Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

środa, 22 styczeń 2014 00:15

KSAWERY: SPRAWDZIAN DLA RATOWNIKÓW I SAMORZĄDOWCÓW

Napisane przez 

RAPORT „GMINY” PO KATAKLIZMIE

Wiejący z prędkością nawet do 150 kilometrów na godzinę orkan Ksawery, który dotarł do Polski 5 grudnia – a jego kulminacja miała miejsce w ciągu następnych dwóch dni, aż do wyciszenia 8 grudnia – postawił na nogi wszystkie służby ratownicze w kraju.

Łącznie do pracy skierowano 42 tysiące strażaków w całej Polsce. Zaangażowani byli również policjanci i ratownicy medyczni. Ciężki sprzęt wyjeżdżał 4 tysiące razy: 6 grudnia – 1747 razy, 7 grudnia – 1739 razy, i 8 grudnia – 795 razy. Rozmiary huraganu były tak duże, że do koordynacji działań włączyły się sztaby kryzysowe. Dla wielu z nich był to pierwszy taki sprawdzian.

Najsilniej obecność huraganu odczuli mieszkańcy województwa zachodniopomorskiego, śląskiego i łódzkiego, ale także województwa kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego. Spokojniej było w województwie  mazowieckim, podlaskim i lubuskim, niemniej i w tych regionach huragan wyrządził szkody.

Na wodzie, lądzie i w powietrzu

Resort Infrastruktury i Rozwoju oszacował straty powstałe w wyniku huraganu na 55,6 mln złotych, w tym w gospodarce morskiej na 32,68 mln zł. W dniach od 5 do 7 grudnia wstrzymano rejsy do i ze Świnoujścia oraz do i z Gdyni.

Z kolei Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podliczyła szkody na 16,5 mln zł.

Budżet grupy PKP uszczuplił się o 4,9 mln zł. Na kolei doszło łącznie do 417 wypadków i awarii. Aż 1006 pociągów wyruszyło w trasę z opóźnieniem, 49 z nich odwołano, zaś 101 miało skrócone relacje. Kolejowe służby interwencyjne brały udział w 719 akcjach. Za skutki huraganu przewoźnik towarowy PKP Cargo będzie musiał zapłacić 2,3 mln zł. Zarządzająca torami spółka PKP PLK straty oszacowała na 1,5 mln zł.

Z kolei transport lotniczy stracił 565 tys. zł, z czego około 530 tysięcy to koszty portu lotniczego w Gdańsku. Nie bez zakłóceń pracowały lotniska w Szczecinie, Wrocławiu, Warszawie i Modlinie. W czasie Ksawerego odwołano 136 lotów, a 100 rejsów miało opóźnienia.

Bardzo trudne warunki panowały również na drogach. W województwie kujawsko-pomorskim tworzyły się korki ciągnące się na kilka – a nawet kilkanaście – kilometrów. Na autostradzie A1 w okolicach węzła w Kowalu i na drodze 91 zaspy sięgały ponad dwóch metrów. Konieczna była ewakuacja kierowców. Dzieci, które jechały na wycieczkę, noc spędziły w szkole w Strzelnie. Łącznie z samochodów ewakuowano 200 dzieci i 50 dorosłych. Kierowcom, którzy utknęli na drogach, dostarczano gorącą herbatę i posiłki.

W ciągu zaledwie czterech dni huragan spowodował śmierć pięciu osób, a pięćdziesiąt trzy zostały ranne. To najtragiczniejsze skutki Ksawerego. Poza tym huragan uszkodził również wiele obiektów, połamał setki drzew i konarów, a także pozrywał linie energetyczne i zniszczył stacje transformatorowe. W tym czasie pół miliona osób nie miało prądu nawet przez kilka dni.

W pełnej gotowości, ale spokojnie

W większości gmin pracowały i monitorowały sytuację sztaby kryzysowe. − W zasadzie orkan Ksawery nas nie dotknął – podsumowuje wójt gminy Inowłódz w województwie łódzkim, Zenon Chojnacki. – Czekaliśmy na rozwój wypadków, jednak u nas huragan pozostawił może kilka złamanych drzew i konarów. Mimo to byłem przez cały czas dyspozycyjny, z telefonem w ręku, a także mój zastępca z zespole do reagowania kryzysowego i kierownik Zakładu Usług Komunalnych. Dodatkowo gmina współpracowała z Powiatowym Centrum Zarządzania Kryzysowego. Pod telefonem był kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej i inspektor ds. drogownictwa.

Gminę Tolkmnicko w województwie warmińsko-mazurskim Ksawery w zasadzie obszedł bez większych szkód, mimo położenia nad Zalewem Wiślanym. Tylko w jednej miejscowości, Suchaczu, doszło do niebezpiecznego podniesienia stanu wody, jednak jak poinformował burmistrz Andrzej Lemanowicz, nie zdecydowano się na ogłoszenie stanu zagrożenia powodzią. – Rozwój sytuacji obserwowano z chwili na chwilę. Strażacy byli przygotowani do układania worków z piaskiem – podsumował huragan w Tolkmnicku burmistrz. Swoje działania w zasadzie mógł ograniczyć do „bycia pod telefonem”.

O wiele niebezpieczniej było w pobliskiej gminie Elbląg, gdzie taki alarm ogłoszono. Mieszkańcom zagrażała tzw. cofka, która wypychała wodę z zalewu do rzeki w mieście.

Wnioski z Ksawerego

W gminie Mirosławiec w województwie zachodniopomorskim nie odnotowano niebezpiecznych zdarzeń drogowych. Od świata została odcięta wieś Jadwiżyn, bo nie można było się z niej wydostać, ani do niej dojechać, natomiast nikt nie utknął samochodem w zaspie. Tu działania polegały na udrożnieniu dojazdu. Największym problemem okazał się brak prądu. Zadaniem sztabu kryzysowego było głównie informowanie mieszkańców o rozwoju sytuacji, a także przyjmowanie informacji zwrotnych o tym, co dzieje się w terenie. Z powodu braku prądu pojawiły się problemy z łącznością.

Z tej lekcji burmistrz Piotr Pawlik wyciągnął wnioski. Na ostatniej sesji Rady Miejskiej przedstawił listę niezbędnych inwestycji, by w przyszłości, w razie sytuacji kryzysowej, usprawnić pomoc. Według niego konieczna jest przebudowa hydroforni w Jabłonowie, aby była możliwość podłączenia do niej agregatu prądotwórczego. Poza tym trzeba zakupić opony zimowe dla jednostek OSP i samochód z napędem na obie osie dla strażników miejskich. Pawlik zwrócił też uwagę, że huragan potwierdził, iż zakup beczkowozu i radiotelefonu to były pożytecznie wydane przez gminę pieniądze. Z czasem, kiedy nie było prądu, powstały problemy z dostarczaniem wody, więc trzeba było ją dostarczać mieszkańcom gminy. Również nie do przecenienia okazał się radiotelefon, kiedy rozładowywały się komórki.

Samorządowcy raczej pozytywnie oceniają swoje działania w czasie huraganu Ksawery. Natomiast pojawiły się również negatywne opinie. Wiele do powiedzenia ma sołtys Barbara Ferenc z Nakielna w gminie Wałcz, w województwie zachodniopomorskim. To niewielka wieś nad jeziorem Bytyń, w otoczeniu lasów. W czasie huraganu miejscowość została odcięta od świata. Drogowcy przez trzy dni nie odśnieżyli drogi dojazdowej, na dodatek do mieszkańców nie docierały żadne informacje o tym, kiedy pogotowie energetyczne usunie awarię i przywróci dostawy prądu. Nie otrzymali też komunikatu, gdzie mogą szukać pomocy. Według opinii sołtys albo sztab kryzysowy w gminie w ogóle nie działał, albo był bardzo niesprawny. – Działy się rzeczy naprawdę różne, a nigdzie nie można się było dodzwonić – opisuje huraganowe dni sołtys.

Widoczność była tylko na wyciągnięcie ręki, nad głowami latały nie tylko gałęzie, ale i przedmioty. Silnemu wiatrowi towarzyszyły intensywne opady śniegu, nawet do 70 cm, i błyskawice, co się naprawdę rzadko zdarza. Śniegu napadało tyle, że nawet nie starczyło miejsca, by go przerzucić. Podczas największego nasilenia huraganu we wsi nie pojawił się żaden urzędnik z gminy zainteresowany sytuacją i tym, jak w tym czasie radzą sobie mieszkańcy. W końcu ludzie na własną rękę opanowali sytuację. − Stąd moje rozdrażnienie – podsumowuje sołtys. − I rada, by w przyszłości przynajmniej zadbać o informację, bo najgorsza jest niepewność.

Zapewne to nie jedyny taki przypadek w Polsce. Tymczasem jak zauważyły wówczas media, od poniedziałku – zaraz kiedy ustąpił Ksawery – ludzie ruszyli do sklepów po agregaty prądotwórcze, zapewne by w przyszłości, w podobnych sytuacjach zminimalizować zależność od sprawności samorządowców.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY