Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

poniedziałek, 25 sierpień 2014 00:00

ZARZĄDZANIE KRYZYSOWE W CENIE

Napisane przez 

Wprowadzenie przez Rosję embarga na kolejne produkty z Rosji doprowadzi do wielomilionowych strat – to już rzecz pewna. Tylko producenci jabłek liczą swoje straty na pół miliarda euro, gdy dołożyć do tego producentów mleka i serów, będzie o kilkaset milionów więcej. Próby pokrycia tych strat mogą stać się jednym z dominujących tematów nadciągającej wielkimi krokami kampanii.

Tuż przed zamknięciem tego wydania Magazynu Samorządowego GMINA na zagrożenie potencjalnej zapaści rynku produktów rolnych zareagowała Bruksela. – Biorąc pod uwagę sytuację na rynku po wprowadzeniu rosyjskich restrykcji na import produktów rolnych z UE, począwszy od dziś uruchamia się nadzwyczajne środki w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, które ograniczą ogólną podaż niektórych owoców i warzyw na europejskim rynku, ponieważ presja cenowa będzie zbyt silna w nadchodzących miesiącach – mówił komisarz ds. rolnictwa UE Dacian Ciolos.

„Nadzwyczajne środki” będą obowiązywać do końca listopada. Bardzo wątpliwie jednak, żeby 125 mln euro, jakie w Brukseli przeznaczono na „lewarowanie” rynku produktów rolnych, wystarczyło. Nie ma w tym przypadku podziału – ani według krajów, ani według rodzaju produktów. Wiadomo, że pulą będą musieli się podzielić zarówno producenci owoców – jabłek, gruszek, truskawek, malin, porzeczek, jeżyn, agrestu, winogron deserowych i kiwi – jak i producenci warzyw: pomidorów, marchwi, białej kapusty, papryki, kalafiorów, ogórków, a nawet pieczarek.

Embargo gorsze niż huragan

125 milionów euro – na bezrybiu i rak ryba, tyle że kwota ta nie pokryłaby nawet znaczącej części strat ponoszonych przez polskich producentów. Ministerstwo Rolnictwa szacuje, że tylko straty producentów jabłek sięgną pół miliarda euro. Do Rosji pojechało też w zeszłym roku 10 proc. eksportowanych przez Polskę serów – o wartości mniej więcej 160 mln euro. W kraju pozostanie też 40 proc. eksportu polskiej papryki, 60 proc. – kapusty pekińskiej, 32 proc. – kapusty białej i czerwonej, 16 proc. – kalafiorów i brokułów.

Wyjąwszy desperackie próby obudzenia w Polsce patriotyzmu konsumenckiego, jak rzucone w mediach i na portalach społecznościowych hasło „Jedz jabłka” – niestety, szanse wybrnięcia z sytuacji są niewielkie. Nie tylko dlatego, że rosyjskie sankcje spadły na polskich (i europejskich) producentów niespodziewanie (choć można się było ich spodziewać, odkąd konfrontacja na Ukrainie – z pośrednim udziałem UE i Polski – nabrała tempa wczesną wiosną). Dodatkowy problem stanowi fakt, że produkcja przynajmniej niektórych warzyw i owoców skoncentrowana jest w wybranych regionach. I tak ojczyzną 85 proc. papryki na wewnętrznym i eksportowym rynku są okolice Radomia, a za zagłębie jabłka uznawane są okolice Grójca.

Jak łatwo przewidzieć, w regionach takich, jak wspomniane kwestia strat producentów może stać się jednym z najburzliwszych tematów kampanii wyborczej (nie mówiąc o tym, jak załamanie odbije się na tamtejszych budżetach w perspektywie kilkunastu nadchodzących miesięcy). Równocześnie można się spodziewać, że starania większość władz regionalnych skoncentrują się na wyszarpnięciu możliwie największej puli unijnych odszkodowań – i ewentualnie pokazaniu wyborcom efektów takich zabiegów.

Szanse za Wielkim Murem?

Są jednak inne sposoby. Ciekawą informację na ten temat opublikowały niedawno polskie dzienniki: otóż, według World Apple and Pear Association (WAPA), czyli Światowego Stowarzyszenia Producentów Jabłek, tegoroczne zbiory tych owoców będą – poza Polską – słabsze niż zazwyczaj. Tylko w Chinach przewiduje się zbiory mniejsze o jedną dziesiątą, co teoretycznie tworzy lukę, którą mogliby próbować zapełnić polscy producenci. Ale i Bałkany – spustoszone niedawnymi powodziami – będą miały o jedną trzecią mniejszą produkcję. Również wewnątrz samej UE, choćby w niedalekich republikach bałtyckich, otwierają się podobne możliwości.

W ramach nadchodzącej kampanii warto więc zapytać, na ile przydatne mogą być kontakty międzynarodowe, które z taką ochotą nawiązują i pielęgnują lokalni włodarze. Czy w sytuacjach kryzysowych, gdy potrzebne jest szukanie szybkich rozwiązań bieżących kłopotów, przyjacielskie relacje z miastami i regionami zza Wielkiego Muru czy Czarnego Lądu, może przynosić realne efekty? Czy władze lokalne z partnerskiego miasta mogą pośredniczyć w kontakcie między producentami z naszego terenu, a przedsiębiorcami ze swojego, stając się brokerem interwencyjnych kontraktów, którymi zainteresowane powinny być obie strony? Jeśli nawet nie są to pytania, na które odpowiedź znajdziemy przed listopadowym głosowaniem, to z pewnością są to pytania, które w następnej kadencji powinniśmy sobie nieustannie zadawać. Umiejętność zarządzania kryzysowego nie dotyczy bowiem wyłącznie walki ze skutkami powodzi.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY