Redakcja

Redakcja

Polskie drogi należą do najniebezpieczniejszych w Unii Europejskiej - alarmują Najwyższa Izba Kontroli. W wypadkach drogowych ginie 87 osób na milion mieszkańców, co daje Polsce przedostatnie miejsce w unijnym rankingu - gorzej jest tylko w Rumunii. Aby poprawić sytuację, NIK proponuje inwestycje w infrastrukturę i zmianę nadzoru nad ruchem drogowym. Prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski zaleca między innymi włączenie Inspekcji Transportu Drogowego do policji, a także zabranie strażom gminnym fotoradarów mobilnych. Kontrolerzy stwierdzili, że strażnicy stoją w miejscach uzgodnionych z policją tylko na początku i końcu służby, podczas gdy w pozostałym czasie ustawiają radary tam, gdzie da się uzyskać większy wpływy do gminnej kasy. W przypadku ITD problemem jest to, że w dni wolne od pracy i nocą inspektorów na drogach jest niewielu. W raporcie dostało się też policji. Okazało się, że ponad 40 procent funkcjonariuszy drogówki nie ukończyło specjalistycznego przeszkolenia w zakresie ruchu drogowego. Konieczne są też dalsze inwestycje w sieć dróg i autostrad. Sieć polskich dróg nie jest w pełni przystosowana do coraz większego ruchu. Brakuje zwłaszcza dróg dwujezdniowych, które ograniczają możliwość wystąpienia najniebezpieczniejszych wypadków, czyli zderzenia czołowego i bocznego. NIK chce też, żeby Ministerstwo Spraw Wewnętrznych pełniło wiodącą rolę w koordynowaniu działań na rzecz bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Źródło: www.forsal.pl

Kolejne stacje metra w stolicy, a w innych regionach autostrady, linie kolejowe i energetyczne - to niektóre z wartych dziesiątki miliardów złotych inwestycji, które będą realizowane w latach 2014-2020 w ramach Kontraktów Terytorialnych.

We wtorek rząd ma zatwierdzić 14 z nich. Kontrakty Terytorialne to umowy zawierane pomiędzy rządem a samorządami województw dotyczące finansowania kluczowych inwestycji w regionach w latach 2014-2020.

Na ich realizację będą trafiać pieniądze unijne oraz środki krajowe. Kontrakty zawierają kluczowe przedsięwzięcia dla danego województwa oraz sposoby ich realizacji. "Nie chodzi w nich tylko o wskazanie (...) inwestycji, które województwo chciałoby zrealizować, ale o rzetelne rozpoznanie potrzeb rozwojowych i zestawienie ich z priorytetami krajowymi" - tłumaczy wiceminister infrastruktury i rozwoju Paweł Orłowski.

W dniu 4 listopada b.r. rząd ma się zająć projektami dotyczącymi Kontraktów Terytorialnych dla 14 województw (lubuskie, łódzkie, małopolskie, mazowieckie, opolskie, pomorskie, podkarpackie, wielkopolskie, dolnośląskie, kujawsko-pomorskie, lubelskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie, zachodniopomorskie). Kontrakty dla województw podlaskiego i śląskiego rząd zatwierdził już wcześniej.

Ponad 56 mld zł to orientacyjna wartość projektów proponowanych do Kontraktu Terytorialnego przez województwo mazowieckie. Zgłoszone inwestycje to m.in. budowa 11 stacji metra za ok. 8 mld zł, obwodnicy śródmiejskiej za blisko 1 mld zł czy nowych odcinków sieci tramwajowych.

Choć do końca jeszcze nie wiadomo, które projekty znajdą finansowanie w ramach kontraktu, to z pewnością sztandarowym będzie budowa stacji metra. Około 30 mld zł na lata 2014-2020 przypadnie województwu pomorskiemu - poinformował dyrektor departamentu rozwoju regionalnego Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego Radomir Matczak. Kontrakt przewiduje inwestycje głównie w infrastrukturę transportową, energetykę, transport zbiorowy w aglomeracji trójmiejskiej i poprawę infrastruktury portowej w Gdańsku i w Gdyni.

Planowana jest też budowa Muzeum II Wojny Światowej. Inwestycje o szacunkowej wartości ponad 26 mld zł zgłosił do kontraktu samorząd województwa lubelskiego. Największe są związane z budową i modernizacją ważnych szlaków drogowych i kolejowych - poinformował marszałek województwa lubelskiego Sławomir Sosnowski. Kontrakt przewiduje m.in. budowę kolejnego fragmentu drogi ekspresowej S17 od Żyrzyna do Zakrętu pod Warszawą, dokończenie obwodnicy Puław od mostu na Wiśle do węzła w Żyrzynie oraz budowę drogi S19 z Lublina w stronę Kraśnika.

Główne inwestycje kolejowe to modernizacja linii E7 Warszawa-Lublin oraz E20 Warszawa-Terespol.

Około sto projektów na kwotę 25 mld zł uwzględnia z kolei kontrakt woj. kujawsko-pomorskiego. Najważniejsze z nich to m.in. budowa i modernizacja przebiegających przez region dróg ekspresowych S5 i S10 oraz drogi krajowej nr 15.

Samorząd województwa dolnośląskiego zgłosił ok. 50 projektów. Po negocjacjach z rządem najpewniej zostanie zrealizowanych ponad 20 na sumę ok. 25 mld zł - poinformował marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski. Wśród nich są: budowa dróg ekspresowych S3 (Sulechów - Legnica, Legnica - Bolków) i S5 (Korzeńsko - Wrocław) i obwodnicy Kłodzka. Będą też inwestycje poprawiające żeglowność Odry i modernizujące linie kolejowe i energetyczne.

24 mld zł wynosi łączna wartość projektów inwestycyjnych, które znalazły się na liście podstawowej Kontraktu Terytorialnego dla województwa małopolskiego.

Kolejne przedsięwzięcia za 9,5 mld znalazły się na liście rezerwowej.

Ponad 90 inwestycji wartych ok. 37 mld zł zaproponowano w kontrakcie woj. podkarpackiego. Na etapie negocjacji uwzględniono 69 projektów, z czego 22 ma być jeszcze negocjowanych. Ostatecznie do regionu ma trafić prawie 22 mld zł. Wśród projektów znalazły się m.in. Aglomeracyjna Kolej Podmiejska wraz z budową linii kolejowej do lotniska w Jasionce, budowa północnej obwodnicy Rzeszowa od ul. Załęskiej do Krakowskiej, Centrum Badawczo-Rozwojowe Odnawialnych Źródeł Energii Politechniki Rzeszowskiej, elektryfikacja linii kolejowej Rzeszów-Ocice oraz Podkarpackie Centrum Lekkoatletyczne.

Inwestycje drogowe, kolejowe, wsparcie służby zdrowia, rewitalizacja centrum Łodzi, poprawa jakości badań oraz wzmocnienie współpracy sektora nauki i gospodarki - to najważniejsze inwestycje, na które dofinansowanie unijne chce pozyskać samorząd woj. łódzkiego. Przedstawiciele samorządu nie podają na razie ani liczby projektów, które mają znaleźć się w kontrakcie, ani wielkości dofinansowania UE, które mogą one otrzymać. We wrześniu - jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji z rządem - na liście samorządowych propozycji inwestycji znajdowały się 84 projekty najbardziej istotne dla rozwoju Łódzkiego. Wartość unijnego dofinansowania miała przekraczać 27,5 mld zł. Władze regionu liczyły wówczas, że uda się wpisać do Kontraktu większość z tych przedsięwzięć i pozyskać na nie 20 mld zł.

26 przedsięwzięć wartych 17,5 mld zł ma w kontrakcie woj. zachodniopomorskie. 14 z nich to inwestycje w infrastrukturę transportową na sumę ok. 14,6 mld zł. Projekty drogowe na 6,2 mld zł to m.in. budowa drogi ekspresowej S6 na trasie Szczecin-Koszalin oraz tunelu w Świnoujściu łączącego wyspy Wolin i Uznam. 4,6 mld zł ma trafić na modernizację dwóch linii kolejowych: tzw. nadodrzanki na trasie Szczecin-Wrocław oraz linii Szczecin-Poznań. 3,4 mld zł pójdzie na inwestycje związane z gospodarką morską, w tym modernizacja toru wodnego ze Szczecina do Świnoujścia. Ponad 30 przedsięwzięć znalazło się w kontrakcie woj. lubuskiego. Rzecznik jego zarządu Michał Iwanowski szacuje, że w ciągu siedmiu lat z unijnych pieniędzy do regionu trafi 12 mld zł.

Zdaniem marszałek woj. lubuskiego Elżbiety Polak władzom województwa udało się wynegocjować więcej, niż chciały. "Pewne jest dokończenie przebudowy drogi ekspresowej S3, wszystkie inwestycje kolejowe oraz wodne. W dokumencie znajdzie się też budowa radioterapii w Gorzowie, na której bardzo nam zależy" - przyznała.

Z funduszy unijnych na lata 2014-2020 woj. warmińsko-mazurskie chce finansować głównie budowę dróg. W ocenie władz połączenie komunikacyjne tego obszaru z resztą kraju wciąż nie jest wystarczające.

Wśród projektów są m.in. budowa trasy nr 7 Warszawa-Gdańsk na terenie województwa, trasy S-51 na odcinku z Olsztyna do Olsztynka, budowa via Baltica na terenie Mazur oraz dwie obwodnice: Nowego Miasta Lubawskiego i Olsztyna. Nie zbraknie też projektów kolejowych.

W Kontrakcie Terytorialnym dla województwa świętokrzyskiego na liście podstawowej znalazło się 15 projektów - łączny koszt ich realizacji szacuje się na 4,2 mld zł - poinformował Kazimierz Kotowski z zarządu województwa. Z inwestycji drogowych (mają kosztować w sumie miliard zł) są to m. in.: budowa drogi ekspresowej S-7 na odcinku Skarżysko-Kamienna - Radom i od Jędrzejowa do granicy z woj. małopolskim oraz budowa obwodnicy Opatowa w ciągu drogi S-74. Remontowane mają być także linie kolejowe nr 8 i 25. Z kolei nowe szpitalne oddziały ratunkowe mają powstać w Busku-Zdroju i Kielcach.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

Na łódzkich ulicach pojawią się włazy kanalizacyjne promujące Łódź. Zakład Wodociągów i Kanalizacji wykonał 200 takich pokryw według projektu Kamili Borowskiej - laureatki ogólnopolskiego konkursu na projekt włazu promującego miasto.

Rzecznik łódzkiego ZWiK Miłosz Wika zwrócił uwagę, że autorka zwycięskiego projektu - studentka Politechniki Białostockiej - wykorzystała w swojej pracy japońską sztukę origami. W centralnej części włazu widnieje logo Łodzi, które otoczone jest wzorem powstałym po rozłożeniu papierowej łódki. Jak informuje Wika pokrywy promocyjne pojawią się w reprezentacyjnych częściach miasta, np. w Nowym Centrum Łodzi, przy dworcu Łódź Fabryczna, na nowych podwórcach.

"W miarę możliwości wszędzie tam, gdzie są atrakcje turystyczne Łodzi" - dodaje. Przypomniał on, że pierwsze włazy promocyjne pojawiały się w Łodzi już na początku XX wieku. Reklamowano na nich lokalne firmy lub odlewnie żeliwa. W zasobach Centralnego Muzeum Włókiennictwa znajduje się obecnie 20 zabytkowych, odrestaurowanych przez pracowników ZWIK pokryw odnalezionych przez członków Zrzeszenia Łódzkich Odkrywców Metali ZŁOM. Ozdobą kolekcji jest właz secesyjny z początku XX wieku znaleziony na ulicy Rewolucji 1905 roku.

W Łodzi można spotkać też współczesne ozdobne włazy z napisem "Łódź" po polsku, rosyjsku, niemiecku i w jidysz. Jest też pokrywa dedykowana Williamowi H. Lindleyowi - projektantowi łódzkich wodociągów i kanalizacji. Dwa lata temu łódzkie muzeum zorganizowało nawet specjalną wystawę zabytkowych włazów. Wika poinformował również, że na początku grudnia w galerii przy Piotrkowskiej 87 otwarta zostanie wystawa projektów zgłoszonych na konkurs promocyjnego włazu Łodzi. Tam również będzie można zobaczyć żeliwny odlew zwycięskiej pracy.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

Chcemy dalszych rozmów i negocjacji w sprawie kontraktu terytorialnego, gdyż rząd nie przeniósł z protokołu negocjacyjnego do kontraktu wielu istotnych przedsięwzięć. Nie ma między innymi drogi S19 z Kielanówki do Babicy, a bez tej inwestycji kontraktu nie podpiszemy – oznajmił marszałek Władysław Ortyl. - Kontrakt terytorialny nie jest utajniony, ale negocjacje są poufne. Dlatego wcześniej o nich nie mówiliśmy. Jednak poprzez ataki polityków opozycji czujemy się zwolnieni z tej zasady – powiedział marszałek Władysław Ortyl, który przedstawił szczegóły negocjacji kontraktu terytorialnego i powody, dla których zarząd województwa nie chce go podpisać w zaproponowanej przez rząd wersji.

- Nie chcemy podpisać kontraktu w najbliższym terminie, jaki zaproponowała nam strona rządowa, bo nie ma w nim wielu ważnych dla nas inwestycji, między innymi drogi S19 z Kielanówki do Babicy, nie ma projektu Błękitny San o wartości ponad półtora miliarda złotych, nie ma też zjazdów z autostrad, nie zostały także ujęte projekty z zakresu ochrony zdrowia np. zakup sprzętu na potrzeby SOR-ów., ani też droga dojazdowa do lotniska – wyliczał marszałek.

Jak poinformował Ortyl województwo zgłosiło do negocjacji 92 przedsięwzięcia. Z tego 22 zostały wyłączone z pierwszej części negocjacji, były to m.in. projekty z zakresu innowacyjnej gospodarki, transportu lotniczego, które miały być negocjowane później. Przedmiotem pierwszego spotkania negocjacyjnego było więc 70 przedsięwzięć. 47 przedsięwzięć znalazło się w dokumencie przesłanym przez rząd po pierwszej turze rozmów, z czego 18 było na liście podstawowej a 22 na warunkowej.

- Jeżeli do tych 47 dodamy te 22, które będą negocjowane w późniejszym terminie, to wychodzi nam w sumie liczba 69 przedsięwzięć, które są przedmiotem negocjacji. Ale to nie oznacza, że tyle jest projektów, bo pod jednym przedsięwzięciem może kryć się kilka różnych projektów z tego samego zakresu – tłumaczył marszałek. Władysław Ortyl zapewnił, że jest wielkim fanem tej formy współpracy z rządem, jaką jest kontrakt terytorialny i że jest on bardzo ważny dla rozwoju województwa, ale konieczne są jeszcze kolejne rozmowy i ustalenia. - Nie odmawiamy podpisania kontraktu. Prosimy o dodatkowe rozmowy i negocjacje, aby się dowiedzieć, dlaczego z protokołu negocjacyjnego nie ma przeniesionych ważnych przedsięwzięć do kontraktu ramowego – powiedział marszałek.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju chce w drugiej połowie 2015 roku uruchomić pierwsze konkursy dla przedsiębiorców w ramach unijnego programu "Polska Wschodnia" - powiedziała wiceszefowa MIR Iwona Wendel.

 

Program ma wspierać m.in. konkurencyjność firm.

Polska negocjuje z Komisją Europejską (KE) programy operacyjne dotyczące wydatkowania pieniędzy unijnych na lata 2014-2020, w tym sześć krajowych i 16 regionalnych. Wendel przyznała, że rozmowy z KE nie są proste. "Jeżeli jakieś rozwiązania są ustanowione dla wszystkich krajów członkowskich, to bardzo trudno zrobić +wyłom+ specjalnie dla Polski" - podkreśliła. Zastrzegła jednocześnie, że KE jest otwarta na nasze argumenty dotyczące na przykład szczególnego wsparcia dla jakichś rodzajów projektów. "Polska Wschodnia" to program współfinansowany z funduszy europejskich przeznaczony dla pięciu województw: lubelskiego, podkarpackiego, podlaskiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego. Cały jego budżet sięga 2 mln euro z polityki spójności, czyli ponad 8 mld zł. Wiceminister infrastruktury i rozwoju zapowiedziała, że 769 mln euro ma trafić na podnoszenie konkurencyjności małych i średnich przedsiębiorstw działających we wschodniej Polsce, a także na tworzenie warunków, które mają sprzyjać powstawaniu innowacyjnych firm. "Osoby do 35. roku życia, które będą miały dobry pomysł na biznes, zostaną otoczone fachową opieką. Jeżeli ich działalność gospodarcza powiedzie się, dostaną dotacje na ekspansję swojego biznesu" - wyjaśniła. Wendel poinformowała ponadto, że program będzie też wspierał parki technologiczne z tego regionu, a także przedsiębiorstwa realizujące wspólne przedsięwzięcia w ramach klastrów. Pieniądze z tego programu - jak mówiła wiceszefowa MIR - mają być też przeznaczone na inwestycje kolejowe. Na ten cel ma trafić 280 mln euro. "Natomiast na rozwój nowoczesnej infrastruktury transportowej, głównie ekologicznego transportu publicznego w miastach wojewódzkich i ich otoczeniu oraz inwestycji drogowych łączących te miasta z siecią dróg krajowych, w tym szczególnie ekspresowych, przewidziano 916 mln euro" - dodała. Program "Polska Wschodnia" jest negocjowany z KE równolegle z regionalnymi programami operacyjnymi pięciu wschodnich województw. Chodzi - jak zaznaczyła wiceszefowa MIR - o "zachowanie zasady komplementarności".

"Projekty wspierane z programu +Polska Wschodnia+ muszą być uzupełnieniem przedsięwzięć realizowanych w pięciu regionalnych programach operacyjnych. Z tego też powodu najprawdopodobniej będą zatwierdzone w tym samym czasie. Musimy udowodnić Komisji Europejskiej, że ich finansowanie nie będzie pokrywało się z innymi programami" - zaznaczyła. MIR chce w drugiej połowie 2015 roku uruchomić z programu "Polska Wschodnia" pierwsze konkursy dla przedsiębiorców. "Będziemy wspierać m.in. wzornictwo przemysłowe, a także innowacyjne produkty i usługi" - podkreśliła Wendel. "Chcemy, by pieniądze z nowego programu +Polska Wschodnia+ wpłynęły na jeszcze szybszy niż dotychczas rozwój tego makroregionu. Będziemy wspierać redukcję bezrobocia poprzez podnoszenie konkurencyjności małych i średnich przedsiębiorstw. Przeznaczymy fundusze na powstawanie trwałych miejsc pracy, a także rozwój transportu - zwiększenie dostępności komunikacyjnej w makroregionie, ale też połączeń z pozostałą częścią kraju" - dodała. endel. Program ma wspierać m.in. konkurencyjność firm.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

sobota, 01 listopad 2014 20:20

Jury Młodzieżowe Skrytykuj.pl w akcji!

Z Jury Młodych 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni rozmawia Marta Sikorska (Polski Instytut Sztuki Filmowej)

Jeszcze w październiku poznamy laureatów kolejnej edycji konkursu „Skrytykuj” na recenzje i wideorecenzje! Tym razem dwoje uczniów zaprosimy do Jury Młodych 32. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! w Poznaniu.

W poprzedniej edycji konkursu główną nagrodą było miejsce w Jury Młodzieżowym Skrytykuj.pl podczas 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni. Jak wygląda proces wyboru nagrodzonego filmu? Jakimi kryteriami kierowało się Jury? Dowiedzieliśmy się tego, rozmawiając z młodymi jurorami tuż po ogłoszeniu ich werdyktu.

MARTA SIKORSKA (PISF): Jak wyglądał proces wyboru filmu, który nagrodziliście podczas 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni?

PAULINA RICHERT: Były to długotrwałe dyskusje, często do późnych godzin nocnych, żeby ustalić, co jest najważniejsze w danym filmie.

KLARA KLUCZYKOWSKA: Spędzaliśmy dużo czasu na rozmowach o każdym filmie. Naprawdę wnikliwie omówiliśmy wszystkie, precyzyjnie. Te, które nam się nie podobały, w szczególności.

KAJETAN CHODOROWSKI: Kiedy obejrzeliśmy „Fotografa” i skłanialiśmy się ku przyznaniu mu naszej nagrody, początkowo byłem przeciw. Powiedziałem „nie”. Nie dlatego, że ten film mi się nie podobał, tego nie mogę powiedzieć. Zobaczyłem „Bogów” i stwierdziłem, że to jest mój typ. Ale potem zacząłem się zastanawiać nad każdym z filmów z Konkursu Głównego. Zacząłem dyskutować z resztą. Zostałem przekonany, choć było ciężko.

Mój sprzeciw wynikał też z tego, że chciałem przyznać nagrodę filmowi, który pokazuje coś nowego. I to znalazłem w „Bogach”, w których było zabawne podejście do tematów, które wcale nie były śmieszne. Ale też w „Hardkor Disko”, gdzie niesamowita była strona estetyczna. Natomiast „Fotograf”, podobnie jak wcześniejsze „80 milionów” jest dobrym filmem. Miło się go oglądało i wciągał widza.

MICHAŁ GLIŃSKI: Ja przy „Fotografie” miałem stosunkowo niewiele wątpliwości. Byłem jedną z osób, które były za tym tytułem prawie od początku. Tak jak dla niektórych obiekcją było to, że jest to film bardzo jednoznacznie gatunkowy, to dla mnie było to jego dużą zaletą. Bardzo chciałem nagrodzić coś takiego. Kiedy go zobaczyłem, stwierdziłem, że choć jeszcze nie zobaczyłem całego Konkursu, to będzie to najprawdopodobniej jeden z moich najsilniejszych typów. I tak było w zasadzie do końca.

Jakie filmy obok „Fotografa” Waldemara Krzystka znalazły się na waszej shortliście?

KK: Przede wszystkim „Bogowie” i „Hardkor Disko” – wokół tych filmów mieliśmy dużą dyskusję.

MICHAŁ SUJETA: W mojej trójce, obok „Fotografa” i „Bogów” znalazł się też film „Zbliżenia” Magdaleny Piekorz.

PR: Ja miałam cztery typy na dość podobnym poziomie: „Kebab&Horoscope”, „Zbliżenia”, „Bogowie” i „Fotograf”. Byłabym zadowolona, gdybyśmy wybrali którykolwiek z tych filmów.

Jakimi kryteriami posługujecie się przy ocenie filmów?

PR: Od jakiegoś czasu filmy oglądam dwutorowo. Z jednej strony, śledzę fabułę i szukam czegoś ciekawego, czego dotąd nie powiedziano w kinie. Z drugiej strony, patrzę na stronę techniczną: jak pracuje kamera, jakie zastosowano ujęcia, kadry. Chodzi o udane połączenie tych dwóch sfer oraz wprowadzenie czegoś nowego i ciekawego.

KK: Dla mnie liczą się przede wszystkim emocje, jakie dany film na mnie wywrze, wzruszenie. Czy to będzie śmiech czy płacz – chcę wyjść z kina poruszona.

MS: Film jest przede wszystkim obrazem, i to obraz powinien być dla nas ważny. To jednak praca kamery, montaż, decydują o tym, jak wygląda nasze spotkanie z filmem. Nie chodzi tylko o przekazanie przez reżysera jakiegoś pomysłu, jakiejś historii. Powinniśmy zwracać w równym stopniu uwagę na estetykę obrazu, to, jakie zastosowano ujęcia.

KCh: Zdjęcia i muzyka dają mi bardzo dużo. Mogę wybrać się na film, w którym będzie cisza, ale jeśli będą piękne zdjęcia, to ten film po prostu mnie oczaruje.

MG: Mój odbiór filmu wywodzi się od mojego odbioru literatury. Jestem chyba jedynym członkiem jury, który najmniejszą wagę przywiązuje do takich rzeczy, jak zdjęcia. Są dla mnie drugorzędne, przede wszystkim wobec historii i tego, co jest bardzo łatwo wyłapać także w literaturze. Chodzi o indywidualny styl autora – czy jest dobry, ciekawy, czy jest adekwatny. Zdjęcia traktuję zatem bardziej jako środek artystycznego wyrazu, a nie wyłącznie kwestię techniki.

KCh: Fascynuje mnie zastosowanie symbolu, przenośni. Fascynujące jest poszukiwanie tego, co autor miał na myśli. Wychodzę z kina i mogę się zastanawiać przez następny tydzień nad tym, co dokładnie ten film miał mi przekazać.

Czego wam brakuje w polskim kinie, a co was zachwyca i porusza?

PR: W tym roku w Gdyni królowało kino gatunkowe. Z jednej strony, to bardzo dobrze, bo do tej pory nie za dużo tego powstawało i nie za dobrej jakości. Teraz idzie to w naprawdę dobrym kierunku. W tym roku w zbyt małym stopniu prezentowane było podejście bardziej artystyczne (...). Bywa czasem tak, że autor chce coś przekazać, jednak większość ludzi go nie rozumie. To jest chyba główny powód, dlaczego „Onirica – Psie Pole” nie znalazł się w czołówce naszych konkursowych wyborów. Jednak ja uważam, że kino artystyczne powinno być w Gdyni szerzej reprezentowane niż jest w tej chwili.

KK: Mnie brakuje trochę oryginalności, którą znalazłam w „Hardkor Disko”, czego się nie spodziewałam, podchodząc do tego filmu bardzo obojętnie. Naprawdę, muzyka i obraz dobrze ze sobą w tym filmie grają. Byłam pod wielkim wrażeniem. Szukam w polskim kinie właśnie takich wrażeń estetycznych. Mamy też wspaniałych aktorów. Jest dużo świetnie opowiedzianych historii. Ja bardzo lubię w polskim kinie humor. Starsze filmy to po prostu coś wspaniałego. W nowych filmach szukam przede wszystkim jakiegoś nowatorstwa.

KCh: Faktycznie, brakuje mi kina artystycznego. Owszem, jest kilka filmów niezwykłych, jak choćby „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego, dlatego bardzo czekałem na „Oniricę”. Uwielbiam filmy, które mają w sobie elementy oniryczne, fragmenty snów. Polskie kino ma niesamowity potencjał, który według mnie ujawnił się np. w „Dziewczynie z szafy” Bodo Koxa. Czekam na to, by reżyserzy nie bali się wybiegać swoją wyobraźnią gdzieś dalej.

MG: Szukam kina gatunkowego i rzeczywiście cieszy, że pojawiło się ono na tegorocznym festiwalu w dość dobrej odsłonie. Przyznając naszą nagrodę „Fotografowi” doceniamy to kino. To jest krok naprzód, by realizować filmy, które są po prostu dobrymi historiami. Niekoniecznie chodzi o to, by uczestniczyć w wyścigu, kto zrobi bardziej artystyczny film. Chciałbym, żeby pojawił się u nas autor „tarantinowski”. Ktoś, kto robiłby ciekawe i krwawe historie, zwłaszcza, że mamy genialne historyczne i społeczne podstawy, żeby coś takiego się w naszym kinie zadziało. Czekam na mocne kino, które niekoniecznie będzie się podobać krytykom.

Czekam też na dobre adaptacje współczesnej literatury, jednak taki film bardzo łatwo zepsuć. Jeśli mamy do czynienia z oryginalnym autorem, to po przeczytaniu 4-5 stron jesteśmy w stanie rozpoznać niepowtarzalny styl. Podobnie jest w kinie: widzimy trzy kadry, widzimy obsadę i wiemy, kto dany film nakręcił. Brakuje mi takiej indywidualności w filmie. Ostatnimi czasy mamy w kinie konflikt pomiędzy mitologizacją, a odzieraniem z mitów, doceniam zaistnienie tego zjawiska. To dużo lepsza sytuacja niż robienie filmów nijakich, stojących pośrodku. Kiedy mamy te dwie skrajności w kinie, to jest to zdrowa, oddychająca kultura. To rzeczywiście fajne.

MS: Podoba mi się, że rosną budżety w polskim kinie. Kolejnym etapem powinna być promocja dobrych polskich filmów, która wydaje się być zaniedbywana. Przeciętny widz wybierze się do kina na coś, czego reklamę zobaczy np. w internecie czy telewizji. Jeśli chce obejrzeć coś więcej, jeśli marzy o dobrym kinie artystycznym, to musi tego po prostu wnikliwiej szukać. Najczęściej znajdzie to w kinach studyjnych, a nie w dużych kinowych sieciach. Najbardziej mnie boli to, że dobre filmy tak szybko znikają, czy wręcz umierają. To błąd dystrybutorów, czy też producentów – niezapewnianie odpowiedniej promocji. Zbyt wiele tytułów jest pomijanych w szerszej dystrybucji. Jeśli reżyser włoży w film całe serce i będzie stawał na głowie, by pozyskać budżet, ale to w żaden sposób nie zostanie docenione, to po prostu za którymś razem on może się poddać.

KK: Mam duże nadzieje związane z dobrym polskim kinem. Wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Kolega wspomniał o „Dziewczynie z szafy” – muszę powiedzieć, że i ja jestem fanką tego filmu. Ale też filmów Tomasza Wasilewskiego, który właśnie ma ten rys indywidualności. Zrobił dwa filmy i ja widzę między nimi podobieństwa oraz czekam na trzeci film.

KCh: Pokażmy w kinie żywych ludzi, którzy się cieszą i widzą piękno tego świata, nie tylko katastrofę. Dlatego „Bogowie” tak bardzo przypadli mi do gustu.

PR: Jest coś, co było zaniechane przez kilkadziesiąt lat. O historii mówiło się tylko poważnie i tylko w podniosłym tonie. Źle było widziane przełamywanie tego. W tym roku przełamują to nie tylko „Bogowie”, ale np. „Obywatel”, który prześmiewczo traktuje historię ostatnich kilkudziesięciu lat w Polsce. To bardzo ciekawy kierunek, w jakim może pójść polskie kino.

Jesteście młodymi krytykami filmowymi. Gdzie oglądacie filmy, jak wybieracie to, co chcecie zobaczyć?

KK: Mam dużo do nadrobienia, jeśli chodzi o klasykę zarówno polskiego, jak i światowego kina. Ale na to się bardzo cieszę. Dużo filmów oglądam w kinie, doceniam także festiwale filmowe. Kupuję sporo DVD i lubię oglądać filmy w domu, zwłaszcza w większym gronie, kiedy można na bieżąco komentować. Czasami jednak komentarze przeszkadzają. Zdarza się, że wychodząc z kina nie jestem w stanie rozmawiać, tylko muszę pobyć sama i dopiero po chwili zacząć rozmowę.

MS: Mogę szczerze powiedzieć, że jestem przeciwnikiem piractwa. Po pierwsze, nie wspiera to autorów, a po drugie filmy są dużo gorszej jakości. Wiem, że pieniądze z kupionego przeze mnie biletu do kina gdzieś tam do twórców i dystrybutorów wracają. Oglądam też filmy na platformach VOD w internecie. Do wyboru mamy też teraz sporo stacji telewizyjnych.

PR: Jestem wielką fanką klasyki. Teraz stopniowo ją poznaję i tu jest problem, bo niestety, nie ma gdzie jej oglądać, mimo stale rosnącej ilości rekonstrukcji cyfrowych. W kinach te filmy praktycznie nie istnieją, można na nie trafić jedynie w repertuarze pojedynczych kin studyjnych. Starsze kino prezentują tylko stacje takie jak TVP Kultura i Ale Kino+.

KK: Świetnym pomysłem są kanały na Youtube, gdzie klasykę polskiego kina udostępniają Studio Filmowe KADR czy TOR. Z tego, co się orientuję, to cześć filmów ma napisy angielskie, więc można je polecać swoim zagranicznym znajomym.

KCh: Nie toleruję telewizji, więc nie mam w domu telewizora. Uwielbiam oglądać filmy w kinie i nie da się tego porównać z niczym innym. Przez pewien czas lubiłem oglądać filmy sam. Jednak od pewnego czasu potrzebuję drugiej osoby, z którą mogę po filmie porozmawiać. Czasem mam problem ze znalezieniem tego kogoś, zwłaszcza przy trudniejszym kinie. Próbowałem w szkole założyć klub filmowy, ale się nie udało. Teraz przenoszę się do Warszawy i mam nadzieję, że tutaj znajdę więcej filmowych inicjatyw.

MG: Ja oglądam głównie filmy nowe. Bardzo lubię multipleksy. Jestem kimś kto często mówi: film był słaby, ale w kinie było fajnie. Lubię rozsiąść się w wygodnym fotelu, mieć ze sobą popcorn. Jednak oglądanie filmów w samotności jest dla mnie ciężkie, nie potrafię się skupić. Jestem z Tarnowskich Gór, a w tym roku Nagrodę PISF otrzymał działający u nas DKF „Olbrzym”. Tam odbywają się pokazy klasyki i czasem w nich uczestniczę.

Nie mogę was nie zapytać o to, co dla was było ważne, kiedy zaczynaliście się interesować filmem. Jak to się w waszym przypadku zaczęło? Jak można to rozwijać dalej?

KK: W moim przypadku wszystko zaczęło się w domu, od rozmów z rodziną. Dzieciom filmy do oglądania wybierają rodzice i myślę, że miałam to szczęście: wtedy została we mnie zaszczepiona miłość do filmu. O kinie trzeba rozmawiać, ale też warto pisać, próbować. Świetną okazją są też takie konkursy, jak propozycja PISF i Skrytykuj.pl.

MG: Andrzej Sapkowski, pytany o rady dla początkujących pisarzy, zawsze konsekwentnie odpowiada, żeby się nie wygłupiać i znaleźć sobie uczciwą robotę. I troszkę tak jest. Natomiast w moim przypadku zainteresowanie krytyką jest związane z moim przywiązaniem do słowa pisanego. Dopiero potem przychodzi zainteresowanie filmem. Gdybym miał pisać o czymkolwiek, to pewnie i tak wybrałbym kino, natomiast ja w ogóle chciałbym pisać. Szukam zawsze okazji, by się rozwijać w tym kierunku.

KCh: Owszem, chodzenie do kina z rodziną było ważne, ale nie jest też tak, że oglądałem wszystko. Zainteresowałem się najpierw fizyką i strasznie dużo się jej uczyłem. W pewnym momencie się zorientowałem, że potrzebuję jakiejś odskoczni. Zacząłem oglądać filmy praktycznie dzień w dzień, to może naprawdę uzależniać. Potem spotkałem Paulinę – i ona namówiła mnie na udział w Konkursie Wiedzy o Filmie. Kolejnym etapem jest czytanie książek o kinie. Co polecam innym osobom, które zaczynają się interesować filmem? Trzeba oglądać. To naprawdę fascynujące.

PR: Rodzice zabrali mnie pierwszy raz do kina, jak miałam dwa lata. Dzięki nim obejrzałam sporo klasyki, np. „Obywatela Kane'a”. Zawsze lubiłam czytać o filmie, o tym jak powstaje, jaka jest jego historia. Na poważnie zaczęłam się tym interesować w liceum. W szkole też brałam udział w tworzeniu filmów. Co roku powstaje u nas co najmniej jeden film. Wysyłamy je na przeglądy filmów szkolnych. Tak się to wszystko potoczyło, że właśnie rozpoczynam studia na filmoznawstwie w Krakowie. Jeśli chce się pisać o kinie, trzeba cały czas pisać, podszkalać się. Trzeba czytać, powiększać swoją wiedzę. Dobrym pomysłem jest stworzenie bloga i od razu konfrontowanie się z czytelnikami, by nie pisać do szuflady.

MS: Recenzja, którą zrobiłem na konkurs Skrytykuj!, to była moja pierwsza recenzja w życiu! Brałem raczej udział w konkursach na filmy, uważam się za filmowca-amatora – bardziej niż krytyka. Zorientowałem się, że film jest pięknym narzędziem i w jakiś sposób można nim zmieniać świat. Można coś komuś przekazać w piękny sposób. Dlatego pociąga mnie nie tyle pisanie, co robienie filmów. Na razie długa droga przede mną, będę próbował zdawać do szkoły filmowej. Jak zacząć? Trzeba być konsekwentnym i nie odpuszczać. Wtedy ktoś nas dostrzeże, da nam wskazówkę. Trzeba ciężko pracować.

Według danych Europejskiej Agencji Środowiska, zmiany klimatu w coraz większym stopniu dotykają wszystkich regionów w Europie, a lata 2004-2013 były najcieplejsze w jej historii, powodując szereg negatywnych i nieodwracalnych skutków dla środowiska. Proces ten z roku na rok się pogłębia, w związku z czym należy się spodziewać dalszych szkodliwych dla nas zmian klimatycznych.

– Na całym świecie zmiana klimatu jest faktem, a stopień oraz szybkość zmian stają się coraz bardziej widoczne – stwierdziła Jacqueline Mc Glade, dyrektor wykonawczy Europejskiej Agencji Środowiska. – Oznacza to konieczność  przystosowania do nich każdego obszaru gospodarki, w tym gospodarstw domowych, jak również zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych – dodała.

Na słowa te zareagowała w Polsce Krajowa Agencja Poszanowania Energii, uruchamiając w październiku 2014 roku „Autobus Energetyczny – mobilne centrum edukacyjno-informacyjne przeciwdziałania zmianom klimatu” , który przez dwa lata będzie podróżował po Polsce.  W ramach tej kampanii informacyjnej, eksperci KAPE będą dzielić się swoją wiedzą z mieszkańcami gmin i jednostkami samorządu terytorialnego odnośnie przyczyn zmian klimatycznych oraz sposobów zapobiegania im.

Negatywne skutki zmian klimatycznych

Do niepokojących zjawisk klimatycznych zaliczane są coraz częstsze i coraz dłuższe fale upałów, powodujące susze i wysuszanie rzek, głównie na południu Europy. Jednocześnie zmienia się nasilenie opadów, które przybierają na sile w jej północnych regionach, znacznie zwiększając tam ryzyko powodzi. Obserwuje się także przyspieszone topnienie lodowców i pokryw śniegowych; proces ten na Grenlandii od roku 1990 przyspieszył dwukrotnie. W konsekwencji podwyższa się poziom mórz.

Obserwowane zmiany powiązane są w dużej mierze z procesem zanieczyszczania środowiska, wynikającym z agresywnej ekspansji cywilizacji, w tym – między innymi – rozwoju transportu i przemysłu, czy kumulowania się odpadów. Na szczęście, lokalnie wdrażane mechanizmy ochrony środowiska mogą w znacznym stopniu przyczynić się do zahamowania tych zmian. Każdy z mieszkańców Europy może więc pomóc w swoim regionie samodzielnie, wdrażając lokalnie dobre nawyki ekologiczne.

O Autobusie Energetycznym

Autobus Energetyczny będzie swoistym mobilnym centrum informacyjno-edukacyjnym. Celem jego dwuletniej podróży będzie zachęcenie mieszkańców Polski do samodzielnego przeciwdziałania zmianom klimatu w życiu codziennym, tj. w domu, w pracy, w szkole, w lokalnym środowisku. W projekcie istotne będzie nie tylko przekazywanie informacji , ale również inicjowanie dyskusji na tematy środowiskowe i wpływanie na decydentów, tworzących lokalne strategie ekologiczne w gminach.

Dużym atutem jest mobilność tego projektu – w formie autobusu może on dotrzeć prawie wszędzie. Projekt zakłada odwiedzenie każdego z 16 województw, w sumie ponad dwustu gmin. Podjęte działania  mają wpłynąć na zwiększenie świadomości społecznej odnośnie zmian klimatu, ponieważ zmiana podejścia społeczeństwa do tego problemu jest kluczowa w procesie wdrażania zmian.

Autobus Energetyczny wyruszył w ogólnopolską trasę już na początku października. Ważnym elementem inauguracji tego projektu będzie konferencja, która odbędzie się 22 października w Warszawie. Szczegółowe informacje na temat kampanii można znaleźć na stronie www.autobusenergetyczny.pl. Projekt dofinansowany jest ze środków NFOŚiGW.

W związku ze zwiększonym natężeniem ruchu, w najbliższy weekend mają być wprowadzone udogodnienia na zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad odcinkach autostrad A1, A2 i A4 - zapowiada Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju. Jak poinformował resort infrastruktury i rozwoju, od piątku do niedzieli na autostradach możliwe jest zwiększone natężenie ruchu pojazdów na niektórych odcinkach i punktach poboru opłat. Chodzi o autostradę A4 (wyjazd z Wrocławia - punkt poboru opłat Karwiany, wyjazd z Gliwic - punkt poboru opłat Żernica oraz odcinek Kraków - Katowice), A2 (odcinek Konin - Stryków - punkt poboru opłat Żdżary i Stryków oraz południowa obwodnica Poznania), a także A1 (odcinek Gdańsk - Toruń - punkt poboru opłat Rusocin i Nowa Wieś) "Od piątku do niedzieli na drogach w zarządzie GDDKiA, objętych elektronicznym systemem poboru opłat viaTOLL, zostanie zwiększona obsada kadrowa w punktach poboru opłat" - podkreśliło MIR. Dodatkowi pracownicy mają pomagać kierowcom w pobieraniu biletów wjazdowych. Możliwe będzie też uruchomienie tzw. bramek rewersyjnych. "Są one przystosowane do obsługi ruchu wjazdowego i wyjazdowego" - wyjaśnił resort. MIR poinformowało ponadto, że na autostradzie A1, na odcinku Gdańsk - Toruń, dodatkowi pracownicy będą pomagali kierowcom w pobieraniu biletów wjazdowych na bramkach w przypadku zatorów. "Wprowadzona zostanie też możliwość dokonywania płatności kartami płatniczymi bez konieczności wpisywania PIN-u. Na autostradzie A2 kasy będą pracowały w pełnej obsadzie, tak by uiszczanie opłat było prowadzone w sposób płynny" - zaznaczyło ministerstwo. Z kolei na autostradzie A4 na odcinku Katowice - Kraków, w punkcie poboru opłat Balice, mają być uruchomione wszystkie bramki i dodatkowi inkasenci do doraźnej pomocy kierowcom. "W sytuacjach spiętrzeń ruchu zostanie uruchomiona tzw. bramka prawostronna, uruchamiana na pasie skrajnym" - dodano. Od godz. 14.00 w piątek do godz. 22.00 w niedzielę służby drogowe GDDKiA, w tym dyżurni ogólnopolskich Punktów Informacji Drogowej, będą pracowali we wzmocnionym składzie. Ma to zapewnić sprawne zarządzanie sytuacją na drogach. "Planowana jest też ścisła współpraca z Policją i Inspektoratem Transportu Drogowego" - podkreślono. W całej Polsce, w piątek w godzinach 18.00-22.00 I w sobotę 8.00-22.00, będzie obowiązywał zakaz ruchu ciężarówek powyżej 12 ton. Wiceminister infrastruktury i rozwoju Zbigniew Rynasiewicz pytany w piątek przez dziennikarzy w Leżajsku o możliwość zniesienia opłat za bramki w ten weekend, odparł: "Mam nadzieję, że takiej potrzeby nie będzie. Podjęliśmy działania organizacyjne, by zminimalizować zagrożenie powstawania dużych kolejek na autostradach. Jeśli ktoś będzie czekał 10-15 minut, to nie jest długo".

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

czwartek, 30 październik 2014 10:15

Na Śląsku gigantyczne oszczędności samorządów

27 samorządów i 162 samorządowych jednostek z woj. śląskiego w 2015 r. kupi wspólnie 385 gigawatogodzin energii elektrycznej za 105,6 mln zł. Wspólny zakup pozwolił uniknąć wysokich podwyżek - ocenili ich przedstawiciele. Był to już trzeci wspólny przetarg na dostarczenie energii, koordynowany przez Górnośląski Związek Metropolitalny (GZM), który skupia kilkanaście śląskich i zagłębiowskich miast. W pierwszym uczestniczyło 20 samorządów i 41 samorządowych spółek i instytucji, a w ubiegłorocznym 26 samorządów oraz 120 instytucji. Jak akcentował podczas środowej konferencji prasowej w Katowicach szef GZM i prezydent Świętochłowic Dawid Kostempski, w poprzednich latach - przy spadających cenach energii - samorządy osiągały w przetargach duże oszczędności. "Natomiast przetarg na rok 2015. musimy traktować raczej jako bardzo znaczące uniknięcie wysokich podwyżek" - zaznaczył szef GZM. Ceny energii na rok 2015. wzrosły o 11 proc. Trzymając się w grupie i organizując jeden kompleksowy przetarg na zakup energii elektrycznej, zdecydowanie te ceny były korzystniejsze, niż gdyby każda z gmin organizowała go osobno" - dodał. Wspólny przetarg już po raz trzeci wygrał Tauron - oferując za 385 GWh energii cenę 105,6 mln zł brutto. Łącznie złożono trzy oferty, najwyższa opiewała na 107 mln zł brutto. Osiągnięta cena jednostkowa wyniosła 222,7 zł netto za megawatogodzinę. Kostempski przypomniał, że w 2013 r. cena sięgała 244,67 zł netto, a w tym roku 199,57 zł. Szef GZM porównał też efekty przetargu Związku z postępowaniami na zakupy energii w 2015 r. innych samorządów. Jak wymieniał, Warszawa płaci średnio 231,10 zł netto za MWh (w przetargu na okres od października br. do końca 2015 r. stolica kupuje 134,751 GWh). Kraków za 422,661 GWh na 2 lata osiągnął cenę 237,98 zł, a Wrocław za 405,172 GWh na 2 lata uzyskał 222,70 zł. Kostempski podkreślił też, że podobne wspólne przetargi, a przede wszystkim okres ich uzgadniania, znakomicie integrują uczestniczących w nim samorządowców. "Cała ta procedura przetargowa generuje dziesiątki relacji pomiędzy gminami - w różnych przestrzeniach, różnych obszarach. To przynosi efekty. Na pewno pokusimy się, aby wspólnie kupować też inne produkty" - zasygnalizował lider Związku. Wśród podmiotów samorządowych, które przystąpiły do przetargu znalazły się m.in. szpitale i ośrodki zdrowia, przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne i mieszkaniowe, instytucje kultury, czy komendy miejskie Państwowej Straży Pożarnej. Wśród nich po raz pierwszy znalazły się 23 instytucje podległe samorządowi woj. śląskiego; władze regionu zapowiedziały, że do przyszłorocznego przetargu przystąpią już wszystkie instytucje marszałkowskie. Zgodnie z prawem zamówień publicznych procedurę przetargową w imieniu wszystkich sygnatariuszy prowadzi jedna gmina - Świętochłowice, jednak przygotowania i realizację przetargu koordynuje i nadzoruje GZM, który zainicjował przetarg. Związek skupia kilkanaście miast aglomeracji katowickiej.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

Większych dotacji na działalność muzeów, wstrzymania prac nad uwolnieniem zawodu muzealnika, 9-proc. podwyżki i stałej waloryzacji płac domagają się pracownicy muzeów z Mazowsza. We wtorek protestowali przed resortem kultury, stołecznym ratuszem i urzędem marszałkowskim. Akcję protestacyjną zorganizowała Sekcja Pracowników Muzeów NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze, zrzeszająca 16 stołecznych i mazowieckich muzeów samorządowych i rejestrowych. Resort kultury zapewnia, że prowadzi wiele działań, które mają poprawić sytuację pracowników muzeów. "O szczególnej trosce, jaką otaczane jest środowisko muzealników, może świadczyć pPod siedzibą ministerstwa na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie protestowało kilkudziesięciu pracowników m.in. z Muzeum Zamku Królewskiego w Warszawie i Muzeum w Nieborowie. Przynieśli ze sobą transparenty z napisami: "Pracownik muzeum to nie zabytek musi jeść", "Dzieła milczą, my krzyczymy", "Nie dla drabiny feudalnej w kulturze". Uczestnicy odczytali list skierowany do minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzaty Omilanowskiej, prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz i marszałka woj. mazowieckiego Adama Struzika. Zwracają w nim uwagę na pogarszającą się sytuację w instytucjach "służących społeczeństwu i jego rozwojowi". "Stałe obniżanie dotacji powoduje, że muzeom jest coraz trudniej spełniać podstawowe zadania polegające na gromadzeniu, przechowywaniu, konserwacji, naukowym opracowywaniu i publicznym udostępnianiu zbiorów oraz edukacji o nich jako części naszego dziedzictwa" - napisali w liście pracownicy muzeów. Podkreślili, że brakuje pieniędzy na bieżące remonty i zakupy w ich placówkach. "Wzywamy do weryfikacji założeń budżetowych na 2015 r. Od 2009 roku muzea jako jednostki sektora finansów publicznych objęte są zamrożeniem płac. Powoduje to ciągłe pogłębianie się dysproporcji wynagrodzeń pracowników muzeów w stosunku do średniej płacy krajowej, a prawie połowa pracowników muzealnych otrzymuje wynagrodzenia na poziomie minimalnym, niezależnie od stażu pracy" - napisali. Zdaniem organizatorów protestu przewidziana deregulacja zawodu muzealnika doprowadzi do upadku rangi tego zawodu. Przekonują, że do pracy w muzeach będą trafiać osoby bez stosownego przygotowania i kompetencji. Piszą też, że ich zaniepokojenie budzi coraz szerzej stosowana praktyka tworzenia w muzeach nowych stanowisk (takich jak pełnomocnik, koordynator czy doradca), pozostających poza wykazem zawartym w rozporządzeniu MKiDN. Przewodniczący Sekcji Branżowej Pracowników Muzeów Regionu Mazowsze Maciej Mechliński powiedział PAP, że list we wtorek został przekazany do minister kultury, prezydent stolicy i marszałka woj. mazowieckiego. Rzecznik MKIDN Maciej Babczyński w przesłanym PAP stanowisku resortu napisał, że inna sytuacja panuje w muzeach narodowych podległych ministrowi kultury, a inna w muzeach współprowadzonych i samorządowych. "Muzea narodowe objęte są szeregiem inwestycji, a ich dotacje podmiotowe wzrastają z 123,4 mln w 2003 r. do 247,7 mln w 2012 r." - głosi stanowisko resortu kultury. Ministerstwo zapewnia, że chce podwyższenia płac w muzeach, ale wysokość pensji, jak i możliwość ich stałej waloryzacji, są w gestii resortu finansów. "Zamrożenie pensji wprowadzone w 2011 r. ze względu na zły stan finansów publicznych objęło wszystkich pracowników budżetówki, w tym zatrudnionych w państwowych instytucjach kultury, takich jak muzea. Co roku w trakcie rządowych prac nad ustawą okołobudżetową resort kultury zgłasza uwagi, w których wnioskuje o wyłączenie państwowych instytucji kultury z planowanego zamrożenia" - informuje MKIDN. Jak napisał rzecznik ministerstwa, w przypadku muzeów samorządowych o wysokości finansowania instytucji muzealnych decyduje samorząd, a nie ministerstwo kultury. Jednak resort wspiera muzea samorządowe kwotą ok. 25 milionów rocznie, dofinansowując blisko 200 projektów. Odnosząc się do postulatu muzealników o zatrzymaniu prac nad deregulacją zawodu muzealnika, resort kultury podkreślił, że ministerstwem odpowiedzialnym za prace nad deregulacją Ministerstwo Sprawiedliwości. "Kolejna część działań deregulacyjnych została poddana konsultacjom społecznym w 2013 r. Projekt ustawy o zmianie ustaw regulujących warunki dostępu do wykonywania niektórych zawodów został przesłany do konsultacji kilku central związkowych. NSZZ "Solidarność" nie zgłosiła uwag do projektu. Również w Sejmie, przed rozpoczęciem prac komisji odbyło się wysłuchanie publiczne, w czasie którego nie odnotowano żadnego głosu przeciwnego deregulacji zawodu muzealnika" - poinformował rzecznik MKIDN. Resort zaznaczył, że sprawuje bezpośredni nadzór nad kilkudziesięcioma muzeami, spośród ponad 550, które zgodnie z ustawą o muzeach z 21 listopada 1996 r. mają uzgodniony z resortem statut lub regulamin.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

Strona 4 z 45

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY