Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 68.

poniedziałek, 12 styczeń 2015 17:05

PRADZIADEK

Napisane przez 

Rodzinny charakter Świąt Bożego Narodzenia uzasadnia, mam nadzieję, publikację tekstu bardziej osobistego niż zazwyczaj. Grudniową „Historię żywą” ośmielam się poświęcić mojemu pradziadkowi, a dokładniej – pewnemu Jego rękopisowi. W tym roku przypada setna rocznica wybuchu I wojny światowej, a list – który w tym artykule przytaczam – został napisany pod koniec tej wojny.

Nim przeczytacie Państwo ten tekst, będący świadectwem niezwykłej epoki, słów parę o jego Autorze. Dzięki internetowej publikacji archiwów państwowych można, nie ruszając się z fotela, prowadzić poszukiwania antenatów. Skorzystałem i ja z opublikowanych w internecie ksiąg parafii w Dąbiu nad Nerem – pod adresem http://szukajwarchiwach.pl. Wiedziałem, że mój pradziad – Antoni Świątecki, uczestnik powstania styczniowego – urodził się w tym mieście.

Dobrze, że kodeks Napoleona wprowadził polszczyznę do aktów stanu cywilnego. Dzięki temu bez problemu dotarłem aż do aktów urodzenia rodziców mojego pradziadka, Antoniego, to jest do moich prapradziadków. Byli to Jan Paweł Świątecki i Helena Świątecka z Gąsiorkiewiczów. Dzięki treści ich aktów urodzenia sięgnąć można po jeszcze jedną generację – do ich rodziców. Dzięki temu mogę wyliczyć kolejne pokolenia następująco: Szymon, syn Szymona i Tekli – Jan, syn Jana i Heleny – Antoni, córka Antoniego i Anny – Irena ze Świąteckich za Konstantym Świąteckim (tu spotkały się dwie różne linie Świąteckich: wielkopolska i mazowiecka), syn Ireny i Konstantego – Antoni żonaty z Barbarą, syn Antoniego Piotr (czyli autor tego artykułu).

Dzięki internetowej publikacji ksiąg parafialnych udało się sięgnąć daleko w przeszłość. Przecież mój pra-, pra- pradziad Szymon przyszedł na świat w 1769 roku, za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego; trwały wówczas walki Konfederacji Barskiej, Kazimierz Pułaski bronił właśnie przed Rosjanami Okopów Świętej Trójcy. Sto lat później wnuk Szymona, Antoni, z Rosjanami walczył w powstaniu styczniowym…

Oto akt urodzenia tego ostatniego, mego pradziadka Antoniego, odczytany ze skanu księgi parafialnej umieszczonego w internecie:

„Działo się w Mieście Dąbiu dnia szesnastego maja tysiąc osiemset czterdziestego czwartego roku o godzinie czwartej po południu. Stawił się Jan Świątecki obywatel rolny lat trzydzieści mający z Dąbia w obecności Józefa Rucińskiego lat pięćdziesiąt tudzież Jana Gąsiorkiewicza lat czterdzieści mających obywateli rolnych w Dąbiu zamieszkałych i okazał Nam Dziecię płci męskiej urodzone w Dąbiu dnia trzynastego bieżącego miesiąca i roku o godzinie siódmej rano z jego małżonki Heleny z Gąsiorkiewiczów lat trzydzieści liczącej. Dziecięciu temu na chrzcie świętym rano dzisiaj odbytym  nadane zostało imię Antoni a rodzicami jego chrzestnymi byli Jan Gąsiorkiewicz i Józefa Jedyńska (? - niewyraźne). Akt ten stawającemu i świadkom przeczytany a przez Nas tylko podpisany został gdyż stawający wraz ze świadkami pisać nie umieją”.

Jan Świątecki, ojciec Antoniego, był ostatnim w rodzinie, który pisać nie umiał. Urodzony 13 maja 1844 r. Antoni był już wszechstronnie wykształconym prawnikiem. Uczestniczył w powstaniu styczniowym u Padlewskiego i, podobno, również w partii ks. Brzóski (po Antonim w rodzinie już nie było „partyjnych”). Pracował jako urzędnik w magistracie kaliskim (czego potwierdzić dokumentami nie można, bo spłonęły razem z całym Kaliszem na początku I wojny światowej), później był sędzią gminnym w podwarszawskim (wówczas) Wawrze.

Zachował się jego list do nieznanego nam dziś przyjaciela napisany na półtora roku przed śmiercią, który publikuję jako interesujące świadectwo czasu odrodzenia Polski. Oto tekst tego listu z moimi przypisami, prawnuka, w kwadratowych nawiasach.

„Warszawa 4 czerwca 1917 r.

Kochany przyjacielu!!

Waszą zdaje się być zasada: dum vivo – sper [łac. „nie tracę nadziei, póki oddycham”]. Chociaż nie należę do Waszego cechu, wyznawcą jednakże tej zasady jestem i optymistą typowym, co mi pomaga znosić z pogodą ciężar dzisiejszej naszej awantury. Głosi przysłowie – dla kompanii dał się Cygan powiesić – Michałki przerobili to i powiadają – mitgefangen – mitgehangen [niem. „razem wzięci, razem zawisną”]– myśmy wprawdzie piwa nie warzyli, ale pić je musimy dla towarzystwa i głosić i wierzyć, że robimy to pro publico bono [łac. „dla publicznego dobra”].

Cięgi też wziąłem porządne. Żonisko moje przypłaciło życiem tę aferę – aptekę w Kraśniczynie pod Rejowcem Moskale spalili – zięcia Jagielskiego z żoną i 4 dzieci zabrali do Rossyi, nie mam od nich żadnej do tego czasu wiadomości – syn poniósł wskutek wojny (w aptece w Magnuszewie powiat kozienicki) na 2500 rs strat [rubel srebrem – na dzisiejsze straty  wyniosły ok. 200 tys. zł] – ja straciłem posadę sędziego gminnego w Wawrze, przy ogólnej drożyźnie – wszystko to są niby cegiełki, z których ma się odbudować Polska – więc jakże nie błogosławić losu, że mi dał sposobność brać w tem wszystkim udział. Z tą moją posadą to cała historya. Służyłem z wyboru, więc ponieważ Niemcy ogłosili, że urzędników Polaków z posad nie rugują, to byłem spokojny o siebie. Po usunięciu się Moskali pozostali w Warszawie prawnicy polscy schowali się jak ślimaki podczas burzy – po chatach –  wypłynęli zaś na scenę same chłystki i żydziuki i któryś z nich z pomocą niejakiego Szostaka skryby u landrata wszrubowali na tę posadę innego – a ja zostałem na bruku. Zwymyślałem tego mojego następcę jak burą sukę na piśmie, ale rzecz pozostała już zdecydowana na moją niekorzyść. To mnie zirytowało i naraziło na przymusową bezczynność – wymyślam więc na cały świat, że głupi, że się ludzie zabijają i kłócą o ten wiatr co na dworze wieje itd. Bo, że świat jest głupi, a żeby się ludzie zacni bili i zabijali jak pijane chłopy w karczmie na jarmarku, to byłoby naprawdę śmieszne, gdyby nie było tak bolesne. Jak w każdym sporze, tak i w tym prawda leży w środku – obie strony mają swoje słuszne racye – ale bić się o te swoje racye nie powinny. Nemo sapiens, nisi patiens [łac. „nikt nie jest mądry, jeśli nie jest cierpliwy”] – stare przysłowie i Niemcy w tym razie są winni tego, że się sprowokować dali i straci swoją cnotę starą, co się Geduld [niem. „cierpliwość”]nazywa. Spostrzegli się też pierwsi, że wpadli w zasadzkę i zatrąbili na zgodę, ale było już zapóźno. Nic się ostatecznie złego Niemiaszkom nie stało, nie stanie i stać się nie może, bo złe może nas spotkać tylko wtedy, kiedy swoją wartość stracimy – a im nikt ani rozumu, ani nauki, ani cnót obywatelskich i domowych nie zabierze i nie zaprzeczy. Mogą nawet wojnę przegrać, mogą ulec przemocy kapitału i liczby, ale narodem wielkim zostaną – bo wielkość ich nie płynie dopiero od Bismarcka, ale wypływa z mózgu Goethego, Szyllera, Kanta, Kocha, Kochera, Rankego, Bachów, i tylu innych uczonych, filozofów i genialnych ludzi na każdym terenie pracy ludzkiej. I dopóki matrony niemieckie stare cnoty domowe w synach rozwijać będą – Niemcy wielkim narodem pozostaną. Nawet ich kłopoty dzisiejsze na dobre im wyjdą, bo każde cierpienie krzepi ducha i leczy jego wady, czego dowodzą zmiany w konstytucji i łagodzenie antypolskiej polityki. Widzisz, że list mój dowodzi starej prawdy; plenus venter non studet libenter [łac. „pełny brzuch niechętnie studiuje”; „najedzonemu nauka nie idzie”]. Muszę być głodny, skoro filozofuję. Pragnę więc ażeby się to już skończyło, ażebym mógł dogryzać resztek życia z humorem i werwą tak, jak spędziłem całego poprzednie swoje życie i jak spędził je mój śp. Vater [niem. „ojciec”], który umierając żartował z sąsiadami. Jeżeli więc żyjesz i kochasz mnie jeszcze, pisz długo lub przyjedź.

Serwus Ant. Świątecki”

Pradziad mój, Antoni Świątecki, powstaniec styczniowy, były sędzia pokoju gminy Wawer, zmarł 14 grudnia 1918 r. – miesiąc i trzy dni po przejęciu władzy przez Józefa Piłsudskiego 11 listopada 1918 r., którą to datę umownie uznajemy za początek niepodległości. Duma z jego pięknego życia – naznaczonego wojenną i cywilną służbą Polsce, której niepodległością nacieszyć się już nie zdążył – łączy licznych potomków żyjących w Warszawie i okolicach. Duma ta łączy się z moralnym zobowiązaniem, aby tej pamięci sprostać.

Życząc wszystkim Czytelnikom pogodnych, pełnych radosnych wzruszeń Świąt Bożego Narodzenia namawiam do poszukiwania własnych korzeni, bowiem narody, które tracą pamięć, tracą życie…

 

Załączam rysunki 1 - 3. Są w słabej rozdzielczości, ale to się wiąże z ich sędziwością.

Oto podpisy:

1 – 1863 r. – grupa rannych powstańców; pierwszy z lewej, z laską, ranny w lewą nogę – Antoni Świątecki

2 – Wawerskiemu sędziemu pokoju przysługiwał bilet wolnej jazdy kolejki jabłonowskiej (por. tekst „Trzy koleje”, „Gmina” 11/2013 r.).

3 -  Zdjęcie z portretu Antoniego Świąteckiego wykonanego przez nieznanego malarza ok. 1910 r.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY