Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

Dialog z mieszkańcami, poprawa jakości powietrza, stworzenie reprezentacyjnego miejsca spotkań, to niektóre z postulatów przedstawionych przez gliwickich aktywistów miejskich. Na razie weszli w skład ogólnopolskiej, samorządowej inicjatywy (Porozumienie Ruchów Miejskich), ale nie ukrywają, że trwają prace nad stworzeniem komitetu obywatelskiego "Gliwice to MY", który ma powalczyć o mandaty do Rady Miasta w nadchodzących wyborach samorządowych. Na zorganizowanej konferencji, pojawili się oprócz liderki ruchu Małgorzaty Tkacz-Janik, m.in. Joanna Bojarska-Chemali z RO Wójtowa Wieś, pasjonat historii Gliwic Marian Jabłoński i współtwórca Rady Gliwickich Organizacji Pozarządowych Ryszard Malec. - Gliwice to my, a my to mieszkańcy. Chcemy stawiać na ludzki wymiar miasta. Stwórzmy, wymyślmy i naprawmy sobie miasto. Nie podoba nam się funkcjonowanie samorządu w obecnym kształcie. Na sesjach Rady Miasta niejednokrotnie rozmawia się o tym co nie dotyczy mieszkańców wprost, tylko np. poszczególnych spółek miasta - mówi Małgorzata Tkacz-Janik, liderka ruchu i kandydatka na prezydenta Gliwic. Obecnie bezpartyjna, wcześniej przez lata związana z partią Zieloni 2004. Ruch obywatelski "Gliwice to MY" wkrótce przekształci się w komitet obywatelski. Trwają prace nad programem, listami i formułą marketingową przyszłej kampanii. Jednak ze względów formalnoprawnych, dopóki kampania nie zostanie oficjalnie rozpoczęta, przedstawiciele ruchu unikają rozmowy o personaliach i szczegółowych planach dla miasta. - Gliwice, rządzone od 21 lat nieprzerwanie przez prezydenta Zygmunta Frankiewicza, są kolejnym miejscem, gdzie społecznicy włączają się w Porozumienie Ruchów Miejskich. Nie przypadkiem: jedno z haseł zawartego Porozumienia brzmi „Stop samorządowym dinozaurom”. Bilans rządów Frankiewicza to między innymi jedyna po 1989 roku likwidacja całej sieci tramwajowej w mieście, droga szybkiego ruchu dzieląca centrum miasta na pół i powracające liczne zarzuty dotyczące nieprawidłowości w miejskich spółkach - napisali w informacji prasowej. Porozumienie Ruchów Miejskich zawiązane zostało 8 lipca w Warszawie przez obywatelskie inicjatywy z 6 miast: Krakowa, Gdańska, Płocka, Poznania, Torunia i Warszawy. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Szpitale połączone siecią informatyczną umożliwiającą przesyłanie wyników badań i konsultowanie trudnych przypadków, ustandaryzowana dokumentacja medyczna bez konieczności zbierania papierowych wydruków i klisz rentgenowskich, system monitorowania zasobów szpitalnych na potrzeby zarządzania kryzysowego – leczenie i zarządzanie ochroną zdrowia w Kujawsko-Pomorskiem wkracza w erę nowoczesności. W stworzonym i prowadzonym przez marszałkowską administrację województwa projekcie e-Zdrowie uczestniczy 25 lecznic w całym regionie - od największych, takich jak bydgoskie Centrum Onkologii i szpitale uniwersyteckie, po placówki powiatowe. Na przedsięwzięcie składają się: * budowa i modernizacja wewnętrznych sieci teleinformatycznych, * ucyfrowienie diagnostyki obrazowej i archiwizacji szpitalnych danych, * informatyzacja systemów zarządzania i logistyki w placówkach, * budowa regionalnego portalu informacyjnego z elektronicznym repozytorium wyników badań oraz systemami umożliwiającymi zarządzanie profilaktyką zdrowotną, * monitorowanie zasobów szpitalnych na potrzeby zarządzania kryzysowego. W praktyce oznacza to położenie nowych kabli oraz instalację serwerów i innych urządzeń kierujących ruchem w sieciach; dostawy komputerów i oprogramowania oraz przystawek pozwalających na uzyskiwania cyfrowego zapisu obrazu w starszych (analogowych, opartych na kliszach) typach aparatów rentgenowskich; pomoc placówkom we wdrożeniu nowoczesnych systemów informatycznych zarządzania zasobami (elektroniczny obieg wewnętrznych dokumentów, w tym na przykład zamówień składanych przez oddziały w szpitalnych aptekach), z czym łączą się szkolenia dla personelu; zbudowanie medycznej platformy internetowej umożliwiającej gromadzenie i wymianę danych medycznych oraz monitorowanie zasobów dla wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. - Wyeliminujemy w ten sposób częste obecnie powtarzanie nieobojętnych przecież dla organizmu badań, przede wszystkim tych z zakresu diagnostyki obrazowej, ordynowanych dzisiaj standardowo gdy leczony w powiatowym szpitalu pacjent trafia na przykład do szpitala uniwersyteckiego. Uznaje się bowiem, że zapis obrazu na kliszy trudno porównywać z zapisem na twardym dysku. Repozytorium badań umożliwi konsultacje specjalistyczne online, a cały system wyeliminowanie części „papierowego" obrotu dokumentów - podkreśla marszałek Piotr Całbecki. Obecnie finiszuje warta 4 miliony złotych pierwsza część projektu, polegająca na modernizacji, a w niektórych placówkach na budowie od podstaw szpitalnych sieci informatycznych. Prace zakończono już Szpitalu Miejskim w Toruniu oraz szpitalach powiatowych w Rypinie, Mogilnie (z oddziałem w Strzelnie), Lipnie, Tucholi, Żninie i Więcborku, zakończenie pozostałych w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Województwo przygotowuje dokumentację dotyczącą procedur przetargowych na dostawy komputerów i oprogramowania oraz pozostałego sprzętu, w tym urządzeń do cyfryzacji diagnostyki obrazowej. Trwają też zaawansowane przygotowania do realizacji pozostałych elementów projektu. Całość będzie działać jesienią 2015. Pakiet e-Zdrowie to część większego projektu informatyzacyjnego dedykowanego odbiorcom usług publicznych oraz strukturom i zespołom organizującym i realizującym te usługi. Wartość całości to 105,5 miliona złotych, wartość inwestycji w medycznej części projektu wynosi 48 mln złotych. Część przedsięwzięć już zakończono, wszystko będzie działać jesienią 2015. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
czwartek, 24 lipiec 2014 19:43

SIERPNIOWA UCZTA FILMOWA

Wakacje to idealny moment na to, by oddać się filmowym pasjom. Zarówno ze względu na to, że mamy więcej wolnego czasu, ale też dlatego, iż organizatorzy imprez kulturalnych przygotowują na czas kanikuły doskonały wybór festiwali rozsianych po całym kraju. Oddajemy zatem w ręce czytelników krótki przewodnik po najciekawszych sierpniowych festiwalach filmowych.

Wybór może być jednak trudny – zwłaszcza, że większość festiwali została zaplanowana w podobnych terminach. Przed nami więc dylematy: imprezy stricte filmowe czy festiwale sztuk, których częścią są pokazy filmowe? Przeglądy kina wszelkich gatunków czy też te specjalistyczne, skoncentrowane na konkretnych gatunkach? Wybierajcie sami, powodzenia!

8. Festiwal Filmu i Sztuki DWA BRZEGI

Już 2 sierpnia wystartuje festiwal w Kazimierzu Dolnym – Janowcu nad Wisłą. To przedsięwzięcie multimedialne – z założenia organizatorzy chcą łączyć, twórców z odbiorcami, ale też rozmaite rodzaje sztuk: film, literaturę, muzykę, sztuki wizualne. Dwa Brzegi są więc wysmakowane, koneserskie, trudniejsze w odbiorze niż inne festiwale – a zarazem, dla widza wyrafinowanego, znacznie ciekawsze niż pozostałe imprezy tego typu, z reguły oparte na podobnych scenariuszach.

W Kazimierzu Dolnym możemy więc zobaczyć kino polskie i zagraniczne, nierzadko premierowe – i raczej to, które zwykliśmy określać mianem ambitnego, niezależnego, undergroundowego. W repertuarze znajdziemy najważniejsze filmy ubiegłego roku, ale też spektakle teatralne, wystawy czy koncerty. Typową próbką inwencji organizatorów będzie w tym roku choćby połączenie pieśni wykonywanych przez Stanisława Soykę do wierszy Bolesława Leśmiana, czy premiera zremasterowanej wersji dzieła „Brzezina” Andrzeja Wajdy.

Co ważne, twórcy Festiwalu chcieli nie tylko zaprezentować widzom przegląd światowych arcydzieł, ale też przedstawić im najciekawszych twórców lokalnych. Kinomani będą mieli też szansę zwiedzić okolice Kazimierza Dolnego, np. wioskę Męćmierz (tam odbędzie się choćby wspomniany koncert Stanisława Soyki). Najtwardsi spośród widzów będą mieli szansę spędzać przed wielkim ekranem całe dnie – pokazy zaczynają się już rankiem, a kończą tuż przed północą. Festiwal trwa do 10 sierpnia.

www.dwabrzegi.pl

3. Kołobrzeski Festiwal Filmowy – Sensacyjne Lato Filmów

Nie wszyscy muszą jednak szukać w kinie refleksji. Czasem chcemy po prostu odpocząć, wciągnąć w akcję, zostać postawionym przed zagadką, którą rozwiązać może jedynie bohater. „Słyszy się opinię, że Polacy nie potrafią robić kina gatunkowego. Chcemy udowodnić, że ta opinia nie jest do końca prawdziwa. Mamy wśród polskich filmowców także wybitnych fachowców, potrafiących poradzić sobie nawet z tak trudnym gatunkiem jak film sensacyjny. Udowodnimy to państwu” – zachęca miłośników sensacji Tomasz Raczek.

Startująca 7 sierpnia (i trwająca do 10 sierpnia) impreza to trzecie przedsięwzięcie adresowane do tych, którzy w kinie szukają mocnych emocji. Tegoroczny program obejmuje m.in. „Przekraczając granice” 10-odcinkowy serial sensacyjny z Donaldem Sutherlandem, który będzie można obejrzeć w Kołobrzegu w całości, nominowane do Oscara „Porwanie” Thomasa Vinterberga z coraz popularniejszym Madsem Mikkelsenem czy premierę filmu „Gang Rosenthala” – historię skoku na bank centralny Rumunii w 1959 roku przeprowadzonego przez… wiernych towarzyszy z rumuńskiej partii komunistycznej.

Do tego w trakcie tegorocznej edycji wręczona zostanie Nagroda im. Wojciecha Jerzego Hasa – laur przyznawany najbardziej obiecującym twórcom młodego pokolenia. A wszystko w Kołobrzegu – mieście, które słynie z oferty turystycznej, a więc i potencjalny najazd miłośników kina jakoś zniesie.

www.sensacyjnelato.pl

4. Transatlantyk Festival Poznań

Kłopot w tym, że niemal równocześnie w Poznaniu wystartuje sztandarowa impreza kulturalna w Wielkopolsce: Transatlantyk Festival Poznań. Festiwal, którego sercem i duszą jest polski laureat Oscara – za muzykę – Jan A. P. Kaczmarek, to udane połączenie przedsięwzięć muzycznych i filmowych. Żeby określić charakter tego eventu, można by przywołać lansowane przez twórców Transatlantyka pojęcie „glokalności” – czyli „lokalności w działaniu i tożsamości, a jednocześnie globalności w rozumieniu konsekwencji i kontekstu własnego działania”.

Cokolwiek twórcy mają na myśli, wiemy już, czego możemy się spodziewać na ekranie – i poza nim. Warto przede wszystkim nastawić się na prezentację obszernego wyboru obrazów pokazywanych na legendarnym amerykańskim festiwalu Sundance – paradoksalnie, dobór może pokazać nam, że to, co w Ameryce najciekawsze, pochodzi spoza niej. W ofercie znajdą się filmy dokumentalne i muzyczne, thrillery, science-fiction i dramaty.

Ale też i poza ekranem będzie się działo. Festiwal odwiedzi kilkudziesięciu gości z Polski i zza granicy: Justin Chatwin, Allan Starski, Katarzyna Herman, Matthias Hornschuh, Amelia Green-Dove, Ania Trzebiatowska, Ewa Puszczyńska, Michał Kwieciński, Jóhann Jóhannsson, Andy Hill, Sanjay Rawal, Grażyna Szapołowska, Janusz Wróblewski, Jacek Braciak. A więc nazwiska znane nie tylko ze swoich związków z kinem, ale też literaturą, dziennikarstwem, fotografią, działaniami społecznymi. Nie mniej obszerna będzie lista ewentualnych dodatkowych zajęć dla gości – warsztatów, paneli dyskusyjnych, wykładów. Twórcy Transatlantyka sprawdzą, jak wychodzi połączenie wykładu z koncertem (formuła Talking Piano), a także spotkania oko w oko między gwiazdami festiwalu, a wybranymi uczestnikami (formuła Coffee with…). Warto zwrócić też uwagę, że w Poznaniu odbędą się pierwsze w Polsce warsztaty scenopisarskie dla osób niewidomych.

www.transatlantyk.org

41. Ińskie Lato Filmowe

Znacznie bardziej kameralną alternatywą dla Poznania jest pięknie rozciągnięte nad malowniczym jeziorem Ińsko. To serce Ińskiego Parku Krajobrazowego, gdzie spędzić możemy niemal cały urlop – festiwal trwa od 8 do 17 sierpnia. Zarazem Ińskie Lato Filmowe to jedna z najstarszych cyklicznych imprez filmowych w kraju. Podobnie, jak w Kazimierzu Dolnym, Ińsko nastawia się na koneserów kina artystycznego – przy czym największy akcent położono na filmy z naszego regionu Europy oraz te, które „dotykają tematyki odrębności kulturowej w kinie światowym” czy „zmianach zachodzących we współczesnym świecie”.

Te słowa-klucze łatwiej być może zrozumieć, gdy spojrzy się na prezentowanych widzom przez dekady klasyków. Visconti, Saura, Bergman, Kancso, Angelopoulos, Bunuel, Zafranović – to przykłady artystów, których dzieła prezentowano widzom w Ińsku. Na Pomorze przyjeżdżali również wybitni twórcy kina polskiego – Agnieszka Holland, Jerzy Kawalerowicz, Jan Jakub Kolski, Jan Kidawa-Błoński, Grzegorz Królikiewicz, Robert Gliński, Maciej Drygas, Jerzy Hoffman, Krzysztof Zanussi. Projekcje z reguły organizowane są popołudniami i wieczorami, co pozwala się też cieszyć dniem w okolicach usianych urokliwymi potokami, wąwozami czy głazowiskami.

www.ilf.org.pl

15. Letnia Akademia Filmowa w Zwierzyńcu

Kto wybiera się na wakacje w stronę przeciwną do Pomorza, może zajrzeć na Zamojszczyznę. W Zwierzyńcu – dokładnie w tym samym czasie, co w Ińsku – organizowana będzie 15. Letnia Akademia Filmowa.

Niewątpliwie, zwierzyniecka oferta może trafić w gusta wielu miłośników kina – również niszowego, jak np. kino indyjskie – niekoniecznie to spod znaku Bollywood. Organizatorzy przygotowali szereg „cyklów”, w ramach których mamy szansę poznawać też artystów kurdyjskich, gruzińskich, japońskich, ukraińskich, niemieckich, francuskich… Innymi słowy, przewędrować świat, nie wychylając się zanadto z fotela.

Co więcej, organizatorzy zapraszają do zwiedzania w wolnych chwilach Zwierzyńca i jego okolic. Kilkusetletnia historia tej miejscowości oznacza, że jest tu co podziwiać: barokowy kościół na wyspie z XVIII w., 200-letni browar, pomnik psa Marysieńki Sobieskiej na wyspie Stawu Kościelnego, czy – jedyny taki – pomnik szarańczy z 1711 roku. W okolicach miejscowości znajdziemy też stuletnią cerkiew, sieć wąwozów lessowych, czy wsie o tradycyjnej zabudowie – np. Turzyniec.

www.laf.net.pl

2. Zamojski Festiwal Filmowy Spotkania z historią

Imprezę zwierzyniecką można połączyć z odbywającym się w Zamościu festiwalem Spotkania z historią, organizowanym w dniach 13-16 sierpnia. To wspólna inicjatywa TVP Historia, Centrum Kultury Filmowej „Stylowy” w Zamościu oraz władz miejskich. Tu mamy szanse zobaczyć wybór filmów dokumentalnych i reportaży o tematyce historycznej. Najlepsze zostaną uhonorowane statuetkami Zamość Perła Renesansu.

„Polscy twórcy przywiązują olbrzymią rolę do wartości uniwersalnych, jakimi są prawda czy wolność” – podkreślają organizatorzy. „I do nich między innymi odwołują się twórcy filmów historycznych, filmów, które w swojej idei niosą misję, nie tylko popularyzowania wiedzy, ale głównie budowania świadomości historycznej u odbiorcy – widza. Zamojski Festiwal Filmowy Spotkania z historią powstał dla podkreślenia wagi i znaczenia filmów o tematyce historycznej” – dodają.

Program tegorocznej imprezy w chwili zamykania tego wydania Magazynu Samorządowego GMINA nie był jeszcze znany. Za to możemy – dla porównania – spojrzeć na kalendarium wydarzeń z pierwszej edycji. W zeszłym roku odwiedzający imprezę mieli okazję przypomnieć sobie zarówno klasykę (np. „Popioły”), jak i obrazy nowe – np. „Rok 1863” czy widowisko historyczne „Oblężenie Zamościa – 1813 rok” (inscenizacja obrony zamojskiej twierdzy). Na festiwalu gościli też Ryszard Bugajski, Maria Mamona i zespół De Press, który zagrał dla widzów specjalny koncert.

www.zamoscfilmfestival.pl

18. Ogólnopolski Festiwal Filmów Komediowych Sami Swoi

„Ano, Bój się Boga!” – zachęcają z kolei organizatorzy przeglądu najpopularniejszego gatunku filmowego z Lubomierza. Ani to credo, ani dobór nazwy nie są przypadkowe – w końcu to właśnie do Lubomierza zawitała w 1967 roku ekipa Sylwestra Chęcińskiego, by nakręcić tu kultową już komedię „Sami swoi”. Chęciński nie był zresztą ostatni – w miasteczku powstało jeszcze sześć innych filmów.

Jednak miasto kojarzyło się właśnie z tym jednym. Od początku lat 90. organizowano tu coraz liczniejsze zlotów fanów tryptyku o Pawlaku i Kargulu, a w 1996 r. przybrały one formę festiwalu filmowego, którego goście mieli szansę zobaczyć najzabawniejsze komedie ostatnich miesięcy (np. przedpremierę „U Pana Boga za piecem” Jacka Bromskiego) i spotkać się z ekipą „Samych swoich” – Lubomierz odwiedzili Anna Dymna, Sylwester Chęciński czy Witold Pyrkosz. Stopniowo przeglądy rozrastały się, a do filmów polskich doszły też propozycje zza granicy.

W tym roku festiwal odbędzie się w dniach 15-17 sierpnia. Choć w chwili zamknięcia tego wydania Magazynu Samorządowego GMINA szczegóły programu nie były jeszcze znane, to nie ma też wątpliwości, że lubomierski festiwal będzie godnym zamknięciem filmowego lata.

www.sami-swoi.com.pl

Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne podpisało wczoraj z firmą PESA z Bydgoszczy umowę na dostawę 36 nowych niskopodłogowych wagonów tramwaju o nazwie „Krakowiak”. – Obecnie trwa remont linii tramwajowej do Nowej Huty. Jest on robiony m.in. po to, by nowe tramwaje mogły jeździć tą trasą, m.in. linią nr 4 – mówi prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. – To są tramwaje zaprojektowane wyłącznie dla Krakowa. Dostosowane będą do specyfiki miasta, wąskich ulic, zakrętów, łuków, torowisk – informuje Tomasz Zaboklicki, prezes PESA. Ta firma dla Krakowa wyprodukuje najdłuższe tramwaje w kraju – mierzące 42,83 metra. Kontrakt podpisano na kwotę 291,2 mln zł. Przewidywane dofinansowanie inwestycji ze środków unijnych to 171,8 mln zł. Pierwsze nowe tramwaje mają trafić na ulice Krakowa w maju przyszłego roku. W jednym wagonie pomieści się 313 pasażerów (102 miejsca siedzące). MPK planuje kolejne zakupy – 36 nowych tramwajów o długości ok. 32 metrów, z uwzględnieniem dofinansowania UE w latach 2014 – 2020. Źródło: http://www.dziennikpolski24.pl
Na terenie powiatu zamojskiego powstała pierwsza w Polsce spółdzielnia energetyczna, Spółdzielnia Nasza Energia. Z inicjatywy firmy Bio Power Sp. z o.o. powstała pierwsza w Polsce spółdzielnia energetyczna, Spółdzielnia Nasza Energia. W obrębie gmin partnerskich leżących na terenie powiatu zamojskiego (Sitno, Komarów-Osada, Skierbieszów, Łabunie) powstanie kompleks elektrownii biogazowych według koncepcji firmy Bio Power Sp. z o.o. Na terenie każdej z gmin zostanie wybudowany tzw. węzeł energetyczny składający się z trzech biogazowni, które wzajemnie będą rezerwowały swoją moc. Zadaniem jest zasilenie w energię elektryczną, a w miarę możliwości także energię cieplną budynków użyteczności publicznej jak i gospodarstw domowych. Oferowana w ten sposób energia będzie ok 20 proc. tańsza niż ta pobierana z krajowego systemu elektroenergetycznego. Transport energii elektrycznej będzie zapewniony dzięki własnym liniom energetycznym niskiego napięcia, całkowicie niezależnie od krajowego systemu dystrybucyjnego. Forma prawna spółdzielni została wybrana jako najbardziej demokratyczna i równoprawna formuła organizacyjna. Całość pierwszego etapu inwestycji wymaga nakładów finansowych w wysokości 150 mln, przy czym minimum 30 mln pochodzić będzie z zasobów własnych spółdzielni (tj. funduszu udziałowego, funduszu zasobowego i przychodów z działalności gospodarczej), reszta kapitału pochodzić będzie z dotacji i kredytów komercyjnych. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Od sierpnia mieszkańcy stołecznej aglomeracji zapłacą mniej niż obecnie za bilety warszawskiej komunikacji miejskiej. Pojawią się też bilety obowiązujące tylko w strefie podmiejskiej - zdecydowała w czwartek rada miasta. Przewodniczący komisji infrastruktury i inwestycji Michał Bitner (PO) powiedział, że uchwała w tej sprawie wychodzi na przeciw postulatom mieszkańców podwarszawskich gmin, które chcą wprowadzić zniżki dla swoich mieszkańców. Zaznaczył, że daje on też możliwość stworzenia zrębów aglomeracyjnego systemu transportowego, analogicznego do tych, które funkcjonują w miastach na zachodzie Europy. Zniżki takie, nazwane "Kartą Warszawiaka", z początkiem roku wprowadziła stolica. Warunkiem jej uzyskania jest jednak zamieszkiwanie na terenie Warszawy oraz rozliczanie podatku PIT w jednym z tutejszych urzędów skarbowych. Takie rozwiązanie automatycznie wykluczyło z grupy osób uprawnionych do zakupu tańszych biletów m.in. tych, którzy na co dzień pracują w Warszawie, ale mieszkają poza jej administracyjnymi granicami. Nowy rodzaj biletu ma nosić nazwę "Warszawa+". Mniej za bilety 30- i 90-dniowe zapłacą mieszkańcy tych podwarszawskich gmin, które zawarły z ZTM porozumienie ws. dopłat do obsługi komunikacji miejskiej na ich terenie. Bilet dla osoby mieszkającej pod Warszawą będzie w takiej samej cenie jak "Karta Warszawiaka". Cena normalnego biletu 30-dniowego, ważnego w strefie miejskiej i podmiejskiej, spadnie z 210 zł do 196 zł. Różnicę, czyli 14 zł, pokryje gmina, w której dana osoba mieszka. Bilet 90-dniowy będzie tańszy o 54 zł (cena spadnie do 482 zł - tyle kosztuje ważny w obu strefach "Bilet Warszawiaka"). Teraz każda z gmin będzie musiała podjąć uchwałę, w której określi, którym jej mieszkańcom przysługują uprawnienia do posiadania tańszych biletów. Jak powiedział szef Zarządu Transportu Miejskiego Wiesław Witek, swoje zainteresowanie wprowadzeniem biletów "Warszawa+" wyraziły już m.in. władze gmin: Góra Kalwaria, Izabelin, Jabłonna, Józefów, Konstancin-Jeziorna, Legionowo, Lesznowola, Marki, Nadarzyn, Nieporęt, Otwock, Radzymin i Wołomin. Poinformował też, że biletami tymi nie są zainteresowane gminy Ząbki, Wiązowna, Sulejówek, Pruszków i Piastów. Podjęta w czwartek przez radnych uchwała wprowadza też bilety obowiązujące wyłącznie w strefie podmiejskiej. Normalny bilet 30-dniowy będzie kosztować 112 zł, a ulgowy - 56 zł. Cena normalnego biletu 90-dniowego to 282 zł, a ulgowego - 141 zł. W przypadku mieszkańców gmin, które dopłacą do komunikacji, podmiejski bilet 30-dniowy będzie kosztować 98 zł (tyle co miesięczny bilet miejski; ulgowy - 49 zł), a 90-dniowy - 250 zł (ulgowy - 125 zł). Pojawi się też "Bilet Młodego Warszawiaka" obowiązujący w strefach biletowych miejskiej i podmiejskiej. Dziś bilet taki jest ważny tylko w strefie miejskiej. "Bilet Młodego Warszawiaka" mogą dziś kupić dla swoich dzieci rodzice rozliczający w Warszawie podatek PIT - do ukończenia przez dziecko 20. roku życia. Po wejściu nowych przepisów w życie będzie on przysługiwać do 30 września tego roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 21 lat. Uprawnienie do zakupu "Biletu Warszawiaka" zyskali emeryci i renciści (dziś przysługuje im tylko 50-proc. zniżka, bez względu na to, czy płacą podatki w Warszawie) oraz osoby niepełnosprawne powyżej 26. roku życia. Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
piątek, 27 czerwiec 2014 00:23

SOLANIN WZYWA WAS PO RAZ SZÓSTY!

Ambitny cel, oddani wolontariusze, najlepsze kino z Polski i całego świata. Takie cele przyświęcały organizatorom festiwalu filmowego w Nowej Soli, gdy sześć lat temu podjęli próbę stworzenia markowej imprezy kulturalnej o ogólnokrajowym zasięgu. Mimo przeciwności losu – głównie finansowych – również w to lato będziemy mieli szansę spędzić w województwie lubuskim kilka intensywnych dni.

- Postanowiliśmy zrobić festiwal filmowy w niewielkim mieście, w którym stare kino powoli upadało. Nie mieliśmy wielkich pieniędzy, znanej marki ani ludzi z doświadczeniem branżowym czy znajomościami w świecie filmu. Byliśmy amatorami i nowicjuszami: wszystkiego uczyliśmy się wraz z kolejnymi edycjami – piszą ze szczerością organizatorzy 6. edycji Solanin Film Festiwal w Nowej Soli. Brzmi jak wstęp do filmu z happy endem? Nic nie jest jeszcze przesądzone.

Dzieło grupy zapaleńców z województwa lubuskiego jest dziś na najpoważniejszym zakręcie w swojej kilkuletniej historii. Wiosną br. okazało się bowiem, że władze województwa lubuskiego tym raz nie dofinansują imprezy – co sprawiło, że program festiwalu został okrojony o dwa dni. W tym roku odbędzie się więc w dniach 17-20 lipca, rozpoczynając się dwa dni później niż było to zaplanowane.

Napakowani kulturą

Mimo to warto przyjrzeć się tej niezwykłej, zbudowanej od podstaw imprezie. Organizatorzy postawili od początku na formułę odbiegającą nieco od powagi swoich – niejednokrotnie znacznie starszych – konkurentów, wprowadzając postać Solanina. Ten komiksowy heros ma symbolizować nie tyle mięśniaka z super-produkcji, ile – przewrotnie – „mięśniaka intelektualnego”, „napakowanego kulturą”. Solanin to idealista, pasjonat, kinoman – amator, który jednak chce rządzić w świecie profesjonalistów.

Taki też ma być cały festiwal. Jego twórcy szukają przede wszystkim produkcji niezależnych, filmów, które z założenia wbiją widzów w fotel, otworzą przed nimi nowe światy, zmuszą do refleksji. „Czekamy na obrazy, które są szczere, mocne i bezkompromisowe. Takie, które zmuszają do refleksji, ale także takie, które w humorystyczny sposób ukazują codzienne problemy” – piszą. W tym kontekście nie dziwi więc dobór nagrodzonych artystów: w 2012 r. festiwalowa statuetka Mocnego Solanina przypadła Wojciechowi Smarzowskiemu, autorowi filmów takich jak „Wesele”, „Dom zły” czy „Drogówka”. W zeszłym roku Solanin trafił do rąk Ryszarda Bugajskiego, reżysera legendarnego „Przesłuchania”, a w ostatnich latach – „Generała Nila” czy „Układu zamkniętego”. W Nowej Soli ma dominować kino emocji, mocnych emocji.

Ale Solanin to przede wszystkim konkursy. W ciągu kilkuletniej historii festiwalu utarła się tradycja organizowania przeglądów pogrupowanych według charakter prezentowanych dzieł. Stąd Konkurs Profesjonalny – przeznaczony dla studentów i absolwentów szkół filmowych oraz profesjonalnych grup filmowych, realizujących filmy przy współpracy ze swoimi szkołami, Polskim Instytutem Sztuki Filmowej lub innymi sponsorami. W tej części festiwalu mogą rywalizować filmy fabularne i dokumentalne.

To nie jedyny konkurs w ramach festiwalu. Równie ważne z perspektywy organizatorów są Konkurs Niezależny – rywalizacja przeznaczona dla samouków, amatorskich grup filmowych i pasjonatów, którzy realizują własne projekty (tu również w dwóch kategoriach: fabuła i dokument); Konkurs Animacji – dla wszystkich artystów, których formą ekspresji jest animacja, bez względu na ich profesjonalne lub amatorskie przygotowanie; a wreszcie: Konkurs Lubuski – dla twórców z regionu, w którym organizowany jest festiwal, nawiązujących w swoich dziełach do realiów wojewódzkich.

Pokazy to jednak nie jedyne festiwalowe atrakcje. Powołana w ubiegłym roku Akademia Solanina ma wspierać twórców poprzez warsztaty i szkolenia reżysersko-aktorskie, a akcja Zrób formę na Solanina posłuży z kolei budowaniu muskulatury – a przynajmniej formy – przed kolejnymi festiwalowymi wydarzeniami. Można liczyć też na specjalne wydarzenia adresowane do dzieci i miłośników innych, poza filmowym, gatunków sztuki. Na marginesie należałoby też dodać, że twórcy festiwalu kładą mocny akcent na współpracę ponadgraniczną, z sąsiednimi Niemcami. W ubiegłych latach można więc było liczyć na pozakonkursowe prezentacje kina niemieckiego, a część warsztatów była adresowana do gości zza Odry.

Co równie istotne, wraz z festiwalem udało się ożywić kilka obiektów w Nowej Soli, które wcześniej wydawały się stopniowo zanikać w świadomości mieszkańców. Najważniejszym jest kino ODRA – jedyne kino w miejscowości, przedwojenny hotel z restauracją. Po przebudowach w okresie PRL, w latach 90. kino wręcz zamknięto – i dopiero od 2001 r. ruszyło ponownie. Tam usytuowano Biuro Organizacyjne Solanina. Do tego należałoby dodać trzy kolejne obiekty: Nowosolski Dom Kultury, Miejską Bibliotekę Publiczną oraz Kaflowy MusicCafe, jeden z najnowszych i najpopularniejszych nowosolskich pubów. Jak zatem widać, dla każdego coś dobrego.

Misja dla małych miejscowości

– Rozsądek podpowiada, że być może powinniśmy sobie podarować organizację Solanina w tym roku, ale nadal wierzymy, że warto właśnie w takich małych miejscowościach organizować spotkanie z kulturą, z fanami kina niezależnego i ambitnych produkcji polskiego oraz światowego kina – podkreślają organizatorzy, Konrad Paszkowski i Grzegorz Potęga, w oświadczeniu dla publiczności tegorocznej edycji. – Nieważne, czy są oni z Nowej Soli, województwa lubuskiego czy z każdego innego regionu Polski. Mamy nadzieję, że to będzie nasze MOCNE 6. spotkanie, w czasie którego będziemy wyłącznie solić, a nie pieprzyć, i wszystkim dostarczy wiele radości i satysfakcji – dodają.

piątek, 27 czerwiec 2014 00:14

E-URZĄD Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA

Jest w Europie państwo, które stało się synonimem powszechnego użycia nowych technologii – w szczególności internetu. To E-stonia, jak zniekształcają nazwę tej bałtyckiej republiki pasjonaci informatyki. Tam kontakty petenta z urzędem załatwiane są zza domowego biurka, a systemy informatyczne gromadzą dane tak, by urzędnicy nie musieli nikogo fatygować, by rozwiązać pojawiający się problem. Tak ma być i w Polsce.

I to już niedługo – projekt pl.ID, czyli przedsięwzięcie realizowane w Centralnym Ośrodku Informatyki, instytucji funkcjonującej przy ministerstwie spraw wewnętrznych, wraz z początkiem 2015 roku ma zostać udostępniony obywatelom. Kluczowym elementem projektu ma być integracja i przebudowa rejestrów publicznych, m.in. referencyjnego zasobu danych osób fizycznych z system PESEL i innych. W ten sposób ma powstać System Rejestrów Państwowych (SRP). Dla działania instytucji administracji centralnej i lokalnej wdrożenie tego systemu będzie oznaczać rewolucję technologiczną (i proceduralną), jakiej w Polsce właściwie jeszcze nie było.

Aby do stycznia

A jeszcze dwa lata temu przyszłość projektu pl.ID rysowała się w ciemnych barwach. „Jak pogrzebano pl.ID” – opisywał wówczas sytuację branżowy magazyn „Computerworld”. Tytuł nieprzypadkowy – wiosną 2012 roku resort spraw wewnętrznych odwołał przetarg na blankiety elektronicznego dowodu osobistego, co było pierwotnym celem projektu i punktem wyjścia do przebudowy całego systemu e-administracji. „Wielka szkoda i zmarnowana kolejna szansa oraz wysiłki ostatnich ośmiu lat urzędników, informatyków administracji publicznej, firm IT” – komentował dziennikarz fiasko postępowania.

To prawda, historia zapoczątkowanego jeszcze w 2005 r. ambitnego przedsięwzięcia to pasmo bolesnych rozczarowań. E-dowody osobiste zapowiedziano w 2008 r. – obywatele mieli się nimi posługiwać już w 2010 r. Projekt notował kolejne opóźnienia, przetarg był przekładany wielokrotnie, wreszcie – odwołany. Firmy z branży IT, dla których był to przecież niebagatelny kąsek, jeszcze dolewały oliwy do ognia. W grę wchodziły miliony złotych: do końca ubiegłego roku na pl.ID wydano blisko 300 milionów złotych, a w perspektywie do tego dojdzie kolejne sto milionów.

Na szczęście, mimo gwałtownego hamowania, prace nad projektem nie zamarły. Gdy pod koniec ubiegłego roku MSW postanowiło „przyspieszyć” w obszarze tego typu przedsięwzięć, okazało się, że – przynajmniej zgodnie z tym, co twierdzą urzędnicy resortu – prace są nie tylko prowadzone, ale wręcz „zaawansowane”. – Zakończona jest już analiza, projekt techniczny jest gotowy w 85 proc., prace programistyczne wciąż trwają: mamy gotowe około 15 proc. zadań, a w przygotowaniu jest migracja danych do nowego rejestru. Musimy zdążyć do czerwca 2014 r. Drugą połowę roku przeznaczamy na testy nowego systemu i szkolenia urzędników – zapewniał wówczas Nikodem Bończa-Tomaszewski, szef COI, na spotkaniu z przedstawicielami urzędów wojewódzkich. Wdrożenie? 1 stycznia 2015 r.

Czy twórcy zmieszczą się w harmonogramie? – Do końca zbliżają się prace programistyczne w zakresie ewidencji ludności (PESEL) oraz rejestru dowodów osobistych – informował niedawno rzecznik prasowy Ośrodka, Piotr Mierzwiński, w rozmowie z Portalem Samorządowym. – Zaawansowanie prac na tych rejestrach jest odpowiednio na poziomie 90 i 87 proc. Jest ono związane z rozpoczynającymi się już w lipcu kolejnymi, niezwykle istotnymi etapami projektu, tj. z testami zewnętrznymi (prowadzonymi przez przyszłych użytkowników) oraz z ogólnopolskimi szkoleniami wdrożeniowymi, którymi zostaną objęci wszyscy urzędnicy obsługujący dane z zakresu programu pl.ID – dodawał. W przypadku Bazy Usług Stanu Cywilnego poziom zaawansowania prac to 47 proc., z założeniem, że zakończą się na przełomie sierpnia i września. – Reasumując, realizacja programu pl.ID następuje zgodnie z przyjętym harmonogramem. Dlatego jesteśmy pewni, że styczniowy termin uruchomienia Systemu Rejestrów Państwowych nie jest zagrożony – podkreślał rzecznik.

Okroić, aby zakończyć

Hamowanie nie obyło się bez skutków ubocznych. Żeby uniknąć kolejnego blamażu, zakres zaplanowanych rozwiązań został znacznie ograniczony, m.in. nie uwzględnia blankietów dowodów. – Nie chcemy popełniać poprzednich błędów, gdy zaczęto budowę ogromnego domu od dachu, bez wcześniejszego postawienia ścian – tłumaczył obrazowo „Dziennikowi Gazecie Prawnej” Rafał Magryś, podsekretarz stanu w MSW. – Skupiamy się na wersji elektronicznej systemu, czyli na zbudowaniu sprawnego rejestru i przyjaznego interfejsu dla pl.ID. Oczywiście, będą zakupione maszyny umożliwiające przygotowanie nowej personalizacji i nowych blankietów, lecz dowód z warstwą elektroniczną może się pojawić najwcześniej pod koniec 2015 roku – konkludował.

Inna sprawa, że decyzja rządu z 2012 r. – o „przecięciu” projektu pl.ID na dwa osobne programy (pierwszy związany z integracją rejestrów; drugi – z informatyzacją rejestrów urzędów stanu cywilnego) – oznacza konieczność przeprowadzenia również zmian legislacyjnych. Nowelizacja zaproponowana w projekcie ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego obejmuje: Ustawę z dnia 17 października 2008 r. o zmianie imienia i nazwiska, która umożliwia kierownikowi USC wydającemu decyzję o zmianie imienia lub nazwiska przesłanie decyzji za pośrednictwem systemu teleinformatycznego do innego USC; Ustawę z dnia 24 września 2010 r. o ewidencji ludności, nakładająca na kierownika USC, do którego wpłynął zagraniczny dokument stanu cywilnego dotyczący osoby posiadającej numer PESEL i dla której nie sporządzono polskiego aktu stanu cywilnego, obowiązek zaktualizowania w rejestrze PESEL danych dotyczących stanu cywilnego, zawartego małżeństwa lub zgonu osoby; a wreszcie – Ustawę z dnia 6 sierpnia 2010 r. o dowodach osobistych, która w Rejestrze Dowodów Osobistych zapewnia automatyczne unieważnianie dokumentu osobom, które utraciły obywatelstwo polskie lub zmarły.

Innymi słowy, przed wszystkimi zaangażowanymi w projekt jeszcze wiele pracy (o tym, co zmieni się w pracy urzędników, piszemy bardziej szczegółowo na kolejnych stronach). Samorządowcy nieformalnie przyznają się do czarnowidztwa: doświadczenia z prób modernizacji systemów informatycznych zebrane w poprzednich latach rzeczywiście nie nastrajają nazbyt optymistycznie. Ale też resort spraw wewnętrznych stara się uśmierzać obawy: w kwietniu ruszyły konferencje szkoleniowe dla urzędników. – Wśród nich program może budzić kontrowersje czy wręcz brak wiary w powodzenie przedsięwzięcia – przyznawał kilka tygodni temu w jednym z wywiadów Rafał Magryś. – Dlatego zdecydowałem się na bezpośrednie spotkania, aby pokazać zmianę podejścia i dynamikę realizacji, odpowiedzieć na nasuwające się pytania. Chcę osobiście rozwiać wszelkie wątpliwości co do terminowego uruchomienia Systemu Rejestrów Państwowych – dodawał.

Cóż, gra jest warta świeczki. Choć w ostatnich latach przekonaliśmy się, że wiele spraw załatwia się dziś szybciej i sprawniej niż choćby w poprzedniej dekadzie, to jednak ogrom „papierkowej roboty”, która jest konieczna, by zdobyć podstawowe dokumenty, wciąż bywa przytłaczający – tym bardziej, że nierzadko informacje, jakie petenci mogą zdobyć na witrynach internetowych urzędów, są niejasne lub niekompletne. pl.ID jest więc jednym z tych projektów, za które należałoby trzymać kciuki. Ale – poczekamy, zobaczymy.

Rozmowa z Antonim Kręźlewiczem, wójtem gminy Czosnów w województwie mazowieckim.

MARIUSZ JANIK: Gdy ktoś poprosił pana o scharakteryzowanie gminy Czosnów w kilku słowach, co uznałby pan za najważniejsze atuty tego miejsca?

ANTONI KRĘŹLEWICZ: Czosnów to podstołeczna gmina – przepięknie położona: na obrzeżach Kampinoskiego Parku Narodowego, a wręcz częściowo na terenie tego parku. Jednocześnie jednak Czosnów jest doskonale ulokowany komunikacyjnie. Leży przy jednym z najważniejszych szlaków komunikacyjnych w Polsce, czyli przy trasie S7. Ze względu na te czynniki – ale też szereg innych – Czosnów bardzo szybko zmienia swój charakter, przekształcając się z gminy rolniczej w podmiejską, o dużym potencjale dostępnych usług, dobrze rozwiniętej infrastrukturze, zarówno tej technicznej, służącej do obsługi mieszkańców, jak i społecznej, którą tworzą już sami mieszkańcy.

Wspomniał pan o trasie S7. Przed warszawskim referendum na mocy decyzji premiera Donalda Tuska, fundusze przeznaczone na rozbudowę tej trasy zostały wycofane. Zamiast wygodnego połączenia między Bemowem a Czosnowem uruchomiony zostanie fragment obwodnicy, łączący Bemowo z Ursynowem…

Niestety, zapadła decyzja – według mnie – bardzo nieprzemyślana. Mówimy w końcu o jednym z najważniejszych szlaków komunikacyjnych Polski. Naturalnej trasie prowadzącej z północy na południe Europy, ze Skandynawii na Bałkany i do Włoch.

Wraz z władzami Łomianek i starostwem w Nowym Dworze Mazowieckim zaprotestował pan przeciw tej decyzji. Udało się coś uzyskać? Jaka jest szansa na poprawę połączenia Czosnowa z Warszawą?

Dwukrotnie pisaliśmy do premiera w tej sprawie. Dostaliśmy odpowiedź, że projekt nie został zaniechany, a jedynie przesunięty w czasie. Niestety, tak czy inaczej, dzieje się to ze szkodą dla gmin i miejscowości przy tej trasie. A także, oczywiście, ze szkodą dla użytkowników drogi.

Występowaliśmy o to, by z poprawy standardu S7 nie rezygnować. I będziemy o to zabiegać dalej: myślę, że w tym dziele może nam też pomóc nowa perspektywa unijna i ewentualne środki, jakie z niej można pozyskać. Kiedy jednak uda nam się osiągnąć jakiś konkretny postęp w sprawie rozbudowy S7 – trudno odpowiedzieć, decyzja nie leży w naszych rękach.

Jak dowiedzieliśmy się w trakcie naszych zabiegów, w toku są prace przygotowawczo-dokumentacyjne. Źle przygotowana decyzja środowiskowa jest obecnie poprawiana. Pocieszające jest więc, że sprawa nie została odłożona całkowicie ad acta.

Droga S7 to jedno, ale w samej gminie Czosnów ostatnie lata to okres intensywnej rozbudowy infrastruktury – wodociągowej, kanalizacyjnej, drogowej. Sowia Wola, Kazuń Polski, Izabelin-Dziekanówek: wszędzie widać nowe inwestycje. A to nowa nawierzchnia, a to kanalizacja czy dostęp do komunikacji podmiejskiej. Starcza na to pieniędzy?

Rzeczywiście, w ostatnich latach zdecydowanie inwestowaliśmy w infrastrukturę. Ponieważ wodociągi mamy już „na ukończeniu” – praktycznie 95 proc. gminy mamy zwodociągowane – więc ostatnio skoncentrowaliśmy się na kanalizacji. A zarazem, gdzie tylko zakończymy prace nad kanalizacją, od razu przystępujemy do prac drogowych. A pieniędzy na to, a i owszem, nie szczędzimy.

Jaką rolę odgrywają fundusze unijne w tym rozwoju gminy?

Gdyby wziąć pod uwagę ostatnie pięć lat i wykonane w tym czasie prace wodno-kanalizacyjne, środki unijne stanowiłyby około 30 proc. wydanych na te cele pieniędzy. Kolejne 30 proc. stanowiły kredyty, do tego środki własne. Nie można zaprzeczyć, że nawet na tle 20 milionów złotych wygospodarowanych na nasze inwestycje, te 7 milionów z unijnych funduszy odegrało niebagatelną rolę – nie były one jednak decydujące.

A jednak dla wielu gmin w Polsce środki z UE były podstawą rozwoju. Jednak bieżąca perspektywa finansowa UE, na lata 2014-2020, to ostatnia, w której będziemy mogli korzystać w wielomiliardowego wsparcia. Co po 2020 roku czeka mniejsze gminy? Co czeka Czosnów?

Gdyby udało się nam utrzymać dotychczasowe tempo rozwoju, to myślę, że do tego czasu podstawowa infrastruktura wodno-kanalizacyjna i drogowa będzie gotowa, albo prawie gotowa. Pozostaną jedynie drobne wykończenia – i koszty utrzymania. Ale też nie zakładam – chyba, że Korwin-Mikke i jemu podobni w końcu „wysadzą” tę Unię – że w kolejnych perspektywach środków nie będzie wcale. Będzie ich po prostu mniej. Ale też wiele jednostek samorządowych w Polsce nie będzie już potrzebować aż tak dużych środków, jak do tej pory.

Ale też Czosnów jest jedną z bogatszych, płatnikiem „janosikowego”. Co pan sądzi o tym, dla wielu bardzo kontrowersyjnym, mechanizmie wyrównywania szans?

Czosnów balansuje na krawędzi: są lata, w których jesteśmy płatnikiem, ale też lata, kiedy sytuujemy się tuż poniżej progu. Tak czy inaczej, nie jestem jakimś zdeklarowanym przeciwnikiem „janosikowego”: uważam, że pewien system wyrównywania możliwości i szans gmin jest potrzebny. Ale ustawa, na bazie której funkcjonuje dziś ten mechanizm jest zła. Została zaprojektowana na inne czasy, a w ostatnich latach komplikuje sytuację nawet tych bogatszych gmin. Ich dochody przepadają, jak w studni bez dna.

Czosnów ma szansę uchodzić za taką bogatszą gminę. Nawet z perspektywy trasy S7 możemy zobaczyć w tych okolicach siedziby i reklamy firm, które tu działają. Czy przynoszą one gminie wysokie dochody? Czy Czosnów może się z nich utrzymać w przyszłości i czy gmina zabiega o przyciąganie inwestorów?

Zabiega i to na wiele sposobów. Jednak kluczem do sukcesu był początek lat 90., kiedy to – jako jedna z pierwszych gmin w Polsce – opracowaliśmy plan zagospodarowania przestrzennego. Dzięki temu mamy od lat tereny formalno-prawnie przygotowane i przeznaczone pod inwestycje. A to z kolei sprawia, że zainteresowani inwestorzy są wręcz zaskoczeni szybkością i sprawnością podejmowania decyzji. Nie ukrywajmy, że przy dobrej obsłudze administracyjnej, jest im znacznie łatwiej inwestować u nas niż gdzie indziej.

Ponadto firmy potrzebują infrastruktury drogowej i technicznej – a w tym zakresie również włożyliśmy w gminę wiele wysiłku. Obecnie problemy dotyczą wyłącznie zaopatrzenia w energię elektryczną, ale myślę, że i ten kłopot uda nam się w perspektywie najbliższych trzech lat rozwiązać. W efekcie, biorąc też pod uwagę dogodne położenie na trasie między portami a stolicą, nie musimy w jakiś szczególny sposób reklamować swoich możliwości i terenów inwestycyjnych. Liczy się, żeby miały dojazd, wodę, gaz, kanalizację.

Czyli taki inwestycyjny samograj? Na dodatek z lotniskiem w Modlinie tuż za miedzą?

Obecność lotniska nie jest jeszcze tak odczuwalna, jak można byłoby się spodziewać, ale do pewnego stopnia odnotowujemy już zwiększone zainteresowanie. Był taki moment, kiedy lotnisko nie pracowało – i to był raczej moment nieszczęśliwy. Teraz jednak to się zmienia, a Czosnów – wraz z gminami Zakroczym, Pomiechówek – stara się o status specjalnej strefy ekonomicznej. Myślę, że to również będzie element budowy środowiska przyjaznego biznesowi w okolicach naszej miejscowości.

Do tej listy powinniśmy chyba dorzucić też projekt forsowany wraz z sąsiednimi Łomiankami i Nowym Dworem Mazowieckiem, zakładający uruchomienie szybkiej kolejki podmiejskiej z Młocin do lotniska w Modlinie…

Owszem, to pomysł ważny, ale niełatwy w realizacji. Trzeba by bowiem przeforsować go przez miasto i gminę Łomianki – a to już bardziej skomplikowana sztuka, gdyż w tej chwili lokalne władze w Łomiankach są bardziej skupione na wewnętrznych sporach. Tymczasem bez ich wsparcia i jednoznacznego stanowiska w tej sprawie szanse na realizację takiego projektu są niewielkie.

We wszystkich właściwie podwarszawskich gminach toczy się batalia o to, by mieszkańcy płacili podatki zgodnie z miejscem zamieszkania – bo zwykle większość z nich ma stały meldunek w Warszawie. Czy ten problem dotyczy również Czosnowa?

Tak, również my staramy się uporać z tym problemem. Organizujemy – podobnie jak inne samorządy – kampanie, konkursy, rozdajemy drobne nagrody. I są tego efekty: rzeczywiście, wielu mieszkańców w końcu zameldowało się w Czosnowie. Oceniam, że na przestrzeni ostatnich pięciu lat ilość osób formalnie zameldowanych w naszej gminie wzrosła o jakieś 15 proc. Niestety, z drugiej strony wciąż około 15-20 proc. mieszkańców nie ma naszego meldunku.

Przy czym, w oczywisty sposób problemem nie są tu koszty zmiany miejsca zameldowania. Na przeszkodzie stają raczej ludzkie przyzwyczajenia, niechęć do wikłania się w czasochłonną, urzędniczą procedurę. A wreszcie – w przypadku pewnej grupy mieszkańców – chęć posiadania „warszawskiego” meldunku, choćby ze względów prestiżowych.

Zaskakujące o tyle, że Czosnów znany jest z bardzo dobrej bazy oświatowej, nie ustępującej tej w Warszawie. Macie dobre żłobki, przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazjalne. Ale – żeby utrzymać tę edukacyjną infrastrukturę – potrzebne są wpływy podatkowe osób, które tu mieszkają i wysyłają dzieci do tych instytucji.

Rzeczywiście, staramy się to uświadamiać naszym mieszkańcom. Wiele inwestujemy również w bazę sportową, którą – podobnie jak placówki szkolne – trzeba przecież utrzymywać. Jednak wiele osób się nad tym nie zastanawia: uważają, że jak coś się już pojawiło, to pozostanie na zawsze, funkcjonując na niezmiennym poziomie.

Jak pisaliśmy na łamach Magazynu Samorządowego „GMINA” na Mazowszu ruszyła też wielka inwestycja władz wojewódzkich związana z budową nowoczesnej sieci światłowodowej. Czy to projekt, z którego może również skorzystać Czosnów?

Owszem. Uczestniczymy w tym projekcie i mam nadzieję, że się on powiedzie.

Czego życzyłby Pan sobie, jako samorządowiec i gospodarz Czosnowa?

Jeśli miałbym sobie czegoś życzyć ze strony rządzących krajem – to uporządkowania prawa. Mamy coraz więcej dwuznaczności w systemie prawnym, kolejne interpretacje oraz interpretacje do interpretacji. Poprawienie przepisów i wyklarowanie sytuacji, choćby w przypadku podatku VAT, znacznie ułatwiłoby nam pracę i funkcjonowanie.

Z kolei, jeśli miałbym sobie czegoś życzyć ze strony mieszkańców gminy, to byłoby wspaniale, gdyby stawali się prawdziwymi czosnowianami – zaangażowanymi w naszą lokalną wspólnotę, działania obywatelskie, inicjatywy organizacji pozarządowych i choćby te najprostsze przedsięwzięcia, jakie są podejmowane na terenie gminy. To ważne, bo samorząd nigdy nie będzie w stanie zastąpić lokalnych wspólnot. A taką chcielibyśmy w Czosnowie tworzyć.

czwartek, 26 czerwiec 2014 22:17

AUTOBUS ENERGETYCZNY PRZEMIERZY POLSKĘ

Z początkiem października w Polskę ruszy autobus informacyjno-edukacyjny, którym do dwustu gmin w całym kraju wybiorą się eksperci, tworzący grupę doradzającą w zakresie wiedzy o zmianach klimatu oraz projektach z zakresu efektywności energetycznej. Autobus Energetyczny to firmowane przez Krajową Agencję Poszanowania Energii SA przedsięwzięcie wzorowane na podobnej kampanii przeprowadzonej w latach 2003-2005.

Jak podkreślają inicjatorzy przedsięwzięcia, najważniejszym celem kampanii jest zwiększenie świadomości mieszkańców w zakresie zmian klimatu, ich przyczyn, czy też działań, dzięki którym można im zapobiegać lub łagodzić ich skutki. A działania takie można podejmować praktycznie w każdym otoczeniu: w domu, pracy, szkole, lokalnym środowisku.

W praktyce chodzi o stworzenie mobilnego centrum informacyjno-edukacyjnego, którego platformą byłby właśnie… autobus. Dzięki możliwości dotarcia do najmniejszych nawet ośrodków autorzy kampanii chcieliby wpłynąć zarówno na gminnych włodarzy, jak i zwykłych mieszkańców. Akcja ma objąć dwieście gmin – w tym jeszcze w 2014 r. gminy województw łódzkiego i wielkopolskiego.

Pasażerowie Autobusu sformują swoistą grupę doradczą, z której wiedzy i porad będzie można korzystać nieodpłatnie, mając też pewność niezależności i aktualności wiedzy, jaką chcą promować eksperci. Jak podkreśla Krajowa Agencja Poszanowania Energii SA, za przedsięwzięciem nie stoją żadne konkretne firmy handlowe czy producenci urządzeń.

Pas transmisyjny wiedzy

„Nie ma pilnej potrzeby zmiany podejścia ludzi do środowiska naturalnego na bardziej pozytywny, zmiany klimatu są cykliczne, naturalne i człowiek nie ma na nie wpływu” – takie są, zdaniem inicjatorów projektu, poglądy większości z nas. Ludzie „preferują zdecydowanie środowisko miejskie nad środowisko naturalne, informacje na temat zagrożeń ekologicznych nie budzą w nich żadnych uczuć oraz kryzys ekologiczny i związane z nim zagrożenia nie wpływają bezpośrednio na ich życie” – podkreślono we wnioskach z badań Fundacji „Nasza ziemia” przeprowadzonych w 2012 r.

Dlatego adresatami kampanii są praktycznie wszyscy – od decydentów, przez biznesmenów, po dzieci. Eksperci przemierzający Polskę chcieliby włączać się w prowadzone lokalnie projekty zmierzające do zmniejszenia zużycia energii – a więc i poprawy warunków środowiskowych w skali globalnej. Pozostaną też w kontakcie z uczestnikami lokalnych przedsięwzięć, kontaktując się z nimi po zakończeniu kolejnych etapów kampanii.

Szczególnie ważne wydaje się tu zwrócenie uwagi samorządowców na kwestie związane z problematyką efektywności energetycznej i ochrony środowiska. Autobus Energetyczny ma poruszać i skłaniać do dyskusji,  zachęcać do tworzenia lokalnych strategii ekologiczno-środowiskowych. Jak kilkakrotnie mieliśmy okazję pisać na łamach Magazynu Samorządowego GMINA, wiele samorządów – szczególnie w ostatnich, z finansowego punktu widzenia, trudnych latach – poszukuje najlepszych i najbardziej energooszczędnych rozwiązań. Choćby z tej prostej przyczyny, że są one szybko i bezpośrednio odczuwane „w portfelach”. Autobus Energetyczny ma również służyć wypatrzeniu najlepszych praktyk stosowanych w gminach i pokazaniu tych wzorców innym. Nie chodzi jedynie o nowe żarówki w ulicznych lampach – polityka klimatyczna to również oszczędność wody, racjonalne potraktowanie śmieci, umiejętne gospodarowanie materiałami i surowcami. Co równie ważne, eksperci będą mogli doradzać również w zakresie zdobywania dofinansowania dla najlepszych i najtrafniejszych rozwiązań, jakie chcieliby wdrażać ich słuchacze. W Autobusie możemy spodziewać się dwóch ekspertów, którzy będą obsługiwać to centrum wystawiennicze i laboratorium naukowe w jednym.

Trzy lata w trasie

Harmonogram realizacji projektu został rozpisany na 36 kolejnych miesięcy, w trakcie których zrealizowane zostaną dwa etapy przedsięwzięcia. Pierwszy jest krótszy – potrwa dziewięć miesięcy. W jego ramach Krajowa Agencja Poszanowania Energii SA ma skoncentrować się na działaniach organizacyjno-finansowych i logistycznych: wynająć pojazd, zainstalować w nim konieczne urządzenia, przygotować koncepcję kreatywną i materiały edukacyjno-informacyjne (prezentacje multimedialne, plakat, modele), przygotować witrynę internetową, przeszkolić i przygotować ekspertów, zorganizować kampanię w mediach.

Po tym interludium rozpocznie się etap drugi: podzielona na 16 kampanii wojewódzkich akcja. W każdym województwie załoga Autobusu Energetycznego spędzi około miesiąca, starając się zarówno brać udział w lokalnych czy regionalnych wydarzeniach, jak i docierać do ośrodków, nie szukając pretekstów pod postacią imprez masowych. Zresztą sam przyjazd Autobusu może stać się wydarzeniem samym w sobie. Eksperci będą bowiem dysponować nie tylko materiałami poglądowymi, ale też demonstracyjnymi, m.in. prezentacjami czy modelami rozmaitych urządzeń.

Z perspektywy jednostek samorządu terytorialnego istotny wydaje się być fakt, że załoga może zaoferować też szkolenie pracowników JST w zakresie poszanowania energii i oszczędnej gospodarki wodą w biurze, a także np. segregowania odpadów. Autorzy projektu zakładają, że w każdym z odwiedzanych województw organizowanych będzie przynajmniej pięć takich szkoleń. Podobnie w każdym województwie należy się spodziewać przynajmniej dwóch spotkań z przedsiębiorcami (mających formę warsztatów). Do młodzieży adresowany będzie z kolei konkurs „Przeciwdziałamy zmianom klimatu”. Osobną częścią kampanii są „Dni z klimatem”, mające na celu przyciągnięcie do projektu uwagi jak najszerszej grupy odbiorców.

Dwadzieścia lat doświadczeń

Warto tu wspomnieć o organizatorze kampanii. Krajowa Agencja Poszanowania Energii działa od 1994 r. na mocy decyzji rządu oraz uchwały Sejmu. W tej chwili większościowym udziałowcem KAPE SA jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. KAPE SA stawia sobie za cel upowszechnianie i wdrażanie najlepszych światowych standardów oraz praktyk w zakresie efektywności energetycznej i zrównoważonego rozwoju. Świadczy usługi doradcze i szkoleniowe firmom z branży budowlanej, przygotowuje ekspertyzy dla samorządów i administracji państwowej, prowadzi działania informacyjne i promocyjne w zakresie odnawialnych źródeł energii (OŹE).

Te atuty sprawiają, że podróż Autobusu Energetycznego nie powinna przejść bez echa. Dla wielu osób będzie to jedna z nielicznych okazji, by móc zadać pytania i rozproszyć wątpliwości, zasięgając rady u najlepszych.

Strona 5 z 9

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY