Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

poniedziałek, 25 sierpień 2014 00:00

DALEKO OD ELDORADO, BLISKO DO PRZECIĘTNEJ

Napisane przez 

Obroty polskiej branży turystycznej w 2013 roku szacuje się na sumę 85,7 miliarda złotych. Z pozoru tort do podziały jest olbrzymi, ale w gruncie rzeczy – w porównaniu do innych krajów europejskich, nawet tych sąsiednich – branża turystyczna jest u nas niezbyt rozwinięta. Samorządy i instytucje widzą tu zatem pole do popisu, dlatego w całym kraju zaczynają się mnożyć inicjatywy adresowane do turystów.

14 milionów odwiedzin cudzoziemców oraz 40 milionów wyjazdów Polaków, w sumie 63 miliony noclegów – to w zaokrągleniu pula, którą musiała podzielić branża turystyczna w ubiegłym roku. Cudzoziemcy wydają średnio 79 dolarów dziennie, na pobyt w Polsce przeznaczają w sumie około 1600-1700 złotych. W tej grupie warto zapolować na Amerykanów, Kanadyjczyków, Australijczyków, Japończyków, Koreańczyków – oni z reguły dysponują budżetem dwa razy większym. Ale i niektórzy Europejczycy są skłonni wydawać powyżej średniej: tu wyróżniają się Austriacy, Francuzi i Włosi. Przy krajowym turyście – planującym zamknąć budżet na podróże w sumie nieco ponad tysiąca złotych – wydają się być znacznie lepszym targetem.

Czar metropolii

W rankingach zdecydowanie królować będzie stolica. Choć Warszawa nie należy do najatrakcyjniejszych, a zarazem najdroższych, miast kontynentu – to z wspólnego „tortu” wykroiła mniej więcej jedną dziesiątą: 8,5 mld złotych. Przeciętny turysta był w stolicy około trzech dni – 2,7 mln osób wykupiło 4,6 mln noclegów. Ale nie powinno nas to dziwić o tyle, że statystyki nie czynią dokładnego rozróżnienia między podróżami typowo „urlopowymi” a służbowymi. Statystyczna średnia może sugerować, że te drugie stanowią znaczną część wizyt w Warszawie ogółem.

Nieco inaczej wygląda to w przypadku drugiego pod względem atrakcyjności miejsca w Polsce: Krakowa. Krakusi są na polu turystyki bardzo aktywni: w 2013 r. przyciągnęli aż 9,2 mln turystów, którzy w samym mieście wykupili około czterech milionów noclegów. Ich wydatki są różnice szacowane – Małopolska Organizacja Turystyczna podaje, że wydali oni pod Wawelem 4,8 mld złotych, ale już serwis Money.pl szacował niedawno, że może chodzić nawet o 6,5 mld złotych. Co więcej, inwestorzy z branży hotelarskiej wyraźnie stawiają na to miasto: w Krakowie funkcjonuje już 155 obiektów tego typu (ponad 60 obiektów więcej niż w Warszawie), kilka kolejnych jest w budowie, kolejne są w stadium planowania. Urzędnicy zajmujący się planowaniem przestrzennym mają pełne ręce roboty, a ceny najatrakcyjniejszych kamienic na Starówce idą w dziesiątki milionów złotych.

Za tymi metropoliami gonią i inne. Przodują Gdańsk (630 tys. turystów i 1,5 mln sprzedanych noclegów), który wraz z resztą Trójmiasta miałby szansę dogonić wspomniane Warszawę i Kraków – w sumie trójmiejska branża sprzedała w ubiegłym roku niemal 2,4 mln noclegów, zarabiając ok. 3,5 mld zł, z czego sam Gdańsk to 2,3 mld zł. W tym roku może być nawet lepiej. W Sopocie „obłożenie” bazy noclegowej w sezonie wakacyjnym sięgnęło niemal idealnie 100 procent, a miejscowi uważają, że jest nawet wyższe niż w trakcie EURO2012. – Wśród zagranicznych turystów prym wiodą Skandynawowie, którzy wybierają Polskę ze względu na sprzyjający klimat, atrakcyjne ceny oraz dogodne połączenia lotnicze i promy – twierdzi mówi Dawid Wilda, prezes Stowarzyszenia Turystycznego „Sopot”. Ale i Wrocław – który nie ma przecież atutów w postaci nadmorskich deptaków i sopockiej aury kurortu – przyciągnął 800 tysięcy turystów, sprzedając 1,4 mln noclegów i zarabiając około 2,2 mld złotych.

Do tego grona próbują dołączyć również inni. Do turystycznego natarcia przystąpiła chociażby Łódź, która zaczyna reklamować się jako miasto „turystyki biznesowej” – ze względu na rozbudowaną bazę hotelowo-konferencyjną, dobre położenie i skomunikowanie z innymi ważnymi ośrodkami kraju. Łódzki ratusz traktuje wrocławskie hasło „miejsce spotkań” bardziej dosłownie – kosztem przeszło miliona złotych władze chcą zorganizować wizyty studyjne dziennikarzy, seminaria dla organizatorów imprez, przeprowadzić kampanię w branżowych mediach, stworzyć osobny portal internetowy czy wreszcie dokładną, aktualizowaną na bieżąco bazę danych dla potencjalnych graczy z branży. Do tego można dorzucić inną propozycję miasta: wycieczki po ulicy Piotrkowskiej, Księżym Młynie i dawnym getcie na segway’ach. Chociaż moda na te elektryczne wehikuły ominęła Polskę, a w miastach takich jak Berlin czy Londyn trudno je spostrzec – segway’e stają się popularne w Polsce, w ostatnie wakacje można je było zauważyć również na ulicach Warszawy.

Pierwszoligowe kurorty

Nie znaczy to jednak, że – by zarobić miliardy – trzeba być wielką metropolią. Wzorcem dla mniejszych ośrodków mógłby być Kołobrzeg. Z wszystkich statystyk wynika, że miasto to radzi sobie lepiej niż niejeden ośrodek wojewódzki, wzmocnione dodatkowo sąsiedztwem choćby Ustronia Morskiego. W 2013 r. sprzedano tam 3,,9 mln noclegów, a odwiedzający – w tym przypadku, co akurat nie dziwi, pozostający w Kołobrzegu na dłużej, średnio cztery dni – mogli wydać w sumie nawet 6,3 mld złotych. Tendencję do długich pobytów i związanych z tym większych wydatków jeszcze lepiej widać w Świnoujściu: tam na 200 tysięcy turystów przypadło 1,4 mln noclegów oraz wydatki rzędu 2,2 mld złotych.

Na południowych rubieżach równie wielką popularnością – być może nawet większą ze względu na całoroczną atrakcyjność – cieszą się oczywiście polskie góry. Po Warszawie, Krakowie i Kołobrzegu najpopularniejszym miejscem w kraju pozostają Tatry: szacuje się, że w 2013 r. trafiło tu 632 tysiące turystów, którzy wykupili 2,2 mln noclegów w hotelach (i bliżej nieznaną liczbę w najróżniejszych kwaterach prywatnych). Dla powiatu tatrzańskiego oznaczało to, że tutejsza branża „obróciła” 3,5 mld złotych. 2014 rok może być jednak gorszy: kiepska pogoda w lipcu mogła odstraszyć część miłośników górskich wędrówek, dodatkowo nie dopisali turyści z krajów wschodnich – Rosji, Ukrainy i Białorusi. Właściciele miejscowych pensjonatów pomstują też na nieformalną konkurencję, czyli budowane również w kurortach nadmorskich apartamentowce, których właściciele wynajmują mieszkania chętnym, nie świadcząc formalnych usług turystycznych. Widać też stopniową tendencję, polegającą na poszukiwaniu kwater nie w samym Zakopanym, lecz w okolicach miasta.

W nieco mniejszym stopniu dotyczy to Beskidów – w szczególności powiatów cieszyńskiego i nowosądeckiego, które w olbrzymiej mierze pozwalają odpocząć mieszkańcom metropolii południowo-wschodniej Polski. Oba powiaty przyjęły mniej więcej po 1,6 mln turystów – co oznacza szacunkowe obroty rzędu 2,5 mld zł. Analogiczną sytuację widzimy w Karkonoszach, gdzie sprzedano niemal 1,5 mln noclegów, a obroty branży mogły sięgnąć 2,3 mln złotych. W tym przypadku, w przeciwieństwie do Tatr, można mówić o dominacji większych miasteczek górskich: Karpacza i Szklarskiej Poręby. Miejscowe władze chcą zresztą zawalczyć o więcej – ten sezon zaczął się od generalnego remontu szlaków górskich. Kosztem 600 tysięcy zł odnawiane są kładki i nawierzchnia niektórych tras. – Remonty te są prowadzone bez użycia ciężkiego sprzętu. Prowadzimy prace tak, aby nie przeszkadzać turystom – mówił PAP rzecznik Krakonoskiego Parku Narodowego Michał Makowski.

Czarne konie wyścigu

Ale do tej czołówki w szybkim tempie próbują doszlusować nowe ośrodki. Uruchomienie Parku Jurajskiego w Bałtowie czy Miasteczka Twinpigs, czyli westernowego parku rozrywki w Żorach – to dopiero początek listy. Z Wieliczką rywalizuje kopalnia soli w Bochni, ze szlakami bieszczadzkimi choćby podziemna trasa turystyczna w Rzeszowie. Z klasycznymi uzdrowiskowymi –Zdrojami – pierwsze w Polsce uzdrowisko termalne w Uniejowie. Z niszowej, koneserskiej półki chcą wyjść Bieszczady – od początku bieżącego roku zaporę i elektrownie w Solinie odwiedziło już 20 tysięcy osób, a przygotowaną dla nich trasą można zejść nawet 6 metrów pod lustro Zalewu.

O turystów zabiegają nie tylko samorządy. Lasy Państwowe prowadzą warty 129 mln złotych (w tym około stu z funduszy unijnych) projekt rekultywacji dawnych poligonów i terenów powojskowych. To jeden z największych tego typu projektów w Europie. Do początku sierpnia oczyszczono z niewybuchów i przygotowano do eksploatacji turystycznej niemal 15 tys. ha w 28 nadleśnictwach. Potencjalni adresaci powstającej w ten sposób bazy turystycznej to nie tylko miłośnicy przyrody, ale też fani militariów, eksploratorzy bunkrów, grzybiarze, sportowcy. „Dzięki temu projektowi wiele miejsc dotychczas niedostępnych dla turystów – dawne obiekty wojskowe, tereny objęte zakazem wstępu ze względu na bezpieczeństwo – jest teraz otwarte” – podkreśla przedsiębiorstwo.

Podobne starania w mniejszym lub większym stopniu podejmują niemal wszystkie gminy w Polsce. I być może to jeden z najrozsądniejszych kierunków rozwoju, zwłaszcza biorąc pod uwagę możliwość wykorzystywania funduszy unijnych, z których polskie samorządy jeszcze przez kilka lat będą miały szansę skorzystać. Zgodnie z tym jednak, co mówią eksperci, aby włączyć się do tego wyścigu, trzeba mierzyć siły na zamiary. Miejscowości, które nie mają większych tradycji turystycznych powinny na początek nastawiać się na wizyty mieszkańców sąsiednich metropolii, miejscowości przygraniczne mogą adresować ofertę do obywateli sąsiedniego państwa, miejscowości historyczne mogą szukać swojej szansy w solidnie przygotowanej imprezie rekonstrukcyjnej. Byle nie wszystko naraz.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY