Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

wtorek, 25 marzec 2014 20:57

ODNAWIALNE ŹRÓDŁA PIENIĘDZY

Napisane przez 

Odnawialne źródła energii (OZE) tworzą szanse, których nie da się lekceważyć. Ich zwolennicy podkreślają, że przestawienie krajowej energetyki właśnie na OZE przyczyni się do tworzenia nowych miejsc pracy, niskich rachunków za energię i poprawy stanu środowiska. Trend cieszy się wsparciem Unii i na całym kontynencie wydaje się już być nieodwracalny. Krytycy uważają z kolei, że powyższe zyski to jedynie projekcja optymistów i upłyną dekady zanim alternatywna energetyka zacznie się opłacać. Na dodatek cała branża tkwi w prawnej próżni: mimo zapowiedzi wciąż nie doczekaliśmy się ustawy o OZE.

W połowie marca projektem ustawy o OZE miał się zająć rząd, jednak do momentu zamknięcia tego wydania Magazynu Samorządowego „GMINA” sprawa nie stanęła na porządku obrad. Opozycja i branża energetyczna próbuje więc zwiększać presję na gabinet Donalda Tuska, by prace jednak przyspieszyć. – Od kilku lat słyszymy, że koalicja PO i PSL przygotowuje nowe, nowoczesne rozwiązania prawne, które mają uregulować wiele problemów działalności branży OZE, ale jeśli to będzie się działo w takim tempie, to prędzej OZE przestaną istnieć, niż doczekają się stosownych regulacji – krytykował na początku marca szef SLD, Leszek Miller, przypominając, że Sojusz złożył własny projekt dotyczący OZE.

Rzeczywiście, prace nad rządowym projektem wyjątkowo się ślimaczą. Pierwotna wersja powstała w resorcie gospodarki jeszcze jesienią 2011 r. Po dwóch latach to samo ministerstwo przedstawiło jednak drugi, w dużej mierze zmodyfikowany, wariant ustawy. Ale i ten na niemal pół roku utknął w urzędniczych trybach. W lutym jednak Stały Komitet Rady Ministrów przyjął go, rekomendując przyjęcie przez rząd. I w tym miejscu narracja się urywa…

Rewolucja prosumencka

Sprawą zainteresowali się senatorowie. Na marcowym spotkaniu z nimi pojawił się wiceminister gospodarki, Jerzy Pietrewicz. – Ministerstwo intensywnie pracuje nad pełnym wdrożeniem regulacji unijnych w zakresie tzw. pakietu energetyczno-klimatycznego, w szczególności promowania energii ze źródeł odnawialnych – mówił. – Znaczna część tych regulacji została już wprowadzona do polskiego systemu prawa, zwłaszcza w ramach dotychczasowej nowelizacji ustawy Prawo energetyczne – dodawał.

Jednak to, co budzi najwięcej emocji, to zmiany, które ujęto w projekcie będącym wciąż „w drodze”. Założono w nim m.in. odejście od obecnego dotowania bieżącej produkcji energii ze źródeł odnawialnych na rzecz aukcji: oferent proponujący najniższą cenę dostawałby gwarancję zakupu nawet na okres piętnastu lat. Aukcje miałyby być ogłaszane przynajmniej raz w roku. Minister gospodarki wcześniej ogłaszałby tzw. cenę referencyjną – a więc maksymalną, jaką można zaoferować na aukcji, a także pulę energii, jaka może w danym roku liczyć na wsparcie państwa.

Resort chce zapewnić też wsparcie dla małych producentów energii. Producenci energii o potencjale nie przekraczającym 1MW braliby udział w osobnych aukcjach, a co najmniej 25 proc. energii objętej wsparciem państwa miałoby pochodzić właśnie z takiej mini-produkcji. Koszty takiej operacji zostałyby jednak przerzucone na odbiorców energii – jako tzw. opłata OZE. Jej wysokość na 2015 r. określono na poziomie 2,27 zł/MWh, przy średniej wspieranej energii z OZE na poziomie 362 zł/MWh.

Ponadto projekt wprowadza np. definicję mikroinstalacji – a więc niewielkiej instalacji, często służącej do produkcji energii na własne potrzeby, użytkowanej bez koncesji i zakładania działalności gospodarczej.

Dodatkowo wreszcie, resort chce położyć kres jednemu z najpopularniejszych dotychczasowych sposobów wytwarzania polskiej „zielonej” energii: współspalaniu biomasy z węglem w dużych blokach energetycznych. W zamian ministerstwo chciałoby wspierać tzw. dedykowane instalacje spalania wielopaliwowego, gdzie każdemu paliwu „dedykowany” jest osobny podajnik.

Zmiany w branży energetycznej

Problem w tym, że czas płynie, a brak rozwiązań w tym zakresie tylko pogłębia zamieszanie. Branża OZE najwyraźniej uznała więc – zwłaszcza w obliczu sporu z Rosją i potencjalnych zakłóceń dostaw surowców zza Buga – że to idealny moment na wywarcie presji na rządzących. 25 organizacji i podmiotów z tego sektora w drugiej połowie marca opublikowało list otwarty do premiera. – Polska ma znaczący potencjał odnawialnych zasobów energetycznych, w tym wiatru – piszą sygnatariusze listu. – Należy pamiętać, że rozwój OZE oznacza nie tylko dynamiczne uzupełnianie niedoborów mocy innowacyjnymi, zielonymi technologiami, ale przede wszystkim dywersyfikację źródeł wytwarzania energii, a co za tym idzie – znaczącą poprawę bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju – dodają.

Temu przypomnieniu służą też statystyki. Jak skrzętnie liczą autorzy listu, w 2012 roku 13 proc. węgla kamiennego, 70 proc. gazu ziemnego, 96 proc. ropy naftowej i 2,5 proc. energii elektrycznej zużywanych w Polsce pochodziło z importu. Ich zdaniem, podtrzymywanie podobnych proporcji w kolejnych latach tylko pogłębi naszą zależność od zewnętrznych dostaw.

To zestawienie jest tym bardziej uderzające, gdy porówna się je z wynikami całej Europy. Według opublikowanego w marcu br. raportu EurObserv’ER, w 2012 r. OZE w UE wytworzyły 763,5 TWh energii elektrycznej, czyli 23,4 proc. całej produkcji – 3 proc. więcej niż rok wcześniej. Podczas gdy w całej branży energetyki elektrycznej produkcja wręcz nieznacznie spadła (o 0,3 proc.), OZE produkowały więcej – wytworzyły o 14,4 proc. więcej energii niż w 2011 r. W statystykach przodują Austria i Szwecja – z odnawialnych źródeł energii pochodziło tam odpowiednio 68,3 i 67,1 proc. puli. O sukcesach mogli też mówić Łotysze (43,4 proc.) i Duńczycy (41,7 proc.). Polacy znaleźli się na 21. pozycji – z wynikiem 10,6 proc.

Nawet wielkie koncerny energetyczne uznają najwyraźniej trend za nieodwracalny. Koncern GDF Suez nie ukrywa, że nie widzi przyszłości dla praktycznie wszystkich swoich elektrowni węglowych i gazowych w Europie. – W ciągu kilku lat wygrają z nimi panele fotowoltaiczne – kwitował wiceprezes GDF Suez Energy Europe, Grzegorz Górski. – Nasza strategia to bardzo mocny sygnał dla europejskich polityków, że doprowadzili do zniszczenia europejskiej energetyki konwencjonalnej. I nie chodzi tu o wyznaczanie celów zmniejszenia emisji dwutlenku węgla lecz o wpływ dotowanej energetyki odnawialnej – dodawał. Tego typu sygnały wywołały jednak pewien oddźwięk: w styczniu Komisja Europejska zaproponowała, aby po 2020 r. powstrzymać nieco tempo ekspansji OZE. W ciągu dekady 2020-2030 ich udział w produkcji miałby wzrosnąć „zaledwie” z 20 do 27 proc.

W Polsce to jednak wciąż margines. OZE zaspokajają 4 proc. naszego zapotrzebowania na energię – głównie poprzez spalanie biomasy, energetykę wiatrową i hydroenergetykę. Pozostaje więc mieć nadzieję, że uda nam się ustalić reguły dla tego sektora, by wreszcie zacząć dyskutować o realnych kosztach i zyskach z OZE, a nie przerzucać się wizjami rozkwitu – lub upadku – sektora, bez posiadania żadnych poważnych doświadczeń w tej dziedzinie.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY