Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 85.

poniedziałek, 25 sierpień 2014 00:00

KLUBY NA KROPLÓWCE Z RATUSZA

W perspektywie zbliżających się wyborów samorządowych włodarze miast chętniej mówią o wspieraniu sportu amatorskiego niż profesjonalnego. Nikt nie chce być kojarzony z przynoszącymi straty klubami i przepłacanymi zawodnikami. Czyżby wybory miały definitywnie zakończyć współpracę sektora prywatnego i publicznego? Nic bardziej mylnego.

Władze piłkarskiego Górnika Zabrze z niepewnością spoglądają w przyszłość. Klub, który istnieje od ponad sześćdziesięciu lat, stoi na granicy bankructwa. Zadłużenie sięga ponad 40 mln zł, piłkarze od wielu miesięcy grają za darmo. Na dodatek, w ostatnich dniach lipca z klubem pożegnał się prezes Zbigniew Waśkiewicz. Przyczyn jego odejścia upatruje się w konflikcie z władzami miasta, głównego akcjonariusza klubu. Samorządowcom ponoć nie podobały się ostre wypowiedzi prezesa, dotyczące fatalnej sytuacji finansowej i jego oczekiwania, że miasto weprze klub dodatkowymi środkami. Solidarni z zespołem pozostają wciąż kibice i sami piłkarze, pytanie tylko na jak długo? Czy Górnik podzieli los innych znanych bankrutów, jak Warta Poznań czy łódzki Widzew? Czy może miasto zapewni klubowi środki potrzebne na chwilowe przetrwanie kryzysu do czasu znalezienia nowego akcjonariusza?

Promocja na wsparcie

– Miasta powinny wspierać kluby sportowe, choćby z jednego powodu: pełnią one istotną funkcję społeczną. Choćby akademie piłkarskie, gdzie przez lata tysiące dzieciaków nie tylko trenuje, ale uczy się i wychowuje. Środki na to przeznaczane, kiedyś się zwrócą – przekonuje Adam Dawidziuk, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”.

Wspieranie sportu jest jednym z zadań samorządów terytorialnych. Może się to odbywać poprzez bezpośrednie dotacje lub poprzez zlecanie konkretnych działań, mających na celu promowanie zdrowego trybu życia itp. Ile przekazuje się na profesjonalne kluby sportowe? Bydgoszcz, która jest jednym z hojniejszych miast na sportowej mapie Polski, co roku na ten cel przeznacza kilkanaście milionów złotych. Z kolei Wrocław – około 20 milionów złotych, a w Szczecinie na program „Wspieranie i upowszechnianie kultury fizycznej” w budżecie miasta na rok bieżący zarezerwowano 8 mln zł, z czego bezpośrednio do klubów trafiło ponad 3 mln zł. Reszta stanowi budżet na promocję miasta.

Przeprowadzona w latach 2009-2010 kontrola NIK w sześciu miastach wykazała, że aż 91,3 mln zł z 103,5 mln zł z promocji miasta trafiło do profesjonalnych klubów sportowych. 23% środków przeznaczonych na wsparcie sportu kwalifikowanego przekazano niezgodne z przepisami ustawy o sporcie kwalifikowanym, dopatrywano się także mechanizmów korupcjogennych. – Niestety, muszę przyznać, że często jest tak, ze środki „z promocji” są traktowane jako dodatkowe źródło wsparcia lokalnych klubów – mówi Michał Gniatkowski, radca prawny z kancelarii Weremczuk Bobeł & Wspólnicy, ekspert od ustawy o sporcie. Wtóruje mu Dawidziuk. – Patologią jest sytuacja, kiedy klub sportowy zatrudnia zawodników, płaci im wysokie pensje, a w momencie, gdy brakuje pieniędzy, wyciąga rękę do miejskiej kasy. To błąd, a takie sytuacje się zdarzały.

I wciąż zdarzają… Na początku sierpnia br. do prasy lokalnej wyciekła informacja, jakoby piłkarski Śląsk Wrocław miał otrzymać 1 mln złotych za… promowanie maratonu ulicznego.

Weryfikacja zasad podziału środków

Zbliżające się wybory samorządowe zmusiły przedstawicieli miast do zweryfikowania zasad podziału środków na promocję. We wspomnianym już Wrocławiu – wśród klubów, które w przyszłym roku otrzymają dofinansowanie – znalazł się koszykarski Śląsk, który był dotychczas pomijany z powodu „różnic” politycznych. Zmiany zapowiadają także inne miasta, m.in. Bydgoszcz. – Miasto przyznaje środki w oparciu o wiele kryteriów, m.in. popularność dyscypliny, możliwości infrastrukturalne, posiadane środki własne, czy dotychczasowe rozliczenie z powierzonych zadań. To wszystko sprawia, że finansowanie mogą otrzymać tylko kluby działające w dłuższej perspektywie czasowej. Naszym celem nie jest zaprzestanie finansowania sportu, bo to ważny element tożsamości miasta, ale finansowanie wiarygodnych partnerów o właściwych fundamentach działania – tłumaczy Marta Stachowiak, doradca prezydenta miasta.

W Lublinie, który dzięki klubowi SPR Lublin, obecnie MKS Selgros Lublin, był jednym z „antybohaterów” opublikowanego w 2012 r. raportu NIK, wprowadzono bardziej restrykcyjne zasady kontroli środków. – Raport NIK dotyczył złożenia fałszywego oświadczenia przez prezesa SPR w ramach wniosku aplikacyjnego. Fakt ten, pomimo merytorycznego i finansowego rozliczenia dotacji, spowodował zwrot środków, co zostało zrealizowane w ramach wykonania zaleceń pokontrolnych. W chwili obecnej klub nie aplikuje w otwartych konkursach ofert. Miasto Lublin w 2014 r. dokapitalizowało klub kwotą 1 mln zł. Pozostałą część budżetu zapewniają sponsorzy, w tym sponsor tytularny, Selgros. Kontrolę nad wydatkowaniem środków przez Zarząd sprawuje Rada Nadzorcza, w której skład wchodzą osoby wskazane przez Miasto Lublin – tłumaczy Beata Krzyżanowska, rzecznik prasowy prezydenta miasta.

Władze Szczecinka także zdecydowały się na kontrolę lokalnego sportu profesjonalnego. Tamtejsze kluby piłkarskie otrzymały jeden warunek: 250 tys. złotych dofinansowania, ale tylko w sytuacji, gdy połączą one swoje siły i od nowego sezonu będą występowały pod wspólnym sztandarem. Ponieważ porozumiały się tylko dwa kluby piłkarskie, wsparcie zmniejszono do 100 tys. zł, reszta zostanie przekazana na inne cele.

Czy ta nowa, bardziej restrykcyjna taktyka, okaże się zgubna dla profesjonalnych klubów sportowych? Niekoniecznie, bezpośrednie dotacje to tak naprawdę ułamek kwot, na które kluby mogą liczyć dzięki współpracy z samorządami. Oddzielną pulę stanowią bowiem umowy na promocję, m.in. zdrowego trybu życia, szkolenia młodzieży czy walki z alkoholizmem. Kluby nie udzielają informacji, na jakie kwoty są podpisywane umowy z miastami – można jednak przypuszczać, że są to opłacalne kontrakty, choćby jak ten Śląska Wrocław na „promocję maratonu”. – Wsparcie szkolenia sportowego oraz organizacji imprez sportowych odbywa się w ramach otwartych konkursów ofert. Konkursy dla gier zespołowych są ogłaszane na cały sezon rozgrywkowy, co ułatwia aplikowanie o środki i zapewnia stabilność funkcjonowania. W przypadku niektórych dużych wydarzeń sportowych miasto zawiera umowy promocyjne (np. międzynarodowy turniej z udziałem męskiej reprezentacji Polski w piłce ręcznej w 2014 r.) – opowiada Krzyżanowska.

Podobne rozwiązanie obowiązuje także w Bydgoszczy. – Miasto ograniczyło wsparcie klubów poprzez środki przeznaczone na promocję. Aktualnie są one przeznaczane w formie dotacji na szkolenie seniorów. Środki są zbliżonej wysokości, jak wcześniej, jednak dzięki temu miasto ma instrument kontroli ich wydatkowania, a także posiadanych środków własnych gromadzonych przez kluby. Jest to formuła, która pomaga miastu wypełnić jednocześnie dwa ważne cele, czyli: promocję przez sport i kontrolę nad przeznaczanymi środkami – mówi Stachowiak. I dodaje: – Udzielenie zamówienia na usługi promocji zamawiającego w dziedzinie piłki nożnej, siatkarskiej czy koszykarskiej podczas meczów I-ligowych rozgrywanych przez lokalną drużynę (klub sportowy), działający na terenie miasta Bydgoszczy, wypełnia przesłanki uzasadniające udzielenie zamówienia w trybie zamówienia z wolnej ręki. Celem takiego zamówienia jest świadczenie usług promocyjnych przez ściśle określony podmiot, tj. podmiot lokalny, powiązany w określony sposób z zamawiającym, co pozwala osiągnąć efekt rozpropagowania zamawiającego wśród lokalnej społeczności, na skutek jego zaangażowania w wydarzenia sportowe określonego rodzaju – dodaje doradca prezydenta Bydgoszczy.

W harmonii z ratuszem

Podobnie jest także w stolicy. Legia Warszawa to jedyny klub w Polsce, który nie otrzymuje bezpośredniej dotacji z budżetu miasta. Dodatkowo wpłaca do kasy miejskiej 4,5 mln zł za dzierżawę stadionu. Mimo to właściciele Mistrza Polski chwalą sobie kontakty z ratuszem. – Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z miastem – zapewnia Izabela Kuś, rzeczniczka klubu. Stołeczne władze wspierają dwie sekcje Legii: siatkarską i koszykarską, a obiekt przy ul. Łazienkowskiej 3 jest chętnie wykorzystywany podczas organizacji licznym imprez.

Nic więc dziwnego, ze w ostatnich miesiącach prezes Bogusław Leśnodorski, znacznie złagodził swoje wypowiedzi dotyczące współpracy z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Czy mimo krytyki ze strony wyborców samorządowcom bardziej opłaca się współpraca z profesjonalnymi klubami? – Miasta powinny częściej korzystać z możliwości promocji poprzez sport. Silna Legia to lepiej postrzegana Warszawa. Mocny Lech to lepsze opinie o Poznaniu. Kilka lat temu, kiedy Kolejorz grał z Manchesterem City, angielscy fani byli pod ogromnym wrażeniem dopingu na stadionie przy Bułgarskiej. Dzień później każda brytyjska gazeta pisała, że kibice The Citizens „będą robić Poznań”. Tego nie da się przeliczyć na pieniądze – reasumuje Dawidziuk. Tezy te potwierdzają dane marketingowe, a w statystykach i rocznych raportach to właśnie te wyglądają najlepiej.

czwartek, 24 lipiec 2014 20:20

POLSKIE MIASTA W KOLARSKIM PELETONIE

Rozmowa z Czesławem Langiem, dyrektorem generalnym wyścigu Tour de Pologne

Pierwszy tydzień sierpnia w Polsce zostanie zdominowany przez kolarzy. Po raz 71. wystartuje Tour de Pologne, jeden z najważniejszych wyścigów kolarskich na świecie. O sukces zawalczą jednak nie tylko zawodnicy z najlepszych ekip profesjonalnych, ale i samorządy.

MARTA PYTKOWSKA: Tour de Pologne to uznana marka, nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Miasta same zabiegają o możliwość znalezienia się na trasie przejazdu peletonu. Katowice, województwo małopolskie to tylko te ostatnio podpisane umowy. Wyścig zawita też ponownie do Warszawy. Czy można wykorzystać jazdę na rowerze do promocji miasta?

CZESŁAW LANG: Na pewno. W Polsce ostatnio jest ogromne zainteresowanie kolarstwem, dyscyplina ta odzyskuje swoją dawną potęgę. Aktualnie 4,5 miliona Polaków deklaruje, że jeździ na rowerze, ponadto mamy ciągle rosnącą rzeszę kibiców, którzy śledzą występy polskich kolarzy w telewizji itp. Mamy też młodych, bardzo utalentowanych zawodników, jak Michał Kwiatkowski czy Rafał Majka – którzy mimo bardzo młodego wieku odgrywają główne role w najważniejszych wyścigach kolarskich świata. Mieliśmy „małyszomanię”, mamy Justynę Kowalczyk, Roberta Kubicę, teraz jest także moda na kolarstwo. Ludzie wsiadają na rowery, nie tylko treningowo, ale i rekreacyjnie. Rosnące zainteresowanie kolarstwem, także tym profesjonalnym, przekłada się również na bardzo pozytywną atmosferę, która ostatnio powstała wokół tej dyscypliny, oraz rosnącą wartość marketingową, którą wykorzystują miasta znajdujące się na trasie wyścigu.

Dlaczego warto być na trasie Tour de Pologne?

Gdyż Tour de Pologne ma ogromną moc oddziaływania, co wynika z dwóch podstawowych faktów.Po pierwsze, wyścigi kolarskie to nie są imprezy komercyjne, na trasie dopingować kolarzy może dosłownie każdy, nie wymaga to od kibiców nakładu żadnych środków finansowych. Po drugie, transmisja z wyścigu jest realizowana z dostępem do najnowszych środków techniki. Mamy do swojej dyspozycji helikoptery, kamery na motorach oraz pełną obsługę naziemną, jednocześnie działamy w mediach elektronicznych i internecie. Daje to możliwość pokazywania najpiękniejszych i najciekawszych miejsc, ustalanych wcześniej z przedstawicielami władz samorządowych. Możemy się nimi pochwalić w ponad dwudziestu państwach w całej Europie – i nie tylko. W końcu relacja z wyścigu przygotowywana jest nie tylko przez pierwszy kanał Telewizji Polskiej, ale i Telewizję Polonia, nadającą na cały świat, jak i Eurosport, gdzie mamy zapewnione 14 godzin relacji „na żywo”.

Tour de Pologne to światowa elita kolarska. Czy włodarze wiedzą, jak wykorzystać jego siłę oddziaływania do promocji miast i regionów? Na co kładzie się największy nacisk?

Ten wyścig to niepowtarzalna okazja, by móc zaprezentować całemu światu piękno naszego kraju przy okazji wydarzenia sportowego. Mamy w końcu akredytowanych ponad tysiąc dziennikarzy z różnych zakątków globu. A środki? Przykładowo, jeśli peleton przejeżdża przez Katowice, a my wiemy wcześniej, że gdzieś realizowana jest konkretna inwestycja, którą miasto chciałoby się pochwalić, przekazywany jest odpowiedni komunikat do korespondentów zagranicznych i krajowych. Spójrzmy też i na taką sytuację – podczas rund 5-kilometrowych, odbywających się w miastach, mamy praktycznie godzinę czasu na promocję i pokazanie ustalonych wcześniej obiektów infrastruktury sportowej, przemysłowej itp. Na taką promocję o zasięgu światowym tak naprawdę niewiele miast może sobie normalnie pozwolić w ramach budżetu, którym dysponuje.

Tour de Pologne to nie tylko duże miasta, gdzie kończą się etapy, ale też małe miasteczka i wioski, które kolarze tylko mijają na trasie. Czy im także opłaca się udziału w wyścigu?

Ależ oczywiście, że tak. Gdy przejeżdżamy przez te miejscowości, także pokazujemy najważniejsze i najpiękniejsze miejsca. Niestety, nie wszystkie z nich łapią się podczas relacji telewizyjnych „na żywo”, ale staramy się to nadrobić podczas relacji ze startów, na co mamy zarezerwowane ponad 20 minut, czy w kronice wyścigu. Nie zapominamy o tych miejscowościach podczas opisu samych etapów.

Warszawa wraca na trasę Tour de Pologne. Miasto uczestniczyło w wyścigu już 92 razy. W tym roku na promocję przekazano 500 tysięcy złotych.

I będzie bardzo duża promocja stolicy. Warszawa będzie miała przepiękny etap, ulicą Marszałkowską, Alejami Jerozolimskimi, Nowym Światem. Mamy przygotowany cały program, będziemy się skupiać na pokazaniu tych obiektów, na promocji których bardzo zależy władzom stolicy. Na liście mamy m.in. Teatr Wielki, ale i Stadion Narodowy. Mamy przygotowane informacje dla komentatorów telewizyjnych w kilku wersjach językowych, tak aby nikt nie był zaskoczony, dlaczego nagle kamera z peletonu przenosi się nad stadion.

Wśród obowiązków promocyjnych jednostek samorządu terytorialnego jest także promocja zdrowego trybu życia. Czy i te działania będą realizowane podczas wyścigu?

Dla dzieci i młodzieży przygotowaliśmy Mini Tour de Pologne. Uczestnicy, którzy otrzymują prawdziwą koszulkę kolarską, pokonują fragment trasy etapowej. Jest to naprawdę fajne wydarzenie i ogromne przeżycie. Mamy także wyścig Tour de Pologne dla amatorów – jest to impreza dla wszystkich, którzy kochają jazdę na rowerze. Łączymy promocję sportu i zdrowego trybu życia, łączymy zabawę z pożytecznym. Przy okazji imprezy zbierane są pieniądze dla fundacji Ewy Błaszczyk A kogo. Najważniejsze jednak jest to, że podczas tego wyścigu każdy może poczuć się, jak zawodowiec, w końcu uczestnicy pokonują trasę, którą później przejedzie peleton. Tak, jak oni, mogą zmierzyć się m.in. ze Ścianą Bukowiny. Myślę, że na starcie stają prawdziwi pasjonaci kolarstwa – i z roku na rok mamy ich coraz więcej.

 

CZESŁAW LANG – dyrektor generalny wyścigu Tour de Pologne, Grand Prix MTB, Skandia Maraton Lang Team. Promotor polskiego kolarstwa szosowego i górskiego w kraju i za granicą. Wicemistrz olimpijski w kolarstwie szosowym, mistrz świata, wielokrotny mistrz Polski, zwycięzca Tour de Pologne.

czwartek, 24 lipiec 2014 20:05

LIGA PODWYŻSZONEGO RYZYKA

Wojewoda mazowiecki wciąż nie jest zadowolony z działań władz Legii Warszawa, mających na celu podniesienie bezpieczeństwa podczas rozgrywek. Główny zarzut dotyczy braku konsekwencji w zwalczaniu stadionowego chuligaństwa.

Może to mieć decydujące znaczenie, szczególnie w przypadku zbliżających się rozgrywek w ramach III ligi, gdzie młodzież z Łazienkowskiej zagra m.in. z Polonią Warszawa i łódzkim Widzewem II.

Derby znów wracają do stolicy, a wraz z nimi problem pseudokibiców. Wciąż wspominane są bowiem wypadki sprzed roku, gdy chuligani sympatyzujący z Legią Warszawa przerwali mecz IV ligi ŁKS Łomianki – Polonia Warszawa. Z obawy przed podobnymi zamieszkami zdecydowano także o zmianie miejsca rozgrywania meczu przedostatniej kolejki z Bzurą Chodaków, który ostatecznie odbył się na obiekcie Polonii przy ul. Konwiktorskiej. W nadchodzącym sezonie, w stolicy i okolicach (Legia II swoje mecze rozgrywa w Sulejówku) odbędą się na pewno cztery spotkania podwyższonego ryzyka – derby oraz mecze z Widzewem II Łódź.

Wraz z początkiem lipca Legia rozpoczęła wśród swoich kibiców akcję edukacyjną dotyczącą bezpieczeństwa na stadionach oraz poza nimi. „Chcemy ten poziom bezpieczeństwa podnieść jeszcze bardziej, po to, aby nie dawać argumentu wszystkim tym, którzy chcieliby piętnować kibiców na zasadach odpowiedzialności grupowej. Piętnujemy indywidualne złe zachowania. Wiemy, że niebezpieczne sytuacje to margines. Chcemy jednak wykluczać te zachowania, które rzutują na wizerunek Legii, a zwłaszcza jej kibiców jako całości” – czytamy na stronie klubu.

– Jesteśmy pod ogromną presją środowiska – zapewnia nas Izabela Kuś, rzecznik klubu. Presja presją, ale klub w poprzednim sezonie zdecydował się na ufundowanie Polonii dodatkowej ochrony oraz sam zwiększył dwukrotne liczbę ochroniarzy w czasie meczu przeciwko Widzewowi. – Okazało się to jednak zbyteczne – kwituje Kuś. Kwestia bezpieczeństwa jest monitorowana nie tylko przez władze Ekstraklasy, ale i województwo mazowieckie. – Troszczymy się nie tylko o Legię, ale także o rozgrywki na terenie całego województwa. W tym temacie zaobserwowałem wyraźny postęp w kwestii bezpieczeństwa – podkreślił w rozmowie z PAP Jacek Kozłowski, wojewoda mazowiecki. Władze województwa wciąż mają jednak zastrzeżenia dotyczące m.in. braku konsekwencji wobec grup kibicowskich, które mimo zaostrzonych wymogów bezpieczeństwa wnoszą na obiekty sportowe (poza sekcją piłki nożnej, Legia ma także m.in. siatkarską i koszykarską) transparenty z obraźliwymi hasłami oraz materiały pirotechniczne. Rozgrywki ekstraklasy rozpoczęły się w połowie lipca, a III liga wystartuje w sierpniu.

piątek, 27 czerwiec 2014 00:12

NOWE ROZDANIE W KRAKOWIE

Władze Krakowa po przegranym referendum w sprawie organizacji zimowych igrzysk olimpijskich przedefiniowały założenia swojej polityki zarządzania infrastrukturą sportową. Zamiast dużych imprez zdecydowano się na politykę małych kroczków. Czy przekonają do siebie mieszkańców?

– To, że mieszkańcy Krakowa opowiedzieli się przeciwko igrzyskom, wcale nie oznacza, że nie są za organizowaniem w naszym mieście imprez o randze mistrzowskiej, w których będą brały udział wielkie gwiazdy – przekonuje Monika Chylaszek, rzecznik prezydenta miasta. – Na pewnym etapie przygotowań popełniono błędy w sposobie komunikowania się ze społeczeństwem. Komitet organizacyjny Kraków 2022 pod wodzą Jagny Marczułajtis-Walczak nie upubliczniał pewnych danych dotyczących wydatków i zysków, które był winien mieszkańcom miasta. Wokół inicjatywy narasta negatywna atmosfera, co przyczyniło się do tego, że w referendum prawie 70 proc.  głosujących było na „nie” – dodaje.

Gwiazdy estrady, a nie sportu

W ramach inwestycji związanych z przygotowaniem do zimowych igrzysk miały zostać zrealizowane inwestycje w sferze sportowej za około 650 mln zł. Obok areny sportowo-widowiskowej na Czyżynach planowano budowę podobnych, ale znacznie mniejszych obiektów (Hala Wisły i Hala Kolna), oraz profesjonalnego toru do łyżwiarstwa szybkiego przy Akademii Wychowania Fizycznego. Ponadto planowano zadaszyć piłkarski stadion Carcovii.

Dziś wiadomo już, że ostatnia z tych inwestycji nie dojdzie do skutku. Wisła i AWF także będą musiały się uzbroić w cierpliwość. – Obiekty te są w planie inwestycyjnym miasta, więc powstaną. Ale w późniejszym terminie – zapewnia Chylaszek. Tuż przed referendum miastu udało się dokończyć budowę hali Kraków Arena, której koszt wyniósł ok. 400 mln zł. Jest to jeden z największych i najbardziej funkcjonalnych obiektów tego typu w Europie. – Projekt hali był konsultowany z przedstawicielami związków sportowych, niezwykle zależało nam, by spełniał wszystkie wymogi federacji światowych i mógł być areną zmagań największych gwiazd sportu – tłumaczy Jerzy Sasorski, rzecznik Zarządu Infrastruktury Sportowej.

Jak na razie w kolejce do występów na Czyżynach ustawiają się jednak głównie artyści, m.in. brytyjski wokalista Elton John czy gwiazda nastolatek Katy Perry. A gwiazdy sportu? – Nikomu nie zależy na tym, by po postawieniu za setki milionów złotych przepięknego obiektu, stał on teraz pusty – zapewnia rzecznik prezydenta miasta. Rzeczywistość jednak jest inna…

Daleko idąca nadinterpretacja

Kraków, jak dotąd, nie miał szczęścia do dużych imprez. Miasto – mimo że zdecydowało się na przebudowę nowoczesnego obiektu Wisły Kraków – nie znalazło się na liście miast gospodarzy EURO 2012. Na osłodę stolica Małopolski stała się bazą treningową dla trzech drużyn.

Największa i najbardziej funkcjonalna hala nie będzie także główną areną zbliżających się mistrzostw świata w piłce siatkowej mężczyzn. Miasto od samego początku było brane pod uwagę jako gospodarz mundialu, ale ostatecznie zdecydowano, że finał zostanie rozegrany w katowickim Spodku. Natomiast mecze kadry narodowej w fazie grupowej odbędą się w mało funkcjonalnej już Hali Stulecia we Wrocławiu. – Główne rozmowy dotyczące kalendarza rozgrywek toczyły się w momencie, gdy jeszcze trwała budowa obiektu. Rozumiemy, że władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej obawiały się o dotrzymanie terminów. Teraz, gdy hala już stoi, taki argument nie istnieje – mówi Chylaszek. Ostatnim ciosem dla władz miasta była porażka w wyścigu o organizację mistrzostw świata dywizji I B w hokeju na lodzie mężczyzn. Rywalem był Donieck – metropolia na ogarniętym pełzającą wojną domową wschodzie Ukrainy.

– Kraków był faworytem – zdradza nam Piotr Wesołowski, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”. – Niestety, o wyborze zadecydowały kwestie polityczne i… znajomości. Decyzja międzynarodowej federacji spotkała się z ogólnym zdziwieniem i krytyką. Nikt nie pojedzie tam, gdzie trwa wojna i giną ludzie – dodaje. Władze ZIS starają się na całą sytuację patrzeć z większym dystansem i tłumaczą, że takie decyzje są z reguły podejmowane po wielomiesięcznych negocjacjach, a kandydatura Krakowa została zgłoszona, praktycznie rzecz biorąc, w ostatniej chwili.

Olimpijski spokój krakowskiego ratusza odrobinę zaskakuje, szczególnie, że jeszcze przed miesiącem poważnie rozważano ubieganie się o organizację największej imprezy czterolecia. – Kraków posiada odpowiednie zaplecze infrastrukturalne, więc dziwi brak zainteresowania dużymi imprezami. Moim zdaniem problem leży w ludziach. Mieszkańcy generalnie nie chcą, by do miasta przyjeżdżały tłumy kibiców. Ogólnie bowiem fani sportu są kojarzeni z pseudokibicami Cracovii i Wisły, odpowiedzialnymi za różnego rodzaju wybryki – uważa Wesołowski. – To daleko idąca nadinterpretacja – oponuje rzeczniczka prezydenta. – Krakowianie nie chcą dużych imprez w swoim mieście, takich, które wymagałaby budowy nowej infrastruktury – tłumaczy.

Polityka małych kroków

Może właśnie dlatego miasto po porażce w referendum zdecydowało się na politykę małych kroczków. Siatkarski mundial tak naprawdę ma być przetarciem szlaków. ZIS liczy na kontynuowanie współpracy z PZPS. Jeszcze przed mistrzostwami w Kraków Arenie rozegrane zostaną mecze w ramach Ligi Światowej z udziałem Polski i Brazylii, a potem trzydniowy turniej towarzyski Memoriał im. Huberta Wagnera. – Związek poważnie rozważa wystąpienie o organizację w najbliższych latach finału Ligi Światowej i jesteśmy jednym z głównych kandydatów. Ponadto będziemy chcieli na stałe gościć naszych siatkarzy podczas innych imprez tego typu – zapowiada Sasorski.

Ponadto do Polskiego Związku Tenisowego wpłynęła propozycja zorganizowania pod Wawelem meczu tenisowego Pucharu Fed Cup z udziałem Polski i Rosji. Dodatkową kartą przetargową ma być bliski związek z Krakowem dwóch największych gwiazd ekipy biało-czerwonych, czyli sióstr Radwańskich. Najpoważniejszym wydarzeniem sportowym będą jednak mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn, które zostaną rozegrane w 2016 r. To właśnie w Krakowie zagra reprezentacja Polski i tu odbędą się mecze fazy finałowej.

– To będzie najpoważniejszy test dla organizatorów – mówi Wesołowski. – Dziennikarze z Niemiec czy Skandynawii są przyzwyczajeni do bardzo wysokich standardów, jeśli chodzi o organizację. Pozytywna opinia u nich to będzie najlepsza reklama dla miasta  – kończy.

sobota, 24 maj 2014 16:15

ŻUŻEL DŹWIGNIĄ INWESTYCJI?

Jednostki samorządu terytorialnego coraz chętniej wspierają lokalne drużyny sportowe bądź gwiazdy, żeby poprawić swój własny wizerunek. Jednakże – mimo rozwoju marketingu sportowego – wciąż wiele z nich myli pojęcie „promocji sportu” z „promocją miasta poprzez sport”.

– W czasach przesytu „zwykłą” reklamą, specjaliści od marketingu sportowego oferują możliwość budowania marki i promowania produktów i usług w sposób niebanalny – poprzez powiązanie danego produktu z wizerunkiem klubu, sportowca lub imprezy sportowej. Oferują również coś, co stało się swoistą modą ostatnich lat – możliwość promowania miast jako przyjaznych sportowi (profesjonalnemu lub masowemu) – czytamy na blogu Michała Gniatkowskiego, specjalisty od ustawy o sporcie, wspólnika w kancelarii prawnej Weremczuk Bobeł & Wspólnicy. Czy można połączyć wizerunek miasta z wizerunkiem drużyny sportowej? Czy kibic może być twarzą gminy?

Zdaniem amerykańskiego ekonomisty Philipa Kotlera, wizerunek miasta jest „sumą wierzeń, idei i wrażeń, które ludzie odnoszą do danego miejsca”. Jednym słowem tzw. town design to nic innego, jak jednorodny obraz miasta składający się z elementów, za pośrednictwem których prezentuje się ono na zewnątrz i do wewnątrz. Żeby osiągnąć pożądany efekt promocyjny – wizerunek powinien być aktualny, wiarygodny, atrakcyjny i nowoczesny. Sport ze względu na swój uniwersalizm jest nośnikiem pozytywnych emocji, łączy ludzi bez względu na płeć, wiek czy pochodzenie. Czyni go to także idealnym i najbardziej oczywistym elementem komunikatu marketingowego. Jak więc wykorzystać jego potencjał?

Najprostszym elementem jest zainwestowanie w współpracę z tzw. wielkimi nazwiskami – w Łodzi postawiono na półfinalistę wielkoszlemowego tenisowego Wimbledonu Jerzego Janowicza i gwiazdę NBA Marcina Gortata, w Krakowie – m.in. na siostry Radwańskie i kierowcę rajdowego Michała Kościuszkę, w Ostrowie Wielkopolskim – na rodzeństwo szczypiornistów, braci Lijewskich, a w Jeleniej Górze – na wicemistrzynię olimpijską w kolarstwie górskim, Maję Włoszczowską. Gwiazdy sportu promują kulturę, zapraszają na wakacje. Nikogo nie dziwi, że do przyjazdu do województwa świętokrzyskiego zachęcał nas niegdyś Bogdan Wenta, wieloletni trener kadry narodowej w piłce ręcznej mężczyzn oraz twórca sukcesu sportowego klubu Vive Targi Kielce, a twarzą sportowej Bydgoszczy był przed laty Stephane Antiga, aktualnie trener reprezentacji mężczyzn w piłce siatkowej, kiedyś zawodnik klubu znad Brdy. Jednakże gwiazdy – szczególnie w naszym kraju – to inwestycje bardzo niepewne. Polscy kibice mają ogromne oczekiwania i nie wybaczają wpadek, co pokazał ostatnio przypadek Janowicza. Cóż jest pewniejsze? Inwestycje i kibice!

Kibice i inwestycje mówią same za siebie

Po sukcesie organizacyjnym EURO 2012, nasz kraj przestał być omijany przez światowe federacje. W marcu br. Sopot gościł najlepszych lekkoatletów globu. Halowe Mistrzostwa Świata zakończyły się sukcesem polskiej ekipy, która zdobyła rekordową liczbę złotych medali oraz samego miasta – na 31 175 efektywnych ekspozycji logotypów sponsorów imprezy w 49 stacjach telewizyjnych, aż 4278 razy można było zobaczyć logo miasta gospodarza (badania Pentagon Research, marzec 2014). Impreza kosztowała około 20 mln złotych, z czego większość została pokryta ze środków ze światowej federacji lekkoatletycznej, budżetu państwa oraz wpłat od sponsorów. A zysk? Tłumy kibiców na trybunach, zadowoleni sportowcy chwalący organizację, uśmiechnięci wolontariusze oraz nowoczesny obiekt – lepszej wizytówki dla miasta, które pretenduje do miana nie tylko centrum turystycznego, ale i miejsca, gdzie można zainwestować duże pieniądze, prezydent Karnowski nie mógł sobie wymarzyć.

Badania Pentagon Research pokazują, że kibice są najlepszym nośnikiem reklamy. W październiku 2012 r. podczas meczów siatkówki rozgrywanych w ramach europejskich pucharów nazwy miast – wyeksponowane na koszulkach, flagach i banerach – promowały Rzeszów, Bielsko-Białą, Muszynę czy Bełchatów. Szczególnie Bełchatów ma ogromne doświadczenie w promocji miasta poprzez sport. PGE Skra Bełchatów, najbardziej utytułowany zespół siatkarski w naszym kraju, aktualny mistrz Polski, to najlepszy towar eksportowy z województwa łódzkiego. W 2013 r. wystartował projekt unijny „PGE Skra Bełchatów sportową perłą województwa łódzkiego”, będący elementem większej kampanii wizerunkowej pod hasłem: „Łódzkie nabiera prędkości”.

– Celem nadrzędnym projektu jest wzmocnienie atrakcyjności sportowej i rozpoznawalności regionu bełchatowskiego oraz województwa łódzkiego poprzez wykreowanie marki kojarzącej się jednoznacznie z regionem, miastem oraz województwem, a także tworzenie pozytywnego wizerunku PGE Skry Bełchatów, jako jednego z najważniejszych punktów na siatkarskiej mapie Polski i Europy, pobudzającego do rozwoju turystyki sportowej w regionie – mówił podczas konferencji Konrad Piechocki, prezes bełchatowskiego klubu.

Dzięki podjętym działaniom klubu oraz władz regionu, Łódź wyrosła na kolebkę sportu w Polsce. Trzykrotnie, dzięki zabiegom Skry, w łódzkiej Atlas Arenie został zorganizowany finałowy turniej siatkarskiej Ligi Mistrzów z udziałem najlepszych drużyn klubowych Starego Kontynentu. Miasto było też gospodarzem ME kobiet w piłce siatkowej w 2009 r., a we wrześniu będzie gościć czołowych siatkarzy globu. Sukces ogromny, zważywszy na fakt, że Łódź zmaga się nadal z bardzo wysokim bezrobociem, po Białymstoku najwyższym wśród miast wojewódzkich.

Sport jako haczyk na sponsorów

Sport w promocji miasta wykorzystuje także Leszno, stolica żużla. Opracowywana strategia komunikacyjna do 2020 r. zakłada, że dzięki spójnemu przekazowi marketingowemu miasto zacznie być dostrzegane jako konkurencyjne, zarówno pod względem możliwości turystycznych (ośrodek związany z Leszczyńskimi), jak i pod względem inwestycyjnym. Jednym z elementów strategii jest promocja poprzez sport, tj. żużel oraz lotnictwo, kojarzone z profesjonalizmem, rozwojem oraz szerokimi perspektywami.

Potencjał marketingowy żużla jest ogromny. Leszno jest od lat ośrodkiem tzw. czarnego sportu – lokalny klub Unia Leszno to jedna z najbardziej utytułowanych drużyn w tej dyscyplinie. Dotychczas potencjał ten nie był w pełni wykorzystywany, gdyż – jak zwrócono uwagę w raporcie – nie istniał jeden spójny komunikat. Zmarnowane szanse łatwo przeliczyć na miliony złotych. Pojedyncze zawody Speedway Ekstraligi ogląda w naszym kraju średnio między 80 a 90 tysięcy kibiców, podczas gdy finały – ponad 250 tys. osób (dane NC+ z 2013 r.). Miasto, które zainwestowało w rozbudowaną infrastrukturę – teraz zamierza zacząć czerpać korzyści z tej współpracy.

Czy inwestycja w orliki, stadiony czy hale sportowe, może się zwrócić? W końcu przy okazji powstających stadionów budowane są drogi, hotele itp. – Wybudowana już, jak i planowana, infrastruktura sportowa służy i będzie służyć mieszkańcom naszej gminy, jak i turystom. W istotny sposób wzbogaca atrakcyjność naszego terenu, tak turystycznie, jak i w zakresie inwestycyjnym – inwestor wie, co już jest zrobione i z czego będzie mógł korzystać. Naszym zdaniem infrastruktura sportowa integruje społeczeństwo gminy, promuje ją na zewnątrz, jest czynnikiem prozdrowotnych zachowań. Jest też czynnikiem wspomagającym realizację gospodarczej oferty inwestycyjnej– przekonywał Michał Pawlicz, wójt gminy Narewka.

Na zyski liczy także Kraków, gdzie w połowie maja oddano nowoczesną halę widowisko-sportową.– Jest to największy taki obiekt w Europie. Nie wykluczamy, że na początku będziemy musieli do niego jeszcze dopłacać, ale po kilku latach inwestycja ta zacznie nam się zwracać – mówił podczas oficjalnego otwarcia Jacek Majchrowski, prezydent miasta. Chrzest bojowy obiektu odbędzie się już za kilka tygodni przy okazji rozgrywek Ligi Światowej siatkarzy, na inaugurację mecz Polska-Brazylia. W przyszłości hala ma się stać główną areną wielkich wydarzeń sportowych – od popularnego volleyballa, przez hokej na lodzie, po boks.

Kosztowne inwestycje

Jednakże, jak z każdymi działaniami – także z inwestycjami w sport nie powinno się przesadzać, a także, nie rozdrabniać się na wiele czynników. We Wrocławiu na drużyny sportowe przekazuje się do 20 mln rocznie, ale to nie koniec inwestycji. Stolica Dolnego Śląska posiada bogatą infrastrukturę sportową, dzięki czemu z powodzeniem co roku startuje do organizacji poważnych imprez sportowych, które rozgrywane są nad Wisłą. W 2012 r. metropolia była jednym z miast gospodarzy EURO 2012 – w tym roku, na przełomie sierpnia i września, będzie gościć uczestników siatkarskiego mundialu z kadrą narodową na czele. Krytycy polityki ratusza zwracają jednak uwagę, że środki wydatkowane przez miejski budżet są nieporównywalnie większe niż korzyści. Władze Wrocławia za prawo udziału w siatkarskich mistrzostwach świata zapłacą Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej 8 mln zł – tyle samo, ile choćby Łodź czy Katowice, gdzie rozegrane zostaną mecze półfinałowe i finał.

We Wrocławiu natomiast zagrają poza Polakami, Australijczycy, Argentyńczycy, Wenezuelczycy i Serbowie. W ostatniej chwili zdecydowano także, że mecz otwarcia Polska-Serbia zostanie rozegrany na… Stadionie Narodowym w Warszawie, a nie nad Odrą – na Stadionie Śląska, jednej z aren EURO 2012. Nad miastem ciąży także afera związana z budową Stadionu Śląska i zarzuty sprzeniewierzenia środków państwowych oraz przeinwestowanie. Po kompromitującym raporcie Najwyższej Izby Kontroli, obecnie władze miasta na karku mają już CBŚ.

Problemy z przeinwestowaniem dotyczą również np. Bydgoszczy lub Krakowa. Natomiast w Warszawie sport jest traktowany jako dodatek do ogólnych działań. Stolica wciąż kojarzona jest z rozlatującym się torem łyżwiarskim Stegny, niezrealizowanym od lat projektem na Stadion Światła (Skra) oraz przeinwestowanym obiektem Legii Warszawa. Jak więc widać, władze samorządowe jeszcze muszą się wiele nauczyć w dziedzinie zarządzania sportem oraz marką.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY