Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

niedziela, 30 listopad 2014 14:46

ZASTRZYK WARTY 600 MILIONÓW

Napisane przez 

Inwestycje wodno-kanalizacyjne, gospodarka odpadami, infrastruktura transportowa, rewitalizacja budynków – takie mają być priorytety wydatkowania środków z powołanego w październiku do życia Funduszu Infrastruktury Samorządowej. W puli znajdzie się 600 milionów złotych.

To przedsięwzięcie jest wspólną inicjatywą Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskich Inwestycji Rozwojowych, które 8 października podpisały umowę dotyczącą powołania do życia Funduszu. „Udziałowcy” Funduszu zrzucą się na wspomnianą pulę środków po połowie. – Żeby samorządy mogły w pełni wykorzystać przysługujące im fundusze unijne na lata 2014-2020, będą potrzebowały wkładu własnego równego 60 miliardom złotych – tłumaczył Michał Lubieniecki, dyrektor inwestycyjny i wiceprezes PIR. – Tymczasem wiele samorządów w ostatnich latach mocno zwiększyło zadłużenie i ma ograniczone możliwości zaciągania dalszych zobowiązań. FIS jest odpowiedzią na ten problem – pozwoli samorządom inwestować bez zwiększania zadłużenia – dodawał.

Mechanizm różni się od pożyczek, jakich dotychczas udzielał JST Bank Gospodarstwa Krajowego. – Będziemy wchodzić do projektów realizowanych przez samorządy, obejmując w nich mniejszościowe udziały lub akcje. W ten sposób lokalne władze dostaną do dyspozycji kapitał, który nie podniesie wskaźników zadłużenia – podkreślał Dariusz Kacprzyk, prezes BGK. – To pomoże podtrzymać wysoką aktywność inwestycyjną samorządów – kwitował. Finansowanie inwestycji ze środków Funduszu miałoby zawierać się w widełkach od 10 do 120 milionów złotych na pojedynczy projekt, co oznacza wejście FIS w co najmniej kilkadziesiąt inwestycji na terenie całego kraju. Ba, FIS mógłby również obejmować udziały i akcje w już istniejących spółkach komunalnych.

W grę wchodzą zatem dwa modele funkcjonowania: w pierwszym FIS obejmuje – poprzez podwyższenie kapitału – udziału w samorządowych spółkach jako mniejszościowy udziałowiec, dostarczając podmiotowi kapitału na realizację inwestycji wieloletnich, zakładających modernizację lub stworzenie nowej infrastruktury. Drugi zasadza się na odkupieniu na określony czas udziałów w tych spółkach – dzięki temu samorząd dostawałby do rąk środki, mogące służyć do realizacji zadań własnych.

Jeżeli ta formuła „chwyci”, FIS ma szansę wpisać na się w samorządowy krajobraz na kolejne dwie dekady – taką „żywotność” projektu przewidują bowiem jego twórcy. Instytucjonalnie Fundusz ma powstać w ramach TFI BGK S.A., natomiast jego aktywami mają zarządzać specjaliści PIR. Szczegóły przedsięwzięcia mają zostać dopracowane podczas spotkań i konsultacji z samorządowcami – te powinny zacząć się lada chwila, tym bardziej, że pierwsze środki z FIS powinny popłynąć do zainteresowanych już w pierwszym kwartale przyszłego roku.

Infrastrukturalna czarna dziura

- Postęp w zakresie infrastruktury jest duży, ale wciąż ocena polskiej gospodarki pod kątem jej konkurencyjności i stanu rozwoju infrastruktury jest niska – tak oceniał sytuację w Polsce szef zespołu analiz ekonomicznych Ernst & Young, Marek Rozkrut, podczas czerwcowego Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie. – Mamy dużo zaległości do odrobienia w infrastrukturze drogowej i kolejowej, mniejsze w telekomunikacji – dodawał. Według niego na tle reszty Europy Polska jest przeciętniakiem. Wyróżniają ją na dodatek „silnie zaburzone proporcje między sektorami publicznym i prywatnym w finansowaniu inwestycji infrastrukturalnych” – ze wskazaniem na ogromną rolę sektora publicznego w tym zakresie. Cóż, FIS przyczyni się zapewne do dodatkowego jej zwiększenia.

Według danych Eurostatu Polska wydaje też wyjątkowo spore dumy na rozbudowę infrastruktury – jedna czwarta nakładów inwestycyjnych w kraju wydawana jest na przedsięwzięcia z zakresu energetyki, gazownictwa, wodociągów i kanalizacji. Przy czym eksperci pomstują, że dzieje się to bez racjonalnego przemyślenia inwestycji. – Trzeba tworzyć takie rozwiązania, które zwiększają atrakcyjność inwestycyjną i przyciągają inwestorów – podkreśla prof. Leszek Pawłowicz, ekonomista i wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką. – Wpływ infrastruktury na rozwój gospodarczy jest przeceniony – sekunduje mu były wicepremier i minister gospodarki, Jerzy Hausner.

Sytuacja jednak nie zmieni się zbytnio w ciągu najbliższych kilku lat, a przynajmniej – dopóki dostępne będą środki unijne, przeznaczone dla Polski w perspektywie finansowej na lata 2014-2020. Zgodnie z Umową Partnerstwa zawartą z Komisją Europejską wiosną br. największa część środków dla Polski zostanie przeznaczona na rozwój infrastruktury transportowej, a największy przyrost funduszy będzie dotyczył obszarów rozwoju gospodarki niskoemisyjnej, kolei i innowacji.

Przypomnijmy, kluczowe jest dla Polski pięć unijnych funduszy: Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego, Fundusz Spójności, Europejski Fundusz Społeczny, Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich oraz Europejski Fundusz Morski i Rybacki. W sumie z wszystkich tych źródeł polscy beneficjenci mają szansę otrzymać ponad 85 miliardów euro. I niemal 24 mld powinny zostać przeznaczone na infrastrukturę, zwłaszcza kolejową (ponad 10 mld euro, 80 proc. więcej niż w poprzedniej perspektywie finansowej UE). To oznacza olbrzymią presję: jeśli modyfikować czy budować infrastrukturę – to teraz.

Tyle że nigdy jeszcze finansowa sytuacja JST nie była tak ciężka. Co prawda, w ciągu ostatnich trzech lat zadłużenie samorządów nie zwiększyło się w istotny sposób (na koniec ubiegłego roku wynosiło 69,16 mld zł) – ale też, zgodnie z pesymistycznymi ocenami niektórych ekspertów, jest to kwestia stosowania „inżynierii finansowej”, pozwalającej balansować na krawędzi bankructwa. Z drugiej strony zwolennicy optymistycznego spojrzenia zapewniają, że mówienie o katastrofie w samorządowych budżetach jest próbą wywierania przez lokalne elity nacisku na władze centralne, albo przejawem histerii.

Nieufność do przyjaznego inwestora

Tak czy inaczej, FIS pojawia się w odpowiedniej chwili – choć 600 mln złotych może się wydawać kroplą w morzu potrzeb. Jak twierdzi Michał Lubieniecki, Fundusz nie będzie się zanadto wtrącać w to, co lokalne władze będą chciały sfinansować ze środków wyasygnowanych przez BGK i PIR. – Zadaniem Funduszu jest dostarczenie JST nowego instrumentu współfinansowania inwestycji infrastrukturalnych realizowanych w ramach nowej perspektywy finansowej – ucina. Można jednak oczekiwać, że gros pieniędzy zostanie wydane na inwestycje wodno-kanalizacyjne, miejskie sieci ciepłownicze, gospodarkę odpadami, infrastrukturę transportową, rewitalizację budynków, inwestycje społeczne z zakresu edukacji czy ochrony zdrowia.

- Jestem spokojny, jeśli chodzi o popyt na tego rodzaju instrument. Efekty jego wprowadzenia powinny być widoczne w ciągu kilku miesięcy – podkreślał z kolei Dariusz Kacprzyk. Cóż, w BGK podobna inicjatywa była już rozważana w 2011 r. i szefowie tej instytucji są głęboko przekonani, że pomysł jest rewolucyjny. – To bardzo ambitny, skomplikowany i nowatorski projekt, który otworzy drogę samorządom do zmian struktury własnościowej spółek komunalnych – dorzucił.

Rewolucja będzie miała też jeszcze inny wymiar. – Spółki komunalne będą zmotywowane do generowania dywidendy – zapowiada Joanna Budzińska-Lobing, dyrektor inwestycyjna PIR. FIS ma być bowiem narzędziem zarabiania, tyle że w dłuższej perspektywie i z pożytkiem dla JST. Pytanie, oczywiście, jak do tej formuły „cichej prywatyzacji” mienia komunalnego odniosą się samorządowcy. Podobnie bowiem, jak w przypadku innych adresowanych do nich inicjatyw – jak choćby partnerstwo publiczno-prywatne (PPP) – w grę wchodzi też nieufność wobec niestandardowych rozwiązań, mogących budzić kontrowersje wśród mieszkańców czy w mediach. I wtedy nawet zapewnienia o tym, że FIS ma być „przyjaznym inwestorem” nie pomogą.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY