Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

poniedziałek, 30 grudzień 2013 01:14

NIE ZAMYKAM SIĘ PRZED MIESZKAŃCAMI W GABINECIE

Napisane przez 

Rozmowa z Jackiem Gurszem, burmistrzem Chodzieży w województwie wielkopolskim

ANNA CEBULA: Jakie były pana pierwsze zadania, kiedy siedem lat temu został Pan burmistrzem Chodzieży?

Przede wszystkim, zaczynałem od uporządkowania stanu finansów miasta i dokończenia rozproszonych inwestycji. Zorganizowałem też współpracę z jednostkami samorządowymi, ale też skontrolowałem, jak funkcjonują. Jednak najpilniejszym zadaniem było zorganizowanie wysypiska, na które mogłyby trafiać odpady z Chodzieży. Miałem na to miesiąc czasu. To była wówczas jedna ze spraw priorytetowych.

Jak siedem lat temu wyglądała Chodzież?

Kiedy rozpoczynałem urzędowanie było to trochę senne miasto. Między ówczesną władzą, a mieszkańcami istniała przepaść, polegająca bardziej na stosowaniu socjotechniki, czyli niepotrzebnym opowiadaniu niż prowadzeniu konkretnych działań. Mieszkańcom dużo obiecywano, znacznie mniej zaś z tych słów dotrzymywano.

Poza tym inwestorzy nie mogli liczyć na przychylność ratusza – z tego, między innymi, powodu postanowiłem kandydować na burmistrza. Na pewno zmian wymagał niekorzystny zarówno dla mieszkańców, jak i inwestorów, plan zagospodarowania przestrzennego. Ogromnym problemem było zadłużenie miasta. Do 2006 roku Chodzież nie mogła również poszczycić się ani jedną złotówką pozyskaną ze środków unijnych. Obecnie pod tym względem jesteśmy w czołówce już nie tylko Wielkopolski, ale całego kraju. Według rankingu „Rzeczpospolitej” z 2011 roku – na ósmym miejscu.

Jakich modernizacji i inwestycji wówczas wymagała Chodzież?

Przede wszystkim, musiała powstać infrastruktura drogowa na miejskich osiedlach. Ich mieszkańcy wciąż poruszali się po drogach polnych. W fatalnym stanie znajdowała się baza oświatowa. Zastałem rozsypujące się szkoły i przedszkola. Łącznie jest w mieście siedem placówek oświatowych – trzy szkoły i cztery przedszkola. Wiele inwestycji przeprowadzono na polu ochrony środowiska i gospodarki wodno-ściekowej.

Udało się panu spełnić oczekiwania, o których pan wówczas myślał?

Budżet miejski zasiliły pieniądze zewnętrzne, m.in. na budowę dróg czy doprowadzenie bazy oświatowej do lepszego stanu. Na pewno ważnym zadaniem była rewitalizacja terenu nad Jeziorem Miejskim, z którego teraz chętniej korzystają nie tylko mieszkańcy, ale i coraz liczniejsi turyści. Jest to doskonałe miejsce do rekreacji i uprawiania sportów. Obecnie w mieście realizowany jest duży projekt związany z gospodarką wodno-kanalizacyjną. Poza tym rozpoczęliśmy także promocję Chodzieży, by przyciągnąć turystów i inwestorów. Reasumując, w ciągu siedmiu lat udało się dużo zrobić, ale to i tak przysłowiowa kropla w morzu potrzeb.

Jak się Panu współpracuje z marszałkiem województwa i starostą?

Jeśli chodzi o te organy, powiedziałbym, że współpraca przebiega bardzo dobrze. Potrafimy rozwiązywać wspólnie wiele problemów i inwestować. Jest dobrze.

Modelowo…?

Nie wiem, czy modelowo, bo chyba dobrego modelu nie ma.

A jak radzi pan sobie z radą miejską?

Zacznijmy od tego, że mam w radzie większość ze swojego komitetu wyborczego, co nie jest równoznaczne z tym, że stosujemy zasadę głosowania klubowego. Ja cenię w radnych to, że czasami mają odmienne zdanie – i inne od mojego spojrzenie na wiele spraw. Często korzystam z ich podpowiedzi i rad. Jednak niewątpliwie większość w radzie pozwala spokojniej i racjonalniej gospodarować w mieście.

Czy spotyka się pan z mieszkańcami, rozmawia z nimi? Jakie mają szanse by do pana dotrzeć, powiedzieć o problemach, załatwić sprawę?

Nie zamykam się w gabinecie. Uczestniczę w dziewięćdziesięciu procentach spotkań, na które jestem zapraszany przez organizacje i stowarzyszenia. Nie unikam rozmów na ulicach, co więcej, od lat praktykuję wieczorne spacery po mieście, czasami z kijkami, czasami bez. Potrafię w ciągu miesiąca przejść około stu kilometrów, doglądając, co się w mieście dzieje. Podczas tych spacerów rozmawiam z mieszkańcami. Myślę, że jestem kontaktowym człowiekiem – i tak jak powiedziałem, nie zamykam się w gabinecie. Urzędowo na spotkanie z interesantami wyznaczony jest poniedziałek, między godziną dziewiątą a dwunastą, ale to nie jest sztywny grafik, więc jeśli nie jestem zajęty, to zapraszam do siebie do gabinetu. Jeśli są tylko jakieś możliwości spotkania, to z nich korzystam.

Czy w czasie minionych siedmiu lat pojawiły się problemy, które konsultował pan z mieszkańcami?

Zazwyczaj w czasie takich spotkań, o których wcześniej mówiłem, często pojawiają się jakieś sugestie i podpowiedzi co do spraw, których z perspektywy ratusza nie widać. Wiele inwestycji jest zainspirowanych oczekiwaniami czy potrzebami, przy czym trzeba mieć świadomość, że nie jesteśmy w stanie zrealizować wszystkiego. Moją dewizą jest mówienie, że z jednej strony wszystko musimy robić etapami i racjonalnie planować zadania, a z drugiej strony tłumaczę, że gospodarowanie finansami miasta niczym nie odbiega od gospodarowania budżetem domowym czy firmowym. I że mogę wydać tylko tyle, ile jest w kasie. Często tłumaczę, co może jest śmieszne, że nie mam pod stołem maszynki do robienia pieniędzy, które pokryłyby wszystkie inwestycje potrzebne w mieście.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że Chodzież jest pana miejscem na ziemi. Czy zatem, pana zdaniem, miasto jest dobrym miejscem do zamieszkania, z perspektywami dla młodych ludzi, przyjaznym dla osób starszych, które tu będą żyć już na emeryturze, z dobrym dostępem np. do opieki zdrowotnej, z idealnymi warunkami środowiska?

Niewątpliwie, jest to dobre miejsce do zamieszkania pod tym względem, że oferuje niesamowite warunki do spokojnego życia. Jest to taki zielony zakątek Wielkopolski – tak nazywamy Chodzież i okolice. Natomiast struktura zabudowy i położenie miasta między trzema jeziorami powoduje, że mamy ograniczone możliwości na nowe, spektakularne inwestycje. A co za tym idzie, tworzenie dużej ilości nowych miejsc pracy. Ponad połowa powierzchni Chodzieży jest wyłączona z zabudowy, czy to mieszkalnej czy produkcyjnej. Dlatego wygospodarowanie jakiegokolwiek terenu dla nowych inwestorów jest niemożliwe i stąd na tym polu ściśle współpracujemy z gminą.

Jak w tej sytuacji radzą sobie mieszkańcy, gdzie znajdują zatrudnienie?

Myślę, że najmocniejszą gałęzią jest sfera produkcyjno-usługowa. Mamy bardzo dużo podmiotów gospodarczych jedno- czy dwuosobowych. W tej chwili w mieście funkcjonuje kilka zakładów. Największy z nich to Europol Meble, no i oczywiście, Fabryka Porcelany – chociaż kiedyś pracowało w niej trzy tysiące osób, a obecnie zatrudnionych jest czterystu pięćdziesięciu pracowników.

Co w pierwszej kolejności pokazałby Pan gościowi, który zawitałby do miasta? Jakie są jego największe atrakcje?

Myślę, że jeziora. Tych zresztą nie da się nie zauważyć, przejeżdżając przez Chodzież. Także lasy są naszym lokalnym dobrem. Na pewno też Starówkę z barokowym kościołem i ulicą z domkami tkaczy.

Co jeszcze chciałby Pan zrobić, co na razie się nie udało?

Chodzież nadal nie ma muzeum. Dużym, stojącym przed nami wyzwaniem jest remont stadionu miejskiego – z zamiarem powiększenia go o bazę lekkoatletyczną. Czynimy starania, by powstała też akademia sztuki, takie centrum warsztatowo-oświatowe – nastawione na muzykę, poezję, kino, śpiew.

Z jakich osiągnięć jest pan naprawdę dumny?

Od kiedy jestem burmistrzem, ratusz nie jest miejscem hermetycznym dla mieszkańców. Myślę, że udało mi się nawiązać z chodzieżanami nić współpracy. Dumny jestem z tego, że w ostatnich latach jesteśmy postrzegani z lepszej perspektywy nie tylko w województwie, ale i w kraju. Miasto jest też promowane w Polsce i za granicą. Kolejnym powodem do zadowolenia jest podwojenie budżetu – w stosunku do 2006 roku – a co się z tym wiąże, uregulowanie finansów miasta, co jest podstawą jego bytu. Cieszy mnie również promenada nad jeziorem. To jest taka perełka Chodzieży, która zmobilizowała mieszkańców do aktywności, zachęciła ich do wyjścia na spacery, do uprawiania sportów. Ale też na terenach przyległych do jeziora zaczęli inwestować drobni przedsiębiorcy.

 

CHODZIEŻ – o powierzchni 12,77 m kw. jest położona na Pojezierzu Chodzieskim, przy drodze krajowej nr 11. Liczy ok. 19,5 tysiąca mieszkańców. Tylko w granicach miasta są trzy jeziora – Chodzieskie, Strzeleckie i Karczewnik. Związany z Chodzieżą prozaik, Tadeusz Siejak, pisał o niej: „Witajcie w miasteczku pięknym, jak Eden…”

Już od XIX wieku, kiedy turyści odkryli piękne okolice miasta, przypominające górskie krajobrazy, miejsce to porównywano do „małej Szwajcarii” – a samą Chodzież nazywano „perłą Wielkopolski”. Jeszcze przed wojną zachwycił się nim Witkacy, a prezydent Ignacy Mościcki często polował w okalających je lasach.

Ze wzniesienia, nazywanego Górą Podanińską, które jest częścią Wysoczyzny Chodzieskiej, pierścieniem okalającej miasto i jego okolice, można podziwiać jedną z najpiękniejszych panoram miasta.

Chodzież znana jest przede wszystkim z Fabryki Porcelany. Jej początki sięgają drugiej połowy XIX w. W 1854 r. doszło do sprzedaży zamku (jego pozostałości znajdują się w pobliżu dworca PKP), a nowi właściciele, Walter i Müller, już po roku uruchomili w nim produkcję fajansu.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY