Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 44.

piątek, 22 luty 2013 15:14

Konsultacje społeczne

Mądra władza lokalna przeprowadza konsultacje społeczne wtedy, kiedy pojawia się ważna społecznie potrzeba. Na Zachodzie Europy prowadzi się w ten sposób dialog ze społeczeństwem od lat. My dopiero się tego uczymy.

Demokracja to rządy ludu. Dojrzała jej forma polega na prowadzeniu ciągłego dialogu osób sprawujących władzę z mieszkańcami ich lokalnych społeczności w imię wspólnego dobra. Działanie to musi się wiązać z decentralizacją i przekazywaniem większych uprawnień regionom. Jedną z form umożliwiających ten publiczny dialog jest instytucja konsultacji społecznych.

W roku 2011 zaledwie 25 proc. Polaków poszukiwało informacji o konkretnych decyzjach lokalnych władz samorządowych. Wśród osób słabiej wykształconych i zagrożonych wykluczeniem wskaźnik ten był jeszcze niższy. Dlatego prowadzi się w Polsce liczne projekty, które zmierzają do wzmocnienia udziału mieszkańców w samorządach. Demokracji po prostu trzeba się uczyć. Czasem to proces trwający latami.

Na Zachodzie to konieczność

W Anglii, Niemczech, Francji i innych, bardziej doświadczonych w budowaniu demokratycznych gremiów państwach, przedstawiciele władzy, ale też inwestorzy czy urzędnicy wiedzą, że dzięki dzieleniu się władzą zyskuje się społeczne poparcie. Może się wydawać, że procedury utrudniają pracę i zabierają czas. Jednak właśnie dzięki pracom grup roboczych, prowadzonym w Monachium w ramach konsultacji dotyczących organizacji przestrzeni publicznej w tym mieście, doprowadzono do powstania wyjątkowej, rozpościerającej się na sporym obszarze pieszej strefy, a zdołano uniknąć wielu publicznych szkód. Miasto zmieniło swój wizerunek – stało się przestrzenią w dużej części niedostępną dla samochodów, natomiast otwartą i przyjaźniejszą dla mieszkańców. To oni konsultowali także w tym mieście rozbudowę lotniska czy współdecydowali o przeznaczeniu terenów poprzemysłowych.

Ta społeczna partycypacja jest możliwa m.in. dzięki Forum Monachijskiemu, ruchowi społecznemu, zrzeszającemu stowarzyszenia, przedstawicieli władzy, inwestorów, osoby prywatne, specjalistów. Mieszkańcy, zanim dojdzie do decyzji w sprawach ich dotyczących, np. w kwestii przeznaczenia terenów pod kolejne inwestycje, zwracają się do Forum, przedstawiając swoje zdanie w ten sprawie. A z Forum wszyscy w mieście się liczą. Niejeden raz jego członkowie pokazali jak są skuteczni.

Brytyjska aktywność

W Wielkiej Brytanii bardzo szeroko wykorzystuje się narzędzia elektroniczne. W 2000 r. poddano konsultacjom społecznym najpierw zasady samej polityki e-demokracji. Oprócz pobudzenia aktywności poprzez nowe, internetowe media, chciano bardziej otworzyć drogę do decydowania o ważnych sprawach publicznych osobom niepełnosprawnym, mniejszościom narodowym, młodzieży. Powstało wiele platform propagujących i upowszechniających informacje o zasadach wpływania na rzeczywistość i możliwościach wnioskowania do odpowiednich ciał uchwałodawczych i wykonawczych.

Na poziomie lokalnym jednym z najbardziej popularnych portali do dzisiaj jest www.communities.gov.uk, który – oprócz funkcji „włączających”, pełni rolę edukacyjną. Serwis stanowi też kopalnię wiedzy na temat funkcjonowania państwa, poszczególnych jego poziomów, informuje m.in. o sprawach rozgrywających się w lokalnych społecznościach oraz relacjonuje status i publikuje aktualnie podejmowane w danej sprawie decyzje. Zawiera akty prawne i kodeksy, przemówienia polityków i dane statystyczne, a także tematykę i wyniki prowadzonych w różnych miejscach w Wielkiej Brytanii konsultacji. Obywatel Zjednoczonego Królestwa ma pełny dostęp do informacji publicznej, także tej legislacyjnej. Z kolei władze lokalne, kiedy chcą uzyskać informację od mieszkańców, sięgają do internetowych „paneli obywatelskich”. Na ich stronach można wyrazić swoją opinię, oddać głos w jakiejś sprawie czy podyskutować. Przedstawiciele władzy wiedzą, że nie opłaca się tego nie robić. To praktyka brytyjskiego życia społecznego. Ostatnio nawet kluby piłkarskie pytają publicznie o zasadność przyszłego użycia na boiskach sztucznej nawierzchni – która obecnie jest zakazana.

W Chelmsford przygotowywano się do procesu konsultowania planów zagospodarowania przestrzennego, organizując najpierw działania informacyjne i zachęcające, które pokazywały mieszkańcom, że mają wpływ na życie ich okolicy. Prowadzono dyskusje eksperckie, w czasie których przedstawiano merytoryczne aspekty przedsięwzięcia. Uruchomiono portal internetowy. Ostatecznie, dzięki tym wielopłaszczyznowym działaniom, opracowano regionalne plany zagospodarowania przestrzennego, które stanowią podstawę dla wszystkich inwestycji w mieście do roku 2021.

Przykładem wzorowo zorganizowanych konsultacji były również londyńskie prace przygotowawcze do budowy linii tramwajowej West London Tram, planowanej na długości 20 km i biegnącej od dzielnicy Sheperd’s Bush w zachodnim Londynie do dzielnicy Uxbridge. Szczegółowo pytano mieszkańców ulic leżących przy planowanej inwestycji o ich niepokoje, sugestie dotyczące zmian projektowych, wielokrotnie organizowano akcje informacyjne i badania fokusowe. Dostosowano końcowy projekt do uwag obywateli, a potem przedstawiono im go w tej wersji do opinii. I znowu konsultowano. Czyniono to wieloetapowo i – co ważne – badania odbywały się na początku drogi, a później były wielokrotnie powtarzane. Mało tego, problem dotyczył w ogóle kwestii: czy linię tramwajową budować, czy też nie.

Ponadto znakomicie zaplanowano metody badawcze, by poznać przyczyny stosunku mieszkańców do projektu i starano się jak najszerzej ogarnąć całą, zainteresowaną przedsięwzięciem społeczność . Prowadziły ten niełatwy dialog profesjonalne firmy. Nie miało miejsca upraszczanie wyników, czy dopasowywanie ich do już podjętych decyzji. Osoby odpowiedzialne za wdrożenie tego projektu podjęły decyzję o jego rozpoczęciu dopiero w momencie, gdy zdobyły pełną wiedzę na temat potrzeb i lęków tych, którym ów projekt miał służyć. W ten sposób usprawniono miasto i nie stracono publicznych pieniędzy.

Francuskie dobre praktyki

Francuski „Przewodnik dobrych praktyk” określa sposoby komunikowania się z odbiorcami usług. Zwraca uwagę na konieczność wykorzystywania w tym procesie różnorodnych form: ankiet, wywiadów, zebrań, spotkań z przedstawicielami instytucji, konsultacji prowadzonych w wielu środowiskach, także za pośrednictwem systemu skarg. Podkreśla się w tymże kompendium nawet, iż cisza w kontaktach z beneficjentami może dowodzić – nie wydajności instytucji, ale nieumiejętnego prowadzenia dialogu z odbiorcami i wykluczania ich z procesu decyzyjnego. Przyjmowanie krytycznych uwag uważa się za ważny aspekt procesu demokratycznego. W podręczniku zwraca się także uwagę, że konieczne jest stworzenie przez urząd odpowiedniej atmosfery, by obywatel mógł otwarcie wyrazić swój problem.

Podobne zasady są promowane przez „Kodeks dobrych praktyk udziału obywateli w procesie decyzyjnym”, przyjęty przez Konferencję Międzynarodowych Organizacji Pozarządowych w 2009 r. Aby bowiem obywatele partycypowali w procesie rządzenia, muszą mieć zaufanie do władzy, wynikające z uczciwych z nią interakcji.

Prawa tego kodeksu zostały zastosowane w Strasburgu, w którym burmistrz miasta i jego urząd zobowiązali się, że żadne decyzje nie będą podejmowane bez udziału mieszkańców. Inicjatywa ta nosi nazwę: „Wy również”. Aby zrealizować to ważne społecznie zadanie, utworzone zostały przy Radzie Miejskiej opiniotwórcze gremia demokratyczne: Rady Dzielnicowe, Młodzieżowa, ds. Seniorów, Ożywienia Gospodarczego, Doradztwa dla Cudzoziemców. Usprawniono dostęp do informacji. W Radach Dzielnicowych zasiadają osoby wybrane losowo spośród ochotników.

Nie jest to jedyne francuskie miasto, którego władze przyzwyczajają mieszkańców do udziału w podejmowaniu decyzji, konsultują swoje projekty jeszcze przed procesem decyzyjnym, uzyskując w ten sposób od obywateli informacje zwrotne. Francuzi mają realny wpływ na rozstrzyganie ważnych lokalnych problemów, a włączanie się w życie swoich – zwłaszcza małych – miejscowości, staje się zupełnie naturalne.

I my decydujmy razem

W Polsce konsultacje społeczne przeprowadza się z mocy prawa w ściśle określonych sytuacjach. Są one określone w samorządowych ustawach ustrojowych. Kiedy gmina zatwierdza plan zagospodarowania przestrzennego, gdy ulegają zmianie jej granice, gdy tworzy się – bądź likwiduje – nową jednostkę pomocniczą, sołectwo, gdy miejscowość zyskuje status miasta, gdy zamierza się zmienić nazwę gminy lub przenieść władze do innej miejscowości – wtedy obowiązkowo, zgodnie z ustawą, zarządza się konsultacje społeczne.

Ale powinno się to czynić także we wszelkich sprawach ważnych dla społeczności lokalnej. Mogą nimi być np. kwestie związane z ochroną środowiska naturalnego, czy fundamentalne dla istnienia gminy – sprawy budżetowe, strategia rozwoju czy likwidacja konkretnej szkoły.

I coraz częściej się to czyni. W wielu ośrodkach trwają obecnie prace nad projektami dotyczącymi tego, jaką przyjąć procedurę, uchwalając konsultacje. Bo warto zasięgnąć opinii również o tym, co mieszkańcy chcą konsultować. Pod koniec marca 2012 r. m.in. szczecińscy radni przyjęli taką uchwałę. Wywołała ona jednak duże kontrowersje, bo nie została skonsultowana … z organizacjami pozarządowymi.

Żeby dodać, trzeba odjąć

- Partycypacji obywatelskiej trzeba się uczyć, żeby w ten sposób uczyć się także odpowiedzialności za jakieś wspólne dobro, zbiorowe pieniądze. Jeśli coś chce się do budżetu dodać, z innej pozycji trzeba jakąś sumę zdjąć. A pytać mieszkańców można o wszystko, zwłaszcza, kiedy rozpoczyna się inwestycję – mówi o swoich doświadczeniach samorządowych jeden z twórców podręcznika dotyczącego konsultacji społecznych, dr Zbigniew Zychowicz. – W Warszawie w czasie prac renowacyjnych konsultowano nowy wygląd Parku Skaryszewskiego. Pytano mieszkańców, gdzie mają stać ławki, jaki mają mieć wygląd i kolor, jakie powinny się w parku znaleźć lampy. W tym samym mieście trwały konsultacje dotyczące nawierzchni ulicy, która miała zostać zamknięta dla ruchu drogowego. Kobiety odpowiedziały, że nie chcą w nawierzchni szczelin, bo te niszczą obcasy szpilek, inni postulowali zjazdy dla wózków inwalidzkich i dziecięcych. Okazało się, że pozornie prosta kwestia pokazała nowe zagadnienia, które pewnie nie przyszłyby do głowy twórcom projektu – kontynuuje rozmówca.

Na Śląsku i w Małopolsce burmistrzowie i marszałkowie pytają mieszkańców o ich przemieszczanie się i wybór środków transportu miejskiego czy autobusowego, bo zmienia się przecież struktura miast. Niektóre rejony ulegają wyludnieniu, w innych miejscach powstają wielkie nowe osiedla i konieczne jest poprowadzenie tam – nieistniejących dotąd – linii. Marszałkowie województw zapraszają do konsultowania przygotowywanych strategii rozwoju. W Biskupicach planuje się wybudowanie lądowiska dla ultralekkich obiektów latających, typu: balony, motolotnie, wiatrakowce, i burmistrz, chcąc wydać dobrą decyzję, zasięgnął opinii mieszkańców. Konsultacje w tej sprawie ruszyły w lutym.

W sprawie budowy odcinka obwodnicy wewnętrznej Szczecina zorganizowano spotkania z mieszkańcami – w stałym miejscu, takim, do którego można było łatwo dojechać i gdzie była szansa na łatwe parkowanie. Spotkania odbywały się w budynku na parterze, by było łatwo do niego dojść. Pora – po pracy. Młodzież miała możliwość wypowiedzi on-line, przeprowadzano też sondę uliczną.

– Mieszkańcy nie zawsze są kompetentni w konsultowanych problemach, dlatego zaprasza się do opiniowania również organizacje fachowców, w tym wypadku m.in. Stowarzyszenie Tramwajarzy, PTTK, Związek Przewodników Miejskich, Polski Związek Inżynierów i Techników, Związek Architektów Polskich. Z drugiej jednak strony, gdyby architekt opery w Sydney konsultował swój projekt szeroko, nie wiadomo, co by z tego wyszło – śmieje się Zbigniew Zychowicz. – I dlatego ogólne założenia konsultuje się z mieszkańcami, a szczegółowe – z fachowcami – dodaje.

Jak się uczyć aktywności?

Przede wszystkim działania partycypacyjne muszą być wspierane przez prawo. Trwają prace legislacyjne w tym zakresie, pojawił się prezydencki projekt ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w samorządzie oraz współdziałaniu gmin, powiatów i województw, który m.in. nakłada na administrację publiczną większe obowiązki w zakresie informowania obywateli o swoich inicjatywach. W listopadzie, po uwagach i wnioskach, w nowej wersji pojawił się on na stronie prezydenta. Jak mówi minister Olgierd Dziekoński: – Najważniejsze dla obywateli jest, po pierwsze, bycie poinformowanym, po drugie – możliwość wnioskowania o konsultacje.

Walczą, wdrażając swoje projekty, organizacje pozarządowe oraz Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. W ramach inicjatywy: „Decydujmy razem” aż 300 JST weźmie udział w szkoleniach, typu warsztaty czy wizyty studyjne i będzie wypracowywać narzędzia służące społecznemu dialogowi, a także uczyć się ich używać.

Jak natomiast zachęcić do aktywności przeciętnego obywatela? Na wsi jest łatwiej. Tu wszyscy doskonale wiedzą, jakie są aktualne potrzeby. W miastach – trudniej. Niemcy w Monachium szkolili konkretnych mieszkańców, podsuwali im wiedzę, zdarzało się, że finansowali nawet ich udział w warsztatach. Czasami losowano uczestników tych szkoleń z książki telefonicznej, występowano dla nich o urlop i zwracano koszty podróży. Przede wszystkim jednak we wszystkich opisywanych państwach uświadamiano ludziom, że naprawdę mają realny wpływ na ważne problemy swojej lokalnej społeczności, że opłaca się włączać w ich rozwiązywanie.

Konsultacje w Polsce – nowa jakość

Dzisiaj uczestniczą w konsultacjach zwykle instytucje, stowarzyszenia przedsiębiorców, NGO. Na siłę do decydowania nikogo zagonić się nie da. W ankiecie dotyczącej wewnętrznej obwodnicy miasta Szczecina wzięło udział jedynie 47 podmiotów, w tym 15 instytucji. Być może dlatego, żedo niedawna władza rzadko przejmowała się tym, co myślą ludzie. Stąd utrzymujący się w opowieściach typu „jedna pani – drugiej pani” tak powszechny zwrot: „oni to załatwili”, „oni są winni”. By zniknęła dychotomia podziału na „my” i „oni”, jeszcze trzeba poczekać. Ale, całe szczęście, widać już na horyzoncie jaskółki „nowego”.

niedziela, 27 styczeń 2013 20:16

Wychodzimy do ludzi

z Wojciechem Długoborskim, Prezesem Unii Miasteczek Polskich, rozmawia Ewa Piechota

Sprawuje Pan funkcję prezesa Unii Miasteczek Polskich. Czy pomaga to Panu być zastępcą burmistrza Chojny?

Z Unią Miasteczek Polskich jestem związany od czasów, kiedy byłem burmistrzem Gryfina. Wtedy to właśnie, w 1994 r., Gmina Gryfino, na podstawie uchwały Rady Miejskiej, przystąpiła do tej korporacji samorządowej. Od tamtego okresu przez kilka kadencji pełniłem funkcję sekretarza i wiceprezesa w Zarządzie UMP. Po moim powrocie do samorządu w 2006 r. – już jako zastępca burmistrza Gminy Chojna, zostałem ponownie delegatem do UMP i powierzono mi funkcję członka Zarządu.

W VI kadencji odrodzonego samorządu terytorialnego, od 2011 r., jestem prezesem Unii Miasteczek Polskich. Funkcja ta z jednej strony wymaga aktywności i poświęcenia czasu wielu ponadregionalnym sprawom, ale z drugiej strony otwiera nowe perspektywy i ułatwia kontakty z innymi samorządami, w tym także pomaga w relacjach z rządem - za pośrednictwem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Dzięki takim uwarunkowaniom korporacje samorządowe mają lepszą orientację zarówno w zakresie prac legislacyjnych w parlamencie, jak i szerszą wiedzę o działaniach rządu i resortów związanych z samorządem. Działamy w myśl zasady „wolę brać udział w powstawaniu rozstrzygnięć, niż być o nich tylko informowany”.

Jaką rolę wobec samorządów małych miasteczek spełnia samorządowa korporacja?

Zrzeszanie się w korporacje samorządowe daje okazję do wymiany doświadczeń pomiędzy poszczególnymi samorządami. Identyfikowanie podobnych problemów, to także wspólne planowanie ich rozwiązywania. Korporacyjna współpraca pomaga w przenoszeniu tych problemów na forum rządu i parlamentu, by można było razem poszukiwać najlepszych sposobów na ich neutralizowanie. Unia Miasteczek Polskich reprezentuje interesy małych miast, a także gmin wiejskich, które zabiegają o nadanie im statusu gmin wiejsko-miejskich. Mamy wspólne problemy w zakresie redystrybucji finansów publicznych, adekwatności środków na realizację zadań w dziedzinie oświaty czy zagadnień planowania przestrzennego.

Na spotkaniu z premierem Tuskiem w listopadzie ubiegłego roku przedstawiciele korporacji samorządowych przedstawili swoją wizję finansowania samorządów. O jakie rozwiązania chodzi? Które z nich mają szansę wejść na drogę legislacyjną?

Chcieliśmy zwiększenia udziału budżetu państwa w rozłożeniu finansowej odpowiedzialności za realizację zadań nakładanych na samorządy. Zgodnie z inicjatywą obywatelską - jako samorządowcy, oczekujemy większych dochodów samorządów poprzez zwiększenie naszego udziału w podatku PIT i CIT. Z punktu widzenia rządu wydaje się to trudne do przeprowadzenia. Premier Donald Tusk powiedział, że nie widzi możliwości zwiększenia dochodów w budżecie samorządów kosztem budżetu państwa. Zdaniem premiera możliwe są jedynie rozwiązania organizacyjne i oszczędnościowe w gronie samych samorządów. Premier skłaniał się raczej do koncepcji poszukiwania takich pomysłów, które pozwolą lepiej wykorzystać przez samorządy fundusze już posiadane.

Obecnie jest prowadzona szeroka, rządowo-samorządowa dyskusja o źródłach finansowania oświaty. Odbyło się szereg spotkań w Ministerstwie Edukacji Narodowej z udziałem przedstawicieli resortu, korporacji samorządowych i związków zawodowych. Dorobkiem tych spotkań powinny być zmiany w Ustawie o systemie oświaty i Karcie Nauczyciela. Mamy nadzieję, że w I półroczu 2013 r. tymi, wypracowanymi wspólnie propozycjami, zajmie się również parlament.

Co uznaje Pan za najbardziej palący problem dotyczący Pańskiego małego miasteczka?

Niewątpliwie we wszystkich gminach musi być przeprowadzana dalsza racjonalizacja wydatków na oświatę, bo to właśnie one stanowią lwią część budżetów samorządów gminnych. W naszej gminie priorytetem jest dokończenie prowadzonych już inwestycji oświatowych oraz modelowe uregulowania w zakresie optymalnej sieci szkół na terenie gminy, w kontekście aktualnego stanu demograficznego i prognoz w tym zakresie.

W Gminie Chojna poszukujemy także najlepszego rozwiązania dla stworzenia dobrej bazy dla podmiotów niepublicznych, działających w sferze usług z zakresu ochrony zdrowia. Trwa poszukiwanie inwestora, który mógłby zagospodarować działkę, na której znajduje się niedokończony szpital z lat 80-tych.

Piętą achillesową są oczywiście drogi, administrowane przez różnych zarządców, dostępność komunikacji zbiorowej, zagospodarowanie poradzieckiego lotniska, tak aby powstały nowe miejsca pracy, czemu ma służyć lokalizacja na tych terenach Parku Przemysłowego. Oczywiście ogromnym zadaniem na kolejne lata jest nowoczesna, prorozwojowa infrastruktura komunalna, w tym wodociągi i kanalizacja, rozumiane jako rozbudowa sieci, ale także budowa proekologicznych rozwiązań lokalnych, takich jak np. mikrooczyszczalnie ścieków.

Myślimy także o pielęgnowaniu pamiątek przeszłości. Budując wzdłuż murów obronnych ścieżkę pieszo-rowerową, odsłoniliśmy średniowieczne umocnienia. Teraz musimy zająć się ich rewitalizacją – dotyczy to także bram i baszt w rejonie historycznej zabudowy starego miasta. Od wielu lat trwa odbudowa monumentalnego kościoła mariackiego. Planujemy remont kapitalny dawnego obiektu WOP w budynku stanowiącym niegdyś siedzibę przedwojennego starosty – z przeznaczeniem go na potrzeby administracji gminnej.

W jaki sposób dobry burmistrz powinien dzielić się władzą? Z kim?

To oczywiste, że odpowiedzialność organów samorządu wynika z ustawowego podziału kompetencji, ale istotą demokracji jest także delegacja kompetencji na inne podmioty niż te, pochodzące od tzw. „władzy”.

Dlatego burmistrz - jako organ wykonawczy gminy - powinien dzielić się władzą i odpowiedzialnością z innymi, musi szukać nie tylko porozumienia z radą gminy, czy akceptacji wyborczej. Potrzebna jest mu również szersza społeczna akceptacja i współdziałanie. Powinien stymulować aktywność obywatelską poprzez zlecanie zadań publicznych np. organizacjom pozarządowym, korzystać z szerokich konsultacji społecznych przeprowadzanych w różnych środowiskach przy uchwalaniu budżetu, ustalaniu kierunków wydatków inwestycyjnych, delegować kompetencje na kierowników jednostek organizacyjnych gminy jako dysponentów środków budżetowych.

Rozwój strategiczny gminy to wypadkowa różnych potrzeb i możliwości. Nie może to być realizowanie wąskich, partykularnych interesów niektórych radnych, dlatego konieczne jest dzielenie się władzą, ale i odpowiedzialnością przy otwartej kurtynie.

Kierownictwo naszej gminy, ale także radni, są otwarci na propozycje i obywatelskie pomysły. Jesteśmy powszechnie dostępni, niezależnie od terminów dyżurów. Nie zamykamy się w gabinetach, wychodzimy do ludzi, często wyjeżdżamy w teren, nie traktujemy urzędu jak zamku na szklanej górze.

Jak Pan i burmistrz Chojny współpracujecie z przedsiębiorcami?

Przedsiębiorców interesują przede wszystkim dwa rodzaje współpracy: w zakresie lokalnej polityki podatkowej - wtedy zabiegają (skutecznie) o pomoc gminy w dziedzinie podatków i opłat lokalnych (rozkładanie zobowiązań na raty, przesunięcia terminu płatności, zwolnienia podatkowe), a z drugiej strony - lokale, obiekty, tereny gminne, które mogą stymulować rozwój firm poprzez możliwość dalszego inwestowania.

Jak wygląda współpraca z gminami, z powiatem?

Wymiana doświadczeń i współpraca z gminami naszego i sąsiednich powiatów, a także europejskich miast i gmin jest bardzo inspirująca. Szczególnie cenimy sobie współpracę z partnerami z Niemiec oraz z małopolską Gminą Raciechowice. Współpraca z powiatem ma swoje blaski i cienie, ale generalnie współdziałamy z tą strukturą samorządową w dziedzinie drogownictwa, udzielając powiatowi znaczącej pomocy budżetowej w finansowaniu remontów dróg powiatowych, przebiegających na terenie naszej gminy.

W jakim zakresie rada pomaga burmistrzowi? Jak to czynią inne instytucje publiczne? Na stronie internetowej Chojny widać, jak duża jest rola szkół w mieście. Organizują one najróżniejsze akcje i uczestniczą w programach dotyczących przeciwdziałania np. patologiom, zapraszają do obchodzenia świąt narodowych, m.in. poprzez sport.

Już wcześniej podkreślałem, że w samorządzie burmistrz jak najrzadziej powinien używać słowa „ja”, a nadużywać słowa „my”. To drogowskaz dla współpracy z radami, które są zazwyczaj zbiorem różnych silnych osobowości. Trzeba się nawzajem słuchać, wypracowywać czasami trudne rozwiązania, ale mieć to „światełko z tyłu głowy”, że cel jest wspólny: dobro mieszkańców. Bo taka jest istota działalności publicznej. Pomagać, ale nie wyręczać - stymulować, ale nie przeszkadzać. To i proste, i skomplikowane. Zasada musi być także taka, że nie należy tłamsić aktywności obywatelskiej. Nie można się bać dzielenia władzą, ale należy oczekiwać od innych odpowiedzialności i wspierania siebie nawzajem.

Jak widzi Pan rolę szkoły, ośrodków kultury, czy bibliotek w kreacji wizerunku gminy?

W małych gminach świetlice wiejskie, ośrodki kultury, biblioteki, niekiedy małe muzea, są ważnym elementem promocji gminy i miejscami integracji lokalnej. Dlatego zarówno władze tych gmin, jak i społeczności lokalne dążą do właściwego utrzymania bazy tych jednostek, a także rozszerzania oferty programowej. Czynimy tak również w naszej gminie, otwierając np. nową świetlicę „Po schodkach” na Osiedlu Lotnisko.

Jakie ma Pan nadzieje związane z nowym rokiem kalendarzowym, budżetowym?

Mam świadomość, że będzie to trudny rok, ponieważ znakomita większość samorządów pozostaje na krawędzi możliwości zadłużania się. Dlatego trudno będzie spełnić wszystkie oczekiwania społeczne i plany inwestycyjne władz. Należy poszukiwać źródeł zewnętrznego finansowania, ale także oszczędności. Nie jestem hurraoptymistą, ale jako racjonalista wiem, że trzeba przetrwać, wierząc, że musi być kiedyś lepiej, o co chcemy skutecznie - jako reprezentacja małych miast - zabiegać. Z tą nadzieją pozostaję do następnego dnia, do następnego roku…

 

Wojciech Długoborski

Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia  Samorządowego

Unia Miasteczek Polskich

Zastępca Burmistrza Gminy Chojna

(Powiat Gryfiński, Województwo Zachodniopomorskie)

 

niedziela, 27 styczeń 2013 19:53

Musimy wrócić do Boga

z Arcybiskupem Ablem, Ordynariuszem Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej, rozmawia Ewa Piechota

1.      Jak określiłby ksiądz Arcybiskup misję kościoła prawosławnego w Polsce?

Żyjemy obecnie w dosyć ciekawym czasie. Dla kościoła prawosławnego w Polsce, na przestrzeni całej tysiącletniej historii Prawosławia w Polsce, są to czasy prawdopodobnie najbardziej sprzyjające. Bez względu na większą lub mniejszą sympatię tej, bądź innej, ekipy rządzącej mamy uregulowany status prawny, co jest niezbędne, aby właściwie prowadzić naszą działalność - jako Kościół i jako wiele kościelnych osób prawnych, tj. diecezji, parafii, uczelni, bractw, stowarzyszeń, fundacji bądź też ośrodków promujących duchowość i kulturę Prawosławia.

Dzisiaj dostrzegam, iż z każdym dniem rodzi się silniejsze przekonanie, że Prawosławie jest nieodłącznym elementem polskiego dziedzictwa narodowego i źródłem państwowotwórczym. Ważne jest przekazywanie rzetelnej informacji o historii Prawosławia w Polsce, i to przede wszystkim z okresu I Rzeczypospolitej. Wznowione przez nas wydanie pracy Kazimierza Chodynickiego „Kościół Prawosławny a Rzeczpospolita - Zarys historyczny 1370 – 1632” wywołuje ogromne zdziwienie u licznych naszych sympatyków, wiele też osób całkowicie zmieniło pogląd na obecność Prawosławia w Polsce. Należy również wspomnieć smutny okres międzywojenny – akcję burzenia prawosławnych cerkwi na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu w 1938 r. Prezydent Polski, śp. Lech Kaczyński, wyrażając w imieniu Państwa ubolewanie wobec tego, co się stało, napisał, że niszczenie cerkwi w tamtym okresie było dla prawosławnych chrześcijan w Polsce ogromną krzywdą.

Jeszcze do niedawna mawiano przecież, że katolik nie może wstąpić do świątyni prawosławnej. W dzisiejszych czasach relacje między kościołami: katolickim, protestanckim i prawosławnym są raczej poprawne. Prowadzimy ze sobą dialog na płaszczyznach ekumenicznych, działają zespoły bilateralne. Jestem w pełni przekonany, że twórcze polemiki pomiędzy intelektualistami katolickimi i prawosławnymi oraz wszelkie relacje ekumeniczne będą prowadziły do stopniowej eliminacji wszelkich nieporozumień i animozji z lat przeszłych. Samo zainteresowanie kultem ikony, bądź melodiami śpiewu cerkiewnego w dzisiejszych polskich realiach staje się dowartościowaniem dorobku liturgicznego Kościoła prawosławnego. Promocja w naszym życiu społecznym tego piękna, które ma właściwości zbawcze, jest swoistą misją naszego Prawosławia.

2.      W jaki sposób Kościół, którym ksiądz Arcybiskup kieruje, uczestniczy w życiu lokalnych społeczności?

Przez cały czas swojej biskupiej posługi staram się być człowiekiem otwartym, chcąc być wszędzie i ze wszystkimi. Daje mi to możliwość bezpośredniego obcowania ze społecznością prawosławną mojej diecezji lubelsko-chełmskiej. Diecezja ta pozostaje dzisiaj w stanie szczątkowym, gdy chodzi o jej potencjał społeczny. Po tragicznych doświadczeniach minionego stulecia nasza społeczność bardzo często jest nie do końca przekonana, że nastały nowe czasy. Mieszkańcy nadbużańskich wsi mają mnóstwo problemów, aby otrzymać fachową pomoc medyczną czy też wsparcie w organach administracji rządowej czy samorządowej. Dzieje się tak także w ośrodkach miejskich. W takich przypadkach służę często swoją osobą jako pośrednik. Taką praktykę polecam również mojemu duchowieństwu parafialnemu.

Powołane centra Kultury Prawosławnej w Białej Podlaskiej, Chełmie, Terespolu i Siedlcach dają możliwość dokładnego zgłębienia swojej tożsamości wyznaniowej, a jednocześnie służą integracji społecznej. Tradycyjny już Międzynarodowy Festiwal Kolęd Wschodniosłowiańskich w Terespolu integruje prawie trzecią część naszej społeczności diecezjalnej. Wszędzie tam zazwyczaj, jako hierarcha, uczestniczę osobiście. Od 23 lat pełnię posługę biskupią w diecezji lubelsko-chełmskiej, zaś ze społecznością prawosławną na Lubelszczyźnie związany jestem od 1978 r. i faktem jest, że osobiście znam niemalże jedną trzecią swoich diecezjan, co tłumaczy łatwość kontaktów z nimi.

3.      Jak dotrzeć z przesłaniem miłości i postawą dialogu, którego ksiądz Arcybiskup jest orędownikiem, do podzielonego współczesnego świata i skłóconych ze sobą ludzi?

W dzisiejszej dobie, dobie rozkwitu techniki, mamy dostęp do nowoczesnej technologii. Temu służy w naszej diecezji lubelsko-chełmskiej radio internetowe – Orthodox.fm. Na tym portalu nasi wierni oraz społeczność interesująca się naszą problematyką może znaleźć bardzo interesujące materiały: kazania, nabożeństwa, muzykę cerkiewną, reportaże, wspomnienia starszego pokolenia. Wprowadziliśmy możliwość video-prezentacji.

Młodzież zintegrowana jest w Diecezjalnym Bractwie Młodzieży Prawosławnej. Wydaje ono kwartalnik „Istocznik”. Dzięki młodym kwartalnik ten dociera prawie do każdego domu wiernych w naszej diecezji. Takie formy stanowią najlepszą formę działalności misyjnej naszego kościoła.

Jestem przekonany, że przekazywane w ten sposób posłannictwo „Dobrej Nowiny” jest dobrym stymulatorem dla współczesnego świata, a jednocześnie balsamem dla tak często zwaśnionych ludzi.

4.      W swojej duszpasterskiej pracy wiele uwagi poświęca ksiądz Arcybiskup obiektom sztuki sakralnej. Ma ksiądz Arcybiskup wielkie zasługi w ratowaniu np. pięknych niszczejących cerkiewek. Jak społeczności lokalne i władze państwowe mogłyby wspierać takie działania?

Wspominałem wcześniej o problemach historycznych, o doświadczeniach, które były udziałem mojej diecezji. Dzisiaj musimy odbudowywać utracony potencjał, również potencjał naszej architektury. W czasie mojej biskupiej posługi udało nam się wybudować dwadzieścia nowych świątyń prawosławnych, najczęściej w miejscach po świątyniach zburzonych w okresie międzywojennym, tam, gdzie była taka potrzeba. Wielkim dla nas zadaniem jest rewitalizacja zabytkowych świątyń prawosławnych. W tym wyzwaniu korzystamy z różnych zewnętrznych finansowych środków pomocy. Udało nam się ocalić i podnieść z ruin dwie znaczące świątynie - w Szczebrzeszynie i Dołhobyczowie. Było to możliwe, dzięki Norweskiemu Mechanizmowi Finansowemu – Priorytet 3 Ochrona Kulturowego Dziedzictwa Europejskiego. Wiele zawdzięczamy Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz środkom Unii Europejskiej, dostępnym w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich.

Jestem niezmiernie wdzięczny Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków oraz Urzędowi Marszałkowskiemu za nieustanną otwartość na nasze wnioski. To dzięki nim możemy ratować perły architektury sakralnej naszego regionu. Samorządy gminne, wójtowie gmin, w szczególności te, znajdujące się na Podlasiu, są zawsze otwarte na wszelkie kontakty z Prawosławiem.

5.      Jak współczesny człowiek ma szukać Boga?

Rozpowszechnione jest przekonanie, że wiek XXI albo będzie wiekiem religii, albo nie będzie go wcale. My - jako chrześcijanie, nie możemy gonić za modą. Powinniśmy wszyscy - i prawosławni, i protestanci, i katolicy zachować naszą tożsamość chrześcijańską. Dlatego Kościół powinien być stanowczy w zachowaniu pewnej dozy konserwatyzmu. Musimy naszą społeczność nauczyć modlitwy. To ona jest najwyższą formą dialogu z Bogiem. Dzisiejsza rzeczywistość powinna każdego z nas niepokoić, bo współcześni ludzie modlą się rzadko. To efekt sekularyzacji, wynikający z radykalnego zracjonalizowania ludzkiego życia.

Dawniej zawsze były obecne w ludzkim życiu pewne formy tajemniczości, formy misteryjne, co szczególnie dotyczyło życia małżeńskiego i rodzinnego. Dzisiaj sfera tajemnicy zostaje wyeliminowana. Tam, gdzie wszystko musi być transparentne, przejrzyste – tam na tajemnicę, a więc i na modlitwę, nie ma miejsca. Trudno też doświadczyć wartości mistyki, która polega na doświadczaniu Boga w pełni, w najrozmaitszych ludzkich sytuacjach – w miłości, w cierpieniu, w staraniach o pokój i dobre relacje międzyludzkie. Sami bez Boga sobie nie poradzimy. Modlitwa jest najlepszą receptą dla dzisiejszego człowieka.

Dzisiejszym procesom zeświecczenia Kościół przygląda się ze spokojem, choć z dozą bólu. Kiedy patrzymy szerzej niż tylko na nasz europejski wycinek dziejów, zauważamy, że wiele razy w historii z religijnością człowieka było o wiele gorzej niż dziś. Wystarczy przypomnieć epokę Oświecenia. Z drugiej strony trudno nie dostrzec, że szerzący się egoizm utrudnia dzisiaj, szczególnie młodym ludziom, wiązanie się z kimkolwiek na stałe. Nie chcą oni wchodzić w trwałe relacje ani z Bogiem, ani z człowiekiem. Stąd kryzys małżeństw.

Jestem przekonany, że musimy jednak jako ludzkość odbić się od dna i wrócić do Boga. Jeżeli się nie ockniemy na czas, grozi nam samounicestwienie nie tylko z powodów moralnych, ale także klimatycznych czy ekologicznych. Jestem jednak przekonany, że miłosierny Bóg nie pozwoli zniszczyć swojego stworzenia. Trzeba mu zaufać. I w tej kwestii nieodzowna jest modlitwa.

6.      Jakie przesłanie przekazałby ksiądz Arcybiskup ludziom na początku Nowego, 2013 Roku?

Przeżyliśmy wielką tajemnicę Bożej miłości, Bożej światłości i Bożego życia, świętując Święta Bożego Narodzenia. Boże Narodzenie jest dla nas najlepszą okazją, aby dostrzec wielki Majestat Bożej Prawdy, która zbawia człowieka. Nowy, 2013 Rok, niechaj będzie dla nas czasem zdominowanym przez szczodre łaski Bożego błogosławieństwa, abyśmy w pełni duchowej radości mogli przezwyciężyć wszystkie nasze życiowe wyzwania.

Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę wszelkiej pomyślności w Nowym Roku.

Ewa Piechota

piątek, 21 grudzień 2012 11:53

Rozmowa Gminy: Demokracja potrzebuje wartości

Kościół to nie partia polityczna - mówi nam Prymas Polski. Z Metropolitą Gnieźnieńskim, Arcybiskupem Józefem Kowalczykiem rozmawia Ewa Piechota.

 

Jak określiłby Ksiądz Prymas społeczną rolę Kościoła we współczesnym świecie i w Polsce?

Ojciec Święty Benedykt XVI niejednokrotnie zapewniał, że Kościół katolicki gotów jest współpracować z wszystkimi ludźmi dobrej woli w służbie człowiekowi i dla budowania pokoju. Kościół wychowuje do poprawnych postaw etycznych, kształtuje ludzi sumienia, a ci winni być wszędzie – w każdej strukturze – także państwowej. Struktury państwa muszą tworzyć profesjonaliści w tej dziedzinie, którzy poprzez uprawianie uczciwej polityki, zapewnią ludziom godne życie, będą szanowali ich prawa i stawiali wymagania, wspierając ich rozwój.

Kościół, który jest w Polsce, roztropnie i wytrwale wprowadza w życie nauczanie Soboru Watykańskiego II. W ten sposób znacząco przyczynił się do przemian społecznych i ustrojowych w naszym kraju, i nie tylko. Trzeba jednak mieć świadomość, że Kościół to nie partia polityczna – nawet jeśli jest on tak postrzegany przez wielu ludzi. Zadaniem Kościoła jest pomaganie ludziom w ich drodze do Boga, w rozwoju życia duchowego, życia modlitwy i tworzenia wspólnoty opartej na wartościach chrześcijańskich, a zwłaszcza na przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Ta praca musi być ciągła i wytrwała, w wymiarze indywidualnym poszczególnych osób i całych wspólnot.

Polska w 1989 roku weszła na drogę systemowych przemian, które stopniowo doprowadziły do odbycia wolnych i demokratycznych wyborów oraz umożliwiły życie w wolnym i suwerennym państwie. Trzeba nam jednak pamiętać, że jakikolwiek by nie był system polityczny czy gospodarczy, jeśli będzie pozbawiony wrażliwości sumienia na wartości etyczne, jeśli w sprawowaniu swych zadań nie będzie kierował się zasadami moralnymi i etyką zawodową, przerodzi się w dyktaturę.

 

O przestrzeganiu zasad moralnych w polityce i gospodarce często mówił Jan Paweł II…

Tak. Mówił o tym jasno i zdecydowanie, na przykład w encyklice „Veritatis splendor” w punkcie 101 czytamy: W odniesieniu do dziedziny polityki należy podkreślić, że uczciwość w kontaktach między rządzącymi a rządzonymi, jawność w administracji publicznej, bezstronność w rozstrzyganiu spraw publicznych, poszanowanie praw przeciwników politycznych, ochrona praw ludzi oskarżonych w procesach i sądach doraźnych, sprawiedliwe i uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod zdobywania, utrzymywania i poszerzania władzy za wszelką cenę – to zasady, które znajdują swe najgłębsze źródło, a jednocześnie uzasadnienie wartości osoby, w transcendentnej wartości osoby i w obiektywnych nakazach moralnych, dotyczących funkcjonowania państw. Gdy zasady te nie są przestrzegane, zanika sam fundament politycznego współistnienia, a całe życie społeczne wystawiane jest stopniowo na ryzyko, zagrożenie i rozkład (por. Ps 14 [13], 3-4; Ap 18, 2-3. 9-24). (…). Jeśli bowiem «nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm» (Centesimus annus, 46) (VS 101).

Jan Paweł II był człowiekiem głębokiej wiary, który, żyjąc z nami i pośród nas, zawrócił bieg historii. Przyczynił się do zmiany postaw i myślenia milionów ludzi, ufając im i ich dobrej woli. Służył ludziom z miłością i oddaniem, budząc w nich świadomość własnej godności, praw i obowiązków. Swoją postawą uczył nas, jak się kocha Kościół i człowieka, jak się go wspomaga, i jak ubogaca duchowo; jak bezinteresownie pomnaża się dobro wspólne.

Jan Paweł II był personalistą nie tylko w odniesieniu do filozoficznych przekonań, ale także w praktyce. Dla Ojca Świętego każdy człowiek był zwieńczeniem dzieła stworzenia. W każdym człowieku widział on niepowtarzalny podmiot – osobę ludzką – i tym się autentycznie fascynował. Fascynował się konkretnym człowiekiem, nie pytając o nic: ani o legitymację, ani o to, czy jest obrzezany, czy jest ochrzczony, itp. Widział człowieka! To zjednywało mu sympatię, tym bardziej, że ludzie - lgnąc do niego, w takiej postawie widzieli autentyzm, a nie wystudiowaną pozę. Gdybyśmy tego ducha potrafili w sobie mocno zakorzenić i gdyby on zaistniał szeroko w Polsce – w polityce, w życiu codziennym, na ulicy i w mediach – udałoby się nam wybudować piękny i trwały pomnik, upamiętniający pontyfikat Jana Pawła II. O to się modlę i chciałbym, żeby Polacy zmobilizowali siły w tym kierunku.

 

Sprawy społeczne były również poruszane na niedawnym Zjeździe Gnieźnieńskim?

To prawda. W dniach od 16 do 18 marca b.r. odbył się IX Zjazd Gnieźnieński pod hasłem Europa obywatelska. Rola i miejsce chrześcijan.W czasie tego Zjazdu podjęty został ważny i niezmiernie aktualny temat roli i miejsca chrześcijan w obywatelskiej Europie. W czasie wykładów, debat i dyskusji zastanawialiśmy się nad tym, co zrobić, by zaangażowanie chrześcijan w kształtowanie struktur i obszarów życia społecznego, politycznego oraz kulturalnego było bardziej świadome i intensywne, oraz by prowadziło do budowania społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego. Wydaje się to bardzo ważne zwłaszcza dziś, kiedy w całej Europie przeżywamy swoisty kryzys świadomości obywatelskiej. Jestem głęboko przekonany, że tematyka tegorocznego Zjazdu wyszła naprzeciw oczekiwaniom świadomych obywateli oraz tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za życie społeczne i polityczne.

Trzeba nam pamiętać, że choć celem ostatecznym człowieka jest zbawienie i życie wieczne z Bogiem w Ojczyźnie niebieskiej, to jednak ochrzczonym nie wolno uciekać od problemów tego świata. Nie wolno uciec w sferę prywatności i ograniczyć się tylko do spraw rodzinnych, czy osobistych. Wiara w Boga nie zwalnia bowiem od aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym.

Powołaniem chrześcijanina jest również troska o dobro wspólne. Koniecznym jest zaangażowanie się wierzących w sprawy publiczne – zarówno na poziomie narodowym jak i europejskim. Ojciec Święty Jan Paweł II usilnie nawoływał do aktywności społecznej. W adhortacji „Christifideles laici” pisał: Nowe sytuacje – zarówno w Kościele, jak i w życiu społecznym, ekonomicznym, politycznym i kulturalnym – domagają się dzisiaj ze szczególną siłą zaangażowania świeckich katolików. Bierność, która była zawsze postawą nie do przyjęcia, dziś jeszcze bardziej staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności (Chl 3).

Jednym z zauważalnych przejawów miłości, jaką człowiek może okazać Bogu, jest głęboka troska o siostry i braci, którzy żyją obok nas. Jest to postawa prawdziwie ewangeliczna, ale i obywatelska. Podejmujemy odpowiedzialność za człowieka, za społeczeństwo, za Ojczyznę, która jest dla nas matką. IX Zjazd Gnieźnieński był praktyczną lekcją takiej właśnie postawy: lekcją tego, jak realizować powołanie chrześcijańskie w społeczeństwie obywatelskim, jak być dobrym chrześcijaninem i dobrym obywatelem. Wszak współczesna demokracja potrzebuje chrześcijan. Demokracja potrzebuje wartości, potrzebuje sumienia, potrzebuje ludzi, którzy potrafią wybierać dobro i odróżniać je od zła.

Zjazd starał się pokazać, że dla budowania wspólnego dobra niezbędne jest uznanie publicznego charakteru religii i jej niezastąpionej roli jako źródła kapitału społecznego, nauczycielki wartości, będących fundamentem wolnego społeczeństwa oraz nauczycielki miłości. Miłość, która zaprowadziła Chrystusa na krzyż, jako jedyna może rozbudzić w nas pragnienie służenia ludziom.

 

Co chciałby Ksiądz Prymas powiedzieć młodym ludziom, którzy pragną angażować się w życie społeczne i polityczne?

Młodzi ludzie nie pamiętają okresu cierpienia, wysiłku i zmagania się o wyprowadzenie Polski z systemu realnego socjalizmu i przejścia do systemu demokratycznego i gospodarki rynkowej. Dziś żyją w wolności (niestety pojmowanej niekiedy jako swawola), żyją w systemie demokratycznym o wolnej gospodarce rynkowej. Lekcja z przeszłości winna być przypominana współczesnym pokoleniom młodzieży i tym, którzy dziś Polskę stanowią – zwłaszcza w wymiarach władzy ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej. Trzeba tę lekcję przypominać również tym, którzy mają wpływ na gospodarkę naszego kraju, by nie popełnić błędów z przeszłości, nie zafascynować się materializmem praktycznym i nie zapomnieć o podstawowych zasadach moralnych w życiu gospodarczym.

Jan Paweł II na krakowskich Błoniach w 2002 roku przestrzegał, że wiek dwudziesty, mimo niewątpliwych osiągnięć w wielu dziedzinach, naznaczony był w szczególny sposób „misterium nieprawości”.Z tym dziedzictwem dobra, ale też i zła, weszliśmy w nowe tysiąclecie. Przed ludzkością jawią się nowe perspektywy rozwoju, a równocześnie nowe, niespotykane dotąd zagrożenia. Człowiek nierzadko żyje tak, jakby Boga nie było, a nawet stawia samego siebie na Jego miejscu. Uzurpuje sobie prawo Stwórcy do ingerowania w tajemnicę życia ludzkiego. Usiłuje decydować o jego zaistnieniu, wyznaczać jego kształt przez manipulacje genetyczne i w końcu określać granicę śmierci. Zapomina niejako, że jest tylko odkrywcą, a nie stwórcą rzeczy i osób. Odrzucając Boże prawa i zasady moralne, otwarcie występuje się przeciw rodzinie. Na wiele sposobów usiłuje się zagłuszyć głos Boga w ludzkich sercach, a Jego samego uczynić „wielkim nieobecnym” w kulturze i społecznej świadomości narodów. „Tajemnica nieprawości” wciąż wpisuje się w rzeczywistość świata (18.08.2002 r.).

To ostrzeżenie Ojca Świętego kładę na serce młodego pokolenia Polaków!

 

Czego chciałby Ksiądz Prymas życzyć swoim rodakom z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia?

Papież Benedykt XVI w liście apostolskim „Porta Fidei” ogłaszającym Rok Wiary zachęcał nas wszystkich: „Podwoje wiary” ( por. Dz 14, 27) są dla nas zawsze otwarte. Wprowadzają nas one do życia w komunii z Bogiem i pozwalają na wejście do Jego Kościoła. Próg ten można przekroczyć, kiedy głoszone jest Słowo Boże, a serce pozwala się kształtować łaską, która przemienia. Przekroczenie tych podwoi oznacza wyruszenie w drogę, która trwa całe życie (Benedykt XVI, Porta Fidei 1). Aby móc doświadczyć owoców spotkania z nowonarodzonym Chrystusem, trzeba nam nieustannie powracać na drogę wiary.

 

Życzenia

Dzieląc się z moimi rodakami wigilijnym opłatkiem, życzę im odwagi wejścia na drogę wiary. Niech Święta Bożego Narodzenia staną się czasem autentycznego i nowego przylgnięcia do Chrystusa. Niech będzie to czas doświadczenia Bożego pokoju, czas wyzwolenia z lęku o przyszłość, czas prawdziwej radości. Niech Boże Dziecię, które przyszło na świat w ludzkiej rodzinie, pobłogosławi nasze rodziny darem pokoju i pomoże nam żyć we wzajemnej miłości i zgodzie.

Dziękuję za rozmowę i życzę w imieniu swoim i Czytelników „Gminy” spokojnych, zdrowych, pełnych radości Świąt.

poniedziałek, 26 listopad 2012 17:19

Jak zorganizować partnerstwo lokalne

Partnerstwa lokalne organizują ci, którzy chcą w swoim otoczeniu coś zmienić. Czasem inicjatorami są lokalne władze, proboszcz albo bibliotekarka. Jak zorganizować pierwsze spotkanie partnerskie, by nie stało się ono ostatnim? Jak działać, aby przyciągać, a nie zniechęcać ludzi?

W partnerstwie nie ma polityki, nie ma „ważnych” i „ważniejszych” – mówią animatorki partnerstw, pracujące w Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej – panie Beata Pawłowicz i Grażyna Gnatowska. Jest natomiast długofalowa współpraca instytucji, ludzi biznesu, osób prywatnych i wszystkich chętnych, działających jakby w odpowiedzi na potrzeby mieszkańców lub w związku z jakąś inicjatywą, która dotyczy problemów społeczności lokalnej.

Partnerstwo nie polega na tym, że wójt czy inny, często polityczny decydent, zbiera zespół i każe zrobić coś, co jest aktualnie według niego potrzebne. Dzisiaj mądry przedstawiciel władzy potrafi słuchać. Jeśli na jego terenie powstają partnerstwa, znaczy to, że społeczność lokalna żyje, nie trwa w marazmie i nie czeka na uzdrowiciela, tylko sama się organizuje, aby poprawić coś, co stanowi społeczny problem.

Artykuł ten może stanowić rodzaj poradnika dla tych, którzy pragną zorganizować lokalne partnerstwa. Opisane w nim działania zostały przedstawione na zajęciach warsztatowych w czasie Kongresu „Biblioteka z wizją” w Warszawie.

Diagnoza potrzeb

Badanie takie staje się podstawą do działania. Na przykład z rozmów z uczniami, nauczycielami, rodzicami w naszej miejscowości wynika, że zdecydowana większość gimnazjalistów nie jest zainteresowana miejscem, w którym żyje. Mówią tylko o tym, że chcą stąd uciec. Młodzi wyśmiewają lokalne zwyczaje, a wolny czas spędzają na przystankach autobusowych. Dodatkowo dorośli nie angażują się w życie miejscowości, nie uczestniczą również w wyborach, uważając, że „polityka ich nie dotyczy”. Jedyną organizacją w gminie jest OSP. Kiedyś działało harcerstwo, a teraz czasem tylko koło gospodyń wiejskich organizuje jakieś lokalne kiermasze czy dożynki. Do biblioteki też młodzi nie przychodzą, bo mówią, że tam jest nudno. Nie czytają, wydaje się, że niczym się nie interesują.

Oto diagnoza problemu. Taki wizerunek dotyczy wielu polskich społeczności lokalnych, ale przypuśćmy, że szczególnie naszej. Wiemy to z rozmów z przedstawicielami różnych środowisk w naszej okolicy.

Chcemy coś z tym zrobić!

Kto: my? Na przykład bibliotekarka albo dyrektorka szkoły, albo lokalny biznesmen czy może wójt? Inicjatorem partnerstwa może być każdy. Ale kiedy będzie sam, zawsze przegra, wypali się. Do działania potrzebny jest zespół, który zaangażuje ludzi i obudzi ich do współpracy. Jak to zrobić? Kiedy zacząć?

Pierwsze spotkanie zawsze jest kluczowe. Od niego wiele zależy. Dlatego warto pamiętać, aby wybrać dogodny termin, niezbyt odległy. Nie warto organizować również spotkań przed wakacjami, bo następne będzie zbyt odległe w czasie. Gdy już zdecydujemy się co do terminu (pamiętajmy, że nie dopasujemy go do wszystkich), siadamy nad listą gości. Zastanawiamy się, kogo zdiagnozowany problem zainteresuje.

Kogo i jak zaprosić?

Przypuśćmy, że na naszej liście znaleźli się: nauczyciele, pracownicyośrodka kultury, strażacy, radni, sołtysi, wójt (jeśli nie przyjdzie osobiście, z pewnością kogoś w zastępstwie przyśle), liderzy nieformalnych grup (np. muzycznych, folklorystycznych), pasjonaci (lokalni kolekcjonerzy, dziennikarze). Przy zapraszaniu gości musimy pamiętać o trójsektorowości: sektorze publicznym, niepublicznym (organizacje NGO) i biznesowym. Nie zapominajmy zwłaszcza o przedsiębiorcach. Tych dużych, ale i „małych”, lokalnych MSP, takich jak np. właściciel zakładu fotograficznego, cukierni czy piekarni. Często różne podmioty zwracają się do nich tylko po przysłowiową „kasę”. A przecież to osoby przedsiębiorcze, twórcze. Nawet jeśli nie przyjdą, poczują się docenieni.

Oczywiście nie możemy zapomnieć o tych, których najbardziej problem dotyczy, czyli o młodzieży. Częstą praktyką jest uzdrawianie kogośna siłę, bez zasięgnięcia opinii samego zainteresowanego.

Pracując nad listą gości, nie zapomnijmy o diagnozie oczekiwań osób, które miałyby w spotkaniu uczestniczyć. Pomoże przy tym narysowana tabela, do której wpiszemy nazwę zapraszanej instytucji czy organizacji, imię i nazwisko przedstawiciela: jego funkcję, osobowość, umiejętności. W tabeli powinniśmy umieścić również rubrykę dotyczącą motywacji zapraszanej osoby do współpracy – czyli odpowiedź na proste pytanie: co on z tego będzie miał? oraz rubrykę: w czym dana osoba może nam z kolei pomóc, jak może być przydatna.

Wbrew pozorom sporządzenie takiej listy uzmysławia partnerom, że wszyscy korzystają na tym, że zaangażują się w rozwiązanie problemu. Każdy musi znaleźć w działaniu również przestrzeń dla swoich oczekiwań: czy będzie to powstanie drużyny młodzieżowej straży pożarnej, czy możliwość szerszego naboru do zespołu muzycznego, czy zmiana wizerunku firmy, reklama prezesa, wójta albo radnego, czy rozszerzenie działalności społecznej parafii albo promocja własnej kolekcji numizmatycznej. Wszelkie motywacje służące zaangażowaniu się ludzi w rozwiązywanie palących często problemów są ważne, byle by nie miały podtekstów manipulacyjnych czy politycznych.

Wysyłamy zaproszenia 2-3 tygodnie przed terminem spotkania. Określamy w nich miejsce, czas i problem, który będzie omawiany. Kilka dni przed wykonujemy telefon przypominający o spotkaniu, uzyskujemy również informację, ile trzeba przygotować miejsc. Jeśli ktoś nie może być obecny na pierwszym, można zaprosić go na następne spotkanie.

Miejsce i scenariusz spotkania

Najlepiej sprawdza się miejsce ze stołami, które mogą zostać ustawione w literę „U”, dzięki czemu ludzie lepiej sięsłyszą, mają szansę coś zapisać. Przy stole można się również poczuć bezpieczniej.

Po utrzymanym w swobodnym tonie powitaniu zapraszamy uczestników do przedstawienia się. Nie zachowujemy zasad procedencji. Niech każdy – nawet „po kolei”, powie o sobie to, co chce: o tym, czym się zajmuje, co jest dla niego ważne. Dzięki temu zabiegowi atmosfera zebrania staje się luźniejsza, zdarzają się żartobliwe momenty, znika sztywność, a tworzy - ciepła przestrzeń.

Potem przedstawiamy siebie. Mówimy o tym , co robimy, co mamy w planach oraz przedstawiamy powód zaproszenia do partnerstwa, wyniki badania potrzeb i problemu społeczności lokalnej. Staramy się stworzyć wspólną, zespołową diagnozę tej sprawy. Wszystko, o czym dyskutujemy, zapisujemy na tablicy. Łatwiej wtedy porządkować dyskusję, rozwijać myśli i tezy. Podkreślamy, że nie proponujemy krótkotrwałego działania, ale długą współpracę. Staramy się ciągle odwoływać do uczestników, pytać: jak państwo to widzą?

Najważniejszym elementem pierwszego spotkania jest wypisanie pomysłów działań, prowadzących do rozwiązania problemu. Zapisujemy je zawsze na tablicy w takiej formie, w jakiej zostały zgłoszone. Odnotowujemy również, kto jest ich autorem. Pamiętajmy, że powinna obowiązywać zasada: nie zawsze mój pomysł musi być najlepszy, wszystkie mają ten sam priorytet. Z drugiej strony, ciągle jesteśmy przyzwyczajeni do pewnej bierności, postawy: niech rozwiązanie zaproponuje ten, kto zaprasza. A w partnerstwie chodzi o budowanie relacji między ludźmi, rozbudzanie aktywności. Każdy z zaproszonych musi mieć poczucie wpływu na problem.

Na końcu podsumowujemy spotkanie i ustalamy termin następnego, nie późniejszego jednak niż za 2-3 tygodnie. Koniecznie wypada zaznaczyć, że kolejne spotkanie będzie miało charakter roboczy i zaprosić do wpisywania się na listę kontaktową.

Podtrzymujemy kontakt

Warto przepisać do dokumentu tekstowego postawioną na spotkaniu diagnozę i propozycje rozwiązań, i bez „lukrowania” rozesłać mailem ten surowy draft do uczestników. Niczego nie poprawiamy po swojemu, co pozwoli odbiorcom wrócić do emocji, które pojawiały się w trakcie konkretnych zapisów.

Pamiętajmy, że mimo iż zainicjowaliśmy partnerstwo, nie jesteśmy w nim „guru”. Zdarza się, że ktoś inny obejmuje przewodzenie grupie. Celem jest działanie zbiorowe, nie partykularne. Dlatego jeśli na kolejne spotkanie przyjdą inne osoby, nie przejmujmy się tym, tylko przypomnijmy krótko, co zostało już wcześniej ustalone.

Wspólna praca skutkuje świadomością siły, ale również pewnej zbiorowej mądrości. Nie jest łatwa, ale prowadzi niezaprzeczalnie do konkretnych efektów. Daje poczucie sensu i satysfakcji. Wpływa na naszą najbliższą rzeczywistość. Pamiętajmy jednak, że granica między animacją i manipulacją jest cienka. Wszystko zależy od etyczności partnerów.

Dobre praktyki współpracy partnerskiej (APLA)

1.      Jasień, woj. lubuskie: zagospodarowanie parku miejskiego jako wspólnej przestrzeni kulturowej. Tu odbywają się festyny rodzinne, rozgrywki szachowe, w czasie wakacji rozkłada się kino plenerowe. Tu, na placu zabaw, bibliotekarki oraz znane osoby głośno czytają książki.

2.      Szlichtowa, woj. lubuskie: partnerstwo na rzecz rozwoju kultury w Szlichtowej „Skarby naszej gminy”. Cel to rozbudzenie zainteresowania mieszkańców lokalnym bogactwem kultury, historią. Podjęto działania, zmierzające do promocji znanych osób z gminy Szlichtowa, zajmujących się architekturą, przyrodą, muzyką, sportem, poezją, teatrem. Efektem współpracy jest wydany wspólnie kalendarz, w którym każda strona przedstawia jakąś osobę i temat – jeden gminny skarb.

3.      Stężyca, woj. lubelskie: działania „Zróbmy to razem”, których efektem był udział w konkursie na najładniejszy wieniec dożynkowy o nagrodę Prezydenta RP w Spale. Działania dotyczą również spotkań międzypokoleniowych, na których poznaje się tradycje regionu, szkoleń komputerowych dla starszych (50+), czy organizacji kursu florystycznego.

4.      Poznań: działania pod nazwą „Wielkopolskie questy” - produkcja bezpłatnych questów, czyli bezobsługowych gier. Polega to na wymyślaniu historii związanych z historią miasta, by następnie udostępniać je bezpłatnie osobom, które chcą podjąć wyprawę po skarb.

Warsztaty prowadziły Beata Pawłowicz i Grażyna Gnatowska - trenerki Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej (CAL). 

poniedziałek, 26 listopad 2012 17:12

Partnerstwa lokalne: Sztuka lokalnego działania

Ostatnio zmienia się nieco polska scena społecznego działania. Powstaje coraz więcej lokalnych partnerstw, grup obywatelskich, inicjatyw lokalnych.

Mieszkańcy, zarówno małych miejscowości, jak i wielkich miast, coraz częściej chcą mieć wpływ na swoje otoczenie. Chcą wiedzieć, na co przeznaczane są społeczne pieniądze, włączać się w proces ich wydatkowania. Ale także wychodzą naprzeciw potrzebom swoich sąsiadów, sami szukają środków, by rozwiązywać ważne dla małych społeczności sprawy.

Choć według badań CBOS z 2010 roku aż 60 proc. Polaków wciąż uważa, że nie ma wpływu na sprawy publiczne na poziomie ogólnokrajowym, a 45 proc. mówi, że nie ma możliwości decydowania o sprawach swojego miasta i gminy. Zdecydowana większość naszych rodaków ciągle uznaje, że to władza decyduje o ich życiu w jego najróżniejszych przejawach.

Coś jednak w tych odczuciach społecznych się zmienia, bo jednocześnie aż 79 proc. Polaków wierzy we współpracę z innymi ludźmi, która będzie prowadzić do lokalnego rozwoju.

Mali i duzi

Partnerstwa lokalne nie są organizacjami, stowarzyszeniami, fundacjami. To pewien ruch społeczny, jednoczący sieć instytucji, które chcą działać na rzecz społeczności lokalnych, a także likwidować społecznie negatywne zjawiska. Często jednoczą się w partnerstwa podmioty publiczno-prywatne, które podpisują krótko lub długotrwałe porozumienia przy realizacji konkretnych działań.

Zwykle zawiązują koalicje: domy kultury, ośrodki pomocy społecznej, organizacje pozarządowe. Bywa, że ruch skupia szkoły wyższe, biblioteki, biznesmenów. Powstają także partnerstwa obywatelskie – zrzeszające przeważnie osoby prywatne. Zawiązują się one w mniejszych ośrodkach, np. w gminach. Czasami przybierają formę inicjatywy lokalnej, wtedy bierze w niej czynny udział samorząd. On też może partycypować w działaniach, których inicjatorami są mieszkańcy.Wynika to z przepisów Ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Przykładem takiej inicjatywy lokalnej jest Stowarzyszenie Klon/Jawor.

Zdarzają się także duże koalicje. Projekt „Decydujmy razem” obejmuje na przykład już 8 regionów w Polsce i skupia niemal 400 samorządowców, przedstawicieli organizacji pozarządowych i osób zainteresowanych partycypacją mieszkańców w kwestiach publicznych. Uczestniczą w projekcie jako szkoleniowcy: Fundacja Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, Stowarzyszenie Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej (CAL), Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej oraz Instytut Spraw Publicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

W 108 gminach i powiatach z całej Polski w ramach działań „Decydujmy razem” trwa budowanie i testowanie mechanizmów partycypacji. Do połowy 2014 r. zostaną w ramach projektu podjęte wielowymiarowe działania, które pozwolą zaktywizować społeczności m.in. poprzez uczenie metod działania, prowadzenia dialogu, zasad funkcjonowania instytucji publicznych.

Kto zawiązuje partnerstwa?

„Partnerstwami mogą być inicjatywy mieszkańców na rzecz wybudowania boiska, koalicje wokół problemów bezpieczeństwa, stowarzyszenia osób niepełnosprawnych, Lokalne Grupy Działania, czy po prostu lokalne partnerstwa z udziałem przedstawicieli gminy, instytucji samorządowych (szkoła, ośrodek pomocy społecznej), lokalnego biznesu (właściciel stacji benzynowej, sklepikarz, kowal-artysta) i aktywnych grup mieszkańców” – czytamy na stronie internetowej „Witryna Wiejska”.

Jeśli członkami ruchu są instytucje, ich przedstawiciele spotykają się zwykle w godzinach pracy. Ustalają wspólne działania. Co niesłychanie ważne, często się szkolą. Zdarza się, że i oni organizują szkolenia: dla urzędników, np. jak się kontaktować z osobami chorymi psychicznie, niesłyszącymi, jak rozmawiać z osobami starszymi, które często nie rozumieją języka, jakim przemawiają do nich urzędnicy.

Kto działa w partnerstwach lokalnych?

Działają w nich ludzie, którzy lubią innych, lubią pracować w grupie. Ale też tacy, którzy potrafią dać drugim przestrzeń do działania, nie myśląc tylko o splendorach, w razie powodzenia, dla siebie. Potrafią pochwalić czyjąś pracę, dzielić się doświadczeniem.

- Tak rzadko umiemy się cieszyć z cudzego sukcesu – mówi Grażyna Gnatowska, wiceprezes Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej (CAL). Dlatego ludzie nie chcą pracować z innymi. Sądzą, że ktoś nimi manipuluje, ma coś „do ugrania”. Kiedy zaczynaliśmy pracę w Koalicji na Rzecz Ochoty podejrzewano nas, że chcemy przejąć władzę w dzielnicy, że jesteśmy przeciwko rządzącym.

A oni są raczej „za”, niż przeciw komukolwiek. Kiedy inicjowali to dzielnicowe partnerstwo, zawarli kontrakt o współpracy, bardzo precyzyjnie określili zasady. Zapisali w nich: dobrowolność udziału, równość partnerów wobec siebie, jednakowe prawo głosu – niezależnie od sprawowanej na co dzień funkcji, działanie ponad podziałami – i tymi politycznymi, i społecznymi, i religijnymi. Te zasady właśnie spowodowały, że partnerstwo na Ochocie się trzyma i działa już 12 lat. Obecny burmistrz szanuje zasady tego koalicyjnego „okrągłego stołu” i je akceptuje.

- Zawsze, kiedy przychodził do nas ktoś nowy, czytaliśmy mu na spotkaniu głośno te wypracowane wspólnie zasady. Widziałam, jak wytrącało to oręż z dłoni niektórym politykom, którzy liczyli, że staną się przy okazji ojcami koalicyjnych sukcesów i zaskarbią sobie poparcie w przyszłych wyborach. Dzisiaj coraz więcej osób włącza się w nasze działania, także tych niezrzeszonych. Kiedy robiliśmy „Dzień sąsiada”, docierało do nas, że właściciele ochockich restauracji – „Latającego Kufra” czy Baru „Pod Skrzydłami” częstowali swoich sąsiadów kiełbaskami z rusztu za złotówkę, czy pajdą chleba ze smalcem. Dzisiaj już pytają, jak mogą się w przyszłym roku przydać – dopowiada Kierowniczka Klubu Osiedlowego „Surma”, filii Ośrodka Kultury Ochoty w Warszawie.

Jak się zorganizować?

Zwykle któraś z instytucji inicjuje współpracę. Czasem jest to Biblioteka Publiczna, czasem Ośrodek Pomocy Społecznej. Najpierw instytucja inicjująca zaprasza na wspólne spotkanie, które ma być poświęcone rozwiązaniu konkretnego problemu. To ważne, bowiem punktem wyjścia do organizacji partnerstwa jest konkret, jakaś lokalna społeczna bolączka. Dlatego zapraszani są ci, którzy mogą pomóc go rozwiązać. Ale później często przejmuje przywództwo ktoś inny. W ramach partnerstw wyodrębniane są komisje, np. ds. animacji społecznej, ds. seniorów, ds. osób niepełnosprawnych, czasem komisje specjalne, powołane do realizacji konkretnego projektu, np. opracowania przewodnika po instytucjach publicznych dla seniorów, jak to miało miejsce na Ochocie.

Ludzie wolą przychodzić do partnerstw niż do urzędów. Zwłaszcza starsi. Jest im wstyd, że nie rozumieją, co mówi do nich urzędnik. W powołanym w klubie osiedlowym „Surma” w Warszawie Punkcie Informacji Obywatelskiej dyżurują prawnicy, którzy udzielają mieszkańcom nieodpłatnych porad. Konieczne są zapisy. Przychodzą osoby, które proszą o napisanie podania, przetłumaczenie niezrozumiałego urzędowego pisma, o poradę w sprawach spadkowych, ZUS-owskich, a nawet karnych.

Zdarza się, że to urzędnicy proszą partnerstwa o pomoc i zorganizowanie szkoleń w zakresie komunikacji z osobami o różnym statusie.

Na wsi – inaczej

W miastach nie sprawdzają się partnerstwa obywatelskie. Zwykle pozostają fasadowe, papierowe. Inaczej jest na wsi i w małych miasteczkach.

Na Mazowszu, w gminie Liw, Jolanta Rostek utworzyła Liwskie Stowarzyszenie Wspierania Przedsiębiorczości oraz Aktywizacji Społeczności Lokalnej.

- Dzięki działaniom stowarzyszenia oraz powstałemu nieco wcześniej z inicjatywy szefowej GOPS Elżbiety Lutostańskiej Partnerstwu na Rzecz Rozwoju Ziemi Liwskiej, w nowej rzeczywistości zaczęły się odnajdować poszczególne wsie, do niedawna jeszcze jakby uśpione. Dzięki inicjatywie Jolanty Rostek i dużemu zaangażowaniu mieszkańców powołano na nowo Ochotniczą Straż Pożarną we wsi Borzychy i w dwa lata wyremontowano remizę strażacką, niewielkim kosztem - z kompletnej ruiny powstała ładna świetlica - małe Centrum Aktywności Lokalnej – czytamy na stronie „Witryna Wiejska”.

Rozpoczął w tejże gminie działalność Klub Kobiet „Borówczanki”, który organizuje dla mieszkańców imprezy: Sylwestra, wesela, pikniki. Kiedy pracowniczka GOPS pozyskała od sponsorów materiały budowlane, okna, biurka, krzesła, komputer, możliwe było w Popielowie wyremontowanie wspólnymi siłami zakupionej przez mieszkańców dawnej zlewni mleka. Tak powstała świetlica wiejska dla dzieci i młodzieży, z której korzysta w godzinach popołudniowych około czterdziestu młodych ludzi. Opiekuje się nimi dwóch wychowawców oraz wolontariusze. Aktywni mieszkańcy wsi Popielów postanowili również zbudować dla dzieci i młodzieży boisko. Wychowawcy świetlicy zorganizowali festyn dla pozyskania środków na jego budowę oraz doposażenie świetlicy.

„Moja Gmina – moja sprawa. Razem możemy więcej” – to hasło, które przyświecało powołaniu partnerstwa w Osieku Małym. Zainicjowali je pracownicy Gminnej Biblioteki Publicznej. Pierwsze spotkanie miało charakter szkoleniowy. Założyciele nazwali je Partnerstwem na rzecz Edukacji i Aktywizacji mieszkańców gminy.

W gminie Miękinia członkami Partnerstwa na rzecz osób niepełnosprawnych, starszych i samotnych są:Publiczne Przedszkole w Miękini, Powiatowy Urząd Pracy w Środzie Śląskiej, Komenda Powiatowa Policji w Środzie Śląskiej, Zespół Szkół w Miękini, Urząd Gminy Miękinia, Warsztaty Terapii Zajęciowej w Środzie Śląskiej, Firma LAMAR, Prywatny Dom Osób Starszych „ Maria”, Samorządowy Ośrodek Kultury, Nadleśnictwo Miękinia, Zespół Szkół w Lutyni, Stowarzyszenie Ludzi Aktywnych, FHU Tomasz Szypura”, Stowarzyszenie Nasza Brzezina, Miękiński Uniwersytet Trzeciego Wieku i Fundacja „Przede Wszystkim”.

Dzisiaj, w zjednoczonej Europie, idea partnerstw służy promocji rozwoju lokalnego, skutkuje spójnością społeczeństw i wpływa na poczucie ich tożsamości.

Skąd biorą pieniądze?

Nie pieniądze są najważniejsze. Najpierw musi być diagnoza potrzeb, cel, na który pieniądze mają być przeznaczone. Kiedy wiemy, że coś jest bardzo potrzebne, zawsze środki się znajdą. Reprezentujemy przecież w partnerstwie różne instytucje, które mają zapisanych w swoich statutach wiele działań, indywidualnie mamy wiele doświadczeń. Kiedy młodzież chciała wydawać dzielnicową gazetę, znaleźliśmy sponsora, który ją finansował. Wydawaliśmy ją potem przez dziewięć lat. Młodzieży chodziła po głowie gazeta bez cenzury. Mało tego, ta młodzież współpracowała potem ze starszymi mieszkańcami dzielnicy, zamawiając teksty dotyczące np. historii okolicy. Spierała się też o tę wydawniczą wolność z koordynatorką projektu – mówią członkowie Koalicji na rzecz Ochoty. Tak w inicjatywę młodzieży angażowali się ludzie z różnych środowisk.

Pomagają partnerstwom w pozyskiwaniu środków organizacje pozarządowe, fundacje, stowarzyszenia, ale i wspiera konkretne projekty mądra władza lokalna, realizując swoje gminne czy miejskie zadania. Nigdy jednak ruch tych działań nie rozlicza, bo nie ma osobowości prawnej. Czynią to ci, którzy z partnerstwami zadania realizują: np. OPS-y. Warszawski projekt „Pedagog ulicy” jest obecnie prowadzony i rozliczany przez Fundację Marii Grzegorzewskiej, a jego partnerem była Akademia Pedagogiki Specjalnej.

Potrzebny jest czas i sojusznicy

Młode partnerstwa skupiają się często na zbyt wielu działaniach, a tu bardziej trzeba się zogniskować na relacjach z ludźmi. Zrobić wspólnie coś małego, żeby się udało. Kiedy sprawa nie wyjdzie, ludzie się zniechęcają. Uważam, że robienie czegoś pod presją czasu nie przynosi dobrych efektów, bo szybko wypala ludzi – komentuje Grażyna Gnatowska, jedna z inicjatorek Koalicji na Rzecz Ochoty.

Przedstawiciele partnerstw przyglądają się problemom. Nad formami współpracy długo debatują. Nie zgadzają się na anonimowość ani w miastach, ani w małych miejscowościach. Szukają pomocy wśród instytucji do tego powołanych. Biblioteki mają swój ruch - Program Rozwoju Bibliotek i Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego. Całą Polskę obejmuje swoim działaniem Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej (CAL), które proponuje fachowe, prowadzone przez przygotowanych wszechstronnie trenerów szkolenia. Aktywnie działa na rzecz dobra publicznego organizacja pozarządowa: Stowarzyszenie BORIS (Biuro Obsługi Ruchu i Inicjatyw Społecznych) – członek SPLOT (Sieć Wspierania Organizacji Pozarządowych) i Federacji Organizacji Służebnych. Prowadzi ono poradnictwo, konsultacje, szkolenia i pomaga w tworzeniu koalicji lokalnych. Od dwóch lat realizuje też projekt SCWO – Stołeczne Centrum Współpracy Obywatelskiej, w ramach którego pomaga partnerstwom warszawskim. Dzięki BORIS-owi powstały nowe partnerstwa, np. na Mokotowie. Członkowie BORIS-u uważają, że „państwo powinno włączać się tylko w te działania, z którymi zorganizowane grupy obywateli sobie nie radzą.”

Rzadko niestety grupy współpracują z lokalnym biznesem. Problem ten dojrzewa jednak, a uświadomienie go sobie, to już sukces.

Nie zawsze wszystko im się udaje. Czasem komisje partnerstw są zawieszane. To nie jest dziwne. Takie jest życie. Biegnie sinusoidalnie – raz w górę, a raz w dół. Wtedy trzeba poczekać. Nie wolno niczego robić na siłę – mówią społecznicy.

Partnerstwa lokalne rozpoczęły swoją działalność, np. w krajach anglosaskich, w latach 80-tych XX wieku. W krajach zachodnich mieszkańcy bardzo żywo uczestniczą w życiu swoich miejscowości. Dzisiaj konsultują projekty, są pytani o zdanie nawet w sprawach według nas błahych. Dzięki temu wiedzą o bolączkach sąsiadów, nie pozostają anonimowi, mają wpływ na rozwój ich najbliższego otoczenia. Czyżby i u nas zaczynał powiewać wiatr z zachodu? Może na razie jest słaby, ale z pewnością się nasila.

wtorek, 30 październik 2012 17:38

Nowatorski fundusz pożyczkowy

Program „Samorządowa Polska”, którego inicjatorem jest Związek Rzemiosła Polskiego, zainaugurował w czasie obrad II Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Katowicach swoją działalność. Celem programu jest łatwiejsze dostarczenie przedsiębiorcy z sektora MSP środków pieniężnych na rozwój. Właścicielem lokalnego funduszu pożyczkowego ma być gmina.

Posiedzenie inauguracyjne Krajowej Rady Programowej „Samorządowa Polska” otworzył prezydent Aleksander Kwaśniewski, a podsumował je prof. Jerzy Buzek. Na sali obecni byli ponadto: prof. Michał Kulesza – twórca polskiej reformy samorządowej, Jerzy Bartnik – prezes Związku Rzemiosła Polskiego, Andrzej Arendarski – prezes Krajowej Izby Gospodarczej, a także marszałkowie, prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, europosłowie, prezesi korporacji bankowych, przedstawiciele związków zawodowych, prawnicy. 
 
„Mam poczucie, że w XXI wieku stanie się faktem stwierdzenie, że ludzie na wsi będą przedsiębiorcami” – mówił na uroczystej sesji w Katowicach pod koniec września 2012 r. Prezes Zarządu Unii Gospodarczej Samorządowych Funduszy Pożyczkowych „Samorządowa Polska” – dr Jacek Janiszewski. 
 
Wszyscy zgromadzeni na spotkaniu inauguracyjnym podkreślali, że pomysł powołania do życia funduszu pożyczkowego, który łączyłby ofertę pożyczkową z możliwością zakupów grupowych, objętych wspólnym ogólnopolskim mechanizmem poręczeniowym, to innowacyjne rozwiązanie i potrzeba chwili.
 
Jerzy Bartnik zwrócił uwagę, że ostatnio Komisja Europejska przyjęła zdecydowane stanowisko w kwestii wsparcia finansowego dla systemu pozabankowego. 
 
„Będziemy pierwsi. Zachód się od nas będzie uczyć” - zaznaczył z zadowoleniem.
 
Cechy nowego mechanizmu finansowego
 
Program „Samorządowa Polska” oferuje nowatorski system finansowego i produktowego wsparcia sektora MSP na terenie całego kraju, poprzez udzielanie długoterminowych, niskooprocentowanych pożyczek w wysokości do 25 000 euro. Udzielane one będą na preferencyjnych warunkach, a spłata kapitału podlegała będzie odroczeniu na wiele lat. Przedsiębiorca ma spłacać na bieżąco jedynie odsetki.
 
Dodatkowo finansowanie MSP uzupełnione będzie przez konkurencyjny kredyt bankowy, a także grupowy system zakupu towarów, usług czy technologii. Program opracowany przez grupę ekspertów zakłada także indywidualne doradztwo dla przedsiębiorcy, obejmujące: zbudowanie z nim razem 5-letniego programu inwestycyjnego (zakupowego), stworzenie oferty rozwiązań finansowych, obsługę przedsięwzięcia od strony formalno-organizacyjnej. 
 
Dodatkowym atutem projektu jest stworzenie ogólnopolskiego systemu poręczeniowego, który będzie zabezpieczał spłatę zaciągniętych pożyczek oraz zakupionych w ramach grupowego systemu towarów czy usług.
 
Fundusz Pożyczkowy „Samorządowa Polska” – w każdej gminie
 
Każda gmina uczestnicząca w programie, w zamierzeniach pomysłodawców, zostanie współwłaścicielem Funduszu Pożyczkowego „Samorządowa Polska” – spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, działającej na zasadzie not for profit. Taki Fundusz udzielał będzie pożyczek przedsiębiorcom z terenu danej gminy.
 
Instytucją kontrolną, a także udzielającą wsparcia kapitałowego dla Funduszy Pożyczkowych będzie Krajowy Fundusz Poręczeniowy „Samorządowa Polska”sp. z o.o, również działająca na zasadzie not for profit. Udziałowcami Krajowego Funduszu będą gminy, województwa, krajowe i międzynarodowe instytucje finansowe oraz agencje rządowe.
 
Wypowiedzi ekspertów
 
Prezydent Słupska, Maciej Kobyliński, twierdził: „Ludzie boją się banków. W moim mieście mam 10 tys. firm. Ja, jako samorządowiec, mogę sprawdzić, czy kredytobiorca jest wiarygodny. Ten fundusz to próba urzeczywistnienia kapitalizmu dla ludzi”.
 
Przewodnicząca Sejmiku Województwa Podkarpackiego Teresa Kubas-Hul zwracała z kolei uwagę na wyjątkowość sieciowego charakteru projektu, a także rolę instytucji publicznej, która daje większe gwarancje, że będzie to projekt bezpieczny. Prof. Agnieszka Alińska z Narodowego Banku Polskiego w idei funduszu poręczeniowego widziała absorbowanie części ryzyka. 
 
Apelowano, by tworząc system pożyczkowo-gwarancyjny, nie ustawiać się opozycyjnie względem systemu bankowego, zwracano uwagę na konieczność przeprowadzenia pilotażu, innowacyjność struktury Rady Nadzorczej. Wszyscy mówcy podkreślali unikalność projektu i jego społeczną ważność. 
 
 
Tezy z wystąpień:
 
Aleksander Kwaśniewski
Gminny czy Miejski Samorządowy Fundusz Pożyczkowy to narzędzie z olbrzymimi w Polsce tradycjami, sięgającymi I połowy XIX wieku. I – nie boję się tego powiedzieć – z olbrzymią perspektywą. Mamy bowiem do czynienia z propozycją, która ma charakter powszechny, dostępny i odbudowujący to, czego nam dziś tak bardzo brakuje: społeczeństwo obywatelskie oparte na zaufaniu i służebnej roli władzy.
POWSZECHNY
Bo chcielibyśmy, aby Fundusz powstał w prawie każdej gminie, by był dostępny dla każdego przedsiębiorcy, bez względu na cel tej pożyczki. Elementem tej powszechności jest także nowy model funkcjonowania. To nie ma być biuro, w którym znudzony urzędnik czeka na petenta. To ma być mobilny menadżer, który dotrze do każdego przedsiębiorcy, zapyta o problemy, doradzi, zaoferuje pomoc. Załatwi pożyczkę szybko, w systemie on-line i zaproponuje takie jej warunki, które będą najkorzystniejsze dla biznesu, który prowadzi przedsiębiorca. To ma być nie tylko pożyczka, ale także realne, długofalowe współinwestowanie na warunkach przyjaznych przedsiębiorcy.
ZAUFANIE
To kluczowe słowo w tym pomyśle. Wszak przedsiębiorca będzie pożyczał nie od zbiurokratyzowanego banku, lecz od swojej wspólnoty: od sąsiadów, od gminy. Gmina więc będzie musiała zbudować kooperację ze swoimi obywatelami na nowych zasadach, a i obywatel będzie musiał zrozumieć, że to nie jest sprytna gra z anonimowymi bankami, lecz rodzaj samopomocy sąsiedzkiej, bardziej przystający do współczesności. (…)
Wyrażam radość z faktu, że znaleźli się odważni wójtowie, burmistrzowie i prezydenci, którzy zdecydowali się na udział w tej inicjatywie od początku. To bardzo trudne. W polskiej administracji – i nie tylko w niej – nie ma skłonności do innowacji, do podejmowania inicjatyw, które nie są jeszcze „uleżane” i „ucukrowane”. Nadal w wielu instytucjach publicznych obowiązuje model oglądania się na drugiego, wyczekiwania na liderów. Wasza obecność świadczy jednak o tym, że w samorządowych szeregach nie brakuje przywódców, gotowych do poszukiwania nowych form działania, do przełamywania barier, do podejmowania i promowania nowych rozwiązań i instytucji. Mam nadzieję, że Wasz przykład będzie zaraźliwy. 
 
Prof. Michał Kulesza
Mikro i mali przedsiębiorcy nie żyją w Polsce ani w województwie. Oni żyją w skali lokalnej. Oczekują, że świat w tej skali będzie dla nich przyjazny. (…) Dzisiaj następuje stepowienie obszarów wiejskich. Likwiduje się szkoły, szpitale, infrastrukturę obsługującą te obszary. Program „Samorządowa Polska” jest nastawiony na Polskę, którą ja z dumą nazywam: „Polska Prowincjonalna”. Buduje on podstawy rozwoju gospodarczego. Udział samorządów jest konieczny. Od kilku lat, mimo ogromnych pretensji do kolejnych rządów, samorząd działa dobrze – na ile mechanizmy prawne i finansowe mu na to pozwalają. Ale nie ma instrumentów do kształtowania rozwoju gospodarczego. 
– Czy warto się w ten program zaangażować? Zapisałem się do tego towarzystwa, bo wierzę, że tak.
 
Prof. Jerzy Buzek
Chcę podziękować tym, którzy pracowali dotąd nad tym projektem. W sferze publicznej projekt zacznie żyć właśnie od dzisiaj. Koło zamachowe zastartowało w czasie trwania obrad II Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw. To symboliczne. Społeczność małych miasteczek, wsi, którym ma służyć Fundusz, to najbardziej innowacyjne społeczności – jak miasteczka fińskie. 
 
Dzisiaj robimy kolejny krok w stronę decentralizacji, budujemy wolność. Na uwagę zasługuje powszechność i konieczność istnienia solidarności sąsiedzkiej tego przedsięwzięcia. Próbujemy działać w zakresie partnerstwa publiczno-prywatnego od wielu lat. Nie bardzo nam to wychodzi. Fundusz „Samorządowa Polska” to też jest tego typu współdziałanie. Dodatek do funduszy strukturalnych, tak to trzeba traktować. Nie demontujemy poprzednich sposobów współdziałania. Chcemy je ożywić. Polska ma doświadczenie w pracy w samorządzie. Dołączmy do tego samorząd gospodarczy i finansowy i niech inni przyjeżdżają tu, by się uczyć!
 

Brak dostępu do kredytów - bolączka przedsiębiorców MSP
 
Z badań prowadzonych wśród polskich przedsiębiorców sektora MSP wynika, że zaledwie ok. 8% z nich korzysta z zewnętrznego finansowania. Stosowny wskaźnik dla całej UE wynosi ok. 52%; a w USA to ponad 70%. Ci sami przedsiębiorcy za główną barierę rozwoju dość zgodnie uznają brak łatwego dostępu do kredytów i pożyczek. W ostatnich miesiącach ta bariera rośnie, nie maleje.
/Tezy z wystąpienia Aleksandra Kwaśniewskiego/
 
wtorek, 30 październik 2012 12:03

Wypełnić treścią partnerstwo wschodnie

19 spośród 400 polskich samorządów, współpracujących ze swoimi ukraińskimi odpowiednikami, powołało do życia Konwent Współpracy Samorządowej Polska-Ukraina. Deklaracje przystąpienia do Stowarzyszenia składają kolejne jednostki samorządowe. 

 
„Chcemy pokazywać ukraińskiej młodzieży zasady funkcjonowania demokratycznego państwa. Podobnego wsparcia doświadczyła Polska w latach dziewięćdziesiątych, kiedy Francja, Niemcy, kraje skandynawskie uczyły nas demokracji” – mówi na wrześniowym posiedzeniu Konwentu w Gnieźnie jeden z pomysłodawców idei – dr Zbigniew Zychowicz, były senator RP, przewodniczący Instytutu Rozwoju Regionalnego ze Szczecina.
Najintensywniej działają w Konwencie właśnie gminy z województwa zachodniopomorskiego, z zachodniej Polski. To w tych rejonach kraju znajduje się liczna ukraińska diaspora. Zadania gmin uwzględniają tę kwestię. 
 
Misja: uczyć demokracji
 
Jak stwierdzają w dyskusji starostowie i wójtowie, Konwent ma być siłą motoryczną autentycznej współpracy, nie okazjonalnych kontaktów. 
Pierwsza studyjna wizyta odbyła się w sierpniu tego roku. Przyjechało do Świdwina pięćdziesiąt osób z pięciu ukraińskich miast. Młodzież zapoznawała się z zasadami działania młodzieżowych rad miasta, wolontariatu, organizacji pozarządowych.
W tej części Polski Ukraińcy najczęściej gościli po raz pierwszy. Tu docierali rzadko, bo było najdalej. Mieli szansę porównać swoje opinie o naszym kraju, kształtowane dotąd na podstawie pobytu w dwóch-trzech województwach przygranicznych. 
 
Cel: umowa międzynarodowa
 
„Chcemy wypełnić treścią partnerstwo wschodnie” - mówi Stanisław Cybula – przewodniczący Konwentu, starosta drawski. Dlatego na końcu tej drogi członkowie-założyciele widzą umowę międzynarodową – skonstruowaną na wzór umowy między Polską a Niemcami. Dzięki niej Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży (Deutsch-Polnisches Jugendwerk) finansowała studyjne wizyty w Polsce i Niemczech blisko 2 mln. dzieci i młodzieży. Do 2011 roku zrealizowano ponad 55 tysięcy wspólnych projektów. Efekty działań przerosły oczekiwania.
 
Dlaczego młodzież?
 
- Bo młodzi nie kierują się stanowiskami starszych, którzy pamiętają bolesną historię. Bo po spotkaniach pozostają przyjaźnie: biznesowe i pozabiznesowe – tych ostatnich jest zresztą najwięcej. Bo ci, dzisiaj młodzi, kiedyś będą decydowali o przyszłości swoich krajów – wylicza dr Zychowicz. 
- Młodzi Ukraińcy chcą się od nas uczyć demokracji – podkreślają wszyscy zebrani na posiedzeniu Konwentu. Tu jest im najbliżej: mentalnościowo, językowo. Podziwiają zmiany, jakie w krótkim czasie zaszły w naszym kraju. „Dziwią się zwłaszcza, kiedy oglądają nasze gminy wiejskie. To w nich widać najbardziej poziom polskiej transformacji” – dodaje Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. „Młodzi Ukraińcy chcą być w zjednoczonej Europie. Droga do niej wiedzie na pewno przez Polskę: przez przyjaźnie, wymianę doświadczeń, współpracę gospodarczą” - dodaje.
„Często przyjeżdżają do nas ludzie, którzy po raz pierwszy są za granicą. Dotąd wydawało im się, że to, co obserwują u siebie, to standardy powszechne. Wydaje im się, że u nich demokratyczne zmiany są niemożliwe” – opowiada o swoich doświadczeniach ze współpracy transgranicznej starosta gnieźnieński, Dariusz Pilak, gospodarz spotkania.
 
Siła Konwentu
 
Ma mówić zbiorowym głosem i być w Warszawie i Kijowie słyszalny. Kiedy będzie w nim setka: marszałków, starostów, burmistrzów, wójtów, stanie się poważnym partnerem: merytorycznym, politycznym, ale będzie miał także większą siłę przebicia w ubieganiu się – jako organizacja pozarządowa – o środki unijne. Łatwiej o nie aplikować zespołowi samorządów niż pojedynczej gminie czy miastu. 
Komisjami Konwentu kierują doświadczeni samorządowcy, to oni stają się, zarówno dla strony polskiej, jak i ukraińskiej, gwarantami jakości: w dobieraniu partnerów, czuwaniu nad przebiegiem projektów, pozyskiwaniu finansowania.
„Wspominałem o Konwencie w obecności prezydentów obu państw w czasie XI Szczytu Gospodarczego Polska-Ukraina w Kijowie. Jako Izba gorąco promujemy to przedsięwzięcie wśród przedsiębiorców i samorządowców z polskiej i ukraińskiej strony” – deklarował Jacek Piechota. 
 
Założyciele Konwentu – u Księdza Prymasa
 
Ksiądz Prymas arcybiskup Józef Kowalczyk wystosował do przedstawicieli Konwentu list, a później przyjął ich na audiencji w Gnieźnie. W czasie spotkania podkreślał konieczność dialogu między Polską i Ukrainą, instytucjonalnego wsparcia działań służących wzajemnemu zrozumieniu i przełamywaniu stereotypów. 
 

Odbyliśmy po raz kolejny wielką debatę dotyczącą oświaty. Ale po raz pierwszy byliśmy do niej bardzo dobrze przygotowani. Występujemy z projektami obywatelskimi dwóch ustaw. (…) Jeżeli efektem Kongresu będzie rzetelna praca w komisjach sejmowych, to będzie nasz wspólny sukces. (Mariusz Poznański, Marek Olszewski)


26-27 września obradował w Warszawie Samorządowy Kongres Oświaty zorganizowany przez stowarzyszenia: Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP, Związek Powiatów Polskich, Unię Metropolii Polskich oraz Związek Miasteczek Polskich. Około tysiąca osób dyskutowało nad potrzebą zmian w funkcjonowaniu oświaty, m.in. o konieczności przesunięcia środków z budżetu centralnego do budżetów gmin. Jak głęboka była to dyskusja, niech świadczą jej autentyczne fragmenty. 
 
27 września odbył się przemarsz ok. pięciuset samorządowców do Sejmu, gdzie złożono obywatelski projekt nowelizacji dwóch ustaw: o systemie oświaty i Karta Nauczyciela. Podpisało się pod nim ponad 200 tysięcy osób. 

 

Chodzi o to, by organizacja oświaty była elastyczna, by lepiej dopasować ramy do potrzeb środowiska. (Krystyna Szumilas) 
 
Zarządzanie i jakość oświaty
 
Dziś samorządy świetnie potrafią zbudować strategie, arkusze. I co z tego? Jakość edukacji to nie tylko narzędzia. Samorządy dały się wepchnąć w kanał efektywności – jako dostawca usług publicznych. Celem stała się efektywność, nowoczesność, skuteczność, elastyczność. Uważają, że to wystarczające. (Sylwia Sysko-Romańczuk)
 
Obraz wójta z perspektywy Warszawy przypomina portret wójta Kozioła z Wilkowyi. Ten wójt tak nie wygląda. Danie większych możliwości władzom lokalnym, dałoby więcej pola dla innowacyjności. To my wprowadzaliśmy języki obce i budowaliśmy szkoły, zanim obudziły się ministerstwa. (Janusz Król)
 
Bardzo źle się stało, że w oświacie znikły rejony, że nie ma wizytatorów rejonowych. Kurator dowiaduje się często o problemach z mediów, a nie ze współpracy między wizytatorem a szkołą. (Lech Sprawka)
 
Rola i miejsce nauczyciela
 
Pragniemy pomóc nauczycielom we wprowadzaniu zmian. Przygotowujemy model ich wspierania. Przeznaczymy na to 164 mln złotych z projektów unijnych. Zgłosiło się do nich 100 powiatów. Model ma zmienić sposób organizacji kursów. Dotąd nauczyciele tylko w nich uczestniczyli i byli zostawiani samym sobie. Teraz mamy towarzyszyć nauczycielowi. (Krystyna Szumilas)
 
To nauczyciele są mistrzami. I nie ma korelacji między tym, jakiego człowieka wychowamy a tym, jak sprawnie samorząd wydaje środki przeznaczone na edukację. (Sylwia Sysko-Romańczuk)
 
Zapominamy o nauczycielach. Mówimy o nich w kategoriach zasobu, któremu trzeba płacić. (Sylwia Sysko-Romańczuk)
 
Uczeń
 
Ma kompetencje cyfrowe, jest wiązką różnych kompetencji. Bez nich staje się zerem. A jeśli jakiś samorząd nie ma pieniędzy np. na zakup komputerów? W systemie, w którym dominuje efektywność, gubimy człowieka. Dlatego, kreując rzeczywistość, samorząd nie może stworzyć człowieka bez właściwości. Wskaźniki bez wartości – są podstawą kryzysu. (Sylwia Sysko-Romańczuk)
 
Jak sprawić, by ludzie byli doskonale przygotowani do studiów wyższych, byśmy z pomocą tych ludzi mogli dokonać skoku cywilizacyjnego? (Andrzej Porawski)
 
Rodzice
 
Jeśli rodzice mają wpływ na jakość szkoły, to są oni przecież jednocześnie lokalnym podatnikiem, który ma szansę dostarczyć więcej pieniędzy do systemu, jeśli opieka nad dziećmi jest dobrze realizowana. (Katarzyna Hall)
 
Dzisiaj rodzice są zwykle zauważalni, kiedy przychodzą protestować przeciwko likwidacji szkoły, kiedy stają się agresywni. (Janusz Król)
 
Finansowanie
 
Sferze publicznej grozi taki sam kryzys, jak gospodarce i sferze finansowej. (Sylwia Sysko-Romańczuk) 
 
Kiedy zaczynamy mówić o oświacie, obserwujemy ścianę płaczu. Najczęstszy problem to brak środków. (Król)
 
My, samorządowcy, jesteśmy bardzo praktyczni, ale nie można nam przypisać technokratycznego postrzegania człowieka. Mówiąc o finansach i przepisach prawa, mówimy zawsze o jakości, by tworzyło to pełnego człowieka. (Marek Olszewski)
 
Byłem zawsze rzecznikiem przekazywania jak największej ilości środków finansowych i obowiązków – samorządom. (Jerzy Buzek)
 
Wasze postulaty nie będą łatwe do spełnienia. I rząd ma prawo się opierać. Również my musimy dbać o to, by nie załamał się system finansów publicznych. (Andrzej Porawski)
 
Chcemy zwrócić uwagę na konsekwencje zmniejszania finansowania JST, którego skutkiem jest zaburzenie równowagi między zadaniami – obciążeniami finansowymi a dochodami. (Ryszard Grobelny)
 
Samorządy – miejsca budowania wspólnoty
 
Szkoła jest miejscem budowania wspólnoty. Samorządy muszą łączyć różne instytucje, w tym organizacje pozarządowe, oświatę niepubliczną, by także tę wspólnotę budować. (Janusz Król)
 
Media tylko pokazują, że samorząd wyszedł do Sejmu, bo jest tak zdesperowany. A my żądamy lepszej oświaty. Mówimy o pieniądzach, bo ustawodawca uczynił nas odpowiedzialnymi za organizację i finansowanie. Nie chcemy tylko o tym mówić. (Marek Olszewski)
 
Jeśli Związek Gmin Wiejskich zrzesza 1/3 gmin w Polsce, Związek Miast – 300 miast, trochę lepiej jest w powiatach, jeśli te organizacje są nieliczne, to nie są w stanie stanąć ostro po stronie samorządowej. Nie chcecie skorzystać z możliwości uczynienia swego głosu silniejszym. Wzmocnijcie się, by nasz głos był słyszalny. (Janusz Król) 
 
Rola ministerstwa
 
Wszystko musi się dziać w atmosferze zgody i poważnej dyskusji. Za tę dyskusję Państwu dziękuję. Wszystkie postulaty będą przez MEN wnikliwie analizowane. (Krystyna Szumilas)
 
Nie może dochodzić do istotnej zmiany w prawie oświatowym bez udziału ministra edukacji. (Lech Sprawka)
 
Nowe prawo i nauka demokracji
 
Gdy chodzi o przedstawione przez Państwa zmiany w Karcie Nauczyciela i propozycje zmian w ustawie o systemie oświaty, trzeba pracować rozważnie, by służyło to przede wszystkim uczniom. Jestem zdeterminowana, by do końca roku kalendarzowego przedstawić zmiany w Karcie Nauczyciela. (Krystyna Szumilas)
 
Złe decyzje najbardziej bolą po 10, 15 latach. Władze publiczne się zmieniają, ale nasze dzieci, a potem wnuki będą dalej chodziły do polskich szkół. Tylko dialog może przynieść optymalne rozwiązania i jak najwięcej możliwości w rozmowach ze związkami zawodowymi i z rządem, tak, by dokonał się skok w edukacji. (Andrzej Porawski). 
 
Głos w dyskusji zabrali:
  • Krystyna Szumilas: od listopada 2011 r. Minister Edukacji Narodowej, posłanka na Sejm RP
  • Mariusz Poznański: Współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, Przewodniczący ZGWRP, wójt gminy Czerwonak
  • Katarzyna Hall: minister edukacji narodowej w latach: 2007-2011, działaczka oświatowa i społeczna, posłanka na Sejm RP
  • Prof.dr hab. Sylwia Sysko-Romańczuk: podsekretarz stanu w ministerstwie edukacji narodowej w latach 2006-2007, specjalistka w dziedzinie zarządzania
  • Lech Sprawka: były kurator oświaty, podsekretarz stanu w MEN w latach: 2000-2001, poseł na Sejm RP
  • Janusz Król: redaktor naczelny tygodnika „Wspólnota”
  • Marek Olszewski: współprzewodniczący Zespołu ds. Edukacji, Kultury i Sportu , wiceprzewodniczący ZGWRP, wójt gminy Lubicz
  • Jerzy Buzek: premier rządu RP w latach 1997–2001, poseł do Parlamentu Europejskiego, w latach 2009–2012 jego przewodniczący
  • Ryszard Grobelny: prezydent miasta Poznania, przewodniczący Związku Miast Polskich
  • Andrzej Porawski: dyrektor biura Związku Miast Polskich, przewodniczący Komitetu Inicjatywy Obywatelskiej powołanej do akcji "Stawka większa niż 8 mld"
 
wtorek, 30 październik 2012 11:50

Biblioteka – serce gminy

Tak dynamicznego, centralnego programu rozwoju bibliotek dotąd nie było. Dzięki niemu biblioteki gminne stają się dzisiaj nowoczesnymi, mającymi dostęp do Internetu, centrami kultury: miejscem spotkań młodzieży, ośrodkiem wsparcia dla dorosłych, przestrzenią rozwijania pasji dla seniorów.

Tworzenie nowoczesnych centrów kultury umożliwiają przede wszystkim programy: Rozwoju Bibliotek (PRB), prowadzony przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informatycznego (FRSI) oraz Biblioteka +, stanowiący element wielkiego projektu Kultura +, któremu patronuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Realizacją zadań programu zajmują się m.in.: Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Informatycznego, Instytut Książki, towarzyszą mu: Biblioteki Wojewódzkie, a także sieć telefonii Orange.
 
Na drodze przemian – wymierne sukcesy
Po pierwsze dokonało się informatyczne biblioteczne otwarcie na świat: bezpłatne podłączenie do Internetu otrzymało ponad 3500 gminnych bibliotek publicznych. Zawarta w 2008 roku umowa między czterema partnerami: dwoma ministerstwami: Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Administracji i Cyfryzacji, Fundacją Rozwoju Społeczeństwa Informatycznego oraz Orange została przedłużona o kolejne trzy lata. To jeden ze szczególnych przykładów udanej współpracy publiczno-prywatnej.
 
Działania w sferze informatyzacji prowadzą także pozostali partnerzy porozumienia, np. z programu PRB przekazano do użytku mieszkańców gmin ponad 9300 sztuk różnego rodzaju sprzętu: komputerów, laptopów, drukarek, projektorów. 
 
Dzięki dotacjom z funduszu Ministerstwa Kultury, sięgającego 150 mln złotych, od dwóch lat możliwe są remonty generalne bibliotek gminnych - nawet do 1 mln złotych każdy. Środki na ten cel będą dostępne jeszcze przez dwa lata. Skorzystało z nich dotąd 56 bibliotek, nabór nowych podmiotów do programu ciągle trwa.
 
Nie tylko o książki tu chodzi
Opublikowany we wrześniu tego roku, przygotowany na zlecenie Fundacji RSI, raport „Po co Polakom biblioteki?” pokazuje, jak ewoluuje w gminie funkcja wypożyczalni książek. 
Dziś – dla wszystkich grup wiekowych, organizuje się tu spotkania: z podróżnikami, pisarzami, prowadzone są zajęcia edukacyjne - od językowych i komputerowych, po rękodzieło artystyczne i sztukę ludową. Bywa, że odbywają się dyskusje filmowe, przedstawienia teatralne. Tu też dorośli załatwiają codzienne sprawy: wypełniają PIT-y, piszą listy motywacyjne i CV.
Młodzież poprawia dzięki bibliotekarzom szkolne oceny (podkreśla to aż 68% respondentów raportu, 363 000 uczniów). 
 
Promocja gminy - w bibliotece
Instytut Książki we współpracy z Bibliotekami Wojewódzkimi wprowadza programy zarządzania zbiorami, dzięki którym można śledzić miejsce pobytu poszukiwanej książki. Bibliotekarze uczą się, jak animować życie społeczne w gminie, zarządzać nowoczesną biblioteką. Mówią, że coraz częściej czują się potrzebni samorządom – na zlecenie gminy organizują akcje promocyjne, spotkania wyborcze.
Szczególnie na wsi i w małych miasteczkach
 
Według raportu Programu Rozwoju Bibliotek w ubiegłym roku w gminach i małych miasteczkach skorzystało z punktów bibliotecznych objętych PRB blisko 2mln 670 tys. osób w wieku 13 + (spośród ok. 10 mln ogólnej liczby mieszkańców, zamieszkujących małe ośrodki, w których działa PRB).
W Raporcie Biblioteki Narodowej z 2010 r. podano, że 46% Polaków nie przeczytało w ciągu miesiąca tekstu dłuższego niż 3 strony. Myślę, że wskaźnik ten nie dotyczy gmin, w których znajdują się nowoczesne biblioteki. 
 

Dofinansowanie na budowę lub remont
Do 15 listopada 2012 r. można składać wnioski do priorytetu "Biblioteka+. Infrastruktura bibliotek". O dofinansowanie na budowę lub remont mogą się starać zwłaszcza biblioteki gminne oraz gminne instytucje kultury, w skład których wchodzą biblioteki.
 
Kultura+ jest uchwalonym przez Radę Ministrów wieloletnim programem rządowym na lata 2011-2015. 
 
Źródło: www.bibliotekaplus.pl    

Dobre Praktyki
 
Kino za regałem
Biblioteka w Babicach organizuje cykliczne projekcje filmów, połączone z klubem dyskusyjnym, warsztaty filmowe i konkursy.
 
Dzisiaj młodzi amatorzy - jutro wspaniali aktorzy
Pod takim hasłem w Baniach Mazurskich otworzył swoje podwoje amatorski teatr dla dzieci i młodzieży, warsztaty teatralne prowadziła w ramach wolontariatu pani polonistka.
 
Akademia (nie)młodego informatyka
Z arkuszem kalkulacyjnym Microsoft Excel oraz edytorem tekstu Microsoft Word zmagali się w Białym Dunajcu seniorzy (50 +), którzy pragnęli mieć szerszy dostęp do informacji.
 
Gra terenowa – poznać małą ojczyznę
W Bornym Sulinowie młodzież projektowała w bibliotece grę planszową dotyczącą historii miejscowości.
 
Brzeska Łokietkomania
W Brześciu Kujawskim odbyły się: konkurs wiedzy, prelekcje, wycieczki oraz prezentacja średniowiecznych narzędzi i sztuki kulinarnej.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY