Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

wtorek, 21 styczeń 2014 23:35

KAMPANIJNY FALSTART

Napisane przez 

Choć do wyborów samorządowych zostało jeszcze 10 miesięcy, są miejsca, gdzie kampania wyborcza ruszyła na dobre. Na pierwszy ogień poszły wielkie miasta – bo zwycięstwo w Krakowie, Wrocławiu czy Gdańsku, nie mówiąc o Warszawie, to nie tylko władza i prestiż, ale i miejsca pracy dla partyjnych kolegów. Wyborcza walka z dala od blasku jupiterów toczy się już też jednak na wsiach i w małych miasteczkach.

Czego należy się spodziewać po nadchodzących wyborach? Jak chcą głosować Polacy, sprawdziła na zlecenie „Gazety Wyborczej” firma badawcza Millward Brown. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości. We wszystkich dużych miastach, z wyjątkiem Olsztyna, faworytami zbliżającej się elekcji są urzędujący prezydenci.

Prezydent znaczy faworyt

Prawie pewny kolejnej, czwartej już, kadencji może być prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc. Jego reelekcji chce 70 procent mieszkańców miasta. W Białymstoku w swoim fotelu pozostanie – na trzecią już kadencję – Kazimierz Truskolaski. Popiera go 57 proc. białostocczan. W Zielonej Górze dużą szansę na utrzymanie władzy ma Janusz Kubicki, jego pozostania na stanowisku chce 47 proc. mieszkańców miasta. Podobnie spore szanse na zachowanie gabinetu w swoim ratuszu mają też Piotr Uszok z Katowic i Wojciech Lubawski z Kielc. Popiera ich odpowiednio 45 i 44 proc mieszkańców.

Rekordy padają na Wybrzeżu. Na głowę bije wszystkich Wojciech Szczurek. Dotychczasowy prezydent Gdyni, który władzę sprawuje nieprzerwanie od 1998 roku, może liczyć na rekordowe, 78-procentowe poparcie. Na bezpieczną odległość trzyma też swoich politycznych przeciwników prezydent Sopotu, Jacek Karnowski. Chce na niego głosować 45 proc. indagowanych przez Millward Brown respondentów. Potencjalny rywal Karnowskiego – Wojciech Fułek – może liczyć jedynie na 18-procentowe poparcie. Liderem sondaży, z podobnym stażem, jak Szczurek i Karnowski, jest też prezydent Gdańska – Paweł Adamowicz. W przeciwieństwie do sąsiadów nie może on jednak spać spokojnie. Cieszy się poparciem 28 proc., ale po piętach depczą mu popierany przez Platformę Obywatelską Jarosław Wałęsa i potencjalny kandydat PiS, Andrzej Jaworski. Na obu chce głosować 18 proc. pytanych.

Podobnie na laurach nie powinni osiadać prezydenci Poznania – Ryszard Grobelny – i Krakowa, Jacek Majchrowski. Mimo, że nadal są liderami sondaży – z poparciem odpowiednio 35 i 29 proc. – to reelekcji nie mogą być już pewni. Temu ostatniemu wyrósł ostatnio silny rywal w osobie Jarosława Gowina. Lidera Polski Razem popiera 18 proc. potencjalnych wyborców. W podobnej sytuacji jest Hanna Zdanowska – prezydent Łodzi popiera jedna czwarta wyborców, na jej potencjalnego kontrkandydata, byłego prezydenta Jerzego Kropiwnickiego zagłosowałoby 15 procent pytanych.

Kolejnym miastem, gdzie liderem przedwyborczego wyścigu jest urzędujący prezydent, jest Szczecin. Piotra Krzystka popiera 27 proc. mieszkańców miasta. Daje to prezydentowi 10 punktów procentowych przewagi nad kolejną w sondażu bezpartyjną radną, Małgorzatą Jacyną-Witt. W Bydgoszczy szanse na drugą kadencję, z 23 proc. poparcia, ma urzędujący prezydent Rafał Burski. Musi on jednak uważać, bo liczba jego zwolenników według sondaży topnieje. Zupełnie inaczej wyglądają natomiast szanse Piotra Grzymowicza: popierany przez PSL prezydent Olsztyna z 16 proc. poparciem dołuje w sondażach, a o 20 punktów procentowych wyprzedza go… odwołany w związku z głośną „seksaferą” Czesław Małkowski.

Inwestycje kluczem do sukcesu

– Dla wyborców liczy się przede wszystkim komunikacja i usługi życia codziennego, takie jak dostęp do żłobków czy przedszkoli. Ta kadencja samorządu upływa pod znakiem wydawania środków unijnych, dlatego szczególnie w dużych miastach wiele się zmieniło. Stąd może brać się wysokie poparcie dla urzędujących polityków – mówi w rozmowie z Magazynem Samorządowym GMINA prof. Grzegorz Gorzelak z Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego. – Włodarze powinni jeszcze pamiętać o tym, że bardzo ważna z punktu widzenia wyborcy jest komunikacja. Bardzo boleśnie przekonała się o tym prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz. Mieszkańcy nie lubią, gdy władza ich ignoruje – dodaje.

Teraz pani prezydent, wzmocniona wygranym jesiennym referendum, w którym obroniła się przed odwołaniem z funkcji, znowu słabnie. Z 28-procentowym poparciem przegrywa o 2 punkty z Ryszardem Kaliszem, który – po odejściu z SLD – szefuje stowarzyszeniu Dom Wszystkich Polska. Poza tą dwójką inni potencjalni kandydaci w Warszawie zanotowali marginalne poparcie.

O tym, jak ważne dla wyborców są inwestycje, samorządowcy wiedzą do dawna. Dlatego tegoroczne lokalne budżety nazywane są przez część komentatorów wyborczymi. Pod koniec grudnia ubiegłego roku radni miasta zatwierdzili tegoroczny budżet Lublina. W przyszłym roku na inwestycje miasto ma wydać prawie 780 mln zł, co będzie stanowić blisko 37 proc. wszystkich wydatków budżetu. Deficyt ma wynieść 176 mln złotych. Zadłużenie miasta pod koniec tego roku ma wynieść 1,1 mld złotych.

– Ten budżet oznacza, że kończymy najważniejsze inwestycje infrastrukturalne, które zapewnią dostępność komunikacyjną i podniosą jakość życia. Priorytetowy charakter mają inwestycje finansowane ze środków europejskich i dotacji rządowych oraz uzbrajanie terenów dla biznesu, aby przyczynić się do tworzenia nowych miejsc pracy – mówił po głosowaniu, w rozmowie z mediami, prezydent miasta Krzysztof Żuk. Zupełnie innego zdania są będący w opozycji radni PiS. Według nich, taki budżet jest nierealny i spowoduje gigantyczny wzrost zadłużenia i bezrobocia.

Budżet kością niezgody

O to, czy miejskie inwestycje pełnią rolę „kiełbasy wyborczej”, spierają się też lokalni politycy w Poznaniu. W połowie grudnia prezydent Ryszard Grobelny przedstawił projekt budżetu miasta na przyszły rok. Miasto planuje wydać w tym roku prawie 2,8 mld zł. Najwięcej pieniędzy ma pójść na szkoły i przedszkola oraz na drogi i komunikację miejską. Różnice w porównaniu z tym rokiem są nieznaczne. – Osiągniemy nadwyżkę budżetową. Nie zaciągniemy żadnego nowego długu, za to spłacimy część obecnego – podkreślał w trakcie debaty budżetowej prezydent Grobelny. Radni opozycji mieli jednak poważne wątpliwości co do jego jakości. Szef klubu SLD Tomasz Lewandowski mówił wręcz o „recydywie budżetowej”. – Ten budżet powiela wszystkie błędy sprzed roku, m.in. przeszacowane wpływy z podatków PIT i CIT, czy sprzedaż nieruchomości – dowodził. – Przyjęto założenia trudne, wręcz niemożliwe do spełnienia, żeby tylko spiąć budżet – sekundował mu Szymon Szynkowski z Prawa i Sprawiedliwości.

Podobne budżetowe przepychanki są na porządku dziennym również w mniejszych miastach. Analogiczna sytuacja ma miejsce choćby w Bochni, w województwie małopolskim. Uchwalony  tam niedawno budżet burmistrz chwali jako ambitny i inwestycyjny, a opozycja – krytykuje jako przygotowany specjalnie pod wybory. – To jest budżet pod wybory, taki, który ma zapewnić dostarczenie odpowiedniej ilości głosów dla obecnego burmistrza, bądź też dla osób, które z nim współpracują – mówił w rozmowie z lokalnymi dziennikarzami opozycyjny radny Bogdan Kosturkiewicz w imieniu klubu Prawa i Sprawiedliwości.

Budżetowe przepychanki studzi profesor Elżbieta Kornberger-Sokołowska, kierownik studiów podyplomowych w Centrum Samorządu Terytorialnego i Rozwoju Lokalnego. – Jeśli budżet wyborczy służyłby rozdawnictwu publicznych środków, to byłoby to oczywiście negatywne. Jednak obecne ramy prawne nie pozwalają na takie traktowanie budżetu samorządowego. Nad wszystkim czuwają Regionalne Izby Obrachunkowe, które pilnują wydawania publicznych środków. Dlatego nie mam wrażenia, że prowadzi się rozrzutną politykę finansową, czy tworzy „budżety wyborcze” w negatywnym tych słów znaczeniu. Chociaż, oczywiście, nie można wykluczyć, że takie sytuacje mają czasami miejsce – mówi badaczka Magazynowi Samorządowemu GMINA.

Informacja to nie agitacja

Jednak oznaki ruszającej kampanii wyborczej przed jesiennymi wyborami widać nie tylko w debatach budżetowych. W Nysie w województwie opolskim pojawiły się billboardy samorządowców Platformy Obywatelskiej, z których dowiedzieć się można, w jaki sposób wywiązują się oni ze swoich wyborczych obietnic. Lokalni działacze PO w akcji bilboardowej nie widzą nic złego i tłumaczą, że w ten sposób informują mieszkańców, jak wywiązują się z powierzonego im mandatu. – Startowaliśmy w 2010 r. z trzema postulatami, obietnicami, które spełniliśmy, ponieważ są w fazie realizacji. Lokalne media i organizacje nie informują rzetelnie o naszych działaniach, stąd taka kampania – przekonuje Daniel Palimąka, który jest jednocześnie rzecznikiem PO w regionie. Opozycja z PiS grzmi, że to nic innego, jak start kampanii wyborczej jeszcze przed ogłoszeniem terminu wyborów.

Bilboardowa strategia opolskiej PO nie jest jednak naciąganiem prawa. Jak mówi w rozmowie z Magazynem Samorządowym GMINA Krzysztof Lorentz z Krajowego Biura Wyborczego, informowanie o swoich działaniach przez radnych jest nie tylko zgodne z prawem ale i pożądane. – Osoba sprawująca funkcję publiczną ma obowiązek informowania o tym, jak sprawuje swój mandat – mówi. Dlatego, jego zdaniem, nie ma mowy o prowadzeniu przedwczesnej kampanii. Co innego, gdyby na takich plakatach znalazła się informacja o tym, że dana osoba zamierza kandydować w zbliżających się wyborach – i hasła wyraźnie namawiające do głosowania na nią. Taka treść to zgodnie z obowiązującym Kodeksem Wyborczym agitacja wyborcza, która może być prowadzona dopiero po ogłoszeniu oficjalnego terminu wyborów. Zgodnie z prawem, oficjalnie wybory zarządza i ustala prezes Rady Ministrów. Powinien to zrobić nie wcześniej niż na 4 miesiące i nie później niż na trzy miesiące przed upływem kadencji.

Oznacza to, że oficjalnie kampania ruszy od momentu wydania rozporządzenia premiera o wyborach, a to może zgodnie z kodeksem nastąpić najwcześniej 21 lipca, a najpóźniej – 21 sierpnia. Paradoksalnie, lepiej wiemy, kiedy pójdziemy do urn. Jak poinformował szef Krajowego Biura Wyborczego, Kazimierz Wojciech Czaplicki, będzie to 16 listopada.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY