Redakcja

Redakcja

Małą, ale jednak rewolucję w transporcie na drodze do Morskiego Oka zapowiada Tatrzański Park Narodowy. Od wtorku 19 sierpnia pojawią się tam testowo meleksy. Taka decyzja zapadła w Zakopanem na spotkaniu przyrodników z parku i obrońców zwierząt w sprawie przyszłości transportu konnego w Tatrach. Naradę zwołano po tym, jak na padł kolejny koń ciągnący wóz z turystami drogą do Morskiego Oka. Wokół tej sprawy, jak i samej pracy koni w górach, po raz kolejny rozpętała się prawdziwa burza. Szymon Ziobrowski, dyrektor TPN powiedział Radiu Kraków, że wykorzystanie meleksów na tej trasie będą testowali wozacy. Początkowo będzie to pojazd sześcioosobowy, docelowo ośmioosobowy. Władze parku zamierzają też ograniczyć do jednego liczbę dziennych kursów każdego konia. TPN podkreśla, że jeśli pojazd elektryczny zda egzamin, to już za rok meleksy mogą wozić turystów pod schronisko. Ale nie oznacza, to że transport konny będzie zlikwidowany - mają być za to nowe lekkie wozy, nowe zasady pracy zwierząt i zapewnienie im komfortu pracy. Turysta natomiast będzie miał wybór: czy chce do Morskiego Oka dojść pieszo, wjechać wozem konnym czy też meleksem. W związku z zapowiedzianymi zmianami dyrekcja parku apeluje też o nieorganizowanie żadnych akcji protestacyjnych. Chodzi o zapowiedzianą na 24 sierpnia przez obrońców zwierząt blokadę drogi. Dyrektor Ziobrowski mówi, że zaognianie sytuacji niczemu nie służy. W spotkaniu w Zakopanem uczestniczyli również przedstawiciele organizacji broniących zwierząt. Podkreślali oni, że zmiany w Morskim Oku idą w dobrym kierunku i nikt nie jest za całkowitą likwidacją transportu konnego w Tatrach. Gdyby tak się stało, to prawie na pewno trzysta koni trafiłoby do rzeźni. Źródło: www.dziennik.pl
Samorządy chcą zmiany zasad naliczania subwencji oświatowej. Proszą o pomoc rzecznika praw obywatelskich. Jan Golba, burmistrz Muszyny w Małopolsce, zamierza pozwać do sądu Główny Urząd Statystyczny. Twierdzi, że w miasteczku mieszkają 4902 osoby. Według GUS mieszkańców jest zaś 5115. Chodzi więc o zaledwie 213 osób, ale dla samorządu mają one wielkie znaczenie - informuje "Rzeczpospolita". "Zawyżona przez GUS liczba mieszkańców spowodowała, że straciłem w tym roku prawie 1,5 mln zł subwencji oświatowej" - mówi burmistrz Golba. Subwencję oświatową przyznaje gminom resort edukacji według specjalnego algorytmu. Faworyzowane są małe miejscowości do 5 tys. mieszkańców. Dostają na ucznia o prawie 40 proc. więcej pieniędzy niż inne miejscowości. Przepisy twardo mówią, że liczbę mieszkańców ustala prezes GUS. "Pan burmistrz się myli. Jego dane są błędne" - mówi Artur Satora, rzecznik GUS. "Nie mam wyjścia, pójdę do sądu. Wykażę, że to ja mam rację" - mówi twardo Golba. Jego zdaniem prostym wyjściem z sytuacji byłaby zmiana sposobu naliczania subwencji przez wprowadzenie progów pośrednich. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
środa, 13 sierpień 2014 17:19

Pierwszy zostaje gminnym radnym

W listopadzie po raz pierwszy w niemal całej Polsce radni gminni będą wybierani w jednomandatowych okręgach wyborczych. - Mamy tak duże doświadczenie, że wprowadzone zmiany nie będą dla nas problemem – mówi Jadwiga Farelka, sekretarz Mińska Mazowieckiego. W najbliższych wyborach samorządowych wybierzemy blisko 2,5 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast oraz blisko 47 tys. radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Po raz pierwszy w niemal całej Polsce (oprócz miast na prawach powiatu) wybory do rad gmin odbędą się w jednomandatowych okręgach wyborczych. Dotychczas tak wybierano radnych tylko w najmniejszych gminach liczących do 20 tys. mieszkańców. Wszystkie gminy zostały podzielone na minimum 15 okręgów wyborczych - bo tylu radnych liczą najmniejsze rady gminne. Dokładnie tak jest w przypadku Aleksandrowa Kujawskiego. - Mamy 15 okręgów wyborczych i będziemy z każdego okręgu wybierać jednego radnego – mówi Krystyna Pieniążek-Bołotowicz, sekretarz gminy miejskiej Aleksandrowa Kujawskiego. Komitet wyborczy będzie mógł zgłosić tylko jednego kandydata w okręgu, a mandat zdobędzie ten kandydat, który otrzyma największą liczbę głosów. - Większość mieszkańców jest zadowolona z tego rozwiązania, zresztą ja również, ponieważ w takim systemie wybiera się konkretną osobę. Mieszkańcy znają kandydatów, wiedzą, jak ci postępują i co robią. Myślę, że to jest dobra zmiana – ocenia Krystyna Pieniążek-Bołotowicz. - Taki mechanizm powinno się wprowadzić również w przypadku wyboru radnych powiatów i sejmików wojewódzkich, wtedy byłoby to czytelniejsze dla wyborców – dodaje. Jak wskazuje Jadwiga Frelak, sekretarz Mińska Mazowieckiego, nowy mechanizm jest łatwiejszy ze względu na wybór radnego względną większością głosów. - Nie ma złożonego liczenia, czy próg został przekroczony przez komitet wyborczy i czy ich kandydaci będą brali udział w podziale mandatów. Teraz po zliczeniu głosów będzie wiadomo, który z kandydatów w okręgu dostał największą liczbę głosów i został radnym – mówi sekretarz Mińska. Przeprowadzenie wyborów na nowych zasadach nie będzie przeszkodą dla mińskiego samorządu. - Mamy duże doświadczenie jeśli chodzi o mechanizm wyborczy, nawet w trudniejszych procedurach, dlatego wprowadzone zmiany nie będą dla nas problemem – podkreśla Jadwiga Frelak. Wybory do rad powiatów, sejmików wojewódzkich, a także do rad w miastach na prawach powiatu odbędą się w systemie proporcjonalnym (na starych zasadach). Oznacza to, że mandaty będą dzielone pomiędzy listy kandydatów proporcjonalnie do liczby ważnych głosów oddanych na listy (metoda d'Hondta). W tym systemie podziału mandatów uczestniczą komitety, które przekroczyły 5 proc. próg wyborczy. Źródło: Serwis Samorządowy PAP
Połamane drzewa, uszkodzone dachy, podtopione budynki, piwnice, tunele i drogi - to bilans nawałnic, które minionej doby przeszły nad Polską. Najtrudniejsza sytuacja była w woj. małopolskim, mazowieckim i śląskim. Jak poinformował rzecznik komendanta głównego PSP Paweł Frątczak, minionej doby, strażacy interweniowali 708 razy. Najwięcej akcji - 360 związanych było z usuwaniem skutków intensywnych opadów deszczu. Ulice, piwnice, tunele podtopione zostały m.in. w Warszawie i Krakowie. "W samej stolicy strażacy przeprowadzili w sumie ok. 100 akcji. Część z nich polegała na usuwaniu połamanych przez wiatr drzew, wypompowywaliśmy też wodę m.in. z ulic. Najgorzej było w Śródmieściu, na Pradze Północ, Targówku i Żoliborzu" - relacjonował Frątczak. W Krakowie połamane drzewo spadło na przejeżdżające jedną z ulic auto. Rannych zostało dwoje dzieci. Podczas nawałnicy przechodzącej nad miastem zalany został też terminal krajowy lotniska Jana Pawła II w Balicach. "Odloty zostały przeniesione na terminal międzynarodowy" - dodał Frątczak. Trudna sytuacja była też w powiatach oświęcimskim i gorlickim. Z kolei w woj. śląskim silny wiatr uszkodził lub zerwał dachy na 9 budynkach. Najgorzej było w miejscowości Mzurów położonej w gminie Niegowa. "Zostało uszkodzonych pięć dachów w budynkach mieszkalnych i jeden w budynku gospodarczym. Wszystkie zostały doraźnie zabezpieczone folią przez strażaków" - powiedział dyżurny Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach. Nie było osób poszkodowanych. W całym województwie straż pożarna odnotowała ok. 120 interwencji związanych z usuwaniem skutków niekorzystnych zjawisk atmosferycznych. Strażacy cały czas apelują by podczas burz, nawałnic, pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. "Usuńmy donice z parapetów i balkonów. Jeśli wychodzimy z domu, pozamykajmy okna i drzwi. Jeśli burza zacznie się, gdy będziemy w drodze, nie chowajmy się pod drzewami, wiatami czy słupami, tylko w budynku. Jeśli jedziemy autem, zatrzymajmy się na poboczu, lub lepiej na parkingu, i przeczekajmy" - przypomniał Frątczak. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
wtorek, 12 sierpień 2014 10:45

Jeden gospodarz dla miejskich ulic

Burmistrz czy prezydent będzie mógł przejąć wszystkie drogi nawet bez zgody ich dotychczasowych zarządców. Opracowany w Kancelarii Prezydenta RP projekt ustawy o współdziałaniu w samorządzie terytorialnym na rzecz rozwoju lokalnego i regionalnego (druk sejmowy nr 1699) porządkuje zasady zarządzania drogami w miastach niemających praw powiatu. Źródło: www.prawo.rp.pl
- Lasy Państwowe zrekultywowały dotąd ponad 16 tys. ha byłych terenów powojskowych i poligonów - poinformowała rzeczniczka LP Anna Malinowska. Koszt projektu, który będzie trwał do końca 2015 roku wyniesie 129 mln zł, z czego UE dołoży blisko 100 mln. Lasy Państwowe zwracają uwagę, że ten środowiskowy projekt jest jednym z największych i najkosztowniejszych w Europie. Rzeczniczka poinformowała, że prace są na półmetku, a do końca 2015 roku zrekultywowanych zostanie ponad 30 tys. ha zdegradowanych terenów popoligonowych i powojskowych, którymi zarządzają Lasy. Prace są prowadzone na terenie 58 z 430 nadleśnictw w całej Polsce. "Dzięki temu projektowi wiele miejsc dotychczas niedostępnych dla turystów - dawne obiekty wojskowe, tereny objęte zakazem ze względu na bezpieczeństwo - jest teraz otwartych. Także krajobraz dawnych, zdewastowanych baz i poligonów zmienia się na lepsze. Co roku słyszy się o przypadkach, gdy ktoś - często dzieci - znalazł niewypał w lesie i doszło do tragedii. Teraz te tereny, popularne wśród grzybiarzy czy biegaczy, będą bezpieczniejsze" - ocenia przedsiębiorstwo. LP wyjaśniły, że w ramach prac prowadzone jest rozpoznanie saperskie, a następnie oczyszczanie terenów z niewybuchów. Do tej pory oczyszczono 14 845 ha w 28 nadleśnictwach. W tym czasie wydobyto ponad 1,4 mln sztuk niewypałów czy amunicji. Likwidowane są też pozostałości po składach paliw wojskowych, a poligony są na nowo zalesiane. Lasy Państwowe poinformowały ponadto, że w trakcie prac odnajdywane są też ciekawe zabytkowe przedmioty. Przykładowo w Nadleśnictwie Koszęcin odnaleziono niemiecki czołg z II wojny światowej i bombę lotniczą z ulotkami namawiająca Niemców do poddania, a w Nadleśnictwie Żołędowo 20 mm działko MG 151/20 wykorzystywane jako uzbrojenie w samolotach Luftwaffe. Partnerami LP przy realizacji tego projektu są m.in. Narodowy Instytut Dziedzictwa i Wojsko Polskie. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
poniedziałek, 11 sierpień 2014 10:22

Deszcz unijnych pieniędzy na tramwaje

Samorządy inwestują w torowiska i kupują nowoczesny tabor, bo spadł i spadnie na nie deszcz unijnych pieniędzy. Rząd zadeklarował, że do 2022 r. ma powstać lub zostanie zmodernizowanych 168 km linii tramwajowych. Polskie miasta powinny też kupić 600 nowych pojazdów: oprócz tramwajów - autobusy hybrydowe lub elektryczne - donosi "Gazeta Wyborcza". Tramwaje dostały szansę za sprawą funduszy unijnych - dofinansowanie sięga aż 85 proc. W projekcie unijnego programu operacyjnego "Infrastruktura i środowisko" na lata 2014-20 na "rozwój infrastruktury transportowej" przewidziano 16,8 mld euro, duża ich część zostanie przeznaczona na transport szynowy. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
piątek, 08 sierpień 2014 11:00

Zamiast rywalizować miasta połączą siły

Krosno, Sanok i Jasło, zamiast rywalizować, promują się wspólnie jako Podkarpackie Trójmiasto. "Zmierzamy do stworzenia wspólnej rozpoznawalnej marki. Miasta już nie konkurują ze sobą, tylko się wspomagają. Można porównać to do systemu naczyń połączonych" - twierdzi w "Rzeczpospolitej" Wojciech Blecharczyk, burmistrz Sanoka. "Taka promocja jest bardziej skuteczna w porównaniu z działaniami podejmowanymi przez każdego samodzielnie. A dzięki wspólnemu finansowaniu możemy realizować więcej działań promocyjnych i poszerzyć ich zakres" - uważa prezydent Krosna Piotr Przytocki. Miasta podpisały list intencyjny o rozszerzeniu współpracy. Mają już kilka pomysłów, np. budowę Podkarpackiego Szlaku Rowerowego (szacunkowy koszt 50 mln zł) i projekt "Ochrona, promowanie i rozwój dziedzictwa kulturowego Podkarpackiego Trójmiasta" (65 mln zł). Władze miast chcą też wznowić kursowanie kolejki łączącej wszystkie trzy miasta i Bieszczady z Rzeszowem - razem interweniowały w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju w sprawie przywrócenia tego węzła komunikacyjnego. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Nawet 8,5 mld złotych mogła zarobić w ub. roku Warszawa na odwiedzających ją gościach. To więcej niż Kraków, Kołobrzeg i region Tatr. 85,7 miliarda złotych - tyle obrotu miała w zeszłym roku branża turystyczna w Polsce. Stanowi to nieco ponad pięć procent całego PKB naszego kraju i jest wynikiem niezwykle skromnym. W Unii wyprzedzają nas nie tylko tradycyjnie kojarzone z turystyką Portugalia i Hiszpania (te kraje zawdzięczają wczasowiczom aż 15 procent PKB), ale nawet Czechy (8,4 procenta PKB). Money.pl sprawdził, w których polskich miejscowościach - uwzględniając również tak podróże biznesowe - odwiedzający zostawiają najwięcej pieniędzy. Najświeższe dane prowadzącego rzetelne badania Instytutu Turystyki mówią o około 14 milionach wizyt turystów zagranicznych w naszym kraju i 40 milionach podróży krajowych. Na wakacje w kraju przeciętny Polak chciał wydać niedużo, bo tylko nieco ponad tysiąc złotych. Bardziej rozrzutni byli obcokrajowcy, choć też nie wszyscy. Średnio podczas pobytu w naszym kraju każdy z nich wydaje 412 dolarów, około 79 w ciągu dnia. Najwięcej, bo ponad 800 dolarów wydają Japończycy, Koreańczycy, Australijczycy, Kanadyjczycy i Amerykanie. Spośród obywateli UE: Austriacy (628 dolarów), Francuzi (531 dolarów) i Włosi (452 dolary). W 2013 roku we wszelkiego rodzaju obiektach noclegowych turyści wykupili prawie 63 miliony noclegów - podaje GUS. Znając liczbę wszystkich udzielonych noclegów, liczbę noclegów w poszczególnych celach turystycznych oraz wartość obrotów całego rynku, można na zasadzie proporcji oszacować, ile zarobiły na turystach poszczególne miejsca. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
środa, 06 sierpień 2014 11:45

W weekendy bramki na autostradzie bez opłat

- Podjęliśmy decyzję, aby zwolnić z opłat kierowców na bramkach na autostradzie A1 we wszystkie weekendy sierpniowe. To powinno zmniejszyć korki - poinformował na konferencji prasowej premier Donald Tusk. "Podjęliśmy decyzję, aby zwolnić z opłat kierowców we wszystkie weekendy sierpniowe, które nam pozostały. Tu nie chodzi o zwolnienie z opłat, bo to jest nasza strata i trzeba będzie ją pokryć, ale chodzi o otwarcie bramek, co powinno zmniejszyć (...) korki i dzięki temu być może unikniemy takich tasiemcowych, wielogodzinnych korków" - powiedział szef rządu. Dodał, że zwolnienie będzie obowiązywało od piątku od godz. 16.00 do północy w niedzielę. W przypadku długiego, sierpniowego weekendu ta decyzja będzie obowiązywała od czwartku. Rząd przenalizuje też, czy podobna decyzja nie powinna dotyczyć także dnia Wszystkich Świętych. Jak mówił premier, gdyby nie ta decyzja, to przy 30-stopniowym upale mogłoby dojść na autostradzie "do zdarzeń dramatycznych". "Chodzi więc także o bezpieczeństwo pasażerów. Chodzi o autostradę A1 w dwóch miejscach, szczególnie na wejściu pod Toruniem, ale także pod Gdańskiem. To natężenie korków jest nie do zaakceptowania" - powiedział. Przypomniał, że umowa koncesyjna na A1 zakłada, iż płatności z budżetu państwa, jakie są kierowane do koncesjonariusza autostrady, są stałe i wynikają z umowy. "Kwestia tego ubytku nie jest związana z jakąś refundacją (...) podmiotowi prywatnemu" - powiedział. Dodał, że GTC, które jest koncesjonariuszem na A1, odpowiada za pobór opłat, ale przekazuje te środki Krajowemu Funduszowi Drogowemu. "Będziemy musieli ten ubytek pieniędzy Krajowemu Funduszowi Drogowemu uzupełnić z rezerwy celowej, która jest w mojej dyspozycji" - podkreślił. Premier ocenił, że w sierpniowym szczycie nie powinno to przekroczyć 20 mln zł. Zapewnił, że rząd jest pewny tych szacunków, które powstały w oparciu o ruch pojazdów na tej autostradzie w lipcu. Tusk przekonywał, że "korki, to jest rzecz charakterystyczna dla tej części świata i nie tylko". "Nie znajdziemy prawdopodobnie w Polsce - a jestem właściwie pewien biorąc pod uwagę także rozwój motoryzacji - zupełnie unikatowego sposobu na rozładowania korków" - powiedział. Dodał, że kiedy projektowano sieć autostrad w Polsce posługiwano się prognozami, które przewidywały zdecydowanie mniejsze natężenie ruchu. Dodał jednak, że rząd będzie szukał rozwiązania, by ograniczyć zjawisko wielogodzinnego stania na autostradzie przed bramkami. "Jestem przekonany, że do końca roku systemowo znajdziemy inne rozwiązanie. Ono będzie polegało - mogę powiedzieć raczej ze 100 proc. pewnością - z rezygnacji z tego poboru opłat, jakim są bramki. Myślę oczywiście o autostradach, które są w naszej dyspozycji, pod kontrolą państwa, ale będziemy to także negocjować z koncesjonariuszami i myślę, że dojdziemy na pewno do porozumienia" - powiedział. Premier dodał, że rząd będzie badał, który system jest wygodniejszy, bezpieczniejszy i efektywniejszy z punktu widzenia kierowców i gospodarzy autostrad. "Wiadomo, że bramki są chyba najmniej skutecznym sposobem. W związku z tym przewidujemy ten dość powszechny pobór elektroniczny, ewentualnie winietę" - powiedział. Przypomniał, że w czasie rządów SLD był przeciwnikiem pomysłu wprowadzenia winiet, który zaproponował ówczesny wicepremier Marek Pol, bo w kraju de facto nie było autostrad i dróg ekspresowych. "Te winiety miały być formą podatku, który miał finansować budowę dróg ekspresowych i autostrad. To był powód, dla którego protestowaliśmy przeciwko wprowadzeniu winiety jako dodatkowego podatku" - powiedział Donald Tusk. "Zajmie to nam kilka miesięcy, ale następny szczyt wakacyjny będzie już - jak sądzę - w innym rygorze poboru opłat i w związku z tym łaskawszy dla kierowców" - podsumował premier. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY