Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 78.

sobota, 24 maj 2014 16:18

WSTRZĄSAJĄCE NON-FICTION

Napisane przez 

9 maja wszedł na ekrany film wyjątkowy. „Powstanie Warszawskie” to nie tylko dokument, to arcydzieło sztuki filmowej: archiwalne nagrania zostały zrekonstruowane, pokolorowane i zmontowane w opowieść, która chwyci za gardło nawet tych, którzy o przebiegu i legendzie Powstania wiedzą już wszystko.

Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej, tak nazywała się jednostka w polskim podziemiu wyjątkowa. Stworzona już u progu wojny, wiosną 1940 roku, miała dokumentować zarówno inicjatywy londyńskiego rządu RP, jak i działania Niemców w okupowanej Polsce. Informować, a zarazem walczyć z niemiecką propagandą. Chętnych szkolono z fotoreportażu, reżyserii i obsługi megafonów. W szeregach Biura pracowali – czy właściwie: służyli – znani operatorzy i montażyści: Antoni Bohdziewicz, Wacław Kaźmierczak, Leonard Zawisławski, Seweryn Kruszyński; reżyserzy Jerzy Gabryelski, Jerzy Zarzycki, Andrzej Ancuta, Roman Banach, Ryszard Szope, Henryk Vlassak, Antoni Wawrzyniak; fotografowie Sylwester Braun i Joachim Joachimczyk, historyk Aleksander Gieysztor oraz filolog prof. Kazimierz Feliks Kumaniecki.

Tu fiction: Witek i Karol należą do tej elity. Choć to postaci wymyślone na potrzeby tego filmu, mają być idealnym odzwierciedleniem rzeczywistych bohaterów, którzy w dniach Powstania stali po drugiej stronie kamery. Jak to młodzi, chcą utrwalić obraz „prawdziwej” wojny, nie tej konspiracji co przez kilka ostatnich lat, ani mozołu życia cywilów za linią frontu. Najpierw zbierają i takie obrazki – na potrzeby kroniki filmowej, która ma zostać wyświetlona w kinie „Palladium”. Ale zbliżają się coraz bliżej linii walk, a w końcu wraz z jednym oddziałów uczestniczą „w akcji”.

Rzeczywistość przekracza ich najśmielsze oczekiwania. Z nieba lecą bomby i pociski, śmiejący się powstańcy wkrótce będą martwi, w szpitalach kłębią się lekarze i tysiące rannych, spod gruzów zwalonych domów cywile próbują wygrzebywać swoich bliskich i sąsiadów. Apokalipsa. Zagłada, której świadectwo trzeba zachować. Wraz z końcem filmu Witek i Karol przekradają się poza niemieckie linie…

22.971.520 megabajtów danych

Wróćmy do non-fiction – filmowcom z zespołów BIP udało się ocalić cząstkę z zarejestrowanych podczas powstańczej pożogi materiałów. Nikt nie wiedział dokładnie, ile taśm przetrwało: 122 rolki ukryto jeszcze przed upadkiem Powstania na Wilanowskiej w Warszawie. Rolki umieszczono w samochodowych gazogeneratorach, zakryto, owinięto osmołowaną papą i raz jeszcze włożono do dodatkowych pojemników.

W 1946 roku udało się je znaleźć. Taśmy trafiły do konserwacji i obróbki – z części zarejestrowanych scen powstał film „Warszawa walczy”, po czym… materiały zaginęły! W 1956 r. w przedziwnych okolicznościach odnalazły się jego skrawki: krótkie, bez żadnego porządku posklejane epizody.

Upłynęło przeszło pół wieku zanim filmowcy dostrzegli wybuchowy – nie tylko historyczny, ale też emocjonalny – potencjał zgromadzonego materiału. Z sześciu godzin oryginalnych ujęć przez siedem miesięcy zespół konsultantów z rozmaitych dziedzin – od militariów po varsavianistów – układał 85-minutową opowieść o Powstaniu. Pod patronatem, dzięki wsparciu finansowemu i merytorycznemu Muzeum Powstania Warszawskiego zrodziła się historia chwytająca za gardło.

Twórcy filmu dokonali tu zręcznego zabiegu. – Powstańcy pojawiają się na ekranie, ale zbyt krótko, by opowiedzieć swoją historię. Stąd idea, by bohaterem filmu uczynić osobę, której w ujęciu nie widać, ale której obecność, emocje, działanie utrwalone są na taśmie: operatora kamery – mówiła Milenia Fiedler, czuwająca nad montażem filmu. – Montowaliśmy materiał nie jako obiektywny zapis rzeczywistości, ale subiektywną prawdę o człowieku, który tej rzeczywistości doświadczył – dodawała. Stąd fikcyjne postacie, którym głosów użyczają aktorzy: Maciej Nawrocki, Michał Żurawski oraz Mirosław Zbrojewicz. Ich dialogi napisali Joanna Pawluśkiewicz i Michał Sufin.

Nie jedyny to współczesny wysiłek włożony w tę swoistą mega-produkcję. Kolejnym były kolory: dla każdego ujęcia szukano punktów odniesienia, eliminowano drżenie obrazu. Ręcznie naprawiano zniekształcenia obrazu, usuwano zanieczyszczenia, uszkodzenia taśmy, nadmierną ziarnistość. Tak odrestaurowaną całość koloryzowano, używając do tego bazy fotografii liczącej kilka tysięcy kadrów z bronią, ekwipunkiem, mundurami, ubraniami cywilnymi, ujęciami miasta, tablic informacyjnych, bruku, chodników i najróżniejszych innych detali. Wszystko pod okiem specjalistów z Muzeum Powstania Warszawskiego i dziesiątków innych ekspertów. Do ostatecznego pokolorowania użyto amerykańskiego, unikalnego oprogramowania. Liczba danych, jakie zebrano na dyskach w trakcie prac nad filmem sięgnęła 22.971.520 megabajtów danych!

– Zależało nam, aby widzowie, którzy wyjdą z kina po obejrzeniu filmu, uświadomili sobie, że Powstanie Warszawskie nie jest odległym epizodem w historii Polski. Dzięki koloryzacji, remasteringowi i stabilizacji obrazu oraz pełnemu udźwiękowieniu Powstanie Warszawskie staje się nam bliższe niż kiedykolwiek. To niezwykła podróż w czasie, dzięki której możemy spotkać prawdziwych bohaterów, a nie aktorów. W naszym filmie wszystko jest prawdziwe – miasto, ludzie i wydarzenia. Jeśli ktoś się śmieje, śmieje się naprawdę, jeśli płacze, to są to prawdziwe łzy – podkreśla Piotr Śliwowski, producent filmu.

Od Francji po Stany, od Chin po Nigerię

– Marzymy o tym, żeby ten film zobaczyli także widzowie zagraniczni. Chcemy, żeby zobaczyli go ludzie, którzy nie wiedzą nic o Powstaniu Warszawskim, żeby dzięki temu poznali i zrozumieli historię Polski i jej stolicy – mówił tuż przed premierą Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, a zarazem również jeden z producentów filmu.

I to marzenie może się spełnić. O filmie pisały już media praktycznie na wszystkich kontynentach: brytyjski dziennik „Daily Mail”, francuski „Le Figaro”, amerykański opiniotwórczy „Washington Post”, chińska TV Xianghunet, nigeryjski portal On-line Nigeria… To samo w Meksyku, Kuwejcie, Kazachstanie czy Nowej Zelandii. W sumie w kilkudziesięciu państwach recenzenci starają się rozbudzić zainteresowanie widowni tym niezwykłym dziełem.

Trudno się dziwić. „Powstanie” jest filmem wzruszającym – odchodzi od sztucznej próby rekonstrukcji realiów na rzecz surowego realizmu, a jednocześnie – dzięki włożonej w dzieło pracy – nie jest abstrakcyjną, czarno-białą kroniką filmową z epoki. Czy Powstanie było potrzebne? – pytamy po latach. – Mieć broń w ręku i nie uderzyć na Niemców? To nie mieściło się w głowach ówczesnych dwudziestolatków – odpowiadał na to pytanie Jan Ołdakowski w rozmowie z dziennikiem.pl. I rzeczywiście, nawet pomijając dopisane bohaterom dialogi, atmosfera początkowego entuzjazmu, potem przerażenie hekatombą pacyfikacji miasta, aż po pełną rezygnacji walkę do ostatniego naboju – z emocjami, od jakich aż bucha ten film, trudno dyskutować. Nie sposób też nie zgodzić się, że dzieło – które może być prezentowane widowni od 12. roku życia – powinni zobaczyć wszyscy uczniowie. Prawdziwa dyskusja o Powstaniu Warszawskim powinna się od niego zacząć, a nie – na nim skończyć.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY