Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 52.

niedziela, 30 listopad 2014 14:53

Powyborczy thriller z dalszym ciągiem

Napisane przez 

Szesnastego listopada, w niedzielę, wśród wielu milionów Polaków oglądających telewizyjne „wieczory wyborcze” nie było chyba nikogo, kto zdołałby przewidzieć, co działo się będzie w następnych dniach. Nic w tym dziwnego, bowiem takiego scenariusza, który zaczął realizować się na naszych oczach, nie powstydziłby się żaden mistrz od filmowych thrillerów. Było narastające napięcie, były niepewności i nadzieje, nagłe zwroty akcji, były dramatyczne role pierwszoplanowych postaci i co ambitniejszych statystów, wreszcie pojawiły się także ofiary, a ściśle mówiąc, jedna, choć podobno mają być kolejne. Czasami robiło się śmiesznie, czasami straszno, czyli tak, jak na przyzwoity dreszczowiec przystało. Pytanie jednak, co to wszystko ma wspólnego z normalnymi, demokratycznymi wyborami, przeprowadzanymi w społeczeństwie obywatelskim, żyjącym w państwie prawa.

Nie podejmuję się odpowiadać na to pytanie, ponieważ w ostatnich dniach usiłował to robić każdy, kto uważa, iż ma coś do powiedzenia. Tyle tylko, że jak na razie nic z tego nie wynika, bowiem tak naprawdę wynikać nie może. Poza jednym – coś takiego nie miało prawa się wydarzyć. Proces wyborczy oraz sposób liczenia głosów muszą być tak organizowane, aby zarówno ich przebieg, jak i wyniki wyborów nie budziły najmniejszych wątpliwości, a tym bardziej nie stwarzały podstaw do jakichkolwiek podejrzeń. Trudno zaprzeczyć że to, co się dzieje obecnie na naszych oczach, u bardzo wielu Polaków poważne wątpliwości i podejrzenia budzi. Potwierdzają to rozmaite sondaże, liczne wypowiedzi prezentowane w mediach, a także „codzienne Polaków rozmowy”.

To, co się wydarzyło, choć z pozoru banalne, bez wątpienia pokazuje słabość państwa oraz jego struktur. Przez kolejne dni obserwowaliśmy kompletną bezradność i ludzi, i instytucji, wobec tego, co się działo. Także wobec „demonstrantów”, wyłamujących drzwi do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej i okupujących jej siedzibę. Dlatego też ogromnie ryzykowne jest sprowadzanie wszystkiego do problemów natury technicznej bądź organizacyjnej, a dokładnie do katastrofy systemu informatycznego, który miał wybory obsługiwać. Nic tu także nie pomoże zaklinanie rzeczywistości, przywoływanie Konstytucji oraz przepisów kolejnych ustaw, przekonywanie, że w istocie nic się nie stało, że mimo przejściowych trudności głosy zostały (zostaną) policzone rzetelnie i uczciwie. Zapewne tak jest, czy też będzie, ale nic to nie zmieni, bowiem problem leży zupełnie gdzie indziej, przede wszystkim dlatego, że znaczna część obywateli w to nie uwierzy. Mamy więc do czynienia nie tyle z problemem natury prawnej czy organizacyjnej, co społecznej i politycznej, o znaczeniu fundamentalnym dla funkcjonowania samorządu terytorialnego, a zatem państwa. Oczywiście, odrębną sprawą jest analiza przyczyn powstałego bałaganu i stworzenie mechanizmów, zapobiegających powstawaniu takich sytuacji w przyszłości. To akurat da się załatwić stosunkowo szybko i prosto. Schody zaczynają się zupełnie gdzie indziej.

Demokratyczne, poprawnie przygotowane i przeprowadzone wybory umacniają państwo, budują zaufanie obywateli do jego struktur oraz instytucji. Jeśli jednak procedury wyborcze nie przebiegają poprawnie, skutek jest dokładnie odwrotny i sądzę, że z tym właśnie mamy, czy będziemy mieć, do czynienia. Aby nie szukać daleko – ci, którzy na głosowanie nie poszli, utwierdzą się w przekonaniu, że zrobili dobrze, natomiast wielu z tych, którzy w wyborach uczestniczyli, uzna, że zrobili źle. Jak może się to przełożyć na frekwencję w kolejnych wyborach? Ile pozostanie z obecnych czterdziestu kilku procent? Dwadzieścia, dziesięć, czy może jeszcze mniej?

Dla nikogo już chyba nie ulega wątpliwości, że to, co się stało, spowoduje kolejny spadek zaufania obywateli do własnego państwa. Jest to problem realny i nie ma co udawać, że nie istnieje, bądź go bagatelizować. Trzeba się z nim zmierzyć i powinna o to zadbać cała klasa polityczna. Nie da się sprawy przeczekać, zagadać, „przykryć” kontrolami oraz dymisjami „osób odpowiedzialnych”. Niczego nie załatwi też nawoływanie do „unieważnienia wyborów”, bowiem za pomocą tłuczenia termometru nikt nigdy temperatury nie obniżył. Sądzę natomiast, iż jeśli klimatu, istniejącego obecnie wokół listopadowych wyborów nie da się odczuwalnie poprawić, jeżeli nie da się oczyścić z wszelkich podejrzeń i wątpliwości ich wyników, rozsądne będzie rozważenie decyzji o skróceniu kadencji władz samorządowych

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY