Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 64.

Wydrukuj tę stronę
środa, 26 luty 2014 19:36

ULICZNE PRZEPYCHANKI

Napisane przez 

Mogłoby się wydawać, że ćwierć wieku po upadku komunizmu spory o nazwy ulic również należą w Polsce do przeszłości. Tymczasem nic bardziej mylnego: utarczki zdarzają się co prawda rzadziej, ale budzą równie duże emocje, co kiedyś. Mimo tego, że często wcale nie są to już nawet spory ideologiczne.

Pod koniec ubiegłorocznych wakacji radny z Wrocławia, Sebastian Lorenc, złożył u prezydenta Rafała Dutkiewicza interpelację, by ponownie oficjalnie nazwać wzgórze w Parku Południowym imieniem Georga Bendera. Był to nadburmistrz Wrocławia z przełomu XIX i XX w., a wzgórze jego imienia istniało w stolicy Dolnego Śląska do 1945 roku. Wcześniej z takim pomysłem zgłaszało się do komisji kultury rady miasta Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia – bezskutecznie. Jak tłumaczył jeden z radnych, Bender to kontrowersyjna postać, która Polakom zalazła za skórę.

Meandry wrocławskiej przeszłości

Mimo to Lorenc postanowił spróbować jeszcze raz. Swoją propozycję uzasadniał tym, że Bender w latach swoich rządów bardzo wiele zrobił dla Wrocławia, m.in. powiększył jego obszar, a do miejskiej kasy zaczęło z tego tytułu wpływać więcej pieniędzy. Tyle że Georg Bender, jako patron wzgórza, wciąż nie wszystkim się podoba. Ba, wręcz budzi kontrowersje. Przed objęciem urzędu nadburmistrza Wrocławia, był burmistrzem Torunia i słynął z, delikatnie mówiąc, niechęci do Polaków. Podkreślał to nawet publicznie. – To światła postać w dziejach Wrocławia, ale jak widać, nie wszystko jest takie proste – mówił w jednym z wywiadów Jerzy Skoczylas, przewodniczący Komisji Kultury i Nauki Wrocławia.

Bender jest znany m.in. z tego, że w Toruniu wskazał dom, w którym mieszkała rodzina Mikołaja Kopernika (teraz jest tam muzeum astronoma). Jednocześnie jednak podkreślał, że Kopernik był Niemcem, a Polacy „przywłaszczyli” sobie jego sukcesy, bo brak im wielkich uczonych.

Nie jest jednak tak, że Wrocław za wszelką cenę chciał wymazać swoją przedwojenną przeszłość. Chociaż większość nazw sprzed 1945 roku zniknęła, to niektóre wciąż się zachowały. Nadal istnieje ulica Wilhelma Roentgena (noblisty z dziedziny fizyki) czy Roberta Kocha (również noblisty, wybitnego lekarza). Kolejne wyjątki to ul. Pestalozziego i... Kopernika. Czasem usuwanie nazw wynikało ze zwyczajnej niewiedzy, np. ulica Holtei’a otrzymała nowego patrona – Darwina. Tymczasem Karol von Holtei był polonofilem, wielbicielem Tadeusza Kościuszki.

Co ciekawe, Wrocław wydaje się mieć wyjątkową skłonność do kłótni o nazwach ulic. W styczniu urzędnicy miejscy zaproponowali, by do części nazw ulic dodać kierunki świata. Meliorancka Południowa, Polanowicka Północna, Żwirki i Wigury Zachodnia – to nowe nazwy fragmentów tras koło obwodnicy Wrocławia, które wymyślili urzędnicy. Ich zdaniem, zamieszanie z ulicami wprowadziła w mieście Autostradowa Obwodnica, która przecięła na dwie części pięć istniejących tras.

Pomysł nie wszystkim się podoba. Komisja Nazewnictwa Ulic, działająca przy Towarzystwie Miłośników Wrocławia, ma swoje zdanie na ten temat. – Wrocław to nie Ameryka, gdzie jest tradycja dodawania do ulic kierunków świata. Propozycję oceniamy negatywnie, ponieważ wprowadzi zamieszanie – mówił prof. Bernard Jancewicz, przewodniczący Komisji. Przekonuje on, że mieszkańcom ulice zlokalizowane w tej samej części miasta będą się po prostu mylić.

Obrońcy przystanku Jubilat

Podczas gdy we Wrocławiu można doszukać się sensu w dyskusjach o nazwach, to gdzie indziej wcale nie jest to regułą. Np. w Krakowie, w ubiegłym roku, Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu postanowił zlikwidować nazwy takich przystanków, jak m.in. Kabel, Jubilat, Biprostal, Hala Targowa, Dom Handlowy Wanda i wprowadzić zamiast nich nazwy ulic, przy których się znajdują. Urzędnicy uzasadniali, że chcą w ten sposób ułatwić poruszanie się po Krakowie turystom. Pomysł likwidacji popularnych nazw wywołał jednak gwałtowną reakcję. Błyskawicznie na Facebooku powstała grupa sprzeciwiająca się pomysłowi ZIKiT, która w krótkim czasie zyskała poparcie prawie 5 tysięcy osób.

Mieszkańcy argumentowali, że obecne nazwy są bardziej rozpoznawalne niż ulice, przy których się znajdują. Prześcigali się wyłapywaniu absurdów w proponowanych zmianach.

Dlaczego przystanek Opolska Estakada ma się zmienić na Estakada Rozwadowskiego? Przecież prawie nikt nie wie, jakie nazwy noszą estakady. Dlaczego znika nazwa Jubilat, a jedną z nowych ma być niewiele mówiąca Brama 2? „Kabel stanie się Malborską, Malborska stanie się Dauna, Dauna stanie się Spółdzielców. Bardzo inteligentne, to na pewno poprawi komunikację i nie wprowadzi zamętu” – kpił jeden z internautów. „Proponuję jeszcze zmianę nazwy przystanku Wawel, no bo przecież nie obiektu, tylko ulicy szukają turyści” – dodawał inny. Pojawiły się także głosy, że to, co ma zniknąć w Krakowie, jest normą w innych dużych miastach. W Londynie nawet przystanki metra noszą nazwę nie od ulic, ale od ważnych miejsc.

Pod wpływem protestów ZIKiT postanowił wycofać się ze zmiany. Inna sprawa, że cierpliwość mieszkańców grodu Kraka mogła się wyczerpać: krakowscy urzędnicy już rok temu przeprowadzili podobną rewolucję. Wprowadzili ponad sto nowych nazw. Wtedy objęły one przede wszystkim mniej znane przystanki – nie udało się jednak zmienić nazwy przystanku Dworzec Główny przy ulicy Basztowej. Pasażerowie w głosowaniu internetowym postawili weto.

Ulica godna apartamentowca

Nie zawsze jednak udaje się uratować dotychczasowe, czasme historyczne nazwy ulic. Tak może być w przypadku ulicy Krowiej w Warszawie. To nieduża ulica na Pradze. W XIX w. była tu ubojnia bydła. Do niedawna ulica była zaniedbana i zarośnięta trawą. Teraz ma prowadzić do nowoczesnego kompleksu mieszkalno-biurowego budowanego przez spółkę Port Praski.

Spółka ta chce, aby nazwa ulicy Krowiej została zmieniona na Vaclava Havla. Już raz taka inicjatywa przepadła – od śmierci prezydenta Czech nie minęło bowiem pięć lat, a to jest właśnie okres zalecany w takich sytuacjach. Do tego wątpliwe, aby nieżyjący prezydent Czech kiedykolwiek odwiedził te okolice. Wydział infrastruktury odrzucił propozycję zamiany, ponieważ nazwa ulicy – Krowia – jest historyczna. Sprawa jednak jest w toku, ponieważ radni nie są jednomyślni. Jedni uważają, że inwestor, który wydaje olbrzymie sumy w dzielnicy, zasługuje na rozważenie jego wizji – zwłaszcza, że zmiana nazwy ulicy Krowiej nie wiąże się z żadnymi istotnymi kosztami. Inni mówią, że ulica ta na dobre wpisała się już w historię Pragi i nie należy jej zmieniać.

Najlepszym podsumowaniem całej sprawy jest komentarz anonimowego internauty: „No tak, skoro zostawia duże pieniądze, to jak najbardziej powinien dostać to, czego chce... Jak się zabierze kiedyś za budowanie apartamentowców przy Polu Mokotowskim i tam też zostawi duże pieniądze, może warto zrobić tam pole golfowe tylko dla bogatych? Rzygać się chce od decyzji tych wszystkich "radnych" i "polityków" :/”