Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 55.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 90.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

Środowisko naturalne

Środowisko naturalne (22)

poniedziałek, 12 styczeń 2015 17:12

AUTOBUS W WIELKOPOLSCE!

Napisane przez

Na przełomie listopada i grudnia Autobus Energetyczny gościł w województwie wielkopolskim. Tym razem mieszkańcy siedemnastu miejscowości mieli niebywałą okazję posłuchać, zobaczyć i przetestować najnowsze rozwiązania służące efektywności energetycznej.

Prezentowane w autobusie modele oraz towarzyszące temu porady to unikalna szansa zdobycia wiedzy na temat tego, co sami możemy zrobić dla klimatu, jednocześnie obniżając koszty zużycia energii w pracy, w szkole i w domu. W Wielkopolsce ponad 2 tysiące osób odwiedziło mobilne laboratorium przeciwdziałania zmianom klimatu. Eksperci Krajowej Agencji Poszanowania Energii udzielali porad nie tylko na pokładzie autobusu, ale również odwiedzali miejscowe urzędy, gdzie prowadzili bezpłatne szkolenia dla urzędników, podczas których przedstawiali sposoby ograniczenia zużycia energii w biurze.

O Autobusie jest już coraz głośniej, coraz więcej gmin chce wykorzystać ten ciekawy projekt dla swoich mieszkańców. Eksperci na miejscu przeprowadzają warsztaty dla lokalnych szkół, konsultacje dla urzędników i lokalnych przedsiębiorców oraz przede służą mieszkańcom informacją, co można zrobić, ile to kosztuje, gdzie pozyskać odpowiednie fundusze na działania ograniczające zużycie energii.

Poznaj pompę ciepła

Jednym z modeli prezentowanych w autobusie jest pompa ciepła. Urządzenie to umożliwia uzyskanie ciepła np. z otoczenia i następnie wykorzystanie go na wyższym poziomie temperatury do celów grzewczych. Realizacja transportu ciepła z dolnego źródła ciepła do górnego może wykorzystywać wiele zjawisk i procesów. Rozróżnia się pompy ciepła z obiegiem parowym, gazowym, a także pompy wykorzystujące takie efekty jak termoelektryczny, reakcji chemicznych, elektrodyfuzji oraz magnetyczny.

Sprzyjające warunki dla zastosowania pomp ciepła:

·         istnienie źródła ciepła o zbyt niskiej temperaturze (ale wyższej od otoczenia), aby je można było wykorzystać bez pomocy pompy ciepła;

·         występowanie w jakimś urządzeniu przepływowym znacznego strumienia energii, który poprzez zastosowanie pompy ciepła można zawrócić (zamiast doprowadzać energię na wlocie i odprowadzać na wylocie) – co ma miejsce w odniesieniu do klimatyzatorów, suszarek lub różnego typu aparatów przemysłowych;

·         istnienie zapotrzebowania na ciepło (energię oddawaną przez pompę na poziomie źródła górnego) i zimno (energię odbieraną na poziomie źródła dolnego w celach chłodniczych), a zapotrzebowanie to może być jednoczesne lub sezonowe.

Najczęstsze zastosowania dla pomp ciepła to:

·         ogrzewanie domów jednorodzinnych;

·         pompy ciepła mają zastosowanie zarówno w powietrznych, jak i wodnych systemach ogrzewania. W przypadku ogrzewania domów jednorodzinnych mają moce od kilku do kilkunastu kilowatów na poziomie źródła górnego. Pompy w systemach grzewczych w domach jednorodzinnych są na ogół pompami sprężarkowymi, głównie ze sprężarkami tłokowymi, napędzanymi silnikami elektrycznymi. Większość z nich pobiera ciepło z powietrza atmosferycznego. Często pompy te współpracują z innymi systemami ogrzewania np. z elektrycznym lub centralnym, włączonym szeregowo lub równolegle. Znaczna ich część działa zimą jako pompa ciepła, latem jako urządzenie klimatyzacyjne. Stosowane są głównie w domach jedno i dwurodzinnych.

·         ogrzewanie większych pomieszczeń osiedli lub wody dla tych osiedli, biurowców, obiektów sportowych, magazynów handlowych, hal przemysłowych;

·         podgrzewanie wody w basenach kąpielowych.

niedziela, 30 listopad 2014 14:48

RAZEM DLA EKOLOGII I SELEKTYWNEJ GOSPODARKI ODPADAMI

Napisane przez

Od początku 2014 r. Fundacja realizuje zdanie poświęcone monitorowaniu jakości świadczenia usług komunalnych w gospodarce odpadami oraz edukacji proekologicznej mieszkańców w pięciu gminach województwa łódzkiego: Szadek, Zduńska Wola, Wodzierady, Zapolice oraz Burzenin.

Zadanie to wdrażane jest w ramach projektu „Razem dla ekologii” realizowanego ze środków Pomocy Technicznej UE w ramach Konkursu „Dotacje dla jednostek samorządu terytorialnego oraz zrzeszeń jednostek samorządu terytorialnego na działania wspierające podnoszenie dostępności i jakości usług publicznych”. Jego głównym celem jest stworzenie modelu efektywnej ekologicznie i ekonomicznie gospodarki odpadami na podstawie przeprowadzonych badań oraz wypracowanie standardów selektywnej zbiórki i zagospodarowania odpadów w gminach wraz z systemem ich monitorowania. W końcu października odbyła się konferencja podsumowująca realizację projektu pt. „Standardy gospodarowania odpadami w naszej gminie” na terenie gminy Szadek.

Od połowy 2013 r. funkcjonuje w Polsce nowy, gminny system odbioru odpadów i coraz  bardziej pojawia się potrzeba oceny skuteczności przyjętych w gminach rozwiązań oraz identyfikacji tych elementów systemu, które wymagają korekt i usprawnień. Zadanie to jest ważne również dlatego, że zgodnie ze znowelizowaną ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach każda gmina powinna wykonać raz do roku analizę stanu gospodarki odpadami komunalnymi – w celu weryfikacji swoich możliwości technicznych i organizacyjnych w tym zakresie. W odpowiedzi na tę potrzebę przeprowadzono badanie ankietowe gospodarstw domowych na terenie pięciu gmin objętych projektem. Zebrane dane, opinie i uwagi mieszkańców na temat stanu czystości w gminie oraz sposobu działania gminnego systemu gospodarowania odpadami pozwoliły na stworzenie solidnej bazy do opracowania efektywnego modelu i standardów gospodarowania odpadami. Badania ankietowe i konsultacje prowadzone przez ekspertów Fundacji na terenie gmin biorących udział w projekcie obejmowały:

– spotkania ekspertów w każdej z gmin uczestniczących w projekcie z osobami odpowiedzialnymi za wdrażanie nowego systemu gospodarki odpadami,

– dyżury ekspertów podczas konsultacji społecznych w każdej z gmin uczestniczących w projekcie,

– spotkanie z organizacjami społecznymi i pracownikami gmin przygotowującymi wieloletni program współpracy z organizacjami pozarządowymi,

– udział ekspertów w wyjeździe szkoleniowym do instalacji zagospodarowania odpadów komunalnych w Łodzi, zorganizowanym dla liderów gminnych (sołtysi, radni, członkowie organizacji pozarządowych, członkowie Młodzieżowej Rady).

Przeprowadzone badania pozwoliły na:

– oszacowanie wskaźnika nagromadzenia odpadów w różnych środowiskach oraz ich skład morfologiczny (dotyczy łącznej masy odpadów oraz frakcji zbieranych w sposób selektywny),

– wstępną ocenę efektywności segregacji „u źródła”,

– analizę ilości i składu odpadów zmieszanych w kontekście ich właściwości i oceny możliwości wydzielenia z nich jeszcze surowców wtórnych i zmniejszenia wielkości strumienia odpadów zmieszanych, które są najmniej pożądane ze względu na koszty gospodarowania nimi, w tym koszty środowiskowe (składowanie odpadów). Na bazie zebranych doświadczeń i opinii oraz opracowywanego równolegle badania morfologicznego odpadów powstał lokalny model świadczenia usług w zakresie gospodarki odpadami oraz strategia edukacji ekologicznej. Model jest złożony z dziesięciu standardów:

STANDARD 1 – PLANOWANIE GOSPODARKI ODPADAMI KOMUNALNYMI W GMINIE

STANDARD 2 – ZASADY EDUKACJI EKOLOGICZNEJ MIESZKAŃCÓW

STANDARD 3 – ZASADY I FORMY GOSPODARKI ODPADAMI KOMUNALNYMI

STANDARD 4 – GMINNE REGULACJE ODPADOWE

STANDARD 5 – OPŁATA – NIEZBĘDNE PRZYCHODY

STANDARD 6 – USŁUGA ODBIORU

STANDARD 7 – USŁUGA ZAGOSPODAROWANIA

STANDARD 8 – TWORZENIE I UTRZYMANIE PUNKTU SELEKTYWNEJ ZBIÓRKI ODPADÓW KOMUNALNYCH (PSZOK)

STANDARD 9 – OBSŁUGA ADMINISTRACYJNA SYSTEMU

STANDARD 10 – MONITORING SYSTEMU GOSPODARKI ODPADAMI KOMUNALNYMI

Opracowany model znacząco ułatwia wprowadzanie usług komunalnych wysokiej jakości – w szczególności w obszarze gospodarki odpadami – które z jednej strony powinny być efektywne ekonomicznie i „przyjazne cenowo” mieszkańcom, z drugiej zaś – przyjazne środowisku, spełniając odpowiednie standardy jego ochrony. Działaniom tym towarzyszą stałe akcje edukacyjno-ekologiczne adresowane do społeczności lokalnej, których wiele zostało już zrealizowanych w ramach projektu w 2013 i 2014 r.

Odpady za drzewko w Wodzieradach i Zapolicach

Gmina Wodzierady w ramach projektu „Razem dla Ekologii” zorganizowała publiczne zbiórki makulatury i elektroodpadów, za które każdy mieszkaniec otrzymał w 2013 r. żarówkę energooszczędną, a w roku 2014 wręczane były krzewy. Łącznie zebrano ponad 2 tony elektrośmieci i ponad 2 tony makulatury. W ramach projektu prowadzone były spotkania z mieszkańcami w sołectwach, gdzie poruszana była tematyka projektu oraz sprawy związane z zagospodarowaniem odpadów na terenie gminy. Dodatkowo, aby propagować dobre zachowania ekologiczne od podstaw u dzieci, gmina z pomocą szkół i biblioteki zorganizowała 4 konkursy ekologiczne, z atrakcyjnymi nagrodami. Dzieci mogły wykazać się wiedzą ekologiczną oraz zdolnościami manualnymi.

Podobnie w Zapolicach, w październiku 2013 r. i w maju 2014 r., odbyły się akcje ekologiczne pn. „Drzewko za odpad”, których organizatorem była gmina. Dopisała nie tylko pogoda, ale przede wszystkim mieszkańcy gminy, którzy licznie przybywali. W zamian za pozyskane talony, mieszkańcy wybierali między szeroką gamą drzewek ozdobnych i różnymi gatunkami kwiatów, które ozdobią ich posesje. Ciekawą inicjatywą było wspólne zbieranie odpadów przez całe sołectwa. Sołectwa te pozyskane drzewka i kwiaty posadziły w miejscach integracji mieszkańców, tj. np. na placach zabaw, w parkach, w pobliżu świetlic itp. Zakupione w ramach projektu „Razem dla ekologii” roślinki pochodziły ze Szkółki Pojemnikowej Ozdobnych Roślin Drzewiastych Dendrofarma. Zebrane odpady zostały nieodpłatnie odebrane przez firmę Remondis Sp. z o.o., która zapewniła także pojemniki do selektywnej zbiórki.

Edukacja ekologiczna w Zduńskiej Woli to inwestycja

Gmina Zduńska Wola stała przed trudnym zadaniem stworzenia systemu gospodarki odpadami w nowej rzeczywistości prawnej. Na terenie gminy funkcjonowało bowiem kilka firm wywozowych, których działania były ściśle zależne od kalkulacji cenowej świadczonych usług. Fakt nieposiadania przedsiębiorstwa komunalnego, które działałoby kompleksowo na terenie gminy i realizowało wymogi dotyczące prowadzenia selektywnego zbierania odpadów, organizowania zbiórek odpadów problemowych w ramach świadczonej usługi oraz odbierania odpadów, nie kierując się wyłącznie ceną, stawiał gminę w sytuacji trudnej i wymagał stworzenia systemu „od zera”.

Świadomość zagrożeń wynikających z tytułu nieprawidłowych zachowań w postępowaniu z odpadami u źródła, szczególnie spalanie odpadów w domowych piecach, złe przyzwyczajenia, zubożenie części społeczeństwa gminy, niewłaściwe praktyki w niektórych przedsiębiorstwach w zakresie postępowania z już posegregowanymi odpadami – to wszystko powodowało brak akceptacji mieszkańców dla wprowadzenia zmian. Oprócz wyzwania, jakim było wdrożenie techniczne nowego systemu gospodarowania odpadami, władze gminy stanęły przed dużo większym wyzwaniem – zmiany świadomości zachowań mieszkańców. Przekonanie do segregowania odpadów, szczególnie tych, którzy dotychczas twierdzili, że nie mają śmieci, było niezwykle trudne. Dlatego też szczególnie istotne było przeprowadzenie kompleksowej kampanii informacyjnej w różnych grupach społecznych i wiekowych mieszkańców gminy. W ramach prowadzonego projektu organizowane były spotkania wśród mieszkańców.

Koncepcja spotkań była tak skonstruowana, aby temat nauki gospodarowania odpadami był jakby „przemycany” przy okazji innych tematów lub zabawy. Taka strategia miała na celu zwrócenie uwagi, na jak wiele dziedzin wpływa gospodarowanie odpadami. Celem kampanii było przekonanie odbiorców, że nie jest to wyłącznie zadanie globalne, ale sprawa każdego z nas – tu i teraz, także w zakresie własnego zdrowia i ekonomii. Dlatego właśnie temat śmieci był częścią takich imprez jak: Dzień Kobiet, Festiwal Zdrowia czy Dożynki Gminne, gdzie podczas zabawy i relaksu prezentowano wiedzę na temat modelowych rozwiązań, zalet nowego systemu, zagrożeń wynikających z niewłaściwych praktyk, a dodatkowo służono radą na temat wdrożonych rozwiązań. Doświadczenia minionego roku w funkcjonowaniu przyjętych rozwiązań pokazują coraz większe zadowolenie z wprowadzonych standardów, przekonanie o słuszności przyjętych rozwiązań.

Mamy jednak świadomość, że edukacja ekologiczna musi być zadaniem ciągłym samorządów, a ulepszanie wdrożonych rozwiązań jest nieuniknione. Jesteśmy przekonani, że nie stoimy już przed problemem sami. Poglądy naszych mieszkańców ewoluują, a dalszym zadaniem w dziedzinie edukacji będzie już nie przekonanie o słuszności przyjętych działań, ale kształtowanie i utrwalanie nawyków mieszkańców. Za słusznością wybranych rozwiązań przemawiają również liczby: ilość odebranych odpadów segregowanych, osiągnięcie zakładanych poziomów recyklingu, wzrost liczby osób wybierających segregację spośród deklarujących.

Tych najmłodszych będziemy kształcić poprzez zabawę w trakcie imprez masowych, zajęć szkolnych i przedszkolnych. Potwierdzeniem trwałości tej metody edukowania najmłodszych było zainteresowanie, jakim cieszyły się w trakcie zabawy, np. zajęcia z grupą klaunów-szczudlarzy, którzy w trakcie zajęć ruchowych z dziećmi nawiązywali do ekologii. W czasie, gdy dziećmi opiekowali się artyści, rodzice mieli kolejną okazję zapoznania się z wdrażanymi standardami gospodarki odpadami w gminie Zduńska Wola. Mając za sobą doświadczenia nabyte w trakcie realizacji projektu, możemy powiedzieć, iż „razem dla ekologii” oznacza również „razem łatwiej i skuteczniej”.

Fundacja Promocji Gmin Polskich na podstawie materiałów i zdjęć z gmin partnerskich projektu „Razem dla Ekologii”.

sobota, 01 listopad 2014 20:05

AUTOBUS ENERGETYCZNY PRZECIWKO ZMIANOM KLIMATU

Napisane przez

Według danych Europejskiej Agencji Środowiska, zmiany klimatu w coraz większym stopniu dotykają wszystkich regionów w Europie, a lata 2004-2013 były najcieplejsze w jej historii, powodując szereg negatywnych i nieodwracalnych skutków dla środowiska. Proces ten z roku na rok się pogłębia, w związku z czym należy się spodziewać dalszych szkodliwych dla nas zmian klimatycznych.

– Na całym świecie zmiana klimatu jest faktem, a stopień oraz szybkość zmian stają się coraz bardziej widoczne – stwierdziła Jacqueline Mc Glade, dyrektor wykonawczy Europejskiej Agencji Środowiska. – Oznacza to konieczność  przystosowania do nich każdego obszaru gospodarki, w tym gospodarstw domowych, jak również zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych – dodała.

Na słowa te zareagowała w Polsce Krajowa Agencja Poszanowania Energii, uruchamiając w październiku 2014 roku „Autobus Energetyczny – mobilne centrum edukacyjno-informacyjne przeciwdziałania zmianom klimatu” , który przez dwa lata będzie podróżował po Polsce.  W ramach tej kampanii informacyjnej, eksperci KAPE będą dzielić się swoją wiedzą z mieszkańcami gmin i jednostkami samorządu terytorialnego odnośnie przyczyn zmian klimatycznych oraz sposobów zapobiegania im.

Negatywne skutki zmian klimatycznych

Do niepokojących zjawisk klimatycznych zaliczane są coraz częstsze i coraz dłuższe fale upałów, powodujące susze i wysuszanie rzek, głównie na południu Europy. Jednocześnie zmienia się nasilenie opadów, które przybierają na sile w jej północnych regionach, znacznie zwiększając tam ryzyko powodzi. Obserwuje się także przyspieszone topnienie lodowców i pokryw śniegowych; proces ten na Grenlandii od roku 1990 przyspieszył dwukrotnie. W konsekwencji podwyższa się poziom mórz.

Obserwowane zmiany powiązane są w dużej mierze z procesem zanieczyszczania środowiska, wynikającym z agresywnej ekspansji cywilizacji, w tym – między innymi – rozwoju transportu i przemysłu, czy kumulowania się odpadów. Na szczęście, lokalnie wdrażane mechanizmy ochrony środowiska mogą w znacznym stopniu przyczynić się do zahamowania tych zmian. Każdy z mieszkańców Europy może więc pomóc w swoim regionie samodzielnie, wdrażając lokalnie dobre nawyki ekologiczne.

O Autobusie Energetycznym

Autobus Energetyczny będzie swoistym mobilnym centrum informacyjno-edukacyjnym. Celem jego dwuletniej podróży będzie zachęcenie mieszkańców Polski do samodzielnego przeciwdziałania zmianom klimatu w życiu codziennym, tj. w domu, w pracy, w szkole, w lokalnym środowisku. W projekcie istotne będzie nie tylko przekazywanie informacji , ale również inicjowanie dyskusji na tematy środowiskowe i wpływanie na decydentów, tworzących lokalne strategie ekologiczne w gminach.

Dużym atutem jest mobilność tego projektu – w formie autobusu może on dotrzeć prawie wszędzie. Projekt zakłada odwiedzenie każdego z 16 województw, w sumie ponad dwustu gmin. Podjęte działania  mają wpłynąć na zwiększenie świadomości społecznej odnośnie zmian klimatu, ponieważ zmiana podejścia społeczeństwa do tego problemu jest kluczowa w procesie wdrażania zmian.

Autobus Energetyczny wyruszył w ogólnopolską trasę już na początku października. Ważnym elementem inauguracji tego projektu będzie konferencja, która odbędzie się 22 października w Warszawie. Szczegółowe informacje na temat kampanii można znaleźć na stronie www.autobusenergetyczny.pl. Projekt dofinansowany jest ze środków NFOŚiGW.

czwartek, 24 lipiec 2014 20:04

NAJWAŻNIEJSZE WYZWANIA WCIĄŻ PRZED NAMI

Napisane przez

Rozmowa z dr Markiem Goleniem, adiunktem Katedry Ekonomiki i Finansów Samorządu Terytorialnego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie

WŁODZIMERZ KALETA: Jak po roku obowiązywania nowej ustawy „śmieciowej” oceniłby Pan efekty i skuteczność przejęcia przez samorządy władztwa nad gospodarowaniem odpadami?

MAREK GOLEŃ: Różnie. Gmin w Polsce mamy około 2,5 tysiąca, ich struktura jest bardzo zróżnicowana. Niektóre samorządy dobrze się do nowych wymogów prawa przygotowały, inne nie. Są gminy, które świetnie realizują założenia ustawy, ale są też i takie, w których zmiany w zakresie gospodarowania odpadami są słabo widoczne. Ujawniły się też kłopoty z przedsiębiorcami, którzy rezygnują ze zleceń: przykład Warszawy, która długo nie mogła rozstrzygnąć przetargu na firmę wywożącą śmieci, jest najbardziej jaskrawy, ale nie jedyny.

Jak zawsze chodzi o pieniądze...

To niewątpliwie m. in. efekt zaniżania firmom stawek za wywóz śmieci. W wielu gminach, gdzie wygrywali najtańsi, robi się obecnie korekty i po wyborach ceny za usługi śmieciowe – dotychczas często populistyczne – zostaną tam najprawdopodobniej podniesione. Natomiast te gminy, które przyjęły stawki racjonalne, albo ostrożnościowe, obniżają opłaty. Stawki są również obniżane w gminach, które chcą się przypodobać wyborcom.

Dla sprawnego sprawowania kontroli nad odpadami równie ważne są nowoczesne rozwiązania, innowacje, które pozwolą na maksymalne wykorzystanie śmieci do uzyskiwania surowców wtórnych czy produktów, które można wykorzystać do bardziej oszczędnego i „czystego” ogrzewania czy oświetlenia mieszkań, nie mówiąc już o wpływie proekologicznych technologii na poprawę czystości środowiska.

Większość gmin wprowadziła standardowy sposób gospodarowania odpadami, czyli priorytetem w zbiórce odpadów są niskie koszty funkcjonowania firm, które wygrały przetarg na odbieranie i gospodarowanie odpadami jednocześnie. I w tym tkwi poważny problem. Gmina, która chce te koszty obniżyć, nie kontroluje firmy wybranej według „najniższej ceny”. Stąd częste przypadki „ryczałtowych rozliczeń” bez wnikania w masę odbieranych odpadów i realizację właściwego zagospodarowania odpadów oraz przestrzegania hierarchii postępowania z odpadami, zła jakość specyfikacji przetargowych, brak faktycznej kontroli gmin w zakresie postępowania z odpadami po ich odbiorze od mieszkańców, w tym sposobu ich zagospodarowania. To tylko niektóre problemy wynikające ze sprzeczności interesów finansowych gminy z ujawnianiem nieprawidłowości.

Również niektórzy wykonawcy na różne sposoby, niekoniecznie zgodne z prawem, starają się takie koszty ograniczać. I to jest podstawowa „innowacyjność” w gospodarowaniu przez gminy odpadami, która jest najczęściej stosowana: przerzucenie swoich obowiązków w tym zakresie na firmę i pozostawienie jej z problemami, z jednoczesnym brakiem kontroli i nadzoru co do tego, co się z odpadami zebranymi od obywateli dzieje. Brakuje też przestrzegania wymagań i standardów na poziomie gospodarstw domowych. W gminach w zakresie zbierania odpadów obowiązują różne systemy, brak standaryzacji, brak obowiązku selektywnej zbiórki, a jeśli już się ją prowadzi, to jest ona zła. Nawet kolorystyka pojemników i worków dowolna. Ponieważ brakuje PSZOK-ów gminnych, odpady „suche” i „mokre”, a nawet odpady niebezpieczne, umieszczane są w pojemnikach przeznaczonych na zmieszane odpady. Brak też pracy z mieszkańcami w tym zakresie, w tym powszechnych i skutecznych kampanii informacyjnych i edukacyjnych.

Nie ma to nic wspólnego z gospodarowaniem odpadami w sposób, który obowiązuje w UE. Tak więc mimo, iż na papierze sytuacja wygląda dobrze, w wielu gminach, generalnie rzecz biorąc, niewiele się w zbieraniu i selekcji śmieci zmienia. Wiele gmin – tych lepszych, działających zgodnie z unijną hierarchią postępowania z odpadami, które niestety są w mniejszości – wprowadza różne innowacje i podąża za modelem unijnym. Tam rzeczywiście można zaobserwować innowacyjne sposoby, zarówno odbierania odpadów, jak i ich zagospodarowania. Sposobów postępowania jest wiele, ponieważ nie mamy zunifikowanego systemu postępowania, każda gmina może to robić po swojemu. Nie ma ujednoliconych standardów i w związku z tym sytuacja w JST jest bardzo różnorodna.

Gospodarka odpadami, powiedział Pan, jest zanarchizowana. Co to konkretnie oznacza?

Każda gmina uchwala swój własny regulamin utrzymania czystości, który ustawowo nie jest do końca doprecyzowany. Brakuje w ustawie przepisów, które określałyby na czym ma polegać zbieranie odpadów czy selektywne zbieranie odpadów. W ramach interpretacji tych przepisów przez Ministerstwo Środowiska określono, że selektywnie trzeba wprawdzie zbierać siedem frakcji: papier, tworzywa sztuczne, metal, szkło w dwóch frakcjach, odpady komunalne i odpady zmieszane, ale nie koniecznie u źródła, co byłoby skądinąd nieuzasadnione ekonomicznie.

Skoro więc nie ma w ustawie jasnych przepisów, jakie frakcje mają być zbierane u źródła, to gminy stosują te przepisy na różne sposoby, według własnych dowolnych i różnych interpretacji. Jedne zbierają ich mniej, inne więcej. Czyż nie jest to przykład na zanarchizowany system? Ponieważ nie zbieramy odpadów w sposób jednakowy we wszystkich gminach, więc każda z nich ma własny, niewielki zazwyczaj, strumień tych odpadów. Takie małe strumienie są również mało warte. Sytuacja na rynku surowców wtórnych wygląda obecnie tak, że jeżeli odpady mają być dużo warte, to po pierwsze muszą być one czyste, a po drugie – musi ich być dużo w krótkim okresie.

Firmy uczestniczące obrocie muszą mieć stały dopływ tych surowców, by organizować ekonomiczny transport. Są to podstawowe sprawy związane z segregacją odpadów, natomiast segregacja ma służyć temu, by zagospodarować te odpady zgodnie z unijną hierarchią, na której czele jest unikanie składowania odpadów, ale w drugiej kolejności ich ponowne użycie. W trzeciej kolejności przetwarzanie ich na inne surowce wtórne. Temu służy segregacja, chociaż mam wrażenie, że w realnej gospodarce segregacja ma służyć głównie spełnieniu norm rozporządzenia, które wyznacza konkretne tony każdej gminie w ciągu roku. Czasami zdarza się, że odpady posegregowane wcale nie są przetwarzane na surowce wtórne, a służą do obliczania tych norm. Są to wiec innowacje nieformalne, które nie mają nic wspólnego z celem działań, które nas obowiązują w UE.

A w tych dobrych gminach? Jakimi ciekawymi, nowatorskimi pomysłami mogą się pochwalić?

Jeśli chodzi o innowacje w gospodarce odpadami, to rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest system „śledzenia” odpadów za pomocą elektronicznych systemów monitorowania ich strumienia. System ten zakłada m.in. obowiązkowe umieszczenie GPS w pojazdach odbierających śmieci. Zgodnie z rozporządzeniem o utrzymaniu czystości wszystkie pojazdy w kraju, które odbierają odpady komunalne, muszą być wyposażone w GPS. Jeśli ten elektroniczny system nadzoru zostanie wprzęgnięty w rozwiniętą bazę informacyjną, razem na przykład z umiejscowieniem pojemników rozstawionych po gminie, które również są oznaczone, czyli oczipowane (np. za pomocą systemu RFID), to można dość ściśle śledzić gminny strumień odpadów. Dodatkowo śmieciarki mogą być wyposażone w system ważenia śmieci. To też ciekawa innowacja, na którą decyduje się część gmin. System taki pozwala gminie zorientować się, ile do śmieciarki weszło odpadów, a potem w punkcie ich przeładunku, deponowania, wiadomo ile ich jest. Tym samym lepsza jest kontrola nad strumieniem odpadów. System śledzenia poprzez GPS i RFID jest coraz częściej stosowany w gminach i dobrze służy temu, by eliminować szarą strefę z gospodarki odpadami. Jest to oczywiście możliwe tylko wtedy, gdy gmina chce ściśle kontrolować swojego wykonawcę usług.

Dużo mamy takich gmin?

Sporo. Najlepszym przykładem takiej gminy jest Płońsk, gdzie od lat funkcjonuje spółka komunalna PGK, która ma własny zakład zagospodarowania odpadów, pojazdy, które wszystkie są, oczywiście, opomiarowane i tam strumień odpadów jest ściśle kontrolowany. Burmistrz Płońska, razem z prezesem swojego przedsiębiorstwa, prezentują swoje dokonania na różnych konferencjach. Coraz częściej słyszę o przetargach na systemy do monitorowania odpadów. Powstaje pytanie, czy kupowane są po to, by służyły do powszechnego monitorowania, by gmina miała wysoką jakość usług oraz lepiej kontrolować wędrówkę strumienia odpadów.

Jeśli już mamy kontrolowany strumień odpadów, to wiemy też, gdzie one trafiają i czy spływają tam, gdzie powinny.

W tym zakresie innowacyjnych rozwiązań raczej nie ma. Podstawowa metoda dotycząca zebranych od mieszkańców z selektywnej zbiórki odpadów jest taka, że trzeba je ponownie, w drugim etapie, posortować w zakładach przetwarzania odpadów, gdzie frakcje są doczyszczane, a potem pakowane i sprzedawane do recyklingu. Jeśli są czyste, to maja wysoką wartość. Jeśli niedoczyszczone, to niską.

Jeśli chodzi o zagospodarowanie odpadów zmieszanych, to w kraju dominuje metoda mechaniczno-biologicznego przetwarzania. Są to technologie, które mają ustabilizowany standard działania, chociaż pojawiają się pewnego rodzaju innowacje, jak np. taka, że biologiczną stabilizację prowadzi się w rękawach z tworzyw sztucznych, co ma na celu przede wszystkim obniżenie kosztów. Pewną innowacją organizacyjną jest budowa spalarni w zakładzie poznańskim, która odbywa się metodą partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), co wciąż jest rzadko spotykane w Polsce. Ale to tylko innowacja organizacyjno-finansowa. Taki model gotów byłbym uznać za innowacyjny, chociaż ja programu spalarniowego w Polsce nie pochwalam – oszczędniejszym podejściem byłoby dostosowanie istniejącej infrastruktury ciepłowniczej do spalania odpadów.

Spośród różnorodnych systemów przetwarzania odpadów ten etap, w hierarchii postępowania z odpadami, jest na przedostatniej pozycji, tuż przed składowaniem. A więc hierarchię zagospodarowywania odpadów realizujemy jakby od końca. Najpierw opanowaliśmy infrastrukturę składowania, teraz się bierzemy za infrastrukturę spalania. To jest niewątpliwie pewien krok naprzód, ale z pewnością niezadowalający.

Najważniejsze z innowacji, które należałoby w gminach z pewnością upowszechnić, to innowacje w sposobie zbierania odpadów. Tu przykładem dobrych praktyk jest gmina Nakło nad Notecią, która w zagospodarowaniu odpadów zdecydowała się iść niestandardową ścieżką i rozpisała przetarg wyłącznie na odbieranie odpadów. Natomiast zagospodarowaniem odpadów zajmuje się we własnym zakresie, w ramach własnych możliwości w trybie zamówienia in-house. Jest to gmina miejsko-wiejska. Połowa mieszkańców gminy mieszka w blokowiskach, połowa w zabudowie niskiej, w której prowadzony jest system zbiórki odpadów w systemie workowym. W tym systemie segregowania mieszkańcy otrzymują kilka worków na kilka frakcji. Jest też pojemnik na odpady mieszane.

Ciekawą natomiast innowację zastosowano w systemie blokowym zbierania śmieci. W gminie są budynki kilkukondygnacyjne w zabudowie średniej, ale zwartej – i w tych blokowiskach utworzono punkty mini-segregacji. Na osiedlach postawiono 10 miniPSZOK-ów, które obsługują ok. 50 proc. gminy. Jest to podobne rozwiązanie do stosowanego z powodzeniem od kilku lat w Płocku. Natomiast wprowadzona w Nakle zmiana organizacyjna polega na tym, że te miniPSZOK-i zajmują się przyjmowaniem tylko odpadów surowcowych oraz niebezpiecznych, takich jak odpady AGD, baterie, świetlówki, leki, farby, rozpuszczalniki.

Natomiast do niezamkniętych altan śmietnikowych trafiają odpady mieszane czy też mokre. Strumień odpadów mokrych idzie na międzygminny zakład mechaniczno-biologicznego przetwarzania (RIPOK). Natomiast selektywnie zbierane odpady, tzw. surowcowe, miasto zagospodarowuje we własnym zakresie na terenie własnego centralnego PSZOK-u wybudowanego wraz ze stacją przeładunku odpadów zmieszanych (zagospodarowuje odpady selektywnie zbierane), gdzie pracują ludzie sortujący odpady z posesji o niskiej zabudowie. Odpady z mini PSZOK-ów osiedlowych są już wcześniej przesortowane i w centrali są tylko belowane i pakowane na frakcje handlowe.

Co to są te PSZOK-i?

PSZOK-i to Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Według ustawy są obowiązkowe. Każda gmina ma zapewnić swoim mieszkańcom dostęp do nich, w ustawie jest mowa o tym, że dostęp ma być łatwy, tymczasem, żeby to było łatwe, to musi być przed domem i tak naprawdę to tylko miniPSZOK-i spełniają to kryterium. Większość gmin buduje PSZOK-i, które tego kryterium nie spełniają, bo są usytuowane na peryferiach miasta. Trzeba do nich dojechać specjalnie samochodem. W ustawie PSZOK-i zostały wymyślone głównie jako sposób na rozwiązanie problemów związanych z odpadami problematycznymi, takimi jak opony, meble, sprzęt AGD, RTV, chemikalia. Takiej infrastruktury nie da się postawić na osiedlach, muszą to być obiekty zbiorcze, jeden na kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy mieszkańców.

Mini PSZOK-i w Nakle nie obsługują odpadów wielkogabarytowych, ale stoją na osiedlach i jest do nich łatwy dostęp. Pełnią zatem inną funkcję, nieprzewidzianą w ustawie, ale wykorzystano definicję ustawową, żeby móc zgodnie z prawem te obiekty wybudować. Przeważnie jest to kontener w którym pracują ludzie, rozmiarami 5 na 6 metrów – a najważniejsze jest to, że stoi po prostu pod blokiem. To innowacja warta dobrej prasy. System funkcjonuje już od kilku miesięcy i umożliwia bardzo dobrze zorganizowaną zbiórkę odpadów surowcowych. W przeliczeniu na jednego mieszkańca zbieranych jest ich ponad 20 kg. Ilość zebranych odpadów w miniPSZOKach per capita w 2012 r. wyniosła 9,8 kg, prosta prognoza dla okresu całorocznego (x2) – 19,6 kg, ok. 10 proc. odpadów wytwarzanych w blokowiskach (ok. 200 kg rocznie per capita). To ok. 6,2 proc. strumienia odpadów komunalnych wytwarzanego przez statystycznego Polaka według GUS.

W Nakle mają również inne ciekawe rozwiązanie, jeśli chodzi o zbieranie informacji o śmieciach. Odpady, które każdy mieszkaniec przynosi do miniPSZOK-u, są ważone, a przynoszący je dostaje kwitek, na którym jest informacja o masie odpadów, data oraz godzina ich przyjęcia. Informacje te trafiają również do gminy, która dokładnie zna wielkość strumienia odpadów przechodzących przez mini PSZOK-i, dzięki czemu może dobrze zarządzać personelem je obsługującym.

Wie np. kiedy i gdzie w danych godzinach przychodzi najwięcej mieszkańców ze śmieciami i może w newralgicznym czasie oddelegować dodatkowego pracownika do sortowania odpadów. Jest to wyjątkowo dobre i innowacyjne rozwiązanie w zakresie zbiórki odpadów, dzięki któremu udało się pokonać powszechny problem dyscypliny segregacji odpadów w zabudowie blokowej. Bez tych miniPSZOK-ów nie dałoby się tego dokonać. Mieszkańcy bloków nie chcą najczęściej sortować odpadów i wyrzucają je, jak leci, do pojemników mieszanych.

To zresztą nie jedyna innowacja, jeśli chodzi o zbieranie odpadów. Coraz częściej różne, czasem bardzo interesujące, rozwiązania stosują miasta. Przykładowo w Warszawie model docelowej segregacji polega na tym, że wszędzie tam, gdzie właściciel nieruchomości deklaruje segregację, mają się pojawić pojemniki na selektywną segregację odpadów. Pojemników mają być trzy rodzaje: największy na odpady zmieszane, na szkło i pozostałe odpady surowcowe, jak metal, papier i na tworzywa sztuczne. Efektywność takiej segregacji jest na pewno niższa niż to ma miejsce w Nakle nad Notecią, ale jest to jakiś pomysł warty wzięcia pod uwagę przy wypracowywaniu docelowego sposobu działania pod tym względem. Aby zobaczyć, jakie będą efekty wprowadzenia tego rozwiązania, będziemy musieli trochę poczekać, ponieważ pomysł jest dopiero wdrażany.

Będzie można niektóre frakcje tych odpadów przetworzyć bez problemów np. na biogaz?

Jeśli chodzi o biogaz z odpadów komunalnych, gdybyśmy chcieli zobaczyć, jak to może wyglądać, to trzeba pojechać do Szwecji albo Norwegii. Szczególnie ciekawa jest Norwegia, która ma tak dużo gazu na Morzu Północnym, a mimo to śmieciarki jeżdżą na biogaz z odpadów komunalnych. W Polsce na razie przepisy nie pozwalają na to, żeby do biogazowni wrzucić odpady komunalne. Żeby to można było zrobić, odpad komunalny musi być frakcjonowany inaczej, niż to jest stosowane powszechnie w Polsce. Żeby zrobić biogaz z odpadów komunalnych, trzeba wyodrębnić czystą biomasę, czyli czyste odpady kuchenne. Takie rzeczy robi się w nielicznych gminach w Polsce. Żeby taką biogazownię zorganizować, to z punktu widzenia ekonomiki technologii trzeba by tych odpadów kuchennych zebrać i zgromadzić od minimum 200 tysięcy ludzi, czyli przynajmniej z kilkudziesięciu tysięcy gospodarstw domowych. Takich odważnych gmin, które chciałyby mieć własną biogazownię na odpady komunalne na razie nie ma.

Ale w wielu gminach w zbiórce odpadów wyodrębnia się frakcje kuchenną?

Tak jest np. w Płocku, gdzie zastosowano rozwiązanie z mini sortowniami odpadów i cały czas sortuje się frakcję kuchenną. Tym systemem w mieście objętych jest ok. 6 tysięcy mieszkańców. Czysta biomasa, która powstaje w minisortowniach, jedzie do kompostowania do zakładu, który się tym zajmuje. Nie znam u nas żadnej gminy, która robi to zgodnie z modelem skandynawskim. W wielu naszych gminach zbiera się wprawdzie biomasę, ale tylko tę tzw. ogrodową, czyli odpady zielone. Odpady kuchenne lądują w odpadach mieszanych. Nie jest to na pewno skandynawski model segregacji odpadów. Biogazu ze śmieci na razie w Polsce nie ma i, szczerze mówiąc, nie widzę perspektyw, by był on w przyszłości. Do takiego modelu trzeba by wdrożyć miniPSZOK-i w modelu płockim ich funkcjonowania na szeroką skalę i to przynajmniej w kilkusettysięcznym mieście.

Nie uda się nam wdrożyć segregacji u źródła, zwłaszcza w blokach, bez upowszechnienia miniPSZOK-ów, które – oprócz segregacji odpadów surowcowych – zajmowałyby się również segregacją biomasy. Innowacyjny w kraju pod tym względem model zbierania odpadów od wielu lat z powodzeniem działa w Płocku. Niestety, prowadzony jest na małą skalę.

A jak gminy radzą sobie z recyklingiem?

Recykling został zepchnięty do sektora prywatnego i chyba nawet jest to słuszne rozwiązanie, jednak na razie za słabo wspierane przez system opłat produktowych. Nie śledzę, czy mamy możliwość pochwalić się jakimiś nowatorskimi rozwiązaniami w tym zakresie. Głównymi powodami niskiego postępu technologicznego są bariery wejścia, w tym zwłaszcza bariery kapitałowe, ale przede wszystkim – ogromne ryzyko związane z nieustannymi zmianami w prawie. Przykładem jest przetwarzanie tworzyw sztucznych na paliwa konwencjonalne – nie ma chętnych, by chcieli w tę dziedzinę zainwestować. Wiem o tym z doświadczenia, bo sam próbuję wdrożyć nowatorską technologię w tym zakresie.

Cóż to za wynalazek?

W drobnych szczegółach opracowaliśmy i opatentowaliśmy technologię przetwarzania zanieczyszczonych i zmieszanych poliolefin na płynne paliwa konwencjonalne – typu parafina, benzyna czy olej opałowy. Technologia zwana jest pirolizą tworzyw sztucznych, czy też depolimeryzacją tworzyw sztucznych, która polega na rozbijaniu łańcuchów węglowodorowych na krótsze. Otrzymujemy kilka frakcji płynnych paliw, które spełniają bardzo wysokie normy jakości. Jest to ciekawa technologia, która ma wysoki bilans energetyczny – na 1000 kg tworzyw sztucznych włożonych do aparatury uzyskuje się ok. 800 kg paliw płynnych, które można zamienić na energię elektryczną i cieplną w generatorach prądotwórczych. Pierwsze wdrożenie tej technologii kosztuje w tej chwili około 5 mln zł, a oczekiwany zwrot z inwestycji wynosi maksymalnie trzy lata od podjęcia działań. Szukamy inwestora, który zechce zaryzykować w tej branży.

*

Powyższy artykuł został przygotowany na potrzeby wydawanego przez Fundację Promocji Gmin Polskich Biuletynu Eko-Gmina.

czwartek, 24 lipiec 2014 19:50

REFORMA ZALEŻY OD NAS

Napisane przez

Rozmowa z Krzysztofem Kawczyńskim, przewodniczącym Komitetu Ochrony Środowiska w Krajowej Izbie Gospodarczej

WŁODZIMIERZ KALETA: Jak ocenia Pan funkcjonowanie ustawy śmieciowej po roku? Co się udało, a co już dziś widać, że trzeba będzie zmienić?

KRZYSZTOF KAWCZYŃSKI: Gminy lepiej lub gorzej, w terminie – lub trochę po nim, przeprowadziły przetargi na wybór firm, mających odbierać odpady komunalne. Tyle tylko, że w nowej ustawie, tzw. śmieciowej, nie chodziło jedynie o zorganizowanie przetargów, ale przede wszystkim, mówiąc najogólniej, o zmianę systemu gospodarowania odpadami na racjonalny i bardziej proekologiczny, ukrócenie nielegalnych praktyk postępowania ze śmieciami, skierowanie ich zamiast do lasu – do regionalnych instalacji przetwarzania odpadów (RIPOK), by mogły być w coraz większym stopniu przetwarzane i wykorzystywane ponownie, jako surowce wtórne w procesach recyklingu lub odzysku. Pod tym względem, powiedziałbym, ta wielka reforma wyszła nam połowicznie i dzisiaj możemy dyskutować, czy szklanka jest do połowy pełna, czy do połowy pusta.

Śmieci wciąż pełno w lesie...

Istotnie, „Lasy Państwowe” sygnalizują, że ilość śmieci w lasach wcale się nie zmniejszyła, zmienia się natomiast struktura tych śmieci. Obecnie więcej jest śmieci „specjalnych”, np. z działalności rzemieślniczej, remontów itd.

Jakie są tego przyczyny?

Wydaje się, że jedną z najważniejszych przyczyn takiego stanu rzeczy jest w dużej mierze to, że reforma gospodarki „śmieciowej” w wielu samorządach skończyła się w praktyce na samych przetargach. Gminy szukały firm oferujących jak najniższe ceny, które przejęłyby całą gospodarkę odpadami: odbierały śmieci i je transportowały, unieszkodliwiły, i jeszcze dały gminie jakiś papier, że zrobiły to tak, jak trzeba. I na tym, niestety, reforma się potknęła. W nowych rozwiązaniach nie chodziło bowiem jedynie o odbieranie i wywóz śmieci byle gdzie i byle tanio, ale przede wszystkim – o ich zagospodarowanie, i to zgodnie z wymogami i standardami UE. Tak się, niestety, nie dzieje. I dzisiaj wszyscy o tym wiedzą – no, może poza politykami, którzy odtrąbili jeszcze jeden sukces i po sprawie.

Trudno więc chyba będzie nam rozmawiać o innowacyjności w gospodarce odpadami?

Najłatwiej byłoby mówić o innowacyjności, jeśli chodzi o pomysły na przekręty i nieprawidłowości w tej gospodarce. Takim „innowacyjnym” pomysłem może być chociażby stosunkowo nowe zjawisko, ale szybko się rozwijające, dotyczące magazynowania odpadów jako sposobu ich zagospodarowania. Wykorzystuje się zapisy prawa pozwalające na długotrwałe magazynowanie odpadów bez żadnych opłat. Tworzą się specjalne firmy, które chętnie przyjmują odpady do magazynowania. W praktyce często odpady te są spakowane w bele i foliowane, a ich kody nie odzwierciedlają zawartości w środku. W niektórych przypadkach wszystko wyraźnie wskazuje, że podmiot magazynujący nie ma zamiaru ich przetwarzać i raczej zakończy działalność po pewnym okresie, gdy osiągnie zakładany dochód z tego procederu.

Ta „innowacyjność” sprowadza się też do wymyślania cudownych metod utylizacji odpadów za przysłowiową złotówkę. Przykładowo, śmieci zamiast do odpowiedniego zakładu przetwarzania, czy na składowisko, wędrują sobie na nielegalne „składowiska” typu stare żwirownie. Są też pomysły na quasi-kompostowanie, polegające na przykrywaniu śmieci brezentem czy folią z nadzieją, że jak one sobie tak poleżą ze dwa tygodnie, np. na podwórku, to cudownie zamienią się w pachnący kompost, który będziemy mogli wykorzystać na działce. To tak jednak nie działa. Powstające „komposty” nie są przydatne dla celów użyźniania gleby i w znacznej części są wykorzystywane do składowania (na cele rekultywacyjne składowisk) przy znacznie niższej opłacie marszałkowskiej. Brakuje warunków dla produkcji kompostów spełniających normy, a tworzy się za to fikcyjny system przetwarzania bioodpadów. Tych nieprawidłowości jest znacznie więcej.

Jest jakaś recepta by się ich pozbyć?

W Krajowej Izbie Gospodarczej, w środowisku eksperckim trwa dyskusja na ten temat. Wiem, że również zespół funkcjonujący przy ministrze środowiska przygotowuje propozycje do nowelizacji ustawy. W I kwartale 2014 r. przesłaliśmy ministrowi środowiska i przedstawicielom parlamentu propozycje KIG w zakresie najważniejszych zmian w nowej ustawie o utrzymaniu porządku i czystości w gminach z 1 lipca 2011 r. lub w aktach wykonawczych.

Jakie to zmiany?

Jest ich sporo. Trudno byłoby je wszystkie szczegółowo wymienić. Postulujemy m.in., by rozdzielić przetargi na odbiór i zagospodarowanie odpadów. Łączny przetarg powinien być możliwy tylko w wyjątkowych i określonych przypadkach. Przetargi na odbiór odpadów powinny też być dostępne dla większej liczby operatorów, ale w specyfikacji byłby wymóg dostarczania odpadów do wskazanych przez gminę instalacji RIPOK z danego regionu gospodarki odpadami. Wnosimy też o doprecyzowanie w ustawie obowiązku prowadzenia w każdej gminie selektywnej zbiórki odpadów (wycofanie fakultatywności) oraz wskazanie w ustawie lub rozporządzeniu ministra środowiska standardów w zakresie zbiórki selektywnej odpadów komunalnych. Zwracamy również uwagę na uregulowanie procedur nadzoru i kontroli drogi odpadów do instalacji przetwarzania. Obecnie brakuje bowiem monitorowania przez gminy przewozu odpadów do RIPOK. Nie jest też weryfikowana ilość odbieranych odpadów oraz ich jakość. No i w końcu te nieszczęsne przetargi gminne oparte wyłącznie na najniższej cenie, często już w fazie wyboru oferty nierealnej i niewykonalnej.

Dlatego trudno dziś mówić o innowacyjności w zagospodarowywaniu odpadów w sensie nowych technologii. Reforma, jak na razie, nie pobudziła szczególnie samorządów do ich wprowadzania. Ci, co takie technologie mieli wcześniej, to je mają, ci którzy ich nie mieli, nie mają ich nadal i jeszcze długo ich nie wprowadzą, ponieważ dzisiaj inwestowanie w gospodarkę odpadami jest bardzo ryzykowne z punktu widzenia zwrotu kapitału. Rynek jest nieprzewidywalny i nasycony różnego rodzaju nieprawidłowościami. Są pewne pozytywne zmiany w technologiach do recyklingu odpadów i odzyskiwanych z nich surowców wtórnych. Tu można pochwalić się kilkoma nowoczesnymi instalacjami, np. do makulatury, ale te instalacje będą potrzebowały odpadów selektywnie zbieranych, czystych i w dużych ilościach, a dzisiaj rynek tego nie jest w stanie wygenerować, bo zbyt wolno rozwija się zbiórka selektywna.

Budujemy jednak spalarnie.

Jeśli chodzi o nowoczesne i innowacyjne technologie, to spalanie odpadów nie jest preferowane przez UE. Unia stawia przede wszystkim na ich przetwarzanie z przeznaczeniem do ponownego wykorzystania. Jak dotąd nie widać u nas specjalnie ruchu w zakresie wprowadzania nowych, innowacyjnych metod mających temu służyć. Natomiast przed kilku laty powstał krajowy program budowy sześciu dużych spalarni śmieci. Za rok inwestycje te powinny być gotowe. Będą mogły spalić z większym bądź mniejszym nakładem energii ok. milion ton zmieszanych odpadów. My natomiast mamy obecnie problem z ok. 4 mln ton palnych frakcji odpadów. Spalarnie zatem tego problemu nam nie rozwiążą.

Co w tej sytuacji? Budować kolejne?

Odpady możemy zagospodarować bardziej regionalnie i bardziej efektywnie bez budowy kolejnych wielkich i bardzo kosztownych spalarni. Te „dobre” odpady mogą zostać zamienione na ciepło w naszych mieszkaniach lub prąd elektryczny w naszych domach. Stanowisko Krajowej Izby Gospodarczej jest następujące: zamiast koncentrować się na budowaniu kolejnych spalarni wielkich jak Huta Katowice, bardzo drogich i niemile przez UE widzianych, skoncentrować się trzeba na odzysku ciepła i energii z odpadów, ale w mniejszych elektrociepłowniach, gdzie w warunkach kogeneracji można dobudować w kotłowni blok na paliwo z odpadów, tzw. suchy RDF, czyli wykorzystać zamiast węgla zmielone wysokokaloryczne frakcje. To jest kierunek, który zdaniem KIG powinien być rozwijany, jest racjonalny i bardziej efektywny ekonomicznie niż wielkie obiekty spalarniane. Na razie jednak „w tym tunelu nie widać zielonego światła”.

A co z biogazem, z którym wiązano takie nadzieje, zwłaszcza w małych gminach i wiejskich?

Do produkcji biogazu również niezbędne są określone frakcje uzyskiwane z odpadów. Biogazownie, których trochę w kraju powstało, mają jednak problemy z pozyskaniem tych frakcji, dlatego pracują na małych obrotach. Brakuje biomasy. Biogazownie sygnalizują, że brakuje nie tylko dostatecznej liczby źródeł biomasy, np. plantacji wierzby przemysłowej, którą można by spalać, ale także np. gnojowicy. Trochę lepiej wychodzi nam recykling. To dlatego, że większość z nas w ramach systemów gminnych segreguje śmieci. Wzrosła też liczba firm, które te posegregowane odpady odbierają. Poprawa w tym zakresie widoczna jest wyraźnie także dlatego, że wcześniej recykling w naszym kraju był na bardzo niskim poziomie, ok. 5 proc wytwarzanych odpadów. Obecnie powinien wynosić ok. 20 proc, a osiągamy granice 10 proc. Mamy ambitne plany, by do 2020 r. wskaźnik ten wzrósł do 50 proc. Sadzę, że jeśli uda nam się osiągnąć 25 proc. – to będzie dobrze.

Dlaczego tak trudno nam dojść do standardów w przetwarzaniu odpadów osiągniętych choćby w państwach skandynawskich? Nie możemy od nich ściągnąć najnowocześniejszych, innowacyjnych rozwiązań, z których na pewno korzystają?

Różne kraje „starej” UE w różnym stopniu wykorzystują energię z odpadów, ale ważne jest to, że średnio około 35 proc. odpadów jest unieszkodliwiane poprzez odzysk energii w procesach termicznych. Najlepszym przykładem są państwa skandynawskie. Tyle tylko, że te kraje pracują konsekwentnie nad zasadami budowy systemu zbierania i przetwarzania odpadów od ponad dwudziestu lat. To nie jest program do załatwienia z dnia na dzień, przez hasło „rewolucja śmieciowa”. Ten proces musi trwać, trzeba zmienić nawyki i świadomość mieszkańców, konsekwentnie wdrażać racjonalne zasady postępowania z odpadami, a także filozofię naszego życia w celu ograniczania „produkcji odpadów” i ich unikania. My wciąż jesteśmy pod tym względem na początku drogi. Tymczasem przedsiębiorcy, którzy postępują uczciwie i biorą udział w grze na rynku odpadów, narzekają, że rynek ten jest nasycony najróżniejszymi patologiami. Administracja odpowiedzialna za kontrolę i nadzór nad rynkiem nie panuje nad sytuacją, nie kontroluje strumienia przepływu odpadów i nie wyciąga konsekwencji wobec osób i przedsiębiorców naruszających regulacje prawne w tym zakresie. I to jest rzeczywiście problem. Ale to nie jest problem złego prawa, tylko niekonsekwencji w jego wdrażaniu i egzekwowaniu.

W obowiązki KIG wpisana jest też edukacja społeczeństwa.

Świadomość społeczeństwa w tym zakresie wzrasta, ale nadal jest sporo do zrobienia. Świadomość przedsiębiorców, która jest pochodną świadomości społeczeństwa, chociażby z racji wielu obowiązków prawnych, rośnie szybciej. Liczymy na pomoc administracji rządowej, która powinna uczestniczyć w budowie świadomości obywateli na tych płaszczyznach, które mają bezpośredni wpływ na nasze środowisko i funkcjonowanie przedsiębiorstw.

Moim zdaniem, powszechna edukacja społeczeństwa, w tym m.in. z wykorzystaniem mediów publicznych, jest  konieczna. Nie chodzi przy tym o jakieś profesorskie mądrości, ale przekazanie obywatelom paru prostych prawd i zasad, np. dlaczego segregacja śmieci jest tak ważna, jak to się powinno robić i jakie szkody przynosi nam wyrzucanie śmieci w lesie itp. Do tego dochodzi edukacja ekonomiczna. Jeżeli mając wybór mam zapłacić dwa razy więcej za śmieci niesegregowane, niż gdybym je segregował, to rachunek ekonomiczny sam się narzuca, bez specjalnej kalkulacji i edukacji ekologicznej. Lepiej płacić np. 20 niż 40 zł, ale wtedy ja muszę zadać sobie trochę trudu, żeby odpowiednio posegregować moje odpady, no ale dzisiaj nie ma nic za darmo.

Może opłaty za wywóz śmieci są zbyt wysokie?

Po tej całej „rewolucji śmieciowej” okazało się, że jest odwrotnie. Nasz „rynek odpadowy” był wyceniany na ok. 5 mld zł w 2012 r., czyli „przed rewolucją”. Szacowaliśmy, że po wprowadzeniu nowych zasad i opłat rynek powinien wzrosnąć o ok. 20 proc. Tak się jednak nie stało. Wartość tego rynku spadła obecnie o 40 proc. – do 3,3 mld zł. To świadczy, że samorządy masowo wybierały najtańsze oferty, konkurencja między firmami zajmującymi się odpadami doprowadziła do wyeliminowania z rynku wielu firm, a te, które pozostały, obecnie narzekają na nieopłacalność tej działalności, bo za pieniądze, jakie otrzymują od gmin, trudno legalnie zagospodarować odbierane odpady. No i w ten sposób mamy kolejne, po budowie autostrad za pół ceny, polskie doświadczenie budowy systemu gospodarowania odpadami – za pół ceny. A może UE to od nas kupi?

*

Powyższy artykuł został przygotowany na potrzeby wydawanego przez Fundację Promocji Gmin Polskich Biuletynu Eko-Gmina.

czwartek, 24 lipiec 2014 19:42

DBANIE O ŚRODOWISKO CZY KĘTRZYŃSKIE SZALEŃSTWO?

Napisane przez

Widzę kobietę koło siedemdziesiątki, może starszą. W dłoni trzyma kilka torebek foliowych, jakie otrzymuje się przy zakupach w prawie każdym sklepie. Proszę nie mylić z reklamówkami, bo one kosztują.

Podchodzi po kolei do każdego ogromnego pojemnika na segregowane śmieci. Wyjmuje z torebek śmieci i wrzuca je oddzielnie do pojemników, według napisów. Nie wiem, ile miała tychże folii. Trzy, cztery… Nie spodziewam, żeby było ich aż pięć, czy, nie daj Boże, siedem. Tyle, ile pojemników. Puste i zmięte torebki wrzuca do jednego pojemnika.

A mnie uruchomia się chora wyobraźnia. Myślę, czy kobieta mieszka sama, jak dużą ma kuchnię. Pewnie sama, bo sama wynosi śmieci i jest ich mało. Pewnie kuchenka malutka, bo jakże może być duża w bloku z wielkiej płyty na jednym ze spółdzielczych osiedli? Wstrętna wyobraźnia nie ustaje w szaleństwie. Kuchnia, a w niej ileś tam kubłów na śmieci. Albo torebek porozwieszanych na klamkach, pokrętle przy grzejniku, krzesłach. Tych miejsc musi być siedem. Bo przecież tyle mamy pojemników.

I wówczas ogarnia mnie już złość, myślami wróciłem do swojego mieszkania. Kuchnia nie nadzwyczajna. Mniejsza niż większość gabinetów w budynkach administracji samorządowej lub zarządcy osiedli. Jak mam tam zmieścić siedem kubłów na segregowane śmieci, bądź gdzie powywieszać odpowiednie worki? Kubeł na śmieci stoi, jak Bóg przykazał, i jak w innych mieszkaniach pod kuchennym zlewozmywakiem. Plastiki wrzucam do torebki foliowej, jak ta starsza pani, a papiery kładę na parapecie. Trzy… A gdzie szkło kolorowe, białe? Pięć… I pozostałe, żeby dobić do siedmiu.

Wyglądam przez kuchenne okno, żeby utwierdzić się, że szaleństwo jest nie tylko w mojej głowie, a spotkana pani nie była fatamorganą. Kilkanaście metrów od klatki schodowej stoją dwa pojemniki na kółkach. Na nich nalepiona informacja, co wrzucać. Dwukrotnie widziałem – mam nadzieję, że to przypadek – gdy śmieciarka komunalna oba pojemniki opróżniała do jednej śmieciowej dziury samochodu. Być może segregację robili na wysypisku. Pewnie rozcinali tam worki i śmieć po śmieciu odkładali we właściwe miejsce.

Żeby utwierdzić się w pewności muszę wyjść z kamienicy. Jakieś czterdzieści metrów. Inni mają lepiej, bo szereg kolorowych pojemników z usuniętymi gumowymi ochraniaczami wpatruje się im w okna z odległości paru metrów. Obok zazwyczaj rozrzucone śmieci. Swoją segregację robią poszukiwacze puszek i makulatury. Z tym ostatnim mają problem. Widzę, że papier wrzucany jest w foliowych torebkach. Nie ukrywam, jest to bliska mi koncepcja, bo ułatwia życie. Lepszy papier w torebce niż na parapecie i potem niesiony w rękach. Właśnie! Wyobrażacie sobie, jak wyglądam? W rękach worek foliowy (śmieci z kubełka), papiery pod pachą wysuwające się i upadające na ziemię, torebki foliowe z plastikami, ze szkłem kolorowym i szkłem bezbarwnym… I brnę najpierw przed klatkę, potem za kamienicę. Oczywiście taka ilość nie jest codziennie. Aczkolwiek codziennie nie wynosi jednego tylko worka.

Tak sobie zatem myślę. Czy w pokojach administracji wszelkiego autoramentu są kubły w ilościach siedem, a przynajmniej pięć? Przecież, pracując osiem godzin, przebywa się tamże więcej niż w domu. Też produkuje się śmieci wszelkiego rodzaju. A nigdy zaś nie widziałem, żeby ktoś z budynku zarządcy osiedla wynosił śmieci do więcej niż jednego pojemnika. Aczkolwiek nie musiałem tego widzieć. Jeżeli zaś zarządca przeprowadził procedurę segregowania śmieci, to pewnie sam poddaje się wymaganiom i przekazuje śmieci do kolorowych pojemników. Pewnie na równi z każdą administracją samorządową. Nie wątpię w to. Wracając jeszcze do pojemników. Stoi ich sobie sztuk pięć pod drzewkami. Brudne, ofekaliowane przez ptaszki, obsikane przez psy, z porozrzucanymi wokół śmierdzącymi odpadami i resztkami. A stoją na trawniku. Ciekawe na czyim?

O, słodka Europo! Jakieś inne u was kubły! Bardziej szczelne. Czystsze z zewnątrz. W zamkniętych miejscach. Nie śmierdzą. Stoją, prawie że pod ręką. Wystarczy zjechać windą. Parę kroków od schodów. To jest jakaś magia. Czasami mam wrażenie, że tutaj pewne rzeczy robi się na wyrost i fasadowo. Żadnego przygotowania. Ot, trzeba siedem pojemników, to stawia się. Byle spełnić wymogi. A dlaczego siedem? Nie byłoby tego pytania, gdyby nie przyjechała do mnie kuzynka ze środkowej Polski. Wy segregujecie? – pyta. Oczywiście. Popatrz, stoją pojemniki. Byłem, pokazując jej co krok po pięć, siedem w szeregu. Ona na to, że u nich są tylko trzy.

Ach, słodka Europo! Ach, słodka centralna Polsko! Tylko trzy! Marzenie! Na dole klatki schodowej trzy szczelne pojemniki. Nie trzeba niczego pakować w torebki, wyjmować, ciągać się po chodnikach, parkingach. Wystarczy założyć tenisówki, tu włożyć gazetę, tam butelkę po oleju, tamże opakowanie po serku. Marzenie.

A ja sobie czekam na dzień, w którym właściciel terenu, na którym stoją „moje” pojemniki każe się im wynieść. Fasada.

czwartek, 26 czerwiec 2014 22:02

SUBWENCJA ŚRODOWISKOWA: KULA U NOGI CZY SZANSA?

Napisane przez

Nie mogą inwestować, bo ich gminy położone są na terenach chronionych. Ale przyroda dla samorządowców nie musi być kulą u nogi. Potrzebna jest tylko subwencja środowiskowa. Państwowe 870 mln złotych może wyrównać szanse JST na rozwój.

Zabiegi Związku Gmin Wiejskich RP, dotyczące wprowadzenia subwencji środowiskowych dla gmin położonych na terenach chronionych, trwają od 2010 r. Nic jednak nie wskazuje, aby zamierzony cel udało się osiągnąć za kadencji obecnego rządu. Tak uważa sekretarz generalny ZGW RP Edward Trojanowski.

Pod koniec września 2012 r. jego organizacja złożyła do Sejmu obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Choć podpisało się pod nim prawie 300 tysięcy osób, projekt został negatywnie zaopiniowany przez rząd, głównie z powodu braku środków na jego realizację. Zdaniem Edwarda Trojanowskiego, w uzyskaniu funduszy pomogłaby intensywna kampania medialna. Dzięki niej Polacy dowiedzieliby się o problemie i z pewnością projekt zyskałby powszechne poparcie społeczne. – Niestety brak nam środków na stworzenie takiej kampanii, a jedyną instytucją, która mogłaby nam pomóc, jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska (NFOS) – wyjaśnia sekretarz generalny ZGW RP w rozmowie z Magazynem Samorządowym GMINA.

Zyski złożone na ołtarzu Natury

Projekt odrzucony przez Sejm zakładał zwiększenie dochodów jednostek samorządów terytorialnych oraz wprowadzenie subwencji ekologicznej dla gmin położonych na obszarach objętych unijnym programem Natura 2000, bądź na terenie rezerwatów przyrody i parków narodowych. Na takich gruntach gminy nie mogą inwestować, a ich rozwój jest mocno ograniczony.

Według autorów projektu, subwencja kosztowałaby państwo 870 mln zł rocznie. Założono bowiem, że kwota bazowa wynosiłaby 200 złotych za hektar, jednak po uwzględnieniu typu obszaru chronionego często byłaby o wiele niższa – w przypadku parku krajobrazowego z otuliną, 100 zł za hektar, a w przypadku obszaru specjalnej ochrony ptaków: 160 złotych za hektar. Subwencja środowiskowa zwiększyłaby dochody takich samorządów, jak np. Białowieża, która leży niemal w 90 proc. na obszarze parku narodowego. – Z powodu ograniczonych możliwości inwestycyjnych mamy mniej inwestycji, a co za tym idzie, wyższe bezrobocie i niższe wpływy z podatku dochodowego – tłumaczy Magazynowi Samorządowemu GMINA wójt Albert Litwinowicz. Dodaje, że na domiar złego niższe są również dochody z podatku leśnego.

– Straty, które co roku ponosi nasza gmina oraz wiele innych położonych na terenach chronionych, są olbrzymie – twierdzi w rozmowie z Magazynem Samorządowym GMINA dyrektor wydziału gospodarki komunalnej i ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Krynicy-Zdroju, Tomasz Demkowicz. Jego gmina leży na obszarze Natura 2000, co zdaniem dyrektora nie daje żadnych, poza ekologicznymi, korzyści. – Wręcz przeciwnie, nie mamy wpływu z podatku od gruntów, bardzo ciężko jest ponadto pozyskać inwestorów. Najlepszym przykładem jest, zdaniem Tomasza Demkowicza, projekt „Siedem Dolin”, który zakładał stworzenie w Beskidach nowoczesnej sieci kurortów zimowych, które dałyby mnóstwo nowych miejsc pracy. Położenie terenów pod inwestycję na obszarach Natura 2000 zadecydowało jednak o zaniechaniu projektu. – To jeden z licznych przykładów – mówi dyrektor i dodaje, że subwencje środowiskowe rekompensowałyby takie i podobne straty. Jako inny przykład podaje przepis zakazujący regulowania potoków. – Zakaz stabilizacji dna koryta potoków oznacza, że w przypadku obfitych opadów deszczu zalewane są drogi, gospodarstwa, niszczone są mosty. Subwencje z pewnością poprawiłyby naszą sytuację i choć może nie pomogłyby bezpośrednio w odbudowie zniszczonych obiektów, z pewnością przyczyniłyby się do poprawy całościowej sytuacji.

Zofia Bator-Michalska, sekretarz gminy Lutowiska, położonej niemal całościowo na obszarach objętych ochroną, ubolewa, że rozwój jej gminy jest bardzo ograniczony. – Wszelkie inwestycje, rozwój gospodarczy są prawie niemożliwe. Nasza gmina to niemal w całości tereny ekologiczne: Bieszczadzki Park Narodowy, Park Krajobrazowy Doliny Sanu, a w ramach Natury 2000 Międzynarodowy Rezerwat Biosfery „Karpaty Wschodnie” – mówi GMINIE. Sekretarz dodaje, że jedyne możliwe perspektywy rozwoju związane są z ochroną środowiska, jak na przykład zrealizowany niedawno projekt oczyszczalni ścieków. Bator-Michalska podkreśla, że choć zdarzają się w gminie potencjalni inwestorzy, szybko zniechęcają się długotrwałymi procedurami związanymi z uzyskaniem np. zgody budowlanej.

Tadeusz Chołko, wójt gminy Suwałki, uważa, że subwencja środowiskowa byłaby rekompensatą dla gmin położonych na chronionych terenach. Jego gmina leży w obrębie Zielonych Płuc Polski. Choć wpływa to pozytywnie na rozwój turystki, ogranicza rozwój przemysłu. – Bilans zysków i strat jest, niestety, ujemny. Oprócz walorów przyrodniczych i turystycznych gmina nie ma nic w zamian – tłumaczy Magazynowi Samorządowemu GMINA Chołko.

Ile rezerwatu zasługuje na subwencję?

Pomysł ZGW RP wsparło w kwietniu 2013 r. PSL, które zgłosiło do rządu propozycję wprowadzenia subwencji środowiskowej. Projekt jednak nie dość, że został przez polskie władze negatywnie zaopiniowany, to do tego zawierał kilka postanowień, co do których Związek miał zastrzeżenia. Najważniejsze dotyczyło limitu powierzchni dla wprowadzenia subwencji środowiskowej – według PSL-owskiego projektu jedynie gminy posiadające ponad 50 procent terenu objętego obszarami ekologicznymi miałyby otrzymywać subwencje.

Odpowiadając na zarzut ZGW RP, ludowcy tłumaczyli, że nie można rozmieniać się na drobne i trzeba koncentrować się na najwyższych formach ochrony przyrody i gminach, które tracą – z powodu położenia na terenach szczególnie cennych przyrodniczo – najwięcej. Jak podkreślano, zakres subwencji można by w przyszłości rozszerzyć, jednak obecna sytuacja finansowa nie pozostawia zbyt wielu złudzeń.

Pieniędzy na razie brak nawet na wariant PSL-owski. Choć w Sejmie trwa kolejna debata, jej końca nie widać. Pozostaje jedynie nadzieja, że dążąc do osiągnięcia standardów unijnych, polski rząd znajdzie kiedyś środki na rozwiązanie impasu.

Jednostki ochrony

A jak wygląda pomoc dla gmin położonych na chronionych terenach w innych państwach? Jak podkreśla ZGW RP w swoim raporcie, wprowadzane w różnych krajach rozwiązania kompensacyjne generują niewielkie środki i nie mają większego wpływu na budżet gmin. Stanowią jednak ważny symbol polityki państwa, odwołujący się do szczególnego solidaryzmu społecznego w zakresie ochrony przyrodniczo cennych obszarów kraju.

Istniejący w Niemczech system zakłada dotacje na szczeblu federalnym i poszczególnych landów. Są one ukierunkowane na konkretne wydatki związane z ochroną środowiska, takie jak np. ochrona gruntów, wód i zasobów wodnych, czy odprowadzanie ścieków. W różnych landach wielkość i rodzaj dotacji jest zróżnicowana. Obecnie niemieckie władze biorą pod uwagę dwa modele wsparcia dla gmin obciążonych obszarami chronionymi. W landzie Saksonia na przykład, przewiduje się transfery ryczałtowe lub bezwarunkowe dotacje ekologiczne. Obydwa modele wprowadzają tzw. „jednostki ochrony” (CU). W pierwszym modelu ich wartość wyznaczono w przeliczeniu na obszary chronione i na jednego mieszkańca. W drugim zaś wielkość subwencji ekologicznej w skali landu jest sumą rocznych wydatków na utrzymanie dróg, usuwanie z nich nadmiaru śniegu oraz świadczeń na usługi kulturalne.

W Brazylii subwencje ekologiczne wprowadzono już w 1992 r. CU jest używane również tutaj jako wskaźnik ekologiczny, odnoszący się do różnych kategorii ochrony przyrody. W redystrybucji podatku od wartości dodanej (VAT) do gmin, 2,5 proc. tej wartości jest rozdzielane na podstawie wyznaczonych wartości CU w poszczególnych gminach, a kolejne 2,5 proc. jest rozdzielane proporcjonalnie do obszarów ochrony zasobów wody pitnej.

wtorek, 25 marzec 2014 20:57

ODNAWIALNE ŹRÓDŁA PIENIĘDZY

Napisane przez

Odnawialne źródła energii (OZE) tworzą szanse, których nie da się lekceważyć. Ich zwolennicy podkreślają, że przestawienie krajowej energetyki właśnie na OZE przyczyni się do tworzenia nowych miejsc pracy, niskich rachunków za energię i poprawy stanu środowiska. Trend cieszy się wsparciem Unii i na całym kontynencie wydaje się już być nieodwracalny. Krytycy uważają z kolei, że powyższe zyski to jedynie projekcja optymistów i upłyną dekady zanim alternatywna energetyka zacznie się opłacać. Na dodatek cała branża tkwi w prawnej próżni: mimo zapowiedzi wciąż nie doczekaliśmy się ustawy o OZE.

W połowie marca projektem ustawy o OZE miał się zająć rząd, jednak do momentu zamknięcia tego wydania Magazynu Samorządowego „GMINA” sprawa nie stanęła na porządku obrad. Opozycja i branża energetyczna próbuje więc zwiększać presję na gabinet Donalda Tuska, by prace jednak przyspieszyć. – Od kilku lat słyszymy, że koalicja PO i PSL przygotowuje nowe, nowoczesne rozwiązania prawne, które mają uregulować wiele problemów działalności branży OZE, ale jeśli to będzie się działo w takim tempie, to prędzej OZE przestaną istnieć, niż doczekają się stosownych regulacji – krytykował na początku marca szef SLD, Leszek Miller, przypominając, że Sojusz złożył własny projekt dotyczący OZE.

Rzeczywiście, prace nad rządowym projektem wyjątkowo się ślimaczą. Pierwotna wersja powstała w resorcie gospodarki jeszcze jesienią 2011 r. Po dwóch latach to samo ministerstwo przedstawiło jednak drugi, w dużej mierze zmodyfikowany, wariant ustawy. Ale i ten na niemal pół roku utknął w urzędniczych trybach. W lutym jednak Stały Komitet Rady Ministrów przyjął go, rekomendując przyjęcie przez rząd. I w tym miejscu narracja się urywa…

Rewolucja prosumencka

Sprawą zainteresowali się senatorowie. Na marcowym spotkaniu z nimi pojawił się wiceminister gospodarki, Jerzy Pietrewicz. – Ministerstwo intensywnie pracuje nad pełnym wdrożeniem regulacji unijnych w zakresie tzw. pakietu energetyczno-klimatycznego, w szczególności promowania energii ze źródeł odnawialnych – mówił. – Znaczna część tych regulacji została już wprowadzona do polskiego systemu prawa, zwłaszcza w ramach dotychczasowej nowelizacji ustawy Prawo energetyczne – dodawał.

Jednak to, co budzi najwięcej emocji, to zmiany, które ujęto w projekcie będącym wciąż „w drodze”. Założono w nim m.in. odejście od obecnego dotowania bieżącej produkcji energii ze źródeł odnawialnych na rzecz aukcji: oferent proponujący najniższą cenę dostawałby gwarancję zakupu nawet na okres piętnastu lat. Aukcje miałyby być ogłaszane przynajmniej raz w roku. Minister gospodarki wcześniej ogłaszałby tzw. cenę referencyjną – a więc maksymalną, jaką można zaoferować na aukcji, a także pulę energii, jaka może w danym roku liczyć na wsparcie państwa.

Resort chce zapewnić też wsparcie dla małych producentów energii. Producenci energii o potencjale nie przekraczającym 1MW braliby udział w osobnych aukcjach, a co najmniej 25 proc. energii objętej wsparciem państwa miałoby pochodzić właśnie z takiej mini-produkcji. Koszty takiej operacji zostałyby jednak przerzucone na odbiorców energii – jako tzw. opłata OZE. Jej wysokość na 2015 r. określono na poziomie 2,27 zł/MWh, przy średniej wspieranej energii z OZE na poziomie 362 zł/MWh.

Ponadto projekt wprowadza np. definicję mikroinstalacji – a więc niewielkiej instalacji, często służącej do produkcji energii na własne potrzeby, użytkowanej bez koncesji i zakładania działalności gospodarczej.

Dodatkowo wreszcie, resort chce położyć kres jednemu z najpopularniejszych dotychczasowych sposobów wytwarzania polskiej „zielonej” energii: współspalaniu biomasy z węglem w dużych blokach energetycznych. W zamian ministerstwo chciałoby wspierać tzw. dedykowane instalacje spalania wielopaliwowego, gdzie każdemu paliwu „dedykowany” jest osobny podajnik.

Zmiany w branży energetycznej

Problem w tym, że czas płynie, a brak rozwiązań w tym zakresie tylko pogłębia zamieszanie. Branża OZE najwyraźniej uznała więc – zwłaszcza w obliczu sporu z Rosją i potencjalnych zakłóceń dostaw surowców zza Buga – że to idealny moment na wywarcie presji na rządzących. 25 organizacji i podmiotów z tego sektora w drugiej połowie marca opublikowało list otwarty do premiera. – Polska ma znaczący potencjał odnawialnych zasobów energetycznych, w tym wiatru – piszą sygnatariusze listu. – Należy pamiętać, że rozwój OZE oznacza nie tylko dynamiczne uzupełnianie niedoborów mocy innowacyjnymi, zielonymi technologiami, ale przede wszystkim dywersyfikację źródeł wytwarzania energii, a co za tym idzie – znaczącą poprawę bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju – dodają.

Temu przypomnieniu służą też statystyki. Jak skrzętnie liczą autorzy listu, w 2012 roku 13 proc. węgla kamiennego, 70 proc. gazu ziemnego, 96 proc. ropy naftowej i 2,5 proc. energii elektrycznej zużywanych w Polsce pochodziło z importu. Ich zdaniem, podtrzymywanie podobnych proporcji w kolejnych latach tylko pogłębi naszą zależność od zewnętrznych dostaw.

To zestawienie jest tym bardziej uderzające, gdy porówna się je z wynikami całej Europy. Według opublikowanego w marcu br. raportu EurObserv’ER, w 2012 r. OZE w UE wytworzyły 763,5 TWh energii elektrycznej, czyli 23,4 proc. całej produkcji – 3 proc. więcej niż rok wcześniej. Podczas gdy w całej branży energetyki elektrycznej produkcja wręcz nieznacznie spadła (o 0,3 proc.), OZE produkowały więcej – wytworzyły o 14,4 proc. więcej energii niż w 2011 r. W statystykach przodują Austria i Szwecja – z odnawialnych źródeł energii pochodziło tam odpowiednio 68,3 i 67,1 proc. puli. O sukcesach mogli też mówić Łotysze (43,4 proc.) i Duńczycy (41,7 proc.). Polacy znaleźli się na 21. pozycji – z wynikiem 10,6 proc.

Nawet wielkie koncerny energetyczne uznają najwyraźniej trend za nieodwracalny. Koncern GDF Suez nie ukrywa, że nie widzi przyszłości dla praktycznie wszystkich swoich elektrowni węglowych i gazowych w Europie. – W ciągu kilku lat wygrają z nimi panele fotowoltaiczne – kwitował wiceprezes GDF Suez Energy Europe, Grzegorz Górski. – Nasza strategia to bardzo mocny sygnał dla europejskich polityków, że doprowadzili do zniszczenia europejskiej energetyki konwencjonalnej. I nie chodzi tu o wyznaczanie celów zmniejszenia emisji dwutlenku węgla lecz o wpływ dotowanej energetyki odnawialnej – dodawał. Tego typu sygnały wywołały jednak pewien oddźwięk: w styczniu Komisja Europejska zaproponowała, aby po 2020 r. powstrzymać nieco tempo ekspansji OZE. W ciągu dekady 2020-2030 ich udział w produkcji miałby wzrosnąć „zaledwie” z 20 do 27 proc.

W Polsce to jednak wciąż margines. OZE zaspokajają 4 proc. naszego zapotrzebowania na energię – głównie poprzez spalanie biomasy, energetykę wiatrową i hydroenergetykę. Pozostaje więc mieć nadzieję, że uda nam się ustalić reguły dla tego sektora, by wreszcie zacząć dyskutować o realnych kosztach i zyskach z OZE, a nie przerzucać się wizjami rozkwitu – lub upadku – sektora, bez posiadania żadnych poważnych doświadczeń w tej dziedzinie.

wtorek, 25 marzec 2014 20:49

Samorządowcy docenili zieloną energię

Napisane przez

Rozmowa z Wojciechem Szymalskim, ekspertem w Instytucie na rzecz Ekorozwoju, kierującym projektem „Dobry klimat dla powiatów”

MATEUSZ WEBER: W jakiej kondycji jest zielona energetyka w Polsce?

WOJCIECH SZYMALSKI: W naszym kraju toczy się nierówna gra między dużymi firmami energetycznymi, także tymi, które zajmują się wyłącznie odnawialnymi źródłami energii (OZE), a odbiorcami energii. Oni również mogliby ją produkować i stać się tzw. prosumentami. Jeśli bowiem pojawia się temat inwestycji w OZE, zazwyczaj jest on związany z dużym kapitałem, będącym w posiadaniu wielkich korporacji, z których część jest spoza Polski. Małych i średnich przedsiębiorstw nie stać obecnie na tego typu inwestycje, nie mówiąc już o inicjatywie obywatelskiej, która jest mocno ograniczona.

Z czego to wynika?

Nakładają się na to dwa aspekty – historyczny i prawny. Największe koncerny energetyczne powstałe w wyniku konsolidacji polskiego sektora energetycznego, zamiast być konkurencyjnymi względem siebie, dążą do dalszej konsolidacji. Co więcej, swoją działalnością starają się maksymalnie ograniczyć konkurencję w branży energetycznej. Ponadto, warunki stawiane podmiotom pragnącym inwestować w odnawialne źródła energii są na tyle wymagające, że bez dużego kapitału nie ma szans na pomyślną realizację projektu.

Jakie są to warunki?

Aby przedsiębiorca mógł zainwestować w odnawialne źródła energii, musi najpierw otrzymać koncesję, spełnić odpowiednie wymagania odnośnie przyłączenia do sieci energetycznej, znaleźć odbiorców swojego prądu, itp. Dla małego przedsiębiorcy podejmującego się niewielkiej inwestycji to zbyt duże obciążenie w stosunku do potencjalnych zysków.

Projekty są jednak realizowane…

Tak, jednak co ciekawe, polskie prawodawstwo – w przeciwieństwie do innych – promuje na równi wszystkie odnawialne źródła energii. W praktyce oznacza to zatem, że nie ma większych dopłat dla technologii produkcji prądu czy ze słońca, czy też z wody lub z wiatraków. Żadna z nich nie jest faworyzowana, brak jest preferencji. Dlatego też głównie inwestuje się w produkty najtańsze. Obecnie należą do nich urządzenia z zakresu energetyki wiatrowej oraz tzw. współspalanie węgla z biomasą, które jednak jest krytykowane jako niezgodne z celem promocji OZE.

Jak zatem na rynku energetycznym odnajdują się samorządy?

Są odrębną kategorią, dysponującą specyficznymi narzędziami. Realizowane przez nie inwestycje dotyczą częściej oszczędzania energii niż jej odnawialnych źródeł. Często związane są z modernizacją własnych budynków i przebudowaniem ich w sposób zakładający maksymalną oszczędność. Nie oznacza to jednak, że temat OZE nie istnieje. Wręcz przeciwnie, można wskazać kilka samorządów, które zdobyły pieniądze z zewnętrznych funduszy na energetyczne projekty. Wśród nich warto wymienić farmy ogniw fotowoltaicznych lub kolektory słoneczne do ogrzewania wody. Te ostatnie nierzadko kupują zwykli mieszkańcy, a samorządy wspierają ich finansowo w realizowanych inwestycjach.

Jednym z miast, które od dawna wiodą prym wśród samorządów lokalnych, jest Bielsko-Biała. Miasto to nie tylko ma spore osiągnięcia w sferze odnawialnych źródeł energii, ale zdobywa też europejskie nagrody za sprawnie prowadzone programy w zakresie oszczędzania energii. Pod koniec zeszłego roku otrzymało np. Europejską Nagrodę Sektora Publicznego – EPSA 2013 za projekt „Bielsko-Biała chroni klimat”. Rywalizowało o nią 230 projektów z 26 krajów i instytucji europejskich. Jednym z powodów, dla których miasto funkcjonuje tak dobrze, jest członkostwo w Porozumieniu Burmistrzów – europejskim ruchu, skupiającym władze lokalne i regionalne, które dobrowolnie zobowiązują się do podniesienia efektywności energetycznej oraz zwiększenia wykorzystania odnawialnych źródeł energii na swoim terenie. To właśnie Bielsko-Biała było pierwszym miastem, które w 2009 r. przystąpiło do organizacji.

A co z mniejszymi gminami?

W ostatnim czasie duży projekt związany z montażem kolektorów słonecznych przeprowadził powiat suski. Na terenie dziewięciu gmin zamontowano przeszło cztery tysiące kolektorów, których celem jest podgrzewanie wody. To rekordowa liczba kolektorów w Polsce. Pieniądze pochodziły częściowo z wpłat własnych mieszkańców gmin, z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz ze szwajcarsko-polskiego programu współpracy. Dzięki temu projektowi w rankingu energetyki odnawialnej Związku Powiatów Polskich powiat suski przesunął się na pierwsze miejsce.Ponadto, w ciągu jednego roku udało się władzom powiatu dokonać termomodernizacji dziesięciu swoich obiektów. Wszystkie pieniądze pochodziły z funduszy zewnętrznych, tak więc projekt powstał bez naruszenia własnego budżetu.

Czy może pan wskazać dobre praktyki odnośnie działalności energetycznej samorządów?

Wspomniana już Bielsko-Biała od 1997 r. prowadzi na terenie swojej gminy monitoring rynku energii. Objęto nim trzy nośniki – gaz, ciepło i elektryczność. Najbardziej widoczny efekt to organizacja systemu ciepłowniczego miasta w taki sposób, by z jednej strony zapewnić bezpieczne zaopatrzenie odbiorców miasta w ciepło, a równocześnie zoptymalizować moc zainstalowaną istniejących źródeł ciepła.

Innym przykładem może być gmina Kobylnica, w której w 2010 r. rozpoczęto montaż instalacji solarnych, zasilających domostwa w energię potrzebną do przygotowania ciepłej wody. 90 proc. budżetu przeznaczono na indywidualne instalacje, dlatego zadbano o dużą świadomość mieszkańców, przez prowadzenie spotkań informacyjnych i konsultacyjnych.

Warto też wspomnieć o Kisielicach w województwie warmińsko-mazurskim, które są przykładem rozwoju w kierunku samowystarczalności energetycznej. Gmina uzyskuje przychody z podatków od przedsiębiorców energetycznych posiadających instalacje na jej terenie, a także umożliwia swoim mieszkańcom wykorzystanie lokalnego ciepła sieciowego z elektrowni na biomasę, aby nie musieli kupować paliw importowanych spoza gminy.

Sporą aktywność energetyczną wykazuje też Dzierżoniowo. To niewielkie miasto w 1996 r. przystąpiło do Stowarzyszenia Gmin Polska Sieć „Energie–Cités” i tym samym wzięło udział w projektach oszczędzania i efektywnego wykorzystania nośników energii. W Dzierżoniowie zmodernizowano oświetlenie uliczne, miejski system ciepłowniczy, wprowadzono monitoring zużycia energii i poboru mocy w obiektach gminy. W konsekwencji opracowano Miejski Program Energetyczny na lata 2010-2014, w którym postawiono sobie za cel obniżenie do roku 2014 zużycia energii w budynkach komunalnych o 10 %, w stosunku do 2008 r.

Ciekawy wydaje się też projekt Euronet 50/50…

Przedsięwzięcie to przywędrowało do nas z zachodniej granicy. Celem jest promocja oszczędzania energii poprzez wdrożenie odpowiedniej metodologii do szkół. Projekt zakłada, że uczniowie wraz z kadrą szkolną przygotowują projekt oszczędzania energii w szkole, który następnie zostanie wdrożony w życie. 50% kwoty zaoszczędzonej dzięki zastosowaniu projektu ma zostać wypłacone szkole, a drugie 50% będzie stanowiło oszczędności dla władz lokalnych, które płacą rachunki. System ten doskonale funkcjonuje chociażby w Niemczech – stosowany jest w 90 proc. szkół w Hamburgu czy w Berlinie. W rezultacie każdy wygrywa: szkoła zyskuje dodatkowe pieniądze, organ prowadzący ponosi niższe koszty energii, a efektywne energetycznie szkoły przyczyniają się do osiągnięcia lokalnych celów energetycznych i klimatycznych. Do realizacji tego typu przedsięwzięcia można przystąpić w każdej chwili – Euronet 50/50 oferuje gotowe narzędzia, np. umowy pomiędzy szkołą, a samorządem, pomysły na oszczędności.

Jak mobilizować samorządy do dalszych działań?

Nie trzeba ich mobilizować – same są bardzo chętne. Problem jednak, jak już wcześniej wspomniałem, leży po stronie ustawodawstwa. Brakuje dobrych przepisów regulujących kwestie odnawialnych źródeł energii, które miałyby zastosowanie nie tyle w odniesieniu do wielkich przedsiębiorstw, ile do tych średnich i małych, a także osób fizycznych. Ważne też, aby prawo nie zmieniało się przez kilka lat, tylko trwało w tej samej postaci przez co najmniej dekadę. Bo co z tego, że powstał np. system zielonych certyfikatów, wspierający produkcję energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, skoro już po kilku latach istnienia okazał się nie do końca sprawny i obecnie jest już zmieniany?

Porozmawiajmy o funduszach unijnych na zieloną energię, bo tych cały czas przybywa…

Najważniejsze, że unijna kwota, którą Polska będzie mogła wykorzystać w latach 2014-2020 w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko wynosi 27,5 mld euro. Ponadto będą także dostępne Regionalne Programy Operacyjne, w których do wykorzystania jest ok. 1,5 mld euro na ekologiczną energetykę w każdym województwie. Nie mam wątpliwości, że samorządy są dobrze przygotowane do ubiegania się o fundusze. W ogóle nie martwię się natomiast o te, należące do Porozumienia między burmistrzami. Choć jest ich jak na razie tylko trzydzieści pięć, czyli 1 proc. wszystkich jednostek samorządu terytorialnego w Polsce, inicjatywa ta cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Gminy, które już należą do Porozumienia, przed przystąpieniem musiały przygotować plan działania na najbliższe lata, w którym znajdują się konkretne projekty, także i te, które z powodzeniem będą finansowane ze środków unijnych.

Eksperci Instytutu dla Ekorozwoju odwiedzili w ostatnim czasie 90 powiatów w Polsce. Organizowaliśmy lokalne debaty na temat zmian klimatycznych oraz prowadziliśmy badania odnośnie zainteresowania Polaków zieloną energetyką. Praktycznie w każdym miejscu spotkaliśmy się z dużym zainteresowaniem odnośnie m.in. energii słonecznej. W ponad połowie powiatów pojawiły się konkretne pomysły na temat umieszczenia, zarówno na budynkach prywatnych jak i publicznych, energetyki słonecznej. Wspominano również o instalacjach, takich jak wiatraki przydomowe czy biogazownie. Wiele z tych pomysłów to bardzo konkretne projekty, więc nie mam wątpliwości, że nie będzie problemów ze spożytkowaniem przeznaczonych na to środków.

Jedyną przeszkodą, która może początkowo wstrzymywać niektórych przedsiębiorców – lub przede wszystkim zwykłych mieszkańców – jest sposób finansowania inwestycji. Nie będzie to bowiem, jak dotąd, bezzwrotna pomoc, tylko tanie kredyty z preferencyjnym oprocentowaniem. Tym niemniej, w efekcie będzie można zrealizować więcej projektów za te same środki. Pożyczone pieniądze zostaną bowiem zwrócone i dzięki temu powiększy się ilość projektów, które będzie można zrealizować.

Czy wiadomo, jak będzie można pozyskiwać pieniądze?

Nie otrzymaliśmy jeszcze dokumentów końcowych, dlatego kwestia starania się o fundusze jest w dalszym ciągu nieznana. Na podstawie dotychczasowej praktyki możemy jedynie przypuszczać, że część środków będzie dystrybuowana za pośrednictwem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a część za pośrednictwem banków – dla odbiorców indywidualnych.

Jak widzi pan przyszłość zielonej energii w Polsce?

Wzrasta świadomość i zainteresowanie tematyką odnawialnych źródeł energii. Ludzie chcą inwestować w projekty i wychodzić naprzeciw propozycjom szukania alternatyw dla dotychczasowych sposobów otrzymywania energii. Dopóki jednak polityka państwa będzie utrudniać, a nie ułatwiać takie zadania, dopóty inicjatywa i inwestycje będą wykorzystywane w niewystarczający sposób.

środa, 26 luty 2014 16:30

GMINA EKOINNOWACJI – KONKURS DLA GMIN

Napisane przez

W styczniu 2014 roku rozpoczęła się praktyczna realizacja konkursu adresowanego do samorządów gminnych pt. „Gmina Ekoinnowacji”. Jego głównym celem jest promowanie dobrych praktyk wdrażania innowacyjnych ekologicznie rozwiązań w gospodarce komunalnej i polityce samorządowej.

Fundacja Promocji Gmin Polskich, główny organizator przedsięwzięcia, zaprasza wszystkie zainteresowane gminy do udziału w konkursie i zgłaszania opisów dobrych praktyk. Informacje na temat konkursu, regulamin oraz formularz zgłoszeniowy dostępne są na stronie www.eko-gminy.pl.

Konkurs „Gmina Ekoinnowacji” adresowany jest do samorządów gminnych, które powinny przygotować opis dobrej praktyki tworzenia warunków, korzystnego klimatu inwestycyjnego, wspierania i wprowadzania przedsięwzięć inwestycyjnych i organizacyjnych w gospodarce komunalnej, ukierunkowanych na  uwzględnianie i tworzenie ekoinnowacji.

Pokazać najlepsze przykłady i praktyki

Zgłaszany do konkursu opis dobrej praktyki może być przygotowany nie tylko przez sam urząd gminy lub związane z nim bezpośrednio struktury, ale również we współpracy z innymi instytucjami i organizacjami – zarówno publicznymi, jak i prywatnymi czy społecznymi – takimi jak: inwestorzy; przedsiębiorstwa; pozarządowe organizacje ekologiczne i społeczne; lokalne i regionalne agencje rozwoju; instytucje otoczenia biznesu; regionalne i branżowe organizacje gospodarcze; ośrodki naukowo-badawcze; instytuty naukowe; placówki oświatowe; parafie.

Podstawowym celem Konkursu jest identyfikowanie dobrych przykładów przedsięwzięć innowacyjnych ekologicznie w gminach, uhonorowanie i upowszechnienie najlepszych praktyk oraz pomoc w skutecznej wymianie informacji i doświadczeń pomiędzy gminami w zakresie podejmowanych inicjatyw i przedsięwzięć innowacyjności ekologicznej. W każdym kolejnym miesiącu trwania konkursu prezentowanych będzie – na stronie www.eko-gminy.pl– sześć opisów dobrych praktyk.

W konkursie nie będą brane pod uwagę uwarunkowania geograficzne gmin, lecz przede wszystkim aktywność samorządów gminnych w działaniach na rzecz tworzenia korzystnych warunków planistycznych, prawa lokalnego, pozytywnego nastawienia społeczności lokalnych i klimatu inwestycyjnego sprzyjającego wdrażaniu innowacji ekologicznych. Do kryteriów merytorycznych punktowania dobrych praktyk należą:

ñ  kompleksowość zaangażowania gminy w innowacyjność ekologiczną;

ñ  liczba obszarów/dziedzin, w których dokonano innowacyjnych ekologicznie zmian/udoskonaleń (max. 5 pkt.);

ñ  zaangażowanie planistyczne gminy i tworzenie klimatu dla rozwoju ekoinnowacyjności;

ñ  prowadzenie lokalnych działań edukacyjnych i kampanii informacyjno-promocyjnych w innowacyjności ekologicznej;

ñ  współpraca z innymi podmiotami (publicznymi, prywatnymi lub pozarządowymi);

ñ  utworzenie nowych (zielonych) miejsc pracy w wyniku realizacji przedsięwzięcia.

Zgłaszane do Konkursu opisy dobrych przykładów przedsięwzięć ekoinnowacyjnych powinny dotyczyć praktyk, przy których powstaniu samorząd lokalny odegrał istotną rolę. Opisy dobrych praktyk powinny być przygotowywane zgodnie z regulaminem konkursu, według ustalonego formularza, dostępnego na stronie www.eko-gminy.plw formie elektronicznej. Przewiduje się uhonorowanie dwudziestu najlepszych praktyk na koniec Konkursu, którego rozstrzygnięcie planowane jest na wrzesień 2015 r.Opisy praktyk powinny być przesyłane drogą elektroniczną lub drogą pocztową na płycie CD na wskazany adres, najpóźniej do czerwca 2015 roku.Redakcją i prezentacją opisów dobrych praktyk zajmuje się Fundacja Promocji Gmin Polskich we współpracy z Serwisem Samorządowym Polskiej Agencji Prasowej.

W drodze po statuetkę „Eko-gminy”

O znaczeniu innowacji dla rozwoju gospodarczego i społecznego nie trzeba nikogo przekonywać, jednak postęp ten powinien dotyczyć w równym stopniu zwiększania efektywności ekologicznej, możliwej do osiągnięcia dzięki ekoinnowacjom. Rozwiązania te – o charakterze zarówno technicznym, planistycznym, jak i organizacyjnym czy społecznym – mogą być wdrażane we wszelkiego typu organizacjach i podmiotach. Szczególnie jednak te obszary działalności, które poprzez swój charakter, zakres lub skalę wywierają znaczący wpływ na środowisko, powinny być przedmiotem zainteresowania myślenia ekoinnowacyjnego. Dotyczy to w szczególności takich obszarów, jak gospodarka komunalna, polityka samorządowa i cała sfera usług użyteczności publicznej i publicznego zarządzania.

Konkurs „Gmina Ekoinnowacji” wraz ze szkoleniami internetowymi „Ekoinnowacje w Gminie” organizowane są w ramach Kampanii informacyjno-edukacyjnej z wykorzystaniem platformy e-learningowej w zakresie wdrażania innowacyjnych ekologicznie rozwiązań w gospodarce komunalnej i polityce samorządowej. Jej głównym celem jest ułatwienie pracownikom jednostek samorządowych zapoznania się z aktualnymi uwarunkowaniami prawnymi, proceduralnymi, organizacyjnymi i technologicznymi oraz uhonorowanie dobrych praktyk wdrażania innowacji środowiskowych na poziomie lokalnym. Nagrodą konkursową będzie statuetka „Eko-Gminy”. Przewiduje się uhonorowanie dwudziestu gmin – laureatów Konkursu – na uroczystej konferencji podsumowującej realizację kampanii, planowanej na wrzesień 2015 r. W skład Jury konkursu wchodzą: Koordynator Projektu; Koordynator ds. szkoleniowych i konkursowych; Eksperci; Przedstawiciele Partnerów Strategicznych Konkursu.

Biuro Konkursu prowadzi:

Fundacja Promocji Gmin Polskich

ul. Jaworzyńska 7/3

00-634 Warszawa,

tel/fax: 22 827 19 99

e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

www.eko-gminy.pl

Strona 1 z 2

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY