Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 47.

niedziela, 30 listopad 2014 14:57

ROZWAŻANIA WYBORCZE

Napisane przez 

Listopad to miesiąc, w którym trudno nie odnieść się do zagadnienia wyborów samorządowych. Przy czym chciałbym dziś przede wszystkim podzielić się tym, co przy okazji tegorocznej kampanii wyborczej mnie irytuje.

W szczególności  nie odpowiada mi tendencja do popadania w skrajności. Z jednej strony spotykamy przesadną własną promocję samorządowych włodarzy. Z drugiej, propozycje systemowych rozwiązań ograniczających możliwość wieloletniego kierowania samorządami. Odnieść można wrażenie, że niektórzy lokalni politycy nie potrafią podchodzić do działalności samorządowej w sposób merytoryczny i wyważony, bez przekraczania granicy przyzwoitości.

O inwestycjach i kiełbasie

Za naturalne przyjmujemy dziś fakt, że większość planowanych przez samorządy przedsięwzięć ma swój finał w roku wyborczym. Jest to poniekąd uzasadnione procesem inwestycyjnym. Wiadomo, że inwestycje należy zaplanować, zdobyć fundusze, zaprojektować oraz zrealizować. Większości  przedsięwzięć nie da się zrealizować w okresie roku czy dwóch. Szczególnie tam, gdzie można spotkać bogate walory środowiskowe. Tak więc przyzwyczailiśmy się, że w okresie przedwyborczym w coraz to kolejnych zakątkach kraju przecinane są wstęgi, następują przemowy, zapraszane są media. Ale trudno mi przejść do porządku, gdy spotykam się z bezwzględnym wykorzystywaniem samorządowych pieniędzy bezpośrednio do prowadzenia kampanii wyborczej przez piastujących urząd samorządowców.

W pewnej bardzo malowniczej gminie, niecałe dwa tygodnie przed datą wyborów samorządowych, w skrzynkach pocztowych mieszkańców pojawiło się przygotowane „na bogato”, kolorowe wydawnictwo mające na celu poinformowanie wyborców o sukcesach odniesionych w ramach działalności samorządowej w ostatnich czterech latach. W tym dość obszernym wydawnictwie nie brakuje zdjęć i opisów zrealizowanych inwestycji, programów i innych przedsięwzięć. Oczywiście, głównym bohaterem większości zagadnień poruszanych w jego treści jest dotychczasowy wójt i jego najbliżsi współpracownicy. Porażek nasi bohaterscy samorządowcy, oczywiście, nie ponieśli żadnych, jeśli skupimy się wyłącznie na otrzymanym w prezencie wydawnictwie. A jeżeli coś nie wyszło, to przecież oczywiste, winne jest otoczenie zewnętrzne.

Niestety, co trzeba stwierdzić, przypadek wspomnianej gminy nie jest odosobniony. Na wszystkich szczeblach samorządu przedstawiciele władz w ramach swoich budżetów mają zaplanowane środki na promocję. Promocję gminy, powiatu czy województwa. W kontekście tych wydatków należy zastanowić się nad jedną z najważniejszych zasad, o których należy pamiętać, gdy prowadzimy gospodarkę środkami publicznymi. Myślę w tym miejscu o zasadzie celowości wydatkowania środków publicznych, która obok zasady oszczędności stanowić powinna fundament podejmowania decyzji w sprawie kierunków oraz metod stosowanych przy wydatkowaniu publicznego grosza.

Celowość wydatkowania środków publicznych należy rozumieć bardzo ściśle, to nie celowość rozumiana uniwersalnie. To zasada uwarunkowana funkcją, czy należało by rzec – misją sektora publicznego. A ta związana jest ściśle z zabezpieczeniem interesu publicznego. Przy czym interes publiczny nie może być rozumiany instytucjonalnie. Co oznacza, że sam fakt wydatkowania środków publicznych przez instytucję publiczną nie oznacza, iż niejako z definicji realizowane jest zaspakajanie potrzeb publicznych. A tym samym – nie oznacza realizacji zasady celowości w rozumieniu zasad obowiązujących na gruncie sektora publicznego.

O koparce i reklamie

Pozwolę sobie przytoczyć historię opowiedzianą mi przez pewnego doświadczonego finansistę, który jako członek komisji w sprawie naruszenia dyscypliny finansów publicznych w latach 90. ubiegłego stulecia zetknął się z przypadkiem, gdy wójt gminy kupił za pieniądze publiczne koparkę. Można zapytać, po co gminie – a raczej wójtowi gminy – koparka. Otóż brat wójta miał firmę budowlaną i okazało się, że koparka była mu potrzebna do realizacji kolejnego zlecenia.

Czy w tym przypadku można mówić o celowości zakupu? Patrząc z perspektywy celowości ocenianej według uniwersalnych kryteriów odpowiedź brzmi: tak. To był celowy zakup. Trudno bowiem nie pomóc bratu w potrzebie. Tyle, że jeśli przyglądniemy się temu incydentowi z punktu widzenia celowości w rozumieniu zasad zawartych w przepisach o finansach publicznych, to o celowości wydatku raczej nie ma mowy. Oczywiście, w tej konkretnej sprawie więcej do powiedzenia miał zapewne prokurator niż komisja orzekająca o naruszeniu dyscypliny finansów publicznych.

Ale wracając do realiów wyborczych i dokonywania wydatków promocyjnych – chciałbym zadeklarować, że nie jestem przeciwnikiem prowadzenia działalności promocyjnej przez samorządy. Jednak w mojej ocenie promocja gminy, powiatu czy regionu ma sens wówczas, kiedy jest kierowana do odbiorcy zewnętrznego. Kiedy w ogólnopolskiej telewizji oglądam spoty przygotowane przez województwo świętokrzyskie czy dolnośląskie, to zdaję sobie sprawę, że celem takich działań jest pokazanie walorów tych regionów potencjalnemu klientowi, który jako turysta albo nawet przedsiębiorca, zdecyduje się je odwiedzić i zostawić trochę, a może i trochę więcej, swoich pieniędzy. Regiony czy duże miasta reklamują się także w mediach ogólnoświatowych. I taki rodzaj reklamy uważam za uzasadniony i godny polecenia.

Zupełnie jednak nie broni się z punktu widzenia zasady celowości określonej w przepisach o finansach publicznych reklama wewnętrzna. A wiec wydatkowanie środków na działania, które maja na celu przekonanie mieszkańców województwa do walorów regionu, w którym mają przyjemność mieszkać. Podobnie rzecz wygląda w przypadku powiatu czy gminy. Ten rodzaj działań tak naprawdę nie ma na celu promocji gminy, powiatu czy województwa. Ten rodzaj reklamy służy promocji wójta czy zarządu jednostki samorządu terytorialnego. Co, podobnie jak w przypadku wspomnianego zakupu koparki, należy uznać za działanie celowe. Ale z realizacją celu – w rozumieniu przepisów o finansach publicznych – nie ma nic wspólnego.

O stanowiskach i kulturze

W przypadku wydawnictwa przygotowanego przez wójta wspomnianej gminy i dostarczonego w przeddzień wyborów samorządowych do mieszkańców gminy za pieniądze podatników (mieszkańców gminy), pozostaje duży niesmak. Wiele obdarowanych osób zapewne bez przeczytania wrzuciło to wydawnictwo do kosza. Miejmy nadzieję, że przynajmniej do pojemnika na odpady segregowane, bo to by oznaczało, że gmina chociaż w zakresie gospodarki odpadami odniosła rzeczywisty sukces.

Jednakże mój sprzeciw budzi nie tylko wykorzystywanie przez samorządowców swojej dotychczasowej funkcji przy okazji wyborów. Również osoby starające się o pierwszą elekcję nie unikają metod ocenianych przeze mnie negatywnie. Mam spory niesmak po zapoznaniu się z programem proponowanym przez kandydata na wójta, który zamiast skupić się na propozycji programowej, odwołuje się do opinii tzw. autorytetów sugerujących konieczność zmian w zasadach wyborczych. Chodzi konkretnie o ograniczenie możliwości piastowania funkcji wójta, burmistrza czy prezydenta miasta przez maksymalnie dwie kadencje. Wśród wspomnianych autorytetów spotykamy parlamentarzystów reprezentujących tę samą opcję polityczną co wspomniany kandydat na wójta.

Z jednej strony mamy do czynienia z osobą, która być może ma niewiele do zaoferowania i szuka ideologii pozwalającej przekonać wyborców do tego, że dotychczasowy włodarz gminy już się „narządził”. Z drugiej strony, w mojej ocenie, na przypadek spojrzeć należy jako na kolejną próbę zwiększenia stopnia upolitycznienia samorządów na poziomie lokalnym. Ustawowe ograniczenie kadencyjności samorządowców jest niczym innym, jak odbieraniem mieszkańcom samorządów prawa do decydowania, kto ma jednostką samorządu zarządzać. Jest uznaniem, że większe predyspozycje do decydowania o tym, kto ma rządzić w gminie, ma większość parlamentarna niż członkowie danej społeczności samorządowej. To, mówiąc otwartym tekstem, założenie, że mieszkańcy sami nie potrafią zdecydować, kto z ich przedstawicieli może lepiej zarządzać wspólnotą.

Znam wielu samorządowców, którzy od wielu lat kierują gminami. Stabilizacja w mniejszym stopniu dotyczy powiatów i województw, choć i tu spotkać można wyjątki. I w żadnym wypadku nie uważam, że fakt wieloletniego kierowania gminą jest równoznaczny z utratą rzeczywistej oceny sytuacji gminy, czy – tym bardziej – utraty wizji rozwoju jednostki. Można zadać pytanie, czy rutyna jest gorsza od braku kompetencji czy doświadczenia?

Przyglądając się od wielu lat samorządom zauważyłem pewną tendencję w kilku gminach, w których poprzednio przez wiele lat nie zmieniały się władze. Zmiennicy utrzymywali się tylko jedną kadencję. To być może przypadek. Jednakże pokazuje, że to, co wielu osobom z zewnątrz wydaje się proste i oczywiste, po objęciu stanowiska wójta czy burmistrza zaczyna przerastać możliwości danej osoby. Czy tak jest w rzeczywistości, mogą jednak ocenić ci, którzy dokonują wyborów. W związku z tym politycy różnych opcji nie powinni ograniczać prawa do decydowania mieszkańcom wspólnot samorządowych.

Miejmy też nadzieję, że kultura walki o władzę i jej sprawowania będzie się poprawiać. Że przy  kolejnych wyborach samorządowych podobne rozważania nie będą miały racji bytu. Że z jednej strony nie spotkamy się z działaniami władz bezwzględnie wykorzystującymi swoją pozycję i będące w dyspozycji środki publiczne. Z drugiej, kandydaci na stanowiska posługiwać się będą programami, a nie polityczną retoryką. Bo każdy z przedstawionych przypadków wykracza w mojej ocenie poza  podstawowe zasady przyzwoitości.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY