Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 58.

poniedziałek, 30 grudzień 2013 00:45

SPOKOJNE ŚWIĘTA CZYLI eWUŚ DO POPRAWKI

Napisane przez 

Nie ulega żadnej wątpliwości, że gwiazdą systemu opieki zdrowotnej w mijającym roku był eWUŚ, czyli Elektroniczna Weryfikacja Uprawnień Świadczeniobiorców. Oj, dał się on we znaki wszystkim.

System doprowadził do wielu konfliktów, gdyż często błędnie wykazywał brak uprawnień do świadczeń zdrowotnych. Pacjent nie rozumiał, co oznacza, że „świeci na czerwono”, personel  próbował wyartykułować zasady weryfikacji elektronicznej, a kończyło się na skoku ciśnienia tętniczego u obu stron. To, co miało ułatwić pracę, wydłużało kolejki do rejestracji w nieskończoność.

O krok od katastrofy

Na podobieństwo pracy przy taśmie w zakładach opieki zdrowotnej składały się dwa scenariusze: „Dowód osobisty? Dziękuję. Kto następny, proszę?” lub „Dowód osobisty? Brak uprawnień (czyli świecenie w eWUŚ na czerwono)”, co oznaczało niezadowolenie ubezpieczonego – jego oświadczenie – i pomstowanie na macierzystą przychodnię/zakład diagnostyczny/poradnię specjalistyczną/szpital.

Niewielu chorych rozumiało istotę problemu. Awantury o eWUŚ stały się codziennością. Przerwy w łączności paraliżowały pracę przychodni. Pacjenci mieli dość. Personel śnił o eWUŚ po nocach. eWUŚ zaś był jak niechciane dziecko. I nic dziwnego: mnóstwo razy słyszałam stwierdzenia, że po to płacimy składkę zdrowotną, by mieć dostęp do opieki zdrowotnej, wszelkie zaś utrudnienia administracyjne powinny być jak najszybciej niwelowane tak, by chory nie musiał tego przypłacać własnym zdrowiem.

Pacjenci obrzucali system weryfikacji inwektywami. Póki kończyło się na składaniu oświadczeń, można było jeszcze jakoś przystać na ten sposób sprawdzania uprawnień do świadczeń zdrowotnych.  Największy sprzeciw budziło uzależnienie poziomu finansowania podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) od eWUŚ. Praktyki miały stracić średnio po 7,5 proc. środków finansowych. Dla wielu gabinetów  lekarskich oznaczało to utratę płynności finansowej. Mało brakowało, a to niedoskonałe narzędzie weryfikacji uprawnień stałoby się powodem upadku instytucji lekarza rodzinnego w naszym kraju, wręcz sprawcą pozbawienia wielu obywateli dostępu do  opieki zdrowotnej.

Fałszywa wyrocznia

Obecnie można skorygować ręcznie uprawnienia doświadczeń zdrowotnych. Zamierzeniem NFZ było, by eWUŚ stał się wyrocznią. Na szczęście przedstawiciele środowiska medyków – Federacja Porozumienia Zielonogórskiego oraz Kolegium Lekarzy Rodzinnych – nie szczędzili wysiłków, by dostarczać coraz to nowych argumentów za tym, by a i owszem, uszczelniać system, ale nie kosztem lekarzy rodzinnych i ich pacjentów.

Kolejne przykłady błędnego działania elektronicznej weryfikacji potwierdziły tezę o wadach ukrytych tego narzędzia. Na szczęście, Prezes NFZ podzieliła obawy świadczeniodawców. Tym razem obyło się bez demonstracji siły. Obie strony mogą mieć satysfakcję: chorzy nie będą ofiarami błędów polityki zdrowotnej, ucichła też wrzawa. Mieszkańcy nawet najbardziej oddalonego od stolicy miasteczka czy wioski mogą spokojnie przygotowywać się do świąt, oswajać z zimą – zamiast wystawać w kolejkach do lekarza rodzinnego po zapas recept „na wszelki wypadek”. Przy wigilijnych stołach nie będzie już rozmów o konfrontacji lekarze rodzinni-Narodowy Fundusz Zdrowia . Zapanowała normalność, czyli lekarz po 1 stycznia będzie czekał w swej przychodni.

Dla naszego starzejącego się społeczeństwa dostęp do opieki medycznej i rehabilitacji jest jedną z najbardziej podstawowych potrzeb. Stres związany z kontraktowaniem usług medycznych, fundowany naszemu społeczeństwu  rokrocznie na przełomie grudnia i stycznia, nie dodaje splendoru żadnej władzy. Przecież Narodowy Fundusz Zdrowia ma nabywać usługi medyczne, nie zaś likwidować system opieki zdrowotnej.

Co po Nowym Roku?

Skoro eWUŚ został odroczony, rodzi się pytanie, czy lekarze podstawowej opieki zdrowotnej będą triumfować, podpisując aneksy do dotychczasowych umów? Jakie korzyści odniesie pacjent, a jakie lekarz? Nowy rok to kontynuacja obowiązujących w 2013 roku zasad funkcjonowania. Bez problemu otrzyma pomoc medyczną, nawet jeśli w eWUŚ błędnie zaświeci się na czerwono. Wystarczy oświadczenie chorego, że jest ubezpieczony, a będzie miał dostęp do bezpłatnej porady, badań diagnostycznych i refundowanych recept. Nadal obowiązuje definicja porady wypracowana w 2010 roku, więc przewlekle chory pacjent otrzyma recepty na leki bez konieczności osobistego zgłoszenia się do gabinetu lekarskiego. Obłożnie chorzy skorzystają z wizyty domowej w ramach ubezpieczenia zdrowotnego, otrzymają też zlecenia na wykonanie zabiegów pielęgniarskich w miejscu zamieszkania – jeżeli oczywiście ich stan zdrowia będzie tego wymagał.

Lekarz rodzinny będzie nadal przewodnikiem po systemie opieki zdrowotnej. To on zdecyduje, kiedy skierować chorego na badania dodatkowe, do poradni specjalistycznej czy do szpitala. Niestety, od świadomości naszych obywateli zależeć będzie decyzja, czy w godzinach wieczornych i nocnych zgłosić się do działu pomocy doraźnej, wezwać  zespół ratunkowy, udać się do ambulatorium lekarza POZ  - czy poczekać do rana i pójść po poradę do swojej przychodni. Żadna reforma tego problemu nie uporządkuje. Tylko edukowanie chorych może z czasem przynieść efekty i przyszpitalne oddziały ratownictwa nie będą odwiedzane przez chorych z błahymi problemami.

Póki co, nie ma pomysłu, jak przeciwdziałać zjawisku nadużywania dostępu do świadczeń medycznych. W POZ obowiązuje składka kapitacyjna, czyli osoby, które nie korzystają ze świadczeń, finansują te, które korzystają. Każdy lekarz rodzinny ma grupę chorych, nadużywającą prawa do bezpłatnych świadczeń. Utrudnia to dostęp tym naprawdę potrzebującym. W specjalistyce nadal obowiązuje wycena punktowa porad, w szpitalu procedury.

Choć zapanował spokój i, póki co, zarówno szpitalom, jak i przychodniom w ciągu najbliższego roku nie grozi widmo bankructwa, reprezentanci środowiska medycznego są dalecy od samozadowolenia i nie mają zamiaru zapadać w sen zimowy. Nie zwiększono środków na leczenie. Zamrożenie środków to gra na zwłokę, czekanie na lepsze czasy. Przedstawiciele środowiska lekarskiego zgodzili się na dotychczasowe warunki finansowe, czym wykazali dobrą wolę. Przed nimi jednak długa droga – negocjowanie umów na kolejne lata.

Przewrotna sprawiedliwość

Może wreszcie NFZ i Ministerstwo Zdrowia, podczas wypracowywania rozwiązań korzystnych dla wszystkich stron, spojrzą na świadczeniodawców, jak na partnerów. Chodzi o to, by podstawowa opieka zdrowotna odzyskała należne jej miejsce w systemie, a opieka specjalistyczna i leczenie szpitalne mogły zapewnić opiekę dla wszystkich, którzy jej potrzebują.

Nie da się nie zauważyć, iż próba odebrania środków za pomocą eWUŚ, paradoksalnie, przyniosła Narodowemu Funduszowi Zdrowia wymierne korzyści. Odwróciła ona bowiem uwagę od faktu, że roczna stawka kapitacyjna przeznaczana na pacjenta nie zmienia się od kilku lat, mimo wzrostu kosztów diagnostyki i leczenia. Znowu świadczeniodawca ma się cieszyć z tego, że mu „nie zabrano”. Opieka specjalistyczna i szpitalna potraktowane zostały podobnie jak POZ. Kontrakty na tym samym poziomie, z niewielkimi cięciami (zmniejszenie liczby punktów o 1 proc. – powiat bartoszycki), to tylko z pozoru zapewnienie ciągłości funkcjonowania zakładów. To taki paradoks naszej rzeczywistości. Pokutuje zasada: lepszy rydz niż nic. Jedno trzeba przyznać. System opieki zdrowotnej jest wreszcie sprawiedliwy: nie wyróżnił nikogo. W rzeczywistości umniejszył wszystkim. Nie ma więc powodów do radości.

Dla kierujących zakładami oznacza to dalsze cięcie wydatków na podstawowe potrzeby zakładu. A co z chorymi? Problem pacjentów jest wciąż taki sam. Znowu będą skargi na niewystarczający dostęp do świadczeń limitowanych ilością punktów czy procedur. Istnieje ryzyko spadku jakości usług. Jedynie wymagania NFZ pozostają na tym samym poziomie: pacjenci w stanach zagrożenia życia oraz przypadki pilne mają być przyjmowane mimo ograniczeń kontraktu, podobnie inwalidzi wojenni.

Wszystko w ramach podstawowej umowy. Urzędnicy umywają ręce, to medyk decyduje, czy przyjąć chorego. Jeżeli dojdzie do nagłego pogorszenia się stanu zdrowia nieprzyjętego pacjenta, czarny PR – niczym stado hien – napadnie tych, co zawinili – czyli lekarzy – pomijając autorów obowiązujących przepisów. Nikt nie będzie pytał o niezapłacone przyjęcia poza limitem. Centrala NFZ daleko, lekarz pod ręką.

eWUŚ niechaj nam dojrzewa

Z uporem więc będę powtarzać, że powinna być dodatkowa pula na przypadki pilne, zarówno w szpitalach, jak i w specjalistyce. Wystarczy ująć ten wariant porady, czy hospitalizacji, w umowie. Ba, określić, jaki procent mogą stanowić te pilne przypadki. Jestem pewna, że takie rozwiązanie znacznie zwiększyłoby dostęp do świadczeń, mniej też byłoby hospitalizacji, gdyż poradnie specjalistyczne przejęłyby znaczną część ciężko chorych pacjentów. Wiele łóżek szpitalnych zajmują bowiem ci, którzy w porę nie dostali się do specjalisty.

Taka procedura ułatwiłaby też funkcjonowanie podstawowej opieki zdrowotnej. Przy zwiększeniu dostępu do porad specjalistycznych lekarz rodzinny nie miałby dylematu: napisać skierowanie w trybie pilnym do specjalisty, czy skierować chorego do szpitala. Wierzę, że wreszcie KTOŚ znajdzie salomonowe rozwiązanie i udoskonali ten, tylekroć reformowany, system opieki zdrowotnej – tak, by i świadczeniobiorcy (pacjenci) i świadczeniodawcy (zakłady opieki zdrowotnej czy lekarze) byli zadowoleni. Zamiast wylewać dziecko z kąpielą, warto usiąść przy stole i wspólnie zastanowić się nad poprawą systemu opieki zdrowotnej, który – choć nieco kulawy – ratuje jednak wiele istnień ludzkich. A co z eWUŚ?  Podziwiajmy choinkę, łammy się opłatkiem, a eWUŚ… niech pomału dojrzewa.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY