Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 56.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 55.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 45.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 54.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 47.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 50.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 49.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 44.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 52.

Listopad 2012

Listopad 2012 (14)

poniedziałek, 26 listopad 2012 19:15

„Gminny Lider Recyklingu” promujemy Dobre Praktyki!

Napisane przez

Gminy ze sprawnie działającymi systemami selektywnej zbiórki śmieci, mogą zgłaszać opisy dobrych praktyk do Konkursu „Gminny Lider Recyklingu”.

Konkurs jest organizowany przez Fundację Promocji Gmin Polskich we współpracy z Serwisem Samorządowym Polskiej Agencji Prasowej.

Adresat: jednostki samorządu terytorialnego

Celem konkursu jest promocja dobrych przykładów zorganizowania systemów selektywnej zbiórki i zagospodarowania odpadów na potrzeby recyklingu. Konkurs adresowany jest do gminnych jednostek samorządu terytorialnego z terenu całej Polski.

Przedmiotem Konkursu są opisy proekologicznych przedsięwzięć w gospodarce odpadami komunalnymi, które mogą być nadsyłane do organizatora przez urzędy gminne. Konkurs dotyczy przedsięwzięć realizowanych aktualnie, lub już zrealizowanych na terenie danej gminy. 

Opiszmy, co robimy, na formularzu konkursowym

Na stronie internetowej www.odpadywgminie.pl prezentowane są co miesiąc dobre przykłady organizacji selektywnej zbiórki odpadów. Udział w Konkursie jest nieodpłatny, a w wyniku jego realizacji w czerwcu 2013 r. zostaną wyłonione zwycięskie gminy. Opisy przedsięwzięć ekologicznych powinny być przygotowywane przez lokalne podmioty publiczne, również we współpracy z organizacjami społecznymi i prywatnymi - jak organizacje społeczno-ekologiczne, szkoły, ośrodki kultury, parafie, lokalne przedsiębiorstwa a także dziennikarzy i osoby prywatne. Opisy dobrych praktyk powinny być przygotowane na formularzu, dostępnym na stronie internetowej projektu. Konkurs potrwa do czerwca 2013 r. Wtedy też nastąpi jego uroczyste rozstrzygnięcie i wręczenie laureatom statuetek Gminnego Lidera Recyklingu.

Szkolenia e-learningowe

Równolegle do konkursu, prowadzone są w ramach projektu nieodpłatne szkolenia e-learningowe „Gmina dla Recyklingu” dla pracowników administracji publicznej. W październiku br. rozpoczęła się druga edycja tych szkoleń, która potrwa do czerwca 2013 r. Zapisy na szkolenia przyjmowane są w trybie ciągłym na e-platformie szkoleniowej  www.odpady.ews21.pl

W ramach dostępnych dwunastu modułów tematycznych można zadawać pytania ekspertom gospodarki odpadami. Zarówno konkurs, jak i szkolenia realizowane są w ramach projektu edukacyjnego Fundacji Promocji Gmin Polskich pt. „Gminy Lider Recyklingu”, dofinansowanego ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach Programu Edukacji Ekologicznej. Nad realizowanym projektem patronat objęło Ministerstwo Środowiska.

Poniżej prezentujemy kilka przykładów dobrych praktyk selektywnej gospodarki odpadami w gminach (Milanówek, Ujsoły, Nieporęt, Czorsztyn), zebranych w ramach projektu i  prezentowanych na stronie www.odpadywgminie.pl

 

 

MILANÓWEK
Segregacja od szesnastu lat
Priorytetem w ramach edukacji odpadowej w gminie Milanówek było wprowadzenie społeczeństwa w zasady działania systemu selektywnej zbiórki odpadów. Dlatego też już od 1993 r. miasto kompleksowo informuje wszystkich mieszkańców o sposobach postępowania z odpadami i konieczności ich segregowania "u źródła". Gmina Milanówek rozszerzyła system selektywnej zbiórki, o zbiórkę odpadów niebezpiecznych: zużytych baterii, świetlówek, przeterminowanych leków poprzez rozstawienie specjalistycznych pojemników w wyznaczonych punktach na terenie miasta. Dodatkowo Gmina zapewnia wywóz zużytych opon, odpadów wielkogabarytowych, zużytego sprzętu AGD i RTV, płyt azbestowo-cementowych oraz liści (dwa razy w roku). Wychodząc naprzeciw  oczekiwaniom mieszkańców uruchomiony został w 2008 r. odpłatny punkt bioodpadów (przy ul. Turczynek), gdzie mieszkańcy mogą  za stosunkową niewielką opłatą  pozostawić worki z trawą czy liśćmi.
 
UJSOŁY
Kto segreguje ten zyskuje
Mieszkańcy gminy Ujsoly, położonej w powiecie żywieckim (woj. śląskie), którzy sumiennie segregują odpady, pod koniec roku mogą liczyć na dużą zniżkę opłaty za odbiór śmieci. Zgodnie z gminnym regulaminem utrzymania czystości i porządku każdy wytwórca i dostawca śmieci zobowiązany jest do segregowania odpadów stałych. Worki na odpady segregowane otrzymują bezpłatnie tylko mieszkańcy, którzy oddają prawidłowo posegregowane odpady (zgodnie z opisem na worku).  Jeżeli w bezpłatnym worku znajdą się inne odpady, nie zostanie on odebrany. Worki należy wystawić przed własną posesją na trasie przejazdu przewoźnika. W przypadku braku oznakowania nieruchomości worki należy wyraźnie oznaczyć numerem posesji. Mieszkańcy, którzy będą prowadzili prawidłową segregację odpadów przez cały rok otrzymają rabat w czwartym kwartale nawet do 80% płatności za ten kwartał.
 
NIEPORĘT
Szkło, plastik, metal i papier oddzielnie
Na terenie gminy Nieporęt wdrożono selektywną zbiórkę odpadów komunalnych, tzw. „segregację u źródła”. Mieszkańcy bezpłatnie przekazują szkło, plastik, metal i makulaturę.
Wdrożony przez Urząd Gminy Nieporęt system selektywnej zbiórki odpadów komunalnych skierowany jest do mieszkańców z gospodarstw domowych, którzy posiadają podpisaną umowę na wywóz odpadów komunalnych (tzw. mieszanych) z dowolnie wybraną firmą.
Wszyscy uczestnicy selektywnej zbiórki otrzymują bezpłatnie worki 120 l w trzech kolorach, które odbierane są bezpłatnie, raz w miesiącu przez specjalistyczną firmę (zabierając zapełnione worki firma pozostawia puste na kolejny miesiąc). W gminie funkcjonują punkty odbioru segregowanych odpadów komunalnych. Można tam oddawać odpady komunalne posegregowane na cztery rodzaje: papier, metal, szkło, plastik, powstające w indywidualnych gospodarstwach. Urząd Gminy Nieporęt jest współorganizatorem akcji „Odpady segregujemy, bo Gminę Nieporęt czystą mieć chcemy!”, w której uczestniczą wszystkie gminne szkoły i przedszkola. W trakcie lekcji ekologicznych dzieci poznały zasady prawidłowej segregacji surowców wtórnych. Wieloletnią tradycję mają w gminie konkursy ekologiczne skierowane do dzieci i młodzieży, jak „Eko-Re-Akcja” i „Przetwory Śmieciory”.
 
CZORSZTYN
Wdrożyli segregację za unijną dotację
W 2010 r. samorząd gminy Czorsztyn pozyskał unijne pieniądze na wprowadzenie na swoim terenie systemu selektywnej zbiórki odpadów. Dotację pozyskano z Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego w 2010 r. Wartość całkowita przedsięwzięcia wyniosła ponad 855 tys. zł, w tym dofinansowanie 721 tys. zł. W ramach projektu pn. „Wdrożenie systemu selektywnej zbiórki odpadów na terenie Gminy Czorsztyn” przewidziany był zakup niezbędnego sprzętu, w tym samochodu do selektywnej zbiórki odpadów i piętnastu kontenerów umożliwiających segregację szkła, plastiku i makulatury. Dla mieszkańców wydano broszurę ze wskazówkami dotyczącymi prawidłowego gospodarowania odpadami, a dla młodszych przeprowadzono konkurs wiedzy na ten temat. Rysunki o tematyce ekologicznej, prace uczniów uczestniczących w konkursie „Segreguj odpady” ozdobiły nowo zakupioną śmieciarkę. Na terenie Gminy Czorsztyn w sposób selektywny zbiera się papier i tekturę (zbiórka organizowana jest przez szkoły, Zakład współpracuje przy odbiorze), szkło białe i kolorowe, (według harmonogramu), tworzywa sztuczne, (według harmonogramu), metale i odpady wielkogabarytowe (na zgłoszenie), baterie (w szkołach i sklepach).
poniedziałek, 26 listopad 2012 18:53

Lokalne drogi to wyzwanie dla samorządów

Napisane przez

Stan polskich dróg budzi niepokój, a nierzadko i trwogę. Ponad 50 procent dróg zarządzanych przez samorządy gminne wymaga gruntownego remontu.

Odnowić należałoby nawierzchnie, chodniki czy rowy odwadniające.

W Projekcie Strategii Rozwoju Transportowego do 2020 r. stwierdza się m.in., że sieć utwardzonych dróg wzrosła w latach 2000-2010 o 9,6 proc, podczas gdy PKB - o ponad 46 proc. Natomiast liczba pojazdów silnikowych zwiększyła się aż o ponad 63 proc.

Drogi lokalne – prawdziwe wyzwanie

Warto sobie uzmysłowić, że łączna długość dróg gminnych wynosi blisko 210 tys. km, z czego nawierzchnię utwardzoną ma ok. 100 tys. kilometrów dróg. Stanowi to  55 proc wszystkich dróg publicznych w naszym kraju. W świetle tych liczb oczywistym jest, że drogi lokalne są na dzisiaj i w dalszej perspektywie  prawdziwym wyzwaniem, zwłaszcza dla ich gospodarzy, czyli  samorządów. W realizacji tego wyzwania  liczy się każdy sojusznik, każda dobra inicjatywa i dobry pomysł.

Sprawa najważniejsza – środki

Realizując przedsięwzięciazwiązane z warunkami przyśpieszenia rozwoju lokalnego, przekonujemy się, że podstawowym problemem są dla samorządów realne możliwości wygospodarowania czy też pozyskiwania środków inwestycyjnych. W przypadku lokalnej infrastruktury drogowej sporo już osiągnięto. Przykładem są tzw. schetynówki. Ale jest to oczywiście kropla w morzu potrzeb. Gminy mają dzisiaj do dyspozycji różne możliwości pozyskania z zewnątrz środków na realizację projektów drogowych. Wśród nich dominują dwa: dofinansowanie ze środków europejskich w ramach regionalnych projektów operacyjnych oraz dofinansowanie z pieniędzy Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych. Niestety w obecnej edycji tego Programu o środki dla gmin będzie dużo trudniej.

W latach 2013-2015 – zgodnie z nowym programem – rząd ma przekazać samorządom 3 mld zł (po miliard w każdym roku). Samorządy chcące skorzystać z dotacji budżetowej będą oczywiście musiały przeznaczyć środki własne na planowane w tej dziedzinie inwestycje. Tak czy inaczej środków potrzebnych na rozwój i modernizację dróg – wobec ogromnych potrzeb – nigdy nie będzie za wiele i trzeba będzie się liczyć z każdą złotówką. Możliwości zapewnienia potrzebnych środków tworzą w tej sytuacji: właściwe planowanie, dobry harmonogram od projektu do wykonania inwestycji, optymalna organizacja robót oraz – chyba w największym stopniu – dobre, nowoczesne technologie, gwarantujące wysoką jakość i znaczne oszczędności.

Szanse w technologiach i optymalizacji procesów

Z praktycznych samorządowych doświadczeń wynika, że sukces lokalnych władz samorządowych, w przypadku projektowania i realizacji inwestycji drogowych był tym większy, im znaczniejsze było oparcie się na profesjonalnych, nowoczesnych i kompleksowych ofertach, uwzględniających aktualne realia oraz faktyczne możliwości konkretnych samorządów, zwłaszcza mniejszych.

Naprzeciw tym potrzebom wychodzi m.in. kompleksowy program „EkoDroga Samorządowa”, wdrażany przez partnerów Fundacji Promocji Gmin Polskich - Konsorcjum Budowy Dróg Ekologicznych „WAPEKOM”. Powodzenie konferencji pod tym tytułem, która odbyła się 5 listopada w Lublinie i której gospodarzem był Marszałek Województwa Lubelskiego Krzysztof Hetman, stało się zachętą do kontynuowania programu w innych województwach.

Ważna wiedza

Rolę koordynatora w promowaniu i upowszechnianiu wiedzy o możliwościach przyśpieszenia w procesach modernizacji i budowy dróg gminnych przyjęło na siebie powstałe właśnie Centrum Inicjatyw Gospodarczo-Ekologicznych (CIGE). Centrum, funkcjonujące w formule zespołu zadaniowego Fundacji, przygotowuje aktualnie szczegółową koncepcję i harmonogram konferencji regionalnych. Do zainteresowanych środowisk samorządowych dotrą w najbliższym czasie konkretne propozycje programowe, wydawnictwa i oferty, także edukacyjne, wykorzystujące możliwości prowadzonej przez Fundację platformy e-learningowej. Z początkiem przyszłego roku zainaugurowany zostanie cykl regionalnych konferencji, przedstawiających najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia interesów samorządowych możliwości zdynamizowania działań związanych z modernizacją i budową dróg lokalnych.  

poniedziałek, 26 listopad 2012 18:31

POLSKA HISTORIA ŚMIECI: ODPADY NAGMINNE

Napisane przez

Bardzo dawno, po dojrzałym namyśle, ułożyłem sobie prywatny katalog rzeczy niemożliwych. Następnym krokiem było uporządkowanie go w formę rankingu.

Czołowe pozycje zajmują w nim sprawy związane z polskimi procedurami legislacyjnymi, w stosunku do których dojście do elementarnego choćby ładu widzi się niemożliwym. Podobnie jest z owocami owych procedur - nader szczodrze stanowionym prawem. Z tą szczodrością jest trochę tak, że obdarowani, adresaci, nie czują się z tym dobrze, zaś liczba tych, którzy rzecz nazywają „legislacyjną biegunką” rośnie w geometrycznym postępie.

Katalog katalogiem, ranking rankingiem, aliści sprawa jest poważna, bowiem wyłania się z obu nadzwyczaj niepokojący obrazek nazbyt lekkiego, po stronie legislatorów, podejścia do kilku wymogów, wynikających, choć pośrednio, z Konstytucji RP. Dwa z nich, ściśle zresztą z sobą powiązane, zasługują na szczególną uwagę. Mowa, jak nietrudno zgadnąć, o konsultacjach społecznych i ocenach skutków regulacji (OSR).

W stronę prawnego ładu

Całkiem niedawno można było przeczytać na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości interesujący tytuł: „Deregulacja i proces stanowienia prawa – profesjonalizm, partycypacja, przejrzystość” – konferencja Ministerstwa Sprawiedliwości. Powiada się w tym budzącym nadzieję materiale, że:

„(...)Wśród zagadnień, nad którymi obecnie trwają prace w zakresie reformy rządowego procesu legislacyjnego i o których rozmawiano w trakcie dzisiejszej konferencji są: 1) kwestia przejrzystości procesu legislacyjnego, począwszy od etapu pre-legislacyjnego, poprzedzającego powstanie założeń i projektów ustaw; 2) kwestia konsultacji społecznych i udziału interesariuszy w stanowieniu prawa; 3) problem rzetelności i metodologii oceny skutków regulacji, zarówno przed wprowadzeniem nowych przepisów, jak i po pewnym okresie ich funkcjonowania”.

Być może na radość za wcześnie, jeśli jednak miałoby to oznaczać pierwszy krok ku ładowi w stanowieniu prawa w Polsce, może warto poświęcić trochę czasu na pracę nad czymś, co wydawało się mrzonką zrodzoną z tęsknoty za normalnością.

Nie przypadkiem sięgam po „normalność”, bo trafiłem przed kilku dniami na tekścik, który dzisiejszy stan naszej legislacji nazywa „paranoją w tworzeniu polskiego prawa”, zaś wagi krytycznej wypowiedzi przydaje fakt, że autorką określenia jest pani Prezes Polskiego Towarzystwa Legislacji. Ewa Polkowska, której znajomości przedmiotu odmówić nie sposób. Coś jest na rzeczy, chociaż pamiętam, że uważany za ojca nowoczesnej polskiej psychiatrii profesor Antoni Kępiński napisał: „Paranoja jest to logiczny system urojeń”. Przystając na zapożyczone do legislacji określenie trzeba by więc przyznać również, żealbo mamy do czynienia z osobliwym gatunkiem logiki albo, nie wiem, co gorsze, z niebezpiecznym urojeniem nieomylności legislatorów, którzy - za nic mając wagę społecznych konsultacji, regulują z zapałem wszystko, co im się pod rękę (pióro) nawinie.

Zebrało mi się na płacz przy lekturze pewnych wytycznych, które we wstępie komentują tę katastrofę szalenie wykwintnym językiem. Napisano tam otóż, że:

„Aktywność legislacyjna w Polsce charakteryzuje się dużą Intensywnością, (…..)  wciąż utrzymuje się wysoki wskaźnik tworzenia prawa - na poziomie jednej ustawy na dzień roboczy”.

Śmieciowy bubel

Trudno się więc dziwić, że przy takiej wydajności (intensywności) – jedna ustawa dziennie – trafia się, szkoda że coraz częściej, prawdziwy bubel. To, że się trafia to jeszcze pół biedy. Gorzej, że trafia w „interesariuszy” (gdzie jesteś Rado Ochrony Języka Polskiego?), których coraz częściej trafia szlag, kiedy dosięgają ich skutki obficie wytwarzanych arcydziełlegislacyjnej sztuki.

Chciałbym uniknąć zarzutu gołosłowia, wobec czego trzeba mi do konkretów.

Pierwszym, który przyszedł mi na myśl, z uwagi na towarzyszący sprawie rozgłos, jest przykład znowelizowanej ustawy, powszechnie, pewnie nie bez podstaw, nazywanej śmieciową. Podniosła się wrzawa, której z wszelką pewnością można było uniknąć, gdyby dochowano przewidzianego prawem obowiązku społecznych konsultacji i rzetelnie oceniono skutki (znów OSR!!). Chyba, że wrzawę potraktować jako konsultacje, tyle, że wówczas należałoby się w nią wsłuchać uważnie. Komplementów nie dosłyszałem. Inwektywy owszem i pewnie można by ich uniknąć, gdyby w miejsce dość arbitralnych działań, problem rzetelnie skonsultowano i poddano rzetelnemu badaniu skutki.

Nie poprawia napiętej sytuacji powoływanie się na unijne dyrektywy, bowiem, nie po raz pierwszy zresztą, uważna ich lektura wskazuje, że sztywna „implementacja” rozmija się z literą i intencją wspólnotowych przykazań. Tu propozycja – warto, proszę legislatorów, popracować nad, rzadką ponoć u Polaków, umiejętnością czytania ze zrozumieniem.

W kręgu przetargowych przymusów

Tak więc, z inicjatywy Ministerstwa Ochrony Środowiska zobowiązano gminy do zorganizowania odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości o czym mówi art. 6c ust. 1 ustawy z 1 lipca 2011 r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw. Na tym nie koniec, bowiem art. 6d ust. 1 ustawy zobowiązuje wójta (burmistrza, prezydenta miasta) do przeprowadzenia przetargu na odbieranie lub odbieranie i zagospodarowanie odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości, na których zamieszkują mieszkańcy lub/oraz właścicieli nieruchomości, na których nie zamieszkują mieszkańcy, a powstają odpady komunalne, jeżeli Rada Gminy podejmie w tej sprawie stosowną uchwałę.

Do przetargów, o których mowa, stosować należy przepisy Prawa zamówień publicznych, skąd ma wynikać, że spółki z udziałem gminy mogą odbierać odpady komunalne od właścicieli na zlecenie gminy w przypadku, gdy zostały wybrane w drodze przetargu. Co więcej, należąca do obowiązków gminy organizacja odbioru odpadów komunalnych na jej terenie i sam odbiór winien być realizowany przez podmioty wybrane wedle przepisów Pzp, zaś spółki komunalne mogą prowadzić tę działalność wyłączniewtedy, gdy zostaną wyłonione w trybie przetargowym.

Zbliżamy się z wolna do sedna sprawy, którym jest, z nieznanych (i niekonsultowanych) powodów zapisany w ustawie przetargowy przymus, choć rzecz, jak się niebawem okaże, nie jest do końca jednoznaczna.

Perspektywa kosztów

Z moich doświadczeń, zgromadzonych podczas pełnienia funkcji pełnomocnika krakowskiego wojewody ds. zamówień publicznych wynika, że poddanie konkurencyjnym procedurom zadań wykonywanych wcześniej przez wewnętrzne, gminne podmioty, przyniosło zaskakujące rezultaty. Rynek okazał się w szeregu przypadków tańszy, skąd płynie wniosek, że sprawie warto się przyjrzeć z perspektywy kosztów, rozumianych szeroko. Pośrednich i bezpośrednich, krótkoterminowych i bardziej w czasie odległych. To wymaga drobiazgowej analizy, znów powiązanej z konsultacjami i oceną skutków, ponieważ z ustawy o samorządzie gminnym wynika jasno, że dla wykonywania swych zadań gmina może tworzyć wyspecjalizowane jednostki organizacyjne. Powinna wszakże, we własnym interesie, skalkulować finansowe konsekwencje zastosowania przetargowych procedur lub ich pominięcia i móc tę decyzję podjąć samodzielnie, bez ustawowego przymusu.

Podmioty pod gminną kontrolą bez przetargu

Dotarliśmy w ten sposób do problemu zamówień in-house, a więc zlecania przez gminy realizacji zadań publicznych własnym spółkom komunalnym bez stosowania przetargowych trybów.

Rzecz była przedmiotem orzecznictwa sądownictwa Wspólnot Europejskich.

Warto może wskazać konkretny przykład. Stanowisko Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS), w sprawie C- 107/98 Teckal, powiada wyraźnie, iż podmiot publiczny może zawrzeć umowę odpłatną z podmiotem trzecim, z pominięciem zastosowania konkurencyjnych trybów wyboru takiego podmiotu, w przypadkach gdy podmiot publiczny sprawuje nad wskazanym podmiotem kontrolę analogiczną do tej, jaką sprawuje nad własnymi służbami oraz gdy taki podmiot wykonuje zasadniczo swoją działalność na rzecz podmiotu publicznego lub podmiotów publicznych, które posiadają w nim udziały.

W podobnym kierunku zmierza wyrok z 11 sierpnia 2005 (sygn. akt. II GSK 105/05), w którym Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził m.in., że Pzp nie ma zastosowania do przypadków powierzania przez gminę utworzonej przez nią jednostce organizacyjnej wykonywania zadań użyteczności publicznej drogą aktu powołującego tę jednostkę. Identyczne tezy wyłaniają się z piśmiennictwa. Pewne wątpliwości interpretacyjne nie zmieniają faktu, że zarówno orzecznictwo ETS, jak i krajowe, prowadzi do wniosku, że zamawiający może zawrzeć umowę odpłatną z podmiotem trzecim, który jest obdarzony osobowością prawną, ale równocześnie jest kontrolowany przez tego zamawiającego, z pominięciem procedur przetargowych określonych w dyrektywach dotyczących zamówień publicznych. Umowa taka nie jest bowiem zamówieniem publicznym w rozumieniu dyrektyw.

Byle nie kosztem jakości

Pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że nazwana przeze mnie wcześniej wrzawą fala krytyki otworzy wreszcie oczy i uszy wysoko wydajnych legislatorów, że przywróci się konsultacjom społecznym należną im rangę, zaś oceny skutków regulacji w ważnych kwestiach nie będą kwitowane dalekimi od prawdy stwierdzeniami – regulacja nie wpływa na sytuację budżetu, nie wpływa na rynek pracy, konkurencyjność, przedsiębiorczość, rozwój gospodarczy i regionalny i takie tam różne. Po jaką biedę nam prawo, które na nic nie wpływa. Byłoby dobrze również, gdyby udało się w tych pozycjach, także uzasadnieniach, zakazać autorom jałowych opowieści o zbawiennych skutkach konkretnego aktu prawnego lub przepisu.

Niemożliwe? Być może, ale próbować trzeba.

Co się zaś tyczy tytułu, skwitujmy rzecz krótko – nagminnym zjawiskiem są związane z nadprodukcją szkody, których doznaje jakość. Teza w tym samym stopniu dotyczy produkcji prawa, jak i gwoździ papowych. W obydwu sytuacjach pojawiają się odpady.

W opisywanym przypadku poszkodowanymi mogą być gminy. Pewnie nie wszystkie, ale całkiem znaczna ich liczba. I źle się stało, że ich wcześniej nie wysłuchano. Konsultacje, konsultacje, konsultacje. Prawdziwe, nie symulowane albo lekceważone.

poniedziałek, 26 listopad 2012 18:27

KILKA MITÓW O KULTURZE W GMINIE

Napisane przez

Życie kulturalne w gminie często przekracza granice wyobraźni przeciętnego mieszkańca dużego miasta, który może iść do filharmonii czy do muzeum.

Nic się nie dzieje. Nieprawda

Kiedy okazjonalnie pytam mieszkańców odwiedzanej gminy o wydarzenia kulturalne, nader często słyszę odpowiedź „nic się nie dzieje.” Bywa, że komuś coś się przypomni, np. występ znanego zespołu muzycznego, ale zaraz dodaje, że to było dawno. Wystarczy jednak poczytać plakaty rozwieszone w mieście czy tablicę ogłoszeń w Urzędzie Miasta i Gminy, a już przegląd w Internecie rocznych planów z zakresu kultury w kilku gminach może przyprawić o zawrót głowy. Odbywają się najróżniejsze wystawy, spotkania poetyckie, koncerty i konkursy recytatorskie, imprezy kulinarne i sportowe, działają dyskusyjne kluby filmowe i kursy wykonywania biżuterii.  

Autorami twierdzenia „nic się nie dzieje” bywają najczęściej ci, którzy tak naprawdę nie są zainteresowani udziałem w koncercie czy spotkaniu z pisarzem. Być może oferta animatorów kultury nie trafia w potrzeby ewentualnych zainteresowanych lub działalność kulturalna nie ma skutecznej promocji. Zawsze jednak taka odpowiedź powinna skłaniać do refleksji.

Kultura tylko w Ośrodku Kultury. Nieprawda

Gminny Ośrodek Kultury czy Centrum Kultury to nie jedyny podmiot prowadzący działalność kulturalną. W wielu gminach miejscem wydarzeń kulturalnych staje się także gminna biblioteka i jej filie, ośrodek sportowy, Koło Gospodyń Wiejskich, kino, teatr, księgarnia, muzeum albo izba regionalna, galeria lub salon artystyczny, ognisko artystyczne czy świetlica.

Jak wynika z wielu badań, w gminach najwięcej jest właśnie świetlic i klubów. W niewielkiej gminie taki właśnie ośrodek kultury organizuje nie tylko wystawy, festyny, koncerty, ale także imprezy związane z obchodami świąt państwowych.

Natomiast w środowisku miejskim kulturą zajmuje się kilka różnych instytucji, takich jak: opera, filharmonia, kina, teatry, muzea, a duże plenerowe imprezy są prowadzone przez zespoły fachowców.

Więcej ofert dla seniorów niż dla młodych. Nieprawda

Na wsi czy w małym miasteczku wiejska świetlica jest naturalną przestrzenią spotkań. Bywa, że to jedyne miejsce, do którego można zaprosić większą grupę gości. W Lisim Polu (zachodniopomorskie) w świetlicy odbywają się imprezy z okazji osiemnastych urodzin młodych mieszkańców.

Gminne Ośrodki Kultury to dziś w większości miejsca, gdzie młodzi mogą rozwijać swoje zainteresowania i talenty. Zespoły wokalne i orkiestry dęte to niemal standard. Np we Lwówku działa także grupa choreograficzna, tzw. pomponistki, które towarzyszą występom plenerowym orkiestry dętej. W innych ośrodkach prowadzone są kursy robienia witraży czy batiku. Istnieją koła plastyczne, komputerowe, turystyczne, taneczne, teatralne.

Oferta gminnego Koła Gospodyń Wiejskich na pewno zainteresuje smakoszy dobrego jedzenia - w różnym wieku. Często zdarza się, że panie zapraszają np. na degustację pierogów. Liczne w gminach zespoły artystyczne pieśni i tańca ludowego, kapele ludowe (często z wieloletnim stażem i uznanym dorobkiem) to nie miejsca wyłącznie dla seniorów. Obecność w nich ludzi młodych jest często wyrazem potrzeby poznania tego, co można nazwać poczuciem emocjonalnej więzi ze środowiskiem. I w wielu gminach właśnie tak jest.

Większość wybiera festyn. Prawda

Tak wynika z publikacji podsumowującej projekt badawczy „Rola instytucji kultury w społecznościach wiejskich”, dofinansowywany ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach „Obserwatorium kultury”, w którym zajęto się rolą instytucji kultury na przykładzie gminy Mielnik w województwie podlaskim.

Festyny, jarmarki, festiwale, święta … - w każdej miejscowości inne, o innym charakterze i wciąż nowe. W gminie Chojna w tym roku po raz pierwszy zorganizowano „Festiwal Święto Zupy. Polsko-Niemieckie Wielkie Gotowanie”. Od lat w Trzebiatowie obchodzi się „Święto kaszy”, w Kaliszu Pomorskim – „Święto kiszonego ogórka”. W miejscowym jeziorze, zwanym ogórkowym, co roku tradycyjnie zatapiane są beczki z tegorocznymi ogórkami i jednocześnie wyławiane beczki z ubiegłorocznego kiszenia. Licznie zgromadzeni amatorzy kiszonych ogóreczków mogą na miejscu sprawdzić smak tego specjału.

Gminna impreza plenerowa to okazja do spotkania znajomych z innej wioski, spędzenia czasu wolnego podczas weekendu. Wspólna zabawa łączy nawet nieznajomych. Często organizator takiego festynu dba o dojazd mieszkańców z odległych miejscowości, co nie jest bez znaczenia dla mniej mobilnych mieszkańców. Wbrew pozorom lubimy być razem, mieć poczucie wspólnoty podczas, np. „Dni naszej gminy”, kiedy gra kapela ludowa czy zespół rockowy, otaczają nas wokoło kiermasze plonów, zapachy z grilla i możemy obserwować konkursy dla najmłodszych.    

Liczy się pomysł. Prawda

Pomysłowość animatorów kultury bywa imponująca. Cenny jest fakt, że pomysł przyjęty do realizacji staje się pochodną oczekiwań i potrzeb mieszkańców. To warunek, by zaplanowana impreza miała wielu uczestników i budowała poczucie lokalnej tożsamości.

Szachowe Mistrzostwa Barlinka zainspirowane zostały faktem, że w tym mieście urodził się Emanuel Lasker (1868-1941), przez 27 lat drugi mistrz świata w szachach. Był matematykiem, filozofem, brydżystą. Zmarł w Nowym Jorku.

W tym roku w Wolinie odbył się XVIII Festiwal Słowian i Wikingów. Dziś jest to jedna z największych w Europie impreza tego typu. W tym roku zjechało się na nią ponad 1500 Słowian i Wikingów z całego świata. Byli Australijczycy, Amerykanie i mieszkańcy Nowosybirska. Oprócz średniowiecznych rzemiosł, które podziwiano przez trzy dni trwania festiwalu, mężczyźni zaprezentowali się w widowiskowej bitwie. Festiwal odwiedziło ponad 30 tysięcy turystów.

18 lat temu o tej imprezie wiedziało niewielu i niewielu w niej uczestniczyło. Po latach ogromne zainteresowanie tym niezwykłym festiwalem pokazuje, że pasja jego organizatorów niemal „zaczarowała” widzów, których coraz więcej każdego kolejnego roku przyjeżdża z Polski i całego świata.

Mity o kulturze w gminie należy odkłamać. Dzięki ludziom pracującym w najróżniejszych gminnych placówkach edukacyjnych i sportowych, kulturalne życie w gminach nie ma jednorodnego wymiaru. Najłatwiej jest powiedzieć, że „nic się nie dzieje”.

Życie kulturalne w gminie często przekracza granice wyobraźni przeciętnego mieszkańca dużego miasta, który może iść do filharmonii czy do muzeum, ale nie jest pewien, czy mu się chce. I często nie idzie. Frekwencja na prowadzonych w małych miejscowościach zajęciach w kółkach zainteresowań, gminnych konkursach grzybiarzy, wędkarzy czy na kursach batiku jest proporcjonalnie większa niż na podobnych, niszowych imprezach w dużych miastach.

Koszty organizowania działalności kulturalnej w gminach i kreatywność animatorów kultury pracujących w gminnych placówkach oświatowych, to jednak temat na zupełnie inny tekst. 

poniedziałek, 26 listopad 2012 18:12

Gniezno: Budujemy tożsamość i promujemy miasto

Napisane przez

Starosta gnieźnieński Dariusz Pilak w rozmowie z Magazynem Samorządowym "GMINA" komentuje obecną dyskusję o sensie istnienia polskich powiatów.

Wywiad ze Starostą Gnieźnieńskim – Dariuszem Pilakiem

GMINA: Dziesięć lat po wprowadzeniu reformy samorządowej coraz częściej powątpiewa się w sens istnienia powiatów. Internauci powtarzają na forach internetowych, że są one zbyt drogie i powinny oddać kompetencje gminom. Czy istnieją takie zadania, których gminom przekazać się nie da?

DARIUSZ PILAK: Cechą szczególną powiatów jest ponadgminność. Nie chodzi tu oczywiście o zależność podległości, ale uzupełnienie pewnych kompetencji, których gmina nie jest w stanie samemu udźwignąć. W wielu dziedzinach wspieramy gminy i instytucje, które działają na ich terenach. Powstają boiska, szkoły, szpitale, drogi, obiekty kulturalne i wiele innych. Wspieramy również działania z zakresu pomocy społecznej – w tej dziedzinie można powiedzieć chociażby o pieczy zastępczej znajdującej się w kompetencjach Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Dzięki regulacjom administracyjnym, wśród „narzędzi” (jeśli można to tak określić), w które powiat został wyposażony są inspekcja sanitarna, weterynaryjna i wiele innych. Zespalają one i koordynują działania związane ze zdrowiem i bezpieczeństwem na większych obszarach niż byłaby to w stanie zrobić gmina.

Czyli taka maxi gmina?

Gminy wykonują te zadania, z których jako wspólnoty samorządowe wywiążą się najlepiej. Ustawa o samorządzie gminnym wprowadza przecież pojęcie domniemania kompetencji gmin. Jednak – zgodnie z konstytucyjną zasadą pomocniczości – tam, gdzie kończą się możliwości gmin w zakresie skutecznego zaspokojenia potrzeb mieszkańców, tam wkracza powiat. Upraszczając, można powiedzieć, że powiat pilnuje pewnego powierzonego mu obszaru całościowo, nie cząstkowo, dlatego jest on niezbędny i konieczny do sprawnego funkcjonowania samorządu terytorialnego.

Ale gdzie wobec tego wkracza powiat? W jaki sposób strategia rozwoju powiatu gnieźnieńskiego wspiera działania gmin?

Odnawiamy szlaki turystyczne, modernizujemy szpital, który służy wszystkim mieszkańcom powiatu, wspieramy oświatę, także w projektach unijnych, i przede wszystkim budujemy naszą tożsamość jako miejsca, w którym zrodziło się państwo polskie.

W tym miejscu trzeba wspomnieć o naszym wielkim projekcie „Tu powstała Polska”, który promuje naszą piastowską historię już nie tylko na naszych terenach, ale także w całej Polsce. Pracujemy również nad nową formułą Szlaku Piastowskiego. W tej chwili nasz Szlak zyskał certyfikat za najlepszy produkt turystyczny Polskiej Organizacji Turystycznej, co pokazuje jak cenne jest to przedsięwzięcie i ważne w stosunku do mapy turystycznej kraju. W konsekwencji doprowadzi to również do rozwoju poszczególnych miejscowości w gminach – przypomnimy i zmodernizujemy pewne atrakcje, które mają jeszcze bardziej przyciągnąć turystów, co przyczyni się do rozwoju lokalnego biznesu.

Staramy się również napędzać gospodarkę powiatu. Pracujemy nad pomysłem strefy gospodarczej, dostrzegamy działania lokalnych przedsiębiorców i promujemy je dalej. To tylko niektóre z obszarów naszej pracy.

Mamy niemal czterysta powiatów w Polsce. Wielu polityków, a także przeciętnych ludzi, uważa, że to za dużo i przynajmniej część powiatów należałoby zlikwidować, bo powiaty nie realizują swoich zadań albo wręcz „przeszkadzają” obywatelom. Kiedy taka sytuacja ma miejsce?

To nie moja rola – oceniać, czy powiatów jest zbyt dużo, czy nie. Z pewnością są one potrzebne. Myślę jednak, że podział administracyjny państwa nie jest przypadkowy. Kształt reformy administracyjnej był poparty odpowiednimi badaniami i dyskusjami. Powiaty w Polsce są bardzo zróżnicowane ze względu na wielkość ich terytorium i liczbę mieszkańców.

Wypowiadając się w kontekście naszego regionu muszę powiedzieć, że podczas konwentów starostów spotykam się z włodarzami powiatów całej Wielkopolski, a czasami nawet spoza naszego województwa. Każdy z nas ma zadania, które realizuje i cały czas mamy dużo pracy, co pokazuje, że nasze działania są potrzebne. Myślę, że dyskusja o tym czy powiat komuś przeszkadza czy nie, jest dyskusją mającą podteksty polityczne. Dotyczy to zarówno poziomu kraju, jak i poszczególnych regionów. Musimy jednak pamiętać, że my jesteśmy samorządowcami mającymi wspierać działania mieszkańców, którymi się opiekujemy. Idea samorządności powinna być nam najbliższa, nie polityka sama w sobie. Jeśli popatrzymy przez pryzmat dbania o lokalne społeczeństwo, pracy na rzecz zaspokajania jego potrzeb, problem zbyt dużej ilości powiatów znika.

Jak Pan ocenia obecny system finansowania powiatów? Jak wyglądają dziś możliwości pozyskiwania własnych środków?

Żyjemy w czasach kryzysu gospodarczego – i powiaty również muszą się z nim zmierzyć. Nasze budżety są coraz mniejsze, a zadań do realizacji ciągle przybywa. Codziennie musimy radzić sobie z pokonywaniem trudności nie tylko administracyjnych, ale także finansowych. Staramy się jednak patrzeć optymistycznie w przyszłość. Korzystamy z funduszy unijnych, wspieramy także lokalne inicjatywy, próbujące pozyskiwać środki na swoje zadania. W ten sposób posuwamy się do przodu.

Choć oczywiście nie brakuje wyrzeczeń. Są rzeczy, które chciałoby się zrealizować, ale z powodu tak uszczuplanego budżetu i większych zadań na razie jest to w sferze marzeń.

Ostatnio do Sejmu trafiła inicjatywa obywatelska zainicjowana przez wspólnoty samorządowe „Stawka większa niż 8 MLD”, w ramach której mówimy o konieczności zmian w finansowaniu naszych budżetów. Ta propozycja pokazuje między innymi  w jaki sposób w samorządach przywrócić równowagę finansową oraz racjonalnie rozdzielać środki budżetowe tak, aby zadania samorządów, których jest coraz więcej, mogły być bezpiecznie i stabilnie realizowane. Projekt został poparty przez ćwierć miliona obywateli, czyli znacznie więcej niż przewiduje ustawa, co pokazuje, iż jest to problem istotny, nad którym parlament musi się pochylić.

Na czym powinien być oparty silny i przydatny obywatelom powiat?

Przede wszystkim w dobrym zarządzaniu i dobrze opracowanej strategii. Jeśli prowadzi się zrównoważoną i racjonalną politykę finansową połączoną z wykorzystaniem potencjału gospodarczego, turystycznego i kulturowego danego regionu, to można odnieść sukces. Trzeba jednak pamiętać, że muszą to być działania długofalowe.

Rozmawiał: Mariusz Janik

poniedziałek, 26 listopad 2012 18:07

Powiaty w Polsce: szanse i zagrożenia

Napisane przez

Czy likwidacja 79 sądów rejonowych to pierwszy krok do likwidacji powiatów? Rząd zaprzecza, ale krok resortu sprawiedliwości ożywił burzliwy spór. Dyskusja o sensie istnienia powiatów oraz spekulacje o ich demontażu tliła się jednak od wiosny.

Plotki o planach likwidacji blisko osiemdziesięciu sądów krążyły od lutego, budząc obawy, że w ten zawoalowany sposób rozpoczyna się proces likwidacji powiatów, w których zlokalizowane były sądy. W październiku projekt ten nabrał kształtów: minister Jarosław Gowin podpisał stosowne rozporządzenie o zniesieniu 79 sądów i uczynienie ich oddziałami zamiejscowymi innych sądów rejonowych.

Resort zarzeka się, że kryterium likwidacji była liczba sędziów – sprawa dotyczy tych sądów, w których ich liczba nie przekracza 10. W zamierzeniu ma to być próba obniżenia kosztów funkcjonowania sądownictwa oraz skrócenia czasu rozpatrywania wpływających spraw. W debacie sejmowej szef resortu użył też argumentu, że dzięki temu rozporządzeniu zlikwidowane zostaną „lokalne układy”.

Projekt rozporządzenia wzbudził jednak powszechny opór – i to nie tylko w klubach PiS, Solidarnej Polski, SLD czy Ruchu Palikota, ale też w tworzących koalicję rządową PO i PSL. Ale największe obawy projekt Gowina wywołał w miastach powiatowych, gdzie zlokalizowane są przeznaczone do likwidacji sądy – powszechnie uważa się tam, że oznacza to rychłą likwidację rejonowych prokuratur oraz powiatowych komend policji. Rozporządzenie jest interpretowane jako sygnał rozpoczęcia procesu likwidacji samych powiatów. – Nie będzie sądu, później nie będzie urzędu skarbowego, nie będzie ZUS-u i Łęczyca przestanie być powiatem – przekonywali mieszkańcy Łęczycy podczas protestu przeciwko forsowanym przez resort sprawiedliwości zmianom.

Teoretycznie jest to możliwe: likwidacja powiatów nie wymaga bowiem zmiany konstytucji, lecz jedynie uchylenia ustawy o samorządzie. – Mamy takie informacje, że w zaciszu gabinetu premiera Donalda Tuska przygotowywany jest projekt likwidacji powiatów – stwierdził otwarcie poseł Dariusz Joński z SLD. Według krążących w sejmowych kuluarach spekulacji, pomysł likwidacji kilkudziesięciu powiatów kontestują też koalicjanci z PSL: partia ta optuje za ewentualną likwidacją wszystkich powiatów, zamiast wchłonięcia słabszych jednostek terytorialnych przez silniejsze.

Część czy wszystkie?

Problem nie jest nowy. W lokalnych mediach w całej Polsce od czasu do czasu pojawiają się spekulacje na temat likwidacji przynajmniej części powiatów. Poruszenie panuje choćby w Parczewie. – Od pewnego czasu, małymi krokami, daje się zauważyć proces zmierzający do likwidacji powiatu parczewskiego – przyznawał na łamach lokalnej prasy podlaskiej jeden z tamtejszych urzędników. – Zamknięcie sądu grodzkiego, przymiarki do likwidacji Prokuratury Rejonowej, teraz mówi się, że stracimy Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną, która ma być podłączona do Radzynia Podlaskiego. Zamykanie każdej kolejnej powiatowej instytucji pozbawia sensu istnienie tego powiatu – skarżył się anonimowy urzędnik.

- Myślę, że w duchu każdy starosta się tego obawia, bo sygnały [dotyczące likwidacji słabych powiatów – przyp. red.] pojawiały się nawet na blogu ministra Boniego – mówił Wiesław Holaczuk, starosta w sąsiedniej Włodawie, do której mógłby zostać przypisany „rozparcelowany” powiat parczewski. – Kilka miesięcy temu było głośno, że z mapy województwa lubelskiego miałoby zniknąć sześć powiatów – stwierdził z kolei starosta radzyński, Lucjan Kotwica. – Nawet gdyby, hipotetycznie, do tego doszło, starostów nikt by o zdanie pytał – dodał. – Pozyskujemy zewnętrzne pieniądze większe niż inne powiaty, finansowo dobrze stoimy, nie ma więc możliwości, by nasz powiat przestał istnieć – oponował z kolei wicestarosta parczewski Jerzy Maśluch.

Takie dyskusje nasilają się jednak w całej Polsce. W kwietniu poseł PiS Grzegorz Woźniak, na łamach „Tygodnika Siedleckiego”, ogłosił, że w Sejmie trwają nieformalne negocjacje między rozmaitymi klubami dotyczące połączenia kilkudziesięciu powiatów. I tak do powiatu piaseczyńskiego trafiłby powiat otwocki, do Mińska Mazowieckiego – powiat garwoliński, a do Siedlec – powiat łosicki.

Liczba powiatów i finanse

Punktem wyjścia do dyskusji o powiatach są dane. W Polsce funkcjonuje 379 powiatów, w tym 65 miast na prawach powiatu. Jeśli porównać to do systemu powiatowego sprzed wojny – gdzie na terytorium większym o jedną piątą istniało „tylko” 241 powiatów oraz 23 grodzkie – widać, że obecne struktury powiatowe zostały rozdrobnione (zwłaszcza w województwie mazowieckim, w którym zlokalizowany jest co dziesiąty z powiatów). Proces wyodrębniania kolejnych powiatów „rozdął” ich strukturę pod wpływem lokalnych grup interesów o około 100 nowych jednostek i doprowadził do sytuacji, w której funkcjonują np. powiaty z liczbą mieszkańców nieprzekraczającą 30 tysięcy osób – a więc ilością odpowiadającą właściwie dużej gminie.

Jak podkreślają krytycy obecnie istniejącego rozwiązania, struktury powiatowe zostały wciśnięte w – praktycznie 4-stopniową – administrację terenową, dublując w pewnym stopniu struktury gminne i struktury filii urzędów wojewódzkich. Bardzo wyraźnie odzwierciedla się to w powiatowych finansach: jeśli gminy mogą w relatywnie swobodny sposób samodzielnie kształtować swoje budżety – powiaty są zdane niemal wyłącznie na finansowanie z budżetu państwa, które jest konsekwentnie okrajane. Efekt jest taki, że to co pozostaje w kompetencjach władz powiatowych – od dróg, przez opiekę społeczną, po szkolnictwo ponadgimnazjalne – to bardzo często obszary zaniedbane i niedofinansowane. Jednocześnie nie oznacza to, że w tych sferach gminy radzą sobie lepiej.

Krytyka i zagrożenia

Przeszło dziesięć lat po wprowadzeniu tych struktur rzesze przeciwników powiatów rosną. – Dzisiejsza cywilizacja pozwala kontaktować się wystarczająco łatwo, by odległość do urzędu nie przeszkadzała w codziennym życiu. Można się więc zastanawiać, czy brak tego pośredniego tworu między gminą a województwem, jakim jest powiat, byłby odczuwalny. Nie chcę się wdawać w spór polityczny, czy powiaty są potrzebne czy nie, ale administracja powiatowa nie wypełnia oczekiwań pokładanych w niej w 1999 roku – mówił dwa lata temu ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller.

Z krytyką nie kryją się też samorządowcy. – Niech Pan zerknie na powiaty i niech mi Pan Premier wytłumaczy, w jakim celu i do jakich potrzeb funkcjonują starostwa powiatowe? – pytała w liście otwartym do szefa rządu Dorota Łukomska, burmistrz Stąporkowa. – Przecież wystarczy do gmin przekazać zadania związane z niektórymi wydziałami i wraz z tym tylko część tych ogromnych budżetów na utrzymanie starostw. Reszta niech idzie do budżetu centralnego. Ja do dziś szukam odpowiedzi, do jakich celów powołany został ten drugi szczebel samorządowy – powiaty? – pisała pani burmistrz.

Dyskusja dopiero się zaczyna, gdyż argumentów na rzecz reformy struktur samorządowych nie brakuje. Tyle że poszczególne ugrupowania polityczne – mające możliwość zmiany istniejącego systemu – różnią się między sobą w ocenie sytuacji i w kwestii wyboru ewentualnego scenariusza zmian, od częściowej redukcji struktur powiatowych po całkowitą likwidację tego szczebla administracji państwowej, co proponuje choćby Ruch Palikota. Dlatego spór może trwać jeszcze przez lata, chyba że problemy wynikające z kryzysu finansowego w Europie dotknęłyby Polskę w znacznie większym stopniu niż ma to miejsce do tej pory, zmuszając rząd do gwałtownego poszukiwania oszczędności. To mogłoby oznaczać dla powiatów de facto wyrok śmierci.

poniedziałek, 26 listopad 2012 18:01

Budżet państwa a finanse samorządów

Napisane przez

Budżet samorządowca jest w poważnym stopniu uzależniony od przyjętych w ustawie budżetowej wielkości transferów finansowych: subwencji i dotacji.

Ustawa budżetowa stanowi podstawę gospodarki finansowej państwa w roku budżetowym. Państwa w szerokim znaczeniu. Nie decyduje wyłącznie o możliwości finansowania zadań przez instytucje rządowe, ale stanowi bazę do planowania finansowego szerokiej gamy instytucji, w tym przedstawicieli samorządu terytorialnego w szczególności. Waga tego aktu prawnego jest ogromna. Stąd Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej wprowadza szereg przepisów dyscyplinujących rząd i parlament - instytucji odpowiedzialnych za jego uchwalenie. W tym szczególnie istotny wydaje się przepis, zgodnie z którym, jeżeli w ciągu czterech miesięcy od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy budżetowej nie zostanie ona przedstawiona Prezydentowi Rzeczypospolitej do podpisu, może on w ciągu 14 dni zarządzić skrócenie kadencji Sejmu[1].

Nieterminowe uchwalenie ustawy budżetowej znacznie komplikuje działania związane z kształtowaniem budżetu JST, bowiem jest on ściśle uzależniony od zapisów zawartych w budżecie państwa. Zarówno pośrednio jak i bezpośrednio. To zaś w konsekwencji wpływa na realizację zadań gmin, powiatów oraz województw samorządowych.  

Propozycje rządowe

W pierwszej kolejności zaznaczyć należy, że podstawą przygotowania prognozy finansowej jednostki samorządu terytorialnego są założenia makroekonomiczne Rady Ministrów, stanowiące podstawę prognozowania wielkości środków wprowadzonych do projektu budżetu państwa. Przede wszystkim dotyczy to wskaźników wzrostu produktu krajowego brutto (PKB) oraz planowanej inflacji. Przygotowując projekt uchwały budżetowej jednostki samorządu terytorialnego, organy wykonawcze odnoszą się do propozycji rządu, bowiem wskaźniki te dają podstawę do planowania wysokości dochodów własnych, w szczególności wpływów z tytułu udziału w podatku dochodowym od osób fizycznych oraz podatku dochodowym od osób prawnych.

Subwencje i dotacje

Budżet jednostki samorządu terytorialnego jest w poważnym stopniu uzależniony od przyjętych w ustawie budżetowej wielkości transferów finansowych skierowanych do jednostek samorządu terytorialnego. Generalnie transfery te dzielimy na dwie grupy: subwencje i dotacje.

Subwencja (łac. subventio – zapomoga) stanowi nieodpłatną i bezzwrotną pomoc finansową udzielaną najczęściej przez państwo określonym podmiotom, np. jednostkom samorządu terytorialnego czy partiom politycznym dla wsparcia ich działalności[2]. Subwencja różni się oddotacjitym, że ma charakter roszczenia prawnego. Jeśli została zapisana wbudżeciez przeznaczeniem dla określonej jednostki, musi zostać przekazana. Decyzję co do jej rozdysponowania, podejmuje organ, który ją otrzymał.

Natomiast w przypadku dotacji decyzję o sposobie jej wykorzystania podejmuje organ, który przyznał dotację. Określa on również warunki wstępne, jakie musi spełniać podmiot dotowany. Można więc powiedzieć, że przyznanie dotacji ma charakter uznaniowy. Wykorzystanie jej jest związane z koniecznością rozliczenia przyznanych środków, zgodnie z regułami określonymi w prawie oraz umowie, na podstawie której dotacja została przyznana.   

Subwencja ogólna

Przepisy ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego   określają części składające się na należną jednostkom subwencję ogólną. W przypadku gmin i powiatów składa się ona z:

a)    części wyrównawczej

b)    części równoważącej

c)    części oświatowej

W przypadku województw samorządowych w skład tego typu subwencji wchodzą:

a)    część wyrównawcza

b)    część regionalna

c)    część oświatowa.

Jak wynika z definicji subwencji, o przeznaczeniu subwencji ogólnej decyduje rada gminy, rada powiatu lub sejmik województwa.

Subwencja wyrównawcza

Na częśćwyrównawczą subwencji ogólnej dla gmin składa się kwota podstawowa oraz uzupełniająca. Podstawą wyliczenia wielkości należnej gminie kwoty podstawowej jest relacja wskaźnika G, czyli wskaźnika dochodów podatkowych na jednego mieszkańca w gminie oraz wskaźnika Gg, odnoszącego się do wskaźnika dochodów podatkowych przypadającego na jednego mieszkańca dla wszystkich gmin. Porównując oba te wskaźniki, określa się wielkość środków należnych gminie. Natomiast kwotę uzupełniającą otrzymuje gmina, w której gęstość zaludnienia jest niższa od średniej gęstości zaludnienia w kraju.

W przypadku powiatu wysokość należnej subwencji wyrównawczej oblicza się za pomocą analogicznych wskaźników P i Pp. Natomiast wielkość kwot należnych województwu samorządowemu zależy od relacji wskaźników: W i Ww.

Część równoważąca subwencji ogólnej

Realizacja wpływów dotyczących części równoważącej subwencji ogólnej dla gmin i powiatów oraz części regionalnej subwencji ogólnej dla województw wiąże się z funkcjonowaniem tzw. „janosikowego”. Jego wysokość ustala się na poziomie łącznej kwoty wpłat jednostek samorządu terytorialnego, w których stosunek wskaźnika dochodów podatkowych na jednego mieszkańca w gminie do wskaźnika dla wszystkich gmin przekracza 150%.

W przypadku powiatów i województw analogiczny poziom relacji ustalony został na poziomie 110 %. Jednostki przekraczające przedstawiony poziom wskaźników wpłacają należne kwoty do budżetu państwa, a następnie środki te są dystrybuowane do samorządów o mniejszych dochodach.  

Część oświatowa subwencji ogólnej

Kwota części oświatowej subwencji ogólnej ustalana jest w ustawie budżetowej i przeznaczana dla jednostek samorządu terytorialnego na dofinansowanie działalności oświatowej. Dzielona jest ona przez Ministra Edukacji Narodowej, a zapis tego procesu znajduje się w rozporządzeniu przygotowanym po konsultacji z Ministrem Finansów oraz reprezentacją jednostek samorządu terytorialnego. Podział środków jest dokonywany z uwzględnieniem typów oraz rodzajów szkół i placówek prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego, stopni awansu zawodowego nauczycieli oraz liczby dzieci w tych szkołach i placówkach.

Projekty budżetu na rok 2013 – APLA

W projekcie budżetu państwa na 2013 rok wielkości subwencji ogólnej przedstawiają się następująco:

Projektowana wielkość subwencji dla gmin to: 30 465 627 487 zł, w tym:

Część oświatowa : 23 693 385 183 zł

Część wyrównawcza: 6 321 532 654 zł

Część równoważąca: 450 709 650 zł

 

Projektowane wpłaty gmin do budżetu państwa mają wynieść 571 338 352 zł., w tym z gminy Warszawama wpłynąć285 305 183 zł. 

 

Projektowana wielkość subwencji dla powiatów to: 17 525 298 238 zł, w tym:

Część oświatowa : 14 881 558 692  zł

Część wyrównawcza: 1 567 127 251 zł

Część równoważąca: 1 076 612 295 zł

 

Projektowane wpłaty powiatów do budżetu państwa mają wynieść 1 076 612 295 zł

W tym miasto stołeczne Warszawa wpłaci 506 720 961 zł.

 

Projektowana wielkość subwencji dla województw to: 2 604 936 139 zł, w tym:

Część oświatowa : 778 063 067 zł

Część wyrównawcza: 1 091 563 335 zł

Część regionalna: 735 309 737 zł

Projektowane wpłaty województw do budżetu państwa wynoszą 735 309 737 zł, na co składają się m.in. wpłaty województwa mazowieckiego, wynoszące 661 345 344zł oraz województwa dolnośląskiego: 73 964 393 zł.[3]

Dotacje: na zadania własne i z zakresu administracji rządowej

Drugą formą transferu środków z budżetu państwa do jednostki samorządu terytorialnego są dotacje. Jednostki te mogą otrzymywać dotację celową na zadania własne, zlecone w drodze porozumień oraz w drodze ustawy.

Dotacja na zadania własne dotyczy dofinansowania przedsięwzięć określonych w kontrakcie wojewódzkim. Może również dotyczyć innych zadań określonych w ustawie o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, np. zadań inwestycyjnych szkół i placówek oświatowych czy też związanych z budową i remontami obiektów sportowych. Zasadą jest, że dofinansowanie z budżetu państwa zadań własnych poza kontraktem wojewódzkim nie może przekroczyć 50% ich wartości.

Dotacje na zadania z zakresu administracji rządowej, realizowane na podstawie porozumień, są uzyskiwane i rozliczane w oparciu o zapisy porozumień zawieranych między przedstawicielami administracji rządowej a jednostką samorządu terytorialnego.

Dla przykładu porozumienie może dotyczyć realizacji przez gminę zadania utrzymania grobów wojennych, przeprowadzenia remontów oraz pielęgnacji zieleni i utrzymania porządku oraz czystości na cmentarzach i grobach wojennych.

Z kolei dotacja na zadania z zakresu administracji rządowej oraz inne zadania zlecone ustawami wynika wprost z przepisów prawa. Wysokość otrzymywanej przez jednostkę samorządu terytorialnego dotacji powinna zapewnić możliwość pełnej i terminowej realizacji zadań.

Przepisy przewidują możliwość dochodzenia należnych jednostce samorządu terytorialnego świadczeń w postępowaniu sądowym w przypadku przekazywania przez wojewodę dotacji w wysokości niewystarczającej do realizacji tychże zadań. Dotacje te w przypadku gminy są przeznaczane przykładowo na zadania związane z wydawaniem dowodów osobistych, ewidencją ludności czy opieką społeczną.

Jednostka samorządu terytorialnego może otrzymywać ponadto dotacje na realizację zadań objętych mecenatem państwa w dziedzinie kultury oraz dotacje na realizację projektów finansowanych ze środków europejskich w ramach właściwych programów operacyjnych.

Projekt budżetu 2013 APLA

W projekcie budżetu państwa na rok 2013 zapisano kwoty dotacji dla jednostek samorządu terytorialnego w wysokości 17 610 177 000 zł, w tym:

·         na zadania własne: 2.744.926 000 zł

·         realizowane na podstawie porozumień: 26.842.000 zł 

·         na zadania z zakresu administracji rządowej 14.838.409.000 zł, a z tego:

dotacja dla gmin - 10 211 887 000 zł

dotacja dla powiatów - 3 747 680 000 zł

dotacja dla województw - 1 112 534 000 zł.[4]



[1] Art. 225 Konstytucji RP

[2] Za słownikiem wyrazów obcych PWN

[3] Źródło: Departament Finansów Samorządu Terytorialnego Ministerstwa Finansów

[4] jw

poniedziałek, 26 listopad 2012 17:51

Rok 2013: Rewolucja śmieciowa w gminach

Napisane przez

Do rewolucji pozostało jedynie siedem miesięcy: wchodząca w życie 1 lipca przyszłego roku ustawa śmieciowa oddaje gospodarkę odpadami w ręce gmin. W urzędach trwają więc gorączkowe przygotowania do stosowania nowych przepisów – atmosfera jest tym bardziej nerwowa, że znaczna część gmin znajduje się w rzeczywistości dopiero u progu procesu wprowadzania zmian.

Sprawa ma priorytetowe znaczenie: w zeszłym roku „wyprodukowaliśmy” w sumie 9 827 tysięcy ton śmieci. Na statystycznego Polaka przypadało około 315 kg wytworzonych odpadów i niemal 70 proc. z nich wytworzono w gospodarstwach domowych. Prawie 58 proc. tych śmieci zebrały prywatne firmy, ponad 40 proc. firmy sektora publicznego, a niemal 2 proc. – przedsiębiorstwa prywatno-publiczne.

Ten system odbioru śmieci kończy się jednak nieubłaganie. Od 1 lipca za odbiór śmieci odpowiadać będą gminy, a do tego czasu w przetargach powinny zostać wyłonione firmy odpowiedzialne za wywóz odpadów na danym terenie. Problem w tym, że większość gmin jest dopiero na wstępnym etapie prac nad wdrożeniem nowego systemu: z badań na ten temat, przeprowadzonych przez Ministerstwo Środowiska latem br. wynika, że aż 60 proc. gmin nie wie, jaki wybrać system zbierania odpadów, a przytłaczająca większość – 88 proc. – nie rozpoczęła jeszcze procedur zmierzających do wyłonienia w przetargu firmy obsługującej daną gminę.

Moja rodzina nie produkuje śmieci

Oczywiście, i tu są pionierzy. W podwarszawskim Legionowie rozwiązania wprowadzane teraz w całym kraju obowiązują od grubo ponad trzech lat. – Powietrze było gorsze niż na Śląsku – wspomina prezydent Legionowa, Roman Smogorzewski. – Bolały śmieci porzucane w lasach, palenie nimi w przydomowych piecach, podrzucanie ich, gdzie tylko się dało. Nie można było ustawić nowych koszy miejskich, bo nocami zapełniały je krasnoludki – ironizuje.

Batalia o wprowadzenie nowych rozwiązań zaczęła się wraz z referendum przeprowadzonym w 2006 roku. Jak wspomina Smogorzewski, większością aż 86 proc. mieszkańcy zdecydowali o powierzeniu wywozu odpadów gminie. Nie usatysfakcjonowało to wszystkich: przez kolejne lata samorządowcy musieli bronić nowego rozwiązania. – Ludzie nie rozumieli nowego systemu, mimo faktu, że w kampanię informacyjną włączono nawet księdza proboszcza i ambonę – wspomina nie bez uśmiechu, Smogorzewski. – Pamiętam, jak jeden z mieszkańców Legionowa powiedział: moja 11-osobowa rodzina nie produkuje śmieci; proszę mi udowodnić, że jest inaczej – dodaje.

Od 2010 r. to gmina odpowiada za wywóz śmieci z Legionowa. Efekty? – Powietrze jest czystsze, dziś z miasta wyjeżdża nawet 30 proc. śmieci więcej niż w poprzednich latach. Dzięki nowemu systemowi ludzie nie palą śmieciami – wylicza prezydent Legionowa. – Nowy system to wyzwanie dla nas wszystkich, wyzwanie cywilizacyjne – mówi z kolei marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik. – Z wywozu śmieci zostanie przesunięty nacisk na odzyskiwanie surowców, które znajdują się w odpadach – podkreśla.

Będzie drożej i niepopularnie

Atmosfera w gminach daleka jest jednak od optymizmu. – Będzie drożej i niepopularnie – mówił na listopadowej sesji rady gminy Wałcz zastępca wójta, Janusz Bartczak. – Nowy system oznacza drastyczny wzrost cen – podkreślał. W gminie Wałcz oszacowano je podobnie, jak w Legionowie – na 15 złotych (włodarze Legionowa szacują też koszt wywozu śmieci posegregowanych na 8,50 zł). Przykłady z innych państw, w których zastosowano takie rozwiązania, pokazują jednak, że kiedy system zaczynał funkcjonować, ceny stopniowo spadały, czego zapewne będzie się można z czasem spodziewać również w Polsce.

W Wałczu stawkę określono, biorąc pod uwagę kryterium liczby osób zamieszkujących dany lokal, z którego odbierane są śmieci. Gminy mają jednak jeszcze do wyboru dwa inne kryteria: powierzchnię lokalu oraz zużycie wody. Wielokrotnie przygotowania do wprowadzenia nowych rozwiązań na terenie gmin utykają na etapie doboru tego kryterium – tak stało się choćby w sąsiadującej z Wałczem gminie Tuczno, w której na początku listopada radni próbowali się dowiedzieć, czy w sprawie nowej ustawy „coś się dzieje”.

- Najważniejsze decyzje, które trzeba podjąć obligatoryjnie, to wysokość stawki czy metoda naliczania – odpowiadał w imieniu władz gminy Bartłomiej Biela, specjalista ds. zarządzania kryzysowego w urzędzie Tuczno. Jego zdaniem, nie znając wciąż kosztów, m.in. transportu ani ilości odpadów, można jedynie wstępnie prognozować stawki: na 9,93 zł dla śmieci posegregowanych i 12,24 zł dla śmieci niesortowanych.

- Żadna z proponowanych metod naliczania stawek nie jest idealna – podkreśla w rozmowie z „Gminą” marszałek mazowiecki Adam Struzik. – Idealnie byłoby wybierać kryterium, które maksymalnie uatrakcyjniałoby segregację. W systemach, gdzie istnieją liczne możliwości zarabiania na odpadach i będących rezultatem recyklingu surowcach, można byłoby sobie wyobrazić wówczas bardzo niskie ceny wywozu śmieci – dodaje.

Z danych ankietowych wynika jednak, że aż 83 proc. władz gminnych w Polsce opowiada się za naliczaniem opłat w zależności od ilości mieszkańców. Za kryterium metrażu lokalu optuje 6 proc., za kryterium zużycia wody – 4,3 proc., natomiast 1,7 ankietowanych gmin chciałoby wprowadzić ryczałt od gospodarstwa domowego.

Zadziwiająca bezczynność

Dodatkowym problemem dla gmin jest decyzja, jak organizacyjnie przygotować się do nowych wyzwań. Z badań Ministerstwa Środowiska wynika, że niemal 71 proc. gmin będzie chciało samodzielnie zająć się nowymi zadaniami. Jednak prawie co czwarta gmina (22,64 proc.) chce delegować nowe obowiązki na specjalne związki międzygminne – w tym połowa skłaniających się ku takiemu rozwiązaniu chciałaby „zrzucić” na związek całość nowych zadań. W grę wchodzą ponadto jeszcze porozumienia międzygminne.

Co ciekawe, choć ankiety resortu wypełniło przeszło 1700 gmin w całym kraju, to tylko w 276 gminach prace nad powołaniem nowej komórki, mającej odpowiadać za funkcjonowanie wprowadzanego systemu, zostały doprowadzone do stopnia zaawansowanego. W 715 innych gminach podjęto rozmaite – ale niezbyt intensywne – działania w tym kierunku. Natomiast aż w 527 gminach – 31 proc. wszystkich biorących udział w badaniu – nie zrobiono w tej sprawie praktycznie nic. Co ciekawe, nie jest to związane z delegowaniem nowych obowiązków na różne struktury międzygminne: taka sytuacja ma miejsce wyłącznie w 9 proc. przypadków.

Więcej niż co czwarta gmina – jak wynika ze studium Ministerstwa Środowiska, chodzi o 474 urzędy – nie przeprowadziła też koniecznych analiz stanu gospodarki odpadami komunalnymi. Ponad połowa ankietowanych gmin (930) prowadzi w tym zakresie pewne działania, przy czym jedynie 240 jednostek ujawnia, że są to prace zaawansowane. W 25 gminach uznano wręcz, że tego typu analizy są niepotrzebne.

Zrzeszenia przecierają szlaki

Czas jednak ucieka, a w tych gminach, które przeprowadzą analizy wcześniej, jest szansa znalezienia niestandardowych rozwiązań. Do takich należy choćby zawiązywanie lokalnych związków, zrzeszających gminy. Przyczyna takiego stanu jest prosta: oszczędności. Gminy nie tylko mają utrzymać czystość i porządek na swoim terenie, ale też zapewnić budowę, utrzymanie i eksploatację własnych lub wspólnych z innymi gminami regionalnych instalacji do przetwarzania odpadów komunalnych – połączenie „strumienia” własnych śmieci z odpadami z innych gmin pozwala wtedy obniżać koszty, a więc także ceny.

Stąd związki takie jak Związek Gmin Dolnej Odry. W ramach tego zrzeszenia skupiły się 22 gminy powiatu gryfińskiego oraz większość z powiatów myśliborskiego i pyrzyckiego – w gruncie rzeczy niemal cała południowo-zachodnia część województwa. Na całym terytorium wchodzącym w skład Związku żyje w sumie około 200 tysięcy ludzi. Formuła wspólnej instytucji pozwala nie tylko kolegialnie rozstrzygnąć dysputę co do wyboru kryterium naliczania opłaty, ale też definiować rozdział obowiązków w zakresie gospodarki śmieciowej między gminami a związkiem (co pozwala uniknąć powoływania osobnych, nowych komórek w strukturach urzędów, delegując np. obowiązki na wspólną jednostkę stworzoną w ramach Związku). Powoływane według tej filozofii związki będą też musiały decydować o tym, czy opłaty za wywóz śmieci pobierać będzie Związek czy też poszczególne gminy, wchodzące w skład zrzeszenia. – Najgorzej byłoby, gdyby w jednych gminach miał to robić związek, a w innych gminy zdecydowałyby się robić to samemu – twierdzi Janusz Gawroński, kierujący biurem Związku Gmin Dolnej Odry.

Szlaki przecierał pod tym względem Związek Międzygminny „Obra” – działające już od dwunastu lat zrzeszenie miasta i gminy Wolsztyn oraz pobliskich gmin wiejskich Przemęt i Siedlec. Na jego terenie, zlokalizowanym w zachodniej części województwa wielkopolskiego, mieszka ponad 55 tysięcy ludzi, a przeszło połowa powierzchni wchodzących w skład Związku gmin objęta jest rozmaitymi formami ochrony przyrody. W 1997 r. – podobnie jak w podwarszawskim Legionowie – gmina Wolsztyn wprowadziła własny „podatek śmieciowy”, likwidując dzięki temu dzikie wysypiska oraz obejmując wywózką praktycznie 100 proc. odpadów komunalnych. Cztery lata później polityka ta została zaadaptowana na poziomie całego Związku. W ostatnich latach „Obra” nie tylko rozwinęła na szeroką skalę zakres kampanii dotyczących gospodarki śmieciowej, ale też systemowo organizuje np. zbiórki zużytego sprzętu AGD i RTV, baterii czy odpadów wielkogabarytowych.

Marszałek rusza z odsieczą

Niestety, inicjatywy takie jak w gminie Legionowo czy w ramach Związku Międzygminnego „Obra” to wciąż wyjątki. – Tymczasem to krytyczny moment – podkreśla Adam Struzik. Dlatego też urząd marszałka województwa mazowieckiego chce wyjść z inicjatywą wsparcia wchodzących w skład województwa gmin. – Przygotowaliśmy publikację mającą formułę podręcznika – ogłosił na początku listopada marszałek.

Kilkudziesięciostronicowy „Poradnik” to punkt wyjścia. W broszurze znalazły się nie tylko najważniejsze przepisy, które będą musiały przyjąć gminy, ale też m.in. założenia Wojewódzkiego Planu Gospodarki Odpadami dla Mazowsza na lata 2012-2017, z uwzględnieniem lat 2018-2032, spis działań, które są niezbędne dla wdrożenia nowej ustawy, opis funkcjonowania systemu, czy wreszcie – prawdziwa gratka: wzory koniecznych uchwał, umów, specyfikacji istotnych warunków zamówienia (sformułowanych pod kątem przetargów, w których wyłonione zostaną formy obsługujące dane gminy) czy wreszcie wzorcowe materiały informacyjno-edukacyjne, na których będą mogły się oprzeć urzędy, chcąc poinformować mieszkańców o skali zaprowadzanych zmian na swoim terenie. Poza tym w siedmiu najważniejszych miejscowościach województwa odbędą się dodatkowe spotkania na ten temat.

poniedziałek, 26 listopad 2012 17:42

WYWIAD: Wójt drugiej gminy w kraju

Napisane przez

Piotr Świderski pełni funkcję wójta gminy Wałcz nieprzerwanie od 11 czerwca 1991 roku. Magazynowi "GMINA" opowiada o latach swoich doświadczeń.

Jest Pan wójtem drugiej pod względem powierzchni gminy w Polsce od ponad dwudziestu lat. Gminy - z sześćdziesięcioma ośmioma miejscowościami. Udało się Panu dotrzeć do każdej z nich, poznać jej mieszkańców?

− Mieszkam tu i pracuję od ukończenia szkoły, najpierw w PGR, później w Centrali Nasiennej, więc gminę znam znacznie dłużej, bo od 45 lat. Mogę powiedzieć, że od przysłowiowej podszewki i większość jej mieszkańców znam osobiście.

Co, Pana zdaniem, należy do największych zalet tej gminy?

− Przede wszystkim jest to niezwykle piękny krajobrazowo teren, w znacznej części pokryty lasami, z dużą ilością jezior, typowo rolniczy, o bardzo małym zaludnieniu, więc ma duży potencjał do rozwoju turystyki. Piękną miejscowością są Zdbice.

Jednak dzisiejszemu turyście nie wystarczy, że zaoferuje się mu podziwianie przyrody i czyste powietrze. Przede wszystkim chce spędzić wakacje w wygodnych warunkach. Na razie liczba turystów w naszym regionie uzależniona jest od pogody. Kiedy lato jest ciepłe, możemy liczyć na ich przyjazd, kiedy zdarzają się chłody i deszcze, nie mamy im zbyt wiele do zaproponowania i nie przyjeżdżają. 

Jak ocenia Pan szanse na rozwój turystyki, o której nie od dziś mówi się, że mogłaby być najmocniejszą stroną gminy?

− Żeby ją rozwijać i w pełni wykorzystać walory gminy pod tym kątem, trzeba zainwestować jeszcze sporo pieniędzy, a tych brakuje, chociażby na poprawienie infrastruktury. Wszystkie ośrodki, niegdyś państwowe, zostały sprywatyzowane, ale i tę bazę także trzeba poprawić, a to również wymaga dofinansowania. Musi się też zmienić mentalność osób, które na turystyce chcą zarabiać. Nie można oferować wypoczynku w obiekcie, który nie zmienił się od lat 70. czy w najlepszym przypadku 90., przy jednoczesnym windowaniu cen.

Jest Pan włodarzem gminy z tak długim stażem, że uczestniczył Pan w najważniejszych zmianach, jakie zachodziły w Pana otoczeniu po 1989 r. Z jakimi największymi problemami przyszło się Panu uporać?

− Z perspektywy czasu mogę ocenić, że olbrzymią trudnością był ogólny zastój w gminnych miejscowościach po rozpadzie PGR, konieczne było zagospodarowanie gruntów popegeerowskich. Poza tym w tamtych czasach nikt nie zbierał śmieci. Trzeba było likwidować dzikie wysypiska, które szerzyły się przy każdym zakładzie, w rowach, lasach. Gmina rozdawała mieszkańcom za darmo pojemniki na śmieci. Powołano Straż Gminną, żeby czuwała nad porządkiem. Jeżeli ktoś zrywał umowę na wywóz nieczystości, straż natychmiast jechała sprawdzić, z jakiego powodu i czy nie będzie zdarzało się tak, że śmieci trafią do lasu albo rowu. Brakowało instalacji kanalizacyjnych, które chroniłyby środowisko przed ściekami. Trzeba było wybudować oczyszczalnie, naprawić te, które istniały, wybudować szamba ekologiczne przy domach. Rozpoczynała się planowa gospodarka mieszkaniowa. Popegeerowskie mieszkania były sprzedawane, bądź przekazywane mieszkańcom gminy. Powstał Dom Samotnej Matki, bo trzeba było gdzieś ulokować samotne kobiety z dziećmi. Uporządkowania wymagała sieć szkół. Z ówczesnych dziewiętnastu placówek zostało dziewięć. Kilka lat temu w gminie zamykano przedszkola, bo liczba przedszkolaków była równa liczbie wychowawców i stanowiło to duże nadwyrężenie dla budżetu. Nie istniała inna możliwość uporania się z tym finansowo.

Minęło sporo lat, a problemy krążą wokół tych samych spraw?

− Tyle że kiedyś zamykaliśmy przedszkola, a teraz je otwieramy. Mamy ich w gminie cztery. W Ostrowcu działa pierwsza niepubliczna placówka tego typu, jest szansa na drugą. Nadal porządkujemy bazę mieszkaniową. Potrzeby, niestety, nie maleją. Powstają nowe mieszkania socjalne. Świetlice, wykorzystywane trzy−cztery razy do roku, zmniejszamy, a pozostałą część budynku wyodrębnia się na lokale mieszkaniowe.

Palącym problemem ciągle pozostaje infrastruktura drogowa. Trzeba ją poprawić przede wszystkim na osiedlach. Zamykamy przestarzałe oczyszczalnie, w tym roku jedną, w Chwiramie, w najbliższych latach w Strącznie i Nakielnie, żeby mieć pewność, że gminie nie grozi bomba ekologiczna, a nieczystości odprowadzamy do zmodernizowanej oczyszczalni w Wałczu, nawet z oddalonej 20 km od miasta Górnicy.

Co, według Pana, jest obecnie największym problemem gminy?

− Bez zmian. Od wielu, wielu lat palący problem to bezrobocie, które dotyka zwłaszcza kobiet i ludzi młodych. Gmina ma charakter typowo rolniczy i, poza usługami leśnymi i handlowymi, jej mieszkańcy nie mają łatwo ze znalezieniem pracy. W rolnictwie zatrudnienie pozostaje na poziomie 4−7 proc., inne osoby będą musiały się przekwalifikować. Kolejny problem, o czym już mówiłem, to sprawy mieszkaniowe. W popegeerowskiej gminie rodziny pozostały w małych mieszkaniach, dzieci z tych rodzin już dorosły, chciałyby się rozwijać i pójść na swoje, ale lokali brakuje.

Najbardziej aktualną sprawą pozostaje też reforma oświaty. Jeśli edukacja nie zostanie przeorganizowana, gmina nie poradzi sobie finansowo. Jesteśmy na etapie zmian w szkołach, do których uczęszcza od 60 do 90 dzieci. Na ostatniej sesji Rady Gminy radni przyjęli uchwałę uspołeczniającą trzy szkoły.

Jak gmina przygotowuje się do wejścia w życie nowej ustawy związanej z wywozem nieczystości, zwanej popularnie „śmieciową”?

− Do wdrożenia tej ustawy pracownicy urzędu przygotowują się od wielu lat, przeszli szkolenia. Pierwszy problem polega na tym, że gminę Wałcz obsługuje spółka należąca do związku komunalnego w Pile, czyli podlegająca pod Wielkopolskę, natomiast marszałek województwa zachodniopomorskiego nie wyraził zgody na przystąpienie gminy do Wielkopolskiego Związku Komunalnego.

Gmina jest również jedną z większych, więc koszty, jakie przyjdzie ponieść jej mieszkańcom, generować będzie m.in. transport. Wybraliśmy też metodę naliczania opłat od osoby, mogą więc one wzrosnąć nawet o 300 proc. i to na pewno będzie budzić niezadowolenie. Poza tym mogą dojść koszty wymiany pojemników, w które musi być uzbrojona każda posesja.

Do końca roku zamierzamy uporać się z podjęciem uchwał, do których jesteśmy obligatoryjnie zobowiązani. W marcu przyszłego roku zostanie ogłoszony przetarg na wywóz nieczystości dla firm. Już wiadomo, że staną do niego cztery przedsiębiorstwa. Na pewno będziemy się starać, by dostarczać jak najwięcej posegregowanych odpadów, a te są tańsze.

Jak ocenia Pan pracę Urzędu Gminy?

− Kadrę stanowią ludzie od wielu lat sprawdzeni i to oni tworzą wizerunek urzędu. Myślę, że jest on pozytywny, oczywiście zdarzają się skargi, ale tam gdzie się rąbie drewno i wióry lecą. Przyjmujemy skargi uzasadnione.

Jak wyobraża Pan sobie przyszłość gminy?

− Chciałbym, aby gmina miała szeroką ofertę pracy, mieszkania i wypoczynku dla młodych ludzi, by ich tu zatrzymać i by była ona na tyle atrakcyjna, żeby osoby, na przykład ze Śląska, chciały zakupić tu działkę rekreacyjną i spędzić właśnie tutaj czas na emeryturze.

poniedziałek, 26 listopad 2012 17:33

KOMPUTERY W SAMORZĄDACH: Filary informatyzacji

Napisane przez

Wielofunkcyjność współczesnych urządzeń cyfrowych jeszcze 10-20 lat temu byłaby niewyobrażalna. Jesteśmy świadkami ogromnego skoku cywilizacyjnego. Zmienia się nasz styl życia i przyzwyczajenia. Zastanówmy się, na jakich filarach stoi informatyzacja i jakich mamy jej interesariuszy.

Informatyzację należy traktować jako działanie rozłożone w czasie, mające określoną logikę wdrażania kolejnych jego składowych. Jest ono związane z koniecznością zaplanowania budżetu na inwestycje informatyczne, przygotowania ludzi, instytucji i procedur prawnych potrzebnych do jego wprowadzenia i później - wykorzystywania. W języku zarządzania instytucją mówi się, że informatyzacja jest procesem, czyli działaniem trwającym w czasie. Jest ono związane ze skutecznym i umiejętnym wdrażaniem w życie osiągnięć współczesnej informatyki i innych dziedzin z nią powiązanych, takich jak na przykład telekomunikacja, technologie komputerowe i inne technologie cyfrowe, systemy bezprzewodowe i mobilne.

Wzajemne przenikanie i wielofunkcyjność

Mówi się dzisiaj o silnej „konwergencji technologii cyfrowych”. Konwergencja oznacza wzajemne przenikanie się rozwiązań pomiędzy sobą. Teraz już nie do końca wiadomo, czy telefon komórkowy z ekranem dotykowym, czyli tzw. „smartphone” jest telefonem, komputerem przenośnym, odtwarzaczem muzyki i filmów, cyfrowym aparatem fotograficznym i kamerą filmową, odbiornikiem telewizji internetowej, odbiornikiem radiowym, czytnikiem książek elektronicznym, czy może urządzeniem do dokonywania płatności w sklepie albo urządzeniem GPS. Taki „telefon” jest po trosze każdym z wymienionych urządzeń. Podobnie tzw. „tablet”: nie do końca wiadomo, czy jest to komputer, czy jakieś inne urządzenie wielofunkcyjne. Do współczesnych telewizorów też można dziś mówić, używać ich jako ekranów dotykowych, rozmawiać przez nie za pośrednictwem telefonii i wideofonii internetowej, a także przeglądać przez nie witryny internetowe.

Ach! Zapomnielibyśmy o tym, że na tych telewizorach można również oglądać programy telewizyjne. Widać zatem, że wielofunkcyjność współczesnych urządzeń cyfrowych, połączonych dodatkowo z Internetem, byłaby jeszcze 5, 10 czy 20 lat temu niewyobrażalna. Na naszych oczach dokonuje się ogromny skok cywilizacyjny. Zmienia się nasz styl życia i przyzwyczajenia. To z kolei wywiera zasadniczy wpływ na oczekiwania ludzi w stosunku do sposobu współpracy urzędu z jego interesariuszami.

Filary informatyzacjiAPLA

Filar 1.             Budowa infrastruktury informatycznej, a w tym:

·         wyposażanie w urządzenia komputerowe (komputeryzacja)

·         budowa dostępu do Internetu (internetyzacja)

Filar 2.             Budowa podaży usług elektronicznych (cyfryzacja usług)

Filar 3.             Budowa popytu na usługi elektroniczne, a w tym:

·         promowanie nowego stylu życia (włączenie cyfrowe)

·         uczenie korzystania z usług elektronicznych (edukacja informatyczna)

Równowaga między filarami

Budowa infrastruktury, podaży i popytu na usługi elektroniczne powinny być prowadzone w taki sposób, aby zapewnić pewną równowagę pomiędzy wysiłkiem włożonym w każde z tych działań oraz efektem, jaki został uzyskany. Pytanie bowiem, czy warto kupować komputery wraz z dostępem do Internetu, jeżeli urząd nie ma w planach wystawiać informacji o sobie ani eksponować swoich usług w globalnej sieci? Czy można udostępnić e-usługi, jeżeli nie mamy odpowiedniej podbudowy infrastrukturalnej? Albo: czy jest sensowne wydawanie pieniędzy na infrastrukturę i podaż usług, jeżeli nie ma na nie popytu i tym samym nikt z nich nie korzysta?

Wszystkie powyższe pytania wskazują na podstawową prawdę, która stanowi o prawidłowej realizacji procesu informatyzacji, a mianowicie: konieczne jest zaplanowanie właściwej równowagi pomiędzy trzema filarami informatyzacji, tj. infrastrukturą, podażą i popytem na usługi cyfrowe. Inaczej nie ma sensu zajmować się tym zagadnieniem, ponieważ utracimy właściwe proporcje i nie wdrożymy informatyzacji tak, jak należy.

Udziałowcy systemu

Warto wiedzieć, kto jest zaangażowany lub zależny od informatyzacji. Inaczej mówiąc, jakich mamy interesariuszy procesu informatyzacji? W naszych rozważaniach wyszczególniliśmy osiem grup zainteresowanych informatyzacją. Obywatele i firmy są podmiotami, dla których urząd realizuje konkretne usługi. Może je realizować tradycyjną drogą bezpośredniego kontaktu w urzędzie, drogą korespondencyjną lub elektroniczną. Zależy to od rodzaju sprawy oraz przygotowania urzędu do obsługi różnych metod komunikacji z interesariuszem.

Administracje - rządowa, samorządowa i UE – są miejscami usytuowania różnych urzędów, które posiadają konkretny zakres swojej działalności i odpowiedzialności, a w związku z tym realizują określone usługi publiczne. Firmy z branży teleinformatycznej (ICT) i samorząd gospodarczy reprezentujący tę branżę uczestniczą w procesie informatyzacji jako dostawcy rozwiązań (branża) oraz ich reprezentanci (samorząd gospodarczy). Przedstawiciele świata polskiej nauki wspierają informatyzację swoją mądrością, wiedzą, odpowiednim dystansem i refleksją oraz badaniami naukowymi.

Widzimy zatem, że wdrażanie rozwiązań informatycznych nie jest zagadnieniem łatwym, ale możliwym. Wymaga ono odpowiedniego przygotowania, wiedzy oraz zaangażowania specjalistów o wielu różnych kompetencjach. Istnieją pewne zasady wspólne dla wielu wdrożeń, o których będziemy pisać w naszym cyklu.

Indywidualne potrzeby urzędów

Trzeba pamiętać, że poszczególne urzędy mają swoją specyfikę i powielanie niejako „na siłę” tych samych rozwiązań w różnych urzędach nie przynosi dobrych rezultatów. Zawsze najpierw należy się dowiedzieć, jakie są indywidualne potrzeby urzędu, jego bolączki i plany, aby do tychże warunków dostosować pomysł na informatyzację w konkretnym urzędzie.

Podchodzimy zatem do urzędu – podobnie jak do interesariusza – w sposób indywidualny, analizujemy jego potrzeby i możliwości, a dopiero potem proponujemy metodę wdrażania informatyzacji, pamiętając o jej trzech filarach. Nie robimy niczego ponad stwierdzone potrzeby i pamiętamy o tym, że po wdrożeniu informatyki do urzędu należy ją potem właściwie pielęgnować i rozwijać.

Wszystko to robimy po to, aby wypełnić istotę procesu informatyzacji, czyli po to, aby zapewnić trwałośćstanu, w którym - dzięki odpowiedniemu zastosowaniu metod i narzędzi informatyki, każdy bez wyjątku był efektywnie obsługiwany przez dowolną instytucję państwową.

Jak to osiągać? O tym w kolejnych numerach naszego pisma.

 

 

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY