekspertów. Bilety natomiast – jak zapowiadają twórcy festiwalu – będą bezpłatne i znajdą się w kasach DCF na dwa tygodnie przed rozpoczęciem festiwalu. Dotyczy to zarówno seansów filmowych, jak i spotkań z artystami. Ciekawe zatem, jak długo będą dostępne…

http://www.festiwalaktorstwa.pl/

Katedra niedocenianych profesjonalistów

Ledwie dwa dni po zakończeniu wrocławskiej celebry, w Bydgoszczy zgromadzą się „cisi bohaterowie” planu filmowego: operatorzy. Ich świętem – od przeszło dwóch dekad – jest Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych CAMERIMAGE. Rozpoczynająca się 15 listopada (i trwająca tydzień) impreza to doskonale znany na całym świecie zlot tych speców, którym zawdzięczamy zarówno spektakularne panoramy, jak i dostrzeżenie drgnięcia najmniejszego mięśnia na twarzy aktora.

- Film jest jak gotycka katedra, która powstaje jako efekt współpracy artystów różnych profesji kierowanych przez „magister operis”, a w filmie przez reżysera – poetycko opisywał specyfikę imprezy jej dyrektor, Marek Żydowicz. – To głównie reżyserzy i aktorzy (którzy są jak rzeźby i obrazy zdobiące katedrę) przyciągają uwagę podczas festiwali, konkursów i przeglądów. Rola autorów zdjęć filmowych i ich znaczenie jako osób mających wkład w wizualny efekt całości – ostateczny kształt obrazu filmowego – jest zwykle niedoceniana. A jednak, tworzenie filmów przy użyciu kamery sięga źródeł kinematografii oraz narracji filmowej i tak samo jak fabuła kreuje znaczenie. Nie byłoby to możliwe bez wyjątkowej sztuki autorów zdjęć filmowych – dodawał. Architektów tych katedr będziemy celebrować w tym roku już po raz 22.

Organizatorzy postanowili się więc upomnieć o szacunek dla „mistrzów szkiełka”, przez które patrzymy na filmowy świat. Przyznawane na festiwalu nagrody – Złote, Srebrne i Brązowe Żaby – to jedne z najbardziej prestiżowych wyróżnień w świecie X Muzy. Co ważne, organizatorzy nie koncentrują się wyłącznie na twórcach uznanych już dzieł. W Bydgoszczy swoją szansę mają i ci, którzy są dopiero u progu kariery: poza Konkursem Głównym zaplanowano zatem Konkurs Etiud Studenckich, Konkurs Filmów Polskich, Konkurs Debiutów Filmowych, Konkurs Wideoklipów, Camerimage Market czy Camerimage Forum. Do tego szereg pokazów specjalnych, premier, przeglądów i retrospektyw, wystawy, koncerty i – jakżeby inaczej – spotkania z gośćmi festiwalu.

http://www.camerimage.pl

Nagroda w rękach widzów

Gdy w Bydgoszczy widzowie będą się jeszcze upajać najlepszymi ujęciami w historii kina, na drugim końcu kraju ruszy impreza może nieco bardziej kameralna – ale nie mniej interesująca. Po raz dziewiąty będzie można uczestniczyć w Międzynarodowym Festiwalu Młodego Kina „Pełny Metraż” w Lublinie (19-23 listopada). Nazwa teoretycznie mówi sama za siebie, ale doprecyzujmy: lubelska impreza to przegląd kina autorskiego, pełnometrażowego (do konkursu przyjmowane są dzieła nie krótsze niż 60 minut), będącego dziełem twórców młodych i niezależnych. Jak rozumieją to organizatorzy? Chodzi im o dzieła „tworzone przez pasjonatów, powstające z prawdziwej potrzeby artystycznej wypowiedzi i kreowania kina, zwykle w oparciu o oryginalne, własne scenariusze twórców”.

Przyjmowane do konkursu filmy mają więc być „autentycznym i ważnym głosem pokoleniowym”. Dzięki rozbudowanej formule filmu – trudno bowiem o etiudę, która trwałaby więcej niż konkursowa godzina – wypowiedź artystów ma być pełniejsza i bardziej przemyślana. Na marginesie: w ubiegłorocznej edycji główną nagrodę Pełnego Metrażu zdobyły wspomniane wyżej „Bobry”…

Twórcy Pełnego Metrażu postanowili też podjąć się ciekawego eksperymentu – tradycyjnie przyznawaną najlepszemu dziełu w danej edycji nagrodę pieniężną – od 2014 roku ma przyznawać… publiczność. „Filmy tworzy się dla widzów i dlatego nadal uważamy, iż nagroda przyznana przez publiczność jest najcenniejszym wyróżnieniem dla filmowca” – deklarują. Oczywiście, nie będzie głosowania całej sali przez podniesienie rąk. Z widowni wyłonione zostanie piątka zapaleńców – tych, którzy obejrzą wszystkie przewidziane w programie filmy, podyskutują o nich, a następnie przeforsują swój wybór w bezpośredniej konfrontacji z resztą festiwalowej publiczności. Nabór do tego wyjątkowego jury będzie trwać do końca października.

http://kinoteatrprojekt.pl

Krótko i na temat

21 listopada w Krakowie ruszy z kolei 21. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Etiuda & Anima: najstarszy w Polsce przegląd osiągnięć studentów szkół filmowych i artystycznych z całego świata, a także dorobek twórców animacji artystycznej. „Filmy, których nie zobaczysz nigdzie indziej, niszowe i autorskie kino, animacje na żywo, studencka twórczość z całego świata, oryginalne filmy animowane, inspirujące spotkania z artystami” – tak zachwalają swoją imprezę organizatorzy. I rzeczywiście, musi być w tym coś więcej niż autopromocja, skoro Polski Instytut Sztuki Filmowej wyróżnił ubiegłoroczną edycję festiwalu specjalną nagrodą.

Dwoma filarami krakowskiego przeglądu są konkursy: na etiudy fabularne i dokumentalne (nagradzane Dinozaurami) oraz dla twórców animacji (tu nagrody noszą nazwę Jabberwocky). Specjalny Złoty Dinozaur trafia z kolei w ręce wybitnych pedagogów, którzy jednocześnie wciąż są praktykami sztuki. Wiele filmów, jakie będziemy mieli okazję zobaczyć na 21. edycji festiwalu, można już dziś obejrzeć (lub przynajmniej zapoznać się z trailerami) na facebookowym profilu imprezy. Z kolei w trakcie przeglądu będzie można też przypomnieć sobie co bardziej interesujące dzieła z poprzednich lat czy nawet historii kina: przede wszystkim dokumentalnego i animowanego. W programie znajdzie się zapewne wiele ciekawostek, które w Polsce nie miały swojej premiery, a miłośnikom twórczości w stylu „Walca z Baszirem” powinny przypaść do gustu. W coraz większym stopniu na program festiwalowych spotkań wpływają nowe media i formy, które można przygotowywać w oparciu o nie.

Ważnym elementem krakowskiego festiwalu jest towarzyszenie uczestniczącym w nim twórcom również w kolejnych latach. Na Etiuda & Anima debiutował m.in. Florian Gallenberger, w 2001 r. laureat Oscara za „Quiero Ser”, film prezentowany raptem rok wcześniej w Krakowie. Ale lista nazwisk związanych z festiwalem artystów – ważnych i liczących się dziś na filmowej giełdzie – mogłaby iść w dziesiątki, jeśli nie setki. Impreza potrwa do 27 listopada.

http://etiudaandanima.com/

niedziela, 28 wrzesień 2014 22:54

INTENSYWNY FILMOWY PAŹDZIERNIK

Napisane przez

Tegoroczna filmowa jesień zapowiada się doskonale: jak Polska długa i szeroka organizowane są przeglądy i festiwale filmowe, od kina głównego nurtu po amatorskie produkcje zapaleńców. Zapraszamy do podróży po Polsce kinomanów!

Na początek: szczęśliwe zakończenie

– Najbardziej sobie cenię te filmy, które pozostawiają dużo, wzbogacają człowieka, które równocześnie nie uciekają od takiej dawki optymizmu, jakiejś nadziei. Ja to bardzo lubię w kinie i dlatego Festiwal Filmów Optymistycznych to jest festiwal moich filmów – mówił swego czasu Mirosław Baka, znany aktor i laureat Nagrody Honorowej Festiwalu Filmów Optymistycznych w Rzeszowie.

Idea Festiwalu Filmów Optymistycznych Multimedia Happy End – takiego, z którego wyjeżdża się podbudowanym i roześmianym – narodziła się przeszło dekadę temu, na drugim krańcu Polski. W 2001 r. w Karkonoszach, gdzie powstawał film dokumentalny zatytułowany „Szczęściarz”: historia pucybuta z Jeleniej Góry, który spełnił swoje marzenia. Optymistyczna, nomen omen, historia spodobała się na kolejnych przeglądach, gdzie dokument był prezentowany widzom. Posypały się nie tylko nagrody i wyróżnienia, ale też świetne recenzje samych uczestników pokazów. W Polsce, która przez dekadę trawiła problemy transformacji, upadek mniejszych ośrodków, mizerię PGR-owskiej rzeczywistości, „Szczęściarz” był powiewem świeżości i przedsiębiorczego ducha, który nie jest miażdżony przez twarde realia i marazm.

Entuzjastyczna reakcja sprawiła, że z tego filmu wypączkował pomysł na znacznie większą imprezę: Festiwal Filmów Optymistycznych, przegląd tych dzieł, które nie sprowadzają na ziemię, a wręcz przeciwnie – odsyłają do gwiazd. Tu gromadzono historie ludzi, którzy mają nadzieję, działają, ich działania dają rezultaty. I nie chodzi o naiwne komedie romantyczne. – Idea jest rzeczywiście przednia, udało się zebrać sporo filmów, które dają obraz Polski z innej strony – komentował prof. Andrzej Jurga, reżyser i wykładowca PWSFTViT. – W mediach wszystko wygląda bardzo groźnie, a nagle okazuje się, że bardzo wielu ludzi jest w stanie zawalczyć o siebie, żeby lepiej im się żyło, żeby zwalczyć swoje kalectwo, gotowi są pomóc innym i to jest bardzo optymistyczne. Zebranie tych filmów i te portrety ludzi to jest optymizm tego Festiwalu – dodawał.

„Filmów z pozytywnym przesłaniem nie brakuje, a my z ogromną przyjemnością je zbieramy, aby Państwu zaprezentować największą dawkę optymizmu w Polsce” – podkreślają organizatorzy. Tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 7-11 października. Obejmie 29 filmów fabularnych, 23 dokumentalne oraz 4 animacje – starannie wyselekcjonowane spośród blisko dwustu zgłoszonych na festiwal dzieł. Najlepszy otrzyma Złotą Rybkę, na szczęście!

http://happyend.multimediaoff.pl/

Lamy z Dolnego Śląska

Komu bardziej po drodze na Śląsk, ten – w tym samym czasie – ma szansę zabawić na 12. Festiwalu Filmowym Opolskie Lamy. W dniach 10-11 października festiwalowe jury dokona wyboru najlepszych filmów krótkometrażowych z lat 2013-2014 – ale to jedynie finał imprezy, która zaczyna się wraz z końcem września.

Widzowie opolskiej imprezy mają szansę zapoznać się z arcydziełami światowego kina niezależnego – w ramach cyklu „Panorama kina światowego” organizatorzy zaprezentują widzom w tym roku m.in. filmy „Rękopisy nie płoną”, „Porwanie Michela Houellebecqua”, „W drodze do Jah”, „Zimowy sen”, „Jak ojciec i syn”, „Lewiatan”. Jeśli tytuły te niewiele mówią konsumentom codziennego repertuaru większości polskich kin, dodajmy: to reprezentacja najlepszych dzieł z Iranu, Japonii, Turcji, Rosji i wielu jeszcze innych stron świata. Esencja tego, co najlepsze w kinie światowym ostatnich kilkunastu miesięcy. Do „Panoramy…” możemy dołożyć jeszcze cykle „Nocna klasyka” (tytuł mówi sam za siebie), „Rekomendacje Doroty Kędzierzawskiej” (światowe klasyki – od pierwszej części „Spalonych słońcem”, „Spragnionych miłości” po „Lecą żurawie”), „Retrospektywy” (w tym roku dzieła Kazimierza Karabasza, Jerzego Kaliny, Macieja Pieprzycy) czy „Dokumentalną odsłonę kina” (nic dodać, nic ująć).

Ukoronowaniem ma być wspomniany Konkurs Główny. W tym roku po raz pierwszy podzielono konkurs na trzy kategorie: Fabuła, Dokument, Animacja. „Pozwoli to na wyrównanie szans w walce o nagrodę główną, a jury nie będzie musiało wybierać pomiędzy gatunkami, skupiając się bardziej na walorach zgłoszonych filmów” – podkreślają organizatorzy. W tegorocznym jury zasiadają Jacek Bławut, Jerzy Armata i Leszek Dawid. Na marginesie, dodajmy, że Opolskie Lamy i środowiska ludzi kultury zaangażowane w powstawanie festiwalu pracują nad wzbogaceniem kulturalnej oferty województwa opolskiego przez cały rok – warto więc zaglądać do Opola również po zakończeniu festiwalu. Kinomanów mogą czekać tam niespodzianki!

http://opolskielamy.pl/

Filmem zafrapowani

Niezwykłe wydarzenie szykuje się też w październiku na zachodzie kraju: 3. Festiwal Filmów Frapujących w Gorzowie. Formuła imprezy niszowej, a zarazem ambitnej – i dedykowanej polskiemu kinu niezależnemu – może sprawić, że przegląd ten będzie przyciągać widzów spragnionych nowości, ekstremalnych przeżyć, rzeczy, jaki w kinie jeszcze nie widzieliśmy.

„Zrobiłeś film i uważasz, że możesz nim zaintrygować widzów? Nie chowaj go do szuflady!” – apelują twórcy Festiwalu. W Gorzowie będziemy mieli okazję zobaczyć filmy, które mają intrygować tematem, podejściem twórców, stroną formalną czy kreacjami aktorskimi. Ich oglądanie może stanowić wyzwanie samo w sobie, co więcej, dzieła ta mają frapować jeszcze długo po obejrzeniu – stawiając widzom pytania, o których warto myśleć jeszcze długo po zakończeniu imprezy.

Organizatorzy przeglądu to gorzowskie Kino 60 krzeseł i DKF Megaron przy Miejskim Ośrodku Sztuki. Październik staje się tradycyjnym miesiącem, w którym organizowana jest ta impreza. Tym razem pokazy będą odbywać się w dniach 17-19 października. Wybrane przez jury dzieła zostaną nagrodzone statuetkami o nazwie FRAPA (w swej artystycznej formie, stworzonej przez Gustawa Nawrockiego, nie mniej intrygującymi niż nagradzane filmy) – oraz nagrodami pieniężnymi. Festiwalowi towarzyszą też wydarzenia specjalne: np. dwa lata temu był to przegląd kina węgierskiego.

http://www.mosart.pl/

„Nie!” maszynowej produkcji festiwali

„Oryginalny i niepokorny” – charakteryzują swoją imprezę twórcy toruńskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tofifest. W Torunie mamy doświadczać twórczego zamętu artystycznych głów, kreatywności, radości tworzenia – a przy tym, jak zachwalają organizatorzy „wrodzonego braku festiwalowego zadęcia”. – To festiwal bez czerwonych dywanów, lawiny błyskających fleszy. Potrafi z wdziękiem i profesjonalizmem dozować dawki kinowego aromatu i z naturalną dla siebie nonszalancją zapewniać niezapomniane wrażenia zarówno wybitnym gościom, jak i samej publiczności – zachwala szefowa festiwalu, Kafka Jaworska. Nic dziwnego, że „twarzą” Festiwalu w odsłonie 2014 będzie Lisbeth Salander, bohaterka słynnej trylogii „Millenium”.

I rzeczywiście, czy pośród produkcji naszych wschodnich czy południowych sąsiadów, które regularnie mamy szansę zobaczyć w polskich kinach, potrafilibyśmy wskazać choć jeden film ukraiński? W Toruniu zobaczymy ich cały pakiet, dobrany zgodnie z autorskim wyborem organizatorów. Premierę w Polsce będą mieli na Tofifeście „Braty. Ostannya spovid” (Bracia. Ostatnia spowiedź/Brothers. The final confession) Victorii Trofimenko; tegoroczny ukraiński kandydat do Oscara – „Povodyr” (Przewodnik/The Guide) Olesa Sanina; laureat z Cannes, czyli „Plemię” (The Tribe/ Plemya) Myroslava Slaboshpytskiyego; a wreszcie znakomity dokument „Majdan. Rewolucje godności” Siergieja Łoźnicy (twórcę tak wybitnych filmów jak „We mgle” czy „Szczęście ty moje”) oraz film o liderce ruchu Femen „I am Femen” Alaina Margot oraz produkcje rewolucyjnego ruchu artystycznego #Babylon’13. Skądinąd, na Festiwal przyjedzie również gość specjalny ze wspomnianego kolektywu FEMEN.

Niebagatelnym elementem toruńskiej imprezy jest możliwość… podszkolenia się. W ramach warsztatów Filmogranie łączone są działania z zakresu filmu, fotografii, dźwięku, edycji obrazu z formami akcji artystycznych, praktyk fotograficznych. Kino jako synteza sztuk – świadomość tego zjawiska chcieliby upowszechniać twórcy warsztatów. W październiku będzie można doświadczyć tego połączenia, tworząc „nieklasyczną opowieść detektywistyczną” – przez trzy dni uczestnicy będą definiować kryminał jako gatunek filmowy, jego stylistykę i nastrój, próbując na koniec stworzyć własny subgatunek.

Organizowany po raz dwunasty Tofifest zapowiada się zatem jako filmowa uczta, której warto nie przegapić. Impreza rozciągnięta jest aż na siedem dni – od 21 do 27 października. To ułatwi sprawę nawet tym, którzy musieliby się „urwać z biura”, by uczestniczyć w tym niepokornym przeglądzie.

http://www.tofifest.pl/

W pogoni za światem

I tu zła wiadomość dla miłośników kina „politycznego” – aktualnego, goniącego za problemami społecznymi, politycznymi, gospodarczymi, komentującego aktualne wydarzenia i procesy. W tym samym czasie, gdy w Toruniu nie będą rozwijać przed gwiazdami czerwonych dywanów, w atmosferze nieco bardziej kameralnej i skupionej – w nieco mniejszym i spokojniejszym Kędzierzynie-Koźlu – odbywać się będzie Międzynarodowy Festiwal Filmów Niezaleźnych im. Ireneusza Rydza.

Organizowana w dniach 24-26 października w Domu Kultury „Chemik” impreza może jest bardziej kameralna, ale merytorycznie wagę ma nie mniejszą niż inne wspomniane wyżej przedsięwzięcia. Osiemnasta edycja tego przeglądu to dowód, że zainteresowanie widzów wspomnianą problematyką nie słabnie: rośnie zarówno ilość prezentowanych dzieł, ich autorów, jak i liczba widzów. Organizatorzy chcą też konsekwentnie „rozszerzać krąg młodych animatorów sztuki filmowej”, ba, „integrować też europejskie środowiska twórcze”. Festiwal od dziesięciu lat cieszy się też patronatem Światowej Unii Filmu Niezależnego „UNICA”.

Imprezie towarzyszą dodatkowe atrakcje: przeglądy kina off-owego, koncerty muzyki filmowej, spotkania z reżyserami i twórcami filmowymi, projekcje nagrodzonych dzieł w szkołach i ośrodkach kultury. W październiku zobaczymy też pokaz filmów dokumentalnych Macieja Drygasa połączony ze spotkaniem z autorem, mającym charakter warsztatowy i edukacyjny. Warsztaty to zresztą jedna z festiwalowych ofert: są adresowane do młodzieży i przygotowują do tworzenia własnych filmów.

http://www.mok.com.pl/publicystyka

 

niedziela, 28 wrzesień 2014 22:53

SKANDYNAWSKI KRYMINAŁ PO POLSKU

Napisane przez

„To film zaskakująco dojrzały, wyciągający z gatunkowych ram kryminału wszystko to, co najlepsze, mimo że jest dziełem debiutanta” – piszą recenzenci. „Jeziorak” ma szansę stać się jednym z najważniejszych filmów roku i klasykiem polskiego kina.

To nie jest klimat sielskiej prowincji, z telewizyjnych seriali rodem. Iza Dereń – policjantka w zaawansowanej ciąży z małego komisariatu zagubionego pośród mazurskich lasów i jezior – śledztwo w sprawie zamordowanej dziewczyny prowadzi w realiach polskich popegeerowskich wsi: w scenerii niewielkich, jakby oderwanych od świata miejscowości, w zarzuconych śmieciami chaszczach, w opuszczonym domu wypoczynkowym z poprzedniej epoki. Wnętrza nie przypominają folderów, raczej lapidaria. Przyroda zastygła w oczekiwaniu na pierwszy tej jesieni śnieg.

Mocna kobieca rola

Jakby jednej zbrodni było mało: policjantka musi też dojść, jaki los spotkał dwóch policjantów, z których jeden jest jej partnerem i ojcem przyszłych dzieci. Wkrótce tropy poprowadzą do zagubionej pośród lasów chaty bimbrownika, zacznie też przybywać zbrodni. Z wszystkich tych elementów zacznie układać się mozaika, w której Dereń będzie się musiała odnaleźć…

Recenzenci nie mogą się nachwalić roli Jowity Budnik, odtwarzającej postać Izy Dereń. Konsekwentna w działaniu, choć pełna wątpliwości; wrażliwa, choć pozornie oschła; profesjonalistka, choć jej priorytetem wcale nie jest praca. Wszystkie te sprzeczności aktorka oddała w subtelny, nienachalny sposób, bez uciekania się do stereotypowych chwytów. „Jedna z najciekawszych kobiecych ról w polskim kinie ostatnich lat” – kwitują. Na dodatek, wcale nie budząca bezwarunkowej sympatii widza – tę postać trzeba poznać i zrozumieć, żeby ją choć trochę polubić.

Skojarzenia z pamiętnym „Fargo” braci Coen mogą się naturalnie narzucać – ale w „Jezioraku” nie ma tego klimatu wszechobecnego pecha i fatalizmu, przeplecionego przymrużeniem oka. Są klisze – autorzy filmu w ewidentny sposób nawiązują do kryminalnych klasyków skandynawskiego kina, z „The Killing” i pierwotną wersją „Millenium” na czele. Ale też i na zbudowaniu złożonych, niejednoznacznych portretów psychologicznych im chodziło. Ten cel został zresztą w pełni osiągnięty.

Debiutant w ofensywie

Film Macieja Otłowskiego to mocny debiut, warty zobaczenia. Reżyser jest zarazem twórcą scenariusza. Główną rolę powierzono aktorce, która w zeszłym roku zasłynęła doskonałą rolą Papuszy – cygańskiej poetki, której twórczość w ostatnich latach ponownie odkrywamy. Zresztą Budnik od lat współpracuje z tandemem Krzysztof Krauze i Joanna Kos-Krauze: to dla niej powstał scenariusz filmu „Plac Zbawiciela”, aktorka grała też epizody w filmach „Dług” i „Mój Nikifor”, nie mówiąc już o wspomnianej „Papuszy”.

Ale nie sposób też pominąć ról męskich. Szczególną uwagę trzeba tu zwrócić na Mariusza Bonaszewskiego i Przemysława Bluszcza. Pierwszy z wymienionych to aktor przede wszystkim grywający w teatrach, w ostatniej dekadzie znany jako aktor Teatru Narodowego. W ciągu kilku ostatnich lat pojawiał się na ekranach sporadycznie, w popularniejszych produkcjach („Na dobre i na złe”, „Gliny”), ale i w dziełach bardziej niszowych, jak „Matka Teresa od kotów”, „Święty interes” czy „Daas”. Być może lepiej kojarzyć będziemy Przemysława Bluszcza – choćby z filmów „Skazany na bluesa”, „Hel”, „Kac Wawa”, „Jesteś Bogiem” czy niezwykle popularnej „Drogówki” Wojtka Smarzowskiego. W „Jezioraku” grywający z reguły drugoplanowe role Bluszcz ma możliwość pokazania doskonałego warsztatu – i doskonale ją wykorzystuje.

Dobry polski horror?

„Jednak potrafimy zrobić porządne kino gatunkowe” – triumfują recenzenci. – „Miejmy nadzieję, że film Otłowskiego zachęci innych reżyserów, którzy sprawią, że słowa „dobry polski horror” czy „dobre polskie kino wojenne” nie będą brzmiały jak science fiction” – dorzucają. Nic dodać, nic ująć.

poniedziałek, 25 sierpień 2014 00:00

IDA RUSZA PO OSCARA

Napisane przez

We wszystkich rankingach potencjalnych kandydatów do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej „Ida” plasuje się bardzo wysoko. To tytuł, który budzi emocje i jest o nim głośno – twierdzi dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz. Film Pawła Pawlikowskiego został polskim kandydatem do najsłynniejszej nagrody świata.

Nominacja została uchwalona jednogłośnie przez specjalną komisję powołaną w lipcu przez minister kultury, prof. Małgorzatę Omilanowską. – Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że w kategorii „Najlepszy Film Nieanglojęzyczny” film Pawlikowskiego ma największe szanse – podkreśla Odorowicz, która znalazła się w składzie komisji. – To wspaniały film, który nie bez przyczyny zyskał takie uznanie i znakomite recenzje na całym świecie. Jest nie tylko świetną wizytówką wszystkich twórców, którzy brali udział w jego powstaniu, ale i całej naszej kinematografii – dodaje.

Nie bez znaczenia jest fakt, że „Ida” triumfalnie przemierzała świat przez ostatnich kilka miesięcy, zdobywając na festiwalach około trzydziestu nagród, a przede wszystkim: udanie szturmując amerykańskie kina. Recenzje tego dramatu zostały opublikowane w najbardziej prestiżowych amerykańskich dziennikach. Według przewodniczącego „oskarowej” komisji – reżysera Filipa Bajona – aktualny box office filmu w USA to 3,5 mln dolarów, co przekłada się na 400-450 tysięcy widzów.

A to dopiero początek. Międzynarodowa premiera filmu odbyła się dokładnie rok temu, podczas 40. Telluride Film Festival, na dwa miesiące przed polską premierą. Od tamtej pory „Idę” zobaczyło pół miliona Francuzów, 100 tysięcy Włochów, kilkadziesiąt tysięcy Hiszpanów i tyle samo – Holendrów. W USA początkowo wyświetlano go w trzech kinach, w ciągu kilku miesięcy liczba ta wzrosła wielokrotnie – do 134 ekranów w apogeum popularności. Wciąż sytuuje się ona poziomie ponad trzydziestu ekranów. Dla amerykańskiej publiczności – i krytyków – „Ida” nie będzie więc terra incognita.

Podbój świata trwa: po Argentynie, Australii, Austrii, Belgii, Japonii, Kanadzie, Niemczech, Norwegii, Nowej Zelandii, Szwajcarii i Tajwanie, w kolejce czekają kolejni zainteresowani dystrybutorzy – z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Danii, Szwecji. Można śmiało przypuszczać, że film Pawlikowskiego będzie nie tylko artystycznym czy komercyjnym sukcesem – ale też lepszą promocją Polski niż jakakolwiek kampania promocyjno-reklamowa. Ot, jeszcze jeden dowód, że interes państwa może się też wyrażać poprzez wspieranie artystów.

Strona 1 z 2

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY