Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 64.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 63.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 47.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 49.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 50.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 60.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 44.

Luty 2013

Luty 2013 (9)

piątek, 22 luty 2013 20:43

INWESTYCJA W BOKS

Napisane przez

Dzielnica domków jednorodzinnych na uboczu, zielone płoty, zadbane podwórka i gdzieniegdzie prześwitujące dalej pola. W takiej okolicy mało kto spodziewa się klubu bokserskiego. I pewnie nikt by nie wiedział o jego istnieniu, gdyby nie wielki szyld przed jednym z budynków. „Champion Wołomin” w niczym nie przypomina jednak błyszczących, wymuskanych sieciowych klubów fitness. Kojarzy się raczej z amerykańskimi Boxing Gyms, znanymi z filmów o Rockym Balboa: zapach potu, połatane taśmą worki treningowe, wysłużone rękawice i hełmy upchnięte na regale przy jednej ze ścian.

Mimo spartańskich warunków na sali „Championa” codziennie o 18.00 rozgrzewa się około 30 młodych chłopców w wieku od 12 do 18 lat. Skąd taka popularność? Powód jest prozaiczny: „Champion” to jedna z nielicznych istniejących jeszcze w Polsce sekcji bokserskich, gdzie młodzi ludzie do osiągnięcia pełnoletniości trenują za darmo. – Dla jednego rodzica 10 złotych to majątek, a dla drugiego 100 – to nic. Tyle, że dziecko tego pierwszego właśnie może mieć talent – mówi nam Paweł Babicki, założyciel i trener „Championa Wołomin”. – W ten sposób automatycznie zamyka się droga dla tych, których na trenowanie nie stać – dodaje. Jednak na taki sposób działania klub może sobie pozwolić tylko dzięki pieniądzom z gminy – „Champion” to organizacyjnie część OSIR-u Wołomin.

Oderwać ludzi od DVD i komputera

Jednak tylko nieliczne mniejsze gminy w Polsce decydują się na finansowanie jakichkolwiek zajęć sportowych dla swoich mieszkańców, nie mówiąc już o boksie. Koszt rocznego funkcjonowania jednej sekcji sportowej to około 50 tysięcy złotych. Gminy zaś najczęściej mają pilniejsze wydatki niż zapewnienie ruchu swoim obywatelom. Z drugiej strony prawda jest jednak taka, że młodzi ludzie coraz rzadziej uprawiają sport, a ostatni medal olimpijski – akurat w boksie – Polak (Wojciech Bartnik) zdobył w 1992 roku w Barcelonie.

- Żyjemy w takich czasach, gdzie jest mnóstwo sposobów spędzania wolnego czasu ciekawszych niż ciężki trening. Można pójść do kina, włączyć sobie DVD, czy odpalić grę na komputerze. Nie ma znaczenia, czy ktoś mieszka na wsi, czy w mieście. Na treningu nie dość, że się spocisz, złapiesz zadyszkę, to jeszcze możesz oberwać po mordzie – uważa Babicki. – A oprócz tego młodzi ludzie nie mają gdzie sobie wyrobić kondycji i koordynacji ruchowej.

To jest problem, który zaczyna się w domu – rodzice coraz rzadziej dbają o to, żeby ich dzieci uprawiały jakiś sport. Jak wygląda WF w szkole każdy wie. A nawet jak trafi się nauczyciel, który wymaga i uczy – to zaraz są skargi, że dzieci są spocone, że zmęczone itd. W efekcie dzieciaki, które jednak trafiają do mnie czasami są tak zaniedbane „ruchowo”, że musimy spędzić z nimi nawet parę lat, żeby wyrobić podstawową koordynację oraz kondycję i móc zacząć naukę techniki – wylicza trener.

Bez amatorów nie ma zawodowców

Wówczas bywa już jednak za późno. Młodzi ludzie wkraczający w dorosłe życie nie są w stanie pogodzić pracy, treningów i wyjazdów na zawody. – Z boksu raczej nie da się żyć. Nawet zawodowi pięściarze w Polsce zarabiają bardzo źle. Jak któryś – rzadko – ma stypendium, to może liczyć na około 1000-1500 złotych. A i tak, żeby zostać zawodowcem, to najpierw trzeba być amatorem i pokonać wszystkie przeszkody, o których mówiłem wcześniej – stwierdza Babicki. – Bez dobrej bazy amatorskiego boksu, nie ma dobrych zawodowych pięściarzy. To oczywiste. Tylko, żeby ludzie chcieli uprawiać boks na poziomie amatorskim, trzeba im przede wszystkim stworzyć warunki i jakoś do tego zachęcić i zatrzymać przy tym sporcie. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie chodzi mi o robienie jakiejś reklamy, czy obchodzenie się z zawodnikami jak z porcelaną. Chodzi o zupełnie przyziemne sprawy. Póki ktoś jest nastolatkiem, to najczęściej nie musi się martwić o to jak zapewnić sobie byt. Ale potem musi pracować. Nie da się pogodzić pracy, treningów i wyjazdów na zawody. To jest właśnie sedno drugiego problemu: brak jakiegoś systemu chociażby skromnych stypendiów dla bokserów-amatorów – uważa założyciel „Championa Wołomin”.

Żeby zaś znalazły się pieniądze, muszą być wyniki. Błędne koło się zamyka. W czasach PRL-u dobrzy bokserzy-amatorzy mieli po prostu fikcyjne etaty w fabrykach, czy biurach. Przychodzili tam tylko po wypłaty, a ich prawdziwa praca, to był trening i walki. To był już jednak zaawansowany poziom. Wszystko zaczynało się od darmowych sekcji sportowych zarówno takich jak słynna warszawska Gwardia, która nota bene jest obecnie na skraju likwidacji, jak i kluby w rodzaju „Championa Wołomin”. Z masy zgłaszających się i trenujących można było wyłonić więcej potencjalnych mistrzów.

Zdaniem Babickiego inwestycja w boks i bardziej generalnie – w sport – już na poziomie mniejszych gmin opłaca się nie tylko pod względem prestiżu. – To nie jest oczywiście inwestycja, która przynosi pieniądze. Ale oprócz prestiżu przynosi zdrowie mieszkańcom. Skoro już przy tym jesteśmy – przecież nie każdy musi trenować po to, żeby walczyć na zawodach. Boks, to jeden z najlepszych sportów ogólnorozwojowych, który dodatkowo znakomicie wyrabia charakter. Jeśli stworzy się młodym ludziom odpowiednie warunki i da alternatywę wobec komputera i telewizora, to na pewno część z nich z tej opcji skorzysta. A w przyszłości pewnie zdecyduje się pozostać w gminie, która stwarza takie warunki życia swoim mieszkańcom – uważa Babicki.

 

NIK krytykuje samorządy. Za sport

To że gminy dosyć obojętnie podchodzą do działalności sportowej na swoim terenie, to nie jedyny problem. Tam, gdzie decydują się ją wesprzeć, bardzo często pojawiają się problemy z właściwym finansowaniem. Opublikowany jesienią ubiegłego roku raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia wątpliwości: nieprawidłowości są tu na porządku dziennym.

Finansowanie sportu w gminach i zlecanie zadań klubom sportowym odbywa się według niejasnych zasad, sport wyczynowy jest dotowany niezgodnie z prawem, a wydawane przez kluby środki nie są należycie nadzorowane – konkludują swoje opracowanie inspektorzy NIK.

Zgodnie z prawem sport rekreacyjny można wspierać poprzez dotacje. Sport wyczynowy podlega jednak innym zasadom: w tym przypadku gminy mogą fundować stypendia i nagrody dla zawodników oraz trenerów. I tu pojawia się problem – większość gmin narusza te reguły, udzielając dotacji na kluby zajmujące się sportem wyczynowym. 95 proc. dotacji dla klubów przyznano w otwartych konkursach ofert, resztę – na podstawie wniosków składanych przez same kluby. W ofertach i wnioskach kontrolerzy doszukali się jednak luk: braku wymaganych danych, niezgodności ze stanem faktycznym, nieprawidłowości przy ocenie ofert.

Również kluby sportowe mają swoje grzechy na sumieniu. Jak stwierdziła NIK, ponad 70 proc. z nich nie przestrzegało zapisów zawartych w umowach. Otrzymane pieniądze wydawano niezgodnie z warunkami zawartymi w umowach, na inne cele niż zgłoszono, a kluby nie rozliczały się z nich właściwie. Np. w zawodach, dofinansowywanych z samorządowych środków, brała udział mniejsza liczba zawodników niż zapowiadano, albo skracano czas ich trwania. Na dodatek, kluby źle szacowały planowane koszty i przychody z organizacji imprez sportowych, zaniżając je. NIK wytknęła taką sytuację szczególnie OŚ AZS Poznań, który osiągnął zysk trzykrotnie przekraczający wysokość dotacji – innymi słowy, poradziłby sobie z powodzeniem bez samorządowej dotacji.

piątek, 22 luty 2013 20:32

INNOWACJE W ROLNICTWIE

Napisane przez

Dzisiaj, między innymi za sprawą ogromnych środków z polityki spójności UE, polski rolnik ma środki, narzędzia i możliwości, żeby stawać się konkurencyjnym nie na lokalnym czy regionalnym rynku, ale na skalę europejską czy też docelowo - światową.

Polska jest członkiem Unii Europejskiej od 1 maja 2004 roku. To właśnie między innymi za sprawą środków pomocowych UE w postaci instrumentów finansowych i programów operacyjnych nasz kraj rozwija się gospodarczo, a wypracowany przez nas PKB stopniowo przekłada się na większą zasobność naszych portfeli. W obliczu obecnego podziału świata między kilka przodujących potęg gospodarczych Europa musi się integrować, żeby pozostać w grze i mieć wpływ na otaczającą rzeczywistość, by móc ją współtworzyć i kształtować. Integracja ta ma na celu stałe zwiększanie konkurencyjności lokalnych przedsiębiorstw, promowanie europejskich rozwiązań zarówno na rynkach lokalnych jak i światowych.

Gospodarka kiedyś, a dziś

W dzisiejszych czasach spojrzenie na gospodarkę, także naszą rodzimą, jest zupełnie inne niż w przeszłości. Staje się zdecydowanie bardziej holistyczne. To rynek dyktuje warunki – produkuje się więc to, co się opłaca albo nie produkuje się w ogóle. Już nie tylko produkt się liczy, ale również wartość dodana, którą możemy zaoferować w postaci usług komplementarnych, bądź atrakcyjnych promocji, upustów. Praktycznie każdy segment musi się podporządkować prawom gospodarki wolnorynkowej. Dotyczy to w znaczącym stopniu również rolnictwa.

Niegdyś sprawa dla polskiego rolnika przedstawiała się stosunkowo prosto. Należało zasiać, zebrać plony, a następnie upłynnić towar. Gdy produkcja rolna bywała nieopłacalna, państwo uruchamiało interwencyjny skup towaru i rolnik na przeżycie miał. Dzisiaj, między innymi za sprawą ogromnych środków z polityki spójności UE, polski rolnik ma środki, narzędzia i możliwości, żeby stawać się konkurencyjnym - nie na lokalnym czy regionalnym rynku, ale na skalę europejską czy też docelowo - światową. Potrzebne są tylko chęci i zaangażowanie.

Powrót do przyszłości…

Przestało się liczyć w tak dużym stopniu, co produkujemy, a raczej jak efektywnie to robimy, jaką technologię produkcji zaadaptowaliśmy czy jak skuteczni jesteśmy w pozyskiwaniu środków na szeroko pojęty rozwój. Rolnictwo powoli przestaje w naszym kraju kojarzyć się z opuszczonymi PGR-ami, pozostałościami poprzedniego systemu, a raczej z prężnie działającymi przedsiębiorstwami o kompleksowej ofercie i z ambitnymi planami na przyszłość. Innowacje w rolnictwie stanowią coraz istotniejszy element działalności, a niekiedy mogą decydować o powodzeniu bądź porażce przedsięwzięcia. Poniżej prezentujemy kilka ciekawych innowacyjnych rozwiązań w zakresie szeroko pojętej produkcji rolnej.

Więcej, lepiej - biostymulatory

W walce o jak największy plon wysokiej jakości dostępny jest cały arsenał różnych środków – jednym z nich są biostymulatory. Preparaty te korzystnie wpływają na procesy wzrostu i rozwoju roślin, nie są są to jednak substancje dla nich odżywcze. W niekorzystnych warunkach środowiska zwiększają one odporność roślin – np. na suszę, przymrozki, zanieczyszczenie gleby metalami ciężkimi lub herbicydami. W normalnych warunkach pobudzają rośliny do wzrostu, zwiększają pobieranie składników pokarmowych, stymulują wytwarzanie naturalnych hormonów.

Biostymulatory stosowane są przede wszystkim na plantacjach rzepaku i buraków cukrowych, a także w ogrodnictwie – w uprawie warzyw i kwiatów, w sadach. Dostępne środki przeznaczone są do wykorzystania w formie oprysku, rzadziej posypowo. Zgodnie z polskim prawem (ustawa z dn. 18 grudnia 2003 r. o ochronie roślin) biostymulatory, wraz z regulatorami wzrostu, zaliczane są do środków ochrony roślin.

Najnowsze badania dowodzą, że biostymulatory mogą mieć jeszcze szersze zastosowanie – dowiedziono, że zmniejszają straty spowodowane przez pryszczarka kapustnika w uprawach rzepaku ozimego. Dzięki nim łuszczyny rzepaku stają się twardsze, co uniemożliwia samicy pryszczarka dostanie się do środka i złożenie jaj. Efekty stosowania biostymulatorów porównywalne były do tradycyjnych środków ochrony roślin.

Ekstrakty z alg

Ciekawą propozycją dla rolników są również preparaty oparte na ekstraktach z alg. O ich skuteczności stanowi charakterystyka tych morskich organizmów – są one przystosowane do bardzo intensywnego wzrostu w skrajnie trudnych warunkach. Związki, które decydują o tych właściwościach, są również korzystne dla roślin. Na rynku można spotkać nawozy płynne i doglebowe, z dodatkiem ekstraktu z alg. Ich działanie polega na zwiększaniu wydajności fotosyntezy, regulacji pobierania i wydalania wody z rośliny, pobudzania pobierania przez korzenie składników odżywczych, regulacji różnych procesów zachodzących w roślinie. To wszystko sprawia, że rośliny intensywniej rosną, kwitną i owocują, ale też są bardziej odporne na uszkodzenia czy niekorzystne warunki środowiska.

Efektywne mikroorganizmy

Technologia stosowania efektywnych mikroorganizmów została opracowana w Japonii przez profesora Teruo Higa –guru w zakresie ekologicznego rolnictwa na świecie. Naturalna technika introdukcji „efektywnych mikroorganizmów” do agro- lub ekosystemu przyspiesza biologiczną regenerację – powoduje między innymi szybsze tworzenie się warstwy próchniczej gleby. Jak najlepiej zdefiniować „efektywne mikroorganizmy”? – jest to kompozycja kultur bakteryjnych mająca na celu utrzymanie, bądź przywrócenie naturalnej równowagi w ekosystemach. Efektywne działanie tych mikroorganizmów polega na współdziałaniu określonych kultur bakterii, które są kompatybilne pod względem fizjologicznym i dzięki odpowiedniemu ich doborowi współistnieją, zapewniając pozytywne efekty poprzez „wzajemne wsparcie” – efekt synergii.

W praktyce oznacza to, że zastosowanie szczepionki z efektywnych mikroorganizmów pozwala na znaczące zmniejszenie ilości nawozów, niezbędnych do utrzymania odpowiedniego stanu gleby (niektóre badania mówią o prawie 50 proc. spadku zapotrzebowania), co przekłada się bezpośrednio na obniżenie nakładów poniesionych na utrzymanie naszej życiodajnej ziemi w odpowiednim porządku. Należy jednak pamiętać, że stosowanie preparatów opartych o tę ciekawą technologię nie zwalnia nas z obowiązku nawożenia gleby, natomiast wspomaga i przyspiesza proces odzyskiwania jej optymalnego stanu.

Czysta, naturalna energia – biomasa

Coraz częściej, zarówno w mass-mediach, jak i w ramach towarzyskich spotkań, pojawia się temat globalnego ocieplenia, niekorzystnego wpływu gazów cieplarnianych na życie człowieka na Ziemi. Polityka UE jest w tym zakresie bezwzględna – ustalone limity emisji CO2 Polska będzie zmuszona spełnić albo zostanie postawiona przed przykrymi finansowymi konsekwencjami. W gospodarce opartej na węglu jest to naprawdę twardy orzech do zgryzienia i będzie się on wiązał w najbliższych latach z ogromnymi nakładami finansowymi spółek energetycznych i państwa na modernizację sieci energetycznej kraju i dostosowaniu jej do wymogów UE.

Najprostszą drogą do spełnienia tych wymogów w tym wypadku jest zwiększenie nakładów na OZE – odnawialne źródła energii. Jest to nowoczesny, znaczący i stale się rozwijający kierunek produkcji rolnej. Prognozuje się wzrastające zapotrzebowanie na surowce energetyczne. Biogazownie rosną w naszym kraju jak grzyby po deszczu. Działania mające na celu produkcję surowców energetycznych w ramach posiadanych przez rolnika gruntów, to doskonały kierunek zapewnienia zarówno godziwego zarobku, jak również wsparcia naszej umęczonej planety w zakresie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, do czego i tak nasz kraj jest w perspektywie zmuszony prawem wspólnotowym.

Nieużytki? Nigdy więcej

Jednym z wielu pozytywnych aspektów produkcji rolnej biomasy jest możliwość uprawy na wielu glebach, które - wydawałoby się, do niczego się nie nadają. W tym wypadku musimy po prostu odpowiednio dobrać gatunek uprawianej rośliny. Do najczęściej uprawianych w Polsce roślin energetycznych należą m.in.: słonecznik, rzepak, wierzba, kukurydza, topola, miskant olbrzymi, 

piątek, 22 luty 2013 17:29

Koniara Kasia

Napisane przez

Pasją Katarzyny Laskowskiej są konie. Może o nich opowiadać godzinami. Świat Kasia też najlepiej widzi z perspektywy końskiego grzbietu.

W stajni ma dwadzieścia koni, z czego osiem − sportowych. Urodzony i wyhodowany tutaj sześcioletni Lancome w eliminacjach do Mistrzostw Polski w kategorii młodych koni zwykle zajmuje pierwsze miejsce, a na mistrzostwach zajął trzecią pozycję. Reprezentował również kraj na Mistrzostwach Świata w Belgii. − Jest to bardzo prestiżowe dla konia i jeźdźca wydarzenie, bo o wyborze dwóch koni decydują: Polski Związek Jeździecki i Polski Związek Hodowców Koni – wyjaśnia Katarzyna Laskowska.

Kołatnik, w którym pani Kasia dzisiaj, razem z mężem - Marcinem Laskowskim, prowadzi Ośrodek Jeździecki „Kołacz”, bo tak jeszcze do niedawna nazywała się ta miejscowość, to wieś położona w odległości niecałych dwóch kilometrów od Wałcza (gmina Wałcz, powiat wałecki, województwo zachodniopomorskie), nad rzeką Młynówką, która na rogatkach łączy się z Piławką, i rozpościera wśród lasu ze starodrzewami.

Na popegeerowskiej ziemi

W czasach PGR-u była tu ubojnia, masarnia i warzywniak, skąd dostarczano zaopatrzenie do pobliskiej jednostki. Później popegeerowski majątek trafił w prywatne ręce. Kiedy ponownie został wystawiony na sprzedaż, pięć lat stał nieużytkowany. – Znajdował się w opłakanym stanie – wspomina Kasia Laskowska. – Jedyną zaletą ośrodka było jego położenie - w zaciszu, z dala od głównych dróg, na terenie bezpiecznym dla dzieci i koni.

W tamtym czasie Kasia właśnie skończyła zootechnikę w Poznaniu i szukała ziemi, na której mogłaby zbudować własną stajnię. Tak trafiła do Kołatnika.

W zakupie ośrodka obiecali pomóc jej rodzice. Uczynili jednak jeden warunek. Miała przespać w tym wybranym miejscu jedną noc, a rano stwierdzić, czy wciąż jest to jej wymarzony świat. − Nocka była dość chłodna – wspomina Kasia Laskowska. − Spałam w stajni, na kanapie, owinięta w koce. Pod sufitem kłębiła się chmara komarów, ale rano, kiedy się obudziłam, świeciło słońce, było pięknie i nic mi już tu nie przeszkadzało. Tak zaczęło się jej życie w Kołatniku.

– Najgorzej wspominam pierwszą zimę. Nie było ogrzewania, a temperatury spadały do minus trzydziestu stopni – opisuje Kasia. Kiedy zawieje śnieg, z Kołatnika, bez większego problemu, można dojechać tylko do Wałcza, do Kłębowca – sąsiedniej wsi, bez terenówki już ani rusz.

Z biura - do konia z okienka

Powoli, najpierw sama, a potem już razem z mężem, remontowała i powiększała ośrodek. Pochłaniało to każdą ich zarobioną złotówkę. Stała tu jedynie stajnia i hala z krytą ujeżdżalnią, ale hotel dla koni z 23 boksami musieli już dobudować. Postawili ogrodzenia. Wybudowali wybiegi. Teraz można tu prowadzić zajęcia latem i zimą. Kolejnym pomysłem było zorganizowanie regionalnych zawodów jeździeckich w skokach przez przeszkody. Potrzebne jednak było zaplecze. Musieli zbudować dla koni sześćdziesiąt letnich boksów.

Dom urządzili w dawnym biurze PGR. Budynek, z zewnątrz z pruskim murem, ma około 30 lat, jednak większość wyposażenia stanowią stare, stylowe meble, które gospodyni bardzo lubi. Urządzenie wnętrza to jej dzieło. W salonie stoi stół na trzynaście osób, a wokół niego - krzesła z wygodnymi siedziskami. Kasia kocha piękne przedmioty: lampy, bibeloty, pamiątki.

W domu też widać jej zafascynowanie końmi. Na ścianach wiszą obrazy z wizerunkami koni, wszędzie pełno ceramiki z motywami tych zwierząt i rzeźby koni. Poza tym gospodyni ma kolekcję końskich uprzęży, siodeł i strzemion. Dom otoczony jest wysokimi drzewami i, częściowo, tarasem. Tuż koło niego, o czym mało kto pamięta, kiedyś był stary cmentarz.

W pomieszczeniu, w którym spędziła pierwszą noc, jest biuro z barkiem, kominkiem, stolikiem zamiast biurka, wygodną kanapą i fotelami, a wszystko - połączone przez ścianę ze stajnią. – Takie biuro z okienkiem do konia – opisuje Kasia i pokazując wnętrze, otwiera drewniane okiennice, przez które wychyla się koński łeb.

Biesiady w stadninie

Na starcie Kasia miała czternaście hektarów ziemi, Marcin – pięć. Dzisiaj to o wiele większe gospodarstwo. Jeździectwo połączyli z agroturystyką i wszelkimi usługami dla rolnictwa: koszeniem trawy, prasowaniem słomy. – Z samych koni nie da się utrzymać ośrodka – mówi Marcin Laskowski. 

Do jego specjalności należą również biesiady, organizacja wesel, imprez dla firm nawet do 400 osób. W grudniu w „Kołaczu” gmina zorganizowała, nie po raz pierwszy, dużą regionalną imprezę − doroczny Festiwal Potraw Tradycyjnych. Panie z Kół Gospodyń Wiejskich, z wszystkich gminnych sołectw, prezentowały swoje umiejętności kulinarne. Na festiwalu można było skosztować potraw wigilijnych. W konkursie na najsmaczniejszą z nich zwyciężyły, nie karp, a… płotki. W zagrodzie postawili także grzybek na ognisko. Można upiec kiełbaski, ziemniaki, a nawet prosiaka. Zimą chętni mogą skorzystać z kuligu, latem − z przejażdżki bryczką. Kolejna atrakcja to mini zoo. W zagrodzie biegają m.in. dziki, ptaki, osioł, kucyki.

Kto nie czuje się na siłach i nie chce jeździć konno, może wybrać się na samotną włóczęgę przez starodrzew. Niektóre okazy z pobliskiego lasu liczą trzysta, czterysta lat. Atrakcją są też spływy kajakowe organizowane popularnym szlakiem Piławą i Dobrzycą.

Jak w domu nad rozlewiskiem

Dwa lata temu rozpoczęli remont dużego obiektu po dawnej masarni. Na górze budynku planują urządzić sześć pokoi dla gości i siłownię, na dole będzie kręgielnia i stół do bilardu.

Żyją od projektu do projektu. – Wszystkie - z własnej głowy – mówi Kasia. – I nikt nam nie pomaga. Jeden projekt się kończy, a już rodzi się następny.  

Do zagrody, nad Młynówką, przylega stary, zabytkowy młyn, który znajduje się pod opieką konserwatora. Jego remont i urządzenie dwukondygnacyjnej gospody to kolejna duża inwestycja, którą planują. Na razie szukają środków. – Przydałaby się unijna dotacja – mówi Kasia. – Na remont i rozbudowę obiektów z żadnej nie skorzystaliśmy, na rolnictwo – wzięliśmy wszystkie możliwe – dodaje właścicielka „Kołacza”.     

Marzenia o hipoterapii i jeździectwie

Klamrą spinającą wszystkie działania Kasi i Marcina jest hipoterapia, czyli rehabilitacja przez jazdę konną. − Rodzice mogą również zostawić dzieci na weekend i dłużej i czuć się bezpiecznie, że pociechy mają zapewnioną opiekę. Chodzi o to, żeby odciążyć na chwilę dorosłych od ich, trudnych przecież, obowiązków – wyjaśnia Kasia.

Powstał też klub jeździecki. Kasia jest instruktorką. – Propagujemy jeździectwo. Zależy nam na wychowaniu dobrych jeźdźców – mówi Kasia, a najbardziej ma nadzieję, że jej córka, dwuletnia Aleksandra, przejmie po niej zamiłowanie do jeździectwa i będzie to rodzinna tradycja. Wcześniej zaraziła tą pasją tatę, który woził ją na treningi. 

Kasia jeździ na koniach od 10. roku życia. Zaczynała w Norwegii, dokąd przenieśli się jej rodzice, gdy miała rok. Tam brała udział w Mistrzostwach Norwegii Juniorów. Po maturze, na rok przeniosła się do Niemiec, żeby ćwiczyć z Anitą Sande – bardzo dobrą, norweską trenerką. W czasie studiów w Poznaniu trenowała w Centrum Wyszkolenia Jeździeckiego Hipodrom Wola. Brała m.in. udział w Akademickich Mistrzostwach, zajmując drugie miejsce w Polsce. Wciąż się kształci – na instruktora sportowego z certyfikatem Polskiego Związku Jeździeckiego, jest instruktorem rekreacji, jazdy konnej, hipoterapii. W przyszłości chciałaby organizować w „Kołaczu” Mistrzostwa Polski - takie prawdziwe, nie - amatorskie.    

Dzisiaj każdy, kto znał „Kołacz” wcześniej, jest pod wrażeniem, jak się zmieniło to miejsce. Odwiedzając je, trudno się w nim nie zakochać, zwłaszcza patrząc na nie, tak jak Kasia, dwa metry wyżej… z końskiego grzbietu.

piątek, 22 luty 2013 17:25

Wójt od… dudziarzy

Napisane przez

ze Stanisławem Pochylukiem – wójtem wielkopolskiej gminy Połajewo (6,2 tys. mieszkańców), w powiecie czarnkowsko-trzcianeckim, pełniącym tę funkcję od 23 lat – o tym, jak zmieniła się gmina na przestrzeni lat, w minionym roku i o perspektywach na najbliższe 12 miesięcy, rozmawia Anna Cebula

Zarządzał Pan gminą Połajewo jeszcze jako naczelnik. Znajduje się Pan wśród wójtów, którzy mają najdłuższy staż na tym stanowisku. Jakie były największe trudności gminy w pierwszych latach po ’89 r.?

Gmina Połajewo nie należy do obszarów dynamicznie się zmieniających. Jej mieszkańcami są ci sami ludzie. Nie postrzegam swojej pracy, rady, urzędników czy kierowników jednostek, jako takiej, w której trzeba rozwiązywać wielkie problemy. Staramy się robić wszystko, żeby mieszkańcy gminy mogli realizować swoje zamierzenia, umożliwiać im dostęp do infrastruktury, wodociągów i kanalizacji, oświaty i służby zdrowia.

Gmina Połajewo nie ma wielkich dochodów własnych, w związku z tym musimy żyć na miarę możliwości, ale, wydaje mi się, że to co jest potrzebne do normalnego, przyzwoitego życia w sferze zawodowej i osobistej, stworzyliśmy. Wszystko oczywiście jest zależne od środków finansowych. W 1990 r. oszacowaliśmy majątek gminy i kwotę, do jakiej możemy ją zadłużyć oraz ustaliliśmy, jakie inwestycje są niezbędne od zaraz, a które mogą poczekać.

Zaczęło się od…?

„Zwodociągowania” i to nie tylko na obszarach o zwartej zabudowie. Wodę doprowadzono także do najodleglejszych, pojedynczych posesji, bo tam ten problem był największy. Zimą trzeba było ją dowozić. Gmina nastawiona jest na produkcję zwierzęcą, a w takiej działalności nie może być przerw w dostawie wody. Wybudowano też oczyszczalnię ścieków i sieć kanalizacyjną w Połajewie i częściowo we wsi Krosin. Korzystaliśmy już z funduszy unijnych, wcześniej z programu SAPARD, a teraz z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich.

Na początku lat 90. gmina nie miała bazy oświatowej. W czasach peerelowskich nie wybudowano na jej terenie ani jednej szkoły. Te, już istniejące, mieściły się w budynkach przedwojennych. W tej dekadzie udało się z tym problemem uporać. Rozbudowano szkoły w Boruszynie i Młynkowie i niemal od podstaw wybudowano placówkę w Połajewie - z salą sportową, boiskiem Orlik i całym zapleczem. Na szczęście w latach 90. mogliśmy, poprzez Kuratorium Oświaty, pozyskać środki zewnętrzne – do każdej, zainwestowanej przez gminę złotówki dołożono nam kolejną złotówkę, a czasami nawet więcej.

Naszą chlubą są przedszkola. Te stare istnieją do dziś, tyle że w zupełnie innych warunkach, w odnowionych pomieszczeniach. Rodzice płacą tylko za posiłki i, poza Połajewem, gdzie w ostatnich latach liczba dzieci jest większa, wszyscy chętni mogą posyłać maluchy do przedszkola. Mieszkańcy gminy mają także dostęp do podstawowej opieki medycznej. Mamy trzy przychodnie, dwa gabinety stomatologiczne, trzy apteki, poradnię fizykoterapii.

Od 1 lipca br. zmieni się gospodarka odpadami. Jak w gminie Połajewo przyjęto rewolucję śmieciową?

W 2000 r. było oddane w gminie do użytku wysypisko śmieci, które nadal jest eksploatowane i mam nadzieję, że wciąż będzie służyć mieszkańcom. 90 proc. gruntów należy do indywidualnych gospodarzy, więc z tej strony problemu zaśmiecania nie ma. Mieszkańcy gminy mają podpisane umowy na odbiór nieczystości, zajmują się tym dwie firmy i uważam, że tak mogłoby pozostać. Niestety, wchodzi ustawa śmieciowa i musimy ją zrealizować, ale robimy to bez wielkiego pośpiechu i entuzjazmu, bo nie uważam, że gminie Połajewo jest niezbędna. Bez niej śmieci też nie trafiają do rowów czy lasów.

A jak jest z drogami?

Sporo udało się zrobić. Obecnie można dojechać samochodem niemal do każdej posesji, co jest szczególnie ważne, gdyż połajewscy rolnicy nastawieni są na produkcję mleka, które jest odbierane bezpośrednio z gospodarstw i codziennie, przez cały rok, musi do nich dojechać ciężarowy samochód. Permanentnym zadaniem jest profilowanie i utwardzanie dróg gruntowych. Niestety gmina nie dysponuje takimi środkami, by ta nawierzchnia mogła być w lepszym stanie.

Jak ocenia Pan ubiegły, 2012 rok i perspektywy na przyszłość?

Pod względem inwestycyjnym zdecydowanie lepszy był 2011 i 2010 r. W ubiegłym roku gmina miała ograniczone środki pieniężne, chociaż ciągle utrzymujemy płynność finansową. Nie udało się dokończyć utwardzenia kostką polbrukową ulic Okrężnej, Krótkiej i Szerokiej w Połajewie. Prace zostały wstrzymane przez warunki pogodowe. Każde pieniądze, które udałoby się pozyskać, chętnie przyjmiemy i włożymy w ich budowę. Problem w tym, że na teren wiejski nikt nie chce wydawać dużych pieniędzy. W związku z tym trzeba mieć dużą cierpliwość i spokój, i realizować zadania w zakresie, jaki jest możliwy, czyli na bieżąco. Profilowanie, utwardzanie tłuczniem z recyklingu, skruszonym gruzem – drogi to największy i permanentny problem. Liczymy, że w nowym rozdaniu unijnym otrzymamy pieniądze na skanalizowanie wsi Krosin i Młynkowo, a w dalszej przyszłości wsie Boruszyn i Tarnówko. Jednak przy dotacjach stawia się określone kryteria, np. kilometr sieci na 120 mieszkańców, co jest niemożliwe do spełnienia na wsi.

Jak przekonałby Pan młodych ludzi do pozostania tutaj, turystów, do odwiedzenia Połajewa i okolic, a starszych do zakupu ziemi, wybudowania domu i przeniesienia się tu na emeryturze?

Tak szczerze, to nie sądzę, że gmina Połajewo przyciągnie mieszkańców Poznania czy innych miejscowości. Chcielibyśmy, by się nie wyludniała i minimalnie jest nas więcej. Raczej też nie ma większego problemu z bezrobociem. Gmina specjalizuje się w produkcji rolno-spożywczej i w tym sektorze miejsc pracy, co cieszy, przybywa, a te osoby, które zajęły się działalnością usługową, np. ogólnobudowlaną, dekarstwem, nie mają trudności ze znalezieniem zleceń w sąsiedztwie, nie muszą szukać ich aż w Poznaniu. Większość mieszkańców to zaradni i przedsiębiorczy ludzie, radzący sobie z rzeczywistością. Najbardziej rozwojową miejscowością jest Połajewo, jako siedziba gminy, z ponad 2 tys. mieszkańców. Powstają osiedla domków jednorodzinnych. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego daje wciąż duże możliwości.

Nie ma u nas gospodarstw agroturystycznych. Tutejsi rolnicy specjalizują się w hodowli trzody chlewnej, produkcji mleka, nie mamy żadnego jeziora i zaledwie 25 proc. gruntów stanowią lasy. Pół żartem, pół serio mówię, że gmina Połajewo jest cała zaorana i cała obsiana, a turyści jadący trasą 178, zatrzymują się u nas… i kupują chleb oraz wyroby wędliniarskie – dobre i w przystępnych cenach. Marką Połajewa stały się wędliny państwa Kaczorowskich, które można nabyć także w sklepach w Pile, Szamotułach, Poznaniu. Mamy porządną wytwórnię kebabu, który znany jest również w Poznaniu, Warszawie i nad morzem.

Rozmawiała Anna Cebula

Gmina Połajewo

Liczy 6,2 tys. mieszkańców, ma charakter rolniczy. Tę działalność uzupełniają usługi. Największą miejscowością jest Połajewo z siedzibą urzędu gminy i w nim skupia się najwięcej mieszkańców – 2,3 tys.

O miejscowości tej opowiada się dowcip. Otóż, przyjeżdża turysta, zaczepia miejscowego, pokazuje mu jakiś przedmiot i pyta, co to jest? Na co ten zapytany odpowiada, że to są kozły. Ale obok przechodzi jakiś inny miejscowy, słyszy to i mówi, że to gajdy. Włącza się do rozmowy jeszcze jedna osoba i zaprzecza: − Eee, panowie, mylicie się, to są sierszanki. Na co kolejny przechodzień dorzuca: nie, przecież to dudy…

Połajewo, właśnie z powodu dud, warto odwiedzić w styczniu, kiedy odbywają się tu doroczne Międzynarodowe Spotkania Kolędników-Dudziarzy. W tym roku były zorganizowane już po raz trzynasty pod hasłem „Do szopy hej pasterze-dudziarze”. Przyjechali nie tylko z Polski, ale również z Holandii, Słowacji i Włoch. Od 2002 r. istnieje tu Młodzieżowa Kapela Dudziarska, którą prowadzi Romuald Jędraszczak. Spotkania dudziarzy organizowane są w Połajewie, bo w miejscowym kościele (z końca XVIII w. pw. św. Michała Archanioła) umieszczony jest renesansowy tryptyk „Pokłon pasterzy”, namalowany w 1572 r. przez Mateusza Kossiera z Poznania, przedstawiający Boże Narodzenie z udającymi się do żłóbka pasterzami, z których jeden trzyma właśnie dudy.

piątek, 22 luty 2013 17:22

Sprawozdanie z wykonania budżetu i absolutorium

Napisane przez

Zagadnienie niezmiernie ważne z punktu widzenia funkcjonowania jednostki samorządu terytorialnego zatwierdzenie wykonania budżetu, jest ściśle powiązane z przyjęciem absolutorium dla zarządu jednostki samorządu terytorialnego, wójta burmistrza oraz prezydenta miasta.

Zadanie to przypisane jest organowi stanowiącemu jednostki samorządu terytorialnego. Czyli w zależności od szczebla samorządu terytorialnego radzie gminy, powiatu czy sejmikowi województwa.

Organ stanowiący jednostki samorządu terytorialnego z jednej strony jest uprawniony do uchwalenia budżetu JST, która to czynność zawiera w sobie udzielenie upoważnienia dla organu wykonawczego do realizacji zadań finansowanych w ramach środków przyjętych w uchwale budżetowej. Z realizacji tych zadań wójt, burmistrz, prezydent miasta czy zarząd JST jest rozliczany przez organ stanowiący w oparciu o sprawozdanie z realizacji budżetu i sprawozdania finansowe.

Dyscyplina finansów publicznych

Po zakończeniu roku budżetowego zamykane są rachunki jednostki samorządu terytorialnego. Kwoty wynikające z zamknięć rachunków stanowią podstawę do sporządzenia sprawozdania rocznego z wykonania budżetu. Można też przyjąć, że podstawą do sporządzenia sprawozdania rocznego są omawiane w styczniowym numerze „Gminy” sprawozdania budżetowe RB, przy czym – dla wszystkich tych dokumentów źródłem podstawowym są zapisy zawarte w księgach rachunkowych jednostki. Niezgodność danych zawartych w sprawozdaniu z danymi wynikającymi z ewidencji księgowej jest naruszeniem dyscypliny finansów publicznych[1].

Poziom szczegółowości zestawienia

Na sprawozdanie roczne z wykonania budżetu jednostki samorządu terytorialnego składa się zestawienie dochodów oraz wydatków w szczegółowości nie mniejszej niż w uchwale budżetowej. Oznacza to, że przyjmując budżet jednostki samorządu terytorialnego w pełnej szczegółowości klasyfikacji budżetowej, taki sam poziom szczegółowości winien być zastosowany do przygotowania sprawozdania z realizacji budżetu. W przypadku przyjmowania uchwały budżetowej zawierającej rozpisanie kwot planowanych wydatków w układzie zadań budżetowych, ten układ winniśmy wykorzystać również do przygotowania sprawozdania. Taki sposób konstrukcji sprawozdania, uzależniony od stopnia szczegółowości uchwały budżetowej ma w założeniu zapewnić większą przejrzystość, a co za tym idzie –  łatwość w dokonaniu oceny prawidłowości realizacji budżetu.

Warto zwrócić uwagę, że z punktu widzenia radnego, który dokonuje analizy realizacji budżetu szczegółowość oparta na klasyfikacji budżetowej może stanowić ograniczenie w pełnej ocenie realizacji zadań wykonywanych przez jednostkę samorządu terytorialnego. Niezmiernie rzadko zdarza się bowiem, aby radny –  czy to gminny, czy powiatowy, a nawet wojewódzki –dysponowali wystarczającą wiedzą z zakresu finansów publicznych, aby dokonać właściwej identyfikacji wydatku, zrealizowanego na przykład w dziale 801, rozdziale 80101, paragraf 4010. A ta pozycja klasyfikacji budżetowej przewidziana jest dla wynagrodzenia wypłacanych w ramach działalności szkół podstawowych, działających na terenie jednostki samorządu terytorialnego.

Zadaniowa forma prezentacji realizacji budżetu pozwala oceniać, w jakim stopniu zrealizowane zostały założenia w zakresie np. budowy dróg. Jak kształtowały się wydatki dokonywane na zadania oświatowe w konkretnej jednostce. Jest to bez wątpienia znacznie czytelniejsza forma, nie tylko dla osób, które profesjonalnie nie zajmują się finansami publicznymi.

Poziomy realizacji zadań

Sprawozdanie z realizacji budżetu JST, oprócz części tabelarycznej, pokazującej kwoty zrealizowanych dochodów i wydatków, może zawierać również część opisową. Obejmować może ona informacje opisujące istotne treści określające rodzaj realizowanego zadania. Przygotowana informacja wskazywać też winna poziom realizacji zadań, jak również obejmować uzasadnienie i wyjaśnienie powodów niskiego stopnia realizacji danego zadania. Dla przykładu, w części opisowej zadania wprowadzamy informacje, iż niewielkie zaangażowanie środków finansowych na realizację modernizacji drogi powiatowej wynika z obiektywnych przyczyn, związanych z wystąpieniem na naszym terenie stanów powodziowych.

Sprawozdanie z wykonania budżetu

Sprawozdanie roczne z wykonania budżetu  przedstawiane jest organowi stanowiącemu jednostki samorządu terytorialnego w terminie do dnia 31 marca roku następnego po roku budżetowym. W tym samym terminie sprawozdanie przedkładane jest właściwej regionalnej izbie obrachunkowej.

Oprócz rocznego sprawozdania z wykonania budżetu zarząd jednostki samorządu terytorialnego przedstawia organowi stanowiącemu w tym terminie dodatkowo:

a) sprawozdania z wykonania planu finansowego jednostek służby zdrowia, kultury i innych osób prawnych podległych jednostce samorządu terytorialnego

b)informacje o stanie mienia jednostki samorządu terytorialnego, obejmujące:

- dane, dotyczące przysługujących jednostce samorządu terytorialnego praw własności

- dane, dotyczące innych niż własność praw majątkowych, w tym w szczególności o ograniczonych prawach rzeczowych, użytkowaniu wieczystym, wierzytelnościach, udziałach w spółkach, akcjach

- dane o posiadaniu

- dane o zmianie stanu mienia komunalnego

- dane o dochodach uzyskiwanych z tytułu wykonywania praw własności i innych praw majątkowych oraz z wykonywania posiadania

- inne dane i informacje mające wpływ na stan mienia jednostki samorządu terytorialnego.

c) wykaz samorządowych jednostek budżetowych.

Sprawozdanie finansowe

Sprawozdanie z wykonania budżetu jednostki samorządu terytorialnego jest uzupełniane o sprawozdanie finansowe jednostki samorządu terytorialnego, obejmujące:

  1)  bilans z wykonania budżetu jednostki samorządu terytorialnego

  2)  łączny bilans obejmujący dane wynikające z bilansów samorządowych jednostek budżetowych i samorządowych zakładów budżetowych

  3)  łączny rachunek zysków i strat obejmującego dane wynikające z rachunków zysków i strat samorządowych jednostek budżetowych i samorządowych zakładów budżetowych

  4)  łączne zestawienie zmian w funduszu, obejmujące dane wynikające z zestawień zmian w funduszu samorządowych jednostek budżetowych i samorządowych zakładów budżetowych

Wybór biegłego rewidenta

W przypadku jednostki samorządu terytorialnego, której liczba mieszkańców przekracza 150 tysięcy osób, sprawozdanie finansowe podlega badaniu przez biegłego rewidenta. Wybór biegłego, co do zasady odbywa się w drodze postępowania o zamówienie publiczne. Postępowanie takie wymaga poświęcenia niezbędnego okresu czasu. Powoduje to konieczność odpowiednio wcześniejszego podejmowania decyzji w sprawie wyboru biegłego rewidenta. A podobnie jak w przypadku wcześniej omawianego sprawozdania z realizacji budżetu, ustawa ściśle określa termin, w jakim sprawozdanie finansowego winno zostać przekazane do rady gminy, powiatu czy sejmiku województwa, tj. 31 maja roku następnego po roku budżetowym. Oznacza to, że już dziś jesteśmy w „niedoczasie” w zakresie podejmowania decyzji o wyborze biegłego rewidenta.   

Komisja rewizyjna i absolutorium

Temat sprawozdań z realizacji budżetu oraz sprawozdania finansowe jednostki samorządu terytorialnego wiążą się z podjęciem przez organ stanowiący jednostki samorządu terytorialnego uchwały absolutoryjnej. Ważną rolę w tym procesie odgrywa komisja rewizyjna organu stanowiącego JST.

To właśnie komisja rewizyjna rozpatruje sprawozdanie finansowe, sprawozdania z wykonania budżetu wraz z opinią regionalnej izby obrachunkowej o tym sprawozdaniu oraz informacje o stanie mienia jednostki samorządu terytorialnego. Przedmiotem badania komisji rewizyjnej jest również opinia biegłego rewidenta w tych wszystkich przypadkach, gdy jest ona wymagana.

Do 15 czerwca roku następnego po roku budżetowym komisja rewizyjna po dokonaniu badania sprawozdań przedstawia organowi stanowiącemu wniosek w sprawie absolutorium dla organu wykonawczego JST. Rozpatrzenie i zatwierdzenie sprawozdań finansowych odbywa się w terminie do 30 czerwca roku następującego po roku budżetowym.

W tym samym terminie podejmowana jest uchwała w sprawie absolutorium dla wójta, burmistrza, prezydenta miasta czy zarządu jednostki samorządu terytorialnego w przypadku powiatu i województwa samorządowego.  

Waga tego wydarzenia wynika z przepisów ustrojowych, stanowiących podstawę działania jednostki samorządu terytorialnego. W przypadku przepisów dotyczących samorządu powiatowego i wojewódzkiego, uchwała o nieudzieleniu absolutorium jest równoznaczna ze złożeniem wniosku o odwołanie zarządu JST[2]. Uchwała taka przyjmowana jest bezwzględną większością głosów ustawowego składu organu stanowiącego JST.

Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku samorządu gminnego. W przypadku podjęcia uchwały o nieudzieleniu organowi wykonawczemu gminy absolutorium po upływie 9 miesięcy od dnia jego wyboru i nie później niż na 9 miesięcy przed zakończeniem jego kadencji, mamy do czynienia z podjęciem inicjatywy przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania wójta, burmistrza lub prezydenta miasta[3]. To rozwiązanie wiąże się z inną legitymacją do pełnienia funkcji organu wykonawczego gminy, wynikającego bezpośrednich wyborów.

Przypominamy

– 31 marca – termin złożenia rocznego sprawozdania z realizacji budżetu do organu stanowiącego JST oraz do regionalnej izby obrachunkowej

– 31 maja – termin złożenia sprawozdań finansowych do organu stanowiącego JST

– 15 czerwca – wniosek komisji rewizyjnej w sprawie przyjęcia uchwały o absolutorium dla organu wykonawczego JST

                     – 30 czerwca – termin przyjęcia uchwały o absolutorium przez organ

stanowiący JST



[1] Art. 18 pkt. 2 ustawy z dnia 17 grudnia 2004 r. o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych

 

[2] Por. odpowiednio art. 30 ustawy z dnia 5 czerwca 1998 r. o samorządzie powiatowym oraz  art. 34 ust. 1 z dnia  

   5 czerwca 1998 r. o samorządzie województwa

[3] Por. art.28 a z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym

 

piątek, 22 luty 2013 17:19

Najważniejsze pierwsze wrażenie

Napisane przez

Większość osób dokonuje pierwszej, często najważniejszej oceny swojego rozmówcy w ciągu kilkudziesięciu sekund. Może ona być później nieznacznie weryfikowana, lecz pierwsze wrażenie tkwi długo w naszej świadomości i jest ono podstawą ogólnej oceny człowieka.

Pierwsze wrażenie dotyczy także naszego wizerunku zawodowego. Sposób, w jaki prezentujemy się światu (otoczeniu), jest naszą wizytówką, pokazującą również, co i jak mamy poukładane w głowie. Strój, język ciała, styl mówienia i inne elementy wizerunku odzwierciedlają nasze życiowe aspiracje oraz pokazują predyspozycje do odgrywania określonych ról społecznych.

Wizerunek samorządowca

Wizerunek zawodowy zależy od rodzaju instytucji, jaką się reprezentuje. Czego innego wymagamy od wójta, starosty, wysokiego rangą urzędnika, a czego innego od pracownika agencji reklamowej czy pracowni plastycznej. Na użytek czytelników „Gminy” zajmiemy się wizerunkiem pracownika-samorządowca, czyli pracownika zatrudnionego w instytucji zaufania publicznego.
W świecie polityki, biznesu, prawa, wygląd powinien jednoznacznie sygnalizować kompetencje oraz poważne traktowanie swojego zawodu, a często także zaangażowanie na rzecz cenionych wartości.

Któż z nas nie doświadczył osobiścielub nie słyszał komentarza pod adresem innej osoby, której wizerunek zawodowy rażąco odbiegał od tego, który na określonym stanowisku jest uważany za coś oczywistego? Z kolei właściwy wizerunek budzi poczucie bezpieczeństwa i sygnalizuje, że jesteśmy właściwą osobą na właściwym miejscu.

Wizerunek zawodowy

Na wizerunek zawodowy składają się, niezależnie od pełnionej roli zawodowej, stałe elementy:

- wygląd (ciało i strój),

- styl komunikowania się (także pisania i słuchania)

- mowa ciała

- postawa (pewność siebie, budzenie zaufania, emanowanie spokojem i opanowaniem itd.)

- opinia o człowieku (wynikająca z jego profesjonalizmu)

Wygląd to podstawa

Wygląd to pierwszy, najbardziej i najszybciej zauważalny element wizerunku. Stare porzekadło „jak cię widzą tak piszą”, w jakiejś mierze dotyczy tej kwestii.

Widząc z bliska po raz pierwszy naszego rozmówcę (partnera w kontaktach), zwracamy uwagę na jego dłonie, obuwie, twarz i włosy oraz - nieco później - na inne elementy. Zatem czyste i dobrze obcięte włosy, czyste, suche, krótko obcięte paznokcie u panów i dobry manicure u pań, dłonie, zdrowa, zadbana cera i niezniszczone, dobrze utrzymane obuwie, sprawiają dobre początkowe wrażenie, a liczne defekty w tej materii wywołują negatywne oceny.

Pamiętajmy, że nie chodzi tylko o ubiór. Co prawda inne porzekadło: „nie szata zdobi człowieka”, też jest trafne w odniesieniu do tej kwestii, można bowiem być skromnie ubranym, lecz emanować dostojeństwem, uprzejmością, mądrością i innymi przymiotami, przy których najbardziej nawet wytworny ubiór, ale tylko ubiór, wygląda jak szyderstwo wobec zasad dobrego wyglądu. Na nic się zdadzą najbardziej eleganckie ubiory, gdy ich właściciel nie zadba o fryzurę, cerę czy dłonie, nie mówiąc o higienie w ogóle.

Zasady doboru stroju do pracy uzależnione są od:

- charakteru instytucji i sposobu postrzegania zawodu (np. administracja, policja biuro notarialne, pracownia malarska, agencja reklamowa)
- charakteru i miejsca pracy
- miejsca w hierarchii zawodowej (np. dyrektor, kierowca)
- budowy i wyglądu ciała, osobowości (np. otyli, szczupli, niscy, obdarzeni silnym, bądź słabym temperamentem, blondyni, rudzi, szatyni itp.)

Uroki pań

W przypadku administracji rządowej i samorządowej panie powinny pamiętać, że najodpowiedniejszy strój do pracy i kontaktów z ludźmi to: spódnica i marynarka, koszulowa bluzka. Kolory powinny być stonowane. Nie zakładamy ubrań z aksamitu, weluru, brokatu czy innych błyszczących, „balowych” tkanin. Dżinsy i szorty nie są również odpowiednie.

Latem ubiory powinny być lżejsze, np. zamiast kostiumu - spódnica i koszulowa bluzka. Nogi nawet latem muszą być w rajstopach (pończochach). Buty - zawsze z niewysokim obcasem. Sandały, tenisówki, kapcie – są w pracy absolutnie wykluczone.

Włosy mają być starannie uczesane, a jeśli są długie, powinny być spięte lub związane.

Dobry wygląd to także staranny, ale delikatny makijaż. Sztuczne rzęsy i inne tego typu ozdoby oraz plastikowe paznokcie we wzorki pozostawiamy na inne okazje. Biżuterię zakładamy w umiarkowanych ilościach i formie. Tak wyglądająca pani jest na ogół oceniana jako kompetentna, cieszy się prestiżem i zaufaniem klientów i interesantów.

Elegancja panów

W przypadku panów najbardziej odpowiedni strój do pracy to spodnie i marynarka, ale niekoniecznie garnitur. Może to być ubranie skoordynowane, tzn. spodnie i marynarka z różnych tkanin i w różnych kolorach, ale pasujące do siebie (np. spodnie z grubego sztruksu i jedwabna marynarka już nie pasują). Dżinsy to zły pomysł. Rodzaj i kolor ubrania (garnituru) stosujemy w zależności od pory roku, dnia, charakteru zajęć.

Koszula i krawat w czasie roboczego dnia bez interesantów lub pracy w terenie może być zastąpiona np. przez golf. Koszula, krawat i garnitur mogą być skontrastowane (jeśli garnitur jest gładki i koszula gładka, to krawat w deseń itp.). Porządnie związany krawat powinien sięgać mniej więcej do dolnej części sprzączki u paska od spodni. Skarpetki - długie, kolorystycznie dobrane do butów, w najgorszym przypadku do spodni.

Mężczyzna nie nosi żadnej biżuterii – wyjątek stanowi obrączka. Włosy muszą być czyste, krótko ostrzyżone, a twarz - ogolona. Tak wyglądający mężczyzna budzi zaufanie i jest odbierany jak profesjonalista.

Kiedy wszystko idzie na nic

Warto jeszcze powiedzieć parę słów o tzw. niszczycielach wizerunku. U pań są to: krzykliwe ozdoby we włosach, włosy źle obcięte, zaniedbana cera, zbyt mocny makijaż, brudne i zniszczone obuwie, brak rajstop lub biustonosza, wieczorowe tkaniny noszone w ciągu dnia, tkaniny zbyt przezroczyste, za mocne dekolty i rozcięcia w spódnicach, odznaczające się pod spódnicą desusy, nadmiar biżuterii i ozdób oraz problemy z uzębieniem.

W przypadku panów zaś są to: niedbale ogolona twarz, broda, monstrualne wąsy, niewypastowane i zniszczone obuwie, nieprzyjemny oddech, łupież na kołnierzu. Wielu panów, wbrew trendom w modzie i opiniom pań, nadal sądzi, iż uosobieniem męskości jest bujne owłosienie na głowie. Stosownie zatem do tego błędnego przekonania czynią wszystko, by maskować liczne jego braki. Efekt tych czynności jest najbardziej spektakularnym przykładem niszczenia wizerunku. Mężczyzna, który maskuje łysinkę treską lub wyraźne braki w owłosieniu zaczesuje wyhodowaną „pelerynką”, zarzucaną z lewej skroni na prawą lub na odwrót, stosuje tzw. zaczeskę lub pożyczkę, nie wygląda poważnie i często jest przedmiotem mniejszych, bądź większych drwin.

Inni niszczyciele wizerunku u panów to długopisy, pióra, ołówki noszone w butonierce, widoczna odsłonięta goła łydka przy siadaniu na krześle, czy braki w uzębieniu, zwłaszcza w widocznych miejscach.

Tak niewiele trzeba, by wyglądać dobrze, czuć się dobrze, budzić zaufanie i prestiż. Tak mało może sprawić, że nasz wizerunek przysporzy nam kłopotów.

piątek, 22 luty 2013 17:16

E-partycypacja w społeczności lokalnej

Napisane przez

Obywatel dla urzędu, czy urząd dla obywatela? Często zastanawiamy się nad tym problemem – szczególnie załatwiając swoje sprawy. Może jednak postawić to pytanie inaczej: jak spowodować, aby społeczność lokalna mogła w sposób realny wpływać na sposób działania władz lokalnych, a tym samym pracy urzędu?

Próbując na nie odpowiedzieć, zastanowimy się nad tym, jakie możliwości daje nam partycypacja społeczna przez Internet, czyli „e-partycypacja”.   

Współuczestnictwo zamiast oznajmiania

Słowo „partycypacja” pochodzi od łacińskiego „participare”, co oznacza „dopuścić do uczestnictwa, dzielić się czymś z kimś, brać w czymś udział”. Dzisiaj coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że decyzje podejmowane w Brukseli, Warszawie i w innych miejscach, bardzo często mają istotny wpływ na nasze życie. Tym bardziej bliskie nam są rozwiązania naszych władz lokalnych.

Społeczność internetowa nie lubi być pomijana w procesie podejmowania decyzji przez owe władze. Przypomnijmy sobie słynną mobilizację internautów, dotyczącą umowy handlowej ACTA, która istotnie zagrażała wolności w Internecie. Rada Ministrów zgodziła się na tę umowę i w imieniu naszego kraju polski ambasador w Tokio złożył pod tą umową stosowny podpis. Tuż przed, jak również po tym fakcie, przeszła przez Internet fala oburzenia. Było ono na tyle silne, że rząd, reprezentowany przez ministra M. Boniego, został zmuszony do rozmów z internautami i poszukiwania sposobu na zablokowanie wejścia skutków ACTA do Polski. Co by się stało, gdyby nie determinacja internautów? Odpowiedź jest prosta: ACTA weszłaby na teren Polski i dopiero wtedy mielibyśmy problem…

Widzimy zatem, że na skutek większej świadomości społecznej poszczególnych grup internetowych coraz częściej środowiska te potwierdzają swoją siłę. Należy jak najszybciej uwzględnić ten fakt w procesie rządzenia. Już dawno minęły czasy, kiedy sprawujący władzę oznajmiali jedynie swoje decyzje. Świadomość demokracji pozwala nam na nawiązywanie dialogu z rządzącymi. Istota rzeczy polega jednak na tym, aby rządzący rzeczywiście takiego dialogu chcieli. Nie może to być tylko działanie pozorne, skierowane na kreowanie wizerunku. Takie motywacje bardzo szybko zostaną bezlitośnie obnażone.

Szczeble społecznej partycypacji – ewentualnie apla???

W literaturze sklasyfikowano następujące formy dialogu społecznego, które nazywamy „drabiną partycypacji społecznej” :

1.       brak realnego wpływu na decyzje rządzących L:

1.1.    władze decydują jednostronnie i samodzielnie, bez informowania opinii publicznej

1.2.    władze decydują jednostronnie i samodzielnie, informując opinię publiczną już po podjęciu decyzji

1.3.    władze decydują jednostronnie i samodzielnie, informując opinię publiczną już po podjęciu decyzji i uzasadniając je po to, aby nakłonić społeczeństwo do ich zaakceptowania.

2.       pośredni wpływ na decyzje rządzących K:

2.1.    władze przed podjęciem decyzji informują o swoich planach i wedle swojego uznania biorą pod uwagę opinie społeczne

2.2.    władze przed podjęciem decyzji aktywnie zasięgają opinii społecznych (opinie liderów, ekspertów, wysłuchania publiczne, sondaże, badania opinii publicznej)

2.3.    władze przed podjęciem decyzji aktywnie zasięgają opinii społecznych w formie konsultacji społecznych na podstawie wymogów prawa lub woli politycznej

2.4.    władze przed podjęciem decyzji zasięgają opinii w ramach powołanych ustawowo publicznych instytucji konsultacyjnych i opiniodawczych, których wysłuchanie ma charakter obowiązkowy.

3.       realny wpływ na decyzje rządzących J:

3.1.    władze przed podjęciem decyzji współpracują z partnerami społecznymi (negocjacje, wspólne planowanie, osiąganie konsensusu) i wraz z nimi podejmują decyzję wspólną (np. porozumienia, wspólne programy)

3.2.    władze przekazują podejmowanie decyzji grupom, partnerom społecznym, a akceptacja ich decyzji jest poprzedzona ewentualnym sprawdzeniem jej legalności proceduralnej oraz zgodności z prawem (np. referenda).

Ważne jest, aby władza w sposób aktywny konsultowała z nami swoje decyzje. Cóż bowiem daje nam na przykład taka forma konsultacji, w której urząd zamieszcza informację na swojej witrynie internetowej z prośbą o opinie do jakiegoś dnia? Wielu zainteresowanych może w ogóle nie spojrzeć na nią w tym czasie, co oznacza, że urząd nie ma szans na pozyskanie rzeczywistych wypowiedzi na konkretny temat.

A zatem powiedzmy to sobie wyraźnie:

Ø  Dobry gospodarz danego terenu będzie dbał o budowanie poczucia wspólnoty na obszarze jego odpowiedzialności. Będzie on również zabiegał o zapewnienie aktywnej partycypacji społecznej.

Ø  Dobry i nowoczesny gospodarz zastosuje również współczesne metody e-partycypacji po to, aby zwiększyć możliwości współdecydowania i współrządzenia. Takie są wymogi obecnych czasów oraz codzienna praktyka w coraz większej grupie nowoczesnych społeczności.

Dlaczego e-partycypacja

E-partycypacja jest jedną z metod otwartego procesu podejmowania decyzji. Uwzględnia się tutaj oczywiście Internet, ale również telefon, czy też telewizję interaktywną. E-partycypacja nie może istnieć bez zapewnienia gwarancji i prawa głosu wszystkim zainteresowanym (integracja), dostępności narzędzi, umożliwiających uczestniczenie w debacie (otwartość), bezpieczeństwa danych osobowych uczestników debaty (bezpieczeństwo), bieżących odpowiedzi na pytania uczestników debaty (reakcja) oraz chęci współdzielenia się wiedzą i zachęcania do partycypacji (zdolność do konsultacji). W e-partycypacji mogą uczestniczyć wskazane grupy albo panele obywatelskie, grupy fokusowe, grupy sondaży opinii społecznej, grupy e-referendalne, aktywne grupy interesów, mogą mieć miejsce spotkania i panele dyskusyjne, formy petycyjne.

Współczesnym włodarzom województw, miast, powiatów i gmin powinno zależeć na uzyskaniu i utrzymaniu poparcia dla swoich działań u jak największej liczby mieszkańców. Najlepiej bywa wtedy, kiedy pozwalamy mieszkańcom na uzyskanie realnego wpływu na decyzje. Wymaga to oczywiście pewnej odwagi ze strony rządzących oraz umiejętności nawiązywania i utrzymywania dialogu społecznego. W ten sposób znakomicie poszerzamy grono osób zaangażowanych.

Doskonały do tego jest Internet i inne narzędzia komunikacji elektronicznej. Wielu osobom dużo łatwiej jest uczestniczyć w dyskusji internetowej niż fatygować się osobiście. Dla mieszkańców – szczególnie tych, oddalonych od centrów powiatów i gmin oraz chorych – jest to jedyna możliwa droga komunikacji z rządzącymi. Mówimy wtedy również o tzw. „e-włączeniu (e-inclusion)”, kiedy to dzięki drodze elektronicznej dajemy szansę zaistnienia w dialogu społecznym tym spośród nas, którzy ze względu na różne ułomności zdrowotne czy inne, nie mogliby uczestniczyć we współdecydowaniu osobiście.

Jak to robią gdzie indziej

W dojrzałym społeczeństwie informacyjnym społeczeństwo jest „dopuszczone” do współdecydowania. Obowiązuje tam zasada, że to państwo służy obywatelom, a nie odwrotnie. Zdarza się, że posiedzenia ważnych gremiów decyzyjnych są transmitowane na żywo przez Internet. Mieszkańcy mogą wpływać na decyzje władz w sposób „proaktywny”, czyli przed podjęciem ostatecznej decyzji. W społeczeństwach mniej dojrzałych jedyną formę wpływu na decyzje stanowi metoda „reaktywna”, czyli reakcja społeczna po podjęciu decyzji. Niestety wiąże się to bardzo często z koniecznością organizowania manifestacji społecznych i innych form protestu.

W Internecie również spotykamy się z zastosowaniem metod reaktywnych. Chociażby przypomniana na początku artykułu sytuacja dotycząca ACTA. Przypomnijmy sobie także niedawny ruch społeczny obalający dyktatorów w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Nie byłoby to możliwe bez integracji społecznej wyzwolonej dzięki portalom społecznościowym – w tym przypadku był to przede wszystkim Facebook. Podobnie rzecz się dzieje w innych krajach, w których istnieje dostęp do wolnego Internetu.

Koloński budżet partycypacyjny

Bardzo ciekawym przykładem metody proaktywnej jest ta, zastosowania w Kolonii. Władze tego dużego niemieckiego miasta z powodzeniem stosują metodę e-partycypacji w ustalaniu budżetu. Nazywa się on „budżetem partycypacyjnym”, bowiem mieszkańcy mają możliwość wpływania na przeznaczenie budżetowych funduszy. Według tzw. „modelu kolońskiego” odbywa się to w czterech krokach:

1.       składanie propozycji do budżetu,

2.       dyskusje i głosowanie,

3.       ranking propozycji (lista „Top 100”),

4.       decyzje i odpowiedzialność Rady Miejskiej.

Model koloński e-partycypacji bazuje na kilku zasadach:

·         uwzględnianie propozycji społecznych (konsultacje),

·         każda kolejna edycja budżetu partycypacyjnego dotyczy nowego obszaru działań,

·         podstawowym kanałem komunikacji jest Internet,

·         łatwy dostęp narzędzi e-partycypacji (login, hasło),

·         gwarancje polityczne dla realizacji pomysłów uznanych z najlepsze.

Do tej pory zrealizowano w Kolonii trzy edycje budżetu partycypacyjnego, w latach: 2007, 2009 i 2011. Jest to przykład faktycznego wykorzystania modelu realnego współrządzenia. Dzięki temu miasto ma się dobrze, a władze lokalne utrzymują właściwe relacje z mieszkańcami.

A u nas?

W życiu polskiej społeczności lokalnej model e-partycypacji nie jest w zasadzie stosowany. Jeżeli gdzieś się to zdarzy, to jedynie w formie początkowej i marginalnej. Ten model stanowi dla nas jeszcze przyszłość. Równocześnie obserwujemy bardzo dużą aktywność społeczności internetowych w wyrażaniu własnych opinii, które są często dla władzy niewygodne. To bardzo ważny wskaźnik wzrostu dojrzałości i świadomości społecznej w Polsce. Dlatego warto pomyśleć o zwiększeniu udziału aktywnego współdecydowania w codziennym sprawowaniu władzy.

Zastosowanie e-partycypacji pozwala na realizację efektywnej polityki informacyjnej urzędu, zwiększenie poziomu identyfikacji społecznej ze sprawami lokalnymi, jak również na przyrost poziomu zaufania do władzy. Nie ma zatem na co czekać: czas zastosować u siebie e-partycypację!

piątek, 22 luty 2013 15:21

Napraw dziurę w jezdni w Internecie

Napisane przez

Jak zyskać sobie przychylność mieszkańców i jednocześnie usprawnić działanie służb miejskich? Oczywiście, najłatwiej przez Internet. W gminach w całej Polsce zaczyna właśnie działać serwis www.naprawmyto.pl i może zrewolucjonizować pracę służb technicznych w kraju.

Wyobraźmy sobie Jana Kowalskiego, który zauważył, że nie działa latarnia na jego ulicy. Najpierw musi dowiedzieć się, który podmiot odpowiada za oświetlenie w jego miejscowości, znaleźć jego numer telefonu, a żeby miał pewność, że powiadomienie zostanie rozpatrzone, także adres, pod który wyśle oficjalną informację. Przy odrobinie szczęścia technicy przyjadą wymienić świetlówkę za jakieś dwa tygodnie. O ile pan Jan nie zniechęci się i faktycznie poinformuje odpowiednie służby o awarii.

Ten sam pan Jan w nowej, internetowej rzeczywistości pod tą samą, niedziałającą latarnią po prostu wyjmie telefon, wstuka w niego jedno zdanie i pójdzie dalej w swoją stronę. Nazajutrz światło znów będzie działać, a on dostanie e-maila z informacją, że sprawa jest już załatwiona. I pomyśli sobie, że mieszka w nowoczesnej gminie. Proste? I jak najbardziej realne.

Przyłączajcie się

To nie fantastyka, tylko system, który od ponad roku był testowany w 21 gminach Polsce. Nazywa się naprawmyto.pl i jego program pilotażowy okazał się tak dużym sukcesem, że organizatorzy chcą go właśnie wdrażać w kolejnych miastach, miasteczkach i wsiach. Przyłączyć się może każda gmina.

– Internet i nowe technologie to wyzwanie dla samorządów, ale też fantastyczne narzędzie dialogu z mieszkańcami. Mało kto chce dziś pisać tradycyjne listy. Dużo prościej i szybciej jest załatwić sprawę on-line i ludzie coraz częściej domagają się takiej możliwości – mówi Ewa Stokłuska z Fundacji Pracownia Badań i Innowacji Społecznych Stocznia, która koordynuje program naprawmyto.pl.

Kilka słów o systemie

System jest bardzo prosty. Po wejściu na stronę internetową trzeba wybrać swoją gminę. Zawiadamiający wpisuje krótką informację o usterce i podaje adres, a jeśli robi to z telefonu z GPS-em, urządzenie samo doda lokalizację do zgłoszenia. Może też dołączyć zrobione aparatem zdjęcie, ale nie musi.

Zgłoszenia podzielone są na kategorie i rejony, i automatycznie wędrują do dyżurnego odpowiednich służb. Wpis o pękniętej rurze trafi do wodociągów, o dzikim wysypisku śmieci – do służb sprzątających, dziura w jezdni – do drogowców, a niedziałająca latarnia – do władz dzielnicy, jeśli to akurat w ich gestii pozostaje oświetlenie na danej ulicy. Zgłoszenie ma różny status: najpierw jest po prostu powiadomieniem, później zmienia się na „w trakcie naprawiania”, w końcu w „naprawione”. Bywa też, że trafia do kategorii „nie będzie naprawione”. Informację o każdej zmianie statusu dostaje zgłaszający. Dzięki temu nasz Kowalski wie na bieżąco, co się dzieje z jego skargą. Nie wydzwania do urzędu, nie denerwuje się, że władze go zignorowały.

Oni już przetestowali

Rozwiązanie sprawdziło się na przykład w Lublinie, gdzie mieszkańcy zgłosili ponad 2000 alertów. Ponad 500 już udało się naprawić, 700 kolejnych jest naprawianych. Ludzie zgłaszają na przykład zapadnięte studzienki, uciążliwe kałuże, zerwane tabliczki z nazwami ulic.

Naprawmyto.pl działa w mniejszych miastach i w całkiem małych miejscowościach. W Markach pod Warszawą udało sie naprawić ponad 200 usterek. Od gałęzi klonu zasłaniających znak drogowy, po leżącego na jezdni psa rozjechanego przez samochód. Nawet w malutkiej podpoznańskiej gminie Czerwonak znalazło się coś do naprawienia. A konkretnie mieszkańcy zgłosili prawie 200 usterek, z których ponad sto naprawiono. Od usunięcia starej zamrażarki porzuconej w lesie, po naprawienie uszkodzonego drewnianego toru przeszkód, zagrażającego bezpieczeństwu bawiących się na nim dzieci.

Nie być obojętnym

– Ilość zgłoszeń i stopień ich realizacji zależy głównie od wsparcia, jakiego projektowi udzielają władze gminy i lokalne organizacje – mówi Ewa Stokłuska. I w Lublinie, i w Markach wszystkie miejskie służby dostały polecenie, żeby poważnie traktować zgłoszenia z systemu i naprawiać je możliwie szybko. W Markach system jest wspierany przez lokalną organizację pozarządową Grupa Marki 2020, która organizowała happeningi, zachęcające do korzystania z systemu: na przykład wieszała baner z napisem „tę dziurę udało sie naprawić”. Równie mocno lokalni społecznicy zaangażowali się w projekt w Toruniu, gdzie założono mu specjalny profil na Facebooku.

Teraz do systemu mogą zgłaszać się kolejne gminy. Organizatorzy przekonują, że warto: – Trzeba przestać myśleć, że to dodawanie sobie pracy. Skuteczna współpraca z mieszkańcami znacznie poprawia relacje władzy ze społecznością. Ludzie zaczynają wierzyć w społeczeństwo obywatelskie i czują się odpowiedzialni za miejsce, w którym żyją. Razem budują pozytywny wizerunek nowoczesnej gminy – zachęca Ewa Stokłuska.

 

Ile kosztuje udział w„naprawmyto.pl”?

Pilotażowy program finansowany był przez Fundację Batorego, teraz udział w nim jest płatny. Cały dochód przeznaczany jest na rozwój platformy, więc w zależności od ilości uczestniczących gmin może być taniej. Na początek wyznaczono następujące stawki:

–Gmina do 10 tys. mieszkańców – 250 zł miesięcznie lub 2750 zł rocznie.

–Gmina od 10 do 50 tys. mieszkańców – 350 zł miesięcznie lub 3850 zł rocznie.

–Gmina od 50 do 100 tys. mieszkańców – 500 zł miesięcznie – 5500 zł rocznie

–Gmina od 100 do 250 tys. mieszkańców – 750 zł miesięcznie – 8250 zł rocznie

–Gmina powyżej 250 tys. mieszkańców – 1000 zł miesięcznie – 11000 zł rocznie

W zamian organizatorzy oferują obsługę informatyczną, kod programu, podstronę na platformie, serwer, dostęp do panelu administracyjnego. Jest też model, według którego gmina może obsługiwać system siłami swoich, zatrudnionych w urzędzie, informatyków. Wszystkie informacje można uzyskać na stronie: www.naprawmyto.pl/Naprawmyto_pl_oferta.pdf

Jak to robią na świecie?

Wielka Brytania

Polski projekt jest wzorowany na podobnych, z powodzeniem działających, na Zachodzie. W Wielkiej Brytanii świetnie sprawdza się Fix my street (www.fixmystreet.com), czyli Napraw moją ulicę. System jest ogólnokrajowy. Tylko w styczniu udało się dzięki niemu naprawić 5,6 tysiąca usterek. Problemy Brytyjczycy mają podobne do nas: dziury w drogach, przepalone latarnie, śmieci w rowach.

Stany Zjednoczone

W dużych miastach, ale też małych miejscowościach w USA, działa ogólnokrajowy system See Click Fix (www.seeclickfix.com), czyli Zauważ, Kliknij, Napraw. „Obywatele, którzy zgłaszają nawet drobne sprawy i widzą, że są one naprawiane, chętniej angażują się w życie społeczności i czują się z tym lepiej” –piszą założyciele systemu.

Nowy Jork

Wielkie metropolie mają zbyt wiele spraw na głowie, żeby załatwiać je przez ogólnokrajowe rozwiązania. Dlatego Nowy Jork stworzył własny system o nazwie 311 (www.nyc.gov/311), który jest jednocześnie numerem telefonu alarmowego. Nieważne czy nowojorczyk zgłosi sprawę mailem, telefonicznie, listem czy przez aplikację w smartfonie –jest ona tak samo priorytetowo traktowana.

Warszawa

Rozwiązanie wzorowane na nowojorskim chce mieć też Warszawa. Znamy już numer nowego systemu, to: 19115. Już niedługo warszawiacy będą mogli zapomnieć wszystkie numery do służb miejskich i wpisać w komórki tylko ten jeden. Specjalny program przydzieli sprawę do odpowiednich komórek i tam ją skieruje.

Trwa budowanie infrastruktury informatycznej, aplikacji na telefony komórkowe, strony internetowej. Testy nowego rozwiązania mają się zacząć już w połowie 2013 roku. 

piątek, 22 luty 2013 15:14

Konsultacje społeczne

Napisane przez

Mądra władza lokalna przeprowadza konsultacje społeczne wtedy, kiedy pojawia się ważna społecznie potrzeba. Na Zachodzie Europy prowadzi się w ten sposób dialog ze społeczeństwem od lat. My dopiero się tego uczymy.

Demokracja to rządy ludu. Dojrzała jej forma polega na prowadzeniu ciągłego dialogu osób sprawujących władzę z mieszkańcami ich lokalnych społeczności w imię wspólnego dobra. Działanie to musi się wiązać z decentralizacją i przekazywaniem większych uprawnień regionom. Jedną z form umożliwiających ten publiczny dialog jest instytucja konsultacji społecznych.

W roku 2011 zaledwie 25 proc. Polaków poszukiwało informacji o konkretnych decyzjach lokalnych władz samorządowych. Wśród osób słabiej wykształconych i zagrożonych wykluczeniem wskaźnik ten był jeszcze niższy. Dlatego prowadzi się w Polsce liczne projekty, które zmierzają do wzmocnienia udziału mieszkańców w samorządach. Demokracji po prostu trzeba się uczyć. Czasem to proces trwający latami.

Na Zachodzie to konieczność

W Anglii, Niemczech, Francji i innych, bardziej doświadczonych w budowaniu demokratycznych gremiów państwach, przedstawiciele władzy, ale też inwestorzy czy urzędnicy wiedzą, że dzięki dzieleniu się władzą zyskuje się społeczne poparcie. Może się wydawać, że procedury utrudniają pracę i zabierają czas. Jednak właśnie dzięki pracom grup roboczych, prowadzonym w Monachium w ramach konsultacji dotyczących organizacji przestrzeni publicznej w tym mieście, doprowadzono do powstania wyjątkowej, rozpościerającej się na sporym obszarze pieszej strefy, a zdołano uniknąć wielu publicznych szkód. Miasto zmieniło swój wizerunek – stało się przestrzenią w dużej części niedostępną dla samochodów, natomiast otwartą i przyjaźniejszą dla mieszkańców. To oni konsultowali także w tym mieście rozbudowę lotniska czy współdecydowali o przeznaczeniu terenów poprzemysłowych.

Ta społeczna partycypacja jest możliwa m.in. dzięki Forum Monachijskiemu, ruchowi społecznemu, zrzeszającemu stowarzyszenia, przedstawicieli władzy, inwestorów, osoby prywatne, specjalistów. Mieszkańcy, zanim dojdzie do decyzji w sprawach ich dotyczących, np. w kwestii przeznaczenia terenów pod kolejne inwestycje, zwracają się do Forum, przedstawiając swoje zdanie w ten sprawie. A z Forum wszyscy w mieście się liczą. Niejeden raz jego członkowie pokazali jak są skuteczni.

Brytyjska aktywność

W Wielkiej Brytanii bardzo szeroko wykorzystuje się narzędzia elektroniczne. W 2000 r. poddano konsultacjom społecznym najpierw zasady samej polityki e-demokracji. Oprócz pobudzenia aktywności poprzez nowe, internetowe media, chciano bardziej otworzyć drogę do decydowania o ważnych sprawach publicznych osobom niepełnosprawnym, mniejszościom narodowym, młodzieży. Powstało wiele platform propagujących i upowszechniających informacje o zasadach wpływania na rzeczywistość i możliwościach wnioskowania do odpowiednich ciał uchwałodawczych i wykonawczych.

Na poziomie lokalnym jednym z najbardziej popularnych portali do dzisiaj jest www.communities.gov.uk, który – oprócz funkcji „włączających”, pełni rolę edukacyjną. Serwis stanowi też kopalnię wiedzy na temat funkcjonowania państwa, poszczególnych jego poziomów, informuje m.in. o sprawach rozgrywających się w lokalnych społecznościach oraz relacjonuje status i publikuje aktualnie podejmowane w danej sprawie decyzje. Zawiera akty prawne i kodeksy, przemówienia polityków i dane statystyczne, a także tematykę i wyniki prowadzonych w różnych miejscach w Wielkiej Brytanii konsultacji. Obywatel Zjednoczonego Królestwa ma pełny dostęp do informacji publicznej, także tej legislacyjnej. Z kolei władze lokalne, kiedy chcą uzyskać informację od mieszkańców, sięgają do internetowych „paneli obywatelskich”. Na ich stronach można wyrazić swoją opinię, oddać głos w jakiejś sprawie czy podyskutować. Przedstawiciele władzy wiedzą, że nie opłaca się tego nie robić. To praktyka brytyjskiego życia społecznego. Ostatnio nawet kluby piłkarskie pytają publicznie o zasadność przyszłego użycia na boiskach sztucznej nawierzchni – która obecnie jest zakazana.

W Chelmsford przygotowywano się do procesu konsultowania planów zagospodarowania przestrzennego, organizując najpierw działania informacyjne i zachęcające, które pokazywały mieszkańcom, że mają wpływ na życie ich okolicy. Prowadzono dyskusje eksperckie, w czasie których przedstawiano merytoryczne aspekty przedsięwzięcia. Uruchomiono portal internetowy. Ostatecznie, dzięki tym wielopłaszczyznowym działaniom, opracowano regionalne plany zagospodarowania przestrzennego, które stanowią podstawę dla wszystkich inwestycji w mieście do roku 2021.

Przykładem wzorowo zorganizowanych konsultacji były również londyńskie prace przygotowawcze do budowy linii tramwajowej West London Tram, planowanej na długości 20 km i biegnącej od dzielnicy Sheperd’s Bush w zachodnim Londynie do dzielnicy Uxbridge. Szczegółowo pytano mieszkańców ulic leżących przy planowanej inwestycji o ich niepokoje, sugestie dotyczące zmian projektowych, wielokrotnie organizowano akcje informacyjne i badania fokusowe. Dostosowano końcowy projekt do uwag obywateli, a potem przedstawiono im go w tej wersji do opinii. I znowu konsultowano. Czyniono to wieloetapowo i – co ważne – badania odbywały się na początku drogi, a później były wielokrotnie powtarzane. Mało tego, problem dotyczył w ogóle kwestii: czy linię tramwajową budować, czy też nie.

Ponadto znakomicie zaplanowano metody badawcze, by poznać przyczyny stosunku mieszkańców do projektu i starano się jak najszerzej ogarnąć całą, zainteresowaną przedsięwzięciem społeczność . Prowadziły ten niełatwy dialog profesjonalne firmy. Nie miało miejsca upraszczanie wyników, czy dopasowywanie ich do już podjętych decyzji. Osoby odpowiedzialne za wdrożenie tego projektu podjęły decyzję o jego rozpoczęciu dopiero w momencie, gdy zdobyły pełną wiedzę na temat potrzeb i lęków tych, którym ów projekt miał służyć. W ten sposób usprawniono miasto i nie stracono publicznych pieniędzy.

Francuskie dobre praktyki

Francuski „Przewodnik dobrych praktyk” określa sposoby komunikowania się z odbiorcami usług. Zwraca uwagę na konieczność wykorzystywania w tym procesie różnorodnych form: ankiet, wywiadów, zebrań, spotkań z przedstawicielami instytucji, konsultacji prowadzonych w wielu środowiskach, także za pośrednictwem systemu skarg. Podkreśla się w tymże kompendium nawet, iż cisza w kontaktach z beneficjentami może dowodzić – nie wydajności instytucji, ale nieumiejętnego prowadzenia dialogu z odbiorcami i wykluczania ich z procesu decyzyjnego. Przyjmowanie krytycznych uwag uważa się za ważny aspekt procesu demokratycznego. W podręczniku zwraca się także uwagę, że konieczne jest stworzenie przez urząd odpowiedniej atmosfery, by obywatel mógł otwarcie wyrazić swój problem.

Podobne zasady są promowane przez „Kodeks dobrych praktyk udziału obywateli w procesie decyzyjnym”, przyjęty przez Konferencję Międzynarodowych Organizacji Pozarządowych w 2009 r. Aby bowiem obywatele partycypowali w procesie rządzenia, muszą mieć zaufanie do władzy, wynikające z uczciwych z nią interakcji.

Prawa tego kodeksu zostały zastosowane w Strasburgu, w którym burmistrz miasta i jego urząd zobowiązali się, że żadne decyzje nie będą podejmowane bez udziału mieszkańców. Inicjatywa ta nosi nazwę: „Wy również”. Aby zrealizować to ważne społecznie zadanie, utworzone zostały przy Radzie Miejskiej opiniotwórcze gremia demokratyczne: Rady Dzielnicowe, Młodzieżowa, ds. Seniorów, Ożywienia Gospodarczego, Doradztwa dla Cudzoziemców. Usprawniono dostęp do informacji. W Radach Dzielnicowych zasiadają osoby wybrane losowo spośród ochotników.

Nie jest to jedyne francuskie miasto, którego władze przyzwyczajają mieszkańców do udziału w podejmowaniu decyzji, konsultują swoje projekty jeszcze przed procesem decyzyjnym, uzyskując w ten sposób od obywateli informacje zwrotne. Francuzi mają realny wpływ na rozstrzyganie ważnych lokalnych problemów, a włączanie się w życie swoich – zwłaszcza małych – miejscowości, staje się zupełnie naturalne.

I my decydujmy razem

W Polsce konsultacje społeczne przeprowadza się z mocy prawa w ściśle określonych sytuacjach. Są one określone w samorządowych ustawach ustrojowych. Kiedy gmina zatwierdza plan zagospodarowania przestrzennego, gdy ulegają zmianie jej granice, gdy tworzy się – bądź likwiduje – nową jednostkę pomocniczą, sołectwo, gdy miejscowość zyskuje status miasta, gdy zamierza się zmienić nazwę gminy lub przenieść władze do innej miejscowości – wtedy obowiązkowo, zgodnie z ustawą, zarządza się konsultacje społeczne.

Ale powinno się to czynić także we wszelkich sprawach ważnych dla społeczności lokalnej. Mogą nimi być np. kwestie związane z ochroną środowiska naturalnego, czy fundamentalne dla istnienia gminy – sprawy budżetowe, strategia rozwoju czy likwidacja konkretnej szkoły.

I coraz częściej się to czyni. W wielu ośrodkach trwają obecnie prace nad projektami dotyczącymi tego, jaką przyjąć procedurę, uchwalając konsultacje. Bo warto zasięgnąć opinii również o tym, co mieszkańcy chcą konsultować. Pod koniec marca 2012 r. m.in. szczecińscy radni przyjęli taką uchwałę. Wywołała ona jednak duże kontrowersje, bo nie została skonsultowana … z organizacjami pozarządowymi.

Żeby dodać, trzeba odjąć

- Partycypacji obywatelskiej trzeba się uczyć, żeby w ten sposób uczyć się także odpowiedzialności za jakieś wspólne dobro, zbiorowe pieniądze. Jeśli coś chce się do budżetu dodać, z innej pozycji trzeba jakąś sumę zdjąć. A pytać mieszkańców można o wszystko, zwłaszcza, kiedy rozpoczyna się inwestycję – mówi o swoich doświadczeniach samorządowych jeden z twórców podręcznika dotyczącego konsultacji społecznych, dr Zbigniew Zychowicz. – W Warszawie w czasie prac renowacyjnych konsultowano nowy wygląd Parku Skaryszewskiego. Pytano mieszkańców, gdzie mają stać ławki, jaki mają mieć wygląd i kolor, jakie powinny się w parku znaleźć lampy. W tym samym mieście trwały konsultacje dotyczące nawierzchni ulicy, która miała zostać zamknięta dla ruchu drogowego. Kobiety odpowiedziały, że nie chcą w nawierzchni szczelin, bo te niszczą obcasy szpilek, inni postulowali zjazdy dla wózków inwalidzkich i dziecięcych. Okazało się, że pozornie prosta kwestia pokazała nowe zagadnienia, które pewnie nie przyszłyby do głowy twórcom projektu – kontynuuje rozmówca.

Na Śląsku i w Małopolsce burmistrzowie i marszałkowie pytają mieszkańców o ich przemieszczanie się i wybór środków transportu miejskiego czy autobusowego, bo zmienia się przecież struktura miast. Niektóre rejony ulegają wyludnieniu, w innych miejscach powstają wielkie nowe osiedla i konieczne jest poprowadzenie tam – nieistniejących dotąd – linii. Marszałkowie województw zapraszają do konsultowania przygotowywanych strategii rozwoju. W Biskupicach planuje się wybudowanie lądowiska dla ultralekkich obiektów latających, typu: balony, motolotnie, wiatrakowce, i burmistrz, chcąc wydać dobrą decyzję, zasięgnął opinii mieszkańców. Konsultacje w tej sprawie ruszyły w lutym.

W sprawie budowy odcinka obwodnicy wewnętrznej Szczecina zorganizowano spotkania z mieszkańcami – w stałym miejscu, takim, do którego można było łatwo dojechać i gdzie była szansa na łatwe parkowanie. Spotkania odbywały się w budynku na parterze, by było łatwo do niego dojść. Pora – po pracy. Młodzież miała możliwość wypowiedzi on-line, przeprowadzano też sondę uliczną.

– Mieszkańcy nie zawsze są kompetentni w konsultowanych problemach, dlatego zaprasza się do opiniowania również organizacje fachowców, w tym wypadku m.in. Stowarzyszenie Tramwajarzy, PTTK, Związek Przewodników Miejskich, Polski Związek Inżynierów i Techników, Związek Architektów Polskich. Z drugiej jednak strony, gdyby architekt opery w Sydney konsultował swój projekt szeroko, nie wiadomo, co by z tego wyszło – śmieje się Zbigniew Zychowicz. – I dlatego ogólne założenia konsultuje się z mieszkańcami, a szczegółowe – z fachowcami – dodaje.

Jak się uczyć aktywności?

Przede wszystkim działania partycypacyjne muszą być wspierane przez prawo. Trwają prace legislacyjne w tym zakresie, pojawił się prezydencki projekt ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w samorządzie oraz współdziałaniu gmin, powiatów i województw, który m.in. nakłada na administrację publiczną większe obowiązki w zakresie informowania obywateli o swoich inicjatywach. W listopadzie, po uwagach i wnioskach, w nowej wersji pojawił się on na stronie prezydenta. Jak mówi minister Olgierd Dziekoński: – Najważniejsze dla obywateli jest, po pierwsze, bycie poinformowanym, po drugie – możliwość wnioskowania o konsultacje.

Walczą, wdrażając swoje projekty, organizacje pozarządowe oraz Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. W ramach inicjatywy: „Decydujmy razem” aż 300 JST weźmie udział w szkoleniach, typu warsztaty czy wizyty studyjne i będzie wypracowywać narzędzia służące społecznemu dialogowi, a także uczyć się ich używać.

Jak natomiast zachęcić do aktywności przeciętnego obywatela? Na wsi jest łatwiej. Tu wszyscy doskonale wiedzą, jakie są aktualne potrzeby. W miastach – trudniej. Niemcy w Monachium szkolili konkretnych mieszkańców, podsuwali im wiedzę, zdarzało się, że finansowali nawet ich udział w warsztatach. Czasami losowano uczestników tych szkoleń z książki telefonicznej, występowano dla nich o urlop i zwracano koszty podróży. Przede wszystkim jednak we wszystkich opisywanych państwach uświadamiano ludziom, że naprawdę mają realny wpływ na ważne problemy swojej lokalnej społeczności, że opłaca się włączać w ich rozwiązywanie.

Konsultacje w Polsce – nowa jakość

Dzisiaj uczestniczą w konsultacjach zwykle instytucje, stowarzyszenia przedsiębiorców, NGO. Na siłę do decydowania nikogo zagonić się nie da. W ankiecie dotyczącej wewnętrznej obwodnicy miasta Szczecina wzięło udział jedynie 47 podmiotów, w tym 15 instytucji. Być może dlatego, żedo niedawna władza rzadko przejmowała się tym, co myślą ludzie. Stąd utrzymujący się w opowieściach typu „jedna pani – drugiej pani” tak powszechny zwrot: „oni to załatwili”, „oni są winni”. By zniknęła dychotomia podziału na „my” i „oni”, jeszcze trzeba poczekać. Ale, całe szczęście, widać już na horyzoncie jaskółki „nowego”.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY