Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 67.

niedziela, 25 sierpień 2013 16:53

SEKS W URZĘDZIE, CZYLI JAK TO PANIE BĘDZIE?...

Władza to podobno najlepszy afrodyzjak. Wydawałoby się więc, że za notablem panny sznurem… Tymczasem, jak Polska długa i szeroka, podbijanie niewieścich serc idzie urzędnikom, jak po grudzie. Niektórzy muszą uciec się do wykorzystywania swojej zawodowej pozycji, aby nawiązać intymne kontakty. I nie ma znaczenia, wójt to czy marszałek…  A kobieta to podwładna, czy petentka w urzędzie.

Najświeższym skandalem – który wstrząsnął wiosną bieżącego roku całym Podkarpaciem – była głośna seksafera byłego już marszałka tego województwa, Mirosława Karapyty (PSL), prawej ręki szefa klubu parlamentarnego PSL, Jana Burego. Lubelska prokuratura postawiła marszałkowi zarzuty korupcji i płatnej protekcji, a przede wszystkim uzyskiwania korzyści osobistych w postaci zaspokajania potrzeb seksualnych.

Mechanizm był prosty: podległe mu urzędniczki, którym zależało na awansie lub dalszej pracy, wiedziały, że najprostsza droga do osiągnięcia celu wiedzie przez łóżko szefa. Jedna z kobiet zgodziła się na seks z marszałkiem w zamian za przyjęcie jej do pracy w urzędzie, druga – za załatwienie sprawy, która nie leżała w jego kompetencjach. Ofiar wybujałego temperamentu marszałka mogło być nawet kilkanaście, również z okresu sprzed kilku lat, kiedy był wojewodą podkarpackim.

Prasa szybko podchwyciła temat i okrzyknęła go „seksmarszałkiem” oraz epatowała tytułami w stylu: „Dawał pracę za seks”, „Z urzędu zrobił harem”.

Uważaj, o czym mówisz przez telefon

Podkarpacki baron PSL wpadł głupio, bo przy okazji podsłuchiwania przez CBA rozmów telefonicznych pewnego biznesmena z Przeworska. Podczas jednej z nich ktoś zapewnił go, że wygrany przetarg ma w kieszeni. Po nitce do kłębka – i trafiono do marszałka Karapyty. Ustalono, że w latach 2011-2012 przyjął łapówki na łączną kwotę co najmniej 50 tysięcy złotych. Z różnych źródeł. Rolnik, który chciał uzyskać dotacje unijne, opłacał marszałkowi zagraniczne podróże, m.in. wyjazdy na narty do Włoch. Przeworski biznesmen dał mu 30 tysięcy zł za przyspieszenie wypłaty unijnych dotacji, a ktoś inny – wart 5 tysięcy komplet mebli za przyjęcie krewnej do pracy.

Najbardziej jednak zbulwersował wszystkich wątek obyczajowy, związany z seksualnymi podbojami eksmarszałka. Podobno obiecywał awans znacznie młodszym od siebie podwładnym w zamian za seks. Kobiety mu nie odmawiały, bo bały się, że stracą pracę. A znalezienie nowej jest dużym problemem na Podkarpaciu, regionie o wysokim bezrobociu. Jedna z gazet napisała, że marszałek Mirosław Karapyta wykorzystywał urzędniczki również podczas zagranicznych i krajowych podróży służbowych.

– Proszę spojrzeć, jakie ja mam otoczenie: ładne sekretarki, asystentkę – bronił się podczas rozmowy z dziennikarką Karapyta. – I te osoby powołam na świadków. Niech powiedzą, czy przez trzy lata pracy były z mojej strony jakieś propozycje – argumentował.

A jednak marszałka pod koniec kwietnia br. zaaresztowano. Usłyszał zarzuty, za które grozi mu do 10 lat więzienia. Wyszedł po czterech dniach, za poręczeniem majątkowym. Kaucję w wysokości 60 tysięcy zł wpłaciła żona. Karapyta twierdzi, że jest niewinny. – Zarzuty obyczajowe dołączono do reszty, bo się dobrze sprzedają w mediach – przekonuje w jednym z wywiadów. – Seksafera bis, tym razem w PSL? To chyba takie dywagacje, że chłopskie partie mają do tego tendencje.

Marszałek ma ogromne pretensje do partyjnych kolegów, zwłaszcza do lidera PSL na Podkarpaciu, Jana Burego, i prezesa partii Janusza Piechocińskiego. Władze PSL następnego dnia po aresztowaniu oznajmiły, że będzie odwołany ze stanowiska. Karapyta jest przekonany, że koledzy odwrócili się od niego, uznali za winnego i wydali na niego polityczny wyrok.

W jednym z wywiadów marszałek powiedział, że murem stanęła za nim tylko rodzina. Żałuje, że jego żona w 30. rocznicę ślubu otrzymała taki „prezent”.

Praca dla kochanki

Układ „praca za seks” nie zdarza się wyłącznie na Podkarpaciu. Wójt mazurskiej gminy Giby miał wielokrotnie wykorzystać seksualnie pewną mieszkankę tej miejscowości, która woli pozostać anonimowa. – Zgodziłam się na romans, bo obiecywał pracę, a ja nie miałam co jeść – opowiada dziś dziennikarzom pokrzywdzona.

I dodaje, że w maju ubiegłego roku poprosiła o pomoc gibskiego wójta, którego znała od lat – pochodzili z tej samej wsi. On zaproponował jej pracę w ramach robót publicznych i… spotkanie. – Odparłam, że jeśli będę miała pracę, to czemu nie? – kontynuuje kobieta. – Wtedy rzucił, że jeśli się zgodzę, to będę żyła „jak pączek w maśle”.

Romans trwał kilka miesięcy, do jesieni ub.r. W grudniu kobiecie skończyła się umowa o pracę. W lutym 2013 r. urzędniczki z „pośredniaka” zawiadomiły ją, że jest szansa na kolejną. Pojechała do gminy, ale tylko po to, aby się dowiedzieć, że wójt nie ma dla niej czasu. Kilka dni później została poinformowana, że nie podpisał wniosku o jej zatrudnienie. Najwyraźniej uczucie wójta się wypaliło. – Nie zależy mi na kontaktach z wójtem, ale na pracy, bo nie mam co włożyć do garnka – narzeka kobieta.

Złożyła doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. Podjęto postępowanie, które ma wyjaśnić, czy wójt nie wykorzystał krytycznej sytuacji życiowej kobiety, by doprowadzić do obcowania płciowego.

Wójt Gib twierdzi podkreśla, że oskarżenia wobec niego to pomówienie. Zgłosił tę sprawę na policji i chce, aby skarżąca poniosła karę za znieważenie i szantaż. – Romans?!... – oburza się. – To kompletna bzdura. Mogłem przewidzieć, że kiedyś przez tę panią będę miał kłopoty. Ludzie mnie przestrzegali, abym omijał ją z daleka – wzdycha. I dodaje, że nie podpisał nowej umowy z kobietą, bo nie wykonywała swoich obowiązków. A właściwie przychodziła do pracy tylko po to, by podpisać listę obecności.

Okolice Gib żyją tą historią. Zdania mieszkańców są jednak podzielone. Jedni uważają, że przecież wszyscy wiedzieli o wyjazdach wójta z kochanką na randki w plener – oczywiście w godzinach pracy. Tajemnicą poliszynela było też, że wójt zabierał „znajomą” na zakupy do Warszawy. Inni mówią jednak o zemście kobiety na, Bogu ducha winnym, mężczyźnie. Podważają jej wiarygodność, przypominając choćby, że leczy się psychiatrycznie, do niedawna nadużywała alkoholu (przeszła nawet leczenie odwykowe), „a w ogóle to specjalnie atrakcyjna nie jest i kto by ją tam chciał”.

Zapewne nieprędko poznamy prawdę. Niezaprzeczalnym faktem jest jednak to, że kobieta nie została podstępnie wykorzystana przez niedobrego urzędnika. Postawiła sprawę jasno: będzie praca, będzie seks…

Uciechy na biurku

Pięć lat temu, na początku sezonu ogórkowego, prokurator zepsuł Janowi T., dyrektorowi krakowskiego Zarządu Dróg i Transportu (obecny Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu), atrakcyjnie zapowiadający się urlop. Pan dyrektor usłyszał bowiem zarzuty molestowania seksualnego, mobbingu i korupcji.

A wszystko to przez dwie podwładne, które zgodnie zeznały, że szef zmuszał je do seksu oralnego. Prokuratura zgromadziła zeznania osób, potwierdzających wersję molestowanych kobiet. Na dodatek, pracownicy Zarządu opowiedzieli – i to w barwnych słowach – dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”, że Jan T. często zostawał w pracy po godzinach. Zamykał się z którąś z pracownic w gabinecie i, gdy ktoś czegoś od niego chciał, otwierał drzwi dopiero po kilku minutach.

Bohater całego zamieszania odmawiał jednak odpowiedzi na pytania prokuratury. Tyle że przy okazji grzebania w biurowych amorach, wyszło na jaw, że dyrektor ma też inne grzeszki na sumieniu: znęcał się psychicznie nad pracownikami, m.in. krzyczał na nich i wulgarnie wyzywał, zmuszał do pracy w dni wolne i noce, nie płacił za nadgodziny, a niepokornym odmawiał urlopów.

Okazało się też , że pan dyrektor brał łapówki. Wyjeżdżał na koszt prywatnych przedsiębiorców, współpracujących z ZDiT,  do luksusowych ośrodków wypoczynkowych. Oczywiście towarzyszyły mu wybrane pracownice...

Jan T. obecnie jest na wolności. W związku z ciążącymi na nim zarzutami korupcyjnymi (m.in. organizowania fałszywych przetargów) spędził za kratkami 21 miesięcy, ale wyszedł po wpłaceniu kaucji rzędu 300 tysięcy złotych. Regularnie pojawia się w sądzie, gdzie mówi dużo i chętnie – niestety, zdaniem obserwujących postępowanie, głównie nie na temat. Jak do tej pory, sąd oczyścił go z zarzutu nękania podwładnych, uznając że krzykiem wymuszał… prawidłowe wywiązywanie się z obowiązków. Wyrok jest nieprawomocny.

Natomiast sprawa mobbingu i molestowania seksualnego wciąż jeszcze jest w toku. I długo jeszcze będzie: na przesłuchanie oczekuje 200 świadków.

Prezydent gwałciciel

Dwa lata temu były już prezydent Olsztyna (woj. warmińsko-mazurskie), Czesław Małkowski, został oskarżony przez białostocką prokuraturę o gwałt oraz o usiłowanie gwałtu. Grozi mu do 12 lat więzienia. Sprawa jest tym brzydsza, że jego ofiarami były podległe mu urzędniczki. Zgwałcona kobieta była w zaawansowanej ciąży.

Ale to nie koniec. Gdy pięć lat temu wybuchła olsztyńska seksafera, wiele pracownic ratusza ujawniło, że były molestowane seksualnie przez prezydenta.

Czesław Małkowski przyznał się do intymnych kontaktów z jedną z podwładnych – ale zaprzeczył, jakoby doszło do tego wbrew jej woli. Spędził w areszcie pół roku. Dwa miesiące później, w listopadzie 2008 roku, mieszkańcy Olsztyna podczas referendum odwołali Małkowskiego z funkcji prezydenta miasta. Cóż z tego, skoro dwa lata później wystartował w wyborach prezydenckich i zaledwie o włos przegrał z kontrkandydatem na fotel włodarza Olsztyna, Piotrem Grzymowiczem.

Śledztwo ciągnęło się aż trzy lata, gdyż prokuratorzy uzyskali trzy sprzeczne opinie biegłych (psychologów i seksuologów) z Warszawy, Poznania oraz Krakowa. Jedna z nich wykluczała, by były olsztyński prezydent miał cechy gwałciciela. Ponadto, zdaniem biegłych, oskarżająca go urzędniczka nie zachowuje się jak zgwałcona kobieta…

Czesław Małkowski stanął przed sądem w maju 2011 r. Zdaniem prokuratury, istnieją dowody na to, że w okresie 2001-2007 molestował seksualnie cztery kobiety. O treści zarzutów śledczy mówili bardzo ogólnie: podali, że „chodzi o przestępstwa, które polegają na zgwałceniu, usiłowaniu zgwałcenia, doprowadzeniu do obcowania płciowego lub poddania się innej czynności seksualnej poprzez nadużycie stosunku zależności służbowej oraz uporczywego naruszania praw pracowniczych”. Wyrok zapadnie, być może, pod koniec bieżącego roku.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że jesienią ubiegłego roku miała miejsce premiera filmu obyczajowego „Miłość”, zainspirowanego olsztyńską seksaferą. Jego reżyser i współautor scenariusza, Sławomir Fabicki, pokazał całą historię z punktu widzenia męża pokrzywdzonej kobiety.

Szef czy pan?

Luty to najwyraźniej niedobra pora dla marszałków województw. Równo pół roku temu spektakularną wpadkę zaliczył nie tylko marszałek podkarpacki, ale i wicemarszałek opolski. Właśnie wtedy lokalna prasa napisała, w jaki sposób wicemarszałek Tomasz Kostuś (PO) traktuje podwładnych. Jego arogancja i buta nie znała granic – poniżał pracowników urzędu, nagminnie wydając im komendy takie, jak psom: „siad”, „głos”, „waruj”. Podniesiony głos i obraźliwe epitety były na porządku dziennym.  Kierowcę służbowego samochodu, który jechał zgodnie z przepisami, a zdaniem wicemarszałka za wolno, wyrzucił z auta na drodze i musiał on wędrować trzy kilometry do najbliższego przystanku PKS, by wrócić do urzędu.

Po tej publikacji, na wniosek marszałka, w urzędzie przeprowadziła kontrolę Państwowa Inspekcja Pracy. Mimo tego, że pracownikom zadawano dosyć ogólnikowe pytania (np. nie pytano o nazwisko przełożonego, ze strony którego doznawali przykrości) – z przeprowadzonego postępowania wyłonił się zatrważający obraz życia w totalitarnej instytucji. Urzędnicy skarżyli się w anonimowej ankiecie m.in. na molestowanie, nieakceptowane przez nich zachowania o charakterze seksualnym, znęcanie psychiczne i wyśmiewanie niepełnosprawności. Co istotne, inspektorzy pracy zadawali pytania jedynie pracownikom departamentów podlegających Tomaszowi Kostusiowi.

Sprawa została przez partyjnych kolegów wicemarszałka zamieciona pod dywan – mimo tego, że jeszcze w kwietniu br. szef opolskiej Platformy, poseł Leszek Korzeniowski, postawił ultimatum: albo Kostuś oczyści się z zarzutów, albo odejdzie ze stanowiska.

Mieszkanie za seks

– Ja tylko żartowałem! – bronił się Dariusz Szczepański, chojnicki radny, który wysyłał do jednej z mieszkanek tego miasta sms-y z erotycznym podtekstem. – Chciałem podtrzymać tę kobietę na duchu!

Wiosną br. burmistrz Chojnic z osłupieniem usłyszał od jednej z chojniczanek, że przewodniczący społecznej komisji mieszkaniowej, Dariusz Szczepański, wysyła do niej przez telefon komórkowy dwuznaczne wiadomości. Kobieta starała się o mieszkanie socjalne, odebrała więc sms-y radnego jako sygnał, że w Chojnicach taki lokal można załatwić za seks.

Radny w rozmowie z dziennikarzami miejscowej gazety podtrzymuje, że nie były to erotyczne propozycje. Idzie nawet krok dalej. – Ta pani nie jest w moim typie i nie interesuje mnie jako kobieta – podkreśla. Zaniepokojony burmistrz złożył jednak doniesienie do prokuratury. Tyle że śledczy nie dopatrzyli się niczego złego w postępowaniu radnego i postanowili umorzyć sprawę, gdyż ich zdaniem „zabrakło znamion czynu zabronionego”.

Żart Szczepańskiego nie spodobał się jednak jego partyjnym kolegom z Platformy Obywatelskiej. Radny został postawiony przed sądem koleżeńskim w Gdańsku oraz usunięty z klubu radnych PO w chojnickiej Radzie Miejskiej.

Podczas zbierania materiałów do artykułu korzystałam z archiwów „Dziennika”, „Gazety Olsztyńskiej”, „Gazety Pomorskiej”, „Gazety Współczesnej”, „Super Expressu”, „Niezależnego Tygodnika Opolskiego” i „Wprost”.

środa, 21 sierpień 2013 11:49

RZĄDOWE PLANY WOBEC MIAST

Rząd przyjął Projekt Założeń Krajowej Polityki Miejskiej (KPM). Jak podaje Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, podstawowymi celami dokumentu są poprawa konkurencyjności i zdolności polskich miast oraz obszarów miejskich do kreowania rozwoju, wzrostu gospodarczego i zatrudnienia.

Do końca 2020 r. do najważniejszych zadań służących rozwojowi miast należeć będzie m.in. poprawa konkurencyjności i zdolności głównych ośrodków miejskich do kreowania rozwoju, wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Ważne będzie także wzmacnianie w nich funkcji metropolitalnych, m.in.: naukowych, gospodarczych, turystycznych, kulturalnych, sportowych. Innym priorytetem ma być też wspomaganie rozwoju subregionalnych i lokalnych ośrodków miejskich – w tym niektórych obszarów wiejskich – poprzez ich wzmacnianie i przeciwdziałanie upadkowi.

Wsparcie obejmie także regiony opóźnione w rozwoju cywilizacyjnym oraz borykające się z największymi problemami gospodarczymi, o najsłabszej sieci miast.

(źródło: Portal Samorządowy)

środa, 21 sierpień 2013 11:48

PROBLEMY Z WYWOZEM ODPADÓW NA NOWYCH ZASADACH

Pomiędzy 1 i 10 lipca do wojewódzkich oddziałów Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska (GIOŚ) wpłynęły 74 skargi od mieszkańców (w sumie 131 od początku roku) w związku z naruszeniami ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach.

Właściciele nieruchomości skarżą się na niewywożenie odpadów przez firmy, zbyt małą częstotliwość ich odbioru, brak worków lub pojemników. Jak poinformował GIOŚ, zgłaszano przypadki nieprzekazywania odebranych odpadów komunalnych do regionalnych instalacji do przetwarzania odpadów komunalnych, nieprawidłowości w funkcjonowaniu regionalnych instalacji, niezorganizowania przez gminy przetargu na odbiór odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości, a także tworzenia dzikich wysypisk.

Do UOKiK docierają również sporadyczne skargi na utrudnianie wypowiedzenia dotychczasowych umów na odbiór śmieci, brak informacji o sposobie organizacji odbioru odpadów oraz brak możliwości wyboru firmy wywożącej śmieci. Gminy z kolei skarżą się Urzędowi na niemożność powierzenia własnemu zakładowi budżetowemu odbioru i zagospodarowania odpadów oraz zawyżanie cen za odbiór śmieci przez firmę obsługującą instalację RIPOK w regionie. UOKiK prowadzi blisko 30 postępowań w sprawie podejrzeń o naruszenia w przetargach na wywóz śmieci.

(źródło: Dziennik Gazeta Prawna)

środa, 14 sierpień 2013 10:39

NAJSOLIDNIEJSZE SAMORZĄDY

Dobiegła końca III edycja Programu „Rzetelni”, organizowanego przez Mazowieckie Zrzeszenie Handlu, Przemysłu i Usług oraz Pracodawców RP.

Promuje on instytucje i firmy godne zaufania, profesjonalnie wywiązujące się ze swoich zobowiązań wobec klientów, kontrahentów i pracowników, wspierające konkurencyjność na rynku, innowacyjność i efektywne zarządzanie. Certyfikat Rzetelności przyznaje się również samorządom. W 2013 r. Europejski Certyfikat „Rzetelny Samorząd” otrzymały gminy Lesznowola i Tarnowo Podgórne; Ogólnopolski Certyfikat – gmina miejska Jarosław, gmina Tarczyn i miasto Skierniewice.

Ponadto gminie Biała Rawska przyznano Łódzki Certyfikat Rzetelności, gminie i miastu Witkowo – Wielkopolski Certyfikat Rzetelności oraz gminie Jedlińsk – Mazowiecki Certyfikat Rzetelności. Ponadto certyfikatami „Rzetelnego Menedżera” uhonorowano Marię Jolantę Batycką-Wąsik, wójta gminy Lesznowola, Barbarę Galicz, burmistrza gminy Tarczyn oraz Tadeusza Czajkę, wójta gminy Tarnowo Podgórne.

Źródło: Europa 2000 Consulting Sp. z o.o.

piątek, 09 sierpień 2013 21:37

NOWI URZĘDNICY OD ŚMIECI

Wiele samorządów wyszło z założenia, że nie poradzą sobie w dotychczasowym składzie z gospodarowaniem odpadami na zmienionych zasadach.

Powstały więc nowe stanowiska: pełnomocników prezydentów, podinspektorów, doradców… ds. wdrożenia systemu gospodarowania odpadami komunalnymi, ds. zagospodarowania odpadów komunalnych, ds. gospodarki odpadami – nazwy są różne.

Najczęściej zatrudniano nowych pracowników, o wiele rzadziej – rozszerzano zakres obowiązków osób już pracujących w urzędzie. Nie wiadomo, o ile osób zwiększyła się dzięki śmieciowej ustawie armia urzędników. Tajemnicą pozostaje także wysokość wynagrodzeń specjalistów od śmieci.

Jak szacują portale branżowe, np. Praca.pl, specjalista w zakresie gospodarki odpadami może zarabiać ok. 4 tys. zł brutto miesięcznie. Zdaniem Pawła Solocha z Instytutu Sobieskiego najbardziej racjonalnym rozwiązaniem powinno być powierzenie dodatkowych zadań strukturom istniejącym już w urzędzie. – Gdy tworzy się nowe stanowiska, trudno je potem zlikwidować – wyjaśnia.

Źródło: GazetaPrawna.pl

czwartek, 08 sierpień 2013 10:18

GMINY NIE DBAJĄ O PRZESTRZEŃ PUBLICZNĄ

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak samorządy dbają o „estetykę i wartości krajobrazowe swoich nieruchomości”.

Wnioski są miażdżące: jest brzydko, brudno i bez spójnej koncepcji zagospodarowania przestrzeni publicznej, a więc np. parków, skwerów, placów, miejsc pamięci. Najgorzej jest w gminach wiejskich, nieco lepiej w miejskich. Zdecydowana większość skontrolowanych przez NIK gmin, miast, zarządów dworców oraz dróg (63 spośród 75), nie określiła zasad ani warunków zagospodarowania i utrzymania terenów publicznych.

W 16 na 27 sprawdzonych gmin było brudno, nie pielęgnowano w nich zieleni, zaniedbywano obiekty historyczne i miejsca pamięci narodowej. Większość cmentarzy wpisanych do rejestru zabytków była zarośnięta, zaśmiecona i nieogrodzona. Przy drogach leżały odpadki, a pobocza zarastała wysoka trawa. Tragicznie jest na dworcach: są nie tylko brudne, ale i w złym stanie technicznym, zagrażającym bezpieczeństwu pasażerów (np. uszkodzone nawierzchnie peronów i oświetlenie, niezabezpieczone studzienki kanalizacyjne, pozostawione fragmenty ogrodzenia).

Źródło: forsal.pl

czwartek, 08 sierpień 2013 10:17

NAJLEPSI SOŁTYSI

Krajowe Stowarzyszenie Sołtysów oraz redakcja „Gazety Sołeckiej” zorganizowały pod patronatem marszałka Senatu kolejną, jedenastą edycję konkursu „Sołtys Roku”.

Za najlepszych samorządowców 2012 r. uznano: Danutę Izydorczyk ze Starych Siołkowic, Gabrielę Puzik z Kadłuba-Wsi, Tadeusza Dolińskiego z Ligoty Dolnej oraz Zbigniewa Kawę z Kamienia Śląskiego (wszyscy z woj. opolskiego), Grażynę Więch z Ossowa i Andrzeja Piotrowskiego z Karolinowa (oboje z woj. mazowieckiego), Jolantę Szejkę z Bełku (woj. śląskie), Grażynę Ziernik z Dobrocina i Jarosława Jagielskiego z Ratowic (oboje z woj. dolnośląskiego), Bernadetę Białą ze Strzyżewa i Romana Klewenhagena z Boruszyna (oboje z woj. wielkopolskiego), Stanisława Starocha  z Majdanu Grabiny (woj. lubelskie).

Tytuł Sołtysa-Seniora otrzymała Eryka Jonek, która nieprzerwanie od 37 lat jest sołtysem w Pawłowicach na Opolszczyźnie. W konkursie na najlepszą wiejską stronę internetową „Sołectwa@ w sieci” wygrała strona www.chwaszczyno.plz woj. pomorskiego, drugie miejsce zdobyła strona www.wojcieszyce.infoz woj. lubuskiego, a trzecie – www.mikolajewice.bnx.plz woj. wielkopolskiego.

Źródło: Serwis Samorządowy PAP

poniedziałek, 05 sierpień 2013 10:06

SAMORZĄDY ODDAJĄ UNIJNE DOTACJE

Od 2008 r. anulowano 331 umów o dofinansowanie ze środków UE odnośnie projektów prowadzonych przez samorządy.

W ponad 300 stało się tak w wyniku przeprowadzonych kontroli, ale często jednostki same rezygnowały z inwestycji. Powodem był brak środków własnych. Od 2 lat spadają dochody samorządów – więc mają one mniej pieniędzy na finansowanie zaplanowanych wcześniej inwestycji. Rezygnują z tych, które nie są dla nich priorytetowe. I tak np. w styczniu br. gmina Wiślica (woj. świętokrzyskie) zrezygnowała z blisko 2 mln zł na remont obiektów zabytkowych, zaś w kwietniu dziewięć gmin z woj. opolskiego musiało oddać ok. 620 mln zł po kontroli przeprowadzonej przez urząd marszałkowski.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zapewnia, że przyznane pieniądze nie przepadają. Są one kierowane na inne inwestycje, np. z list rezerwowych. Z samorządami podpisano do tej pory ponad 26 tys. umów o dofinansowanie. Ich łączna wartość to 116 mld zł, z czego unijna pomoc wyniosła ok. 74 mld zł.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

wtorek, 23 lipiec 2013 21:33

ATRAKCJE NA WAKACJE

Tym, którzy nie zamierzają wyjeżdżać na urlop za granicę, podpowiadamy, jakie interesujące miejsca warto zobaczyć w naszym kraju. Zapewniamy, że każdy znajdzie wśród tych propozycji coś dla siebie – niezależnie od tego, dokąd się wybiera: w góry czy nad morze.

POLSKA PÓŁNOCNO-ZACHODNIA

XIX Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie. Pomiędzy 26 i 28 lipca pojawi się tam blisko półtora tysiąca współczesnych Wikingów z kilkudziesięciu krajów, by na kilka dni odtworzyć wczesnośredniowieczną społeczność. Każdy, kto odwiedzi wówczas Wolin, będzie mógł uczestniczyć w warsztatach dawnego rzemiosła, obejrzeć pokazy dawnych obrzędów, rejsy zrekonstruowanych średniowiecznych łodzi oraz… inscenizacje bitew z wykorzystaniem replik ówczesnej broni.

Rezerwat przyrody nad jeziorem Świdwie (niedaleko Szczecina). Nie lada gratka dla tych, którzy lubią obserwować ptaki. Na obszarze 890 ha żyje ich tam ponad 160 gatunków, m.in. żurawie, błotniaki, derkacze, gęsi, chruściele. Najlepiej obserwować je w stacji ornitologicznej we wsi Bolków (są tam pomosty i wieża widokowa).

Park Miniatur Latarni Morskich w Niechorzu k. Rewala. Znajduje się on u stóp oryginalnej latarni w Niechorzu, niedaleko plaży. Można w nim obejrzeć kopie wszystkich latarni morskich z polskiego Wybrzeża, od Krynicy Morskiej do Świnoujścia – w skali 1:10.

Cmentarzyska Gotów z I-III w. niedaleko Starogardu Gdańskiego, w Węsiorach i Odrach k. Kościerzyny.W lesie niedaleko miejscowości Węsiory k. Kościerzyny, znajdują się cztery pradawne kamienne kręgi (największy, ułożony z głazów o wysokości 1,5 m ma średnicę 26 m) oraz 20 kurhanów. Natomiast w sosnowym lesie na brzegu Wdy, w pobliżu wsi Odry, można natknąć się na skalne odłamki, ułożone w 10 całych kręgów i kilka niedokończonych. Najmniejszy z nich ma średnicę 15 m, największy – 33 m. W pobliżu znajduje się 30 kurhanów o średnicy 8-12 m.

Poradziecka baza rakietowa w Brzeźnicy Kolonii (k. Wałcza, niedaleko  Bornego Sulinowa). Militarna pamiątka po czasach zimnej wojny. Jeszcze 20 lat temu wstęp do lasów na północ od Wałcza był surowo wzbroniony. W okolicach Brzeźnicy Kolonii, na obszarze ponad 18 tys. ha, znajdował się poligon wojskowy oraz ukryta na nim supertajna baza rakiet średniego i dalekiego zasięgu, również przystosowanych do przenoszenia głowic jądrowych. Natomiast Borne Sulinowo, położone nad malowniczym jeziorem Pile, było 50-tysięcznym miastem-koszarami dla stacjonujących tam żołnierzy radzieckich. Plotka głosi, że istnieje pod nim drugie, podziemne miasteczko, ze szpitalem, linią kolejową i tunelami ewakuacyjnymi.

Skrzyżowanie rzek w Wągrowcu (pomiędzy Poznaniem i Piłą).Atrakcja na skalę światową! Jest ona dziełem rąk ludzkich, a nie przyrody. Skrzyżowanie rzek powstało w wyniku prac melioracyjnych w latach 30. XIX w. Ewenementem jest to, że wpadające na siebie pod kątem prostym dwie rzeki, Wełna i Nielba, nie łączą się w jeden wspólny nurt, tylko przepływając przez siebie podążają dalej, każda w swoim kierunku.

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji k. Żnina.Największa tego typu placówka w Europie. Zgromadzono w niej 17 zabytkowych parowozów (najstarszy pochodzi z 1899 r.) i 60 innych pojazdów szynowych, które przed laty jeździły po torach o szerokości 60 cm. W sezonie turystycznym (od 1 maja do 31 sierpnia) na trasie Żnin-Wenecja-Biskupin-Gąsawa kursuje „wąskotorówka” .

Kręgi UFO w Wylatowie niedaleko Gniezna. Od kilkunastu lat na polach zbóż w okolicy Wylatowa regularnie pojawiają się tajemnicze wygniecione kręgi, tzw. piktogramy. Jest wiele hipotez ich powstania. Najsłynniejsza to ta, że są miejscem lądowania przybyszów spoza Ziemi lub z przyszłości.

Muzeum Mydła i Historii Brudu w Bydgoszczy. Jedyne takie w Europie! Ekspozycja pokazuje w zabawny sposób historię higieny oraz powstawania różnych rodzajów mydeł. Bogata kolekcja przedmiotów pomagających utrzymać czystość, a więc starych maglownic, pralek, suszarek, form do wytwarzania mydła. Możliwe uczestnictwo w warsztatach, podczas których każdy własnoręcznie może zrobić unikalne mydełko o wybranym kolorze i zapachu. Adres: ul. Długa 13/17.

Jarmark Chmielo-Wikliniarski w Nowym Tomyślu k. Poznania. Warzenie piwa i wyplatanie koszyków ma w tym mieście wielowiekową tradycję. Dlatego corocznie organizowany jest w nim tradycyjny Jarmark Chmielo-Wikliniarski.  W tym roku odbędzie się on pomiędzy 23 i 25 sierpnia. Polecamy wszystkim amatorom złocistego napoju z pianką! Podczas kiermaszu handlowo-gastronomicznego można podziwiać, degustować i – oczywiście – kupować wyroby mistrzów wikliniarstwa oraz warzelnictwa. A wybór, jak zwykle, szeroki. Przy okazji warto odwiedzić tamtejsze Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa.

Skansen pszczelarski w Pszczewie k. Międzyrzecza.Zgromadzono w nim eksponaty pokazujące pracę bartnika i pszczelarza obecnie oraz w przeszłości. W zbiorach znajdują się m.in. stare ule i barcie (czyli ule z wydrążonych pni drzew, niektóre oryginalnie rzeźbione przez ludowych artystów).

Międzyrzecki Region Umocnień. Zbudowany przez Niemców w latach 30. XX w. dla obrony wschodniej granicy Rzeszy, porównywany jest z Linią Maginota. Składa się z trzech linii obronnych, z których najważniejsza jest środkowa, zbudowana z potężnych żelbetowych bunkrów. Umocnienia do niczego się jednak nie przydały – nigdy nie były objęte działaniami wojennymi. W podziemiach MRU jest rezerwat „Nietoperek”, a w nim blisko 30 tys. nietoperzy.

POLSKA PÓŁNOCNO-WSCHODNIA I ŚRODKOWA:

Kanał Elbląski. Jest najdłuższym kanałem żeglownym w Polsce, wybudowanym w połowie XIX w. Jego długość wynosi 84,2 km, a razem z odgałęzieniami – 151,7 km. Łączy Elbląg, poprzez jezioro Druzno, Drwęcę i jezioro Jeziorak, z Iławą.  Na kanale jest 5 pochylni i 2 śluzy.

Przy budowie Kanału Elbląskiego wykorzystano różnicę poziomów jezior, leżących między Ostródą i Zalewem Wiślanym, dochodzącą do 100 m. Niespotykanym nigdzie indziej w Europie rozwiązaniem jest zastosowanie zespołu 5 pochylni, po których statki są przetaczane na platformach, ustawionych na szynach. Rejsy statkiem wycieczkowym możliwe są od końca kwietnia do końca września.

Wiadukty w Stańczykach k. Suwałk (2 km od granicy z obwodem kaliningradzkim).Zaprojektowane przez włoskich architektów, przypominają nieco rzymskie akwedukty. Zostały wybudowane w latach 1907-1926. Mają 150 m długości i 42 m wysokości. Do 1945 r. przebiegała przez nie linia kolejowa z Gołdapi do Żytkiejm.

Rezerwat ornitologiczny nad jeziorem Łuknajno niedaleko Mikołajek. Ten malowniczy akwen o długości i szerokości 3 km upodobały sobie rzadkie gatunki ptaków, przede wszystkim łabędzie nieme, nury, perkozy a nawet orły. Corocznie przylatuje ich nad jezioro kilkanaście tysięcy. Jezioro jest rezerwatem przyrody, wpisanym na listę dziedzictwa przyrodniczego świata oraz objętym ochroną międzynarodową jako rezerwat biosfery w ramach programu UNESCO-MAB („Człowiek i biosfera”).

Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie k. Rucianego-Nidy. Na terenie 100 ha żyje w warunkach zbliżonych do naturalnych kilkadziesiąt gatunków zwierząt, przede wszystkim rodzimych, m.in. wilki skandynawskie, rysie, żbiki, bizony, dziki, bażanty. Atrakcją (zwłaszcza dla dzieci) jest to, że wiele z nich – np. kozy, sarny, łosie – jest na tyle oswojonych, że można je pogłaskać i nakarmić.  Park czynny jest od godziny 9 do zmroku.

Pentowo k. Tykocina – bociania wioska. W 1991 r., po huraganie który spustoszył okolicę wsi, na czubkach połamanych drzew zaczęły zakładać gniazda bociany. Obecnie jest ich 31. W 2001 r. Pentowo uzyskało tytuł Europejskiej Wsi Bocianiej, przyznawany przez niemiecką Fundację Europejskiego Dziedzictwa Przyrody Euronatur. Ptaki można podziwiać z dwóch wież obserwacyjnych.

Cerkiew obronna w Supraślu k. Białegostoku. Tę murowaną cerkiew (Monaster Zwiastowania NMP) wybudowano w latach 1503-1533 w stylu bizantyjsko-gotyckim, a odbudowano w 1985 r. Niezwykłego klimatu dodaje to, że monastyr z czterech stron otaczają barokowe budynki klasztorne z XVII i XVIII w. Warte odwiedzenia jest też miejscowe muzeum ikon.

Tatarskie Kruszyniany. Wieś zamieszkiwana przez mniejszość tatarską. Tradycja głosi, że wieś i okoliczne dobra zostały nadane Tatarom w XVII w. przez Jana III Sobieskiego.Miejscową atrakcją jestdrewniany meczet z XVIII w., jeden z dwóch najstarszych w Polsce, oraz mizar czyli cmentarz muzułmański. W obiektach gastronomicznych można spróbować kuchni tatarskiej.

Grabarka – prawosławna Jasna Góra (okolice Siemiatycz). Będąc na Podlasiu, koniecznie trzeba zwiedzić monaster św. Marty i Marii na świętej górze Grabarce. Odwiedzany jest zwłaszcza podczas święta Przemienienia Pańskiego (Spasa Izbawnika) 18 i 19 sierpnia. Przybywa tam wówczas nawet kilkanaście tysięcy pielgrzymów z krzyżami, które następnie umieszczają pomiędzy innymi, kilkoma pierścieniami otaczającymi cerkiew.

Muzeum gwizdków w Gwizdałach k. Wyszkowa. Powstało w 1999 r. Wśród eksponatów są m.in. gwizdki milicyjne, blaszane, drewniane, koguciki z gliny i gwizdki od czajników.

Środek Polski w miejscowości Piątekk. Kutna. Piątek leży w geometrycznym środku naszego kraju. Upamiętnia to pomnik na środku rynku. Są tam też kramy kupieckie z początków XIX w.

Dni cebuli w Grabowie(pow. łęczycki). Mieszkańcy tych okolic od lat specjalizują się w uprawie cebuli. Co roku, podczas wrześniowego festynu, można obejrzeć wiele jej odmian.

POLSKA POŁUDNIOWO-ZACHODNIA

Muzeum Kargula i Pawlaka w Lubomierzu k. Jeleniej Góry. To właśnie w tym dolnośląskim miasteczku Sylwester Chęciński kręcił kultową filmową trylogię. W miejscowym muzeum można obejrzeć filmowe rekwizyty. Tegoroczny XIV Ogólnopolski Festiwal Filmów Komediowych, z udziałem gwiazd polskiego kina, odbędzie się w Lubomierzu pomiędzy 12 i 15 sierpnia.

Zapora w Pilchowicachk. Jeleniej Góry. Na początku XX w. uregulowano Bóbr, m.in. poprzez spiętrzenie wód olbrzymią zaporą o wys. 62 m i dł. 300 m. Poniżej powstał sztuczny zalew o pow. 240 ha. Zapora Pilchowicka jest drugą co do wielkości sztuczną tamą w Polsce (po Solinie). Ciekawostką jest to, że na jej otwarciu w 1912 r. obecny był cesarz Wilhelm II.

Kopalnie złota w Złotoryi k. Legnicy.Niestety, ten cenny kruszec nie jest już wydobywany. Ale można zwiedzić miejscowe Muzeum Złota i XVII-wieczną kopalnię złota „Aurelia”. I sprawdzić, czy nie uda się wypłukać złocistych grudek z rwących wód górskiego potoku…

Sztolnie uranowe i park miniatur w Kowarach(Sudety). Po II wojnie światowej Kowary były miastem zamkniętym, ponieważ Rosjanie wydobywali tam uran. Obecnie udostępniono zwiedzającym podziemne korytarze byłej kopalni uranu i żelaza, liczące sobie aż 1200 m. Ciekawostką Kowar jest też Park Miniatur najciekawszych budowli regionu. Pozostało tam też wiele hoteli i pensjonatów z początków XX w., o charakterystycznej architekturze.

Chełmsko Śląskie k. Kamiennej Góry. W XVIII w. był to jeden z największych ośrodków tkactwa. Sprowadzeni z Czech tkacze zamieszkiwali w specjalnie dla nich wznoszonych drewnianych domach. Stoją one do dzisiaj w pobliżu rynku („Dwunastu Apostołów”) i przy drogach wyjazdowych z miasta („Siedmiu Braci”).

Twierdza na przełęczy w Srebrnej Górze (niedaleko Wałbrzycha). Potężną twierdzę w okolicach Srebrnej Góry zbudowano w latach 1765-1777. Ponieważ żadnym wojskom nigdy nie udało się jej zdobyć, nazywana była śląskim Gibraltarem. Twierdza składała się z trzech fortów głównych i kilkunastu pomocniczych. Można je zwiedzać od rana do zmroku. Turystom udostępniono przejście po koronie wału i wnętrza.

Tajemnicza góra Ślęża, Sobótka (niedaleko Wrocławia). Według legendy Ślęża powstała w wyniku walki, jaką anioły stoczyły z diabłami, by zasypać im wejście do piekła. Inni twierdzą, że jest ona dawnym lądowiskiem UFO. Poszukiwacze skarbów utrzymują, że we wnętrzu góry znajdują się poniemieckie sztolnie, pełne ukrytych kosztowności. Natomiast na pewno wiadomo, że na jej szczycie są ołtarze ofiarne Słowian (związane z kultem Słońca) i starożytne rzeźby kultowe, np. Mnich, Dzik, Niedźwiedź.

Krzywa Wieża i Frankenstein w Ząbkowicach Śląskich (pomiędzy Wrocławiem i Kłodzkiem). Niemiecka nazwa tego miasta to Frankenstein. Nic więc dziwnego, że każdej jesieni organizowane są w nim filmowe dni horroru, zwane Weekendem z Frankensteinem. Turystyczną atrakcją Ząbkowic jest najprawdziwsza Krzywa Wieża (gotycka strażnica i dzwonnica kościelna), odchylona od pionu o 2,14 m. Przechyliła się podczas trzęsienia ziemi w XVI w.

Bajkowy zamek w Mosznej k. Prudnika. Eklektyczny, XIX-wieczny pałac przypomina powiększony zamek disneyowskiej Śpiącej Królewny. Ma 99 wież i składa się z 365 pomieszczeń. Koniecznie trzeba go zobaczyć, nie tylko będąc dzieckiem!

Największa dziura w ziemi: Kleszczów k. Bełchatowa. Tereny kopalni węgla brunatnego, tzw. odkrywki, mają 8 km długości, 3 km szerokości i 280 m głębokości. Można je obejrzeć z punktów widokowych Kleszczowie, Żłobnicy i ze zwałowiska – Góry Kamieńsk.

Podziemna żegluga w Tarnowskich Górach. Po kopalni tzw. galmanów, czynnej w XVIII i XIX w., pozostał szyb „Staszic”, od którego rozchodzą się długie podziemne korytarze, wypełnione wodą. Turystom udostępniono do zwiedzania sztolnię „Czarnego Pstrąga”, do której przewożeni są na łodziach. Atrakcją na europejskim poziomie jest także znajdująca się w Tarnowskich Górach zabytkowa kopalnia srebra i ołowiu, w której można zwiedzać 1,5 km chodników i obejrzeć, specjalnie zaaranżowane, dawne górnicze stanowiska pracy.

Elektrownia w środku góry, Międzybrodzie Żywieckie (okolice Bielska-Białej). Góra Żar jest chętnie odwiedzana przez lotniarzy i pilotów szybowcowych. Na jej szczycie znajduje się ogromny zbiornik wodny elektrowni szczytowo-pompowej. Żar znany jest z nietypowego zjawiska. Na prowadzącej na jej szczyt asfaltowej drodze przedmioty toczą się powoli… w górę, wbrew prawu grawitacji. Nie wiadomo, dlaczego.

POLSKA POŁUDNIOWO-WSCHODNIA

Muzeum Zegarów w Jędrzejowie k. Kielc. W Muzeum im. Przypkowskich zgromadzono ok. 600 czasomierzy. Są wśród nich zegary słoneczne, klepsydry piaskowe, zegary japońskie, francuskie i niemieckie. Można także obejrzeć naczynia i wyposażenie dawnych aptek .

Zamek Krzyżtopór w miejscowości Ujazd k. Tarnobrzega. Ten warowny zamek wzniesiono w latach 1627-1644 dla magnackiego rodu Ossolińskich. Przetrwał zaledwie kilkanaście lat – został zrujnowany podczas szwedzkiego potopu. Podobno na zamku było 365okien (tyle, ile dni w roku), 52 komnaty (tyle jest w roku tygodni) i 4 wieże (tyle jest pór roku).

Park Jurajski, Bałtów (niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego). Na trzyhektarowym terenie ustawiono kilkadziesiąt makiet dinozaurów naturalnych rozmiarów. Można tam też zwiedzić Muzeum Jurajskie i Zwierzyniec Bałtowski, przejechać się na rollercoasterze, powspinać na tzw. tyrolce (wiszących mostkach z lin), spłynąć tratwą lub kajakiem rzeką Kamienną. Jest też Kino Emocji – Cinema 5D.

Pomnik chrząszcza w Szczebrzeszynie. Miasto znane z powiedzonka o brzęczącym owadzie doceniło jego zasługi dla spopularyzowania nazwy miejscowości w świecie i… uhonorowało go dwumetrowym pomnikiem z lipowego drewna.

Ogólnopolskie Święto Chmielarzy i Piwowarów „Chmielaki Krasnostawskie”, Krasnystaw, 23-25 sierpnia. Dla osób z branży –warsztaty i seminaria. Dla wszystkich miłośników złocistego napoju z pianką – koncerty i występy kabaretowe.Dodatkowo: wybory Miss Chmielaków, Konsumencki Konkurs Piw, kiermasz rękodzieła.

Muzeum Dobranocek w Rzeszowie (d. Muzeum Dobranocek PRL-u). Mieści się w uroczej kamieniczce niedaleko Rynku, w starej części miasta. Istnieje od 5 lat. Poza kukiełkami z filmów znajdują się tam – związane tematycznie z dobranockami – zabawki, książki, plakaty, a nawet opakowania żywności. Ozdobą kolekcji są oryginalne lalki z filmów „Przygody misia Colargola”, „Miś Uszatek”, „Plastusiowy pamiętnik”, „Maurycy i Hawranek”.

Muzeum strachów polnych w Lubeni k. Rzeszowa. To jedyne tego typu muzeum na świecie! Zgromadzono w nim ponad setkę eksponatów z Małopolski, Mazowsza, Śląska, Podlasia, Lubelszczyzny. Są też strachy ze Słowacji i Ukrainy.

Szyby naftowe w Bóbrce k. Krosna. W 1854 r. Ignacy Łukasiewicz założył w Bóbrce pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej. Obecnie jest tam skansen przemysłu naftowego.

Kolejka wąskotorowa w Bieszczadach. Kursuje na trasie Majdan-Przysłup, z przystankami w Cisnej i Dołżycy.

Bieszczadzkie Spotkania ze Sztuką „Rozsypaniec”, Cisna-Dołżyca (d. Festiwal Sztuki Różnej „Bieszczadzkie Anioły”). Impreza co roku gromadzi kilka tysięcy miłośników poezji śpiewanej. Podczas niej odbywają się m.in. konkurs piosenki i poezji, targi rękodzieła. Gośćmi tegorocznych Spotkań (15-18 sierpnia) będą: Maciej Balcar z zespołem „Nie-bo”, Marek Andrzejewski i zespół „ U Studni”.

poniedziałek, 24 czerwiec 2013 23:51

10 GRZECHÓW REWOLUCJI ŚMIECIOWEJ

Stworzony na chybcika akt prawny okazał się kolejnym bublem, nie tylko legislacyjnym. Otwiera szerokie pole do korupcji, pozwala na inwigilowanie obywateli, grozi zanieczyszczeniem środowiska, zwiększa ryzyko epidemii, a przede wszystkim – uwalnia mechanizmy sprawowania władzy w sposób niedemokratyczny.

Już niedługo wszyscy boleśnie odczujemy skutki nowych pomysłów na uprzątnięcie naszych śmieci. Nowe przepisy nie tylko uderzą nas po kieszeniach, ale także pozbawią wpływu na to, kiedy i przez kogo odpadki będą wywożone. Jedyni zadowoleni to urzędnicy, bo – dzięki wywindowaniu cen na wyższe od rynkowych – dostaną od firm wywożących śmieci sowite wynagrodzenie, a do gminnych kas ściągną tyle, ile akurat potrzeba.

Z drugiej strony można być pełnym podziwu dla pomysłowości samorządowych biurokratów, którzy wymyślili ten swoisty megaprzekręt. Najpierw z wielkim trudem i mozołem nie potrafili przez półtora roku sprawnie przeprowadzić przetargu na wywóz nieczystości, a potem stworzyli perpetuum mobile, czyli kurę znoszącą im złote jajka… za nasze pieniądze.

Przygotowaliśmy listę najważniejszych min, jakie skrzętnie ukryto gdzieś między wierszami nowego prawa. Oto dziesięć najważniejszych.

1.      Władza sięga po rozwiązania typowe dla wczesnego socjalizmu

Prawie ćwierć wieku po transformacji ustrojowej politycy fundują nam ustawę, która pozwala na powrót do gospodarowania w sposób typowy dla lat 50. ubiegłego wieku. Lokalne organy władzy odgórnie mają decydować, jak zorganizować system wywozu śmieci i usług komunalnych, bez których nie da się żyć nawet w najmniejszej miejscowości. Co więcej, to urzędnicy wyznaczą firmy mające świadczyć te usługi, określą wysokość należnych opłat oraz wynagrodzeń dla ich wykonawców. A wszystko to bez pytania o zdanie obywateli, za których pieniądze (wcale niemałe!) ma to wszystko funkcjonować.

Ponadto drobiazgowe zarządzanie przez lokalne władze wymagać będzie zatrudnienia w tym celu coraz większej liczby urzędników. Koszty rozrostu biurokracji ponosić będziemy my – podatnicy. Całe niebezpieczeństwo polega też na tym, że stworzono pewien precedens: na razie narzucono metodę zagospodarowywania odpadów, ale czy politycy nie zechcą pójść tym śladem również w innych kwestiach?

2.      Korupcji tak!

Nie bez powodu ustawę śmieciową nazwano jedną z najbardziej korupcjogennych ustaw. Otworzyła przed nieuczciwym urzędnikiem nowe okazje do wzięcia łapówki: za przekazaną pod stołem kopertę może wybrać firmę, która wygra przetarg (przykrojony na miarę tejże firmy), a za drugą – podwyższyć opłaty za wywóz śmieci. Nawet co roku. Może też ustawić przetarg pod specjalnie powstałą w tym celu firmę, należącą formalnie np. do członka jego dalszej rodziny.

Innym niebezpieczeństwem jest takie ustalanie warunków przetargu, aby wygrała ją spółka miejska (dobrym przykładem jest Warszawa). A kto wie, czy życzliwy urzędnik w zamian nie otrzyma w niej ciepłej posadki…

3.      Państwo jak Wielki Brat

Gminy wykazały niebywałą kreatywność przy sporządzaniu wzorów deklaracji dotyczących opłat za wywóz śmieci. Szkoda tylko, że wszystkie ich wysiłki poszły w kierunku wyciągnięcia od właścicieli nieruchomości jak największej ilości danych osobowych, również dotyczących ich domowników.

- Gminy mogą pozyskiwać dane dotyczące liczby osób zamieszkujących w lokalu, powierzchni nieruchomości oraz tego, czy chcemy segregować śmieci, bo są to informacje niezbędne do ustalenia opłaty za wywóz śmieci – mówi „Gminie” dr Wojciech Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. – Mogą także gromadzić dane dotyczące sposobu kontaktowania się z właścicielem nieruchomości, a więc z osobą, która jest odpowiedzialna za wypełnienie obowiązków wynikających z ustawy – dodaje.

Zbieranie innych informacji wykracza poza zakres niezbędny do osiągnięcia celu, jakim jest realizacja zadań związanych z gospodarowaniem odpadami komunalnymi. Zdaniem GIODO, niedopuszczalne jest więc domaganie się np. imion, nazwisk i numerów PESEL wszystkich osób zamieszkujących w danym lokalu czy określenia stopnia pokrewieństwa między nimi. Aby wyliczyć wysokość opłaty za wywóz śmieci, nie trzeba też znać zawodu osoby, która będzie ją uiszczać, ani miejsca jej zatrudnienia. A takich właśnie danych domagają się w ankietach niektóre gminy.

– Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić ani udostępniać innych informacji o obywatelach niż to niezbędne w demokratycznym państwie prawnym – podkreśla dr Wojciech Wiewiórowski. I dodaje, że niezbędności informacji nie można mylić z ich przydatnością, a zbierania danych uzasadniać ekonomią czy logiką.

Gminna uchwała nie może więc zmuszać obywateli do ujawniania danych wykraczających ponad to, co jest absolutnie konieczne do realizacji danego zadania.

4.      Drogo, a będzie drożej

Przeciętny Kowalski nie będzie miał żadnego wpływu ani na to, kto wywozi jego śmieci, ani – za ile. Do tej pory (o ile nie mieszka w bloku) sam mógł poszukać firmy i wybrać najtańszą. Teraz będzie za niego decydowała gmina: urzędnicy wskażą firmę i wyznaczą wysokość opłat. Jak wiemy, już teraz, na początku obowiązywania ustawy śmieciowej, są one bardzo wysokie, kilkakrotnie wyższe niż dotychczas. Nie ma żadnego mechanizmu, wymuszającego obniżanie cen  wywozu nieczystości. W rzeczywistości firmy nie muszą kusić konkurencyjnymi stawkami. I tak wyboru jednej z nich dokona gmina, a my zapłacimy, ile trzeba – bo nie mamy innego wyjścia.

Firmie, która dogada się z gminnymi urzędnikami, będzie się opłacało windować stawki, bo wtedy więcej zarobi. Gmina ma zaś prawo zażądać od nas za wywóz śmieci praktycznie tyle, ile zechce, nawet trzykrotnie więcej niż zapłaci wykonawcy tej usługi – a nadwyżkę przeznaczyć np. na podwyżkę płac urzędników lub budowę kolejnego aquaparku.

Poza tym – monopolista nie musi dbać o jakość usług. My i tak nie mamy wyboru… A nawet prawa głosu, prawa do upominania się o rzetelne wywiązywanie się z tego, za co płacimy. Drugą stroną umowy, a więc klientem firmy od wywozu śmieci, jest przecież gmina.

5.      Śmiecą ludzie czy metry kwadratowe?

Ustawa śmieciowa pozostawiła gminom wybór metody kalkulacji kosztów wywozu odpadków. Okazało się, że pomysłowość gminnych radnych nie zna granic. Wielu z nich zupełnie na poważnie zastanawiało się, czy wyznaczając opłatę za wywożenie śmieci należy brać pod uwagę liczbę osób mieszkających w lokalu, jego metraż czy… ilość zużywanej w nim wody. Dla niezorientowanych: za odprowadzanie ścieków płacimy oddzielnie.

6.      Udowodnij, że nie jesteś wielbłądem

Wciąż jesteśmy krajem, w którym nie wystarcza złożenie przez obywatela oświadczenia, np. o liczbie osób mieszkających w jego nieruchomości. Musi to udokumentować pisemnym zaświadczeniem, najlepiej z pieczątką jakiegoś urzędu. Gminy żądają więc dołączenia do ankiety śmieciowej dokumentów potwierdzających, że osoba zameldowana pod danym adresem jest obecnie np. zatrudniona w innej miejscowości, przebywa w więzieniu, domu dziecka lub domu opieki społecznej.

Rada Gminy Puławy wymagała dla udokumentowania różnicy między liczbą osób zameldowanych, a zamieszkałych na terenie danej nieruchomości, zaświadczeń o zamieszkiwaniu na terenie innej gminy, w innym lokalu lub kraju. Wytknęła to urzędnikom lubelska Regionalna Izba Obrachunkowa, tłumacząc że „udokumentowanie pobytu osób zameldowanych w nieruchomości objętej deklaracją, ale przebywających poza nią, w oczywisty sposób nie dotyczy danych objętych deklaracją. Obejmuje ona bowiem – zgodnie z regulacjami ustawy – liczbę osób zamieszkujących nieruchomość, a nie osób zameldowanych”.

7.      Do kary śmierci włącznie?

Gminy straszą nas odpowiedzialnością karną za umieszczenie w ankiecie nieprawdziwych informacji. Niektóre nawet precyzują, że z wynika to z  art. 233 par. 1 Kodeksu karnego. Za złożenie fałszywego oświadczenia groziłyby nam nawet trzy lata więzienia.

Tymczasem jest to niezgodne z prawem! Zdaniem GIODO gmina nie ma prawa, by w drodze uchwały wprowadzać rygor odpowiedzialności karnej, gdyż mógłby on wynikać co najwyżej z treści aktu rangi ustawy. A ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nie przewiduje takiej możliwości.

8.      Nie zadeklarowałeś – będziesz więcej płacił

Kolejnym minusem ustawy – a jednocześnie przykładem nieliczenia się z obywatelem – jest to, że osoby, które nie złożą ankiet śmieciowych, będą musiały płacić za wywóz nieczystości tyle, ile zażąda gmina. Za karę?

– Niezłożenie deklaracji lub podanie w niej nieprawdziwych informacji wpłynie na wysokość opłaty za śmieci – podkreśla w rozmowie z „Gminą” Paweł Mikusek, rzecznik prasowy Ministerstwa Środowiska. – Władze gminy samodzielnie, szacunkowo określą pobierane stawki.

9.      Odpowiedzialność zbiorowa górą

Nie pomyślano w ustawie także o mieszkańcach bloków. Może się okazać, że odpadki we wspólnym śmietniku nie są posegregowane, bo część sąsiadów tego nie robi i wrzuca wszystko „jak leci” do jednego pojemnika. Co się wtedy stanie? Najprawdopodobniej, zgodnie z ustawą, wszyscy mieszkańcy budynku za karę zapłacą więcej za wywóz śmieci. Można więc zapytać, po co w takim razie deklarowali w ankietach, że będą sortować odpadki?

10.  Brud, smród i choroby

Trudno wyobrazić sobie konsekwencje zbyt długiego niewywożenia śmieci. Przepełnione śmietniki, odpadki wysypujące się z pojemników, a do tego np. 30-stopniowy upał. Odór, muchy i szczury. Jest to całkiem realny scenariusz, bo gminy przewidują usuwanie odpadków 2-4 razy w miesiącu.

- Nie wyobrażam sobie tego – denerwuje się prosząca o anonimowość wieloletnia administratorka dużego osiedla. – Toniemy w śmieciach już po przedłużonym do trzech dni weekendzie. Podczas wielkiej majówki, kiedy cała Polska świętowała przez pięć dni, od środy do niedzieli, musieliśmy zamawiać na sobotę dodatkowy wywóz śmieci. Tak to wygląda w przypadku budynku, w którym jest 150 lokali i blisko 500 mieszkańców.

Zdecydowanie spokojniej ocenia sytuację dr n. med. inż. Krzysztof Kanclerski z Zakładu Zwalczania Skażeń Biologicznych Państwowego Zakładu Higieny. – Wywożenie śmieci w odstępach jednotygodniowych w zupełności wystarczaw przypadkuodpadów biodegradowalnych – zastrzega w rozmowie z „Gminą”. – Dla szkła, plastiku czy papieru okres ten może być znacznie dłuższy. Przy czym odbiorca powinien dostarczyć taką liczbę odpowiednio dużych kontenerów, aby pomieściły wszystkie gromadzone w tym czasie odpady. Jest to szczególnie istotne w przypadku dużych budynków i osiedli. Ponadto powinno się zastrzec w umowie, że firma będzie również odbierała śmieci „w miarę potrzeb”, tzn. także wtedy, gdy kontenery zapełnią się w okresie krótszym niż wyznaczony. Może to np. dotyczyć okresów przedświątecznych, świąt lub różnego rodzaju uroczystości – dodaje.

Żadnego zagrożenia nie widzi za to Główny Inspektorat Sanitarny. Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS, twierdzi, że krótkotrwałe perturbacje z odbiorem śmieci nie będą niosły żadnych zagrożeń dla naszego zdrowia. – Gdyby taki stan miał potrwać dłużej (np. przez wiele miesięcy), to nagromadzenie znacznych ilości odpadów komunalnych groziłoby skażeniem powietrza, wód gruntowych i powierzchniowych – mówi jednak „Gminie”. – Mogłoby zatem stworzyć zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne, z uwagi na duży udział substancji organicznych, sprzyjających rozwojowi mikroorganizmów chorobotwórczych.

Władze jak zwykle nie widzą problemu. Czy tym razem też jakoś to będzie?

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY