Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

niedziela, 30 listopad 2014 14:56

REPRYWATYZACJA REAKTYWACJA

Napisane przez 

Samorządy borykają się z reprywatyzacją od dwóch dekad – bezskutecznie. Choć zarówno duże, jak i małe JST muszą zmierzyć się z problemem, choćby raz na jakiś czas, ustawowe rozwiązania wciąż są odległe. Niewiele wskazuje na to, by sprawę udało załatwić się w tej kadencji Sejmu, a i następny nie weźmie się do niej od razu. Innymi słowy, z reprywatyzacją – mimo, że temat pojawił się w ostatniej kampanii wyborczej – borykać będziemy się co najmniej kolejne dwa, trzy lata.

Wbrew nazwie, w położonych w gminie Pilawa Trąbkach zlokalizowana była niegdyś jedna z najstarszych na Mazowszu – a może i w całej Polsce – hut szkła. W drugiej połowie lat 40., na mocy prowadzonej wszelkimi metodami nacjonalizacji, Trąbki odebrano właścicielom. Ich następcy prawni powrócili jednak po 1989 roku: poza kupionymi uprzednio zabudowaniami starej huty firma Przemysł Szklany w Polsce SA odzyskała 40 ha dawnych gruntów huty.

Problem w tym, że na tym obszarze znalazły się też gminne zabudowania, m.in. szkoła i boisko. Obie strony doszły w końcu w tej sprawie do porozumienia – gmina Pilawa odkupuje je za półtora miliona złotych. Co prawda, przekracza to jej możliwości finansowe, ale spłata została rozłożona o dwa lata, a dodatkowo Przemysł Szklany w Polsce zrezygnował z wynagrodzenia za bezumowne korzystanie ze zwróconych nieruchomości, a od kwoty potrącony został podatek.

Z potencjalnego sporu udało się zatem wybrnąć względnie bezkolizyjnie, przypadek warty studiowania w innych miejscowościach w kraju – można by rzec. Rzeczywistość nie jest jednak tak prosta i oczywista. – Straciliśmy świetlicę, niepewne były losy szkoły. Przez długi czas nie było się gdzie spotykać – skarżyli się kilka miesięcy temu mieszkańcy Trąbek. – Kolejne inicjatywy zaczęły zamierać – podkreślają, wskazując, że konflikt przyczynił się do obniżenia atrakcyjności miejscowości, przede wszystkim dla ludzi, którzy w niej mieszkają.

Moje sztuczki przestają działać

Przerażające, ale analogiczna sytuacja powtarza się w dziesiątkach gmin w całej Polsce. Nie tak dawno stacja TVN pokazała choćby materiał zrealizowany w podwarszawskich Michałowicach, gdzie niepewny jest los nie tylko jednej z miejscowych szkół, ale też przedszkola i osiedla mieszkaniowego. W małych miejscowościach problem ma zresztą charakter kluczowy: lokalne budżety rzadko kiedy są w stanie znieść konieczność odkupienia od odzyskujących majątek dawnych właścicieli (lub ich następców) obiektów służących dziś za instytucje publiczne – szkoły, domy kultury, biblioteki, obiekty sportowe. A najczęściej chodzi o jedyną w okolicy instytucję tego rodzaju.

Ale nie mniej burzliwe są procesy reprywatyzacyjne w dużych miastach, czego najlepszym przykładem jest stolica – gdzie zresztą temat powrócił w kampanii najmocniej. Tam wręcz wykształcił się podział, tym mocniej wyeksponowany, że akurat trwała kampania, na broniących dobra publicznego urzędników i próbujących wydębić zwrot nieruchomości roszczących, odgrywających rolę „czarnych charakterów”. – Uprzedzam, że będzie gorzej. Od piętnastu lat jako urzędnik w Warszawie szukam sposobów, żeby nieruchomości ratować. Niestety, moje sztuczki przestają działać – mówił w opublikowanej na początku października rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Marcin Bajko, szef Biura Gospodarki Nieruchomościami w warszawskim ratuszu. – Łatanina. Jesteśmy kompletnie osamotnieni, opuszczeni przez polityków i państwo, które chowa głowę w piasek. W sądach też jesteśmy bezbronni, bo według obecnej wykładni prawa w prywatne ręce może trafić właściwie wszystko. Niech pan wyjrzy przez okno: szkoła, park, jakiś placyk, kawałek trawnika. Ale czy za pięć lat to wszystko będzie publicznie dostępne – głowy nie dam – dodawał. W Warszawie liczba obiektów użyteczności publicznej, których dalszy los stoi pod znakiem zapytania, przekroczyła już setkę. Wszystkie należałoby oddać „w naturze”. W sumie chodzi prawdopodobnie o około dwa tysiące nieruchomości.

Nastąpiła swoista zamiana ról: posiadacze praw do znacjonalizowanych niegdyś niezgodnie z prawem nieruchomości nastają na dobro publiczne, natomiast państwo (czy w tym przypadku, samorządy) stało się jego obrońcą. O moralnych aspektach sprawy można by zatem długo dyskutować, ważniejszy w tej chwili jest aspekt praktyczny – i prawny – sporów. Paraliżują one działanie wielu jednostek. Stąd też pojawianie się inicjatyw takich, jak zapowiedziana na kilka dni przed wyborami przez Hannę Gronkiewicz-Waltz, próba przeforsowania „małej ustawy reprywatyzacyjnej”, regulującej np. rozszerzenie prawa pierwokupu nieruchomości przez samorząd lub Skarb Państwa. Inne rozwiązanie to tworzenie „mikroplanów zagospodarowania przestrzennego” – które obejmowałyby konkretne kontrowersyjne obiekty. Skuteczność takiego rozwiązania jest jednak kwestionowana przez ekspertów.

Podejmowanie inicjatyw - niewskazane

Sprawa wykroczyła zresztą poza łamy gazet: po Sejmie krążą projekty ustawy reprywatyzacyjnej (właściwie każda partia zapowiada własny), w burzliwych dyskusjach przypomina się obietnice rządu sprzed sześciu lat, a prezydent Gronkiewicz-Waltz miała w tej sprawie indagować premier Ewę Kopacz i prezydenta Bronisława Komorowskiego. Posłowie SLD zaproponowali ograniczenie rekompensat do 5 proc. wartości znacjonalizowanych nieruchomości, politycy innych partii przebąkują nawet o niższych pułapach procentowych. Trudno się spodziewać, żeby te propozycje budziły szczególny zachwyt składających roszczenia.

W tej atmosferze jedno wydaje się być jasne: w obecnej chwili nie ma możliwości wybrnięcia z sytuacji tak, by wilk był syty i owca cała. Pośrednio jasno podkreślił to wiceminister skarbu państwa Rafał Baniak. – To pytanie o realne możliwości budżetowe – stwierdził pod koniec października w sejmowym wystąpieniu. – Zgodnie ze stanowiskiem ministra finansów w związku z faktem, że Polska nadal objęta jest procedurą nadmiernego deficytu finansów publicznych, administracja zobowiązana jest do podejmowania wszelkich działań, które będą służyły obniżeniu wydatków sektora instytucji rządowych i samorządowych. Co za tym idzie, podejmowanie wszelkich inicjatyw administracyjnych nadmiernie zwiększających wydatki budżetu państwa oraz zobowiązania Skarbu Państwa należy w chwili obecnej uznać za niewskazane – uciął. Wszystko więc jasne, prawda?

Innymi słowy, należy się spodziewać, że w kolejnych latach sprawy będą się miały tak jak dotychczas: poszczególne, indywidualne decyzje podejmować będą sądy – najczęściej po myśli roszczeniodawców. Złagodzenie potencjalnych roszczeń i sposobu egzekucji wyroku będzie kwestią „dogadania” się obu stron sporu. Reprywatyzacja wciąż będzie miała charakter „dzikiej”, a próba przeforsowania jakichkolwiek rozwiązań ograniczających wysokość potencjalnych odszkodowań czy rekompensat zostanie zapewne uznana za „dekrety Bieruta bis”. W tej sytuacji zarówno samorządowcom, jak i osobom występującym z roszczeniami, można doradzać tylko cierpliwość i szukanie kompromisu. Cóż, łatwo powiedzieć.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY