Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

czwartek, 24 lipiec 2014 19:45

FESTYN NA SZÓSTKĘ Z PLUSEM

Napisane przez 

Po pierwsze: bezpieczeństwo. Po drugie, atrakcyjny program z koncertem gwiazdy rocka. Po trzecie – wyluzowani samorządowcy, którzy umieją szaleć razem z mieszkańcami. Oto recepta na wzorcową imprezę lokalną.

Studenci Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza od kilku lat zapraszają chętnych na Morasko (peryferyjna część Poznania) na tłumne pieczenie kiełbasy. Tegoroczna impreza wyrwała się jednak spod kontroli – przyjechało około ośmiu tysięcy osób, chociaż żacy zgłosili w urzędzie miasta tylko 600 uczestników. Wracający z Wielkiego Grillowania pobili i wyrzucili z tramwaju bezdomnego, zdemolowali kilka wagonów, a tłum stratował na przystanku kobietę. Rano znaleziono zmasakrowane ciało z odciętą głową – 22-latka, który brał udział w zgromadzeniu.

Beztroska zabawa, przynajmniej dla niektórych, zamieniła się piekło. Duch wspólnoty i biesiady uleciał, a zostały tylko paragrafy. „A przecież można zupełnie inaczej” – jak mawiał nieodżałowany Tadeusz Fijewski w filmie „Wiosna, panie sierżancie”. Spokojnie, radośnie i z klasą.

Sieradz tętni

Udowodnili to m.in. mieszkańcy Sieradza i turyści odwiedzający to miasto, którzy wzięli udział w Open Hair – festiwalu ku czci Antoine’a Cierplikowskiego, pochodzącego stamtąd światowej klasy mistrza nożyczek (zapisał się w historii, gdy w 1909 r. po raz pierwszy ściął na krótko włosy popularnej aktorki francuskiej Evy Lavalliére). Program imprezy był nader bogaty, a spokoju uczestników nikt nie zakłócał. Mogli przebierać w koncertach i pokazach, podziwiać miejscowość z wieży widokowej, a także zajrzeć do miejsc związanych ze słynnym fryzjerem i spróbować lokalnej kuchni. Jedną z największych atrakcji okazały się zaś rejsy statkiem po Warcie.

– Za nami piąta edycja imprezy, dzięki której budujemy spójny, konsekwentny przekaz – podkreśla z entuzjazmem Jacek Walczak, prezydent Sieradza. – Przyjeżdża do nas co roku zdecydowanie więcej ludzi. Z cichego, spokojnego, może nieco sennego miasteczka, staliśmy się aktywnym, nowoczesnym, tętniącym życiem miastem.

Majowe grillowanie na Morasku dla Poznania skończyło się wizerunkową klapą, natomiast lipcowy Open Hair sprawia, że Sieradz z każdym rokiem staje się coraz bardziej rozpoznawalnym i ważnym miejscem na mapie Polski. Co z tego wynika? Że samorządowcy doskonale sobie radzą z organizacją imprez masowych, a studenci ani trochę? Takie stwierdzenie byłoby krzywdzące dla akademickiej braci. Wszak można by podać wiele przykładów udanych imprez urządzonych przez żaków. Bez trudu dałoby się również przypomnieć nieudane imprezy gminne czy powiatowe, mogące świadczyć o organizacyjnej nieudolności włodarzy.

Jeśli jakaś sensowna nauka płynie z casusu Moraska i Sieradza, jest ona taka: lekkoduchostwo i postawienie na tzw. „spontan” w większości przypadków są zapowiedzią klęski, z kolei dobre przygotowanie zwykle skazuje organizatora na sukces. – Chyba że pogoda nie dopisze – zastrzega Zdzisław Kałamaga, starosta powiatu ostrowieckiego, wcześniej prezydenta Ostrowca Świętokrzyskiego. – Ale aura to jedyna rzecz, na którą nie mamy wpływu. Cała reszta zależy od nas i o tę resztę właściwie musimy zadbać – kwituje.

Od zatrucia, ognia i chorób strzeż nas

Festiwale muzyczne, pojedyncze koncerty, obchody dni regionu czy miasta, rozgrywki sportowe, jarmarki to wydarzenia z założenia rozrywkowe i beztroskie. Mało kto z uczestników zdaje sobie jednak sprawę, ile pracy poświęca organizator, aby wszyscy wrócili z eventu szczęśliwi i jeszcze przez wiele dni opowiadali rodzinie, sąsiadom, znajomym, jak świetnie się bawili pod chmurką.

– Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik – twierdzi Katarzyna Pawlak, rzecznik Rzeszowa. –  Na naszej głowie są baza noclegowa i gastronomiczna, zaopatrzenie, komunikacja, toalety. A wcześniej trzeba jeszcze oplakatować miasto i wypromować imprezę w mediach – wylicza.

Ale tym, co organizatorom najbardziej spędza sen z oczu, są kwestie bezpieczeństwa. Bo jeden nieszczęśliwy wypadek może zatrzeć wszystkie pozytywne wrażenia i przeżycia. A w mediach ukaże się mnóstwo krytycznych materiałów, które chluby danemu ośrodkowi czy samorządowi z pewnością nie przyniosą.

– Zapewnienie odpowiedniej porcji atrakcji to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu – zauważa Katarzyna Pawlak. I formułuje listę zadań do „odhaczenia”. – Należy dogadać się z policją i strażą pożarną, wynająć firmę ochroniarską, wystawić należycie przygotowane służby porządkowe i informacyjne, zadbać o dostateczną liczbę karetek i punktów medycznych, zatroszczyć się o kwestie sanitarne...

– Ponadto trzeba pamiętać o drogach dojazdowych, oznakowaniu terenu i zapewnieniu bezawaryjnej łączności służb porządkowych z organizatorem – uzupełnia Zdzisław Kałamaga.

Organizator imprezy odpowiada za wszystko, co podczas jej trwania może się wydarzyć. Jeśli nie wykupił ubezpieczenia OC, a zostanie stwierdzona jego odpowiedzialność cywilna, nie ma rady –  będzie musiał zaspokoić roszczenia pokrzywdzonych z własnych środków. Nie muszą to być od razu poważne wypadki z dużymi konsekwencjami, często chodzi o błahe z pozoru incydenty. Oto ktoś zaczepił nogą o stopień, przewrócił się i skręcił nogę. Potem dostał zwolnienie lekarskie, poniósł koszty leczenia – a później się okazało, że kończyna nie do końca jest sprawna. Potrzeba pieniędzy na rehabilitację. Skąd je wziąć, jeśli nie od samorządu, czyli sprawcy całego zamieszania?

Jest pomysł, kasa się znajdzie

Kiedy mamy pewność, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by nikomu włos z głowy nie spadł, można spokojnie pomyśleć o najważniejszym, czyli rozrywkowych aspektach imprezy. Dużym wyzwaniem jest zaproszenie artystów, podpisanie umów z ich menedżerami. A potem zbudowanie sceny czy wybór sprawnej ekipy technicznej, która zajmie się nagłośnieniem i oświetleniem podczas występów i koncertów.

– Lwią część kosztów eventu pochłania występ gwiazdy – informuje starosta ostrowiecki. – Taka przyjemność kosztuje od 10 do 50 tysięcy złotych, zależnie od klasy i popularności zespołu, bądź wokalisty.

Z kolei rzecznik Rzeszowa zaznacza, że cena nie może być głównym, a tym bardziej jedynym kryterium wyboru wykonawcy. Kluczem do sukcesu jest wczucie się w potrzeby i wyrobienie artystyczne mieszkańców. Na szczęście – podkreśla – główne imprezy odbywają się niemal w każdej miejscowości cyklicznie od lat, więc nietrudno odgadnąć, jaki gatunek muzyki, piosenkarz czy repertuar najbardziej przypadnie do gustu odbiorcom.

– Postawiliśmy na różnorodność: muzyka klasyczna, ludowa, opera, jazz, mocne uderzenie – ujawnia. –  Disco polo – w ostateczności lub wcale, bo jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, naszą ambicją jest edukowanie mieszkańców, promowanie piękna. Zależy nam, by się wspięli na wyższy poziom jako koneserzy sztuki – podkreśla rzecznik Rzeszowa.

Cykliczność wydarzeń ułatwia też planowanie budżetu i zdobycie dofinansowania. – Na Europejską Stolicę Kultury dostajemy 2 miliony złotych od resortu kultury, milion znajdujemy we własnej kasie, natomiast na Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych otrzymujemy wsparcie marszałka województwa – wskazuje Katarzyna Pawlak.

Czy również firmy nie mogłyby sypnąć groszem? Wielu włodarzy – choćby starosta ostrowiecki – niechętnie odnosi się do tej możliwości. Zdaniem Zdzisława Kałamagi taka sytuacja może się skończyć podejrzeniami o korupcję. Niejeden dziennikarz szuka dziury w całym, a i opozycja zarzuci organizatorowi imprezy nadmierne zbratanie z biznesem. A wybory samorządowe tuż-tuż. – Dlatego nie korzystamy raczej ze sponsorów – stwierdza Kałamaga. – Za to dzierżawimy miejsca na stoiska dla lokalnych rzemieślników, twórców ludowych czy gastronomików. Wpływy z wynajmu nierzadko pokrywają dużą część wydatków. Te zaś wcale nie muszą przyprawiać obywateli o ból głowy – jeśli tylko całe przedsięwzięcie organizator zaplanuje tak jak trzeba.

Władza też umie się bawić

Samorządowcy zapewniają zgodnie: podejście „zastaw się, a postaw się” już dawno wyszło z mody. Naprawdę może być oszczędnie i skromnie – byle tylko mieć pomysł na zabawę. Przykładem mogą być konkursy dla dzieci z symbolicznymi nagrodami, które są nieznacznym obciążeniem dla budżetu, a wprowadzają wiele radości i śmiechu.

– Rzadko kiedy coś tak rozwesela uczestników, jak wójt czy prezydent biegający razem z miejscową drużyną za piłką – uśmiecha się starosta Kałamaga. – Ludzie chcą wiedzieć, że gospodarz ich miejscowości lub regionu to swój chłop, a nie nudny, odpychający urzędas, sztywny jakby kij połknął – dodaje.

Festyny są więc świetną okazją, żeby władza pokazała swoją ludzką, uśmiechniętą twarz. Doskonale to rozumie m.in. Arkadiusz Klimowicz, burmistrz Darłowa w województwie zachodniopomorskim, który kilka lat temu – podczas Międzynarodowego Zlotu Historycznych Pojazdów Wojskowych – wziął ślub z dziennikarką „Dziennika Bałtyckiego”, Joanną Lichacy. Sprzed darłowskiego ratusza państwa młodych zabrał radziecki opancerzony wóz transportowy BTR-152 z 1961 r. Towarzyszyła im kolumna starych, lecz z pietyzmem odrestaurowanych pojazdów bojowych. W centralnym punkcie zlotu, na scenie – wśród tłumu widzów i żurnalistów i przed obliczem kierownika Urzędu Stanu Cywilnego – nowożeńcy powiedzieli sobie sakramentalne „tak”. Tego dnia Darłowo było na ustach, falach radiowych i wizji prawie całej Polski.

Dużym dystansem do siebie wykazał się również Jerzy Lechnerowski, burmistrz miasta i gminy Kórnik pod Poznaniem, który w 2010 r. uroczyście otwierał pływalnię i halę widowiskowo-sportową. Wskoczył do basenu w garniturze, wprawiając zebranych w dobry humor. – Dobrze, że na co dzień poważni, odpowiedzialni, ubrani w eleganckie garnitury czy garsonki samorządowcy potrafią być na luzie – uważa Zdzisław Kałamaga. – Dawniej wystarczyło, że włodarz rozpoczął, a potem zakończył event oficjalną, drętwą przemową. Dziś ma się bawić ze wszystkimi. To zbliża ludzi do tak zwanych wybrańców narodu, wprowadza lepszą atmosferę i cementuje lokalną społeczność – uzupełnia. Wieść o takich zachowaniach szybko się roznosi po województwie, nieraz nawet po kraju. Tak – bez żadnych nakładów – buduje się tyleż profesjonalną, co przyjazną markę miejscowości, gminy, powiatu, regionu.

Co mogliśmy zrobić lepiej

A co, jeśli pod względem finansowym, logistycznym i marketingowym urządziliśmy imprezę na szóstkę? Czekać na medale, fanfary, laudacje? Bynajmniej. Nie ma przecież takiego wydarzenia, którego nie dałoby się przeprowadzić lepiej. Zawsze zdarzą się jakieś pomyłki, niedociągnięcia, braki. Zawsze można dać z siebie trochę więcej. Wykrzesać więcej energii, kreatywności i sprytu.

– Osiąść na laurach, chlubić się swoim profesjonalizmem, odcinać kupony od wcześniejszych  sukcesów – to najgorsza z możliwych strategii – potwierdza Jacek Walczak, prezydent Sieradza.

Może niedostatecznie nagłośniliśmy festyn, a może któraś ze służb nie stanęła na wysokości zadania? Skąd wzięły się nieprzewidziane sytuacje? No i co sprawiło, że przyszło nieco mniej ludzi niż planowaliśmy? A ten nieprzychylny artykuł w prasie? Te skargi mieszkańców, którym przeszkadzał hałas – nieliczne wprawdzie, lecz jednak? Z błędów należy wyciągnąć wnioski i zadbać, by niedociągnięcia się nie powtarzały. A wtedy – kto wie? – może uda się wreszcie zorganizować samorządowy event na szóstkę z plusem. Taki, którym zachwyci się nie tylko Polska, lecz także kawałek Europy i świata. Poprzeczka zawieszona wysoko, ale próbować warto.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY