Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 58.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 52.

Lipiec 2014

Lipiec 2014 (16)

czwartek, 24 lipiec 2014 19:17

DOM PRZY GRANICY

Napisane przez

Rozmowa z Wiolettą Wach, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Szczurkowie

ANNA OSOWSKA: Dom Starców – takie określenie w stosunku do Domu Opieki Społecznej wciąż pokutuje. Czy zgadza się Pani z nim?

WIOLETTA WACH: W żadnym wypadku. Takie określenie używane było potocznie i należy już na szczęście do przeszłości. My, pracownicy pomocy społecznej, używamy nazwy dom pomocy społecznej.

Schönbruch – taką nazwę miało Szczurkowo przed wojną. To była spora miejscowość, bo zamieszkiwało ją w 1939 roku ponad 1100 mieszkańców. Po wojnie ustawiono szlaban wyznaczający granicę polsko-rosyjską i teraz budynek DPS stoi tuż przy granicy. Jaka jest jego historia?

Sam budynek, w którym obecnie znajduje się dom pomocy, został wzniesiony w 1937 r., z przeznaczeniem na siedmioklasową szkołę. Pełnił tę funkcję do 1944 r. Po wojnie mieściła się w nim szkoła czteroklasowa – do 1953 r., później placówka Wojsk Ochrony Pogranicza, a potem znów szkoła. Wreszcie, w 1960 r. powstał Wiejski Ośrodek Zdrowia.

O Szczurkowie mówi się: „bociania wioska” – ze względu na ilość gniazd bocianich. Pięknie tu i cicho. Od kiedy znaleźli w Szczurkowie swój dom ludzie starsi?

W 1975 r. rozpoczęto remont i przeznaczono budynek na Państwowy Dom Opieki Społecznej. Już 6 marca 1976 r. progi Domu przekroczył pierwszy mieszkaniec, a 24 marca 1976 r. nastąpiło oficjalne otwarcie Państwowego Domu Pomocy Społecznej. W styczniu 1980 r. przekwalifikowano PDPS na Dom Rencisty. W grudniu 1991 r. przekształcono placówkę w Dom Pomocy Społecznej w Szczurkowie  dla osób starych i kobiet. W obecnej chwili jesteśmy Domem Pomocy Społecznej przeznaczonym dla osób w podeszłym wieku i przewlekle somatycznie chorych.

Rzeczywiście, sporo się działo. A jakie zmiany w zasadach funkcjonowania DPS nastąpiły na przestrzeni ostatnich lat, gdy zaczęła Pani zarządzać jednostką?

W roku 2010 otrzymaliśmy pozwolenie Wojewody na prowadzenie Domu na czas nieokreślony. Przed rokiem zwiększyliśmy liczbę miejsc z 43 do 44, a w obecnym roku rozszerzyliśmy ofertę o  świadczenie usług dla osób przewlekle somatycznie chorych.

Jaki zatem zakres usług oferuje Wasz Dom?

Dom świadczy usługi zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem MPiPS z dnia 23 sierpnia 2012 r. w sprawie domów pomocy społecznej w zakresie zabezpieczenia potrzeb bytowych. Zapewniamy miejsce zamieszkania, zaopatrujemy w obuwie i odzież. Udzielamy pomocy w podstawowych czynnościach życiowych, pielęgnacji, w załatwianiu spraw osobistych. Umożliwiamy udział w terapii zajęciowej, celem podnoszenia sprawności i aktywizowaniu mieszkańców domu.

Tyle dla ciała, a co dla ducha?

O tym też pamiętamy. W DPS stwarzamy możliwości zaspokojenia potrzeb religijnych i kulturalnych. Zapewniamy kontakt z duchownymi. Stymulujemy do nawiązywania i utrzymywania kontaktu z rodziną i społecznością lokalną.

Szczurkowo jest miejscowością przygraniczną. Jak to wpływa na życie pensjonariuszy? Czy mogą czuć się zapomniani gdzieś na końcu świata?

To prawda, granicę mamy za drogą, ale to nie znaczy, że jesteśmy zapomniani. Współpracujemy z innymi domami, wyjeżdżamy na wycieczki, odwiedzamy siebie wzajemnie, organizujemy imprezy okolicznościowe oraz pikniki integracyjne, np. Piknik na skraju kraju, Wianki-Janki, na które zapraszamy mieszkańców z zaprzyjaźnionych Domów m.in. z Domu Pomocy Społecznej w Kętrzynie i Bisztynku. Odwiedzają nas dzieci ze szkół podstawowych w Ponikach i Żydowie oraz ze szkół średnich z Bartoszyc. Przyjeżdżają do nas zespoły i grupy śpiewające z powiatu bartoszyckiego.

Jak w praktyce wygląda realizacja potrzeb mieszkańców DPS?

Każda osoba posiada przydzielonego pracownika pierwszego kontaktu, który jest osobistym wsparciem mieszkańca. Ten działa w imieniu danej osoby. Na terenie Domu jest kaplica. Nasz kapelan jest dostępny dla każdego potrzebującego. Prowadzimy też zajęcia z zakresu rehabilitacji ruchowej i zajęciowej. Posiadamy punkt biblioteczny. Obchodzimy święta i jubileusze oraz świętujemy urodziny i imieniny naszych mieszkańców.

Czy pensjonariusze przyjmują gości?

Tak, jednakże odwiedzających rodzin czy znajomych jest bardzo niewiele.

A usługi hotelowo-opiekuńcze? Jest taka możliwość, by rodzina na pewien czas mogła oddać swojego wiekowego członka rodziny pod opiekę DPS?

Tak, istnieje możliwość umieszczenia mieszkańca na czas określony. Zgodnie ze statutem naszego Domu możemy świadczyć usługi opiekuńcze i specjalistyczne dla osób w nim nie zamieszkałych. Natomiast usług hotelowych nie prowadzimy.

Skąd pozyskiwane są środki na działalność DPS?

Dochody Domu pochodzą z odpłatności mieszkańców za pobyt oraz opłat wnoszonych przez gminy za utrzymanie mieszkańca do wysokości miesięcznego kosztu utrzymania. Pozyskujemy również środki z innych źródeł, chociażby od wojewody warmińsko-mazurskiego. Szukamy też sponsorów.

W jaki sposób trafiają do Państwa pensjonariusze? Czy obowiązuje rejonizacja?

Mieszkaniec zostaje umieszczony w naszym Domu na podstawie skierowania wydanego przez ośrodek pomocy społecznej. W pierwszej kolejności trafiają tu mieszkańcy z naszego powiatu, ale istnieje możliwość umieszczenia osób z innych powiatów.

Czy mieszkając w DPS można mieć pogodną jesień życia?

Jestem przekonana, że można. Średnia wieku mieszkańca w naszym Domu to 85 lat, najstarsza osoba, 92-letnia – jest osobą samodzielnie się poruszającą. Tutaj nikt nie czuje się samotny, albo pozostawiony sam sobie. Zakres usług proponowanych przez nasz Dom zwiększa możliwość przeżycia pogodnej jesieni życia, wolnej od samotności, trosk i zmartwień.

czwartek, 24 lipiec 2014 18:58

Kolorowe jarmarki

Napisane przez

Jedno z bardziej sympatycznych wspomnień mojego dzieciństwa wiąże się z corocznymi „odpustami”, jakie odbywały się w dniu św. Rocha przy cmentarzu parafialnym w moim miasteczku. Dla dzieciaków, a także, jak podejrzewam, dla wielu dorosłych, stanowiły one najważniejsze wydarzenie lata. Przy pobłażliwym zrozumieniu ze strony władz kościelnych traktowane były nie tyle jako święto religijne, ale jako coś, co dzisiaj określamy mianem festynu lub jarmarku, jako naturalna okazja do spotkań rodzinnych i towarzyskich. W dniu odpustu było bardzo kolorowo i tłumnie, były dziesiątki straganów, baloniki, cukrowa wata, lody, strzelanie „z korków” i wiele innych atrakcji, które każdego roku zachwycały dzieciarnię i wprowadzały w dobry nastrój dorosłych. Nikomu nie przeszkadzało, że to wszystko odbywało się w bezpośredniej bliskości cmentarza, a wesołe i głośne rozmowy, przerywane częstymi strzałami „z korków” lub kapiszonów, zagłuszały odprawiane właśnie nabożeństwo. Tak było odkąd sięga moja pamięć i tak jest po dzień dzisiejszy, zarówno w moim miasteczku, jak i setkach innych polskich miejscowości. I choć od tamtego czasu zmieniło się prawie wszystko, popularność tego typu imprez systematycznie rosła.

Już w latach siedemdziesiątych, obok tradycyjnych „odpustów”, coraz częściej pojawiać się zaczęły rozmaite festyny (koniecznie z dodatkiem „ludowe”), jarmarki, kiermasze itp. Organizowano je zwykle z inicjatywy miejscowych władz, z okazji jakiegoś lokalnego święta, ważnego wydarzenia, rocznicy, „dnia” (np. strażaka) itp. Pojawiły się także festiwale, zwykle organizowane z dużym zadęciem, ale jako ważne wydarzenia kulturalne krajowej rangi. Mało kto decydował się wówczas na tego rodzaju inicjatywę lokalną. Wszystko to zaczęło się gwałtownie zmieniać w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy to nastąpiła prawdziwa eksplozja lokalnych i regionalnych festynów, jarmarków, a także – coraz częściej – rozmaitego rodzaju lokalnych i regionalnych festiwali. W większości nie miały one wymiaru artystycznego i „festiwalowego zadęcia”, prezentowały natomiast miejscowe produkty, rękodzieło, promowały region, miejscowość i jej walory. Nowego blasku nabrały też imprezy o wielkiej i utrwalonej tradycji, jak chociażby Jarmark Dominikański w Gdańsku czy Jarmark Wdzydzki we Wdzydzach Kiszewskich. Dzisiaj nikt chyba nie byłby w stanie wymienić nawet części tego rodzaju imprez, które odbywają się w Polsce prawie każdego letniego dnia. Rzecz jednakże nie w ich ilości, ale w tym, że zawsze gromadzą wielu i bardzo wielu uczestników. Przede wszystkim lokalnych i regionalnych, ale coraz częściej także z odległych miejscowości.

Co jest powodem dużej, bez wątpienia, popularności takich imprez, co sprawia, że tak wielu ludzi decyduje się poświęcić letnią sobotę lub niedzielę, przejechać dziesiątki kilometrów, aby w nich uczestniczyć? Czy tylko prosta potrzeba „rozerwania się”, obejrzenia występów artystycznych, wystawy bądź kupienia czegoś? Zapewne także, ale z pewnością nie tylko.   

Być może – z czego nie zdajemy sobie sprawy – jest to siła tradycji, której nośnikiem w złych czasach były „odpusty” właśnie, bowiem od średniowiecza jarmarki, organizowane przy kościołach z okazji świąt religijnych, były, w dzisiejszym rozumieniu, „imprezami masowymi”. Być może jest to ucieczka od „szklanej rzeczywistości” kreowanej przez telewizję, w której głupawe reklamy konkurują z informacjami o wypadkach, gwałtach i morderstwach, w której kilkadziesiąt wciąż tych samych gadających głów, zręcznie usadzanych przez dziennikarzy w rozmaitych konfiguracjach, wytrwale pokrzykuje na siebie. A być może, po prostu – wobec tego wszystkiego Polakom coraz bardziej odpowiadają klimaty lokalnych festynów i festiwali, „kolorowych jarmarków”, spokoju i luzu, atmosfera przyjacielskiego pikniku.

Niezależnie od tego, jak jest naprawdę, wspierajmy i promujmy tego rodzaju lokalne imprezy – festiwale, festyny, jarmarki, kiermasze, niezależnie od tego, czego dotyczą, z jakiej okazji i przez kogo są organizowane. Z jednym wyjątkiem. Za wszelką cenę chrońmy je przed polityką. Nie pozwólmy, aby te piękne i bardzo potrzebne imprezy były zawłaszczane przez miejscowych bądź stołecznych polityków i politykierów, dla których zawsze stanowiły łakomy kąsek. Niech ludzie władzy aktualnej lub przyszłej bawią się razem z innymi, ale niech nie wykorzystują takich zgromadzeń do uprawiania własnej polityki. Niech te kolorowe jarmarki, festyny i festiwale ludzi łączą, a nie dzielą. Słowo festivus, od którego pochodzi termin „festiwal”, w języku łacińskim oznacza radosny, wesoły, świąteczny. I niech tak zostanie.

Tomasz Czajkowski

Strona 2 z 2

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY