Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

niedziela, 30 listopad 2014 14:43

BLAMAŻ

Napisane przez 

Zamykając niniejsze wydanie Magazynu Samorządowego GMINA mieliśmy nadzieję dysponować już reprezentatywnymi wynikami wyborów. Stało się inaczej: w Polsce zapanował bezprecedensowy chaos, wyniki z poszczególnych miast i miasteczek pojawiają się niczym doniesienia z rozciągniętej do granic możliwości linii frontu, a powtórka wyborów wcale nie jest wykluczona. Krótko mówiąc: blamaż.

- Nie dajmy się zwariować, to wszystko da się policzyć – skwitował prezydent Bronisław Komorowski, gdy od zamknięcia lokali wyborczych upłynęło już około stu godzin, a w Państwowej Komisji Wyborczej panował chaos, jakie wcześniej w tej instytucji nigdy chyba nie widziano. Marszałek Radosław Sikorski zareagował z kolei postulatem zwiększenia budżetu PKW – i akurat w tej kwestii nie ma większych wątpliwości, zwłaszcza że już w przyszłym roku PKW czekają kolejne dwa sprawdziany: wybory powszechne i prezydenckie.

Państwowa Kompromitacja Wyborcza

Tak nazywają dziś komisję tabloidy. I jeśli na co dzień można z nimi polemizować, tym razem nikt nie ma wątpliwości: PKW zawiodła. Powodów znaleźć można by wiele: padł system informatyczny, który miał zapewnić błyskawiczne zliczenie głosów (a wysupłano na niego z budżetu państwa 429 tys. złotych); fatalnym pomysłem były stoickie zapewnienia, że „to się policzy”, którymi urzędnicy komisji zbywali pytania mediów; emocje rozbuchał dodatkowo atak hakerski na strony PKW, do jakiego doszło dwa dni po wyborach – a na który najwyraźniej nikt nie był przygotowany.

Burza, która się zerwała po awarii, musiała zebrać swoje żniwo. I tak też się stało, pierwszą realną ofiarą skandalu stał się szef Krajowego Biura Wyborczego, Kazimierz Czaplicki. – Awaria systemu informatycznego nie pozwala na spełnienie oczekiwań klasy politycznej i społeczeństwa na niemal bezzwłoczne po zamknięciu lokali wyborczych ogłoszenie wyników tych wyborów – oświadczył, podkreślając swoją odpowiedzialność za prawidłowe przygotowanie i przeprowadzenie wyborów. – Poczucie tej odpowiedzialności skłania mnie do złożenia przez PKW rezygnacji z pełnionej funkcji – skwitował. I znowuż – tabloidy pomstują, że to zbyt mało: sędziowie PKW mają zarabiać po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, i choćby z tego powodu powinniśmy spodziewać się po nich najwyższej klasy profesjonalizmu. Zwłaszcza gdy wydają 280 mln złotych przeznaczone na te właśnie wybory.

Sytuacją w Państwowej Komisji Wyborczej z dnia na dzień zainteresowali się wszyscy: politycy prześcigają się w receptach na uzdrowienie tej instytucji, Najwyższa Izba Kontroli przymierza się do kontroli wydatkowania środków przeznaczonych na system informatyczny oraz obsługę listopadowych wyborów, a Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego tropi hakerów, którzy „uziemili” internetową witrynę PKW.

W tym wszystkim zaczęło niknąć to, co miało być najważniejsze: wyniki wyborów. W pierwszych godzinach po głosowaniu silono się jeszcze na zestawienia – PiS miał zdobyć około 31 proc. głosów, PO – 27 proc., PSL – 23 proc. Potem i te dane zniknęły, zastępowane już tylko szczątkowymi doniesieniami o ogłoszeniu wyników tu czy tam. Zliczanych… ręcznie. Co gorsza, przestano nawet określać datę podania do wiadomości publicznej ostatecznych wyników, poprzestając na zapewnieniach, że druga tura wyborów jest niezagrożona i wypada 1 grudnia. Wtedy skądinąd ma też dobiec końca misja Kazimierza Czaplickiego.

Powstała sytuacja kuriozalna. Do ręcznego liczenia przystąpili bowiem również sami kandydaci – i zaczęły się mnożyć pierwsze powyborcze sojusze polityczne. – W wielu powiatach głosy mamy policzone i pracujemy nad składaniem koalicji, by jak najszybciej zająć się pracą merytoryczną – mówił Portalowi Samorządowemu Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich. Według niego, dane samodzielnie przeliczane przez lokalnych polityków pokrywały się w 99,9 proc. z podawanymi potem danymi oficjalnymi. Ale skoro już przechodzimy na poziom lokalny: w Polsce były miejsca, w których nawet 40 proc. oddanych głosów było nieważnych (np. wybory do sejmiku województwa pomorskiego). To kolejny problem, tym razem nie dotyczący już PKW – problem niedostatecznej uwagi wyborców lub niedostatecznej informacji przed samym głosowaniem. W PKW mogło zawieść oprogramowanie, w tym przypadku zawiódł „czynnik ludzki”.

Powtórka z rozrywki

- Jest wiele powodów do niepokoju. Nie wykluczam postulatu o powtórzeniu wyborów samorządowych – rzucił już w środę na antenie TVN24 minister sprawiedliwości, Cezary Grabarczyk. – Nie zdecydowałbym się na zastosowanie w wyborach systemu informatycznego, który jeszcze w tygodniu przedwyborczym był niesprawny – dorzucił. Nie minęło wiele czasu, jak zaczęto się w jego wypowiedzi doszukiwać drugiego dna: w ten sposób Platforma Obywatelska może chcieć poprawić swój – jak już wiadomo, niezbyt imponujący wynik.

Minister wychylił się jednak przed szereg. Gdy następnego dnia z podobnym postulatem wystąpiły PiS i SLD, partie wchodzące w skład rządowej koalicji stanowczo odcięły się od tego pomysłu. Możliwość powtórki dopuszczają tylko w tych miejscach, gdzie sąd okręgowy uznałby głosowanie za nieważne. – Karać poprzez tą inicjatywę o skróceniu tych kadencji, gdzie nie było nieprawidłowości, jest czymś kuriozalnym – dowodził wicemarszałek Sejmu z ramienia PSL, Eugeniusz Grzeszczak.

Teoretycznie, awaria systemu informatycznego nie powinna stanowić pretekstu do powtórki wyborów. Głosy tak czy inaczej są liczone, choćby ręcznie, i nie sposób zakwestionować wyniku takiego liczenia bez dowodu na fałszerstwo. Tym większe znaczenie mają więc nieodpowiednio zaprojektowane karty do głosowania. Właśnie na ten element wyborczego chaosu powołują się przedstawiciele partii prących do powtórki, m.in. Mariusz Błaszczak z PiS czy Krzysztof Gawkowski z SLD. Opozycja chciałaby w tej sprawie uchwalić stosowną ustawę, unikając w ten sposób ciągnących się miesiącami procedur z wnioskami składanymi w każdym powiecie osobno. – To sądy są od tego, żeby stwierdzać ważność wyborów – odcina się jednak poseł PO, Marcin Kierwiński. – Pan przewodniczący Błaszczak, z tego, co wiem, jest przewodniczącym klubu Prawa i Sprawiedliwości, a nie sędzią Sądu Najwyższego – ironizował.

Kierwiński powołuje się tu na „opinię większości konstytucjonalistów”. Rzeczywiście, ekspertom pomysł na powtórne głosowanie nie przypadł do gustu. – To, co się dzieje, to skandal i kompromitacja, ale podstaw do negowania prawidłowości głosowania nie ma – mówił dyrektor programu „Odpowiedzialne państwo” w Fundacji im. Stefana Batorego, Grzegorz Makowski, w rozmowie z Portalem Samorządowym. – Jest problem z liczeniem i moim zdaniem, PKW powinna podać się do dymisji, ale nawoływanie do powtarzania wyborów to już polityczne gierki – dodawał.

Z kolei prof. Piotr Winczorek w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” podważył też argument o niejasno sformułowanych kartach do głosowania. – To, że ktoś nie rozumie, co robi, nie może być powodem unieważnienia wyborów – uciął twardo. – Może druk był za mały, może ktoś niedowidział, gdzie stawia krzyżyk. Musimy zakładać, że wyborca jednak jest świadomy. A wiadomo, że mechanizm psychologiczny jest taki, że jak człowiek nie zna kandydatów, to głosuje na tego „z brzegu” – na początku lub na końcu listy. Ten sam efekt może być z numerem listy: ten komitet, który wylosuje jedynkę, może mieć u tego typu wyborców większe szanse. To nie jest wada kwestionariusza. Zresztą gdyby wszystkie kartki były oddzielnie, byłby jeszcze większy chaos – dodawał.

Cóż, próbując doszukać się w obecnej sytuacji choćby jednego pozytywnego aspektu, warto przypomnieć badania publikowane przed wyborami – wynikało z nich nie tylko, że Polacy darzą lokalnych włodarzy większym zaufaniem niż tych zasiadających w instytucjach centralnych, ale też że to właśnie wybory samorządowe budzą ich największe zainteresowanie. Teraz okazuje się, że budzą też emocje, jakich dawno nie doświadczyliśmy. Może te emocje przełożą się na frekwencję przy urnach i większe zrozumienie (oraz zainteresowanie) sprawami państwa i samorządów? Oby.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY