Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

poniedziałek, 25 sierpień 2014 00:00

POWSTAŃCZA SUPERPRODUKCJA

Napisane przez 

Tempo – niczym z kina akcji, efekty – jak z batalistycznych superprodukcji, do tego miłosny trójkąt i odcięcie się od wszystkiego, co przypomina dzisiejsze spory o sens Powstania Warszawskiego. „Miasto ‘44” miało być spektaklem, który połączy widzów – zwłaszcza młodszych – i tych starszych. I jeśli ci pierwsi są pod wrażeniem, szczególnie po pokazie na Stadionie Narodowym, ci drudzy oglądali film z bardziej mieszanymi uczuciami.

Punkt wyjścia? 20-letni mniej więcej Stefan – wbrew matce – idzie na zbiórkę szykujących się do powstania członków podziemia. Robi to z rozmaitych zapewne powodów: chęci stania się dojrzałym mężczyzną, zyskania aury bohatera, ale i dla dziewcząt – Kamy i Biedronki, które wraz ze Stefanem zaplotą wątek skomplikowanych uczuć.

Po tej skromnej uwerturze zacznie się właściwa część widowiska stworzonego przez Jana Komasę: najkrócej definiowalna jako „deszcz krwi”. Dosłownie, bowiem po wybuchu czołgu-pułapki taki spadnie na bohaterów „Miasta”, i w przenośni – gdyż reżyser chciał pokazać widzom spektakularne okrucieństwo wojny, wybuchających bomb, jakiego jeszcze w polskim kinie nie było. I jeśli zaczyna się skromnie – od pierwszych ofiar po obu stronach, pierwszych strzałów, bardziej rozbudowanych dialogów, naprędce streszczających ówczesne oczekiwania, motywy wybuchu powstania, nastroje w mieście, to kończy się już apokaliptycznym ciągiem wstrząsających wojennych obrazów. Powoli gubimy wątek pojedynczego powstańczego losu na rzecz panoramy dwóch miesięcy hekatomby milionowego miasta.

Ale o to też chodzi. „Miasto ‘44” powstawało osiem lat nie po to, by pokazać kilkoro młodych ludzi, usiłujących przeżyć pośród świstających dokoła kul – to byłby drugi „Kanał”. Ten film miał uderzać rozmachem w taki sposób, by był zrozumiały dla widzów w każdej sali kinowej na świecie. I tak może się stać, choć „Miasto ‘44” w ten sposób może trafić na półkę szczelnie już zapełnioną superprodukcjami z innych krajów europejskich, Ameryki czy Azji, gdzie kino wojenne zachowuje wciąż wyjątkową popularność.

– Aby wyobrazić sobie powstanie, nie myślałem o „Kanale” Wajdy, tylko o arabskiej wiośnie, wojnie w Syrii, rewolucji ukraińskiej. Pojechałem nawet na Majdan, żeby się przekonać, jak taki zryw wygląda. Dla mojego pokolenia, nie pamiętającego nawet stanu wojennego (urodziłem się w 1981 r.) to są rzeczywiste punkty odniesienia – mówił w jednym z wywiadów Komasa, znany wcześniej raczej z filmów adresowanych do rówieśników i o nich opowiadających („Oda do radości”, „Sala samobójców”).

I chyba właśnie do tych ostatnich w największym stopniu adresowane jest „Miasto ‘44”. Jego bohaterowie są równie skupieni na sobie, jak współcześni nasto- i dwudziestolatkowie. Są osobni, są elitą, sercem, temperamentem, zaangażowaniem odstający od otoczenia. Od współczesnych równolatków różni ich jedno: wielka idea. – Zdałem sobie sprawę z własnej beztroski – kwitował Komasa swoje rozmyślania przed powstaniem filmu. – Z tego, że nigdy nie myślałem o wielkich ideach, odrzucał mnie nasz romantyzm. Jakbym nie widział kolorów, których niedostrzeganie jest ślepotą – dodawał.

Twórcy filmu mają nadzieję, że „Miasto ‘44” ponownie skłoni Polaków do rozmawiania, również o sprawach trudnych. Czy można się tego spodziewać? „Miasto ‘44” raczej nie nawiązuje do współczesnych sporów o powstanie – nie ma tu słowa o sporach toczonych przez dowódców AK, z których jedni parli do wywołania powstania, inni mieli pełną świadomość, że skończy się ono kompletną klęską. Nie ma tych, którzy wysyłali podwładnych na misję, których sens był niewielki, za to ryzyko śmierci – stuprocentowe.

Jest widowisko. – Gdybym miał najdosadniej opisać swoje wrażenie, porównałbym „Miasto ’44” do tunelu okropności w wesołym miasteczku, przez który w ciemnościach przejeżdżają zakochane pary, mijając kolejne stacje grozy – pisał krytyk „Gazety Wyborczej” po przedpremierowych pokazach. Być może efekt ten potęguje fakt, że choć twórcy zastrzegali, że trzymają się realiów epoki, film został skonstruowany na efektach specjalnych, muzyce i ekspresji aktorskiej kojarzących się dobitnie z kinem w pełni współczesnym? Tak czy inaczej, „Miasto ‘44” warto zobaczyć – choćby po to, żeby ocenić, czy mamy do czynienia z „wideoklipem” – jak sarkają krytycy filmu – czy też „arcydziełem”, jak chcieliby ci, którzy w zachwycie opuszczali 1 sierpnia Stadion Narodowy.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY