Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 52.

sobota, 01 listopad 2014 20:02

Czas lokalnych liderów

Napisane przez 

Jeśli dobrze pamiętam, określenie „lider” pojawiło się u nas i zadomowiło na dobre w okresie wczesnego peerelu za sprawą kolarskiego Wyścigu Pokoju, który wówczas niebywale emocjonował dosłownie wszystkich. Będący na czele wyścigowej klasyfikacji „lider”, o którym nieustannie mówili w radio sprawozdawcy sportowi, to był naprawdę ktoś – idol, wzór dla chłopaków i obiekt westchnień wielu dziewczyn. Stanisław Królak, potem Szurkowski i Szozda byli niekwestionowanymi bohaterami tamtych czasów, „liderami” uprawianej dyscypliny sportu, nie tylko rozgrywanego czy zakończonego właśnie wyścigu. Tak było potem przez wiele lat; lider mógł być wyłącznie w sporcie. W życiu publicznym czy w polityce, zarówno określanie kogoś jako „lidera”, jak i przypisywanie mu takiej roli, było co najmniej ryzykowne. W tamtej rzeczywistości liderzy nie byli potrzebni, bowiem stanowić mogli źródło potencjalnego zagrożenia. To władza decydowała, kto jest lub będzie „na czele peletonu” – organizacji, związku, stowarzyszenia czy ówczesnej postaci samorządu. Naturalne procesy kreowania lidera w grupie bądź środowisku albo przechodziły pod kontrolą władzy, albo były skutecznie tłumione.

Tak było i wielu ambitnych ludzi, którzy mając ku temu wszelkie predyspozycje, chciało samodzielnie podjąć trudną rolę lidera, przez wiele lat leczyło boleśnie podcięte skrzydła. Teraz, aczkolwiek tu i ówdzie próbuje się jeszcze stosować takie zabiegi, w liczącej się skali są one niezwykle trudne, a niekiedy wręcz niemożliwe. Dzisiaj, nawet wówczas, gdy komuś mocno to dolega, nie da się zatrzymać procesów, w wyniku których rodzi się autentyczny lider, niemożliwe jest także sprawowanie nad nimi jakiejkolwiek kontroli. Można natomiast lidera przejąć pod swoje skrzydełka, tyle tylko, iż wówczas zwykle liderem być przestaje. Szczególnie wdzięcznym czasem „polowań na liderów” są rozmaite kampanie społeczne, przede wszystkim poprzedzające wybory, bowiem ujawniają możliwości ludzi nie dostrzeganych i nie docenianych wcześniej, a także weryfikują tych, którzy już tę rolę pełnią. Każdy, kto uważnie obserwuje tegoroczną kampanię samorządową, gołym okiem zauważy, że to święta prawda.

O autentycznych lokalnych liderów w ostatnich miesiącach zabiegały wszystkie liczące się w wyborach „siły”, nie wyłączając prowadzących w rankingach partii. Trudno się temu dziwić, bowiem głosowanie w okręgach jednomandatowych, które „wymuszają” głosowanie na konkretnego człowieka, a nie na listę, najczęściej partyjną lub utożsamianą z jakimś środowiskiem politycznym, stwarza im szczególną szansę na zwycięstwo. Dlatego też to oni, lokalni liderzy, mają największą szansę wygrać tegoroczne wybory samorządowe i decydować o tym, jaka będzie lokalna władza przez najbliższe cztery lata. Pewną niewiadomą stanowią jedynie sejmiki wojewódzkie, które w strukturze samorządowej pozostają ostatnią enklawą, chciałoby się powiedzieć skansenem, wyborczej partyjności czy partyjnictwa raczej. Mam jednak nadzieję, że przy kolejnych wyborach tu także wprowadzone zostaną okręgi jednomandatowe.

Politolodzy oraz uczeni od psychologii społecznej i psychologii biznesu twierdzą, iż „żyjemy w czasach liderów”. Nie wiem, czy rzeczywiście nastały takie czasy, ale niewątpliwie prawdą jest, iż ludzie aktywni, postrzegani w środowisku czy w społeczności lokalnej jako „liderzy”, mogą wywierać i wywierają coraz większy wpływ na bieg spraw publicznych. Coraz częściej także uzyskują umożliwiający im to formalny mandat. Jakie konkretne korzyści przynosi to lokalnym społecznościom, udowodniły już wielokrotnie bezpośrednie wybory prezydentów, burmistrzów i wójtów. Pokazały także, iż Polacy coraz bardziej cenią sobie zaangażowanie i kompetencje, coraz częściej oceniają sprawujących władzę po efektach ich pracy, a nie po przedwyborczych deklaracjach i pokrzykiwaniach na przeciwników. Pokazały, że tak naprawdę liczy się człowiek, lider właśnie, który zarządza ich sprawami na mocy mandatu, którego mu udzielili, a nie partia, która go do sprawowania tej funkcji namaściła. Czy sprawdzi się to także w tegorocznych wyborach? Czy kandydujący na radnych liderzy przekonają do siebie wyborców, przywracając wyborom lokalnym ich samorządowy charakter? Szansa na to jest naprawdę bardzo duża. Módlmy się, aby została wykorzystana.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY