Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

sobota, 01 listopad 2014 20:16

TO NIE PRZYWÓDZTWO, TO MANIPULACJA

Napisane przez 

Rozmowa z profesorem Andrzejem K. Piaseckim, politologiem i historykiem z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie

ANNA CEBULA: Charyzma pozwala…

ANDRZEJ K. PIASECKI: Przewodzić ludziom. Trudno być przywódcą bez daru przyciągania. Już w przedszkolu widać, które dzieci mają cechy przywódcze. Tej charyzmy można się oczywiście nauczyć, bo nie zawsze jest to cecha wrodzona. Oczywiście, lepiej urodzić się z charyzmą, ale też są politycy, którzy zaczynali karierę w ostatnim szeregu, a z czasem dojrzewali, wykształcili w sobie cechy charyzmatyczne i okazywali się czarnymi końmi wyborów.

Jaki powinien być charyzmatyczny przywódca w naszych realiach?

Gdybyśmy zapytali jakiegokolwiek burmistrza we Włoszech, Francji czy Grecji, kim jest – pewnie odpowiedziałby, że reprezentantem, pierwszym człowiekiem w gminie, liderem. Natomiast nasz burmistrz czuje się gospodarzem i menedżerem, czyli realizuje pewne zadania. Na poziomie lokalnym, a także krajowym, włodarza cechuje bardziej pewna zadaniowość niż poczucie misji i reprezentacji. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, nie chcę wartościować, ale rodzimi przywódcy bardziej chcieliby być menadżerami niż politykami.

Czy Polacy mają zaufanie do lokalnych liderów?

Tak, ale jest ono bardzo zróżnicowane. Po pierwsze, nie jest stuprocentowe, natomiast zdecydowanie większe niż do liderów krajowych. W tej chwili, według badań, wynosi ono 30−40 proc., do kilkunastu procent więcej niż do liderów politycznych w skali kraju, poza prezydentem. Gdyby spojrzeć z kolei na tę wierchuszkę, czyli na liderów najdłużej sprawujących urząd i osiągających najlepsze efekty, to takim prezydentem jest Wojciech Szczurek z Gdyni – od kilkunastu lat uzyskujący 70 proc. poparcia już w pierwszej turze wyborów.

Nie chcę wymieniać nazwisk czy miejscowości, gdzie takiego zaufania nie ma. Gminy są sparaliżowane, źle zarządzane, zadłużone, targane konfliktami, a mieszkańcy organizują protesty i referenda odwoławcze. Z tego trzeba wyciągnąć średnią – która i tak jest lepsza niż statystyczna krajowa.

Pojawia się też inny problem, bardziej na poziomie mniejszych miejscowości, gdzie powstają struktury, które powodują, że lider, wójt czy burmistrz, jest ciągle wybierany…

To jest inne zjawisko – nepotyzmu. Tu niekoniecznie chodzi o to, że lider jest charyzmatyczny i dobry w zarządzaniu gminą. Tę strukturę w małej gminie tworzy rodzina, znajomi, stowarzyszenie strażackie i koło gospodyń wiejskich. Poprzez urząd gminy, zatrudniający kilkadziesiąt osób, w tym pracowników z rodziny włodarza, to już jakieś kilkaset osób bezpośrednio zainteresowanych utrzymaniem status quo, jeżeli mają jakieś relacje z wójtem. Jarosław Flis, politolog z UJ, obliczył, że wójt ubiegający się o reelekcję ma zapewnione około 20 proc. głosów na starcie. Jeżeli rządzący jest jeszcze do tego dobrze oceniany, zyskuje kolejne 20 procent. Właściwie niewiele musi robić, aby przekroczyć wymagane 50 proc. Aż 70 proc. wójtów małych gmin wygrywa kolejne wybory. Około 20 procent nie ma w ogóle rywala. Dochodzimy tu do pewnej patologii. To nie jest przywództwo, a manipulacja, która bierze się z utrwalenia takiego zabetonowanego systemu.

Swój człowiek – jest jeszcze taka kategoria kandydata…

Oczywiście, postrzeganie jako swojaka, na poziomie lokalnym ma znaczenie dla wyborcy. Znowu musimy wyciągnąć jakąś średnią: z mojego rozeznania wynika, że kompetencje jednak się liczą. Dowodem na to są wyniki dotyczące wcześniejszych zajęć burmistrzów. Otóż ci liderzy, którzy byli menadżerami, dyrektorami, prezesami czy prowadzili firmy, lepiej radzą sobie na tym stanowisku, mają lepsze notowania u wyborców i są częściej wybierani. Wyborcy doceniają ich za kompetencje.

Natomiast ten brat łata, co to zagada i wszystkim chce zrobić dobrze, a najbardziej sobie, przy braku kompetencji też może sobie poradzić – ale wygrywa na krótką metę. Ludzie doceniają swojego reprezentanta nie przez dobre czy złe serce, ale efekty – gospodarność, takie racjonalne podejście do majątku gminy, czyli poprzez portfel. Coraz częściej wiążemy wynik wyborów lokalnych z tym, jak nam się żyje. I albo coś mamy, albo nie – i to się odczuwa. Jeżeli nie mamy chodnika, przystanku czy boiska, to się zastanawiamy, dlaczego tak jest. Trudno również wytłumaczyć ten stan brakiem pieniędzy. Wystarczy pomysł i dobry projekt. Przykładów można wymienić wiele, ale chyba takim najlepszym jest Uniejów zarządzany przez burmistrza Józefa Kaczmarka, który rządzi 12 lat, a wcześniej był nauczycielem i radnym. Zanim został liderem, to była szara gmina. Miasteczko bez przyszłości. Przy czym, od co najmniej 30 lat było wiadomo, że w Uniejowie są wody termalne. Nikt jednak nie podjął wyzwania. Dopiero ten przywódca stworzył nową wizję i powstały sanatoria. W tym roku gmina jest już numer jeden na liście najdynamiczniej rozwijających się w Polsce. Ktoś powie, że gminie się udało, ale czemu nikt nie zrobił tego wcześniej? Bo nie było odpowiedniego człowieka.

Jakie znaczenie ma program, rozmowa, kwalifikacje, umiejętność trafnego odczytania, co jest problemem? To może przekonać wyborców?

Nie rozmawiajmy w sposób oderwany od rzeczywistości, którą znamy, bo programów wyborczych nikt nie czyta, poza samymi twórcami. Jednak ludzie znają się nawzajem. Burmistrzem rzadko zostaje się w wieku 20-30 lat, a może szkoda. Natomiast jak się ma 45 lat – to statystyczny wiek burmistrzów – ma się jakiś dorobek, który jest właśnie tym programem. Na podstawie CV można ocenić, co zrobił kandydat do tej pory, kim jest.

Jakie znaczenie mają sympatie polityczne na poziomie lokalnym?

To nie jest priorytet. Na poziomie przywódców lokalnych przynależność polityczna to raczej problem. Na poziomie gmin wiejskich wyraźny jest związek, niemal z urzędu, z PSL. Burmistrzowie większości miast powiatowych, a jest ich około trzystu, chcą startować pod szyldem lokalnym. Na przykład w Wielkopolsce jest Towarzystwo Samorządowe, które nawiązuje do komitetów obywatelskich z 1990 r. Tam też jest burmistrz, który wygrywa od 12 lat. To Towarzystwo wchodzi w koalicje, ale utrzymuje większość w radzie. Ale tak do końca wójtowie czy burmistrzowie nie są apolityczni. Kiedy słyszę od kogoś, że się w politykę nie miesza, to jest to mydlenie oczu – startując w wyborach, bierze się udział w polityce. Można mówić, że burmistrz nie jest związany z jakąś partią, ale nie jest apolityczny. To są dwie różne rzeczy.

Charyzmatycznym przywódcą jest…

To z każdego poziomu: Rafał Dutkiewicz z metropolii. To nie tylko lokalny lider w sensie miasta, ale i regionalnym – bo i PO się do niego uśmiecha, nawet jeśli go nie będzie w tej partii, to sama chęć porozumienia się, świadczy, że jest politykiem w skali krajowej. Schodząc do poziomu miast grodzkich, trzeba sięgnąć do rankingów, ale takim charyzmatycznym przywódcą jest lider Mielca. Wśród miast powiatowych, 20-40-tysięcznych, najlepsze wyniki mają Polkowice. Może jeszcze przywołałbym Turek: tam burmistrz wcześniej był dyrektorem kopalni, typowy przykład menedżera. Z mniejszych miejscowości na pewno Lesznowola. Ich włodarze są znani z mediów, bo tu nie chodzi o sztywne wskaźniki.

Zresztą takie rankingi budzą moje zastrzeżenia. Jeżeli nawet wskażemy pierwsze czy drugie miejsce, to liczy się nie dziesiątka, a pierwsza setka. Tych burmistrzów, którzy dobrze rządzą, jest bardzo dużo. Nieraz się waham, bo myślę, że na 2,5 tys. gmin przynajmniej dziesięć znajdzie się w ścisłej czołówce dobrze zarządzanych. Dorobiliśmy się naprawdę profesjonalnej kadry burmistrzów i wójtów.

Oczywiście, jest jakiś jeden procent takiej – powiedzmy – zakały, kilkudziesięciu włodarzy, którzy mieli kłopoty z prawem, mieszkańcami czy budżetem i w wyniku referendów zostali usunięci. Za niekorzystne uważam struktury przyjacielsko-rodzinne. Dodałbym tutaj soli do beczki miodu: jestem zwolennikiem ograniczenia kadencji wójta czy burmistrza do dwóch, by jedna osoba nie rządziła w nieskończoność. To zabezpiecza też liderów, którzy są bardzo dobrzy. Moim zdaniem, oni sobie poradzą świetnie na innych stanowiskach. Będą świetnymi starostami, wojewodami, zajmą się polityką czy odnajdą się w strukturach UE, natomiast po piętnastu latach zarządzania tą samą gminą, liderzy nie mają siły, wpadają w rutynę, w mechanizmy czasem nawet patologiczne – klientelizm, nepotyzm. Te zjawiska nie są niezgodne z prawem, ale są nieetyczne.

Prof. zw. dr hab. ANDRZEJ K. PIASECKI – kierownik Katedry Samorządu Terytorialnego i Wspólnot Lokalnych w Instytucie Politologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Autor m.in. książek „Wybory w Polsce 1989-2011”, „Menadżer i polityk”, „Model przywództwa”, „Lider społeczny w XXI wieku”.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY