Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 58.

poniedziałek, 25 sierpień 2014 00:00

ZOSIA SAMOSIA

Napisane przez 

Ministerstwo Zdrowia ponownie wylewa dziecko z kąpielą. Miało być mniej biurokracji, będzie jeszcze więcej wyciętych drzew. Od stycznia 2015 roku pacjent nie dostanie się bez skierowania do dermatologa i okulisty.

Taki zapis widnieje w nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych. Dziennikarze zasypują pytaniami, ministerstwo odpiera ataki. Uzasadnienie wprowadzenia skierowań – co najmniej dziwne.

Od lat tak okulista, jak i dermatolog przyjmowali chorych bez poprzedzającej wizyty u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. To pacjent decydował o konieczności takiej porady. Rzekomo lekarze rodzinni są pomijani przez chorych, ci bowiem z grzybicą lub zapaleniem spojówek, czy jęczmieniem – od razu biegną do specjalistów. Nowelizacja ma uporządkować system.

Czy jest to realne? Na tym polu najbardziej widać brak konsultacji podczas pracy nad nowelizacją ustawy ze środowiskiem lekarzy pracujących w podstawowej opiece zdrowotnej i ze specjalistami. Przecież wystarczy prześledzić, jak wiele leków okulistycznych, bądź dermatologicznych, jest wypisywanych na receptach przez lekarzy rodzinnych. I nie zawsze chodzi o kontynuację leczenia specjalistycznego.

Mieszkaniec małej miejscowości, nim pomyśli o leczeniu u dermatologa, pokazuje niepojące zmiany skórne swojemu lekarzowi. Podobnie zachowuje się, gdy cierpi na zapalenie spojówek. Lekarz bada i podejmuje leczenie. Na konsultację specjalistyczną wysyła jedynie w uzasadnionych przypadkach. Tak było do tej pory.

Jak będzie od stycznia przyszłego roku? Lekarz rodzinny będzie leczył swoich chorych jak dotychczas. Wydłuży się jednak czas oczekiwania na wizytę. A to za sprawą tych, którzy będą przychodzić „tylko po skierowanie”. Od stycznia każdy pacjent, chcący zmienić okulary, będzie musiał najpierw oznajmić to lekarzowi rodzinnemu, by uzyskać skierowanie. Wydłuży to kolejki w POZ, nie zmniejszy ilości oczekujących na poradę specjalistyczną. Moi pacjenci z problemami skórnymi będą się mnie radzić, jak do tej pory – tyle, że nie wystarczy już przekierowanie ustne do specjalisty, trzeba będzie wypełnić kolejny druk kosztem czasu poświęconego innym pacjentom.

Rozumiem poniekąd ministerstwo. Ma miejsce zjawisko nadkonsumpcji usług, zarówno w podstawowej opiece zdrowotnej, jak i w specjalistyce. Ilością porad udzielanych przez lekarza rodzinnego nikt się nie przejmuje. Płaci się przecież stawkę kapitacyjną, czyli uśrednioną, w miesięcznych transzach, więc – zgodnie z myśleniem urzędników – dokładać pracy w POZ można w nieskończoność. Inaczej wygląda sytuacja z poradami u specjalistów: tutaj każda usługa jest opłacana zgodnie z wyceną punktową. Dołożyć punktów/porad nikt nie chce, więc postanowiono zmniejszyć ilość zainteresowanych poradą poprzez zmuszenie pacjentów do leczenia się u lekarza rodzinnego.

Doprawdy, nie wiem, skąd bierze się przekonanie o ustawicznym przekierowywaniu chorych do poradni specjalistycznych. Zapomina się, że w dobie internetu znacznie wzrosła świadomość naszego społeczeństwa i stąd wzrost zapotrzebowania na porady specjalistyczne. Rzeczywiście, jest grupa osób nadmiernie wykorzystujących możliwości systemu opieki zdrowotnej. To często osoby starsze, schorowane, wymagające wsparcia środowiskowego. Z braku zajęcia potrafią odwiedzić swojego lekarza rodzinnego kilka razy w jednym tygodniu. To po receptę, to po skierowanie na badania, to znowu, by dopytać. Niekiedy „przepadają” na dłużej, bo zasilają wtedy poczekalnie w poradniach specjalistycznych.

Oczywiście, nikt nie odbiera im prawa do leczenia. Nie podlega jednak dyskusji, że to jest właśnie blokowanie miejsc w kolejkach do lekarza – i tego z POZ, i specjalisty. Może ministerstwo zajęłoby się rozwiązaniem tego problemu? Lekarze skupieni w organizacjach związkowych są otwarci na współpracę celem znalezienia systemowych rozwiązań. Do tej pory odrzucone zostały wszelkie propozycje lekarzy-praktyków. Była szansa na poprawienie błędnych zapisów przy konstruowaniu nowelizacji ustawy o opiece zdrowotnej. Kolejny raz punkt widzenia uzależniony był od punktu siedzenia. Pominięto uwagi środowisk świadczących usługi medyczne. Czy w takiej sytuacji może być dobrze w systemie opieki zdrowotnej w naszym kraju? Niestety, nie. Minister Zdrowia nikogo nie słucha. To taka Zosia Samosia.

Więcej w tej kategorii: « IDA RUSZA PO OSCARA

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY