Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 49.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 50.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 60.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 48.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 44.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

Człowiek i społeczeństwo

Człowiek i społeczeństwo (128)

piątek, 22 luty 2013 17:19

Najważniejsze pierwsze wrażenie

Napisane przez

Większość osób dokonuje pierwszej, często najważniejszej oceny swojego rozmówcy w ciągu kilkudziesięciu sekund. Może ona być później nieznacznie weryfikowana, lecz pierwsze wrażenie tkwi długo w naszej świadomości i jest ono podstawą ogólnej oceny człowieka.

Pierwsze wrażenie dotyczy także naszego wizerunku zawodowego. Sposób, w jaki prezentujemy się światu (otoczeniu), jest naszą wizytówką, pokazującą również, co i jak mamy poukładane w głowie. Strój, język ciała, styl mówienia i inne elementy wizerunku odzwierciedlają nasze życiowe aspiracje oraz pokazują predyspozycje do odgrywania określonych ról społecznych.

Wizerunek samorządowca

Wizerunek zawodowy zależy od rodzaju instytucji, jaką się reprezentuje. Czego innego wymagamy od wójta, starosty, wysokiego rangą urzędnika, a czego innego od pracownika agencji reklamowej czy pracowni plastycznej. Na użytek czytelników „Gminy” zajmiemy się wizerunkiem pracownika-samorządowca, czyli pracownika zatrudnionego w instytucji zaufania publicznego.
W świecie polityki, biznesu, prawa, wygląd powinien jednoznacznie sygnalizować kompetencje oraz poważne traktowanie swojego zawodu, a często także zaangażowanie na rzecz cenionych wartości.

Któż z nas nie doświadczył osobiścielub nie słyszał komentarza pod adresem innej osoby, której wizerunek zawodowy rażąco odbiegał od tego, który na określonym stanowisku jest uważany za coś oczywistego? Z kolei właściwy wizerunek budzi poczucie bezpieczeństwa i sygnalizuje, że jesteśmy właściwą osobą na właściwym miejscu.

Wizerunek zawodowy

Na wizerunek zawodowy składają się, niezależnie od pełnionej roli zawodowej, stałe elementy:

- wygląd (ciało i strój),

- styl komunikowania się (także pisania i słuchania)

- mowa ciała

- postawa (pewność siebie, budzenie zaufania, emanowanie spokojem i opanowaniem itd.)

- opinia o człowieku (wynikająca z jego profesjonalizmu)

Wygląd to podstawa

Wygląd to pierwszy, najbardziej i najszybciej zauważalny element wizerunku. Stare porzekadło „jak cię widzą tak piszą”, w jakiejś mierze dotyczy tej kwestii.

Widząc z bliska po raz pierwszy naszego rozmówcę (partnera w kontaktach), zwracamy uwagę na jego dłonie, obuwie, twarz i włosy oraz - nieco później - na inne elementy. Zatem czyste i dobrze obcięte włosy, czyste, suche, krótko obcięte paznokcie u panów i dobry manicure u pań, dłonie, zdrowa, zadbana cera i niezniszczone, dobrze utrzymane obuwie, sprawiają dobre początkowe wrażenie, a liczne defekty w tej materii wywołują negatywne oceny.

Pamiętajmy, że nie chodzi tylko o ubiór. Co prawda inne porzekadło: „nie szata zdobi człowieka”, też jest trafne w odniesieniu do tej kwestii, można bowiem być skromnie ubranym, lecz emanować dostojeństwem, uprzejmością, mądrością i innymi przymiotami, przy których najbardziej nawet wytworny ubiór, ale tylko ubiór, wygląda jak szyderstwo wobec zasad dobrego wyglądu. Na nic się zdadzą najbardziej eleganckie ubiory, gdy ich właściciel nie zadba o fryzurę, cerę czy dłonie, nie mówiąc o higienie w ogóle.

Zasady doboru stroju do pracy uzależnione są od:

- charakteru instytucji i sposobu postrzegania zawodu (np. administracja, policja biuro notarialne, pracownia malarska, agencja reklamowa)
- charakteru i miejsca pracy
- miejsca w hierarchii zawodowej (np. dyrektor, kierowca)
- budowy i wyglądu ciała, osobowości (np. otyli, szczupli, niscy, obdarzeni silnym, bądź słabym temperamentem, blondyni, rudzi, szatyni itp.)

Uroki pań

W przypadku administracji rządowej i samorządowej panie powinny pamiętać, że najodpowiedniejszy strój do pracy i kontaktów z ludźmi to: spódnica i marynarka, koszulowa bluzka. Kolory powinny być stonowane. Nie zakładamy ubrań z aksamitu, weluru, brokatu czy innych błyszczących, „balowych” tkanin. Dżinsy i szorty nie są również odpowiednie.

Latem ubiory powinny być lżejsze, np. zamiast kostiumu - spódnica i koszulowa bluzka. Nogi nawet latem muszą być w rajstopach (pończochach). Buty - zawsze z niewysokim obcasem. Sandały, tenisówki, kapcie – są w pracy absolutnie wykluczone.

Włosy mają być starannie uczesane, a jeśli są długie, powinny być spięte lub związane.

Dobry wygląd to także staranny, ale delikatny makijaż. Sztuczne rzęsy i inne tego typu ozdoby oraz plastikowe paznokcie we wzorki pozostawiamy na inne okazje. Biżuterię zakładamy w umiarkowanych ilościach i formie. Tak wyglądająca pani jest na ogół oceniana jako kompetentna, cieszy się prestiżem i zaufaniem klientów i interesantów.

Elegancja panów

W przypadku panów najbardziej odpowiedni strój do pracy to spodnie i marynarka, ale niekoniecznie garnitur. Może to być ubranie skoordynowane, tzn. spodnie i marynarka z różnych tkanin i w różnych kolorach, ale pasujące do siebie (np. spodnie z grubego sztruksu i jedwabna marynarka już nie pasują). Dżinsy to zły pomysł. Rodzaj i kolor ubrania (garnituru) stosujemy w zależności od pory roku, dnia, charakteru zajęć.

Koszula i krawat w czasie roboczego dnia bez interesantów lub pracy w terenie może być zastąpiona np. przez golf. Koszula, krawat i garnitur mogą być skontrastowane (jeśli garnitur jest gładki i koszula gładka, to krawat w deseń itp.). Porządnie związany krawat powinien sięgać mniej więcej do dolnej części sprzączki u paska od spodni. Skarpetki - długie, kolorystycznie dobrane do butów, w najgorszym przypadku do spodni.

Mężczyzna nie nosi żadnej biżuterii – wyjątek stanowi obrączka. Włosy muszą być czyste, krótko ostrzyżone, a twarz - ogolona. Tak wyglądający mężczyzna budzi zaufanie i jest odbierany jak profesjonalista.

Kiedy wszystko idzie na nic

Warto jeszcze powiedzieć parę słów o tzw. niszczycielach wizerunku. U pań są to: krzykliwe ozdoby we włosach, włosy źle obcięte, zaniedbana cera, zbyt mocny makijaż, brudne i zniszczone obuwie, brak rajstop lub biustonosza, wieczorowe tkaniny noszone w ciągu dnia, tkaniny zbyt przezroczyste, za mocne dekolty i rozcięcia w spódnicach, odznaczające się pod spódnicą desusy, nadmiar biżuterii i ozdób oraz problemy z uzębieniem.

W przypadku panów zaś są to: niedbale ogolona twarz, broda, monstrualne wąsy, niewypastowane i zniszczone obuwie, nieprzyjemny oddech, łupież na kołnierzu. Wielu panów, wbrew trendom w modzie i opiniom pań, nadal sądzi, iż uosobieniem męskości jest bujne owłosienie na głowie. Stosownie zatem do tego błędnego przekonania czynią wszystko, by maskować liczne jego braki. Efekt tych czynności jest najbardziej spektakularnym przykładem niszczenia wizerunku. Mężczyzna, który maskuje łysinkę treską lub wyraźne braki w owłosieniu zaczesuje wyhodowaną „pelerynką”, zarzucaną z lewej skroni na prawą lub na odwrót, stosuje tzw. zaczeskę lub pożyczkę, nie wygląda poważnie i często jest przedmiotem mniejszych, bądź większych drwin.

Inni niszczyciele wizerunku u panów to długopisy, pióra, ołówki noszone w butonierce, widoczna odsłonięta goła łydka przy siadaniu na krześle, czy braki w uzębieniu, zwłaszcza w widocznych miejscach.

Tak niewiele trzeba, by wyglądać dobrze, czuć się dobrze, budzić zaufanie i prestiż. Tak mało może sprawić, że nasz wizerunek przysporzy nam kłopotów.

piątek, 22 luty 2013 17:16

E-partycypacja w społeczności lokalnej

Napisane przez

Obywatel dla urzędu, czy urząd dla obywatela? Często zastanawiamy się nad tym problemem – szczególnie załatwiając swoje sprawy. Może jednak postawić to pytanie inaczej: jak spowodować, aby społeczność lokalna mogła w sposób realny wpływać na sposób działania władz lokalnych, a tym samym pracy urzędu?

Próbując na nie odpowiedzieć, zastanowimy się nad tym, jakie możliwości daje nam partycypacja społeczna przez Internet, czyli „e-partycypacja”.   

Współuczestnictwo zamiast oznajmiania

Słowo „partycypacja” pochodzi od łacińskiego „participare”, co oznacza „dopuścić do uczestnictwa, dzielić się czymś z kimś, brać w czymś udział”. Dzisiaj coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że decyzje podejmowane w Brukseli, Warszawie i w innych miejscach, bardzo często mają istotny wpływ na nasze życie. Tym bardziej bliskie nam są rozwiązania naszych władz lokalnych.

Społeczność internetowa nie lubi być pomijana w procesie podejmowania decyzji przez owe władze. Przypomnijmy sobie słynną mobilizację internautów, dotyczącą umowy handlowej ACTA, która istotnie zagrażała wolności w Internecie. Rada Ministrów zgodziła się na tę umowę i w imieniu naszego kraju polski ambasador w Tokio złożył pod tą umową stosowny podpis. Tuż przed, jak również po tym fakcie, przeszła przez Internet fala oburzenia. Było ono na tyle silne, że rząd, reprezentowany przez ministra M. Boniego, został zmuszony do rozmów z internautami i poszukiwania sposobu na zablokowanie wejścia skutków ACTA do Polski. Co by się stało, gdyby nie determinacja internautów? Odpowiedź jest prosta: ACTA weszłaby na teren Polski i dopiero wtedy mielibyśmy problem…

Widzimy zatem, że na skutek większej świadomości społecznej poszczególnych grup internetowych coraz częściej środowiska te potwierdzają swoją siłę. Należy jak najszybciej uwzględnić ten fakt w procesie rządzenia. Już dawno minęły czasy, kiedy sprawujący władzę oznajmiali jedynie swoje decyzje. Świadomość demokracji pozwala nam na nawiązywanie dialogu z rządzącymi. Istota rzeczy polega jednak na tym, aby rządzący rzeczywiście takiego dialogu chcieli. Nie może to być tylko działanie pozorne, skierowane na kreowanie wizerunku. Takie motywacje bardzo szybko zostaną bezlitośnie obnażone.

Szczeble społecznej partycypacji – ewentualnie apla???

W literaturze sklasyfikowano następujące formy dialogu społecznego, które nazywamy „drabiną partycypacji społecznej” :

1.       brak realnego wpływu na decyzje rządzących L:

1.1.    władze decydują jednostronnie i samodzielnie, bez informowania opinii publicznej

1.2.    władze decydują jednostronnie i samodzielnie, informując opinię publiczną już po podjęciu decyzji

1.3.    władze decydują jednostronnie i samodzielnie, informując opinię publiczną już po podjęciu decyzji i uzasadniając je po to, aby nakłonić społeczeństwo do ich zaakceptowania.

2.       pośredni wpływ na decyzje rządzących K:

2.1.    władze przed podjęciem decyzji informują o swoich planach i wedle swojego uznania biorą pod uwagę opinie społeczne

2.2.    władze przed podjęciem decyzji aktywnie zasięgają opinii społecznych (opinie liderów, ekspertów, wysłuchania publiczne, sondaże, badania opinii publicznej)

2.3.    władze przed podjęciem decyzji aktywnie zasięgają opinii społecznych w formie konsultacji społecznych na podstawie wymogów prawa lub woli politycznej

2.4.    władze przed podjęciem decyzji zasięgają opinii w ramach powołanych ustawowo publicznych instytucji konsultacyjnych i opiniodawczych, których wysłuchanie ma charakter obowiązkowy.

3.       realny wpływ na decyzje rządzących J:

3.1.    władze przed podjęciem decyzji współpracują z partnerami społecznymi (negocjacje, wspólne planowanie, osiąganie konsensusu) i wraz z nimi podejmują decyzję wspólną (np. porozumienia, wspólne programy)

3.2.    władze przekazują podejmowanie decyzji grupom, partnerom społecznym, a akceptacja ich decyzji jest poprzedzona ewentualnym sprawdzeniem jej legalności proceduralnej oraz zgodności z prawem (np. referenda).

Ważne jest, aby władza w sposób aktywny konsultowała z nami swoje decyzje. Cóż bowiem daje nam na przykład taka forma konsultacji, w której urząd zamieszcza informację na swojej witrynie internetowej z prośbą o opinie do jakiegoś dnia? Wielu zainteresowanych może w ogóle nie spojrzeć na nią w tym czasie, co oznacza, że urząd nie ma szans na pozyskanie rzeczywistych wypowiedzi na konkretny temat.

A zatem powiedzmy to sobie wyraźnie:

Ø  Dobry gospodarz danego terenu będzie dbał o budowanie poczucia wspólnoty na obszarze jego odpowiedzialności. Będzie on również zabiegał o zapewnienie aktywnej partycypacji społecznej.

Ø  Dobry i nowoczesny gospodarz zastosuje również współczesne metody e-partycypacji po to, aby zwiększyć możliwości współdecydowania i współrządzenia. Takie są wymogi obecnych czasów oraz codzienna praktyka w coraz większej grupie nowoczesnych społeczności.

Dlaczego e-partycypacja

E-partycypacja jest jedną z metod otwartego procesu podejmowania decyzji. Uwzględnia się tutaj oczywiście Internet, ale również telefon, czy też telewizję interaktywną. E-partycypacja nie może istnieć bez zapewnienia gwarancji i prawa głosu wszystkim zainteresowanym (integracja), dostępności narzędzi, umożliwiających uczestniczenie w debacie (otwartość), bezpieczeństwa danych osobowych uczestników debaty (bezpieczeństwo), bieżących odpowiedzi na pytania uczestników debaty (reakcja) oraz chęci współdzielenia się wiedzą i zachęcania do partycypacji (zdolność do konsultacji). W e-partycypacji mogą uczestniczyć wskazane grupy albo panele obywatelskie, grupy fokusowe, grupy sondaży opinii społecznej, grupy e-referendalne, aktywne grupy interesów, mogą mieć miejsce spotkania i panele dyskusyjne, formy petycyjne.

Współczesnym włodarzom województw, miast, powiatów i gmin powinno zależeć na uzyskaniu i utrzymaniu poparcia dla swoich działań u jak największej liczby mieszkańców. Najlepiej bywa wtedy, kiedy pozwalamy mieszkańcom na uzyskanie realnego wpływu na decyzje. Wymaga to oczywiście pewnej odwagi ze strony rządzących oraz umiejętności nawiązywania i utrzymywania dialogu społecznego. W ten sposób znakomicie poszerzamy grono osób zaangażowanych.

Doskonały do tego jest Internet i inne narzędzia komunikacji elektronicznej. Wielu osobom dużo łatwiej jest uczestniczyć w dyskusji internetowej niż fatygować się osobiście. Dla mieszkańców – szczególnie tych, oddalonych od centrów powiatów i gmin oraz chorych – jest to jedyna możliwa droga komunikacji z rządzącymi. Mówimy wtedy również o tzw. „e-włączeniu (e-inclusion)”, kiedy to dzięki drodze elektronicznej dajemy szansę zaistnienia w dialogu społecznym tym spośród nas, którzy ze względu na różne ułomności zdrowotne czy inne, nie mogliby uczestniczyć we współdecydowaniu osobiście.

Jak to robią gdzie indziej

W dojrzałym społeczeństwie informacyjnym społeczeństwo jest „dopuszczone” do współdecydowania. Obowiązuje tam zasada, że to państwo służy obywatelom, a nie odwrotnie. Zdarza się, że posiedzenia ważnych gremiów decyzyjnych są transmitowane na żywo przez Internet. Mieszkańcy mogą wpływać na decyzje władz w sposób „proaktywny”, czyli przed podjęciem ostatecznej decyzji. W społeczeństwach mniej dojrzałych jedyną formę wpływu na decyzje stanowi metoda „reaktywna”, czyli reakcja społeczna po podjęciu decyzji. Niestety wiąże się to bardzo często z koniecznością organizowania manifestacji społecznych i innych form protestu.

W Internecie również spotykamy się z zastosowaniem metod reaktywnych. Chociażby przypomniana na początku artykułu sytuacja dotycząca ACTA. Przypomnijmy sobie także niedawny ruch społeczny obalający dyktatorów w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Nie byłoby to możliwe bez integracji społecznej wyzwolonej dzięki portalom społecznościowym – w tym przypadku był to przede wszystkim Facebook. Podobnie rzecz się dzieje w innych krajach, w których istnieje dostęp do wolnego Internetu.

Koloński budżet partycypacyjny

Bardzo ciekawym przykładem metody proaktywnej jest ta, zastosowania w Kolonii. Władze tego dużego niemieckiego miasta z powodzeniem stosują metodę e-partycypacji w ustalaniu budżetu. Nazywa się on „budżetem partycypacyjnym”, bowiem mieszkańcy mają możliwość wpływania na przeznaczenie budżetowych funduszy. Według tzw. „modelu kolońskiego” odbywa się to w czterech krokach:

1.       składanie propozycji do budżetu,

2.       dyskusje i głosowanie,

3.       ranking propozycji (lista „Top 100”),

4.       decyzje i odpowiedzialność Rady Miejskiej.

Model koloński e-partycypacji bazuje na kilku zasadach:

·         uwzględnianie propozycji społecznych (konsultacje),

·         każda kolejna edycja budżetu partycypacyjnego dotyczy nowego obszaru działań,

·         podstawowym kanałem komunikacji jest Internet,

·         łatwy dostęp narzędzi e-partycypacji (login, hasło),

·         gwarancje polityczne dla realizacji pomysłów uznanych z najlepsze.

Do tej pory zrealizowano w Kolonii trzy edycje budżetu partycypacyjnego, w latach: 2007, 2009 i 2011. Jest to przykład faktycznego wykorzystania modelu realnego współrządzenia. Dzięki temu miasto ma się dobrze, a władze lokalne utrzymują właściwe relacje z mieszkańcami.

A u nas?

W życiu polskiej społeczności lokalnej model e-partycypacji nie jest w zasadzie stosowany. Jeżeli gdzieś się to zdarzy, to jedynie w formie początkowej i marginalnej. Ten model stanowi dla nas jeszcze przyszłość. Równocześnie obserwujemy bardzo dużą aktywność społeczności internetowych w wyrażaniu własnych opinii, które są często dla władzy niewygodne. To bardzo ważny wskaźnik wzrostu dojrzałości i świadomości społecznej w Polsce. Dlatego warto pomyśleć o zwiększeniu udziału aktywnego współdecydowania w codziennym sprawowaniu władzy.

Zastosowanie e-partycypacji pozwala na realizację efektywnej polityki informacyjnej urzędu, zwiększenie poziomu identyfikacji społecznej ze sprawami lokalnymi, jak również na przyrost poziomu zaufania do władzy. Nie ma zatem na co czekać: czas zastosować u siebie e-partycypację!

niedziela, 27 styczeń 2013 20:53

Samorząd ukryty w telefonie

Napisane przez

Nie ma już chyba w Polsce gminy, która nie miałaby swojej strony internetowej. Teraz samorządy czeka kolejna rewolucja: Internet przenosi się do telefonów. Strona gminy powinna być dostępna także na ekranie komórki.

Słupki rosną w zawrotnym tempie. Jeszcze w czerwcu 2011 roku smartfon, czyli telefon komórkowy z systemem operacyjnym, posiadało 14 proc. Polaków. W 2012 roku udział tego typu urządzeń w rynku telefonów komórkowych osiągnął 49 proc. Według badań firmy analitycznej Strategy Analytics w 2015 roku 65 proc. telefonów na polskim rynku będzie smartfonami. Równie szybo rośnie też liczba użytkowników tabletów, czyli mobilnych urządzeń z dotykowymi ekranami.

To oznacza, że coraz więcej osób szuka informacji w Internecie nie za pomocą stacjonarnych komputerów, ale w urządzeniach przenośnych. Ich główną zaletą jest to, że można mieć je zawsze przy sobie, ale wadą, że Internet bezprzewodowy jest zazwyczaj wolniejszy. Dlatego tradycyjne strony internetowe niezbyt wygodnie ogląda się na ekranie telefonu. Rozwiązaniem są „lekkie" wersje witryn, nieobciążające zbytnio przesyłu danych lub mobilne aplikacje specjalnie tworzone w systemach operacyjnych obsługujących smartofny. Te ostatnie zdobywają coraz większą popularność, bo w pełni wykorzystują możliwości telefonów nowej generacji.

Wrocław w telefonie

Na nowy trend odpowiadają już pierwsze samorządy. Wiosną 2012 roku zrobiło się głośno o aplikacjach wypuszczonych przez miasta gospodarzy Euro 2012. Największą karierę zrobił program „Wrocław. Przewodnik miejski". - W czerwcu przez trzy tygodnie była to druga najczęściej ściągana aplikacja w polskim AppStore - mówi Bartek Mielecki z firmy Amistad, która specjalizuje się w oprogramowaniu dla smartfonów. AppStore to sklep, z którego ściągają programy użytkownicy telefonu firmy Apple z systemem operacyjnym iOS.Jedne aplikacje są w nim płatne, inne, jak te, wydawane przez samorządy - darmowe.

Popularność przygotowanej także po angielsku aplikacji dla Wrocławia nakręcili oczywiście kibice, którzy przyjechali dopingować swoje drużyny na Euro. - Na Zachodzie Europy, ale też w Stanach Zjednoczonych, takie rozwiązania to standard. Aplikacje miast i regionów bardzo popularne są m.in. w Niemczech - mówi Marcin Cholewiński z firmy AT Group. Aplikacje kierowane są zarówno do mieszkańców, jak i do turystów odwiedzających dany region. Wielu z nich zaczyna wakacje od ściągnięcia na swój telefon lokalnego programu turystycznego.

Jak to działa

Co mieszkaniec czy turysta znajdzie w takie aplikacji? Przede wszystkim przydatne informacje, które umieszcza się na zwykłej stronie internetowej: adresy i godziny działania urzędów, sklepów czy przychodni. Do tego opisy atrakcji turystycznych, galerię zdjęć, mapę regionu. Informacje o lokalnych pubach, restauracjach, kalendarium wydarzeń artystycznych i sportowych czy w końcu lokalną pogodę.

To jednak podstawowy zestaw, który można właściwie dowolnie rozbudowywać.

Firma Amistad opracowuje szlaki turystyczne i umieszcza je w specjalnym programie dla turystów. Niedawno na zlecenie niewielkiej gminy Turawa powstała aplikacja ze szlakami wokół największej jej atrakcji: Jeziora Turawskiego. eJanosik to aplikacja oprowadzająca po Zakopanem, Podhalu i Tatrach. Jej użytkownikom przysługują zniżki w lokalach gastronomicznych czy na wyciągach, więc do współtworzenia programu udało się wciągnąć lokalnych przedsiębiorców.

Zabawa w zwiedzanie

Większe miasta chętnie zamieszczają w aplikacjach rozkład jazdy komunikacji. Jeszcze dalej poszły Tychy, których program na bieżąco informuje użytkowników o remontach dróg i zalecanych objazdach. - Pracownik urzędu w prosty sposób nanosi zmiany z poziomu komputera i te od razu pojawiają się na ekranach telefonów mieszkańców - mówi Mielecki.

Mobilna technologia daje możliwość nie tylko tradycyjnego zwiedzania, ale i wciągającej zabawy połączonej z poznawaniem miasta. Pionierskie przedsięwzięcie prowadzą cztery gminy z Małopolski: Lanckorona, Stryszów, Mucharz i Kalwaria Zebrzydowska. Na ich terenie działa Stowarzyszenie Lokalnej Grupy Działania Gościniec 4 Żywiołów, które wymyśliło i zamówiło pierwszą w Polsce aplikację z questami. Questy to inaczej wyprawy odkrywców.

Turysta, który ściągnie sobie aplikację, już nie tylko biernie zwiedza miasto, ale musi je dokładnie spenetrować w poszukiwaniu „skarbu”. - Zabawa zaczyna się po wybraniu jednej z czterech gmin. Zaczynamy w centralnym punkcie i program daje wskazówki, jak dojść do kolejnych liter hasła. Całe hasło, czyli „skarb" zdobędziemy po przemierzeniu całej trasy - mówi Ewa Frosztęga ze stowarzyszenia Gościniec 4 Żywiołów.

Aplikacja działa na smartfonach i tabletach z systemem Android, wykorzystuje system GPS oraz mapy. Można z niej korzystać w trybie offline, a więc nie jest potrzebne stałe połączenie z Internetem. Zabawa jest dostępna dopiero od października, więc na razie trudno mówić o wymiernych jej efektach. W małopolskich gminach liczą, że zdobędzie ona popularność wraz z nowym sezonem turystycznym.  

Aplikacje pod strzechy

Prawdziwy boom na programy samorządów na smarfony dopiero nas czeka. Do tej pory aplikacje powstawały na zamówienie konkretnego klienta, a koszty negocjowane były indywidualnie. Od jesieni dostępny jest uniwersalny program Mobilny Samorząd, który można w łatwy sposób dostosować do potrzeb konkretnej gminy czy powiatu - wystarczy wprowadzić potrzebne dane i zdjęcia z charakterystycznymi punktami regionu - i mobilna wizytówka miasta gotowa. Podstawowa wersja programu kosztuje 10 tys. zł netto i zawiera dziewięć modułów: 1. Miejsca (np. zabytki warte odwiedzenia, restauracje, stacje benzynowe), 2. Mapa regionu, 3. Informacje o Gminie, 4. Aktualności, 5. Wydarzenia, 6. Pogoda, 7. Galeria zdjęć, 8. Mobilny urząd, 9. Dodaj treść (mieszkańcy czy turyści mogą zgłaszać swoje uwagi.)

- Oczywiście to tylko podstawowy zestaw, który można właściwie dowolnie rozbudowywać. Albo od razu, albo po pewnym czasie użytkowania aplikacji - mówi Marcin Cholewiński z AT Group. Mobilny Samorząd dostępny jest od października i już zainteresowało się programem kilkanaście miejscowości: od dużych miast, po małe gminy.

Eksperci są jednak zgodni, że przygotowanie aplikacji to dopiero pierwszy krok do sukcesu. Później trzeba jeszcze ją rozpowszechnić wśród mieszkańców.

- Samorządy często robią błąd, rezerwując środki na aplikację, ale zaniedbując jej promocję - mówi Bartek Mielecki z firmy Amistad. Przykładem dobrej promocji jest znowu Wrocław, który solidnie przyłożył się do zadania. W efekcie dziś jego aplikacja ma 20 tysięcy aktywnych użytkowników.

Ostatnim już zagadnieniem, które trzeba przewidzieć, jest stałe aktualizowanie aplikacji. Ktoś musi wpisywać do niej nowe wydarzenia w regionie czy informacje z życia gminy. Możliwości są dwie: można zamówić stałą obsługę w firmie tworzącej aplikację lub powierzyć to zadanie pracownikowi urzędu. Wraz z programem gmina dostaje wygodny interfejs, za pomocą którego aktualizowanie wydarzeń czy bazy miejsc w regionie jest bardzo proste i intuicyjne. Istnieje też możliwość, aby aplikacja korzystała z tej samej bazy danych, co strona internetowa samorządu, a nawet stacjonarne infomaty. Wówczas aktualizowane informacje pojawiają się od razu na wszystkich nośnikach.

Ważne, żeby nie zapominać o częstych aktualizacjach i zamieszczać je na bieżąco. W czasach, gdy Internet każdy może już mieć w telefonie, użytkownicy z pewnością szybko wytkną każde niedociągnięcie. 

niedziela, 27 styczeń 2013 20:49

Promocja zarządza rozwojem

Napisane przez

z profesorem Eugeniuszem Sobczakiem, z twórcą Rankingu Zrównoważonego Rozwoju Jednostek Samorządu Terytorialnego, rozmawia Mariusz Janik

MARIUSZ JANIK: W jakiej kondycji są dziś polskie samorządy?

PROF. EUGENIUSZ SOBCZAK: Różnej. Zależy, gdzie patrzeć: są samorządy słabe i mocne. Mocne to te, w których jest dobry zarząd. Najlepiej widać to w wielkich miastach – np. Warszawie czy Wrocławiu.

W tym drugim przypadku sytuacja jest nawet bardziej ewidentna, tym bardziej, że dolnośląskie nie stanowi typowego regionu zachodniego – tamtejsza ludność przybyła tam przede wszystkim ze Wschodu. Mamy na zachodzie kraju kilka podobnych regionów, m.in. zachodniopomorskie i lubuskie. Ale najlepiej wśród nich rozwija się dolnośląskie. Dla porównania, zachodniopomorskie spadło poniżej ogólnopolskiej średniej, np. pod względem poziomu PKB na głowę mieszkańca. Tymczasem dolnośląskie pozostaje pod tym względem na 3. miejscu w Polsce, przeskakując nawet wielkopolskie. Twierdzę, że zależy to od kwestii przywództwa.

To skala makro, całe regiony. A jak sytuacja wygląda w skali mikro? Na poziomie gmin?

Można tu przyjąć kryterium dochodów własnych. Są gminy, takie jak Kleszczów, mające 90-procentowy udział dochodów własnych. Ta, mierząc wartością budżetu per capita, najbogatsza w Polsce gmina, ma niesamowicie wysokie wydatki na projekty rozwojowe. Istnieją też gminy bardzo bogate z oczywistych powodów – np. Warszawa, mająca również 80 proc. dochodów własnych. Na poziomie 70 proc. pozostają Wrocław czy Poznań. Te gminy bynajmniej nie balansują na krawędzi.

Ale spotykamy i takie gminy, które w olbrzymim stopniu – sięgającym 60-70 proc. – zależą od dotacji czy subwencji. Weźmy Krosno – fantastycznie się rozwija, liczba pracujących na 1000 mieszkańców sięga 520 (w Warszawie ten sam wskaźnik sytuuje się na poziomie 480). Tyle że Krosno wykazuje się niebywale niskim udziałem dochodów własnych – około 45 proc. A więc, by domknąć budżet, musi pozyskać z budżetu centralnego, funduszy strukturalnych lub innych źródeł aż 55 proc. potrzebnych pieniędzy.

A długi, w których jakoby mają tonąć polskie samorządy?

Ustawa stanowi, że nie mogą one przekroczyć 60 proc. wielkości budżetu (od 2013 roku gminy pod tym względem będą oceniane indywidualnie, na podstawie dochodów bieżących, powiększonych o wartość sprzedaży majątku minus wydatki bieżące w relacji do wartości budżetu). Gminy, które dochodzą do tego progu, pozostają w trudnej sytuacji. Te, które były gospodarzami np. Euro 2012, teraz będą musiały spowolnić rozwój. Ale mamy też przykłady przeciwne: w tym roku, wśród powiatów grodzkich, na trzecie miejsce – z czwartej dziesiątki – awansował Przemyśl. Stało się tak dlatego, że pozyskał ogromne środki z unijnych funduszy strukturalnych – co zwiększyło nakłady na projekty rozwojowe.

W małych miastach też znajdziemy pozytywne przykłady. Mława – położona peryferyjnie w stosunku do metropolii – po wielu zabiegach ściągnęła koncern LG. Kleszczów już zastanawia się nad tym, co robić, gdy żywot tamtejszej kopalni dobiegnie końca. Ma już elektrownię, rozwija infrastrukturę społeczną, ściąga inwestorów. Część miast w okolicach Warszawy, takich jak: Grodzisk Mazowiecki, Pruszków czy Otwock, rozwija się dobrze. Ale spotykamy tam też i takie, które zalicza się do najsłabiej rozwiniętych w Polsce. Z kolei Legionowo czy Wołomin, które korzystają z rynku pracy w Warszawie – pozyskują tam pracujących, dzięki czemu powiększają swój udział dochodów własnych, zaniedbują konkurencyjność inwestycyjną. Każda gmina musi więc oszacować swoje możliwości zadłużania się indywidualnie. Po 2013 roku gminy pod tym względem będą oceniane indywidualnie, na podstawie dochodów bieżących, powiększonych o wartość sprzedaży majątku minus wydatki bieżące w relacji do wartości budżetu.

Czyli długi nie są jednoznacznie szkodliwe?

Przeciwnie: bez dźwigni finansowej nie ma rozwoju. Kto ją stosuje – oczywiście, zadłużając się bezpiecznie – będzie rozwijać się szybciej i lepiej niż ten, który jej nie zastosuje. Przyjęliśmy bezpieczny poziom zadłużenia rzędu 60 proc. – i tak jest dobrze. Każda gmina może wyliczyć dokładnie, na ile może się zadłużyć, by nie mieć problemów z  płynnością finansową.

Generalnie polskim gminom bankructwo nie grozi. W skrajnych przypadkach powołany zostanie zarząd komisaryczny, który będzie musiał naprawić to, co zostało zepsute – bo oczywiście, zdarza się, że samorządy zachowują się nieodpowiedzialnie. Czasem to polityka decyduje o ich działaniach, a nie racjonalne, ekonomiczne kalkulowanie. W przypadku, gdy wyborcom podsuwa się kiełbasę wyborczą, można rzeczywiście wpaść w spiralę długów. Ale to rzadkie przypadki. Większość samorządów minimalizuje ryzyko przy podejmowaniu realizacji większych projektów, które wymagają zaciągania kredytów, poprzez proste kalkulacje (np. studium wykonalności). 

Jaką część wydatków samorządu powinny stanowić wydatki na promocję?

To również każda gmina powinna określić indywidualnie. W dużych gminach może to być nawet 5 do 10 procent, w pozostałych jednostkach może być od 2 do 7 proc. Miasta, które osiągnęły sukces, promując swoją markę, przeznaczały od 3 do 5 proc. wydatków budżetowych na promocję.

Promocja jest niesłychanie ważna: to jeden z elementów zarządzania rozwojem. Żeby poprawić konkurencyjność inwestycyjną nie wystarczy bowiem budować infrastrukturę, poprawiać dostępność transportową czy infrastrukturę społeczną poprzez dostęp do edukacji i kultury. Marka miejsca – co jest też treścią konkursu „Markowy Samorząd” – to coś, co powinna wymyśleć sobie każda gmina czy region. To element identyfikacji danego miejsca – nie logo, lecz skojarzenie, hasło promocyjne.

Poznań mówi o sobie, że jest „miastem know-how”. Wrocław jest „miejscem spotkań”. Może Warszawa powinna zostać „miastem innowacji”? W końcu stolica wyróżnia się pod względem uznawanych patentów i innych rozwiązań innowatorskich. Krosno jest „miastem szkła” czy „kryształów” – i wszyscy tak je kojarzymy, co pomaga w eksporcie tamtejszych produktów na rynki zagraniczne, z USA włącznie. Ale to duże jednostki – małe jeszcze nie widzą najczęściej takiej potrzeby. Co więcej, droga do lansowania własnej marki jest ciernista – samorządy czy radni często uznają pieniądze wydane na ten cel za wyrzucone, wójtowie czy prezydenci nierzadko mają problem z uzasadnieniem tego typu wydatków.

Jakim narzędziem są tu konkursy, takie jak „Markowy Samorząd”?

Fantastycznym. Ale żeby miały one stosowną siłę rażenia, trzeba do nich przyciągnąć ogólnopolskie media, zwłaszcza telewizje. Z tym już trudniej, bo stacje gonią wyłącznie za newsami.

Co jest atutem gminy z punktu widzenia inwestorów?

Po pierwsze, infrastruktura techniczna i społeczna, dostępność transportowa. Dostępność informacyjna w dobie Internetu nie jest już tak istotnym czynnikiem. Harmonijny rozwój na rozmaitych polach – np. jeśli Mława zaniedba inwestycje w infrastrukturę społeczną, może kiedyś stracić LG na rzecz innego miejsca. Działania promujące pozytywny wizerunek gminy. Co z tego, że mamy atuty, skoro nikt o nich nie wie.

A z punktu widzenia potencjalnych mieszkańców? Jak sprawić, żeby nasze miasteczka nie pustoszały?

Trzeba dbać o warunki życia i infrastrukturę. Weźmy Legionowo czy Grodzisk Mazowiecki: są dobrze skomunikowane z metropolią, żyje się tam wygodnie. Grodzisk pozyskał park rozrywki Adventure World Warsaw, zabiega o kolejnych inwestorów, tworzy miejsca pracy. A tym, którzy dojeżdżają do Warszawy, oferuje szybkie połączenie kolejką WKD czy dojazd autem. Poza tym to ładne miasteczko, a to ma znaczenie dla mieszkańców, również tych, którzy na co dzień przebywają w Warszawie.

Sztuka ta jest trudniejsza z perspektywy ośrodków położonych bardziej peryferyjnie. Choćby Radom ma olbrzymie kłopoty: dziś mieszka tam 230 pracujących na 1000 mieszkańców. Kilka lat temu miasto miało 230 tysięcy mieszkańców, dziś liczba ta maleje (ujemne saldo migracji) - zbliża się do 200 tysięcy. Tam migracja stanowi olbrzymi problem. To doskonały przykład, że poprawianie dziś konkurencyjności migracyjnej jest nie mniej ważne niż poprawianie konkurencyjności inwestycyjnej. W końcu – jaki sens ma mieszkanie w miejscach, w których nie ma miejsc pracy. I odwrotnie.

Jakie cele powinny sobie wyznaczyć samorządy na najbliższe lata?

Przede wszystkim te, o których już mówiliśmy: konkurencyjność inwestycyjna i migracyjna – czyli poprawianie warunków życia mieszkańców. Ponadto rozwój przedsiębiorczości, ale także efektywność wydatków ponoszonych na projekty rozwojowe, zwłaszcza te, realizujące długoterminowe cele. Ale to w szerokiej perspektywie. W nieco węższej: zwiększanie udziału dochodów własnych w budżecie, np. dookreślenie, na jakich inwestorach nam zależy, tworzących miejsca pracy wysoko- czy niskoproduktywne. Warszawa stawia na tych pierwszych, ze statystyk wynika, że Krosno – na tych drugich. Trzeba więc zdecydować się na „rodzaj inwestora” – produktywny, innowacyjny, bardziej czy mniej?

I pamiętajmy, wyznaczenie celów powinno być poprzedzone diagnozą rozwoju i jego bieżącego stanu. Dobra diagnoza pozwala formułować dobre cele strategiczne, określić projekty, ułożyć je w hierarchię. Zależy też od zasobów, w tym finansowych. Ważne jest utrzymanie ciągłości działań rozwojowych – to jeden z istotnych warunków rozwoju. Tam, gdzie zarządy zmieniają się co cztery lata, tam też często co cztery lata zmieniają się cele. A to niedobrze. Z drugiej strony, w Wielkopolsce takie zjawisko nie występuje, za to czasem widać, że tamtejsze jednostki nie proponują nowych projektów – mają już infrastrukturę, techniczną i społeczną – ale nie mają pomysłu na to, co dalej. Nadmierne uporządkowanie celów też może być słabością. Ale póki co, obyśmy tylko takie problemy mieli.

Mariusz Janik

 

Konkurs markowy samorząd to nowa inicjatywa Wolters KluwerPolska, służąca promocji dobrych

praktyk w Samorządzie. Konkurs adresowany jest do wszystkich Jednostek Samorządu Terytorialnego: gmin wiejskich, miejsko-wiejskich, miejskich, powiatów i województw

w Polsce. Konkurs pozwoli wyróżnić i nagrodzić Jednostki Samorządu Terytorialnego, którym udało się wypracować własną markę, rozwijają ją i konsekwentnie budują dobry wizerunek swojego

obszaru lub nawet regionu, a przy tym wyróżniają się dynamicznym rozwojem i dobrymi wskaźnikami

społeczno-ekonomicznymi.

niedziela, 27 styczeń 2013 20:44

Wizerunek urzędu w Internecie

Napisane przez

Jak nas widzą, tak nas piszą… takie popularne powiedzenie można również odnieść do internetowych witryn urzędów. Często na podstawie wyglądu strony internetowej instytucji dokonuje się jej pierwsza ocena. Zastanówmy się zatem, jak takie pozytywne wrażenie zbudować

Wizerunek to sposób, w jaki jesteśmy postrzegani. W Internecie mówimy o tak zwanym e-wizerunku. Jedna z głównych metod jego budowania polega na tworzeniu atrakcyjnych i czytelnych stron internetowych. Jest to niezwykle istotne, ponieważ - zgodnie z wynikiem wielu badań, tekst na ekranie komputera czytamy o około 20% wolniej niż podobny tekst drukowany na papierze. Ponadto, z uwagi na nasze przyzwyczajenia, odruchowo, zaczynamy czytanie treści na ekranie od górnego lewego rogu ekranu. Zupełnie inaczej czynią to na przykład użytkownicy Internetu w krajach arabskich, którzy zaczynają ten proces od górnego prawego rogu ekranu.

Ważne jest, aby witryna internetowa nie była zbieraniną pstrokacizny, świecidełek i innych, tzw. „upiększaczy”. Wtedy na pewno nie będzie ona czytelna. Trzeba ułożyć treść witryny w taki sposób, aby jej czytelnik natychmiast po jej otwarciu widział to, co jest naszym zdaniem najważniejsze. Czcionki nie powinny być zbyt małe i ponadto warto, by pojawiła się możliwość przeskalowywania widoku witryny w zależności od indywidualnych preferencji czytelnika.

Dla uzyskana większej łatwości w poruszaniu się po stronie stosuje się tytuły i podtytuły, punktowanie treści oraz czytelne odwołania do innych adresów stron internetowych. Warto również stosować charakterystyczne piktogramy, czyli znaki graficzne, które mają spełniać rolę odwołań do kolejnych treści. Znakomicie, jeśli kolorystyka strony jest atrakcyjna, ale stonowana. Mieszanie na jednym ekranie nadmiernej ilości kolorów ciepłych szybko zmęczy oczy czytelnika. Z tego powodu taka strona nie będzie zbyt często czytana. Najlepszym chyba rozwiązaniem jest stosowanie bazy kolorystycznej w barwach zimnych, a jedynie akcentowanie ważniejszych treści ciepłymi kolorami, na przykład czerwienią.

Nie zawsze warto też stosować najnowsze nowinki techniczne. W czytaniu treści witryny bardzo przeszkadzają wyskakujące okienka reklamowe, pływające treści, a także uporczywa muzyka w tle. Zawsze trzeba pamiętać o tym, że celem budowania witryny internetowej urzędu jest przekazywanie konkretnych treści oraz udostępnienie wybranych e-usług urzędu.

Zasada dwóch kliknięć

Po przejrzeniu bardzo wielu witryn urzędów widzimy jedną ich cechę wspólną: najczęściej stanowią one elektroniczną wersję tradycyjnej tablicy ogłoszeń urzędu z możliwością zajrzenia do mniej lub lepiej skatalogowanych rodzajów spraw i informacji. Bardzo często brakuje na stronach gradacji informacji i odpowiedniej logiki ich ułożenia. Dla czytelnika takiej witryny jest to zasadnicze utrudnienie w dotarciu do poszukiwanych przez niego treści.

Stosujmy zasadę dwóch kliknięć. Polega ona na tym, że czytelnik po pierwszej odsłonie strony klika maksymalnie dwa razy, przewijając ją do dołu, aby zobaczyć całą jej treść. Oczywiście im mniej kliknięć, tym lepiej. Najlepsze strony są takie, na których w ogóle nie klikamy i już w pierwszej odsłonie możemy zobaczyć ją całą. Strona z jednym kliknięciem (na przykład: www.sejm.gov.pl) jest lepiej zorganizowana niż strona z dwoma kliknięciami. Jeżeli natomiast zmuszamy czytelnika do klikania trzy lub więcej razy, powinniśmy rozważyć przeprojektowanie strony. Traci ona bowiem swoją czytelność i najprawdopodobniej treści ułożone powyżej drugiego kliknięcia będą czytanie stosunkowo rzadziej.

Bardzo często zajętość górnej części strony wynika z faktu, że włodarze poszczególnych urzędów bardzo dbają o to, aby w pierwszej odsłonie strony było widoczne zdjęcie wójta, burmistrza, czy prezydenta miasta. Jawi się zatem pytanie: czy witryna urzędu jest stroną promującą jej szefa, czy też narzędziem komunikacji urzędu z mieszkańcami danego terenu? W naszej opinii chodzi jednak o właściwą komunikację z mieszkańcami. Oczywiście, warto zbudować możliwość dialogu również z władzami urzędu i takowa na wielu witrynach się pojawia. Dzięki temu można budować wokół e-urzędu lokalną społeczność internetową.

BIP i ESP

Obowiązkiem każdego urzędu jest umieszczanie na swojej witrynie internetowej podstrony podmiotowej Biuletynu Informacji Publicznej (BIP). Reguły układu strony podmiotowej BIP oraz wymagania dotyczące grafiki, kolorystyki i czcionek można znaleźć pod adresem http://www.bip.gov.pl/ (przy okazji: strona główna BIP spełnia zasadę dwóch kliknięć).

Na podstawie ustawy o informatyzacji, o której pisaliśmy w grudniowym numerze naszego pisma, na stronach urzędów umieszczana jest elektroniczna skrzynka podawcza systemu ePUAP (ESP). Dzięki tej skrzynce, w połączeniu z profilem zaufanym ePUAP, można zbudować skuteczny kanał komunikacji interesariusza z urzędem. W grudniu wspomnieliśmy o tym, że nie wszystkie urzędy udostępniają na swoich witrynach internetowych ESP. Dlatego też w planowanej nowelizacji ustawy o informatyzacji minister Michał Boni zapowiedział wprowadzenie przepisów, które niejako przymuszą wszystkie urzędy do udostępnienia u siebie ESP z systemu ePUAP. Więcej informacji o tych rozwiązaniach można znaleźć pod adresem: http://epuap.gov.pl/wps/portal/

Ważna wizytówka

Witryna internetowa urzędu stanowi jego ważną wizytówkę. Jest ona również bardzo ważnym medium komunikacji z tym urzędem. Dbajmy zatem o to, aby witryna ta była rzeczywiście przydatna dla interesariusza. Ze strony urzędu powinniśmy w łatwy sposób uzyskać informacje o najważniejszych sprawach lokalnej społeczności oraz o tym, co i w jaki sposób możemy w tym urzędzie załatwić. Powinniśmy również umożliwić naszym mieszkańcom komunikację z miejscowymi włodarzami, a także skuteczne składanie pism drogą elektroniczną.

Współcześnie witryna internetowa urzędu jest dla niego tak samo ważna w codziennym funkcjonowaniu jak papier, drukarka i pieczęć. Trzeba o tym koniecznie pamiętać.

Konkurs dla Czytelników

Czy potrafimy odnaleźć strony internetowe urzędów samorządowych, które spełniają zasadę dwóch lub mniej kliknięć? Prosimy o nadsyłanie do redakcji ich adresów WWW. Będziemy o nich pisać i podawać je jako przykłady do naśladowania. 

niedziela, 27 styczeń 2013 20:42

Sekretariat – wizytówka urzędu

Napisane przez

Sekretariat to jedna najważniejszych przestrzeni w strukturze organizacyjnej urzędów w jednostkach samorządu terytorialnego.

Wielu interesantów, inwestorów, gości i przedstawicieli różnych instytucji, chcąc się spotkać z władzami gminy, powiatu, a nawet i województwa, ma w pierwszym rzędzie do czynienia z sekretariatem. Już ten pierwszy kontakt, na ogół telefoniczny, stanowi wskaźnik jakości pracy w urzędzie, szczególnie dla wielu osób, pochodzących zwłaszcza z małych gmin, które zawsze uzyskują połączenie wyłącznie z sekretariatem. Na sekretarce spoczywa wówczas obowiązek podania numeru wewnętrznego lub odrębnego telefonu stacjonarnego.

Pierwszy telefoniczny kontakt

Rozmowa telefoniczna może być oznaką profesjonalizmu lub jego braku. Sekretarka (w dalszej części tekstu będziemy używać dla uproszczenia tego właśnie terminu, mimo iż osoba kierująca sekretariatem może być asystentką lub asystentem), po odebraniu telefonu, uprzejmie wita dzwoniącego i przedstawia się. Wystarczy powiedzieć: „Dzień dobry, sekretariat burmistrza Złocieńca”. Można dodać swoje imię i nazwisko.

Telefon powinien być odebrany możliwie szybko, w przeciwnym razie dzwoniący może odnieść wrażenie, że nikogo w sekretariacie nie ma lub nie wiadomo, co robi.

Dwie pozytywne przestrzenie

Profesjonalnie urządzony i budzący pozytywne wrażenia sekretariat to bardzo ważny element wizerunku urzędu i jego gospodarza. Część dla interesantów (gości) powinna być oddzielona od części biurowej. Granicę między przestrzeniami może stanowić kontuar lub kompaktowy zestaw meblowy. Część dla gości powinna się składać ze stolika, 1-2 krzeseł i wieszaka (lub szafy) na okrycia. Jeśli gospodarz spóźnia się z przyjęciem umówionego gościa (interesanta), nie każemy mu czekać na zewnątrz. Na stoliku kładziemy aktualną prasę. Powinien znaleźć się tu dziennik o zasięgu krajowym, dziennik regionalny i ewentualnie gazeta lokalna oraz periodyk o tematyce samorządowej. Należy dołożyć starań, by przy doborze prasy nie manifestować wyraźnie poglądów politycznych włodarza, do których ma on co prawda prawo, lecz sam urząd jest najmniej stosownym do tego miejscem. Niewłaściwym byłoby tu także umieszczanie tygodników czy innych czasopism o charakterze towarzysko-plotkarskim.

Wygląd sekretariatu to ważny komunikat

Kolory ścian sekretariatu powinny być stonowane. Jeżeli umieszczamy na nich jakieś obrazy, warto, by były one raczej związane z walorami okolicy. Królować na nich powinien kalendarz wydany przez gminę, powiat lub województwo. Biurko sekretarki musi być zadbane, bez piętrzących się na nim papierów. Wbrew pozorom nie jest to przejaw pracowitości, lecz braku dobrej organizacji pracy. Na biurku nie powinny się także znajdować osobiste pamiątki (np. zdjęcia bliskich w ramkach) i gadżety np. pluszowe zwierzątka. Wystrój całości powinien stwarzać wrażenie „urzędowości”, ale i harmonii oraz osobliwego ciepła, subiektywnie postrzeganego przez interesanta (gościa).

Dobra sekretarka to skarb

O wyglądzie i funkcjonowaniu sekretariatu decyduje sekretarka. To stanowisko niekoniecznie mieści się wysoko w strukturze urzędów samorządowych. W rzeczywistości jednak jest niezwykle ważne. Od sekretarki zależy i wygląd sekretariatu i jego funkcjonowanie, a w rezultacie postrzeganie urzędu. Kompetentna i sprawna sekretarka ma głęboko zakorzenioną świadomość, że jej praca bezpośrednio rzutuje na opinię o urzędzie i jego gospodarzu.

Dziś wobec osoby zajmującej to stanowisko - coraz częściej zasadnie - są formułowane wysokie wymagania. Powinna być to osoba o miłej i pogodnej powierzchowności. Od razu dodajmy, że nie chodzi przy tym o urodę, wiek i sylwetkę. Chodzi o to, by sekretarka, wskutek np. nazbyt ascetycznego wyglądu i pewnej wyniosłości, nie stresowała dodatkowo interesanta.

Ponadto sekretarka powinna być kompetentna i doskonale znać swoje zadania. Dotyczy to szczególnie małych gmin, w których do tego stanowiska przypisane są dodatkowo pewne obowiązki administracyjno-organizacyjne (np. rejestracja przychodzącej i wychodzącej korespondencji, przydział niektórych pism, organizowanie spotkań i różnych narad u burmistrza, pisanie wielu pism okolicznościowych związanych z bieżącą działalnością gospodarza urzędu, planowanie dat świąt różnych służb, imienin VIP-ów, odpowiedzi na zaproszenia, patronaty itp.). Wiąże się to nie tylko ze znajomością reguł dotyczących sporządzania pism urzędowych i okolicznościowych, ale także ze znajomością osób pełniących różne funkcje i godności, znajomością podstawowej tytulatury, precedencji i wielu innych zagadnień.

Sekretarka i języki obce

Sekretarka powinna dość dobrze znać strukturę organizacyjną urzędu, jednostki organizacyjne oraz podległe jednostki samorządowe. Zdarza się, że interesant dodzwonił się do sekretariatu, a zamierzał połączyć się z inną jednostką. Uprzejma sekretarka nie powie, że to pomyłka i na tym poprzestanie, lecz odeśle go pod właściwy adres.

Kompetentna sekretarka posługuje się w stopniu umożliwiającym komunikację choćby jednym językiem zachodnim (zważywszy na zasięg, najlepiej gdy będzie to angielski). Na oficjalnej stronie urzędu jego włodarz widnieje na pierwszym miejscu, pierwsze z nim zatem kontakty obcokrajowca z dotyczą na ogół sekretariatu. Sekretarka może uprzejmie odesłać interesanta do kompetentnego wydziału (jednostki), by jednak to uczynić i cokolwiek wyjaśnić musi w stopniu podstawowym znać język.

Sekretarka, urządzenia biurowe i dyskrecja

Wymaganą umiejętnością na tym stanowisku jest znajomość obsługi urządzeń biurowych, w tym oczywiście licznych zastosowań komputera. Pamiętajmy, iż są jeszcze, nieliczni, ale jednak są, włodarze gmin i powiatów, którzy nie zdążyli zdobyć wiedzy i doświadczenia w tym względzie. Bywa zatem, że oficjalną pocztę elektroniczną gospodarza odbiera sekretarka i to ona pod jego dyktando udziela odpowiedzi. Niekiedy może to wynikać z czasochłonności obowiązku odpowiedzi. Do pożądanych cech osoby na tym stanowisku zaliczymy dyskrecję, bynajmniej nie dlatego że praca gospodarza urzędu obfituje w zachowania wymagające dyskrecji, lecz dlatego że w pracy w urzędzie, na ogół nie z winy gospodarza, zdarzają się różne niezręczności i lapsusy oraz widoczne są różne ludzkie przywary.

Stosowny ubiór

Nienaganna sekretarka ubiera się w ubiór stosowny do powagi instytucji zaufania publicznego. Zatem najkrócej powinny to być: garsonka lub kostium, w bluzce - długie rękawy, spódnice i sukienki sięgające kolan, na nogach pończochy (rajstopy) oraz zakryte obuwie. Skromność ma być cechą dodatków i biżuterii, a także rozcięć w składnikach odzieży. Makijaż i pedicure musi być dyskretny, a fryzura - staranna.

Kompetentna sekretarka posiada jeszcze szereg innych umiejętności zawodowych lub jest w stanie je szybko zdobyć. Należy do nich znajomość podstawowych zasad etykiety i protokołu dotyczącego zachowań w sytuacjach publicznych. Od tak prozaicznej, acz nie zawsze prawidłowo wykonanej czynności, jak podanie napojów gościom, poprzez dobór prezentów, organizację spotkań, zakup kwiatów, zamówienie poprawnej wizytówki dla szefa, dyskretne i umiejętne zwracanie uwagi na wszelkie sprawy rzutujące na jego i urzędu wizerunek, na przygotowaniu bardzo ważnego pisma kończąc.

Na końcu dodam, że bardzo dobra i skromna sekretarka to prawdziwy skarb w urzędzie. Łatwiej zastąpić wielu naczelników i dyrektorów niż jedną - naprawdę kompetentną i sprawną, sekretarkę. Prawdziwości powyższego doświadczyłem i doświadczam po wielokroć jako szef, jako gość i jako interesant.

niedziela, 27 styczeń 2013 20:30

Będzie nam go brakowało

Napisane przez

MICHAŁ KULESZA (1948–2013)

Poznałem Go prawie dwadzieścia lat temu. Na spotkaniu w Jachrance, pełnym entuzjastycznych samorządowców, przekonywał nas – polityków, dopiero wchodzących na salony polityki, do powiatów.

I wtedy, gdy sala zaśmiewała się z naszej w tej sprawie niewiedzy i bojaźni, Michał nas zdecydowanie bronił. Był świetnym mówcą, który nie bał się wystąpić przeciw sali pełnej przeciwników Jego koncepcji. I nie bał się też wystąpić jako „solidaruch”, otoczony podejrzliwością i niechęcią wobec Jego propozycji.

Potem spotykaliśmy się już dość regularnie. To z tych spotkań wynikła ustawa o wielkich miastach – program pilotażowy dla powiatów. Wspierał utworzenie Urzędu Zamówień Publicznych, napisał i przeprowadził przez Sejm ustawę o finansowaniu gmin. To wtedy Michał przekonywał się do nowych, nie-solidarnościowych elit. Przychodził z nowymi pomysłami, dotyczącymi nie tylko samorządu, a rozmowy z Nim pozwoliły nam czuć się mądrzejszymi, pozwalały nam lepiej rozumieć i czuć państwo. Umiał uczyć i przekonywać do swoich racji.

Był świetnym analitykiem, rozróżniającym sprawy ważne od błahych. Ale nawet w tych najmniej – jak się wydawało – ważnych, w niechcący rzucanych propozycjach, umiał znaleźć jądro, o którym warto było podyskutować. Czasem aż bałem się podnosić jakiś problem, bo Michał, poprawiając się na krześle, był gotów nawet godzinę poświęcić na jego wnikliwe omówienie. Traktował polityków jak swoich studentów, miał dla nich nieograniczoną ilość czasu i oceany cierpliwości. Na nieformalnych z Nim spotkaniach, kiedy przez mój pokój przewijały się masy ludzi, potrafił każdemu nowo wchodzącemu od początku wyłożyć, po raz n-ty, jakąś kwestię, o której właśnie dyskutowaliśmy.

A równocześnie umiał słuchać. Wydawało się, że koncentruje się wyłącznie na tym, co mówi rozmówca, każdą jego myśl traktował serio i albo uzupełniał rozumowanie partnera, albo też z nim polemizował. Żadnej jednak myśli, żadnej propozycji nie pozostawiał bez własnego komentarza. Tak budował poparcie dla swoich koncepcji, które uporczywie głosił, będąc w rządzie Pawlaka, a potem Buzka, jak i pozostając poza rządem.

Także wtedy, kiedy znaleźliśmy się już raczej poza polityką. Był już ciężko chory, ale nie dawał nic po sobie poznać. Zawsze do dyspozycji, czy to w uniwersyteckim budynku na Dobrej, czy też w Kancelarii Prawnej, w której pracował. Bardzo się zaangażował w pomysł budowy gminnych funduszy pożyczkowych, który z wieloma kolegami razem przygotowaliśmy i rozpoczęliśmy jego realizację. Sądził, że jest to szansa na wzbogacenie polskiego życia samorządowego. Zamiast w Sejmie, debatowaliśmy przy kawie, dokonywaliśmy oceny reform z 1998 roku, dyskutując o niezbędnych zmianach i korektach, bo choć był uparty, nigdy nie był doktrynerem. Tej otwartości na argumenty innych i tej stanowczości w realizacji projektów, które miały służyć państwu i społeczeństwu, będzie nam brakować. Żegnaj Michale!

niedziela, 27 styczeń 2013 20:16

Wychodzimy do ludzi

Napisane przez

z Wojciechem Długoborskim, Prezesem Unii Miasteczek Polskich, rozmawia Ewa Piechota

Sprawuje Pan funkcję prezesa Unii Miasteczek Polskich. Czy pomaga to Panu być zastępcą burmistrza Chojny?

Z Unią Miasteczek Polskich jestem związany od czasów, kiedy byłem burmistrzem Gryfina. Wtedy to właśnie, w 1994 r., Gmina Gryfino, na podstawie uchwały Rady Miejskiej, przystąpiła do tej korporacji samorządowej. Od tamtego okresu przez kilka kadencji pełniłem funkcję sekretarza i wiceprezesa w Zarządzie UMP. Po moim powrocie do samorządu w 2006 r. – już jako zastępca burmistrza Gminy Chojna, zostałem ponownie delegatem do UMP i powierzono mi funkcję członka Zarządu.

W VI kadencji odrodzonego samorządu terytorialnego, od 2011 r., jestem prezesem Unii Miasteczek Polskich. Funkcja ta z jednej strony wymaga aktywności i poświęcenia czasu wielu ponadregionalnym sprawom, ale z drugiej strony otwiera nowe perspektywy i ułatwia kontakty z innymi samorządami, w tym także pomaga w relacjach z rządem - za pośrednictwem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Dzięki takim uwarunkowaniom korporacje samorządowe mają lepszą orientację zarówno w zakresie prac legislacyjnych w parlamencie, jak i szerszą wiedzę o działaniach rządu i resortów związanych z samorządem. Działamy w myśl zasady „wolę brać udział w powstawaniu rozstrzygnięć, niż być o nich tylko informowany”.

Jaką rolę wobec samorządów małych miasteczek spełnia samorządowa korporacja?

Zrzeszanie się w korporacje samorządowe daje okazję do wymiany doświadczeń pomiędzy poszczególnymi samorządami. Identyfikowanie podobnych problemów, to także wspólne planowanie ich rozwiązywania. Korporacyjna współpraca pomaga w przenoszeniu tych problemów na forum rządu i parlamentu, by można było razem poszukiwać najlepszych sposobów na ich neutralizowanie. Unia Miasteczek Polskich reprezentuje interesy małych miast, a także gmin wiejskich, które zabiegają o nadanie im statusu gmin wiejsko-miejskich. Mamy wspólne problemy w zakresie redystrybucji finansów publicznych, adekwatności środków na realizację zadań w dziedzinie oświaty czy zagadnień planowania przestrzennego.

Na spotkaniu z premierem Tuskiem w listopadzie ubiegłego roku przedstawiciele korporacji samorządowych przedstawili swoją wizję finansowania samorządów. O jakie rozwiązania chodzi? Które z nich mają szansę wejść na drogę legislacyjną?

Chcieliśmy zwiększenia udziału budżetu państwa w rozłożeniu finansowej odpowiedzialności za realizację zadań nakładanych na samorządy. Zgodnie z inicjatywą obywatelską - jako samorządowcy, oczekujemy większych dochodów samorządów poprzez zwiększenie naszego udziału w podatku PIT i CIT. Z punktu widzenia rządu wydaje się to trudne do przeprowadzenia. Premier Donald Tusk powiedział, że nie widzi możliwości zwiększenia dochodów w budżecie samorządów kosztem budżetu państwa. Zdaniem premiera możliwe są jedynie rozwiązania organizacyjne i oszczędnościowe w gronie samych samorządów. Premier skłaniał się raczej do koncepcji poszukiwania takich pomysłów, które pozwolą lepiej wykorzystać przez samorządy fundusze już posiadane.

Obecnie jest prowadzona szeroka, rządowo-samorządowa dyskusja o źródłach finansowania oświaty. Odbyło się szereg spotkań w Ministerstwie Edukacji Narodowej z udziałem przedstawicieli resortu, korporacji samorządowych i związków zawodowych. Dorobkiem tych spotkań powinny być zmiany w Ustawie o systemie oświaty i Karcie Nauczyciela. Mamy nadzieję, że w I półroczu 2013 r. tymi, wypracowanymi wspólnie propozycjami, zajmie się również parlament.

Co uznaje Pan za najbardziej palący problem dotyczący Pańskiego małego miasteczka?

Niewątpliwie we wszystkich gminach musi być przeprowadzana dalsza racjonalizacja wydatków na oświatę, bo to właśnie one stanowią lwią część budżetów samorządów gminnych. W naszej gminie priorytetem jest dokończenie prowadzonych już inwestycji oświatowych oraz modelowe uregulowania w zakresie optymalnej sieci szkół na terenie gminy, w kontekście aktualnego stanu demograficznego i prognoz w tym zakresie.

W Gminie Chojna poszukujemy także najlepszego rozwiązania dla stworzenia dobrej bazy dla podmiotów niepublicznych, działających w sferze usług z zakresu ochrony zdrowia. Trwa poszukiwanie inwestora, który mógłby zagospodarować działkę, na której znajduje się niedokończony szpital z lat 80-tych.

Piętą achillesową są oczywiście drogi, administrowane przez różnych zarządców, dostępność komunikacji zbiorowej, zagospodarowanie poradzieckiego lotniska, tak aby powstały nowe miejsca pracy, czemu ma służyć lokalizacja na tych terenach Parku Przemysłowego. Oczywiście ogromnym zadaniem na kolejne lata jest nowoczesna, prorozwojowa infrastruktura komunalna, w tym wodociągi i kanalizacja, rozumiane jako rozbudowa sieci, ale także budowa proekologicznych rozwiązań lokalnych, takich jak np. mikrooczyszczalnie ścieków.

Myślimy także o pielęgnowaniu pamiątek przeszłości. Budując wzdłuż murów obronnych ścieżkę pieszo-rowerową, odsłoniliśmy średniowieczne umocnienia. Teraz musimy zająć się ich rewitalizacją – dotyczy to także bram i baszt w rejonie historycznej zabudowy starego miasta. Od wielu lat trwa odbudowa monumentalnego kościoła mariackiego. Planujemy remont kapitalny dawnego obiektu WOP w budynku stanowiącym niegdyś siedzibę przedwojennego starosty – z przeznaczeniem go na potrzeby administracji gminnej.

W jaki sposób dobry burmistrz powinien dzielić się władzą? Z kim?

To oczywiste, że odpowiedzialność organów samorządu wynika z ustawowego podziału kompetencji, ale istotą demokracji jest także delegacja kompetencji na inne podmioty niż te, pochodzące od tzw. „władzy”.

Dlatego burmistrz - jako organ wykonawczy gminy - powinien dzielić się władzą i odpowiedzialnością z innymi, musi szukać nie tylko porozumienia z radą gminy, czy akceptacji wyborczej. Potrzebna jest mu również szersza społeczna akceptacja i współdziałanie. Powinien stymulować aktywność obywatelską poprzez zlecanie zadań publicznych np. organizacjom pozarządowym, korzystać z szerokich konsultacji społecznych przeprowadzanych w różnych środowiskach przy uchwalaniu budżetu, ustalaniu kierunków wydatków inwestycyjnych, delegować kompetencje na kierowników jednostek organizacyjnych gminy jako dysponentów środków budżetowych.

Rozwój strategiczny gminy to wypadkowa różnych potrzeb i możliwości. Nie może to być realizowanie wąskich, partykularnych interesów niektórych radnych, dlatego konieczne jest dzielenie się władzą, ale i odpowiedzialnością przy otwartej kurtynie.

Kierownictwo naszej gminy, ale także radni, są otwarci na propozycje i obywatelskie pomysły. Jesteśmy powszechnie dostępni, niezależnie od terminów dyżurów. Nie zamykamy się w gabinetach, wychodzimy do ludzi, często wyjeżdżamy w teren, nie traktujemy urzędu jak zamku na szklanej górze.

Jak Pan i burmistrz Chojny współpracujecie z przedsiębiorcami?

Przedsiębiorców interesują przede wszystkim dwa rodzaje współpracy: w zakresie lokalnej polityki podatkowej - wtedy zabiegają (skutecznie) o pomoc gminy w dziedzinie podatków i opłat lokalnych (rozkładanie zobowiązań na raty, przesunięcia terminu płatności, zwolnienia podatkowe), a z drugiej strony - lokale, obiekty, tereny gminne, które mogą stymulować rozwój firm poprzez możliwość dalszego inwestowania.

Jak wygląda współpraca z gminami, z powiatem?

Wymiana doświadczeń i współpraca z gminami naszego i sąsiednich powiatów, a także europejskich miast i gmin jest bardzo inspirująca. Szczególnie cenimy sobie współpracę z partnerami z Niemiec oraz z małopolską Gminą Raciechowice. Współpraca z powiatem ma swoje blaski i cienie, ale generalnie współdziałamy z tą strukturą samorządową w dziedzinie drogownictwa, udzielając powiatowi znaczącej pomocy budżetowej w finansowaniu remontów dróg powiatowych, przebiegających na terenie naszej gminy.

W jakim zakresie rada pomaga burmistrzowi? Jak to czynią inne instytucje publiczne? Na stronie internetowej Chojny widać, jak duża jest rola szkół w mieście. Organizują one najróżniejsze akcje i uczestniczą w programach dotyczących przeciwdziałania np. patologiom, zapraszają do obchodzenia świąt narodowych, m.in. poprzez sport.

Już wcześniej podkreślałem, że w samorządzie burmistrz jak najrzadziej powinien używać słowa „ja”, a nadużywać słowa „my”. To drogowskaz dla współpracy z radami, które są zazwyczaj zbiorem różnych silnych osobowości. Trzeba się nawzajem słuchać, wypracowywać czasami trudne rozwiązania, ale mieć to „światełko z tyłu głowy”, że cel jest wspólny: dobro mieszkańców. Bo taka jest istota działalności publicznej. Pomagać, ale nie wyręczać - stymulować, ale nie przeszkadzać. To i proste, i skomplikowane. Zasada musi być także taka, że nie należy tłamsić aktywności obywatelskiej. Nie można się bać dzielenia władzą, ale należy oczekiwać od innych odpowiedzialności i wspierania siebie nawzajem.

Jak widzi Pan rolę szkoły, ośrodków kultury, czy bibliotek w kreacji wizerunku gminy?

W małych gminach świetlice wiejskie, ośrodki kultury, biblioteki, niekiedy małe muzea, są ważnym elementem promocji gminy i miejscami integracji lokalnej. Dlatego zarówno władze tych gmin, jak i społeczności lokalne dążą do właściwego utrzymania bazy tych jednostek, a także rozszerzania oferty programowej. Czynimy tak również w naszej gminie, otwierając np. nową świetlicę „Po schodkach” na Osiedlu Lotnisko.

Jakie ma Pan nadzieje związane z nowym rokiem kalendarzowym, budżetowym?

Mam świadomość, że będzie to trudny rok, ponieważ znakomita większość samorządów pozostaje na krawędzi możliwości zadłużania się. Dlatego trudno będzie spełnić wszystkie oczekiwania społeczne i plany inwestycyjne władz. Należy poszukiwać źródeł zewnętrznego finansowania, ale także oszczędności. Nie jestem hurraoptymistą, ale jako racjonalista wiem, że trzeba przetrwać, wierząc, że musi być kiedyś lepiej, o co chcemy skutecznie - jako reprezentacja małych miast - zabiegać. Z tą nadzieją pozostaję do następnego dnia, do następnego roku…

 

Wojciech Długoborski

Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia  Samorządowego

Unia Miasteczek Polskich

Zastępca Burmistrza Gminy Chojna

(Powiat Gryfiński, Województwo Zachodniopomorskie)

 

piątek, 21 grudzień 2012 12:09

Kto kogo? O problemach z pierwszeństwem

Napisane przez

Tylko człowiek obeznany z niuansami precedencji poradzi sobie z problemami, jakie mogą wynikać, zwłaszcza w czasie uroczystości, gdy łatwo o tremę. Warto, by kolejność powitania lub innego honorowania ustalić odpowiednio wcześniej.

Rozwój instytucji stałych poselstw na tle rozwoju etykiety dworskiej, do której monarchowie przywiązywali ogromną wagę, w połączeniu z niemal powszechnym wówczas poglądem o nierówności państw, zrodził problem zasady pierwszeństwa, czyli precedencji.

Od etykiety dworskiej do dyplomacji

Problem ten, traktowany jako bodajże najważniejszy w ówczesnych stosunkach dyplomatycznych, dotyczył hierarchii m.in. przy zajmowaniu miejsca przy stołach, w czasie uroczystości, czy grupowych przemarszów, w czasie przemówień, wznoszenia toastów, składaniu wizyt etc. W średniowieczu i w epokach późniejszych papież - jako głowa władzy duchownej, otwierał listę precedencji. Dopiero za nim sytuował się cesarz, po nim zaś królowie.

W 1516 r. papież Leon X niejako „uporządkował” monarchów, by zażegnać liczne spory w kwestii pierwszeństwa. Oto fragment sporządzonej listy: na czele stoi  papież, potem – cesarz i następca cesarza, za nim - król Francji, król Hiszpanii i dopiero po nich - inni królowie. Listę tychże królów zamykał król Danii, a przed nim - na trzynastym miejscu, znajdował się król Polski. Tak ustalona zasada pierwszeństwa faworyzowała jedne państwa względem innych, wprowadzając niestety liczne animozje.

Logiczne i akceptowane przez większość zasady precedencji wprowadził do świata dyplomacji - jakkolwiek w wielu kwestiach kontrowersyjny – Kongres Wiedeński w 1815 roku. To jego postanowienia legły u podstaw konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych z 1961 roku.

Etykieta na co dzień

Zasada pierwszeństwa, wprawdzie nie tak rygorystycznie jak w dyplomacji, jest jednak stosowana w różnych grupach społecznych i w różnych dziedzinach życia społecznego. Dotyczy ona określonych zachowań wśród osób różniących się płcią, wiekiem, pozycją zawodową, rolą społeczną i innymi cechami.

Nie trzeba żyć w świecie dyplomacji, by zauważyć, że życie publiczne z udziałem przedstawicieli rozlicznych instytucji władzy i innych instytucji szeroko pojętej organizacji społeczeństwa w wielu przejawach też rządzi się zasadą pierwszeństwa. Owe zasady są np. wyrazem szacunku dla majestatu Rzeczypospolitej uosabianego przez głowę państwa - Prezydenta Rzeczypospolitej. Z jednej strony reguły precedencji to również atencja dla pozycji organów stanowiących i wykonawczych oraz sądowniczych państwa etc., z drugiej zaś stanowią element organizacji społeczeństwa, wprowadzają ład, który eliminuje spory, a te powstałyby niechybnie bez owych regulacji.

Nieznajomość precedencji szkodzi

Nie sposób spotkać dziś przedstawiciela świata polityki, od poziomu centralnego poczynając, na lokalnym kończąc, który nie zetknąłby się z licznymi przykładami lapsusów w tej materii.

Na uroczystościach organizowanych przez centralne organa władzy zdarza się to rzadko. Im jednak niższy jej szczebel, tym trudniej w tym względzie. Wiele razy zdarzało się słyszeć: „witamy parlamentarzystów”, choć na uroczystości było dwoje, nie dwóch. Nierzadko zdarza się, że poseł czy senator honorowany jest za wojewodą. Ileż to razy w małej gminie wójt najpierw honoruje miejscowego plebana, później zaś resztę. Bywa, że zaproszonym gościom organizatorzy w trakcie przyjęcia każą się błąkać wokół stołu. Zdarzało się, że w ogóle nie powitano tych, na których obecności gospodarzom szczególnie zależało, wywołując niekiedy zakłopotanie i konfuzję.

Precedencja pomaga        

Współczesna precedencja kierowniczych stanowisk w państwie opiera się na porządku konstytucyjnym RP. Zgodnie z nim najwyżej usytuowany jest Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Drugie i trzecie miejsce, zgodnie z zasadą zastępstwa, przypada odpowiednio Marszałkowi Sejmu RP i Marszałkowi Senatu RP. Dopiero czwarte miejsce (zasada podległości władzy wykonawczej względem władzy ustawodawczej) przypada Prezesowi Rady Ministrów.

Istnieje powszechna zgoda co do tych czterech wymienionych, najwyższych stanowisk w państwie.

Nie ma dziś jednak w Polsce pełnej zgody co do jednej listy precedencji kierowniczych stanowisk w państwie. Jest ich kilka i praktycznie każdy organ władzy centralnej oraz dodatkowo MSZ stosuje własne zasady precedencji.

Wydaje się, iż najmniej kontrowersji budzi precedencja Kancelarii Rady Ministrów, z tą tylko uwagą, iż do pozycji 27 należałoby dodać stanowisko marszałka.

Mogłoby to wyglądać następująco: w punkcie 27 mają swoje miejsce Wojewodowie i Marszałkowie Województw. Jeśli Kancelaria Prezesa Rady Ministrów stoi na stanowisku, iż prezydenci miast stopnia wojewódzkiego również pełnią kierownicze stanowiska w państwie, słusznym byłoby umieścić ich o pozycję niżej, czyli na 28 miejscu, pozostałe przesuwając. W ten sposób otrzymalibyśmy 30 stanowisk.

APLA

Zasady precedencji (pierwszeństwa) kierowniczych stanowisk w państwie:

 

1.      Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

2.      Marszałek Sejmu RP

3.      Marszałek Senatu RP

4.      Prezes Rady Ministrów

5.      Wicemarszałkowie Sejmu RP

6.      Wicemarszałkowie Senatu RP

7.      Wiceprezesi Rady Ministrów

8.      Ministrowie – członkowie Rady Ministrów

9.      Prezes Trybunału Konstytucyjnego

10. Przewodniczący Trybunału Stanu – Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego

11. Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego

12. Prezes Najwyższej Izby Kontroli

13. Rzecznik Praw Obywatelskich

14. Prezesi (przewodniczący) urzędów, komitetów i komisji sprawujących funkcje urzędów, komitetów i komisji sprawujących funkcje naczelnych lub centralnych organów administracji państwowej

15. Przewodniczący komisji sejmowych

16. Przewodniczący komisji senackich

17. Posłowie na Sejm RP

18. Senatorowie RP

19. Sekretarze Stanu

20. Szef Kancelarii Prezydenta RP

21. Szefowie Kancelarii Sejmu i Senatu

22. Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

23. Prezesi Sądu Najwyższego

24. Podsekretarze Stanu

25. Wojsko – szef Sztabu Generalnego, dowódcy rodzajów wojsk

26. Ambasadorowie RP

27. Wojewodowie i prezydenci miast stopnia wojewódzkiego

28. Zastępcy prezesów/przewodniczących urzędów, komitetów i komisji sprawujących funkcje naczelnych lub centralnych organów administracji państwowej

29. Dyrektorzy generalni

30. Dyrektorzy

 

Lokalne uroczystości

Stanowiska w województwach, powiatach i gminach zasadniczo należałoby umieszczać w kolejności przedstawionej w tabelach.

APLA

Precedencja stanowisk administracji rządowej i samorządowej w województwie:

1.      Wojewoda

2.      Marszałek województwa

3.      Przewodniczący Sejmu Województwa

4.      Wicewojewoda

5.      Prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej

6.      Przewodniczący Samorządowego Kolegium Odwoławczego

7.      Wiceprzewodniczący Zarządu Województwa (Wicemarszałek)

8.      Wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa

9.      Członek Zarządu Województwa

10. Radny Województwa

11. Dyrektor Generalny Urzędu Wojewódzkiego

12. Skarbnik województwa

APLA

Precedencja stanowisk samorządowych w powiecie:

1.      Starosta

2.      Przewodniczący Rady Powiatu

3.      Wicestarosta

4.      Wiceprzewodniczący Rady Powiatu

5.      Członek Zarządu Powiatu

6.      Radny Powiatu

7.      Sekretarz Powiatu

8.      Skarbnik Powiatu

 

APLA

Precedencja stanowisk samorządowych w gminie:

1.      Wójt (burmistrz, prezydent)

2.      Przewodniczący rady gminy (miasta)

3.      Zastępca Wójta (burmistrza, prezydenta)

4.      Wiceprzewodniczący rady gminy (miasta)

5.      Radny gminy (miasta)

6.      Sekretarz gminy (miasta)

7.      Skarbnik gminy (miasta)


Należy pamiętać o pewnych uniwersalnych regułach. Po pierwsze: władza ustawodawcza witana jest zawsze przed wykonawczą. Nader często zdarza się jednak, iż gospodarz uroczystości wita wojewodę przed posłem czy senatorem. Parlamentarzystę należy powitać pierwszego. W przypadku równorzędnych stanowisk witamy według płci, następnie w kolejności alfabetycznej lub - w dyplomacji, w zależności od stażu zajmowanego stanowiska. Niekiedy tym kryterium może być wiek.

Zasadniczo - władza świecka przed duchowną

Kolejna zasada to pierwszeństwo szefów przed zastępcami. Nie dotyczy to relacji pomiędzy poszczególnymi szczeblami: wiceszef niższego szczebla terytorialnego (np. województwo) lub organizacyjnego (np. departament) ma pierwszeństwo przed szefem szczebla niższego (powiat, wydział).

Władzy świeckiej należne jest pierwszeństwo przed władzą duchowną. Szczególnie w takich wypadkach należy wykazać się taktem. Obecnych na uroczystościach przedstawicieli Kościoła, w szczególności hierarchów, nigdy nie witamy jako ostatnich, jako że nie pełnią kierowniczych stanowisk w państwie. Wiele zależy tu od miejsca i okoliczności oraz charakteru uroczystości. Pamiętać należy, iż przy pomocy odpowiednich zwrotów dodatkowo honorujemy takiego gościa. Nie dotyczy to oczywiście papieża, któremu przysługuje dodatkowo najwyższy honor należny głowie państwa. Trzeba pamiętać, iż wśród zaproszonych gości często bywają wybitni przedstawiciele świata kultury, nauki i innych „pozapolitycznych” dziedzin życia. Należy przy powitaniu umieścić ich odpowiednio wysoko, nie kierując się sztywno wymogami precedencji, lecz zasługami oraz autorytetem i szacunkiem, jakim dana osoba się cieszy.

Tylko człowiek na co dzień obeznany z niuansami precedencji może poradzić sobie z różnymi problemami, jakie mogą wynikać, zwłaszcza w czasie wielkiej uroczystości, gdy łatwo o tremę i zamieszanie. Warto, by kolejność powitania lub innego honorowania (miejsca za stołem, wbijanie gwoździ do sztandaru itp.) ustalić odpowiednio wcześnie i spisać. W razie zmian na liście przybyłych gości niech odpowiedzialny za kwestie organizacyjne urzędnik pomoże gospodarzowi lub osobie prowadzącej uwzględnić tę sprawę.

W razie zauważenia potknięcia (np. pominięcia ważnego gościa) należy w miarę szybko w sposób szczególnie serdeczny go powitać, przepraszając za nietakt.

Praktyczne, poprawne stosowanie zasad precedencji jest trudne nie tylko dla początkujących. W razie wątpliwości można zawsze zapytać o zasady protokołu osobę odpowiedzialną za tę sprawę w gabinecie wojewody lub marszałka.

piątek, 21 grudzień 2012 12:04

Sołtys kontra stereotypy. A to kobieta!

Napisane przez

60 lat, ludowy strój na okolicznych imprezach, a w repertuarze - kujawiaczek. Aldona Piaskowska zmienia stereotyp kobiety z kół gospodyń wiejskich.

Z urodzenia jest karsiborżanką, a od ślubu z mężem Andrzejem, czyli 24 lata – kłębowiczanką i chociaż te dwie wsie – Karsibór i Kłębowiec (w gminie Wałcz, w powiecie wałeckim) − dzieli dystans zaledwie pięciu kilometrów, długo walczyła o… szacunek i akceptację w nowym środowisku.

Najpierw chciała zostać pielęgniarką, tyle że po szkole średniej w Złotowie (powiat złotowski, województwo wielkopolskie), kształcącej w tym zawodzie, długo nie mogła znaleźć pracy, więc prawdziwe powołanie odkryła u siebie wtedy, gdy została nauczycielką… wiejską. Ukończyła pedagogikę ogólną, bibliotekoznawstwo, teraz studiuje informatykę. W szkole, w rodzinnym Karsiborze, uczy dzieci od siedmiu lat.

Powołanie do aktywności

We wsi są dwa kościoły, parę domów, popegeerowskie bloki. Taki typowy krajobraz małej wsi z 900 mieszkańcami, ale szkoła ma imię… Unii Europejskiej. Uczęszcza do niej 250 dzieci, a że Aldona Piaskowska prowadzi bibliotekę i świetlicę, zna wszystkich uczniów. Po lekcjach dzieci przychodzą do niej na kółko fotograficzne. Słabszym pomaga podciągnąć się w nauce. Często spotyka się z nimi w świetlicy nawet w soboty. Zaczyna pracę w szkole o ósmej, ale kiedy jakiś dzieciak, przychodzi z prośbą o pomoc, nigdy nie wyciąga grafiku i nie mówi, że właśnie skończyła urzędowanie.

We wsi świetlica stała się miejscem wyjątkowo uczęszczanym. – Wystarczy zapalić światło i już zjawiają się dzieciaki – pani Aldona opisuje zmiany, jakie zaszły za jej sołtysowania. – W świetlicy było też realizowanych kilkanaście działań aktywizujących społeczność wiejską, głównie projekty Lidera Wałeckiego. Moje dotyczyły przede wszystkim dzieci: „Pożyteczne wakacje” w 2008 roku i „Pożyteczne ferie” w 2010 roku.

Od dziesięciu lat, czyli trzecią kadencję, jest sołtysem. − Wystartowałam zupełnie przez przypadek, potrzebny był kontrkandydat – wspomina pierwsze wybory Aldona Piaskowska. – Ktoś zaproponował moją kandydaturę i, bez nachalnej kampanii, wygrałam. Śmieję się, że mi się to wtedy nawet spodobało. Tak zaczęłam działać.

O początkach w samorządzie mówi, że było trudno, szczególnie, kiedy trzeba było coś załatwić w gminie: − Przyszła jakaś młoda i czegoś chce. No i słyszę, że: − Nie! − A czemu nie? − Bo nie!

Szczególny dar przekonywania radnej

Ludzie we wsi mnie zaakceptowali i zaczęli okazywać poparcie, więc po czterech latach wzięłam udział w wyborach do rady gminy. Niemal trzykrotnie, gdy chodzi o liczbę głosów, zdystansowałam drugiego kandydata. W 2010 r. ta różnica się zmniejszyła − do dwukrotnej przewagi.  

W radzie gminy Wałcz zasiada dziesięciu mężczyzn i pięć kobiet. Bez parytetów osiągnęły jedną trzecią głosów. A jak to się ma do rzeczywistości? Kiedy w gminie organizuje się zawody strażackie, jest na nich dziesięciu radnych, jak festiwal potraw tradycyjnych – piętnastu.

Kiedy ma podsumować sukcesy siebie jako radnej, mówi przewrotnie, że decyduje o nich… dar przekonywania. Tyle że na ten dar pracuje i to dosłownie. Kiedy mieszkańcy Kłębowca idą naprawiać ławki, kopać dołki albo jeszcze coś cięższego, też zakasuje rękawy i pracuje razem z nimi.

W radzie została przewodniczącą Komisji Budżetu i członkiem Komisji Oświaty. Kiedy rada w zdecydowanej większości głosowała za uspołecznieniem trzech szkół na terenie gminy, była przeciw: − Zmienią się warunki finansowe nauczycieli i część z nich zrezygnuje z pracy. Ostatnio obserwuje się taką nagonkę na nauczycieli, jakby to była ich wina, że samorządy dostają za małą subwencję na prowadzenie szkół. Rząd zleca zadanie do realizacji samorządowi, nie dając mu na to wystarczających środków, czyli załatwia kwestię edukacji w białych rękawiczkach, bo pretensje z powodu negatywnych zmian w szkołach będą kierowane potem do samorządowców. Gmina zaś musi szukać oszczędności. I szuka.

Animatorka kultury

Aldona Piaskowska mocno angażuje się w Kole Gospodyń Wiejskich.

– Kłębowickie, podobnie jak inne koła, powstało zaraz po wojnie – opowiada jego historię. My nie mamy tutejszych korzeni. Nasi dziadkowie czy rodzice tu przyjechali, najczęściej ze Wschodu, z terenów dzisiejszej Litwy, Białorusi czy Ukrainy. Dlatego nie wykonujemy w kole tradycyjnych pieśni, nie mamy charakterystycznych dla regionu strojów ludowych. Bardziej nasze wspólne działanie skupia się wokół potraw czy talentów plastycznych. Do końca lat 80., dzięki dofinansowywaniu przez gminę, koło mogło się rozwijać. Zastój nastąpił w latach 90. Dopiero od 2006 r. jego działania wspiera Lider Wałecki. Kobiety dokształciły się na animatorów kultury, zaczęły pisać projekty, a te z kolei zaczęły przyciągać ludzi. Panie spotykają się raz w tygodniu, ale i zawsze wtedy, gdy jest potrzeba.

Przez gotowanie do serca

W 2008 r. ruszył w Kłębowcu Pierwszy Festiwal Potraw. Przyjechało osiem kół gospodyń wiejskich z tej samej gminy.

Raz w roku gospodynie uczestniczą w szczecińskich Dniach Dziedzictwa Kulturalnego.

– To naprawdę duża, regionalna impreza. Jedną z atrakcji jest… gotowanie na scenie. Podczas Dni Dziedzictwa w 2011 r. stanęłyśmy do rywalizacji z drużynami reprezentującymi osiem prestiżowych restauracji. Wówczas przyznano nam trzecie miejsce – wymienia sukcesy koła A. Piaskowska.

− W jury, co warto podkreślić, zasiadała Hanna Szymanderska, autorka popularnych książek kulinarnych. Gospodynie mają też na swoim koncie pierwsze miejsce za produkt tradycyjny – czarmun z czarnej porzeczki z cynamonem.

W 2010 r. w Ostrowcu (gmina Wałcz) odbyły się Pierwsze Zachodniopomorskie Spotkania Kulinarne, sfinansowane przez Program Rozwoju Obszarów Wiejskich. – Udało się zorganizować naprawdę dużą imprezę, na którą przyjechali goście z całego województwa – wspomina to wydarzenie Aldona Piaskowska. – Takie jedno wielkie gotowanie pod namiotem. Największym organizacyjnym problemem, logistycznie trudnym do przeprowadzenia, było… ściągnięcie kuchenek gazowych ze wszystkich świetlic w okolicy. W czasie spotkania, poza warsztatami na temat tradycyjnych potraw, odbył się konkurs kulinarny, a gospodynie z niejednego koła przygotowały dwie, a nawet trzy potrawy. Najgorzej było z komisją, która musiała wszystkiego spróbować.

Teraz te kobiety, które gościnnie wtedy przyjechały do Ostrowca, rozpoznają mnie, nawet jeśli spotykamy się w innym zakątku Polski.

Dla innych

W tamtym roku Aldona Piaskowska wzięła na siebie organizację Trzeciego Zachodniopomorskiego Kongresu Odnowy Wsi, który odbył się w Ośrodku Jeździeckim w Kołatniku. Sala miała typowo wiejski wystrój, była ustrojona dożynkowymi wieńcami. Pomagały jej kobiety ze wsi.

Od 2010 r. dorocznie, w maju, uczestniczy w Ogólnopolskich Spotkaniach Organizacji Działających na Obszarach Wiejskich w Marózie. – Na takich spotkaniach „łapie” się pomysły i… pieniądze – śmieje się. – Tak, dzięki nawiązywanym kontaktom, otrzymałam dofinansowanie z Fundacji Wspomagania Wsi na ferie dla dzieci.

Kolejny projekt miał zupełnie inny charakter. W Kłębowcu jest stary, osiemnastowieczny cmentarz ewangelicki, wpisany w 1985 roku przez wojewódzkiego konserwatora do rejestru zabytków. Trzeba było go uporządkować. Wyciąć stare drzewa, podnieść krzyże. Zaktywizowała do pracy pół wsi. Teraz, po „ogarnięciu” go, jak mówi, to miejsce spacerowe.

Kiedyś realizowała projekt, który miał przekonać mieszkańców Kłębowca do sortowania śmieci. Dzieci w świetlicy zrobiły ulotki i plakaty z wypisanym kodeksem ekologicznym i wszyscy razem przeszli przez wieś.

Ciągle nowe wyzwania

– Moim nowym wyzwaniem jest pomoc osobom starszym. W środowisku wiejskim trudno ich było zaktywizować, ale najważniejsze, że znaleźli się chętni. W poniedziałek dla ponaddwudziestoosobowej grupy „sześćdziesiąt plus” prowadzi w szkole kółko informatyczne. Osoby, które na nie przychodzą, założyły już sobie pocztę mailową, potrafią się zalogować i wysłać e-mail. Projekt „Aktywizacja po 60. roku życia” jest wspierany przez Ministerstwo Pracy.

Tyle jest w gminie wydarzeń, spotkań z ludźmi i pomysłów, że raz zgłosiła na swojej komisji w radzie potrzebę wydawania gminnej gazetki. Propozycja się nie przyjęła. − Jako drugi mówił o tym radny z Czechynia i widać miał większą siłę przekonywania, bo tak powstały „Wieści Gminne”, a ja podjęłam się ich redagowania – opisuje swoje kolejne zajęcie A. Piaskowska. – Redaguję je wieczorami i nocami. Czytam wszystkie wiadomości, gdzieś coś usłyszę, to też zamieszczam, piszę o ludziach, których znam, a na deser zostawiam zdjęcie, np. jak któryś z włodarzy zajada się pierogami i… dopisuję do niego historyjkę.

Strona 9 z 10

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY