Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

środa, 26 luty 2014 19:38

REWOLUCJA PO WARSZAWSKU

Napisane przez 

W stolicy rewolucja śmieciowa zamieniła się w karykaturę samej siebie. W niektórych dzielnicach nowy system nawet nie ruszył, piętrzą się kłopoty związane z tym, że śmieci przybywa, natomiast śmieciarek ubywa. Jakby tego było mało, awantury między firmami doprowadziły do konfliktu w Krajowej Izbie Odwoławczej.

Nowy system wywozu odpadów ruszył w ośmiu stołecznych dzielnicach wraz z początkiem lutego. Objął przede wszystkim prawobrzeżną Warszawę: dzielnice Praga-Północ, Praga-Południe, Rembertów, Wawer i Wesołą. Po lewej stronie rewolucja ruszyła w Śródmieściu, a także na Ursynowie i w Wilanowie. W pierwszych pięciu przypadkach o śmieci zadbać ma firma Lekaro, lewobrzeżną Warszawę podzieliły SITA (Ursynów, Wilanów) oraz Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania (Śródmieście).

Władze miasta postawiły sprawę jasno: firmy mają odbierać odpady zmieszane (na które przeznaczono czarne pojemniki) raz na dwa tygodnie, natomiast posegregowane – szkło oraz zbiorczo w drugim pojemniku papier, plastik, karton i puszki – raz na cztery tygodnie. Podpisane umowy mają obowiązywać do końca stycznia 2017 roku.

Powrót do średniowiecza

I tu zaczynają się problemy. Umiarkowany sukces, jakim było przebrnięcie przez procedury przetargowe i uruchomienie nowego systemu w wymienionych wyżej dzielnicach, budzi tyle samo obiekcji, co porażki w innych częściach miasta. Najwięcej zastrzeżeń mają właściciele domów jednorodzinnych. - Dotychczas płaciłem 60 zł za wywóz śmieci do urzędu dzielnicy. W zamian za to śmieci były odbierane co tydzień. Lekaro będzie odbierać śmieci co dwa tygodnie. Dla mnie jest jasne: teraz mam płacić 30 zł miesięcznie – skarży się czytelnik „Gazety Wyborczej” ze Starej Miłosnej.

Bez względu na to, czy zacytowane wyliczenia są adekwatne do sytuacji, z innymi jego uwagami nie sposób się nie zgodzić. - Co będzie się działo w takim pojemniku i dokoła niego po pierwszym tygodniu gnicia śmieci? Płacę za czteroosobową rodzinę i prowadząc segregację na wszelkie możliwe sposoby, 120-litrowy pojemnik jest pełen co tydzień. Odbieranie śmieci co dwa tygodnie oznacza, iż jestem robiony w bambuko – dodaje rozgoryczony mieszkaniec Starej Miłosnej. - Od lutego wywóz odpadów segregowanych mamy raz w miesiącu, tzw. czarny worek (pozostałe odpady) raz na dwa tygodnie, a zielone – tylko kilka razy w roku. Co z nimi robić? Jak przyjdą upały, to odbiór co dwa tygodnie odpadów po rybie czy mięsie stanie się nie do zaakceptowania. Chyba cofamy się do średniowiecza – komentowała z kolei na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” mieszkanka Wawra.

Ale problem nie dotyczy wyłącznie dzielnic willowych. - Wcześniej na nasze osiedle przy placu Hallera w śmieciarce przyjeżdżał czteroosobowy zespół, a zebranie odpadów z trzech dużych budynków zajmowało 15 minut – opisuje dla „DGP” czytelnik. - Teraz przyjeżdżają dwie osoby, albo wręcz sam kierowca, a śmieci zbierane są chyba z godzinę. Obsługa niezbyt sobie radzi – dodaje.

Z workiem do prezesa

Odpowiedź warszawskich władz na wszystkie skargi jest powściągliwa: zapowiedziano kontrolę funkcjonowania firm śmieciowych, odpowiedzialnych za poszczególne odcinki „frontu”. Pierwsza z tych kontroli ruszyła już po kilku dniach od wprowadzenia nowego systemu w życie. Urzędnicy mają sprawdzić stan śmietników, obecność i dostępność wymaganych pojemników, czy wreszcie przestrzeganie ustalonych harmonogramów odbioru. - Namawiam do zgłaszania wszystkich wątpliwości i niedociągnięć pod miejskim numerem 19115. Takie zgłoszenie zostaje zarejestrowane przez miasto i może stać się dla nas podstawą do zweryfikowania kwot wypłacanych firmom za odbiór śmieci w danym miesiącu. Jeśli jakakolwiek firma nie będzie się wywiązywać ze swoich obowiązków należycie, zapłata zostanie odpowiednio pomniejszona – zapowiadał wiceprezydent Warszawy, Jarosław Dąbrowski.

Teoretycznie, mieszkańcy skarżący się na zalegające odpady, które w pierwszych dniach lutego w wielu miejscach nie zostały odebrane mogą je odwozić firmom. - Gdy gmina nie realizuje obowiązku odbierania odpadów, właściciel nieruchomości może je przekazać, na koszt gminy, podmiotowi wpisanemu do rejestru – twierdzi Joanna Józefiak z biura prasowego Ministerstwa Środowiska. Ale ratusz odcina się od tego stanowiska. - Nie przewidujemy zwrotu pieniędzy w takim przypadku – zastrzega rzecznik stołecznych władz, Agnieszka Kłąb. Pozostają infolinie lub wspomniany miejski numer.

Albo Ekopatrol – inicjatywa redakcji „Super Ekspresu”. „Grupa interwencyjna” tabloidu próbuje wywierać presję na firmy śmieciowe, zwożąc nieodebrane śmieci pod siedziby firm lub domy ich prezesów. W ten sposób wysłannicy gazety zawitali już do drzwi szefowej Lekaro Jolanty Zagórskiej, czy siedziby SITA na Zawodziu, gdzie worki zostały wręczone prezesowi Jean-Michelowi Kalecie. Tyle że happeningi tabloidu nie są żadnym rozwiązaniem problemu.

Awantura w KIO

Problem w tym, że to dopiero początek kłopotów. W pozostałych dzielnicach miasta obowiązuje tzw. system pomostowy: odpady zbierają firmy, które robiły to wcześniej, na dotychczasowych zasadach (częstotliwość, stawki). System ten ma obowiązywać, dopóki Krajowa Izba Odwoławcza nie rozpatrzy odwołań od przetargu śmieciowego, które dotyczą odbioru śmieci na Białołęce, Bemowie, Bielanach, Mokotowie, Targówku, Ursusie, Włochach, Woli i Żoliborzu. Wygrało tam należące do ratusza Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, co zakwestionowały konkurencyjne firmy – Byś i Remondis – zarzucają miejskiej spółce zaniżanie cen.

Tyle że rozstrzygnięcia prędko nie doczekamy. Rozprawa, jaka miała się odbyć w KIO na początku lutego została bezterminowo odroczona. Miasto odniosło specyficzny sukces – po trzech próbach w końcu doprowadziło do odwołania z grona składu orzekającego w tej sprawie prezesa Izby, Pawła Trojana. Decyzję w tej sprawie podjął osobiście premier Donald Tusk. KIO ma zdecydować o losie pozostałych członków składu orzekającego.

Impetu sprawie nadała opinia biegłego, który uznał ceny proponowane przez MPO za dumpingowe. Zrobił to jednak w oparciu przez Izbę poufne dokumenty finansowe spółki. W rezultacie MPO uznało, że Izba popełniła przestępstwo – i złożyło stosowne zawiadomienie w prokuraturze. A prokuratura uznała, że „istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa”.

KIO zareagowała ostrym komunikatem. - Takie zachowania są jednoznacznie ukierunkowane na zapobieżenie ewentualnemu niekorzystnemu przebiegowi i rozstrzygnięciu postępowania i godzą w niezawisłość Izby – napisała w nim rzeczniczka Izby, Justyna Tomkowska. Tak czy inaczej, odwołanie składu orzekającego oznaczać będzie jedno: dotychczasowy impas w dzielnicach objętych systemem pomostowym będzie trwać. Biorąc pod uwagę chaos panujący w tych miejscach, gdzie nowy system już obowiązuje, mieszkańcy mogli by rzec: co za ulga!

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY