Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 50.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 49.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 44.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 48.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 47.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 46.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 45.

Październik 2012

Październik 2012 (13)

poniedziałek, 27 maj 2013 14:06

GMINA NA FEJSIE. 10 PRZYKAZAŃ SAMORZĄDOWCA

Napisane przez

Nie ma cię na Facebooku? Czyli nie żyjesz. Tę prawdę zna każdy specjalista od komunikacji. Swoje profile na najpopularniejszych portalach społecznościowych mają wielkie korporacje i mikroprzedsiębiorstwa, politycy i dziennikarze. Teraz korzyści płynące z własnych fanpage'ów zaczynają dostrzegać samorządy. Taką stroną trzeba jednak zarządzać umiejętnie, bo źle prowadzona może przynieść więcej szkód niż pożytku. Poznajcie 10 zasad, których przestrzeganie zapewni sukces w mediach społecznościowych.

Samorząd nie musi być nudny. To, czego nie wypada opublikować na stronie internetowej powiatu, czy w lokalnej, gminnej gazecie może świetnie sprawdzić się na portalu społecznościowym. Facebook

czy Google+ to dobre miejsce na umieszczanie dowcipnych komentarzy, zabawnych informacji i lokalnych ciekawostek. To idealny sposób na promocję regionu i budowanie trwałych relacji pomiędzy urzędem a mieszkańcami. Samorządowy fanpage zapewni „wieści gminnej” skuteczne rozpowszechnianie. – W komunikacji liczy się teraz krótka, ale ciekawa forma. Nikt już nie chce czytać elaboratów – mówi Eryk Mistkiewicz, redaktor naczelny kwartalnika „Nowe Media”.

Okazję do promocji z wykorzystaniem popularnych serwisów społecznościowych widzi już również znaczna część samorządowców. W krótkim czasie stały się one skuteczną platformą komunikacji pomiędzy urzędami gmin czy miast a ich mieszkańcami. Dzięki temu otworzyły się nowe, nieograniczone możliwości informowania i promowania tego, co dzieje się w samorządach. Specjaliści nie mają wątpliwości: za prowadzenie profilu gminy czy powiatu trzeba zabrać się w sposób przemyślany i kierować się sprawdzonymi rozwiązaniami.

  1. Droga bez odwrotu – raz wejdziesz, nie rezygnuj

Jeśli już decydujesz się na założenie gminnego fanpage’a, to pamiętaj, że musisz być na nim aktywny.  Często popełnianym błędem jest zakładanie strony, a potem pozostawienie jej samej sobie. – Najgorzej wyglądają te fanpage, na których właściciele przestali się udzielać – uważa Paweł Harajda z agencji social mediowej Netlords, która prowadziła działania m.in. na rzecz znanej akcji „Mazury cud natury”.  – Takie zachowanie to brak szacunku dla fanów. A to prędzej czy później się zemści – dodaje. Jeżeli więc nie masz wystarczająco dużo treści, aby twój fanpage nieustannie się zmieniał, to lepiej zrezygnuj. – Wszystkie media społecznościowe wymagają regularności. Oczywiście, zależy to również od wielkości gminy. Trudno oczekiwać, że mała miejscowość będzie codziennie wpisywała informacje. Ale za to musi robić to systematyczne – mówi Jan Zając, współwłaściciel firmy badawczej Sotrender.

 

2. Fanpage to nie tablica ogłoszeń

Nie publikujemy wszystkiego, co się poja­wia na stronie internetowej ratusza. Tym bardziej, że treści tam umieszczane pisa­ne są językiem urzędowym. — Facebook to typowy serwis rozrywkowy. Urząd nie może silić się na sztuczny luz. Rów­nocześnie nie może być zbyt sztywny. Najlepiej pisać teksty wcześniej, przeczy- | tać je dokładnie i zastanowić, czy pasu- " ją do takiego miejsca, jakim jest Facebook. Pozwoli to na uniknięcie błędów. Sektor publiczny powinien w jak najwięk­szym stopniu zwracać uwagę na przydat­ność działań prowadzonych na profilu. — Potrzebujesz informacji, znajdziesz ją nie tylko na stronie www, ale i na naszym FB — podkreśla Harajda.

 

3.  Czas na wagę złota

Pamiętaj, że bardzo ważna jest godzi­na publikowania treści. Jeżeli informa­cje pojawiają się w godzinach, gdy w sie­ci nie ma twoich fanów, znacząco spad­nie zasięg opublikowanej wiadomości. Zazwyczaj dobrze jest opublikować nowe treści rano, bo większość osób zaczyna dzień od zalogowania się na Facebooka. Nie jest to jednak sztywna zasada. War­to więc analizować statystyki, żeby Twoja praca nie poszła na marne. — Może okazać się, że nasza grupa docelowa ma zupełnie inne zwyczaje i wówczas trzeba się do tego dopasować. Choć, jeśli kierujemy przekaz do pracowników biurowych, to faktycznie najlepszą porą byłby poranek — podkreśla Jan Zając.

 

4. Zawsze reaguj

To, że Twoja strona stanie się miejscem do wylewania żali — to pewne. Nie masz na to wpływu. Każdy na coś narzeka, a Facebook doskonale do tego się nadaje. — W takiej sytuacji najlepiej przygotować podręcznik kryzysowy. Powinno się tam znaleźć wszystko, czego można się spo­dziewać ze strony fanów — mówi Harajda. Dlatego zawsze odpowiadaj im na posty i nie bój przyznawać się do błędów. Naj­gorzej jest zaprzeczać, gdy twoja wina jest ewidentna. To prosta droga do spotę­gowania kryzysu. Dialog z fanami to naj­lepsze rozwiązanie nawet najtrudniejszej sytuacji.

 

5. Nie stawiaj na konkursy

Dobrze zorganizowany konkurs na Facebooku pomoże zwiększyć liczbę fanów. Ludzie polecą go sobie nawzajem, zachę­cając się do walki o nagrody. Pokusa, by konkursy organizować, jest więc spora. Gmina powinna jednak z tym uważać: rozdawanie nagród to kiepski sposób na zbudowanie zaangażowanej społeczno­ści. Za konkursami przyjdą przypadko­wi ludzie, a nie o tych wam chodzi. Twoi fani, to w pierwszej kolejności mieszkań­cy. Chcą się dowiedzieć, co dzieje się w życiu lokalnej społeczności i wpływać na jej losy. Dlatego systematycznie buduj swoją społeczność wokół wydarzeń, które zainteresują twoich fanów. — Wyjątkiem jest sytuacja, że samorząd jest patronem jakiegoś konkursu. Na przykład na zdję­cie najładniejszego ogródka w gminie — mówi Jan Zając.

 

6. Niekupuj lajków. Nie warto!

Działania samorządu w serwisach spo­łecznościowych, to nie jest konkurs pięk­ności. — Nie zbierasz głosów. Kupowa­nie fanów to nie pre-paid, nie doładu­jesz swojego fanpage'a tak jak karty tele­fonicznej. Wizyta na internetowej aukcji niemal na pewno skończy się zakupie­niem „martwych kont”. Co więcej, istnieje ogromna możliwość kompromitacji. Na przykład jeśli ktoś odkryje, że połowa Twoich fanów pochodzi z południowego Wietnamu... — mówi Paweł Harajda.

 

7. Jeśli nie Facebook,to co?...

Facebook, mimo że najpopularniejszy wśród portali społecznościowych, nie jest jednak jedynym. W Polsce w dalszym ciągu bardzo dużo osób jest obecnych na Naszej Klasie. - Wszystko zależy od tego, czego używają twoi fani - mówi Harajda. Kiedyś podział był prosty: w dużych miastach kró­lował Facebook, w tych mniejszych NK. Teraz nie jest to już takie oczywiste. Sys­tematycznie rośnie też w siłę serwis społecznościowy Google - google+. W stycz­niu tego roku miał już prawie 2,5 mln użyt­kowników. To nadal niewiele w porównaniu z prawie 11 mln facebookowiczów. Chociaż nie wiadomo, jak długo gigant Marka Zuckerberga pozostanie w modzie.

 

8. Twitter - warto przemyśleć

Może więc warto korzystać z popular­nego szczególnie w Stanach Zjednoczo­nych Twittera? W Polsce ten serwis na razie dopiero raczkuje, ale kto wie jak sytuacja zmieni się za jakiś czas. — W tej chwili to zbyt mała grupa odbiorców, aby opłacało się angażować w siły i środki w ćwierkanie — mówi Harajda. Kolejny problem to zaangażowanie fanów. Zdecy­dowana większość followersów, nie udzie­la się na Twitterze, tylko biernie obser­wuje poczynania na danym koncie. Dla­tego w tym przypadku ważniejsze jest aktywne zaangażowanie użytkowników, niż ich ilość. Warto dbać przede wszyst­kim o tych, którzy są aktywni.

 

9. Serwisy obrazkowe - przyszłość społeczności?

Takie serwisy jak Pinterst i Instagram - mimo że nadal niszowe - systematycznie zdobywają nowych odbiorców. Nazwa Pinterest to połączenie dwóch angielskich słów „pin” (przypiąć) i „interest” (zainteresowa­nia). Ten portal społecznościowy umożliwia dzielenie się użytkowników publikowany­mi zdjęciami czy stronami internetowymi. Inny użytkownik może „polubić” poszcze­gólne elementy, skomentować je lub umie­ścić w swojej kolekcji. - Większe samorzą­dy, szczególnie te o walorach turystycz­nych, mogą rozważyć korzystanie z tego serwisu - mówi Harajda. Podobnie ma się sytuacja z serwisem obrazkowym Insta­gram. Jeżeli gmina ma atrakcyjnie wizual­ne miejsca, które warto fotografować, może pomyśleć o zaistnieniu na Instagramie.

 

10. Różnicuj przekaz

Uważaj na sposób przekazywania infor­macji. Inne treści powinny się znaleźć na Twitterze, a inne na Facebooku. - Twitter jest narzędziem do bieżącej komunikacji. W ten sposób można przykładowo poinfor­mować o zalanej ulicy w mieście, czy awarii sieci energetycznej - mówi Natalia Hatalska, autorka bloga o mediach społeczno­ściowych i ekspertka od komunikacji mar­ketingowej. Co innego facebook: ten ser­wis świetnie nadaje się do umieszczenia na nim krótkiego opisu organizowanej w gmi­nie imprezy. Z kolei, jeśli jakiś samorząd zdecyduje się utworzenie konta w serwisie Pinterest, to wówczas trzeba mieć kolek­cję zdjęć, którymi na prawdę można się pochwalić - mówi Hatalska.

 

 

wtorek, 30 październik 2012 17:47

Po co nam informatyzacja administracji?

Napisane przez

Od wielu lat mówi się o informatyzacji, komputeryzacji, internetyzacji i wielu innych, podobnych pojęciach. Mówi się, że dzięki informatyzacji mamy dostęp do Internetu, pracujemy przy pomocy komputera, możemy przeczytać elektroniczną gazetę, zrobić przelew w naszym elektronicznym banku itd. Jakie jednak ma to znaczenie dla społeczności lokalnej w gminie? 

Społeczność lokalna coraz częściej i powszechniej korzysta z osiągnięć współczesnych technologii. Trudno jest dzisiaj wyobrazić sobie życie bez dostępu do elektryczności, telefonii komórkowej, telewizji czy bankomatu. Zwiększa się coraz bardziej liczba osób, które nie potrafią funkcjonować bez dostępu do Internetu. Zwłaszcza że ceny dostępu do niego znacznie spadły, a technologie bezprzewodowe wywołały swoistą rewolucję, albowiem w zasadzie prawie wszędzie możemy z tego Internetu korzystać. 
 
Bogactwo internetowych możliwości
 
W Internecie, którego początki w Polsce sięgają wczesnych lat 90 poprzedniego stulecia, znajdziemy wiele wygodnych i pożytecznych serwisów. Najpowszechniej korzystamy z dostępu do mediów internetowych. Możemy wśród nich znaleźć w wersjach elektronicznych zarówno gazety, jak i rozgłośnie radiowe czy telewizyjne, a także portale społecznościowe, takie jak: Facebook, Twitter czy Naszą Klasę. 
 
Powszechnie korzystamy z usług poczty elektronicznej, internetowych portali banków, dokonujemy zakupów w sklepach internetowych. Mając świadomość powszechności Internetu, coraz więcej instytucji prywatnych i publicznych pracuje nad tym, aby udostępniać w nim informacje o sobie i zakładać w nim swoje serwisy. 
 
Powszechnie wiadomą rynkową prawdę stanowi fakt, że jeżeli jakaś firma nie pojawi się na pierwszej stronie wyszukiwarki, takiej jak: Google, Yahoo czy Bing, trudno jej będzie zaistnieć w świadomości klientów. Widać zatem, że pomimo tego, iż Internet to swoisty świat wirtualny, coraz trudniej jest funkcjonować bez niego w świecie rzeczywistym. 
 
O historii informatyzacji w Polsce słów kilka
 
Dlaczego jednak o tym piszemy w kontekście informatyzacji w gminie, czy też szerzej: informatyzacji administracji publicznej? Odpowiedź jest bardzo prosta: skoro prywatny biznes może w sposób szybki i wygodny współpracować z nami przez Internet, dlaczego urzędy administracji publicznej nie miałyby tego czynić?
 
Oto kilka kluczowych informacji na temat historii działań w zakresie informatyzacji administracji publicznej. Początki tej koncepcji sięgają pierwszej połowy lat 90 poprzedniego stulecia, ale sprowadzały się jedynie do działań deklaratywnych i jeszcze nie do końca usystematyzowanych. 1 lipca 2002 r. utworzono nowy dział administracji rządowej o nazwie „informatyzacja”, który stał się odpowiedzialny za działania dotyczące informatyzacji administracji i rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce. 
 
Rolę ministra właściwego do spraw informatyzacji powierzono wtedy ministrowi do spraw nauki, prof. Michałowi Kleiberowi – dzisiaj Prezesowi Polskiej Akademii Nauk. 1 kwietnia 2003 r. na bazie Urzędu Komitetu Badań Naukowych utworzono Ministerstwo Nauki i Informatyzacji, a kierujący nim minister przejął rolę ministra właściwego do spraw informatyzacji. Był nim nadal prof. M. Kleiber, a od jesieni roku 2005 problematyką związaną z informatyzacją zajmowali się ministrowie: Ludwik Dorn, Janusz Kaczmarek, Władysław Stasiak, Grzegorz Schetyna, Jerzy Miller i Jacek Cichocki – jako szefowie resortu spraw wewnętrznych i administracji. Obecnie funkcję Ministra Informatyzacji i Cyfryzacji sprawuje Michał Boni. 
 
Dzisiejsze normy prawne
 
17 lutego 2005 roku uchwalono ustawę o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne, w skrócie zwaną „ustawą o informatyzacji”, która weszła w życie 21 lipca 2005 r. W roku 2010 ustawa ta została poddana gruntownej i potrzebnej nowelizacji. Weszła ona w życie w czerwcu 2010 roku. Została podpisana przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 
 
W latach 2006-2007 kluczowe projekty informatyzacyjne zostały wpisane do osi siódmej i ósmej Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka oraz do Regionalnych Programów Operacyjnych poszczególnych województw. Kontrolowała przebieg tego procesu Grażyna Gęsicka – ówczesna Minister Rozwoju Regionalnego. Łącznie na informatyzację i rozwój społeczeństwa informacyjnego przeznaczono grube miliardy złotych. 
 
W latach 2003-2004, w dawnym Ministerstwie Nauki i Informatyzacji, zostały zainicjowane prace nad Elektroniczną Platformą Usług Administracji Publicznej (ePUAP), którego nazwę zaproponowano dokładnie 8 lat temu, tj. w październiku 2004 r. Obszarem informatyzacji zajmuje się aktywnie również Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego. 
 
Pytanie jednak: czy dostatecznie mocno odczuwamy efekty tych licznych działań? Jakich konkretnych rozwiązań możemy się dzięki nim spodziewać?
 
Zapraszam do współredagowania
 
Na podobne pytania będziemy chcieli odpowiadać na łamach naszego pisma. Będziemy dyskutować o konkretnych rozwiązaniach do wykorzystania w gminach oraz problemach związanych z wdrażaniem informatyzacji w urzędach. Postaramy się przedstawiać dobre praktyki w tym zakresie, a także ostrzegać przed typowymi błędami, które mogą prowadzić do bolesnych niepowodzeń. Liczymy przede wszystkim na Państwa odzew. Zapraszamy Szanownych Czytelników do wspólnego kreowania naszej informatycznej społeczności. 
 
Na koniec pytanie: Kto wymyślił nazwę systemu ePUAP i w jakim ministerstwie miało to miejsce? 
Na osoby, które do redakcji „Gminy” napiszą, przysyłając poprawną odpowiedź, czekają nagrody!
wtorek, 30 październik 2012 17:42

Grzeczność popłaca

Napisane przez

Kontakty z przedstawicielami rozlicznych instytucji, biznesmenami, ludźmi z zagranicy, których należałoby pozyskać, a nade wszystko z mieszkańcami, którym osoby na stanowiskach służą, wymagają nie tylko merytorycznej wiedzy, ale także umiejętności odpowiedniego zachowania się.

Dobre maniery to nie sztuczny rytuał, który otrzymaliśmy od przodków, rygorystycznie celebrujących konwenanse. To wprawdzie wywodząca się z przeszłości, lecz niezwykle praktyczna umiejętność właściwego zachowania się w każdych okolicznościach. Zasady savoir vivre’u mają ułatwić codzienne, międzyludzkie kontakty i wprowadzić do nich życzliwość, a nawet ciepło i dobro. Mają także wyeliminować z nich wszystko to, co przykre: chłód i pychę, agresję, wyniosłość i egoizm. 
 
Bon ton to także umiejętność elastycznego stosowania tych zasad. Dobre maniery bowiem nie krępują i nie utrudniają nam życia, wręcz przeciwnie, przynoszą poczucie swobody i pozwalają być sobą.
 
Nieznajomość etykiety – boli
 
Uniwersalny imperatyw, czyń tak, jak byś chciał, by tobie czyniono, pasuje znakomicie i do tej sfery życia. Mądre stosowanie reguł savoir-vivre’u w służbie publicznej czyni tę pracę przyjemną, pozwala osiągać wiele z zamierzonych celów, przysparza ciepłych ocen i zwykłej ludzkiej życzliwości, a nawet sympatii.
 
Pamiętajmy także, że ich nieznajomość lub niewłaściwe stosowanie przysporzyło „ludziom na urzędzie” ogromu kłopotów. Któż nie zna skonfundowanych włodarzy gmin, powiatów czy województw, którzy – witając gości, pominęli kogoś ważnego, przekręcili jego nazwisko, bądź wymienili go w kolejności rażąco odbiegającej od obowiązującej w państwie precedencji stanowisk i funkcji? 
 
W trakcie swojej pracy byłem świadkiem licznych takich przypadków. Zdarzyło mi się nawet uczestniczyć w uroczystości, w czasie której wysoko postawiony gospodarz przywitał licznie przybyłych parlamentarzystów zwrotem: „Witam szanownych parlamentariuszy!”
 
Errare humanum est, czyli „błądzenie jest rzeczą ludzką”. Należy jednak czynić wszystko, by nie była to sentencja nazbyt często nas usprawiedliwiająca.
 
Umieć się zachować – nie tylko w urzędzie
 
Od ludzi pełniących służbę publiczną wymaga się więcej niż od innych. Podlegają oni bacznej obserwacji i ocenom wielu uczestników życia społecznego. 
 
Ponadto zachowania w relacjach z ludźmi muszą być osadzone w szerszym kontekście, w przeciwnym razie będą formalne, kostyczne i w istocie mogą stanowić swoje zaprzeczenie. Człowiek kierujący się w życiu zawodowym regułami dobrego zachowania musi to czynić także w życiu prywatnym. Dysonans: kulturalny szef w pracy i arogancki małżonek w domu, stawia jednostkę poza nawiasem dobrych manier.
 
Słowny, dyskretny i moralny
 
Złoczyńca, choćby stosował się w najdrobniejszych detalach do reguł savoir vivre’u, dalej będzie złoczyńcą. Dlatego osadzenie reguł zachowania w wymiarze moralnym pogłębia ich sens i treść.
Człowiek dobrze wychowany np. to człowiek tolerancyjny, ale nie fanatyk tolerancji zdeformowanej przez karykaturalną poprawność polityczną, to ktoś umiejący określić granice tolerancji, bo za nimi zaczyna się już krzywda drugiego człowieka. To człowiek przywiązany do dyskrecji, słowności, punktualności oraz szeroko rozumianej zasady starszeństwa.
 
Nie zawsze trzeba doktrynalnie
 
Słyszę niekiedy od samorządowców, że w zachowaniach publicznych nie da się wszystkiego przewidzieć. Absolutnie mają rację. Kodeksy, protokoły, reguły etc. są tylko drogowskazami, pokazują kierunek, formę, sposób postępowania. Życie bywa bogatsze od przypadków w nich określonych, stąd też musimy czasami kierować się zwykłym, ludzkim zdrowym rozsądkiem. Kierowanie się tylko literą reguł, nie bacząc na ich ducha, prowadziłoby do głupoty, a nawet wiązałoby się z obrazą niewinnych osób. 
 
Mężczyzna, który - bez względu na okoliczności - twierdzi, że kobieta powinna kroczyć tylko po jego prawej stronie (w istocie jest to strona honorowa), może niekiedy narazić ją na niewygody (np. kałuże rozpryskiwane przez samochody), a nawet szkody (złodzieje torebek na motocyklach). Rozsądek nakazuje w takich wypadkach zaoferować damie - lewe ramię. Jako żywo przypomina mi się również anegdota, jak pewnego letniego dnia, w porze lunchu, doświadczony dyplomata przyjmował swego młodego kolegę po fachu. Podano owoce morza i - stosowne do umycia rąk po jedzeniu, naczynie z wodą i cytryną. Młody gość wypił połowę zawartości miseczki i w związku z tym nasz gospodarz… uczynił to samo. Tylko źle wychowany pan domu zachowałby się inaczej. 
 
Ów zdrowy rozsądek, będący często oznaką mądrości, jest nią także w kontaktach międzyludzkich. Czasami bowiem bycie niewolnikiem konwenansów wystawia nas na śmieszność, a w naszych gościach może wywołać zakłopotanie, by nie rzec, sprawić im przykrość.
 
Warto się uczyć!
 
Nie jest grzechem czegoś nie wiedzieć, natomiast szkodliwą jest rzeczą – ucieczka przed wiedzą, która ma tej niekompetencji zaradzić. Ludzie nie rodzą się wszystkowiedzący, tylko tę naukę, często przez całe lata, zdobywają. 
 
Relacje międzyludzkie, i te zawodowe, i te prywatne, określone są przez różne, bardzo liczne elementy. Należą do nich m.in.: nasz wygląd, ubiór, sposób prowadzenia rozmowy, zachowanie się na przyjęciach, czy uroczystościach. Ale wchodzi w ich skład również: redagowanie najprzeróżniejszych pism, tytułowanie gości, obdarowywanie ich upominkami, składanie kwiatów, wizyt, wizytówek, prowadzenie rozmów telefonicznych. Nie unikniemy koniecznej znajomości tych zasad przy organizowaniu balów, prowadzeniu tańca, wyborze restauracji, czy trunków, zachowaniu porządku miejsc przy stole i w samochodzie. Bon ton dotyczy także postawy na pogrzebach i sposobu przesyłania kondolencji, składania gratulacji i życzeń. Etykieta pomoże nam przy przyjmowaniu interesantów i VIP’ów, w rozmowie z sekretarką i przy organizacji konferencji prasowej. Jej zasady okażą się pomocne przy przyjmowaniu delegacji rządowej i zagranicznej, odznaczeniach państwowych i regionalnych, czy organizacji świąt narodowych. Reguły savoir vivre’u poratują nas w czasie uroczystości wzruszających, takich jak pożegnanie pracownika, jak i tych oficjalnych, jak: dożynki, przecięcie wstęgi, wmurowanie kamienia węgielnego i aktu erekcyjnego, odsłonięcie płyty i w wielu, wielu innych sytuacjach.
 
Dlatego właśnie zostałem poproszony przez Redakcję Gminy, by P.T. Czytelnikom o tych wyjątkowych i bardzo przydatnych zasadach bon tonu przypomnieć.
 
wtorek, 30 październik 2012 17:38

Nowatorski fundusz pożyczkowy

Napisane przez

Program „Samorządowa Polska”, którego inicjatorem jest Związek Rzemiosła Polskiego, zainaugurował w czasie obrad II Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Katowicach swoją działalność. Celem programu jest łatwiejsze dostarczenie przedsiębiorcy z sektora MSP środków pieniężnych na rozwój. Właścicielem lokalnego funduszu pożyczkowego ma być gmina.

Posiedzenie inauguracyjne Krajowej Rady Programowej „Samorządowa Polska” otworzył prezydent Aleksander Kwaśniewski, a podsumował je prof. Jerzy Buzek. Na sali obecni byli ponadto: prof. Michał Kulesza – twórca polskiej reformy samorządowej, Jerzy Bartnik – prezes Związku Rzemiosła Polskiego, Andrzej Arendarski – prezes Krajowej Izby Gospodarczej, a także marszałkowie, prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, europosłowie, prezesi korporacji bankowych, przedstawiciele związków zawodowych, prawnicy. 
 
„Mam poczucie, że w XXI wieku stanie się faktem stwierdzenie, że ludzie na wsi będą przedsiębiorcami” – mówił na uroczystej sesji w Katowicach pod koniec września 2012 r. Prezes Zarządu Unii Gospodarczej Samorządowych Funduszy Pożyczkowych „Samorządowa Polska” – dr Jacek Janiszewski. 
 
Wszyscy zgromadzeni na spotkaniu inauguracyjnym podkreślali, że pomysł powołania do życia funduszu pożyczkowego, który łączyłby ofertę pożyczkową z możliwością zakupów grupowych, objętych wspólnym ogólnopolskim mechanizmem poręczeniowym, to innowacyjne rozwiązanie i potrzeba chwili.
 
Jerzy Bartnik zwrócił uwagę, że ostatnio Komisja Europejska przyjęła zdecydowane stanowisko w kwestii wsparcia finansowego dla systemu pozabankowego. 
 
„Będziemy pierwsi. Zachód się od nas będzie uczyć” - zaznaczył z zadowoleniem.
 
Cechy nowego mechanizmu finansowego
 
Program „Samorządowa Polska” oferuje nowatorski system finansowego i produktowego wsparcia sektora MSP na terenie całego kraju, poprzez udzielanie długoterminowych, niskooprocentowanych pożyczek w wysokości do 25 000 euro. Udzielane one będą na preferencyjnych warunkach, a spłata kapitału podlegała będzie odroczeniu na wiele lat. Przedsiębiorca ma spłacać na bieżąco jedynie odsetki.
 
Dodatkowo finansowanie MSP uzupełnione będzie przez konkurencyjny kredyt bankowy, a także grupowy system zakupu towarów, usług czy technologii. Program opracowany przez grupę ekspertów zakłada także indywidualne doradztwo dla przedsiębiorcy, obejmujące: zbudowanie z nim razem 5-letniego programu inwestycyjnego (zakupowego), stworzenie oferty rozwiązań finansowych, obsługę przedsięwzięcia od strony formalno-organizacyjnej. 
 
Dodatkowym atutem projektu jest stworzenie ogólnopolskiego systemu poręczeniowego, który będzie zabezpieczał spłatę zaciągniętych pożyczek oraz zakupionych w ramach grupowego systemu towarów czy usług.
 
Fundusz Pożyczkowy „Samorządowa Polska” – w każdej gminie
 
Każda gmina uczestnicząca w programie, w zamierzeniach pomysłodawców, zostanie współwłaścicielem Funduszu Pożyczkowego „Samorządowa Polska” – spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, działającej na zasadzie not for profit. Taki Fundusz udzielał będzie pożyczek przedsiębiorcom z terenu danej gminy.
 
Instytucją kontrolną, a także udzielającą wsparcia kapitałowego dla Funduszy Pożyczkowych będzie Krajowy Fundusz Poręczeniowy „Samorządowa Polska”sp. z o.o, również działająca na zasadzie not for profit. Udziałowcami Krajowego Funduszu będą gminy, województwa, krajowe i międzynarodowe instytucje finansowe oraz agencje rządowe.
 
Wypowiedzi ekspertów
 
Prezydent Słupska, Maciej Kobyliński, twierdził: „Ludzie boją się banków. W moim mieście mam 10 tys. firm. Ja, jako samorządowiec, mogę sprawdzić, czy kredytobiorca jest wiarygodny. Ten fundusz to próba urzeczywistnienia kapitalizmu dla ludzi”.
 
Przewodnicząca Sejmiku Województwa Podkarpackiego Teresa Kubas-Hul zwracała z kolei uwagę na wyjątkowość sieciowego charakteru projektu, a także rolę instytucji publicznej, która daje większe gwarancje, że będzie to projekt bezpieczny. Prof. Agnieszka Alińska z Narodowego Banku Polskiego w idei funduszu poręczeniowego widziała absorbowanie części ryzyka. 
 
Apelowano, by tworząc system pożyczkowo-gwarancyjny, nie ustawiać się opozycyjnie względem systemu bankowego, zwracano uwagę na konieczność przeprowadzenia pilotażu, innowacyjność struktury Rady Nadzorczej. Wszyscy mówcy podkreślali unikalność projektu i jego społeczną ważność. 
 
 
Tezy z wystąpień:
 
Aleksander Kwaśniewski
Gminny czy Miejski Samorządowy Fundusz Pożyczkowy to narzędzie z olbrzymimi w Polsce tradycjami, sięgającymi I połowy XIX wieku. I – nie boję się tego powiedzieć – z olbrzymią perspektywą. Mamy bowiem do czynienia z propozycją, która ma charakter powszechny, dostępny i odbudowujący to, czego nam dziś tak bardzo brakuje: społeczeństwo obywatelskie oparte na zaufaniu i służebnej roli władzy.
POWSZECHNY
Bo chcielibyśmy, aby Fundusz powstał w prawie każdej gminie, by był dostępny dla każdego przedsiębiorcy, bez względu na cel tej pożyczki. Elementem tej powszechności jest także nowy model funkcjonowania. To nie ma być biuro, w którym znudzony urzędnik czeka na petenta. To ma być mobilny menadżer, który dotrze do każdego przedsiębiorcy, zapyta o problemy, doradzi, zaoferuje pomoc. Załatwi pożyczkę szybko, w systemie on-line i zaproponuje takie jej warunki, które będą najkorzystniejsze dla biznesu, który prowadzi przedsiębiorca. To ma być nie tylko pożyczka, ale także realne, długofalowe współinwestowanie na warunkach przyjaznych przedsiębiorcy.
ZAUFANIE
To kluczowe słowo w tym pomyśle. Wszak przedsiębiorca będzie pożyczał nie od zbiurokratyzowanego banku, lecz od swojej wspólnoty: od sąsiadów, od gminy. Gmina więc będzie musiała zbudować kooperację ze swoimi obywatelami na nowych zasadach, a i obywatel będzie musiał zrozumieć, że to nie jest sprytna gra z anonimowymi bankami, lecz rodzaj samopomocy sąsiedzkiej, bardziej przystający do współczesności. (…)
Wyrażam radość z faktu, że znaleźli się odważni wójtowie, burmistrzowie i prezydenci, którzy zdecydowali się na udział w tej inicjatywie od początku. To bardzo trudne. W polskiej administracji – i nie tylko w niej – nie ma skłonności do innowacji, do podejmowania inicjatyw, które nie są jeszcze „uleżane” i „ucukrowane”. Nadal w wielu instytucjach publicznych obowiązuje model oglądania się na drugiego, wyczekiwania na liderów. Wasza obecność świadczy jednak o tym, że w samorządowych szeregach nie brakuje przywódców, gotowych do poszukiwania nowych form działania, do przełamywania barier, do podejmowania i promowania nowych rozwiązań i instytucji. Mam nadzieję, że Wasz przykład będzie zaraźliwy. 
 
Prof. Michał Kulesza
Mikro i mali przedsiębiorcy nie żyją w Polsce ani w województwie. Oni żyją w skali lokalnej. Oczekują, że świat w tej skali będzie dla nich przyjazny. (…) Dzisiaj następuje stepowienie obszarów wiejskich. Likwiduje się szkoły, szpitale, infrastrukturę obsługującą te obszary. Program „Samorządowa Polska” jest nastawiony na Polskę, którą ja z dumą nazywam: „Polska Prowincjonalna”. Buduje on podstawy rozwoju gospodarczego. Udział samorządów jest konieczny. Od kilku lat, mimo ogromnych pretensji do kolejnych rządów, samorząd działa dobrze – na ile mechanizmy prawne i finansowe mu na to pozwalają. Ale nie ma instrumentów do kształtowania rozwoju gospodarczego. 
– Czy warto się w ten program zaangażować? Zapisałem się do tego towarzystwa, bo wierzę, że tak.
 
Prof. Jerzy Buzek
Chcę podziękować tym, którzy pracowali dotąd nad tym projektem. W sferze publicznej projekt zacznie żyć właśnie od dzisiaj. Koło zamachowe zastartowało w czasie trwania obrad II Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw. To symboliczne. Społeczność małych miasteczek, wsi, którym ma służyć Fundusz, to najbardziej innowacyjne społeczności – jak miasteczka fińskie. 
 
Dzisiaj robimy kolejny krok w stronę decentralizacji, budujemy wolność. Na uwagę zasługuje powszechność i konieczność istnienia solidarności sąsiedzkiej tego przedsięwzięcia. Próbujemy działać w zakresie partnerstwa publiczno-prywatnego od wielu lat. Nie bardzo nam to wychodzi. Fundusz „Samorządowa Polska” to też jest tego typu współdziałanie. Dodatek do funduszy strukturalnych, tak to trzeba traktować. Nie demontujemy poprzednich sposobów współdziałania. Chcemy je ożywić. Polska ma doświadczenie w pracy w samorządzie. Dołączmy do tego samorząd gospodarczy i finansowy i niech inni przyjeżdżają tu, by się uczyć!
 

Brak dostępu do kredytów - bolączka przedsiębiorców MSP
 
Z badań prowadzonych wśród polskich przedsiębiorców sektora MSP wynika, że zaledwie ok. 8% z nich korzysta z zewnętrznego finansowania. Stosowny wskaźnik dla całej UE wynosi ok. 52%; a w USA to ponad 70%. Ci sami przedsiębiorcy za główną barierę rozwoju dość zgodnie uznają brak łatwego dostępu do kredytów i pożyczek. W ostatnich miesiącach ta bariera rośnie, nie maleje.
/Tezy z wystąpienia Aleksandra Kwaśniewskiego/
 
wtorek, 30 październik 2012 17:34

Pieniądze dla biznesu

Napisane przez

Kiedy rozmawiamy z przedsiębiorcami, zwłaszcza tymi małymi, to podstawową, podnoszoną najczęściej kwestią, jest dostęp do gotówki. Widać to wyraźnie w obliczu nadciągającego kryzysu. 

Brak pieniędzy na rozwój, ale i przyziemne, stabilne trwanie – to dla wielu firm najważniejszy dziś problem. Kredyty bankowe są drogie i trudno dostępne, nie każdy posiada odpowiednie zabezpieczenie, niektórzy mają niedobrą historię kredytową i nienajlepsze doświadczenie z bankiem. Rośnie więc ilość firm „wykluczonych” z korzystania z usług bankowych, a wielu skomplikowane i długotrwające procedury skutecznie odstraszają.
 
Samorządowe fundusze pożyczkowe
 
To na gruncie takich właśnie obserwacji zrodziła się idea samorządowych funduszy pożyczkowych. Idea niezbyt nowa, bowiem fundusze pożyczkowe w Polsce istnieją i niektóre z nich prowadzą dość ożywioną działalność. Jednakowoż, gdy popatrzymy na światowe statystyki, okaże się, że dostęp małych i średnich firm do funduszy jest tam łatwiejszy, a pieniądz pożyczkowy stanowi silny impuls rozwoju tego sektora. Także państwa Unii Europejskiej wyprzedzają nas znacznie, jeśli chodzi o ilość rozmaitego rodzaju instytucji finansowych, a pożyczone pieniądze odgrywają znaczącą rolę w rozwoju i utrzymaniu płynności małych i średnich firm produkcyjnych czy usługowych.
 
Wspomaganie gminnych przedsiębiorców
 
Oryginalność polskiego pomysłu polega na oparciu go o samorządy na poziomie podstawowym (gminnym i miejskim). To najbliższa ludziom instytucja władzy publicznej, posiadająca silną pozycję ustrojową i stosowny – co ważne – autorytet społeczny. Samorząd ponosi także – o czym często się zapomina – odpowiedzialność za rozwój społeczno-gospodarczy swojego terytorium, nie zawsze dysponując stosownymi narzędziami. W sytuacji, kiedy nie może on bezpośrednio prowadzić działalności gospodarczej, lokalny (gminny) fundusz pożyczkowy może stać się narzędziem wspomagania przedsiębiorców, kierowania ich uwagi – bez naruszania zasad konkurencyjności – na socjalne i konsumenckie potrzeby rynku lokalnego. Gminy posiadają także stosowny potencjał kadrowy i doświadczenie instytucjonalne, niezbędne do budowy takiej instytucji. To byłoby dopełnienie procesu decentralizacji naszego państwa.
 
Tak więc chcemy w dłuższej perspektywie powołać w każdej gminie spółkę z o.o. pod nazwą Gminny (Miejski) Lokalny Fundusz Pożyczkowy. Tworzyłaby tę spółkę gmina wspólnie z Unią Gospodarczą „Samorządowa Polska”. To spółka akcyjna, powołana przez działającą przy Związku Rzemiosła Polskiego Fundację na Rzecz Rozwoju Przedsiębiorczości. Gmina objęłaby 40% udziałów (minimum 4 000 PLN), a Unia Gospodarcza resztę. Lokalny Fundusz byłby – zgodnie z normami UE – instytucją non for profit, a więc nie działałby dla zysku. Ewentualne zyski służyłyby rozwijaniu akcji pożyczkowej spółki. 
 
Łatwość dostępu do pożyczki i powszechność systemu
 
A więc powszechność – to pierwsza cecha tego systemu. Druga – równie ważna – to łatwość dostępu do pożyczki. Nie tylko dlatego, że gmina jest wszędzie. Także dlatego, że nie chcemy otwierać kolejnego biura. Pomysł – stosunkowo innowacyjny – polega na tym, że to do przedsiębiorcy trafiałby inny przedsiębiorca, zwany Biurem Pożyczkowo-Inwestycyjnym, proponując mu wsparcie finansowe w postaci pożyczki. Miałby on obowiązek na co dzień kooperować z pożyczkobiorcą, wspierając go radą, czy też systemem zbiorowych zakupów. I znów: zero etatów (wynagrodzenie prowizyjne), za to szybkość działania i minimum formalności. 
 
Rzecz przy tym niezwykle ważna: zaufanie. Pieniądze w lokalnych funduszach byłyby wspólnotowe. A więc nie anonimowy przedsiębiorca, lecz człowiek znany w gminie, pieniądze pożyczałby nie od anonimowego banku, lecz niejako od wspólnoty. I choć zasadnicza część z tych funduszy pochodzić będzie z instytucji europejskich, to jednak gmina będzie ich gospodarzem, użytkownikiem. W tym obrocie, jak w żadnym, liczyć się będzie presja opinii publicznej, etyka i poczucie lojalności wobec wspólnoty.
 
Gwarancje w systemie
 
Niezależnie od tego stworzyć chcemy Krajowy Fundusz Regwarancyjny (poręczeniowy), który nie dopuści do ewentualnych strat w mieniu gminnym. Ono zresztą będzie rosnąć. Powodzenie Gminnego (miejskiego) Funduszu, ewentualne zyski, oznaczają wzrost majątku gminy, poprawę jej zdolności kredytowej. Są też oczywiste zyski pośrednie: ożywienie gospodarcze zawsze powoduje wzrost podatków.
 
Jest pytanie o sumy przeznaczone na pożyczki. Nie są to kwoty błahe. Zakładając, że co piąty przedsiębiorca skorzysta z oferowanej pożyczki (obecnie korzysta ok. 8%, a średnia w UE wynosi ok. 52%), mówimy o kwotach sięgających setek milionów złotych w najbliższych kilku latach. Jest oczywiste, że kwoty te znajdują się poza zasięgiem gmin. Projektujemy zatem pozyskanie środków europejskich zarówno z programów operacyjnych, jak i z kredytów udzielanych przez banki europejskie na rozwój tego rodzaju inicjatyw. Warto tu przypomnieć, że w Strategii Lizbońskiej Unia opowiedziała się za wsparciem i rozwojem sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, jako tego, który najlepiej sprosta wymogom globalnej konkurencyjności. Z roku na rok przeznacza na to coraz więcej funduszy, których nie jesteśmy w stanie wykorzystać ze względu na brak odpowiednich instytucji finansowych.
 
Dostrzega to także rząd Rzeczypospolitej. Stąd rządowy program „rozwoju funduszy pożyczkowych i poręczeniowych”, stąd poparcie dla powyższej koncepcji przez Komisję Trójstronną. Jest szansa, aby w Polsce powstało coś nowego i ważnego.
wtorek, 30 październik 2012 02:24

Czas na budżet

Napisane przez

Mamy październik. To sygnał, że czas najwyższy finalizować prace nad projektem uchwały budżetowej na rok 2013. Czas jak najbardziej właściwy, aby zastanowić się nad tym, jakie zasady i procedury obowiązują przy przygotowaniu i uchwalaniu budżetu? O czym nie wolno zapomnieć, by proces ten nie przysporzył nam niepotrzebnych problemów? 

Uchwała budżetowa jest najważniejszym aktem przyjmowanym przez organ stanowiący jednostki samorządu terytorialnego, czyli radę gminy. Przyjmowana jest na rok budżetowy i stanowi podstawę działalności gminy. Analogiczna zasada obowiązuje w przypadku powiatu oraz województwa samorządowego, gdzie odpowiednio uchwałę przyjmuje rada powiatu i sejmik województwa.
 
Podstawowe zasady związane z uchwalaniem budżetu 
 
Reguły związane z podejmowaniem uchwały budżetowej w gminie są określane w szczególności przez przepisy ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym oraz ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych. Z przepisów tych wynika, iż wyłączne prawo do uchwalania budżetu gminy przysługuje organowi stanowiącemu jednostki samorządu terytorialnego, czyli radzie gminy. Przy czym należy pamiętać, że równocześnie wyłączna inicjatywa uchwałodawcza w zakresie budżetu gminy dotyczy organu wykonawczego, czyli wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. 
 
Inicjatywa uchwałodawcza oznacza, że projekt uchwały budżetowej jest przygotowywany i przedstawiany do uchwalenia radzie gminy przez organ wykonawczy gminy. Może on w ramach swoich kompetencji przygotować i przedstawiać autopoprawki do zaproponowanego przez siebie projektu. 
 
Oznacza to również, że wójt, burmistrz czy prezydent miasta przedstawiają radzie gminy projekty zmian budżetu w trakcie roku budżetowego. Proces ten nie dotyczy zakresu merytorycznego zmian, które leżą w kompetencji organu stanowiącego, jak chociażby wprowadzania do budżetu gminy dotacji z budżetu państwa lub innych jednostek samorządu terytorialnego. 
 
Budżet a absolutorium
 
Przyznanie wyłącznej inicjatywy uchwałodawczej organowi wykonawczemu gminy jest logiczną konsekwencją przyjętych reguł związanych z absolutorium. Podstawą przyjęcia absolutorium dla wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, jest bowiem ocena przedstawionego przez organ wykonawczy gminy rocznego sprawozdania z wykonania budżetu. Jeżeli więc rada gminy dokonuje oceny działalności tego organu w oparciu o informacje na temat sposobu realizacji budżetu, to taka ocena byłaby znacznie mniej uzasadniona, gdyby skwitowanie odbywało się w oparciu o kształt budżetu narzucony przez organ oceniający. 
 
Budżet a radni
 
Przekazanie inicjatywy uchwałodawczej w ręce wójta, burmistrza czy prezydenta miasta nie oznacza w żadnym przypadku wyłączenia radnych z prac nad uchwałą budżetową. W trakcie dyskusji nad projektem budżetu radni gminni mogą wnosić swoje uwagi, wnioski czy propozycje. W przypadku zgłoszenia nowych uwag do projektu uchwały budżetowej radni są jednakże zobowiązani wskazać źródło finansowania nowego zadania. Przepisy ustawy o finansach publicznych wprowadzają bowiem regułę, zgodnie z którą rada gminy bez zgody wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, nie może wprowadzić w projekcie uchwały budżetowej zmian, powodujących zmniejszenie dochodów lub zwiększenie wydatków i jednocześnie zwiększenie deficytu budżetu jednostki samorządu terytorialnego. Zasady te nie ograniczają możliwości składania propozycji zmian bez wskazania źródła pokrycia na ręce wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, który - w przypadku pozytywnego potraktowania wniosku, może uwzględnić taką zmianę we wspomnianej już formie autopoprawki do projektu budżetu.
 
Kompetencje rady gminy
 
Do kompetencji rady gminy należy podjęcie uchwały w sprawie trybu prac nad projektem uchwały budżetowej, która określa w szczególności:
1) wymaganą szczegółowość projektu budżetu jednostki samorządu terytorialnego,
2) terminy obowiązujące w toku prac nad projektem uchwały budżetowej jednostki samorządu terytorialnego, 
3) wymogi dotyczące uzasadnienia i materiały informacyjne, które organ wykonawczy przedstawi radzie gminy wraz z projektem uchwały budżetowej.  
Uchwała ta stanowi uszczegółowienie wymogów odnoszących się do opracowania i uchwalenia budżetu, zawartych w przepisach prawnych. 
 
Pełna klasyfikacja budżetowa
 
Wymagana w przepisach prawnych szczegółowość uchwały budżetowej może zostać zwiększona poprzez wspomnianą uchwałę rady gminy w sprawie trybu prac nad projektem uchwały budżetowej. Przykładowo rada gminy może wprowadzić wymóg stosowania w planie dochodów i wydatków pełnej klasyfikacji budżetowej, obejmującej zarówno działy, rozdziały jak i paragrafy klasyfikacji budżetowej. 
Takie rozwiązanie jest dość często stosowane od czasu uchwalenia aktualnie obowiązującej ustawy o finansach publicznych, która nie przewiduje obowiązku przygotowania tzw. układów wykonawczych budżetu. Układ wykonawczy budżetu był niczym innym, jak przedstawieniem budżetu jednostki samorządu terytorialnego w pełnej klasyfikacji budżetowej. 
 
Budżet zadaniowy
 
Tendencją praktykowaną od wielu lat w jednostkach samorządu terytorialnego jest możliwość uszczegółowienia uchwały budżetowej jednostki samorządu terytorialnego poprzez zobowiązanie wójta, burmistrza czy prezydenta miasta do przygotowania budżetu w układzie zadaniowym. Jest on przedstawieniem planu wydatków w układzie poszczególnych zadań budżetowych. Taki sposób prezentacji projektu budżetu jest bez wątpienia znacznie bardziej przejrzysty i zrozumiały dla osób spoza grupy specjalistów od finansów publicznych. 
Przykładowo radny niespecjalizujący się w problematyce finansów publicznych, dokonując analizy poszczególnych zadań, będzie miał możliwość znacznie lepszego zrozumienia zaproponowanego budżetu niż wtedy, gdy otrzyma projekt oparty o obowiązkowe ujęcie pozycji przy zastosowaniu wyłącznie klasyfikacji budżetowej. Poprzez wskazanie zadania, np. remontu konkretnej drogi, budynku szkoły czy wynagrodzeń pracowników samorządowych, można znacznie łatwiej ocenić, na co wydawane są w gminie pieniądze publiczne.
 
15 listopada termin nieprzekraczalny!
 
Z punktu widzenia przygotowania i uchwalania budżetu niezmiernie istotne stają się terminy realizacji zadań. Przede wszystkim najważniejszy jest wymóg przygotowania i przedłożenia projektu uchwały budżetowej radzie gminy oraz regionalnej izbie obrachunkowej do 15 listopada roku poprzedzającego rok budżetowy. Termin ten nie podlega jakimkolwiek modyfikacjom. 
 
Przepisy nie przewidują możliwości jego przekroczenia. Termin ten powinien zapewnić radzie możliwość podjęcia uchwały budżetowej do końca roku poprzedzającego rok budżetowy. Przepisy przewidują możliwość uchwalenia jej w późniejszym terminie, jednak nieprzekraczającym 31 stycznia roku budżetowego. 
W przypadku niepodjęcia uchwały budżetowej w tym terminie, właściwa regionalna izba obrachunkowa w terminie do końca lutego roku budżetowego ustala budżet gminy. Wspomniane ograniczenia terminowe są związane z rolą, jaką ta uchwała pełni, czyli jest podstawą dla funkcjonowania jednostki samorządu terytorialnego. O tej roli wspominałem na początku moich rozważań.
 
Deficyt budżetowy
 
Pisząc o przygotowaniu budżetu na kolejny rok, należy omówić parametry niezwykle istotne dla poprawnej, zarówno w warstwie formalnej jak i ekonomicznej, konstrukcji uchwały budżetowej.
 
W pierwszej kolejności przypomnijmy, że różnica pomiędzy dochodami budżetowymi a wydatkami budżetowymi może przyjmować postać nadwyżki lub deficytu. Nadwyżka powstaje wtedy, gdy dochody są większe od wydatków. W przeciwnym przypadku mamy do czynienia z deficytem budżetu. Jeżeli projekt budżetu zakłada powstanie deficytu, wówczas organ stanowiący jednostki samorządu terytorialnego zobowiązany jest do wskazania źródeł jego pokrycia. 
 
Przepisy ograniczają zakres możliwych źródeł pokrycia deficytu budżetowego do:
1) sprzedaży papierów wartościowych wyemitowanych przez jednostkę samorządu 
terytorialnego
2) kredytów
3) pożyczek
4) prywatyzacji majątku jednostki samorządu terytorialnego
5) nadwyżki budżetu jednostki samorządu terytorialnego z lat ubiegłych
6) wolnych środków - jako nadwyżki środków pieniężnych na rachunku bieżącym budżetu jednostki samorządu terytorialnego, wynikających z rozliczeń wyemitowanych papierów wartościowych, kredytów i pożyczek z lat ubiegłych. 
 
Źródła pokrycia deficytu przedstawia się w uchwale budżetowej jako przychody budżetu. 
 
Wskaźniki zadłużenia
 
Parametrami niezwykle istotnymi, o których musimy pamiętać w trakcie prac nad projektem budżetu są wskaźniki zadłużenia. Są one pochodną poziomu deficytu budżetu występującego w poszczególnych latach, bowiem źródło zadłużenia stanowią środki „zapożyczone” w celu sfinansowania przynajmniej części deficytu. 
Pierwszy ze wskaźników odnosi się do obsługi zadłużenia. Zgodnie z zapisami ustawy o finansach publicznych koszty obsługi zadłużenia w danym roku nie mogą przekroczyć 15 % planowanych na dany rok budżetowy dochodów jednostki samorządu terytorialnego. 
 
Drugi ze wskaźników opiera się na porównaniu łącznej kwoty długu jednostki samorządu terytorialnego do wykonanych dochodów tej jednostki w danym roku budżetowym. Wskaźnik ten nie może przekroczyć poziomu 60 %. Oba wymienione wskaźniki obowiązują do końca 2013 r. 
 
W 2014 - nowy wskaźnik zadłużenia
 
Od roku 2014 zacznie obowiązywać nowy wskaźnik zadłużenia, oparty o tzw. nadwyżkę operacyjną. Odpowiednią relację oblicza się w oparciu o algorytm zapisany w art. 243 ustawy o finansach publicznych, opierający się na relacji spłaty kwot zadłużenia w danym roku do dochodów budżetowych, która nie może być mniejsza od średniej arytmetycznej obliczonej dla ostatnich trzech lat - relacji jej dochodów bieżących, powiększonych o dochody ze sprzedaży majątku oraz pomniejszonych o wydatki bieżące - do dochodów ogólnych budżetu. 
 
Sens ekonomiczny tego wskaźnika polega na indywidualnym określeniu możliwości zadłużania jednostki opartej na tzw. nadwyżce operacyjnej, czyli nadwyżce dochodów nad wydatkami bieżącymi. Wskaźnik ten należy analizować w okresie wieloletnim. Dlatego też trzeba pamiętać, że możliwości kształtowania wielkości planowanych dochodów i wydatków należy rozpatrywać w kontekście zapisów wieloletniej prognozy finansowej gminy i wykazywanych w jej treści wskaźników zadłużenia uzyskiwanych w kolejnych latach.
 
Podejmując uchwałę w sprawie budżetu na rok 2013, należy pamiętać również o jeszcze jednym ograniczeniu. Zgodnie z Art. 242. Ust. 1 ustawy o finansach publicznych planowane na dany rok wydatki bieżące nie mogą być wyższe niż planowane dochody bieżące powiększone o nadwyżkę budżetową z lat ubiegłych i wolne środki. 
wtorek, 30 październik 2012 17:16

Przedsiębiorcy w samorządzie

Napisane przez

Miałem ostatnio spotkanie ze znajomym wójtem. Kolega wójtem jest już trzecią kadencję … i nagle go oświeciło! Uznał, że fajnie będzie w jego gminie nawiązać współpracę z przedsiębiorcami! 

Dobrze będzie też poznać ich bliżej, bo jak dotąd ma kontakt tylko z tymi, którzy przychodzą do niego z jakimiś problemami, albo co jeszcze gorsze, z pretensjami. Szczerze mówiąc, myślałem, że takich gmin już w naszym kraju nie ma, a jednak chyba się głęboko myliłem!  
 
Dlaczego wspierać przedsiębiorców?
 
Czy samorząd powinien angażować się we wspieranie przedsiębiorców na swoim terenie? Formalnie kwestię tę rozstrzyga jednoznacznie ustawa o swobodzie działalności gospodarczej. Jej ósmy artykuł mówi: „Organy administracji publicznej wspierają rozwój przedsiębiorczości, tworząc korzystne warunki do podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej, w szczególności wspierają mikroprzedsiębiorców oraz małych i średnich przedsiębiorców”. I to na każdym szczeblu publicznej władzy! Ale jak to zwykle bywa, prawo sobie, a życie sobie. Szczególnie, gdy taki obowiązek nie jest wzmocniony żadnymi sankcjami. 
 
Skuteczniejsze okazały się i tu bodźce ekonomiczne - wiele zmieniło w tym zakresie zapewnienie gminom udziału w podatkach płaconych od działalności gospodarczej, jednak i tu pojawiają się samorządowi „twardogłowi”. Słyszymy, że przecież przedsiębiorcy i tak będą płacić podatki – po co więc wydawać środki, wysilać się na instrumenty wsparcia, zaprzątać sobie głowę ich problemami – przecież mamy dość własnych! 
Nic bardziej mylnego! 
 
Dzisiaj, w dobie swobody przepływu ludzi i kapitału, nic i nikt nie zatrzyma przedsiębiorcy przed przeniesieniem się do sąsiedniej, bardziej przyjaznej mu gminy. 
 
A w sytuacji, gdy to przeniesienie jest z różnych powodów niemożliwe – nikt nie zabroni biznesmenowi wygaszania dotychczasowej działalności i podejmowania nowych wyzwań inwestycyjnych już po sąsiedzku, w innej gminie. Pamiętajmy, że nieprzyjazne warunki rozpoczynania i prowadzenia działalności gospodarczej zniechęcają, powodują, że większość osób zaczyna rozglądać się za ciepłymi posadami w „budżetówce” – wówczas urząd gminy staje się najatrakcyjniejszym pracodawcą, a walka polityczna w gminie ma na celu bardziej załatwienie stanowisk „swoim”, niż spór o najskuteczniejszy program rozwoju gminy.
 
Elastyczni mali i średni przedsiębiorcy
 
Niektórzy, zgadzając się z tezą o konieczności działań na rzecz rozwoju gospodarczego na poziomie gminy, szukają ratunku przede wszystkim w poszukiwaniu dużego inwestora – zbawcy, który przyjdzie do nas, stworzy od razu kilka tysięcy miejsc pracy i rozwiąże wszystkie nasze lokalne problemy. To też ważne, ale nie zapominajmy o własnych przedsiębiorcach! Do dzisiaj pamiętam pierwszą wizytę za oceanem w USA i spotkania z lokalnymi decydentami. Oni już dawno przeżyli takie „przygody”. Wielki koncern zbudował wielką fabrykę i było wielkie święto. Przez kilka, kilkanaście lat wiodło się wszystkim dobrze. Jednak w warunkach globalizującej się gospodarki pewnego dnia okazywało się, że na drugim końcu świata pojawiały się korzystniejsze warunki do prowadzenia działalności, a nowsze technologie spowodowały, że nawet nie opłacało się przenosić produkcji – z dnia na dzień zakład zamykano, a władze lokalne zostawały nagle z problemem tysięcy bezrobotnych. Taką sytuację amortyzował najskuteczniej prężny, elastycznie reagujący na zmieniający się rynek, lokalny biznes – mali i średni przedsiębiorcy. 
 
Najciekawszym dla nas doświadczeniem z kilku wizyt za oceanem było spostrzeżenie, jak wielką wagę gospodarze przywiązują do edukacyjnego wymiaru wspierania przedsiębiorczości! Tam urzędnik za obywatela wypełnia wnioski o zarejestrowanie działalności gospodarczej, kieruje go na odpowiednie szkolenia, wskazuje nisze na rynku, podpowiada, w jakim zakresie warto spróbować działalności, pomaga napisać biznesplan i zdobyć środki! 
 
I oczywiście ten proces nie zawsze prowadzi do sukcesu, często kończy się upadłością … i znowu zaczynamy od nowa! Bo tylko obywatel, który spróbował własnej działalności, napisał własny biznesplan, a nawet kilkakrotnie „zaliczył” upadek, zaczyna rozumieć gospodarcze mechanizmy, z praktyki już wie, co to jest rachunek zysków i strat, przeżył w skali mikro, co oznacza sytuacja, gdy więcej wydajemy niż zarabiamy. Z tak doświadczonym obywatelem łatwiej dyskutować o lokalnym budżecie, ale też w czasie najbliższych wyborów bardziej kierował się on będzie przesłankami merytorycznymi i pragmatycznymi, będzie odporniejszy na populistyczne i demagogiczne hasła. Jednak to znowu temat na odrębną dyskusję o obywatelskiej edukacji.
 
Sami sobie winni!
 
Skoro argumenty za wspieraniem przedsiębiorczości przez samorząd lokalny są tak jednoznaczne, dlaczego w wielu gminach jest z tym tak słabo? Przyczyn jest oczywiście wiele, ale niestety nie bez winy są tutaj często sami przedsiębiorcy. I to z kilku powodów! Najpoważniejszy stanowi oczywiście powszechna awersja do samoorganizowania się, i co za tym idzie, słabość lokalnych organizacji samorządu gospodarczego. Nieczujący istnienia swojej reprezentacji w gminie przedsiębiorcy, próbują najczęściej „brać swoje sprawy w swoje ręce”. Sami decydują się kandydować - tworzą własne listy wyborcze, bądź kandydują z list różnych ugrupowań. I jedna, i druga droga prowadzi donikąd. Przedsiębiorcy – radni nie mają zazwyczaj czasu na wielogodzinne przesiadywanie na sesjach i komisjach, a ich udział w głosowaniach wikła ich w lokalne, polityczne spory i układy. Przedsiębiorcy ze zbiorowego podmiotu gminnej polityki, do którego adresowane być powinno racjonalne wsparcie, stają się stroną w doraźnych rozgrywkach i przetargach. Pomijam tutaj oczywiście sytuację skrajną, gdy przedsiębiorca „idzie” do rady, by tam załatwić swoje interesy. Na szczęście stabilny i stale doskonalony system prawa, coraz bardziej doświadczony nadzór, kontrola mediów i wysoka już świadomość społeczna, w dużym stopniu wyeliminowały takie proste „okazje”.
 
Monitorować polityków
 
Nie jest, moim zdaniem, dobrym rozwiązaniem również i popieranie przez organizacje przedsiębiorców jednej z list partyjnych. Sami przedsiębiorcy mają przecież zróżnicowane poglądy polityczne, a i stosunek kandydatów poszczególnych partii do problemów wspierania przedsiębiorczości jest najczęściej bardzo zróżnicowany. Nawet w parlamencie, gdy kierowałem w różnych kadencjach sejmowymi komisjami: małych i średnich przedsiębiorstw, czy rozwoju przedsiębiorczości, bardzo szybko okazywało się, że poglądy posłów w sprawie konkretnych problemów przedsiębiorców wcale nie układają się zgodnie z politycznymi podziałami. Często dochodziło wręcz do bardzo egzotycznych koalicji. To na szczeblu centralnym, a co dopiero w gminie? 
 
Gdzie szukać zatem optymalnego rozwiązania? Pozwolę sobie sięgnąć znowu do amerykańskiego przykładu. Gościłem kiedyś w kierownictwie federalnego stowarzyszenia reprezentującego amerykański small business. Oni nie popierali z założenia żadnej partii, za to konsekwentnie monitorowali zachowanie poszczególnych kongresmenów, czy lokalnych deputowanych. Przed głosowaniem dotyczącym problemów ważnych dla przedsiębiorców każdy deputowany otrzymywał stanowisko FSBA wypracowane w wyniku ankietowania członków organizacji. Potem przedsiębiorcy dostawali co kwartał zestawienie, kto ile razy głosował zgodnie z ich stanowiskiem. Na koniec kadencji deputowany, który głosował w ponad 50% wbrew interesom przedsiębiorców, miał pewność, że w najbliższej kampanii small business będzie popierał (i finansował!) jego kontrkandydata. I oczywiście nie ma tu prostych odniesień – ale jedno jest pewne – ważne, by we wszystkich klubach radnych znalazło się jak najwięcej tych, którzy problemy przedsiębiorców dobrze rozumieją, sami niekoniecznie przedsiębiorcami będąc.
 
Pracować z zainteresowanymi
 
Skoro już wybraliśmy mądrą i kompetentną radę, przychylną problemom lokalnych przedsiębiorców, a na czele gminy stoi już dobry menadżer, to czego powinniśmy oczekiwać? Warto zacząć od samego początku – od stworzenia systemu komunikowania się z przedsiębiorcami. Dzisiaj, w dobie elektronicznej komunikacji, to żaden wysiłek! Ankietowanie prowadzących działalność gospodarczą, transfer informacji o możliwych formach wsparcia, o podejmowanych inicjatywach w zakresie promocji gospodarczej, i wiele innych działań – powinno stać się w każdej gminie codziennością!
 
Idąc dalej, pamiętajmy, że samorząd lokalny ma, wbrew pozorom, szeroką gamę instrumentów i możliwości wspierania lokalnego biznesu. Począwszy od racjonalnej polityki inwestycyjnej, wyposażania w niezbędną infrastrukturę i uzbrajanie terenów, poprzez rozważną politykę uchwalania lokalnych podatków wraz z inwestycyjnymi ulgami, aż po tworzenie i wspomaganie instytucji otoczenia biznesu. 
 
To znowu materiał na kolejne, szerokie opracowanie. Ważne, by gminna strategia wspierania przedsiębiorczości została wypracowana w szerokiej współpracy ze środowiskiem samych najbardziej zainteresowanych – w konsultacjach z przedsiębiorcami. Funkcjonowanie lokalnych funduszy pożyczkowych i poręczeniowych, działalność inkubatorów przedsiębiorczości i ośrodków wspierania przedsiębiorczości, a nawet podstref specjalnych stref ekonomicznych, promocja lokalnych firm i lokalnych produktów, organizowanie misji gospodarczych i ośrodków informacji gospodarczej oraz wiele innych działań, na trwale wpisało się już do strategii rozwoju wielu polskich gmin. Wielu, ale niestety nie wszystkich – i tu wracamy do początku tego artykułu. 
 
wtorek, 30 październik 2012 02:35

Kant i ład deweloperski

Napisane przez

W najczęstszym użyciu pozostaje w polityce, trochę także w historii. Słyszymy o ładzie wersalskim, ładzie wiedeńskim i budzącym największe kontrowersje ładzie jałtańskim. Mamy też, najczęściej nowy, ład społeczny oraz burzliwie się rozwijający ład korporacyjny, jednakże przedmiotem mojego zainteresowania jest, od długiego czasu, ład przestrzenny. 

Sprawa jest nader poważna i wypada się z postawionej tu tezy wytłumaczyć. Spójrzmy zatem do jednolitego tekstu obowiązującej dziś w Rzeczpospolitej ustawy z marca 2003 o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Powiada się tam, że kiedy mowa o „ładzie przestrzennym”, należy przez to rozumieć takie ukształtowanie przestrzeni, które tworzy harmonijną całość oraz uwzględnia w uporządkowanych relacjach wszelkie uwarunkowania i wymagania funkcjonalne, społeczno-gospodarcze, środowiskowe, kulturowe oraz kompozycyjno-estetyczne. W tej samej regulacji znajdujemy też stwierdzenie, że 
 
ład przestrzenny
 
wraz ze zrównoważonym rozwojem winny być podstawą wszelkich działań, które wiążą się z kształtowaniem polityki przestrzennej, przeznaczaniem terenów oraz ustalaniem zasad ich zagospodarowania lub zabudowy. Na papierze wygląda to pięknie, aliści z rzeczywistością ten uroczy obrazek ma wspólnego niewiele. 
 
Poszukując pociechy, trafiłem w grudniu minionego roku na uchwałę Rady Ministrów dotyczącą Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030, z której wynikało ni mniej, ni więcej, iż rząd podziela nurtujące mnie od dłuższego czasu wątpliwości i, co więcej, zamierza coś z tym fantem począć. Punktem wyjścia jest diagnoza, która swoją trafnością i jakże rzadką dziś prostotą wzbudzała nadzieję. Brzmi ona tak: „w Polsce występuje powszechne odczucie braku ładu przestrzennego”.
 
Sama żywa prawda. Dalej jest równie ładnie, bowiem mowa o sukcesywnej degradacji krajobrazu kulturowego, chaotycznych formach zabudowy, rosnącej liczbie osiedli zamkniętych. Wskazano też luki w rozwiązaniach prawnych, które - preferując grupowe interesy wpływające na kształt gospodarki przestrzennej, są częstokroć sprzeczne z interesem publicznym.
 
Rozbudzone świeżutko nadzieje diabli wzięli już przy lekturze wniosków, bowiem nie da się przecież żadną miarą pogodzić wspomnianego wcześniej „powszechnego odczucia braku…” z próbą obwiniania społeczeństwa za katastrofalny stan przestrzennego ładu. Nie da się inaczej zrozumieć stwierdzenia, że wszystkiemu winien jest „niski poziom świadomości społecznej, objawiający się brakiem zainteresowania problemami gospodarki przestrzennej, skutkujący jej niską rangą społeczną”.
 
Niewątpliwie ważnych autorów dokumentu śpieszę poinformować, że mnóstwo (i coraz więcej) ludzi ma całkiem znaczną świadomość katastrofalnego (nie)ładu, interesuje się nim i irytują ich, z każdym dniem mocniej, problemy gospodarki przestrzennej, zaś jej ranga istotnie jest niska za sprawą tego, że… 
 
ład deweloperski
 
zastąpił zdefiniowany ustawowo ład przestrzenny. Proszę tedy uprzejmie, aby na przyszłość zaprzestano obrażania społeczeństwa, którego czuję się częścią, zarzutem niskiej społecznej świadomości. Osobną jest rzeczą odpowiedź na pytanie, kto i w jakim celu ośmiela się podsuwać rządzącym diagnozy w sprawie poziomu społecznej świadomości i jego klinicznych objawów. Nie podoba mi się to tym bardziej, gdy jest czynione w imię deweloperskich interesów, ergo deweloperskiego ładu. Nie sposób przecież inaczej nazwać tego, co z przestrzenią publiczną wyprawia, podpierając się, przy okazji niejako, świętym prawem własności, grupa mocno nadzianych ludzi biznesu, próbująca w każdej niemal, bez względu na wielkość, miejskiej gminie zabudować mieszkaniówką każdy skrawek wolnej przestrzeni. Najlepiej zielonej, atrakcyjnie położonej, uzbrojonej i najczęściej publicznej.
 
Skoro zaś mowa o interesach, nie od rzeczy będzie przypomnieć kolejne dwie ustawowe definicje. Wcześniej jednak warto odnotować zakorzeniony mocno w polskich przepisach wytrych stosowany w definicjach, słowniczkach, wyjaśnieniach. Mam na myśli koszmarek „należy przez to rozumieć”, pojawiający się wszędzie tam, gdzie, gwoli uniknięcia spekulacji i interpretatorskich sztuczek, powinno być napisane jak byk – „to jest” albo „oznacza to”. Wówczas z pewnością byłoby jak należy i znaczeniowa ścieżka stanęłaby otworem dla wszystkich adresatów prawa bez rezerwacji dla specjalistów od rozumienia. Najczęściej bowiem owo rozumienie jest, z punktu widzenia zlecającego, bardzo jak należy, wszakże ten punkt z rzadka tylko bywa społecznym. Powróćmy tedy do zapowiedzianych definicji, lekko tylko skorygowanych przez przywrócenie im językowej poprawności, tudzież, co równie ważne, społecznego sensu.
 
Tak więc, wszędzie tam, gdzie w ustawie pojawia się pojęcie „interes publiczny” – oznacza to uogólniony cel dążeń i działań, uwzględniających zobiektywizowane potrzeby ogółu społeczeństwa lub lokalnych społeczności, związanych z zagospodarowaniem przestrzennym. „Obszar przestrzeni publicznej” oznacza obszar o szczególnym znaczeniu dla zaspokojenia potrzeb mieszkańców, poprawy jakości ich życia i sprzyjający nawiązywaniu kontaktów społecznych ze względu na jego położenie oraz cechy funkcjonalno-przestrzenne, określony w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. 
 
W poszukiwaniu źródeł nieszczęścia wypada wskazać kilka ważniejszych, nie zabiegając o ustalenie hierarchii. Na pierwszym jednak miejscu plasuje się w mojej ocenie kalekie prawo, które pozwala w przypadku braku ogólnego planu zagospodarowania zaklajstrować tę lukę przy pomocy studium zagospodarowania, zaś doraźne przypadki załatwiać przy pomocy decyzji administracyjnych (WZiZT) i dalej pozwolenia na budowę.
 
W ten sposób wkroczyliśmy na skomplikowany… 
 
rynek nieruchomości,
 
któremu do spełnienia wymogów wolnorynkowych daleko, o której to ułomności wiadomo od zawsze. Nie trzeba być ekonomistą, żeby dostrzec, w Europie Zachodniej zauważono to już dawno, konieczność zaostrzenia publicznej kontroli nad tym sektorem rynku, zwłaszcza zaś nad jego funkcjonowaniem. Rzecz oczywiście dotyczy wszelkich tego rynku aspektów i jeśli ktoś zechce wybrzydzać, opowiadając dyrdymały o szkodliwości interwencjonizmu, niech wpierw odrobi zaległości w lekturze.
 
Po przeczytaniu elementarza zachęcam do rozejrzenia się wokół. Bez większego wysiłku da się zauważyć kompletną bezradność publicznych podmiotów, gmin miejskich w szczególności, które – sparaliżowane wadliwymi regulacjami w odniesieniu do planowania przestrzennego, prawa własności i własnej w tym całym pasztecie roli – muszą ustąpić przed deweloperem, przystępującym do przygotowania placu budowy. Nieważne, że dotąd był to plac zabaw, teren sportowo-rekreacyjny, park lub ogród, zieleniec wreszcie. Ważne, żeby przed rozpoczęciem robót ziemnych wyciąć i wykarczować kilkudziesięcioletnie drzewa, najlepiej przed sporządzeniem inwentaryzacji potrzebnej do wystąpienia o zgodę na wycinkę, bo może dzięki temu uda się uniknąć przewidzianych prawem opłat. Później jest już beton i betonowo szara wizja nieodległej przyszłości, która z rozrzewnieniem każe wspomnieć Brukselę czy Kopenhagę. Może oni tam mają ład przestrzenny.
 
Drugie miejsce przyznałbym kłopotom finansowym gmin miejskich, które trafniej nazwać by trzeba biedą. Ubóstwem, które utrudnia albo wprost uniemożliwia sporządzenie realnego, ogólnego planu, bowiem uczynienie go realnym oznaczałoby konieczność poniesienia poważnych wydatków na ochronę lub wykup atrakcyjnych obszarów. Gminna bieda sprawia, że te łakome kąski padają łupem tych, których ład przestrzenny interesuje potąd, pokąd nie stoi na drodze partykularnym interesom. Gdzieś się zapodział w tym „ładzie” interes społeczny.
Na trzeciej pozycji tej mojej niby-klasyfikacji znajduje się cudaczny, ignorancją trącący… 
 
model polskiego liberalizmu gospodarczego,
 
który – rozwijany twórczo przez rodzimych mędrców - przebił wysoko chicagowską szkołę Miltona Friedmana i żelazną damę Margaret Thatcher. Nie sądzę też, żeby John Locke miał na myśli to samo, co wykrzykują dzisiaj jego interpretatorzy, przyznając świętość prawu własności. Zapomnieli widać o spekulacyjnych możliwościach, otwieranych przez ten niby liberalizm.
 
Kontynuacja przestrzennej demolki w imię niepublicznego interesu może doprowadzić wkrótce do tego, że statystyczny, zamieszkały w mieście Kowalski będzie, jak u Kanta, miał w sobie, być może, ład moralny, zaś nad sobą zamiast dachu, niebo gwiaździste, przysłonięte przez deweloperskie wysokie apartamentowce oraz niższe, ściśle zamknięte enklawy. Gwiazdy będą kiepsko widoczne z uwagi na wszechobecny, gęstniejący smog. Będzie mu też trudniej oddychać, bowiem beton w odróżnieniu od zieleni nie redukuje dwutlenku węgla i nie wytwarza tlenu. W warunkach deweloperskiego ładu wytwarza natomiast obficie kasę zgarnianą przez jego beneficjentów, którzy gwiżdżą na „zobiektywizowane potrzeby ogółu społeczeństwa lub lokalnych społeczności” przy akompaniamencie radosnych poświstywań wspierających ich banków. 
 
Kant Kantem, ale gdyby rzecz napisać z malej litery, kto wie, czy nie bylibyśmy blisko sedna sprawy.
 
wtorek, 30 październik 2012 16:17

Gospodarowanie odpadami: dobre praktyki

Napisane przez

Trwa w gminach proces zbierania doświadczeń, dotyczących wprowadzania w życie nowej Ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. W niektórych społecznościach sprawdziły się już wdrożone pomysły.

Legionowo
Mapy punktów odbioru w serwisie informacyjnym miasta
 
Na stronie oficjalnego serwisu informacyjnego miasta została umieszczona mapa rozmieszczenia pojemników do selektywnej zbiórki odpadów, wykaz punktów zbierania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Znaleźć na stronie można także punkty apteczne, w których można zostawić przeterminowane albo zbędne leki czy terminy wywożenia odpadów wielkogabarytowych. Informacje te pozwalają na wdrażanie świadomego, choć na razie indywidualnego recyklingu.
 
Źródło: www.legionowo.pl
 
Pszczyna
Zryczałtowane opłaty
 
Od maja 2008 r. w Pszczynie zaczął obowiązywać system, w którym właścicielem odpadów komunalnych, powstających w nieruchomościach mieszkalnych, jest gmina. 
Mieszkańcy Pszczyny od czterech lat segregują odpady komunalne na dwie grupy: „suche” i „mokre”. Do „suchych” należą: opakowania szklane po ich opróżnieniu - słoiki, butelki, butelki plastikowe po napojach (PET), opakowania plastikowe środków spożywczych (po uprzednim umyciu), opakowania plastikowe środków chemii gospodarczej, puszki po konserwach, puszki po napojach, odpady jednorodne: folie, plastiki, papier, tektura, metale. 
Właściciele nieruchomości płacą, bez wezwania, opłaty za wywóz odpadów w wysokości, będącej iloczynem liczby osób zamieszkujących nieruchomość i jednostkowej stawki zryczałtowanej opłaty, która wynosi obecnie 6,50 zł od mieszkańca za miesiąc (w momencie wprowadzania systemu było to 5 zł). Gmina płaci firmie Remondis 6,30 zł /mieszkańca/miesiąc; 20 gr od każdego mieszkańca na miesiąc (ok. 120 000 zł rocznie) przeznaczone jest na administracyjną obsługę systemu.
Ściągalność opłat za odbiór odpadów wynosi ok. 90 % (rok 2008 – 89%, rok 2009– 93 %, rok 2010 – 96%). Osoby znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej mogą ubiegać się umorzenie zaległości. 
 
Źródło: System zbiórki odpadów w Pszczynie, www.nfosigw.gov.pl
 
Morawica
Akcja edukacyjna
 
W Morawicy zorganizowano konkurs dla mieszkańców chętnych do prowadzenia selektywnej zbiórki odpadów. Zgłoszona do konkursu nieruchomość otrzymywała worki do segregacji i była nagradzana w zależności od ilości oddanych odpadów. Dodatkowo wyróżniani byli ci, którzy oddali największą ilość surowców wtórnych. Informacje o konkursie i jego przebiegu zamieszczane były na łamach gazety lokalnej „Wiadomości Morawickie”, przekazywane przez sołtysów oraz szkoły, które także przyłączały się do konkursu. 
Zachęty ekonomiczne stosowane były przez pierwsze 4 lata, później mieszkańcy segregowali śmieci z przyzwyczajenia i przekonania, że „tak trzeba”. Wprowadzono ponadto niższą stawkę opłat za opróżnianie kosza na odpady zmieszane dla tych, którzy segregują odpady. Liczba chętnych do segregacji wzrasta.
 
Źródło: odpadywgminie.pl
 
Szczecin 
Internetowe konsultacje opłat za śmieci
 
Na specjalnie uruchomionej przez magistrat stronie internetowej www.konsultuj.pl mieszkaniec Szczecina ma możliwość zapoznania się nie tylko z trzema metodami naliczania należności za wywóz śmieci (zależnej od metrów kwadratowych mieszkania, liczby zamieszkałych w nim osób, czy ilości zużycia wody), ale może również wyliczyć sobie, ile będzie musiał zapłacić, gdy wybierze którąś z wersji. 
Może również opowiedzieć się za jedną z trzech wersji projektów uchwały, które będą negocjowane na specjalnej sesji rady miasta.
 
Źródło: AT, Portal Samorządowy
 
Związek Gmin Dolnej Odry
Jak zrobić to razem z sąsiadami?
 
Osiemnastu wójtów i burmistrzów gmin z powiatów myśliborskiego, gryfińskiego i pyrzyckiego (województwo zachodniopomorskie) zawiązało Związek Gmin Dolnej Odry (ZGDO) z siedzibą w Chojnie, który w imieniu tych gmin zajmie się wdrażaniem w życie nowych zasad ustawy. 
 
Samorządowcy z ZGDO doszli do wniosku, że nie jest potrzebne organizowanie osiemnastu systemów, osiemnastu planów gospodarki odpadami, tyleż samo przetargów na ich zagospodarowanie oraz nadzór nad osiemnastoma systemami. Nie jest również potrzebne organizowanie osiemnastu oddzielnych akcji informacyjnych, de facto identycznych w każdej gminie. Organizacją tych działań w skali 18 gmin zajmie się biuro Związku Gmin, które będzie odpowiedzialne za stworzenie jednego kompleksowego systemu (w tym systemu monitoringu i sprawozdawczości) o lepszych, bardziej wyspecjalizowanych parametrach. Według specjalistów, średnia gmina miejsko-wiejska i wiejska dla realizacji zadań związanych z zagospodarowaniem odpadów powinna poświęcić nie mniej niż 3-5 etatów urzędniczych, co w skali wszystkich gmin oznaczałoby konieczność zatrudnienia dodatkowych ok. 60 urzędników. Związek Gmin będzie w stanie zrealizować te same zadania siłami co najmniej dziesięć razy mniejszymi.
Kolejnym bodźcem dla zorganizowania się gmin jest możliwość wspólnego pozyskiwania środków finansowych (w tym w ramach wsparcia wspólnotowego) na wdrożenie systemu spójnego zagospodarowania odpadów. Przy podziale środków premiowane będą aplikacje składane przez silne związki ponadgminne. 
 
Źródło: Samorząd terytorialny w przestrzeni publicznej, praca zbiorowa pod red. Zbigniewa Zychowicza, Instytut Rozwoju Regionalnego, Szczecin 2012
 
wtorek, 30 październik 2012 12:03

Wypełnić treścią partnerstwo wschodnie

Napisane przez

19 spośród 400 polskich samorządów, współpracujących ze swoimi ukraińskimi odpowiednikami, powołało do życia Konwent Współpracy Samorządowej Polska-Ukraina. Deklaracje przystąpienia do Stowarzyszenia składają kolejne jednostki samorządowe. 

 
„Chcemy pokazywać ukraińskiej młodzieży zasady funkcjonowania demokratycznego państwa. Podobnego wsparcia doświadczyła Polska w latach dziewięćdziesiątych, kiedy Francja, Niemcy, kraje skandynawskie uczyły nas demokracji” – mówi na wrześniowym posiedzeniu Konwentu w Gnieźnie jeden z pomysłodawców idei – dr Zbigniew Zychowicz, były senator RP, przewodniczący Instytutu Rozwoju Regionalnego ze Szczecina.
Najintensywniej działają w Konwencie właśnie gminy z województwa zachodniopomorskiego, z zachodniej Polski. To w tych rejonach kraju znajduje się liczna ukraińska diaspora. Zadania gmin uwzględniają tę kwestię. 
 
Misja: uczyć demokracji
 
Jak stwierdzają w dyskusji starostowie i wójtowie, Konwent ma być siłą motoryczną autentycznej współpracy, nie okazjonalnych kontaktów. 
Pierwsza studyjna wizyta odbyła się w sierpniu tego roku. Przyjechało do Świdwina pięćdziesiąt osób z pięciu ukraińskich miast. Młodzież zapoznawała się z zasadami działania młodzieżowych rad miasta, wolontariatu, organizacji pozarządowych.
W tej części Polski Ukraińcy najczęściej gościli po raz pierwszy. Tu docierali rzadko, bo było najdalej. Mieli szansę porównać swoje opinie o naszym kraju, kształtowane dotąd na podstawie pobytu w dwóch-trzech województwach przygranicznych. 
 
Cel: umowa międzynarodowa
 
„Chcemy wypełnić treścią partnerstwo wschodnie” - mówi Stanisław Cybula – przewodniczący Konwentu, starosta drawski. Dlatego na końcu tej drogi członkowie-założyciele widzą umowę międzynarodową – skonstruowaną na wzór umowy między Polską a Niemcami. Dzięki niej Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży (Deutsch-Polnisches Jugendwerk) finansowała studyjne wizyty w Polsce i Niemczech blisko 2 mln. dzieci i młodzieży. Do 2011 roku zrealizowano ponad 55 tysięcy wspólnych projektów. Efekty działań przerosły oczekiwania.
 
Dlaczego młodzież?
 
- Bo młodzi nie kierują się stanowiskami starszych, którzy pamiętają bolesną historię. Bo po spotkaniach pozostają przyjaźnie: biznesowe i pozabiznesowe – tych ostatnich jest zresztą najwięcej. Bo ci, dzisiaj młodzi, kiedyś będą decydowali o przyszłości swoich krajów – wylicza dr Zychowicz. 
- Młodzi Ukraińcy chcą się od nas uczyć demokracji – podkreślają wszyscy zebrani na posiedzeniu Konwentu. Tu jest im najbliżej: mentalnościowo, językowo. Podziwiają zmiany, jakie w krótkim czasie zaszły w naszym kraju. „Dziwią się zwłaszcza, kiedy oglądają nasze gminy wiejskie. To w nich widać najbardziej poziom polskiej transformacji” – dodaje Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. „Młodzi Ukraińcy chcą być w zjednoczonej Europie. Droga do niej wiedzie na pewno przez Polskę: przez przyjaźnie, wymianę doświadczeń, współpracę gospodarczą” - dodaje.
„Często przyjeżdżają do nas ludzie, którzy po raz pierwszy są za granicą. Dotąd wydawało im się, że to, co obserwują u siebie, to standardy powszechne. Wydaje im się, że u nich demokratyczne zmiany są niemożliwe” – opowiada o swoich doświadczeniach ze współpracy transgranicznej starosta gnieźnieński, Dariusz Pilak, gospodarz spotkania.
 
Siła Konwentu
 
Ma mówić zbiorowym głosem i być w Warszawie i Kijowie słyszalny. Kiedy będzie w nim setka: marszałków, starostów, burmistrzów, wójtów, stanie się poważnym partnerem: merytorycznym, politycznym, ale będzie miał także większą siłę przebicia w ubieganiu się – jako organizacja pozarządowa – o środki unijne. Łatwiej o nie aplikować zespołowi samorządów niż pojedynczej gminie czy miastu. 
Komisjami Konwentu kierują doświadczeni samorządowcy, to oni stają się, zarówno dla strony polskiej, jak i ukraińskiej, gwarantami jakości: w dobieraniu partnerów, czuwaniu nad przebiegiem projektów, pozyskiwaniu finansowania.
„Wspominałem o Konwencie w obecności prezydentów obu państw w czasie XI Szczytu Gospodarczego Polska-Ukraina w Kijowie. Jako Izba gorąco promujemy to przedsięwzięcie wśród przedsiębiorców i samorządowców z polskiej i ukraińskiej strony” – deklarował Jacek Piechota. 
 
Założyciele Konwentu – u Księdza Prymasa
 
Ksiądz Prymas arcybiskup Józef Kowalczyk wystosował do przedstawicieli Konwentu list, a później przyjął ich na audiencji w Gnieźnie. W czasie spotkania podkreślał konieczność dialogu między Polską i Ukrainą, instytucjonalnego wsparcia działań służących wzajemnemu zrozumieniu i przełamywaniu stereotypów. 
 

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY