Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

poniedziałek, 25 sierpień 2014 00:00

INWAZJA E-PODRĘCZNIKÓW

Napisane przez 

Wrzesień przyszłego roku – w tym terminie mają zacząć obowiązywać w polskich szkołach elektroniczne wersje podręczników. W ostatnich tygodniach zobaczyliśmy pierwsze materiały naukowe tego typu, kwestią sporną pozostaje jednak to, czy polskie szkoły są gotowe na taką cyfrową rewolucję.

Pod koniec czerwca na Politechnice Łódzkiej odbyła się premiera dwóch kompletnych e-podręczników. Do wspomnianego terminu mają się pojawić kolejne materiały dydaktyczne tego typu, tak, by na wrzesień 2015 r. – symboliczny „punkt zero” cyfrowej rewolucji w systemie edukacyjnym – wszystko było gotowe. W sumie pakiet ma objąć 14 podręczników i około 2500 pomocniczych materiałów edukacyjnych, od prezentacji multimedialnych po filmy.

Tropem Cyfrowej Szkoły

W ten sposób resort idzie za ciosem. Ścieżkę wytyczył bowiem realizowany w latach 2012-2013 pilotażowy program Cyfrowa Szkoła – oficjalnie Rządowy program rozwijania kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie stosowania technologii informacyjno-komunikacyjnych. Zgodnie z przyjętym przez rząd na początku br. sprawozdaniem z realizacji tego przedsięwzięcia, w Cyfrowej Szkole wzięło udział 230 gmin wiejskich i 172 miasta.

Udziałem było jednak zainteresowanych znacznie więcej chętnych – aż 1271 organów prowadzących, czyli 46 proc. uprawnionych, i 3517 szkół – czyli 29 proc. uprawnionych. Dominowały placówki z mniejszych ośrodków, z podsumowania wynika bowiem, że aż 60 proc. wnioskodawców to szkoły z miejscowości liczących do 5 tysięcy mieszkańców. Z tego grona wyselekcjonowano 402 szkoły podstawowe, w tym 153 placówki liczące poniżej 100 uczniów; 156 szkół średniej wielkości (w zakresie 101-300 uczniów) i 93 placówki „duże” (powyżej 300 dzieci).

Pieniądze na Cyfrową Szkołę pochodziły zarówno z budżetu centralnego, jak i środków samorządowych – albowiem to właśnie samorządy uważa się za głównego beneficjenta cyfrowej rewolucji. 46,5 mln złotych wyłożyło ministerstwo, niemal 14 mln – JST. Ze środków tych przede wszystkim kupowano hardware: uczestnicy projektu otrzymali w sumie ponad 8 tysięcy urządzeń, przeważnie laptopów, ale też netbooków czy tabletów. Pod tym względem szkoły miały swobodę wyboru – dominowało najwyraźniej przekonanie, że laptopy pod względem mocy obliczeniowej oraz możliwości wizualnych przewyższają konkurencyjne rozwiązania. Z puli finansowano również zakup tablic interaktywnych i szafek na sprzęt. W nielicznych przypadkach szkoły decydowały się też na bardziej wyrafinowane urządzenia, np. służące do zbierania i analizowania odpowiedzi, wideokonferencyjne, czy zestawy skanujące i drukujące.

Sprzęt trafił do rąk uczniów praktycznie jeszcze w 2012 roku. Oferowano dwie możliwości wykorzystywania hardware’u: „stacjonarną” (tzw. wariant I), w ramach której uczniowie korzystali z zakupionych urządzeń wyłącznie w szkole; oraz – w wariancie II – zakładającą możliwość zabrania komputera ze szkoły do domu. Z drugiego wariantu korzystała mniej więcej co czwarta z uczestniczących w Cyfrowej Szkole placówek.

Poślizgi, przetargi, łącza

Tyle suche statystyki, które – z pozoru – mogłyby wskazywać na to, że pilotażowa faza projektu przebiegła bezkolizyjnie. Realia były jednak nieco inne.

Bariery pojawiły się już na etapie pierwszych kroków, związanych z ogłaszaniem przetargów. Jak w swoim czasie alarmowały media, z dwustu ogłoszonych na jesieni 2012 roku przetargów blisko siedemdziesiąt zostało unieważnionych. Nie ukrywano, że ogrom koniecznych procedur przetargowych oraz konieczność wyspecyfikowania możliwości, jakie miałby dawać kupowany dla szkół sprzęt – przerosły szefów placówek. Z końcem roku na ponad czterysta placówek ledwie 22 cieszyły się nowymi urządzeniami. Pojawiały się też obawy o to, czy firmy z sektora IT nie wykorzystują tego nagłego zapotrzebowania na hardware dla swoich celów: część oferentów proponowała bowiem szkołom, że bezpłatnie przygotuje dokumentację przetargową. Podejrzewano, że przy okazji w specyfikacjach istotnych warunków zamówienia pojawiłyby się wówczas elementy wskazujące na bardzo konkretne produkty. Oczywiście, oferowane przez występujące rzekomo pro publico bono firmy IT. „Dziennik Gazeta Prawna” informował wówczas, że doniesień o potencjalnym naruszeniu procedur przetargowych było tak wiele, że do akcji musiało wkroczyć CBA.

Z drugiej jednak strony nowy sprzęt spotkał się w szkołach z niemalże entuzjastycznym przyjęciem. – Jak widać tu na lekcji, dzieci się garną – opowiadała nauczycielka z jednej z podstawówek w Suwałkach, gdzie udało się wystartować z realizacją Cyfrowej Szkoły bez większych opóźnień. – Każdy chce iść do tablicy, widać że uaktywniona jest cała klasa – podkreślała dobitnie. Urządzenia ożywiały nie tylko zajęcia z najważniejszych przedmiotów – jak język polski czy matematyka – ale też z przedmiotów takich, jak muzyka. – Mamy powgrywane instrumenty muzyczne, różnego rodzaju pomoce naukowe, które wspomagają rozwój dziecka, jeżeli chodzi o muzykę – opowiadała inna z nauczycielek.

W tym przypadku udało się ominąć problemy w prosty sposób: przetarg na sprzęt zorganizowało miasto, które dorzuciło też 60 tysięcy do puli ćwierć miliona złotych na sprzęt dla tej placówki. W taki sposób udało się umieścić przeprowadzenie procedur w rękach kompetentnego personelu z ratusza.

Ale to dopiero początek drogi – w wielu przypadkach bowiem filozofia, jaka stała za zakupami, opierała się na założeniu, że uczniowie będą ze sprzętu korzystać offline. Innymi słowy, będą co najwyżej przeglądać e-podręczniki, materiały w postaci gotowych plików pdf czy prezentacji PowerPoint, obejrzą posiadane już filmy czy dodatkowe materiały dydaktyczne. Nie będą natomiast pracować z internetem, eksplorując – nomen omen – możliwości, jakie daje sieć.

I trudno się dziwić, bowiem infrastruktura sieciowa w wielu placówkach, znajduje się w stanie niewiele odbiegającym od czasów, kiedy z internetem łączyliśmy się za pomocą telefonicznych modemów, z wbijanym numerem TP SA. Technologie typu wi-fi pozostają tu jeszcze pieśnią przyszłości.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Już na podstawie pilotażowej fazy programu Cyfrowa Szkoła można zatem zakładać, że rewolucję cyfrową czeka jeszcze wiele zakrętów. Spiętrzenie problemów w skali ogólnopolskiej może dalece przewyższyć wszystko, co w polskich szkołach widzieliśmy do tej pory. Ale z wprowadzaniem zmian nie ma co już dłużej czekać: uczniowie są coraz bardziej znudzeni dotychczasowymi formami wpajania im wiedzy, a ponadto omijanie szerokiego spektrum tematów związanych z nowymi technologiami sprawia, że szkoły opuszczają dzieci niewiele wiedzące o perspektywach i zagrożeniach, jakie stwarza internet. Innymi słowy: lepiej późno niż wcale. Miejmy tylko nadzieję, że za e-podręcznikami i laptopami dla szkół uda się też przeprowadzić rewolucję infrastrukturalną, choćby nawet pełzającą.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY