Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 76.

czwartek, 24 kwiecień 2014 21:55

INNOWACJA PEDAGOGICZNA Z WYSZKOWA RODEM

Napisane przez 

Wykluczenie społeczne, patologie, wysokie wskaźniki bezrobocia – to tematy wstydliwe dla gmin. Zatem inicjatywy obywatelskie zorientowane na profilaktykę społeczną, wspierane przez władze miasta, są warte uwagi i powinny być raczej powodem do dumy niż milczenia. Taki projekt realizowany jest właśnie w Wyszkowie.

„Oderwij dzieci od ulicy”, „Narkotyki nie prowadzą do raju” i wiele innych programów profilaktycznych – to dorobek wyszkowskiego Stowarzyszenia Wiatrak, od 2008 r. zajmującego się pedagogiką ulicy. Inicjatorem tych projektów, który wzorce działania zaczerpnął od warszawskiej Fundacji Wspólna Droga, był wyszkowski działacz społeczny Artur Laskowski. To on zgromadził wokół siebie utalentowanych, pełnych pasji pedagogów i – jak mówi jeden z nich – „rzucił ich na głęboką wodę”.

Kluczem jest tarcza

Wszyscy dostrzegamy w swoim otoczeniu dzieci i młodzież z ubogich rodzin, często dotkniętych alkoholizmem. Zwykle przechodzimy obok nich obojętnie, czasem z obawą.

Ta młodzież z handlowych galerii i osiedlowych ławek, słucha muzyki, która dla starszego pokolenia jest kompletnie niezrozumiała, a czas spędza, wałęsając się między blokami. Ale portrety, jakie moglibyśmy namalować na podstawie biografii tych dzieci, są wielobarwne i nie mają wspólnego mianownika innego niż nieumiejętność odnalezienia się w świecie pełnym sprzeczności. Zwłaszcza, gdy nikt nie pokazuje im możliwości i perspektyw, nikt nie zaszczepia poczucia własnej wartości i pasji, które pedagodzy nazywają „tarczą”.

To do tej grupy skierowane są inicjatywy Stowarzyszenia Wiatrak – organizacji, która powstała dzięki ludziom nieobojętnym. – Jak to się zaczęło? – pytam Andrzeja Grajczyka, pedagoga ulicy, trenera sztuk walki, instruktora surwiwalu, który działa metodą streetworkingu i prowadzi wiele interesujących zajęć dla młodzieży. – Wskoczyłem w ich świat, wszedłem w grupę wyrostków i, od słowa do słowa, rzuciłem kilka pomysłów. Najpierw byli sceptyczni i nieufni, potem postanowili spróbować, właściwie jeden postanowił, ale za nim poszła reszta, gdy stwierdził: P…ę, co będę na klatce siedział? – opowiada Grajczyk. – Już wiedziałem, że ich kupiłem. Nie, to oni kupili mnie – dorzuca.

Także władze Wyszkowa są świadome, jak ważna jest działalność profilaktyczna, przeciwdziałanie marginalizacji, praca u podstaw. Wszakże 2 miliony dzieci w Polsce żyje w rodzinach dotkniętych nędzą, a ich jedyny kontakt z kulturą stanowi telewizor. Na terenie gminy prowadzone są więc różne działania z zakresu profilaktyki uzależnień, działania kierowane do dorosłych w zakresie przeciwdziałania skutkom nadużywania alkoholu – ale też praktyka profilaktyczna Wyszkowa koncentruje się w dużej mierze na dzieciach, bowiem im wcześniej rozpoczyna się takie programy, tym bardziej są skuteczne.

Gmina angażuje się w różne projekty profilaktyczne dla młodych osób, przy czym zdecydowanie dominuje tzw. aktywna profilaktyka – oparta na doświadczaniu przez młodzież konstruktywnych form spędzania czasu, poszukiwaniu pasji i budowaniu świadomości zagrożeń. Podczas gdy trudno ocenić skuteczność konwencjonalnych działań profilaktycznych w szkołach – spotkań i pogadanek z psychologami, których młodzież widzi zapewne pierwszy i ostatni raz w życiu – łatwo przyjrzeć się choćby rezultatom pedagogiki ulicy, choćby na przykładzie Stowarzyszenia Wiatrak: zaangażowana w projekty Stowarzyszenia młodzież aktywnie uczestniczy w organizowanych przez działaczy akcjach, wyprawach czy zajęciach. Wcześniej czy później, uchyla drzwi do swojego świata, zaprasza do niego tych, którym zaczyna ufać.

Gmina nie jest obojętna na te inicjatywy. Wspiera i finansuje projekty Stowarzyszenia.

Dystans wobec praw ulicy

Pod koniec 2013 r. burmistrz Wyszkowa Grzegorz Nowosielski przyznał Stowarzyszeniu 57 tysięcy złotych na realizację zadań profilaktycznych i prewencyjnych w 2014 r. Zdecydowało doświadczenie i profesjonalizm ekipy, jej szczere, aktywne zaangażowanie i skuteczność działań.

To zalety streetworkingu – pracy z młodzieżą w jej naturalnym środowisku i stopniowego poszerzania tego środowiska o nowe wymiary aktywności. Ta forma pomocy nie jest inwazyjna, nie narzuca – a proponuje, nie zmusza – a skłania do działań. Uczestnicy proponowanych zajęć – spływów kajakowych, wypraw na bagna, treningów sztuk walki, wycieczek w ciekawe miejsca – tworzą z czasem coś na kształt wspierającej się wspólnoty. Opiekun grupy i inicjator działań, by dobrze spełniać swoją rolę i cieszyć się zaufaniem takiej grupy, musi liczyć się z jej zdaniem. Pytać choćby, czy chcą, by do grupy dołączyła nowa osoba – i wbrew wcześniejszym postawom, chcą. Wytraca się bowiem gdzieś ta wcześniejsza wrogość wobec obcych, świata i ludzi.

- Tę wiarę w siebie chcemy budować jako pierwszą – mówią streetworkerzy. – Jak już uda się dzieciakowi odzyskać wiarę w siebie, to zaczyna się rozwijać. I przy odpowiednim wsparciu może wiele osiągnąć. Uważam, że wszelkie zawody, małe i duże sukcesy, wzmacniają człowieka, zwłaszcza młodego. Potem nie będzie patrzył na chuliganów, jak na mistrzów, tylko jak na nieudaczników. Tu chodzi o wzorce. Jeżeli jedynym punktem odniesienia dla młodego człowieka jest kumpel żłopiący piwo i nienawidzący całego świata za to, że jego życie wygląda, jak wygląda, to trudno oczekiwać, by nie powiększała się rzesza tych wyrzuconych poza nawias ludzi, którzy szkodzą i sobie, i innym – dodają.

Socjolodzy wskazują, że za nienawiścią i poczuciem odrzucenia idzie agresja: wandalizm, samobójstwa, akty kryminalne. Utrwalane są fatalne wzorce rodzinne – i potrzeba wiele pracy, by takie dziedzictwo odrzucić. Rodzice zwykle wspierają wysiłki pedagogów, ale czasem jednak streetworker jest zmuszony się wycofać: nie może narzucać swoich wartości i podejścia całej rodzinie. Choćby w sytuacji, gdy ta uzna, że należy zakończyć edukację dziecka, bo priorytetem jest praca zarobkowa i jak najszybsze usamodzielnienie się.

Na szczęście, jak wskazują doświadczenia Andrzeja Grajczyka, zostają w nich zaszczepione umiejętności, zainteresowania i dystans wobec praw ulicy. Młode osoby wpisują się w normalność, przestają siedzieć pod sklepem – pracują, w wolnym czasie biwakują, uprawiają sport – choćby w klubie Apis w Wyszkowie – opowiadają o swoich przeżyciach. Zamiast uciekać od rzeczywistości, mają odruch poszukiwania ludzi, którzy wesprą, pomogą, rozładują złość.

Kolega w zasadzie musi uciekać z miasta

Kiedy koledzy 17-letniego M., „chyba z nudów i szarości” – jak opowiada on sam, wpadli po raz pierwszy na pomysł, by kupić amfetaminę, on akurat przemierzał z ekipą niekonwencjonalnych pedagogów bagna nad Bugiem. Trząsł się z zimna, niewiarygodnie wkurzony, przeklinał chwilę, w której zdecydował się na nadbużańską eskapadę, z ciągle uśmiechniętym gościem w moro i bojówkach. Jakby było się z czego cieszyć – zimno, głodno, daleko do domu. A w tym samym czasie chłopaki siedzą pewnie w hot-spotach, wygrywają kasę, śmieją się z jego „zaangażowania”.

Teraz – po kilku latach – z jednym z kolegów kontaktu już nie ma. Ten cały czas spędza w którymś z ośrodków leczenia uzależnień. Z drugim nie ma o czym mówić, kolega pożyczył kasę i przepadł. – Gość wszystkie pieniądze wrzuca w automaty, wziął pożyczki od szemranych typów i w zasadzie, chyba musi uciekać z miasta – mówi M.

Dzień na bagnach, w świecie ludzi tak odmiennych od dotychczas znanych, M. wspomina jako moment, w którym stanął na rozstaju dróg, nawet o tym nie wiedząc. Tak samo bezwiednie ruszył właściwą drogą. – Zmarzłem, wymęczyłem się i odkryłem, że mam co wspominać, mam przyjaciół, chcę wyruszyć znowu, bo na osiedlu nie dzieje się nic interesującego. No i zaangażowałem się. Jeździłem, gdzie się dało, wiele godzin przegadałem z Sensejem – wspomina Grajczyka M. – O sensie życia, o tym, co robić ze sobą w życiu, jak znaleźć się w tym całym syfie, jak gadać z rodzicami, żeby z tych rozmów coś wynikało, a nie tylko pretensje i wrzaski – kwituje.

Kontakt z dawnymi kompanami z podwórka rwał się stopniowo. – Wydawali się coraz bardziej dalecy, ograniczeni i… nieszczęśliwi – mówi M. – Kiedy zaproponowali mi fetę, odmówiłem. Tak po prostu, nawet nie wiem, dlaczego. Chyba zwyczajnie uznałem, że nie chcę robić tego, co oni, że to jakaś farsa: ćpają coś, co ich niszczy, osłabia. Nawymyślali mi od leszczów, ale najdziwniejsze, że miałem już wtedy gdzieś to, co o mnie myślą. Bardziej interesowało mnie, czy trener weźmie mnie do ekipy, jadącej na spływ kajakowy. Nigdy nie byłem na spływie i wiedziałem, że moi kumple też nie byli, ale ja miałem szansę popłynąć. Im nawet by się nie chciało, stwierdziliby, że to głupie, lepiej posiedzieć na automatach, chociaż nie raz proponowałem im jakiś wypad. Nie chcieli – wspomina.

Z Wiatrakiem się nie walczy

Stowarzyszenie Wiatrak współpracuje też z wyszkowskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Jego pracownicy mają wgląd w potrzeby rodzin niepełnych, wielodzietnych, tych na życiowym zakręcie. Opieka nad nimi wymaga wielopłaszczyznowych działań – i tu wkracza Stowarzyszenie. Gdy dzieci mają zapewnioną profesjonalną opiekę i zagospodarowany czas wolny, rodzice – często samotni, bezrobotni, na zasiłkach – mogą szukać pracy czy chodzić na kursy, pomagające w jej znalezieniu.

Organizacja pracuje też z młodzieżą, mającą ma koncie pierwsze naruszenia prawa, wyroki w zawieszeniu. W takich przypadkach streetworkerzy próbują zapobiec recydywie – ale nie poprzez moralizowanie, straszenie zmarnowanym życiem, lecz dostarczanie doświadczeń, pozwalających odnaleźć się w nowej roli: osoby robiącej rzeczy ciekawe, wartościowe, godne uznania i naśladowania. Choćby poprzez sport czy surwiwal.

Z Wiatrakiem się nie walczy. Albo się w nim jest, albo nie. Streetworkerzy nikogo nie zmieniają na siłę, nie zmuszają do niczego, nie oceniają. Każdy podopieczny wyznacza własne granice zaangażowania, ale też nie zauważa, jak się one zmieniają. Nagle, zamiast obojętności i pozycji zamkniętego w swojej skorupie ślimaka, przyjmują postawę, którą cechuje troska o rówieśników w podobnej sytuacji, współpraca z grupą, utożsamianie się z nią, samo-rozwój, stawianie sobie konkretnych, realistycznych celów. A w przypadku trudności bez zażenowania proszą o pomoc, wiedząc, że mogą ufać ludziom, którzy kiedyś trafili na ich podwórka.

W takich przypadkach opiekunowie ze Stowarzyszenia nie wahają się rozmawiać z nauczycielami, szukać sposobów wsparcia takich osób. Czasem przezwyciężenie nieumiejętności porozumienia się przynosi choćby sukcesy na mistrzostwach sztuk walki, śpiewająco zdane matury, satysfakcję wszystkich zaangażowanych. Potencjał Wiatraka to właśnie ta niezachwiana wiara, że każdy zasługuje na szansę i odpowiednio pokierowany, wzmocniony poczuciem własnej wartości, może odnosić sukcesy i chronić się przed skutkami pochopnych decyzji, jak choćby rezygnacja z matury.

Otworzyć oczy na świat

Takie decyzje potrafią bowiem położyć się cieniem na całe życie. Frustracja, niemożność znalezienia pracy i robienia tego, do czego ma się smykałkę, to czynniki wyrzucające młodych ludzi na margines, na antypody uzależnień. Na te osiedlowe ławki, gdzie słychać śmiech, a w duszy – ból i gniew. Gdzie pozostaje tylko pójść do sklepu po kolejne piwo.

Pozostaje tylko cieszyć się z otwarcia wyszkowskich władz na streetworking. Pedagogika ulicy, nazywana też pedagogiką niekonwencjonalną – dla wielu „pedagogika ulicy” brzmi stygmatyzująco – to w Wyszkowie przykład profesjonalnie nawiązanego i realizowanego dialogu między władzami miasta, członkami Stowarzyszenia i adresatami podejmowanych przez obie strony działań. Dzięki temu udaje się nie zamiatać problemów, choćby tych związanych z uzależnieniami, pod dywan. Zamiast tego tworzy się system wsparcia na miarę XXI wieku. Otwierając dorosłym i młodzieży oczy na świat.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY