Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 52.

czwartek, 24 lipiec 2014 18:58

Kolorowe jarmarki

Napisane przez 

Jedno z bardziej sympatycznych wspomnień mojego dzieciństwa wiąże się z corocznymi „odpustami”, jakie odbywały się w dniu św. Rocha przy cmentarzu parafialnym w moim miasteczku. Dla dzieciaków, a także, jak podejrzewam, dla wielu dorosłych, stanowiły one najważniejsze wydarzenie lata. Przy pobłażliwym zrozumieniu ze strony władz kościelnych traktowane były nie tyle jako święto religijne, ale jako coś, co dzisiaj określamy mianem festynu lub jarmarku, jako naturalna okazja do spotkań rodzinnych i towarzyskich. W dniu odpustu było bardzo kolorowo i tłumnie, były dziesiątki straganów, baloniki, cukrowa wata, lody, strzelanie „z korków” i wiele innych atrakcji, które każdego roku zachwycały dzieciarnię i wprowadzały w dobry nastrój dorosłych. Nikomu nie przeszkadzało, że to wszystko odbywało się w bezpośredniej bliskości cmentarza, a wesołe i głośne rozmowy, przerywane częstymi strzałami „z korków” lub kapiszonów, zagłuszały odprawiane właśnie nabożeństwo. Tak było odkąd sięga moja pamięć i tak jest po dzień dzisiejszy, zarówno w moim miasteczku, jak i setkach innych polskich miejscowości. I choć od tamtego czasu zmieniło się prawie wszystko, popularność tego typu imprez systematycznie rosła.

Już w latach siedemdziesiątych, obok tradycyjnych „odpustów”, coraz częściej pojawiać się zaczęły rozmaite festyny (koniecznie z dodatkiem „ludowe”), jarmarki, kiermasze itp. Organizowano je zwykle z inicjatywy miejscowych władz, z okazji jakiegoś lokalnego święta, ważnego wydarzenia, rocznicy, „dnia” (np. strażaka) itp. Pojawiły się także festiwale, zwykle organizowane z dużym zadęciem, ale jako ważne wydarzenia kulturalne krajowej rangi. Mało kto decydował się wówczas na tego rodzaju inicjatywę lokalną. Wszystko to zaczęło się gwałtownie zmieniać w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy to nastąpiła prawdziwa eksplozja lokalnych i regionalnych festynów, jarmarków, a także – coraz częściej – rozmaitego rodzaju lokalnych i regionalnych festiwali. W większości nie miały one wymiaru artystycznego i „festiwalowego zadęcia”, prezentowały natomiast miejscowe produkty, rękodzieło, promowały region, miejscowość i jej walory. Nowego blasku nabrały też imprezy o wielkiej i utrwalonej tradycji, jak chociażby Jarmark Dominikański w Gdańsku czy Jarmark Wdzydzki we Wdzydzach Kiszewskich. Dzisiaj nikt chyba nie byłby w stanie wymienić nawet części tego rodzaju imprez, które odbywają się w Polsce prawie każdego letniego dnia. Rzecz jednakże nie w ich ilości, ale w tym, że zawsze gromadzą wielu i bardzo wielu uczestników. Przede wszystkim lokalnych i regionalnych, ale coraz częściej także z odległych miejscowości.

Co jest powodem dużej, bez wątpienia, popularności takich imprez, co sprawia, że tak wielu ludzi decyduje się poświęcić letnią sobotę lub niedzielę, przejechać dziesiątki kilometrów, aby w nich uczestniczyć? Czy tylko prosta potrzeba „rozerwania się”, obejrzenia występów artystycznych, wystawy bądź kupienia czegoś? Zapewne także, ale z pewnością nie tylko.   

Być może – z czego nie zdajemy sobie sprawy – jest to siła tradycji, której nośnikiem w złych czasach były „odpusty” właśnie, bowiem od średniowiecza jarmarki, organizowane przy kościołach z okazji świąt religijnych, były, w dzisiejszym rozumieniu, „imprezami masowymi”. Być może jest to ucieczka od „szklanej rzeczywistości” kreowanej przez telewizję, w której głupawe reklamy konkurują z informacjami o wypadkach, gwałtach i morderstwach, w której kilkadziesiąt wciąż tych samych gadających głów, zręcznie usadzanych przez dziennikarzy w rozmaitych konfiguracjach, wytrwale pokrzykuje na siebie. A być może, po prostu – wobec tego wszystkiego Polakom coraz bardziej odpowiadają klimaty lokalnych festynów i festiwali, „kolorowych jarmarków”, spokoju i luzu, atmosfera przyjacielskiego pikniku.

Niezależnie od tego, jak jest naprawdę, wspierajmy i promujmy tego rodzaju lokalne imprezy – festiwale, festyny, jarmarki, kiermasze, niezależnie od tego, czego dotyczą, z jakiej okazji i przez kogo są organizowane. Z jednym wyjątkiem. Za wszelką cenę chrońmy je przed polityką. Nie pozwólmy, aby te piękne i bardzo potrzebne imprezy były zawłaszczane przez miejscowych bądź stołecznych polityków i politykierów, dla których zawsze stanowiły łakomy kąsek. Niech ludzie władzy aktualnej lub przyszłej bawią się razem z innymi, ale niech nie wykorzystują takich zgromadzeń do uprawiania własnej polityki. Niech te kolorowe jarmarki, festyny i festiwale ludzi łączą, a nie dzielą. Słowo festivus, od którego pochodzi termin „festiwal”, w języku łacińskim oznacza radosny, wesoły, świąteczny. I niech tak zostanie.

Tomasz Czajkowski

Więcej w tej kategorii: DOM PRZY GRANICY »

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY