Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 64.

poniedziałek, 30 grudzień 2013 00:24

STOLICA DOBREGO ŻYCIA

Napisane przez 

Z perspektywy Warszawy, czy kilku innych dużych polskich metropolii, Rzeszów może wydawać się lokalnym ośrodkiem, w którym życie toczy się własnym rytmem. Błąd. Być może jest to najbardziej światowe z polskich miast. A co ważniejsze, to jedno z niewielu miejsc, w których ludzie są zadowoleni z tego, jak im się żyje.

W grudniu Rzeszów otrzymał Europejską Nagrodę za Najlepsze Praktyki przyznaną przez Europejskie Stowarzyszenie Badań Jakościowych (ESQR), a prezydent Rzeszowa dostał nagrodę Primus Innovatorum 2013. Laureaci są wybierani są przez ESQR w kompleksowej procedurze na podstawie ankiet, badań opinii konsumentów oraz badań rynkowych i opinii publicznej. W tym roku nagrody przyznano 76 instytucjom z 59 krajów z całego świata.

Wśród całego grona nagrodzonych renomowanych firm, instytucji i organizacji z Europy, Azji, Afryki, Ameryki i Australii znalazł się i Rzeszów – jako jedyne miasto z Polski i jedno z nielicznych wyróżnionych Nagrodą za Najlepsze Praktyki miast Europy.

A jest to tylko ostatnia z wielu nagród, które regularnie dostaje miasto. Kilka tygodni wcześniej zostało ono sklasyfikowane najwyżej w Polsce w rankingu inteligentnych miast opracowywanym przy udziale Politechniki Wiedeńskiej. W uzasadnieniu podano m.in. stawianie na rozwój kapitału ludzkiego, ułatwianie mieszkańcom dostępu do administracji (w centrach handlowych istnieją Punkty Obsługi Mieszkańców, gdzie sprawy urzędowe można załatwić od ręki, dyżurują przedstawiciele ZUS-u i Rzecznik Praw Konsumenta), a także rozwój monitoringu wizyjnego i powszechnego dostępu do szerokopasmowego Internetu.

Tymczasem w corocznym Rankingu Samorządów publikowanym przez dziennik „Rzeczpospolita”, wśród miast najlepiej wykorzystujących fundusze unijne Rzeszów zajął wysokie – 3. miejsce. W stosunku do 2012 roku, kiedy Rzeszów znalazł się na 27. pozycji, była to znaczna poprawa, „wyskoczenie” m.in. przed Wrocław i Lublin. W kategorii „Najlepsze miasta” – miasta na prawach powiatu, stolica Podkarpacia znalazła się na 7. Miejscu – przed m.in. Wrocławiem, Krakowem, Katowicami i Lublinem.

Stolica Podkarpacia dostała też tytuł najlepiej zarządzanego miasta w Konkursie Innowator – i tytuł Przyjaznej Gminy w konkursie o takiej samej nazwie. Nagrody tylko z tego roku można jeszcze długo wymieniać. Zamiast tego zapytaliśmy prezydenta Rzeszowa, Tadeusza Ferenca, jaką ma receptę na zarządzanie miastem.

STANISŁAW RAJEWSKI: Panie prezydencie, jest pan dumny z kolejnych wyróżnień, które dostaje Rzeszów?

TADEUSZ FERENC*: Tak, oczywiście. Ale moja duma ma tu znaczenie drugorzędne. Te nagrody to sygnał, że miasto dynamicznie się rozwija w kierunku, który zaplanowaliśmy. To swojego rodzaju potwierdzenie z zewnątrz, że podejmujemy właściwe decyzje. Z drugiej strony, kiedy jadę za granicę – służbowo albo prywatnie – zawsze wracam z przekonaniem, że wciąż robimy za mało, że ciągle jest mnóstwo zaległości do nadrobienia.

Od 2002 roku podejmuje pan najważniejsze dla Rzeszowa decyzje. Jaką ma pan receptę na zarządzanie miastem?

Właśnie taką, żeby ciągle uczyć się od innych i starać się dorównać lepszym od nas. Bez przerwy poszukiwać, podglądać nowe rozwiązania, które jeszcze lepiej i sprawniej będą służyć mieszkańcom. Ostatnio pracujemy, na przykład, nad projektem kolejki nadziemnej, która usprawni komunikację i rozładuje korki.

Dlaczego właśnie nadziemną?

Bo metro to rozwiązanie sprzed ponad stu lat. Tramwaje, oprócz tego, że są równie stare, to w dodatku zajmują dużo miejsca. Na całym świecie ucieka się z komunikacją miejską do góry, a nie pod ziemię. Poza tym proszę porównać koszty: inwestycja w drugą linię metra w Warszawie to 4,6 miliarda złotych. Tymczasem szacunkowy koszt naszej inwestycji to 200 mln złotych.

Wspomniał pan o konieczności uczenia się od innych. Czy jest jakieś miasto na świecie, które szczególnie chciałby pan naśladować?

Raczej nie. Nie ograniczam się do jednego miasta czy regionu. Z każdej podróży przywożę jakieś pomysły. Z Dubaju jedne, a z Wiednia inne. Wysyłam też swoich architektów i urbanistów, żeby oglądali cudze rozwiązania, analizowali je pod kątem tego, jak mogą poprawić jakość życia mieszkańców – i potem ewentualnie wdrażali je w Rzeszowie.

Jakie rozwiązania zatem pożyczył Rzeszów za granicą?

Chociażby okrągłą kładkę dla pieszych, którą zbudowaliśmy nad Aleją Piłsudskiego, o której było głośno w całej Polsce, widziałem w Szanghaju. Ale nie muszą to być rzeczy wielkie i spektakularne. Na przykład, któregoś razu w Wiedniu zdałem sobie sprawę, że tam ludzie w parkach rozkładają koce, urządzają grilla – krótko mówiąc, miło spędzają czas. Nikt ich nie wygania i nie ustawia tabliczek z napisem: „Nie deptać trawy”. Więc postanowiłem w rzeszowskich parkach ustawić tabliczki z napisami: „Tu możesz rozłożyć koc”, albo „Tu jest miejsce na grilla”, żeby zachęcić mieszkańców do korzystania z tych możliwości. Warszawa i Wrocław w mijającym roku chwaliły się, że wprowadziły wypożyczalnie rowerów miejskich, tymczasem u nas działa to od 2010 roku i nikogo już nie dziwi. Nie są to wielkie rzeczy, ale dzięki nim mieszkańcy Rzeszowa lepiej czują się w swoim mieście.

Żeby jednak czuli się naprawdę dobrze, potrzebne są nieco poważniejsze rzeczy niż okrągła kładka i tabliczki z miłymi napisami? Opozycja w radzie miejskiej zarzuca panu, że szasta pan pieniędzmi na drogie gadżety.

Są to projekty mniejszej rangi niż budowa dróg, mostów, szkół, przedszkoli, żłobków, ale – jak doskonale pan wie – nie zaniedbujemy niczego. Natomiast, gdyby moim celem było uniknięcie krytyki za wszelką cenę, to ugrzązłbym w niekończących się dyskusjach nad kolejnymi projektami, a Rzeszów nie wyglądałby dziś tak, jak wygląda. Nie rozwijałby się tak, jak się rozwija. To normalne, że do 95 proc. projektów w mieście są zgłaszane wątpliwości. Zawsze znajdzie się ktoś, komu coś się nie podoba. Jeśli te uwagi są uzasadnione, to oczywiście, pochylamy się nad nimi. Ale prezydent miasta musi mieć jedną podstawową cechę: musi być konsekwentny.

Mógłbym wymienić parę przykładów, kiedy konsekwentne ignorowanie mieszkańców doprowadziło do sytuacji, w której życie w danych miejscowościach stało się nieznośne.

W Rzeszowie jest odwrotnie. Wszystkie nasze działania są podporządkowane jednemu celowi: poprawie komfortu życia w Rzeszowie i ściąganiu do miasta nowych mieszkańców. Dodatkowo, żeby nie oderwać się od rzeczywistości – cały czas trzymam rękę na pulsie. Regularnie, przez trzy miesiące w roku, prowadzimy konsultacje społeczne. Dzięki temu mamy aktualną wiedzę na temat potrzeb mieszkańców. Oprócz tego, sam cały czas chodzę na spotkania z mieszkańcami w różnych instytucjach. Dodatkowo, przy okazji wieczornych spacerów z żoną, łączę przyjemność z pracą i np. osobiście oceniam stan ulic – albo słucham uwag przypadkowo spotkanych ludzi.

Wspomniał pan o budowie nowych szkół. W wielu miejscowościach w Polsce szkoły się zamyka i zwalnia nauczycieli. Dlaczego w Rzeszowie jest na odwrót?

Właśnie po to, żeby ludzie chcieli tu mieszkać i tu się przeprowadzać. Jeśli zapewnimy dostęp do szkół i wyższych uczelni, to obronimy się przed emigracją do innych miast i przyciągniemy tu nowych mieszkańców. Ostatnio byłem na spotkaniu w jednym z rzeszowskich liceów i zapytałem w jednej z klas, ile jest w niej osób spoza Rzeszowa. Okazało się, że ponad połowa. Jestem pewien, że po maturze wielu z tych uczniów pójdzie w Rzeszowie na studia, zamieszka tu na stałe i będzie przyczyniać się do dalszego rozwoju miasta.

Podsumowując zatem, zamykanie szkół to – moim zdaniem – krótkowzroczność. Przy czym edukacja, to tylko jedna ze sfer, na której się skupiamy i która sprawia, że Rzeszów jest atrakcyjnym miejscem do życia. Kolejne to chociażby sport i kultura. Oprócz tego, że mamy doskonałą drużynę siatkarską, to staramy się też ułatwiać mieszkańcom uprawianie sportów. Zamek Lubomirskich niedługo już – mam nadzieję – przestanie być siedzibą sądu i zostanie zaadaptowany do celów kulturalnych.

Założenia założeniami, ale czy to działa?

Zdecydowanie: liczba mieszkańców stale rośnie. Obecnie zameldowanych w Rzeszowie jest 184 tysiące osób. Szacujemy jednak, że de facto mieszka tu na stałe około 220 tysięcy ludzi.

Chcąc dowieść, że „Rzeszów – stolica innowacji” to nie jest pusty slogan, musi pan mieć wyjątkowo sprawny aparat urzędników. Jak dobiera pan współpracowników?

Podczas kilkudziesięcioletniej pracy na kierowniczych stanowiskach nauczyłem się jednej rzeczy: najgorsze, co może zrobić szef, to zatrudnić kogoś po znajomości, czy z polecenia. Nie byłbym dziś prezydentem Rzeszowa, ani nie byłbym w stanie tak zmieniać tego miasta, gdybym rozdawał posady na tej zasadzie. Ja jestem odpowiedzialny przede wszystkim przed mieszkańcami, a nie znajomymi czy kolegami. A mieszkańcy rozliczają mnie z realizacji konkretnych inwestycji. Muszę mieć zatem kompetentnych ludzi, którzy znają się na robocie. Nie interesuje mnie, jakie mają poglądy, koligacje i przynależności – mają się poświęcać dla pracy. Jeśli tak robią, to mogą być pewni, że zostaną docenieni. Z kolei ci, którzy próbowali cyganić, czy obijać się, nigdy nie zagrzali u mnie długo miejsca.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY