Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

czwartek, 24 kwiecień 2014 21:40

SKARBONKA BEZ DNA

Napisane przez 

Krajowy Fundusz Drogowy (KFD) miał rozwiązać infrastrukturalne kłopoty Polski, pozwalając zbierać środki na ich budowę i remonty. Ostatecznie stał się skarbonką, do której rząd może sięgać w dowolnej chwili, by załatać powstałą gdzieś dziurę.

Ubiegłoroczne wpływy do KFD sięgnęły sumy niemal 13,2 mld złotych. Na tę sumę złożyły się opłata paliwowa (prawie 3,6 mld zł), refundacja wydatków poniesionych na inwestycje współfinansowane z budżetu UE (niemal 5,3 mld – lwia część z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko plus 81,7 mln zł – z Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej), wpływy z kredytów Europejskiego Banku Inwestycyjnego (ciut ponad 2,6 mld zł) oraz środki pozyskane w ramach systemu koncesyjnego (ok. 1,5 mld zł).

Można by rzec, że miliardy te nie zagrzały zbyt długo miejsca w odpowiedzialnym za KFD Banku Gospodarstwa Krajowego. Ubiegłoroczne wydatki Funduszu przewyższyły bowiem wpływy – wyniosły łącznie mniej więcej 14,27 mld zł, z czego większość stanowiły płatności z tytułu inwestycji realizowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.

Problem w tym, że ta przeszło miliardowa różnica w bilansie KFD to jedynie wierzchołek góry lodowej. W połowie ubiegłego roku szacowano, że zobowiązania Funduszu stanowią już około 41 mld złotych.  Sytuację ratowała – do pewnego stopnia, oczywiście – uchwalona wówczas nowelizacja ustawy o autostradach płatnych i Krajowym Funduszu Drogowym (oraz drugiej, o drogach publicznych), pozwalająca spłacać długi Funduszu poprzez zaciąganie nowych kredytów i pożyczek. Błędne koło, fakt: ale tymczasowo załatwiono problem bieżących przepływów finansowych – na rok bieżący wypadał bowiem termin wykupu obligacji. Z odsetkami, bagatela, 8,5 mld zł, z których półtora miliarda po prostu w kasach BGK nie było. Dzięki rolowaniu długów i wprowadzeniu „bardziej elastycznego korzystania z pieniędzy funduszu”, np. z pieniędzy pobieranych w ramach e-myta, dziurę załatano.

Ale czy na długo? Im szybciej udaje się załatać dziurę, tym szybciej okręt znowu zaczyna przeciekać. Próbkę dostaliśmy pod koniec marca, gdy okazało się, że ministerstwo pracy i polityki społecznej, chroniąc rezerwę budżetową, chce „wyjąć” z Funduszu 180 mln złotych – i przekazać je na świadczenia dla rodziców niepełnosprawnych dzieci. Najważniejszy jest człowiek, oczywiście. Problem w tym, że takie praktyki wchodzą w krew, a następną „górkę” nie trzeba będzie długo czekać – w 2018 r. na wykup obligacji Fundusz będzie musiał przeznaczyć aż 13 mld złotych. A skoro już o człowieku mowa – niewyremontowane, rozjechane drogi też zbierają swoje ponure żniwo. Prawie 35,5 tysiąca wypadków, do jakich doszło w ubiegłym roku, nie da się zrzucić wyłącznie na nieuwagę czy nadużywanie alkoholu przez kierowców.

Poza „przesunięciami” ordynowanymi na wniosek poszczególnych resortów, KFD zagraża też system realizacji budowy autostrad w Polsce. Zgodnie z danymi GDDKiA, kilometr autostrady w Polsce kosztuje w przybliżeniu 9,6 mln euro. – Niemal tyle samo, co europejska średnia wynosząca 10 mln euro za kilometr – dorzuciła w ubiegłorocznym oświadczeniu Dyrekcja. Tyle że dane – publikowane przez tę samą instytucję! – odbiegają od tego obrazka. Cena kilometra autostrady w dalece bogatszych od nas Niemczech sięga 8,24 mln euro, Czesi płacą 8,86 mln euro, Słoweńcy – 7,29 mln euro, Hiszpanie – 6,69 mln euro, Duńczycy – 5,89 mln euro, Litwini – 4 mln euro. Od średniej odbiegają najbogatsze państwa zachodnie: Holandia (50 mln euro), Austria (12,87 mln euro) czy Norwegia (18 mln euro). Tyle że pierwszy z tych krajów leży na podmokłej depresji, drugi – w Aplach, przez które trzeba by się przebić, a trzeci – na dalekiej północy, pośród gór i dominujących przez znaczną część roku wyjątkowo niskich temperatur.

Uruchamiając KFD w 2004 r. politycy mieli nadzieję na stworzenie prostego samonapędzającego mechanizmu: pieniądze od kierowców (w uproszczeniu rzecz ujmując) posłużą do stworzenia serca pompującego środki w rozbudowę infrastruktury. 80 proc. stałych wpływów z opłaty paliwowej od paliw silnikowych i gazu do napędu pojazdów, środki pobierane przez GDDKiA z tytułu płatności dokonywanych przez operatorów autostrad płatnych oraz opłat za dokumentacje przetargowe, plus dodatkowe środki (oprocentowanie lokat i depozytów, wpływy z opłat i kar) – ta góra pieniędzy miała oliwić system. Ale system najwyraźniej się zaciął: nie dość, że znaczna część najcięższych pojazdów omija płatne drogi, kiedy tylko może, to jeszcze odpowiedzialność za nagle zatłoczone boczne drogi jest przerzucana na samorządy.

Trwa więc desperackie poszukiwanie nowych źródeł dochodów: do Funduszu mają trafiać teraz wpływy z mandatów. Tyle że chodzi o kwotę rzędu 70 mln złotych, a więc kroplę w morzu potrzeb. Co gorsza, lepszego pomysłu nikt chyba w tej chwili nie ma. – Kwota ta zostanie użyta jako dźwignia do zdobycia kolejnych funduszy – zapewnia resort finansów. Cóż, gdyby udałoby się rozmnożyć kilkadziesiąt milionów do poziomu kilku miliardów, mielibyśmy pewniaka w wyścigu o ekonomicznego Nobla.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY