Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 64.

wtorek, 25 marzec 2014 21:10

LEPIEJ DECYDOWAĆ SAMEMU

Napisane przez 

Czy to możliwe, by mieszkańcy sami decydowali o wydatkach z budżetu miasta? Jak najbardziej. Po raz pierwszy spróbowano tego w brazylijskim Porto Alegre w 1989 roku. Pomysł dobrze się sprawdzał – i budżet obywatelski (nazywany także budżetem partycypacyjnym) zaczęto wprowadzać także w innych miastach w Brazylii i na świecie. Od kilku lat zyskuje również na popularności w naszym kraju.

Pionierem pod względem wprowadzania budżetu obywatelskiego w Polsce był Sopot. W 2011 roku jego mieszkańcy zadecydowali, na co wydać 5 mln zł – czyli ponad 1 proc. wydatków z budżetu miasta. Była to pierwsza próba i sprawdzian całej procedury, która w kolejnych latach miała być usprawniana.

Zawrotna kariera

Po Sopocie próby skonstruowania budżetu obywatelskiego podjęło kilka innych dużych miast. Prowadzono je m.in. w Poznaniu, Łodzi, Rzeszowie, Tarnowie, Wrocławiu czy Elblągu. Wbrew obawom sceptyków, mieszkańcy miast unieśli ciężar odpowiedzialności i swoimi pieniędzmi dysponują bardzo rozważnie. – Doświadczenia miast, które dały obywatelom możliwość decydowania o wydatkach, są bardzo budujące. Ludzie nie chcą jakichś nieistotnych i nikomu niepotrzebnych, ale bardzo konkretnych rzeczy, które poprawiają jakość ich życia. Dlatego na przykład autorzy i autorki Obywatelskiej Strategii Konina 2013-2020, która ma być wdrażana, chcą, by do 2018 roku wszystkie wydatki inwestycyjne zależały od decyzji obywateli. Warto też brać przykład z Łodzi, gdzie prace nad budżetem na 2014 rok zaczęto już pod koniec 2012 roku – mówiła w jednym z wywiadów Joanna Erbel, socjolog zajmująca się problematyka miast.

– Oczywiście z jednej strony możemy narzekać, że mamy w Polsce niski poziom aktywności społecznej. Spójrzmy jednak na drugą stronę: budżety partycypacyjne zrobiły w Polsce oszałamiającą karierę. Gdyby jeszcze trzy lata temu spytać kogoś o budżet partycypacyjny, popukałby się w głowę i zaczął uzasadniać, że nie jesteśmy na to gotowi, ludzie są nieodpowiedzialni i nikt nie będzie chciał się tym zajmować. Dzisiaj to rozwiązanie działa w kilkunastu dużych miastach. Odważnie poczynają sobie też małe ośrodki, które mają większą skłonność do eksperymentowania – zachwalała. Wtórował jej Jarosław Makowski, szef Instytutu Obywatelskiego, ośrodka badawczo-analitycznego, który jest zapleczem eksperckim Platformy Obywatelskiej. – Jeżeli ludzie dostają możliwość decydowania, na co mają iść pieniądze, to okazuje się, że wcale nie chcą żadnych aquaparków, ale chcą rzeczy niskobudżetowych, które podnoszą jakość życia. To są place zabaw na osiedlach, siłownie pod chmurką, ścieżki rowerowe, oświetlenie w parkach – mówił.

Dodatkowo, zdaniem Makowskiego, budżet partycypacyjny jest elementem, który angażuje ludzi do działania – jest zatem remedium na niechęć do aktywności społecznej. – Przecież o to chodzi w Polsce samorządowej – żeby ludzie się „samorządzili", bo oni najlepiej wiedzą, co jest problemem na ich osiedlu, w ich gminie, powiecie czy mieście. Narzędziem do tego „samorządzenia się", bardzo dobrym i skutecznym, jest właśnie budżet partycypacyjny – uważa Makowski. Opinię tę potwierdzają zresztą liczby. W głosowaniu nad tegorocznym budżetem obywatelskim Poznania wzięło 88 tysięcy osób, czyli ponad cztery razy więcej niż nad poprzednim. – Frekwencja przekroczyła nasze oczekiwania i świadczy o pozytywnym odbiorze budżetu obywatelskiego przez mieszkańców miasta. Obawialiśmy się, że będzie głosowało mniej osób niż przed rokiem – nie ukrywał zadowolenia Ryszard Grobelny, prezydent Poznania.

Łatwiej, niż się wydaje

Wbrew pozorom, aby wprowadzić budżet obywatelski w polskim mieście lub wsi, nie potrzeba nowego prawa. Wystarczy jedynie dobra wola prezydenta miasta (wójta lub burmistrza) i rady gminy. Od strony formalnej wygląda to tak, że przeprowadzane są konsultacje w sprawie wydatków z budżetu miasta, z jedną, istotną różnicą w stosunku do zwykłych konsultacji ‒ prezydent i rada gminy deklarują, że projekty wybrane przez mieszkańców zostaną zrealizowane. Wszystko opiera się zatem nie na regulacjach ustawowych, lecz na wzajemnym zaufaniu pomiędzy mieszkańcami, a ich przedstawicielami (co jest zresztą cenne samo w sobie).

W ramach budżetu obywatelskiego mieszkańcy mogą nie tylko wybierać najlepsze projekty, ale także zgłaszać ich propozycje. Takie propozycje wypracowuje się na spotkaniach mieszkańców na przestrzeni nawet kilku miesięcy, a pod koniec roku poddaje się je pod głosowanie. Na przykład w Rzeszowie na ten rok mieszkańcy zgłosili 197 pomysłów. 12-osobowa komisja złożona z radnych i urzędników odrzuciła 95 takich, które nie spełniały wymogów formalnych. Na początku stycznia br. pod głosowanie trafiły 102 zadania. Kwalifikacje trwały do 15 stycznia. Głosować można było w ratuszu, w siedzibach rad osiedli, w Punktach Informacyjnych Urzędu Miasta, Punktach Obsługi Mieszkańców, przez Internet, albo pocztą. Każdy obywatel Rzeszowa mógł oddać głos na maksymalnie trzy pomysły. Do realizacji zakwalifikowało się dziesięć. Jest wśród nich siłownia na świeżym powietrzu, park, zadaszenie nad skateparkiem, plac zabaw i boisko.

Od czego zacząć, jeżeli chce się wprowadzić budżet obywatelski w swojej miejscowości? Najprościej od spotkania z radnymi, prezydentem i mieszkańcami, na którym przedstawiona zostanie idea budżetu obywatelskiego. Następnie zazwyczaj odbywa się dyskusja, czy i jak mógłby on działać w danej gminie. Nie ma potrzeby martwić się niskim początkowo poziomem aktywności obywatelskiej. Jeżeli budżet obywatelski będzie działał prawidłowo, mieszkańcy sami zaczną się uaktywniać, bo zobaczą, że ich zaangażowanie przynosi konkretne efekty – powstał plac zabaw, nowy park czy wyremontowano ulicę. Wskazuje na to stopniowy wzrost frekwencji w budżecie obywatelskim choćby właśnie w Porto Alegre.

Według ekspertów, mała aktywność obywateli w wielu przypadkach nie wynika z tego, że ludzie nie są zdolni do zachowań społecznych, lecz z tego, że nie mają, jak i gdzie włączyć się w sprawy lokalnej społeczności. Konsultacje, których wyniki są ignorowane, nie zachęcają do tego, by udzielać się w sprawach miasta czy gminy wiejskiej. Budżet obywatelski oznacza natomiast, że decyzje podjęte przez mieszkańców będą wprowadzone w życie, niezależnie od tego, czy radni się z nimi zgadzają, czy też nie. Wówczas mieszkańcy widzą sens angażowania własnego czasu i energii.

Dlaczego jednak mieszkańcy w ogóle mieliby decydować o wydatkach z budżetu miasta czy gminy wiejskiej? Odpowiedź jest prosta ‒ dlatego, że to ich własne pieniądze. Nie należą one do radnych, wójta czy burmistrza, tylko właśnie do mieszkańców, którzy są gospodarzami gminy.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY