Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 52.

poniedziałek, 12 styczeń 2015 16:33

Zwycięzcy i zwycięzcy

Napisane przez 

Nie minął jeszcze miesiąc od dnia, w którym odbyła się druga tura wyborów samorządowych, a wydaje się, że mało kto już o nich pamięta. Może to zresztą normalne, bo przecież po burzy zwykle zapada cisza, a i powietrze jakoś wydaje się czystsze. Burza powyborcza, czy jak tam nie nazwać to, co wszyscy widzieli, była nie byle jaka, z piorunami nawet. Szczęśliwie jednak przeszła, co należało po niej posprzątać, posprzątano, tu i ówdzie pod dywan zamieciono. I bardzo dobrze, bo ile czasu można ganiać króliczka. Niedobrze natomiast, iż po ogromnym hałasie politycznym i medialnym, który tej burzy towarzyszył, nie przyszedł czas na rzetelne, spokojne podsumowania, merytoryczne oceny, pogłębione wnioski. Póki co, jak zwykle zresztą, wszyscy uczestnicy wyścigu wyborczego ogłosili takie czy inne zwycięstwo, sukces bądź sukcesik, a przynajmniej, że jest lepiej, niż było „poprzednio”. W jakiś przedziwny sposób prawie każde ugrupowanie bądź „komitet”, które coś w wyborach uzyskały, potrafiły znaleźć argumenty, „wskaźniki”, procenty, czy co tam jeszcze, pokazujące, że choć wygrać się nie udało, przegranej to nie oznacza. Dzięki temu publicznie prezentowane samopoczucie sporej grupy liderów politycznych i nie tylko, było dobre, a niekiedy nawet dobre bardzo. To z kolei rodziło wrażenie, że grupa zwycięzców oraz mniej czy bardziej usatysfakcjonowanych wynikami tegorocznych wyborów samorządowych jest całkiem spora, przy czym nie mam tu na myśli osób, które mandat uzyskały.

Sądzę, że zasadniczy wpływ na tę sytuację ma uparte postrzeganie wyborów samorządowych oraz ocenianie ich wyników w kategoriach politycznych, a właściwie partyjnych, przy zastosowaniu wojskowej nomenklatury „zdobywania” bądź „tracenia” kolejnych bastionów. Kilka tygodni byliśmy zasypywani przez polityków, „ekspertów” i media dywagacjami oraz spekulacjami na temat partyjnego podziału mandatów w szesnastu sejmikach wojewódzkich. Niewiele z tego wynikało, bowiem sprawa jest raczej jasna i nie bardzo jest o czym gadać. Jednakże to, co wydarzyło się przy wyborach do sejmików wojewódzkich utwierdza mnie w przekonaniu, iż jedynym sensownym rozwiązaniem, które uchroni nas przed podobną sytuacją w przyszłości, jest przeprowadzanie ich w okręgach jednomandatowych.

W odróżnieniu od samorządów wojewódzkich nie było chętnych do rozważań o tym, iż w wyborach władz miast i gmin około osiemdziesięciu procent mandatów uzyskali kandydaci bez partyjnej etykietki. Jakoś cichutko też było i jest „w temacie” rewolucyjnej przecież zmiany sposobu wybierania radnych do rad miast i gmin, prowadzonego po raz pierwszy w okręgach jednomandatowych. Nikt też zdaje się nie dostrzegać oczywistego, moim zdaniem, związku, pomiędzy tym sposobem wybierania radnych, a radykalnym „odpartyjnieniem” nowo wybranych rad. Dlaczego nie chcą o tym mówić lub mówią niechętnie politycy rozumiem, natomiast nijak nie jestem w stanie pojąć, dlaczego nie rozmawiają o tym eksperci, nie analizują komentatorzy, którzy zawsze i na wszystkim się znają, dlaczego nie czują się zwycięzcami zagorzali zwolennicy okręgów jednomandatowych. Czyżby szansa na radykalne ukrócenie partyjniactwa w strukturach władzy samorządowej na szczeblu podstawowym okazała się na tyle zaskakująca, że teraz nie bardzo wiadomo, jak do tego podejść?  

Dotychczas, zgodnie z utrwalonymi zwyczajami, sprawa była oczywista – wystarczyło „posumować” liczby mandatów uzyskanych z list partyjnych w poszczególnych radach przez każde z ugrupowań politycznych i wszystko było wiadome. Stosunkowo szybko można było ogłosić, kto gdzie i w porozumieniu z kim rządzi, kto jaką „siłą” jest w terenie, które miasto jest „czyje”, a które zostało „oddane” lub „stracone”. Teraz jest z tym kłopot. Podejrzewam także, iż rozpoczął się proces „pozyskiwania” nowo wybranych radnych pod określone „sztandary”, który, z oczywistych względów, wymaga ciszy i spokoju. Jestem raczej pewny, iż w stosownym czasie dowiemy się o jego wynikach, choć mam nadzieję, iż nie będą one oznaczały powrotu do przeszłości.                                   

Tak czy inaczej mandaty na następne cztery lata zostały rozdane, a ci, którzy je uzyskali, bez wątpienia mogą i powinni czuć się zwycięzcami wyborów samorządowych na swoim terenie. Czy oznacza to, iż zwycięzcami mogą czuć się także ci, którzy na nich głosowali? Ano, zobaczymy. Mamy na to aż / tylko cztery lata.

Więcej w tej kategorii: PAKIET ONKOLOGICZNY POD CHOINKĄ »

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY