Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

wtorek, 25 marzec 2014 21:09

WARSZAWSKI EGZAMIN NA OBYWATELSKOŚĆ

Napisane przez 

Mieszkańcy stolicy bardzo poważnie potraktowali temat budżetu partycypacyjnego – do władz dzielnicy wpłynęła rekordowa liczba 2204 projektów. W połowie lipca br. okaże się, które z nich zostaną zrealizowane w przyszłym roku w ramach zarezerwowanych na ten cel 25,6 mln zł. Jednakże, ciekawsze wydaje się pytanie, jak przedstawiciele władz samorządowych wykorzystają ten społeczny zryw?

Stolica jest kolejnym miastem, które zdecydowało się na wprowadzenie budżetu partycypacyjnego. W dzielnicach uruchomiono punkty konsultacyjne dla mieszkańców, w proces zaangażowano także instytucje pozarządowe. Z prawie 26-milionowej puli, w zależności od wielkości okręgu czy dzielnicy, na jeden projekt można otrzymać nawet czterysta tysięcy złotych. – Liczba zgłoszonych projektów świadczy o tym, że warszawiacy bardzo zaangażowali się w proces decydowania o lokalnych wydatkach stolicy. Ponad dwa tysiące projektów to absolutny rekord wśród polskich miast – chwaliła mieszkańców prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Powrót Misia

– Nie mam wątpliwości, że większość ze złożonych wniosków będzie spełniać wymogi formalne – zapewnia w rozmowie z Magazynem Samorządowym „GMINA” Ewelina Buczyńska, rzecznik dzielnicy Praga Południe. – Staraliśmy się wszelkimi dostępnymi środkami dotrzeć do mieszkańców i służyć im pomocą. Niezwykle pomocne okazały się organizacje NGO – dodała. Najwięcej projektów wpłynęło do dzielnicy Mokotów (315), o połowę mniej do Pragi Południe oraz Woli. Na szarym końcu znalazły się Wilanów, Wesoła i Ursus. Wśród zgłoszonych projektów dominują te związane z zagospodarowaniem infrastruktury miejskiej, rewitalizacją skwerów i parków oraz organizacją zajęć dla dzieci i osób starszych. Choć zdarzały się także i bardzo oryginalne, jak – zapożyczony z Niemiec – pomysł na biblioteki w drzewach, ale i… – Turniej na mini sumo dla dzieci albo wieża dla jeżyków. Jednym z ciekawszych było także postawienie na jednym z rond na terenie dzielnicy figury Misia z filmu Barei – wylicza Buczyńska. Pomysłowi okazali się także mieszkańcy Bemowa. – Wpłynęło do nas 75 projektów, obecnie są one weryfikowane, więc nie możemy podać pełnej kwoty – tłumaczy Magazynowi Samorządowemu „GMINA” Mariusz Gruza, rzecznik dzielnicy. – Jednym z ciekawszych projektów jest uruchomienie w Bemowskim Centrum Kultury drukarki trójwymiarowej wraz z cyklem szkoleń. W punkcie do użytku mieszkańców znajdowałyby się trzy drukarki 3D, skaner 3D oraz zapas tuszu na rok użytkowania. Cykl szkoleń byłby dedykowany młodzieży, dzieciom i dorosłym. Kolejnymi są: budowa skateparku, wybiegu dla psów lub domku dla owadów – dodaje.

Spośród 2204 projektów tylko ułamek zostanie poddany głosowaniu (konsultacje zgodnie z harmonogramem odbędą się w dniach 11-25 maja br.) , które zostało zaplanowane na drugą połowę czerwca br. Większość swoją karierę zakończy na etapie konsultacji społecznych. Wcale jednak nie musi oznaczać to, że nie zostaną one w ogóle zrealizowane. Projekty mogą być zgłoszone w ramach tzw. inicjatywy obywatelskiej.

A co stanie się z projektem? – Jak na razie jest to dla nas wszystkich, zarówno władz, jak i mieszkańców, pewna zagadka – mówi Buczyńska. – Wierzę jednak, że ten test na obywatelskość zdaliśmy i z każdym rokiem projektów będzie coraz więcej – dodaje. Podobnego zdania jest także stołeczny ratusz, choć jeszcze w lipcu ubiegłego roku uznawano, że takie rozwiązanie w Warszawie jest niepotrzebne. A teraz zapowiada się rozszerzenie kompetencji budżetu partycypacyjnego. – Naszym celem jest także udział mieszkańców w programowaniu strategicznym na poziomie całego miasta, które wraz z myśleniem o finansach niezbędnych do realizacji konkretnych działań, stanie się budżetem partycypacyjnym na poziomie całej Warszawy – zapowiadała w styczniu br. Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Stołeczne władze mogą się jednak przeliczyć – czym innym jest bowiem zryw związany ze składaniem projektów, a czym innym obowiązek udania się do urn i oddania głosu na najlepszy projekt. Statystyki są bezlitosne – na wybory chodzi najwyżej co trzeci mieszkaniec danego samorządu, a częściej procent ten jest nawet o połowę niższy. Nie dziwi więc, że przedstawiciele władz samorządowych nie myślą o zwalnianiu z rozkręconą już kampanią informacyjną. Plakaty, spotkania z mieszkańcami, osiedlowe stacje radiowe oraz kampanie w mediach społecznych okazały się ogromnym sukcesem w procesie mobilizacji mieszkańców. – Zamierzamy dalej wykorzystywać dostępne środki komunikacji, by namawiać mieszkańców do wzięcia udziału w głosowaniu nad poszczególnymi projektami. Doskonałym środkiem komunikacji okazał się Facebook, z którego korzystają nie tylko osoby młode, ale również 50+. Będziemy również kontynuować współpracę z organizacjami pozarządowymi – wylicza Buczyńska. Pytanie jednak, czy to wystarczy.

Gotowiec dla polityków

Niska frekwencja, szczególnie w perspektywie zbliżających się wyborów samorządowych, będzie poważnym „prztyczkiem” dla Platformy Obywatelskiej. Na forach internetowych nie brakuje krytycznych głosów, że stołeczne władze szukają inspiracji oraz pragną na szybko odbudować swój nadszarpnięty wizerunek. Eksperci nie mają wątpliwości – powodzenie całego projektu jest możliwe tylko wówczas, gdy władze samorządowe pokażą szczere zaangażowanie w projekt, a nie będzie to tylko kolejna zagrywka polityczna. – Zawsze jest ryzyko, że politycy będą chcieli wykorzystać pomysły zgłoszone przez obywateli do własnych celów. W końcu otrzymują gotowe projekty, odpowiadające potrzebom społeczności lokalnych – mówi Magazynowi Samorządowemu „GMINA” Ewa Stokłuska z Pracowni Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”, członek Rady ds. budżetu partycypacyjnego przy Prezydencie m. st. Warszawy.

Stokłuska liczy jednak, że pewien – już rozpoczęty – proces nie okaże się tylko i wyłącznie zagrywką polityczną. – Nie jesteśmy demokracją ateńską i na pewno nie będziemy decydować o 100 proc. budżetów samorządowych. Liczę jednak, że w niedalekiej przyszłości budżet partycypacyjny nie będzie stanowił 0,5-1 proc., ale 2-3 proc. budżetu dzielnic – mówi Stokłuska. – Sam mechanizm jest bowiem jak najbardziej potrzebny. Po raz pierwszy mieszkańcy miasta otrzymują narzędzie, za pomocą którego bezpośrednio sami mogą decydować o swoim najbliższym otoczeniu – dodaje.

Jak pokazuje przykład państw Europy Zachodniej, budżet partycypacyjny wcale nie musi dotyczyć tylko kasy publicznej, ale i zarządzania szkołami, uniwersytetami, a nawet klubami sportowymi. Idea ta ma ogromne znaczenie dla perspektyw rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Niezwykle istotne jest, by mieszkańcy postrzegali ją jako szansę, a nie obowiązek. – W społeczeństwie zawsze znajdą się jednostki zaangażowane, przejawiające ogromne postawy prospołeczne, które swoim zaangażowaniem i determinacją mogą zarazić kolejne – mówi Stokłuska. W jakim kierunku będziemy zmierzać? – Niewykluczone, że sama idea będzie ewoluować, że w przyszłości będziemy decydować nie tylko o wydatkach, ale także o oszczędnościach oraz kierunkach rozwoju – dodaje. Najbliższe miesiące pokażą, czy obecny huraoptymizm nie okazał się jednak przedwczesny i czy entuzjazm w sprawie budżetów partycypacyjnych nie zostanie zaprzepaszczony.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY