Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

piątek, 27 czerwiec 2014 00:11

TEN INNY MUNDIAL

Napisane przez 

„W kategorii dokumentu ten film ociera się o wielkość” – napisał o „Mundialu” jeden z recenzentów. Wprowadzony pod koniec maja na ekrany kin dokument Michała Bielawskiego to jeden z najlepszych polskich filmów dokumentalnych ostatnich lat – klasyczny w formie i treści, perfekcyjny – w wykonaniu.

W chwili, gdy Polacy siadają przed telewizorami, by śledzić zmagania na murawach brazylijskich stadionów, warto wrócić myślą do innych mistrzostw świata – tych, które rozegrały się 32 lata temu, w tak odległej Hiszpanii. Nie tylko po to, by przypomnieć sobie emocje piłkarskie z okresu, kiedy nasza reprezentacja grała chyba najlepiej w historii – ale by zagłębić się w atmosferze i wspomnieniach z okresu, gdy Polska znalazła się na jednym z najpoważniejszych zakrętów w historii.

Na kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego Polacy zakwalifikowali się do zbliżającego się mundialu – wielka radość. Ale już wkrótce – wielki dylemat. Czy w chwili, gdy nasza reprezentacja staje się – w taki czy inny sposób – przedstawicielem reżimu, który właśnie wyprowadził wojsko na ulice, można jej kibicować? Czy nie będzie to deklaracja lojalności wobec wojskowych, którzy wbili w mundury prezenterów telewizyjnych dzienników, a opozycjonistów odesłali do ośrodków internowania? Czy sport da się oddzielić od polityki i życia?

Przed dylematami stanęli wszyscy. Zarówno polscy piłkarze, którzy zostali objęci międzynarodowym bojkotem, a do rozgrywek musieli ćwiczyć wyłącznie mierząc się z krajowymi drużynami klubowymi, jak i kibice. A przede wszystkim internowani opozycjoniści, którzy spotkania mogli oglądać (z mniej lub bardziej mieszanymi uczuciami) na niewielkich więziennych odbiornikach.

Z murawy i zza krat

Drogę polskiej reprezentacji do finału mundialu znają wszyscy rodzimi kibice. Dla wielu była niespodzianką – gdy Polacy lądowali na Półwyspie Iberyjskim nikt nie wiedział, w jakiej formie jest drużyna. Dopiero kolejne sukcesy, mozolne pięcie się w górę wraz z kolejnymi rozgrywkami, pozwalało mieć nadzieję, że „jest dobrze”. Dodatkowo o kulisach mundialu opowiadają świadkowie i uczestnicy polskiego sukcesu – m.in. trener reprezentacji Antoni Piechniczek, Zbigniew Boniek, Grzegorz Lato, tuzy sportowego dziennikarstwa, choćby Dariusz Szpakowski. Trener przyznaje się choćby do błędu, jakim było niewystawienie do półfinałowego starcia z Włochami Andrzeja Szarmacha – zagrał on potem w meczu o trzecie miejsce z Francuzami, ale z punktu widzenia mundialowej rywalizacji, błąd został popełniony.

Ale jest i ta druga narracja: zza krat. Przed telewizorami siedzą bowiem i ci, którzy w samym środku „karnawału Solidarności” znaleźli się w opałach: Jan Lityński, Piotr Ikonowicz, Tomasz Wołek i wielu innych. Dzięki ich opowieściom o sporach, jakie toczyli między sobą, zagłębiamy się w atmosferę tamtego smutnego lata, a nawet – do pewnego stopnia – sporów, jakie towarzyszyły Polsce przez wieki. Czy symbole, takie jak sport, powinny łączyć ponad politycznymi konfliktami? Czy można w ogóle mieszać historię piłki nożnej z wydarzeniem takim, jak wprowadzenie stanu wojennego?

Odpowiedź wydaje się być oczywista: można, a nawet trzeba. Obie perspektywy narratorów „Mundialu” zbiegają się w jednym momencie, nazwijmy go kulminacyjnym – gdy polscy sportowcy wychodzą na boisko, by zmierzyć się z reprezentacją Związku Radzieckiego. Za sprawą młodego Francuza o polskich korzeniach (i paryskiego Komitetu Solidarności), Pascala Rossiego, za bramkami rozwinięto wówczas gigantyczne transparenty z charakterystycznym logo Solidarności. Było to zaskoczeniem zarówno dla widzów w Polsce, jak i organizatorów mundialu – transparenty zwinięto w trakcie meczu, po protestach przedstawicieli PRL, przy akompaniamencie ogłuszających gwizdów i okrzyków „Polonia” oraz „Solidaridad”.

Tego jednak na ekranach telewizorów nie mieliśmy szansy zobaczyć. Transmisja akurat urwała się na chwilę… A potem technicy telewizyjni zadbali już o to, by zamiast ujęć z trybun na Camp Nou, kibice byli w stanie zobaczyć jedynie przebitki z innych spotkań. O takich manipulacjach zresztą również traktuje ten film… Happy end tej historii jednak znamy – mecz skończył się bezbramkowym remisem, który dla Polaków oznaczał awans. Po opisanym wyżej spotkaniu zdobycie trzeciego miejsca zdawało się być zaledwie „wisienką na torcie”.

Na nostalgiczną nutę

Historia godna solidnego filmu fabularnego – jest jednak doskonale znana: przynajmniej raz na cztery lata przypomina ją każda z polskich gazet czy stacji telewizyjnych, choćby z okazji kolejnego mundialu. Dzieło Bielawskiego wydobywa z niej jednak to, czego klasycy wielkiego ekranu, czy upychający ją w kilku minutach archiwalnego materiału redaktorzy, nie potrafią.

I chodzi o atmosferę. W „Mundialu” reżyser łączy zapis kronik filmowych, zarówno tych, które rejestrowały wydarzenia w Hiszpanii, jak i tych, które śledziły życie w kraju; dorzuca nagrane w ostatnich latach komentarze i relacje świadków, a luki – zgodnie z najnowszymi modami panującymi w świecie twórców filmów dokumentalnych – uzupełnia animacjami, niczym w „Walcu z Baszirem” czy „Zielonej rewolucji”. Powstaje niezwykły zapis, dla starszego pokolenia szarpiące serce wspomnienie realiów sprzed dekad, dla młodszego – obrazek, który może się wydawać surrealistyczny, do momentu, w którym widz uświadomi sobie, że to archiwalny zapis Polski AD 1982.

Chodzi też o nutę nostalgii – dla wielu osób, które w 1982 roku znalazły się w centrum wydarzeń, na murawie czy też za płotem ośrodka internowania, tamten czas był najlepszym (mimo wszystko) okresem w życiu. Gdzieś między słowami, padającymi w kadrze czy spoza niego, czai się więc nuta tęsknoty, nostalgii, mimo dramatycznych okoliczności – pewnej radości, płynącej z faktu uczestniczenia lub bycia świadkiem wielkich wydarzeń.

To największe atuty tego filmu. Mocnej pointy tu nie doczekamy, bo i nie o to twórcy chodziło. Refleksji za to – co nie miara, i to nie tylko tej dotyczącej dzisiejszej kondycji polskiej piłki nożnej.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY