Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 68.

niedziela, 28 wrzesień 2014 22:43

OGIEŃ I WODA

Napisane przez 

Wojsko Polskie liczy dziś około dziewięćdziesięciu generałów i 100 tysięcy żołnierzy innych stopni (wypada mniej więcej po jednym generale na batalion). Część z nich uczestniczy w misjach poza granicami, lecz większość od dziesięcioleci doświadcza jedynie zwykłej, pokojowej służby. Nie mamy więc – za co należy dziękować Bogu – generałów, którzy szlify zdobywali krwią wylaną na polu walki. Są jednak inne formacje mundurowe, które na co dzień posługują się wojenną frazeologią, bowiem ryzykowanie życia i zdrowia jest ich codziennością. To wojownicy czasu pokoju. Każdy pożar, każda powódź niosą za sobą bezpośrednie zagrożenie dla interweniujących strażaków.

Wydawało się, że wraz z rezygnacją z trakcji parowej powinny skończyć się pożary lasów sąsiadujących z liniami kolejowymi. „Iskierka mrugająca z popielnika do Wojtusia” z komina parowozu spadająca na poszycie leśne akurat za pasem ochronnym niejednokrotnie powodowała olbrzymie szkody. Niestety, trakcja elektryczna i spalinowa nie gwarantują pełnego bezpieczeństwa. Wystarczy zablokowanie hamulców w ostatnim wagonie i pociąg sieje iskry wzdłuż dziesiątków kilometrów trasy. Prawdopodobnie tak zaczął się największy w historii Polski pożar lasów śląskich – wzdłuż linii kolejowej Racibórz – Kędzierzyn, 26 sierpnia 1992 r.

Pożar przez kolejnych  26 dni gasiło ponad 4,5 tysiąca strażaków zawodowych i ochotniczych wspieranych przez 3200 żołnierzy, 650 policjantów i przede wszystkim – ponad tysiąc stu pracowników leśnych. – Ten pożar objął ponad 9000 hektarów – wspomina Zbigniew Meres, wówczas szef śląskiej Państwowej Straży Pożarnej. – Ogień przechodził nad drogami, ścierniskami, przesiekami, pokonywał kolejne przeszkody – dodaje.

27 gaśniczych Dromaderów i 4 śmigłowce, pociąg gaśniczy i 36 kolejowych cystern to tylko część sprzętu, zaangażowanego w akcję. Początkowo pożar zwyciężał; zdarzało się porzucić wozy bojowe lub sprzęt na pastwę żywiołu, by ratować życie. Dzięki dobrej współpracy wszystkich służb i wsparciu wybitnych ekspertów-leśników, specjalistów od ochrony przeciwpożarowej lasu, udało się obronić ludzkie osiedla. Choć ogień już lizał płoty, nie spłonął żaden dom. Na tym froncie poległo dwóch zawodowych strażaków.

Dziś, po ponad dwudziestu latach, nadal trwa odbudowa lasu na pożarzysku. I trwać będzie jeszcze wiele dziesiątków lat. Lecz doświadczenia z tamtej akcji stały się podstawą licznych działań. Wpłynęły i na rozwój nowoczesnych technologii odbudowy (sadzenia) lasu, i na nowe rozwiązania organizacyjne w zakresie walki z klęskami żywiołowymi.

Doświadczenia z walki z pożarem w górnośląskich lasach przydały się w zwalczaniu wielkich powodzi w 1997 r. i 2001 r.  Klęska w lipcu 1997 r., nazywana „powodzią tysiąclecia”, dotknęła szczególnie dorzecze Odry. Wylały także m.in.: Bóbr, Bystrzyca, Kaczawa, Kwisa, Nysa Kłodzka, Olza, Widawa. Żywioł objął terytoria Polski, Niemiec i Czech. Tylko w Polsce zginęło ponad 50 osób. Zalało znaczną część Opola, Raciborza, Wrocławia (Kozanów). Gdy prywata wspierała wodę, razem wygrywały; gdyby nie sprzeciw mieszkańców wsi po i wchłonięcie fali przez pola, straty we Wrocławiu byłyby znacznie mniejsze.

Cztery lata później, w 2001 r., kolejna powódź objęła dorzecze Wisły i Odry. Zaczęło się w Gdańsku, woda zalała nawet kolejowy dworzec Gdańsk Główny. Potem żywioł atakował Nowy Sącz, Kraków, Kalwarię Zebrzydowską, Opole Lubelskie, Kazimierz nad Wisłą, Lublin. Generał Zbigniew Meres, w latach 1997-2002 będący komendantem głównym Państwowej Straży Pożarnej, aż 6 dni spędził w Sandomierzu, kierując akcją obrony miasta; tego lata był tam, gdzie woda zagrażała najbardziej. Tysiące worków z piaskiem na sandomierskich wałach uniemożliwiły przelanie się fali przez wał. Niewiele brakowało, by bitwę przegrać. Gdyby szczytowy poziom wody utrzymał się nieco dłużej, wały mogłyby nie wytrzymać naporu wód i ustąpić. Worki z piaskiem nie zastąpią bowiem nigdy prawidłowo zagęszczonego wału przeciwpowodziowego wykonanego z gruntu o właściwej granulacji. Wału właściwie utrzymanego, dozorowanego, na bieżąco naprawianego. Takich wałów, niestety, wciąż w wielu miejscach – nawet tych, dotkliwie doświadczonych powodzią – nie ma. Dlatego w 2010 r. , w czasie kolejnego kataklizmu, Sandomierz został w części zalany.

Podobno pożar jest łatwiej przewidywalny, niż powódź, i w razie niebezpieczeństwa łatwiej jest umknąć przed ogniem niż przed wodą. Ale sposób działania, zasady opanowywania żywiołu, organizacja akcji, potrzeba wzajemnego zaufania jej uczestników, ryzyko wpisane w zakres codziennych obowiązków są podobne.

To zupełnie inne życie, niż codzienna, biurowa praca „białych kołnierzyków”. To prawie wojna, tyle że nie zabija się ludzi, a ratuje ich, ich dorobek i mienie.

Co pewien czas w tabloidach pojawiają się teksty krytykujące nadmierne, zdaniem autorów, uprawnienia socjalne czy świadczenia emerytalne strażaków. Strażacy śmieją się: „podoba nam się pryncypialność redaktorów. Są w tej krytyce tacy zdecydowani, odważni. Szkoda, że nie bywają z nami ani w płonącym lesie, ani na przeciekających wałach. Przydałyby się ich silne ręce i zdecydowane charaktery”.

 

SPEKTAKULARNE POŻARY W POLSCE

26 sierpnia 2012– W ogniu stanęła jedna z hal targowych w Wólce Kosowskiej, w szczytowym momencie w akcji gaszenia brało udział 49 jednostek, z ogniem walczyło stu strażaków. Spłonęło doszczętnie 2,5 tysięcy m kw. hali, ale ogień dotknął powierzchnię dwukrotnie większą.

25-26 grudnia 2008– Ogień wybuchł w centrum handlowym M1 w Zabrzu. Zniszczenia objęły powierzchnię około 12 tys. m kw.

22 maja 2006– Zapalił się dach kościoła św. Katarzyny w Gdańsku. Szczęście w nieszczęściu: płonący dach osiadł na stropie świątyni, co pozwoliło zatrzymać żywioł – ogień nie przeniósł się do środka, a grożąca zawaleniem się kościelna wieża wytrzymała. Strażacy i policjanci zdołali wynieść też większość zabytkowych przedmiotów, jakie znajdowały się w środku.

21 lipca 2002– Przez kilka dni strażacy próbowali zgasić płonący szyb, prowadzący do podziemnego magazynu gazu w Wierzchowicach na Dolnym Śląsku. Olbrzymia temperatura i hałas płonącego surowca nie pozwalały szybko uporać się z żywiołem.

9 grudnia 1980-10 stycznia 1981– W trakcie wiercenia w szybie naftowym we wsi Krzywopłoty, tuż przy granicy Karlina, dochodzi do erupcji, a następnie zapłonu ropy. Ogień ogarnia wkrótce sprzęt i baraki mieszkalne. Na miejsce akcji rzucono najpierw straż pożarną, potem specjalistów wojskowych, ratowników, milicję, specjalistów z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, w końcu – ekipy ratowników z ZSRR i Węgier. Zanim ugaszono pożar, trzeba było wybudować specjalne drogi, skoncentrować sprzęt i wybudować dodatkowe rurociągi wodne i parowe. Akcja trwała w sumie ponad miesiąc.

23 września 1975– „Jak można zapalić żelbetonowy most?” – pytał wiedeński „Kurier”. Cóż, Polak potrafi: zapalił się drewniany pomost remontowy pod powierzchnią obiektu. Znajdujące się na nim szyny do transportu materiałów konserwacyjnych wygięły się, a nawierzchnia mostu sfalowała do wysokości nawet pół metra. Do dziś nie wiadomo, co właściwie wywołało pożar. Co ciekawe, dwa dni wcześniej spłonął słynny warszawski dom towarowy „Smyk”.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY