Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

wtorek, 03 grudzień 2013 22:04

WOJNA CENOWA SZKODZI E-ADMINISTRACJI

Napisane przez 

Oszczędzanie funduszy to chleb powszedni polskich samorządowców. Jednak, oglądając z obu stron każdą złotówkę, trzeba mieć się na baczności. Informatyzując urząd trzeba brać pod uwagę nie tylko cenę, ale również jakość i możliwości sprzętu elektronicznego. A także całkowite koszty użytkowania: eksploatację, rachunki za prąd czy serwis. Bo może się zdarzyć, że tani sprzęt będzie horrendalnie drogi w użytkowaniu.

Prosty przykład: oto trzeba wyposażyć urząd w sprzęt drukujący. W pierwszej kolejności ogłaszany jest przetarg. Zgodnie z przyjętym zwyczajem, wybierany jest dostawca, który zaproponował najniższą cenę. Na pierwszy rzut oka – wszystko jest w porządku.

Niestety, nie do końca. Szybko może się okazać, że urządzenia kupione tanio są niesłychanie drogie w użytkowaniu. Wymagają ciągłych napraw i, co rusz, nowych części zamiennych. Bo tusz czy toner do taniej drukarki może być dwa razy droższy niż do tej ze średniej półki. Poza tym taka drukarka nie oferuje wielu ekonomicznych rozwiązań, takich jak dwustronny druk, uśpienie sprzętu czy wyznaczanie limitu na zużycie papieru. Na tym nie koniec. Szybko okaże się, że zwykła drukarka nie ma funkcji skanowania ani kopiowania. Potrzebny więc będzie nowy przetarg…

Pułapka niskich cen

W zeszłym roku cena była jedynym kryterium oceny ofert w aż 92 proc. postępowań o zamówienie publiczne. Dla porównania: w całej Europie jedynie 30 proc. przetargów jest rozstrzyganych w ten sposób – wynika z raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Nie tylko wykonawcy autostrad, ale też zamawiający usługi i produkty informatyczne czują się zmuszeni do wyboru wykonawcy z najniższą ceną – potwierdza Marcin Strzałkowski, prezes InteliWise, firmy specjalizującej się w dostawie rozwiązań technologicznych m.in. do jednostek samorządu terytorialnego.

Niestety, skutki takich praktyk są opłakane. Przede wszystkim prowadzą do nadmiernego obciążenia budżetu. Przykładem może być wspomniany sprzęt drukujący. Koszt rocznego utrzymania 100 drukarek to 130 tys. złotych, a tysiąca – ponad milion. Te kwoty można by zmniejszyć – i to nawet o 30 proc. rocznie – dzięki zastosowaniu aktywnego zarządzania obiegiem dokumentów lub poprzez dzierżawę sprzętu. Tyle że samorządowi włodarze rzadko decydują się na takie rozwiązania.

- Urzędy, które uznają cenę za jedyne kryterium wyboru, często fundują sobie żenująco niskiej jakości systemy IT. Albo podejmują współpracę z niewiarygodnymi firmami, które niekiedy nie są w stanie zrealizować kontraktów, choćby z powodu upadłości – wskazuje Strzałkowski. – Dzieje się tak, ponieważ zgodnie z procedurami nawet ci wykonawcy, którzy nie mają najmniejszego doświadczenia w ramach przedmiotu przetargu, proponują najniższe oferty, a dopiero potem szukają referencji na rynku, wręcz je kupując – dodaje.

Rewolucja cyfrowa w urzędach

Administracja staje się coraz ważniejszym klientem dla firm informatycznych. Przykładem jest Comarch, który przez wiele lat nie doceniał tego rynku. Tymczasem w ubiegłym roku zarobił ponad 100 milionów złotych na kontraktach z sektorem publicznym. Również spółka SAP wiąże duże nadzieje z tym sektorem rynku.

– Rosnące zainteresowanie mieszkańców e-usługami napędza popyt na zaawansowane narzędzia elektroniczne – tłumaczy Marek Głazowski, dyrektor ds. sektora publicznego w SAP Polska. – Potwierdzeniem jest współpraca i zastosowanie rozwiązań naszej firmy nie tylko przez organy administracji centralnej, ale też samorządy, choćby Urząd Miasta Stołecznego Warszawa.

Sęk w tym, że wraz z liczbą przetargów rośnie liczba dostawców, którzy zawyżają swoje możliwości, a zarazem obniżają stawki, byle tylko zdobyć kontrakt. Rywalizacji cenowej często nie są w stanie wygrać przedsiębiorcy, których oferta jest korzystniejsza z innych powodów, np. jakości, terminu dostawy czy gwarancji. Do tej pory słyszeliśmy o tym głównie w kontekście przedsięwzięć budowlanych i drogowych. Ale problem dotyczy także projektów technologicznych.

Za wojnę cenową odpowiadają też zleceniodawcy. I przynajmniej do pewnego stopnia trudno im się dziwić. Dlaczego? Projekty informatyczne w sektorze publicznym często okazują się bardziej złożone, a przez to obciążone większymi kosztami, niż uruchomienie go w prywatnych przedsiębiorstwach. Stąd bierze się pokusa, by tu i ówdzie coś uszczknąć i zaoszczędzić w budżecie.

– Struktura organizacyjna wielu urzędów jest mniej elastyczna i bardziej złożona niż w prywatnych firmach, zaś urzędowe procedury, m.in. prawo zamówień publicznych, uniemożliwiają elastyczność – wyjaśnia dyrektor Głazowski. – Kluczowym elementem, wyróżniającym sektor publiczny, są też problemy formalne. Często się zdarza, że prosta z informatycznego i technicznego punktu widzenia modyfikacja wymaga wprowadzenia zmian w rozporządzeniach, a nawet w ustawie – dodaje.

Za błędy zapłaci podatnik

Część nawet niewielkich samorządów już zdało sobie sprawę, jak istotną inwestycją jest sprawny system informatyczny. Jedną z takich gmin jest Czerwonak w województwie Wielkopolskim, który może się poszczycić rozbudowaną infrastrukturą IT. Składa się na nią m.in.: 15 serwerów, 35 laptopów, 80 stacji roboczych, dwie sieci i dwa łącza dostępu do Internetu, a także system łączności wykorzystujący technologię GSM, pozwalający na pełną mobilność pracowników.

– Dla nas najlepsza oferta to ta, która spełnia nasze oczekiwania – deklaruje Tomasz Fiedler, starszy informatyk i zastępca kierownika działu ochrony danych i teleinformatyki w gminie Czerwonak. – Dlatego przy każdym przedsięwzięciu teleinformatycznym, oprócz ceny, bierzemy pod uwagę wiele innych czynników, takich jak marka produktu, serwis gwarancyjny i pogwarancyjny, szybkość reakcji na zgłoszenia dotyczące usterek i awarii czy konieczności dostarczenia części zamiennych – podkreśla.

– Kluczem do sukcesu jest zarówno wybór odpowiedniego sprzętu, jak i wyłonienie dostawcy z właściwymi kompetencjami i doświadczeniem. Między innymi dlatego jego urząd nie organizuje przetargów, lecz konkursy ofert, na co pozwala art. 4 pkt 8 ustawy Prawo zamówień publicznych, dotyczący zakupów poniżej progu przetargowego, czyli 14 tys. euro – dodaje. Zbyt korzystna cenowo oferta zawsze wzbudza naszą czujność i podejrzliwość.

Oczywiście, konkurencyjność – mierzona także coraz niższymi kosztami pozyskiwania usług czy systemów – jest rzeczą pożądaną. – Zamawiający powinni brać również pod uwagę takie czynniki, jak jakość oferowanego rozwiązania, możliwości modyfikacji, niezawodność systemu i koszy utrzymania – wymienia Paweł Kozyra z Comarchu. – Oferty poniżej cen rynkowych powinny zostać wyeliminowane, bo ostatecznie płacą za to podatnicy – dodaje. 

Więcej w tej kategorii: « ŚMIECIOWY PROBLEM GMIN

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY