Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

wtorek, 03 grudzień 2013 22:03

ŚMIECIOWY PROBLEM GMIN

Napisane przez 

Wprowadzona z wielkim hukiem ustawa śmieciowa nie działa. Kontrolerzy przyjrzeli się dziesięciu procentom polskich gmin i sprawdzili jak funkcjonują nowe przepisy. Wnioski są zatrważające – w większości miejscowości odpady nie są segregowane, a nowe dzikie wysypiska zamiast znikać – powstają.

Na razie kontrolą objęto zwłaszcza te samorządy, w których opłaty za odbiór śmieci są bardzo niskie. Efekty mówią same za siebie. Tylko jedna trzecia skontrolowanych gmin radzi sobie z wdrożeniem nowych regulacji. W sumie Główny Inspektorat Ochrony Środowiska weźmie pod lupę ponad 250 gmin w całej Polsce. Najczęściej jednak rzeczywistość pozostawia wiele do życzenia, a niekiedy dochodzi do sytuacji wręcz kuriozalnych.

Na niefrasobliwe samorządy posypały się kary. W pierwszej kolejności dostały je te gminy, w których w ogóle nie przeprowadzono przetargów. Mandaty w wysokości 50 tysięcy złotych dostało 17 samorządów. – Informacje spływają, więc trudno powiedzieć jakie będą końcowe wyniki. Cały raport  powinien powstać do roku – mówi Magazynowi Samorządowemu „GMINA” Kinga Dębkowska, specjalista ds. komunikacji społecznej w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska.

– Postępujemy zgodnie z prawem – podkreśla w rozmowie z „Gminą” Mariusz Kozaczek, wójt Lubrzy, w której nie odbył się przetarg. – Nie może być kontroli, która jest na coś nastawiona, a udaje, że pewnych rzeczy nie widzi, bądź udaje, że coś jest inaczej, niż rzeczywiście obowiązuje. Nasz zakład budżetowy, który wozi śmieci, działa legalnie na obowiązujących przepisach – zaznacza. Jednak w przypadku Lubrzy uwagi dotyczyły też braku Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych.

Wśród ukaranych są m.in. Zielona Góra, Świdnica, Sopot oraz Hel. Przetargu nie rozpisały też Piekary Śląskie – zrezygnowano tam z postępowania, ponieważ stwierdzono, że dotychczasowy system działał jak należy. – Trudno mi zrozumieć funkcjonariusza publicznego, jakim jest burmistrz, który publicznie odmawia wykonania obowiązującego prawa – mówił w RMF FM szef ministerstwa środowiska, Marcin Korolec. Ukarane natomiast nie będą te samorządy, które przetargi rozpisały, ale nie zdążyły z ich rozstrzygnięciem. Takich samorządów, według danych ministerstwa środowiska, jest w całym kraju 147.

Odbiór śmieci raz na kwartał

Jednak nawet tam, gdzie przeprowadzono przetarg, sytuacja daleka jest od ideału. Takim przykładem jest Hrubieszów w województwie lubelskim. Tu wyłoniono w przetargu firmę, ale odpady miały być wywożone… raz na trzy miesiące. Inspektorzy ochrony środowiska przeprowadzili kontrolę i stwierdzili, że taka sytuacja jest nie do przyjęcia. W protokole pokontrolnym znalazło się zalecenie, żeby wywóz odpadów był częstszy. Władze gminy zobowiązały się do wprowadzenia w życie wniosków z protokołu. – Umowa na wywóz obowiązuje do końca roku. Do tego czasu mieszkańcy mogą w razie potrzeby poprosić o wcześniejszy odbiór nieczystości. Firma miałaby na to 14 dni – mówi Jan Mołodecki, wójt Hrubieszowa.

Inny przykład, tym razem z Przyłęku w województwie mazowieckim: Zgodnie z oficjalnymi danymi mieszkaniec tej gminy produkuje rocznie 32 kilogramy śmieci. Przeciętny mieszkaniec naszego kraju produkuje ich… dziesięć razy więcej. Czyżby Przyłęk był najczystszą gminą w Polsce? Raczej nie. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że odpady zamiast trafić do odpowiedniego pojemnika – hurtem trafiają do lasu. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Dwie trzecie skontrolowanych gmin ma problem z osiągnięciem wymaganego w tym roku 10-procentowego poziomu odzysku szkła, papieru, plastiku czy metali, 30-procentowego poziomu unieszkodliwiania gruzu, czy 50-procentowego poziomu utylizacji odpadów biodegradowalnych.

Dzikie wysypiska jak grzyby po deszczu

Ale nowe prawo ma też nieprzewidziane skutki. W Chomęcicach koło Poznania powstało nielegalne wysypisko śmieci. Właściciel ziemi podpisał umowę z dostawcą, twierdząc że będzie śmieci segregował. Żeby prowadzić składowisko, na którym segregowane są odpady, trzeba mieć zgodę starostwa powiatowego. Tego rodzaju działalność musi być dopuszczona w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Nikt z Chomęcic jednak o takie pozwolenie nie występował.

Właściciel gruntu widocznie nie zdawał sobie sprawy na co się decyduje. – Robię, co mogę, żeby rozwiązać umowę z firmą, która odpady przywozi. Sądziłem, że to będzie inaczej wyglądało. Przywiozą partię odpadów, posegregują i wywiozą – mówił w rozmowie z „Głosem Wielkopolski”.

Podobny proceder wykryli w połowie października strażnicy miejscy ze Swarzędza. Podczas rutynowego patrolu natrafili na nielegalną sortownię odpadów i wysypisko. Na terenie jednego z gospodarstw rolnych znajdowała się ogromna ilość posegregowanych odpadów i kontenery pełne odpadów czekających na segregację. Na kontenerach widniało logo jednej z firm zajmujących się legalnie zbieraniem i przetwarzaniem odpadów na terenie powiatu poznańskiego. W ten sposób firma mogła oszczędzać na utylizacji śmieci. Sprawą zajął się już wojewódzki inspektorat ochrony środowiska. Takim praktykom miało przeciwdziałać montowanie w śmieciarkach urządzeń GPS, tak aby można było sprawdzić, gdzie wywieziono odpady. Problem w tym, że nie wszystkie firmy je stosują.

Winny jest pośpiech

Zdaniem Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, Andrzeja Jagusiewicza, bałagan z wdrażaniem ustawy to efekt między innymi tego, że gminy zostawiały wszystko na ostatnią chwilę. W wielu miejscowościach przetargi były rozstrzygane dosłownie ostatniego dnia. – Firmy, które się zajmowały tym do tej pory, niekoniecznie wygrały przetargi, wobec czego opuściły swoją piaskownicę i przestały się bawić w odbiór śmieci. Z kolei te firmy, które nie były pewne, że wygrają, czekały aż wygrają i nie robiły nic przez półtora roku. Kumulacja tych dwóch przyczyn daje taki efekt, że mamy niski w stosunku do oczekiwanych wymagań poziom recyklingu strumieni materiałowych – mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową Jagusiewicz.

Za śmieci przed trybunał

A problem jest naprawdę poważny. Gminy nie radzą sobie z recyklingiem, a tajemnicą poliszynela jest fakt, że odpowiednie zaświadczenie o liczbie odzyskanych opakowań można sobie w Polsce po prostu kupić. Bowiem nad punktami zajmującymi się odzyskiem surowców nikt tak naprawdę nie ma kontroli. Jednak nawet takie sztuczne podnoszenie statystyk nie pomaga. Polska nie wypełnia limitów, za co Komisja Europejska grozi nam sprawą przed Trybunałem Sprawiedliwości.

Czasu na dostosowanie się do obowiązku zostało naprawdę niewiele. Limity muszą być spełnione do  wakacji 2014 r. Wchodząc do UE, Polska wzięła na siebie zobowiązanie, że 60 procent opakowań, które trafią na rynek, wróci do producenta. Na razie udaje nam się to zaledwie w połowie. W takich krajach jak Luksemburg, Belgia, Szwajcaria czy Szwecja prawie każda sprzedana szklana butelka wraca do producenta i zostaje poddana recyklingowi. W Polsce, według Europejskiej Federacji Opakowań Szklanych, zaledwie 45 proc. Tymczasem polskie samorządy miały półtora roku na przygotowanie się do nowego systemu – przeprowadzenie przetargów na odbiór śmieci, wprowadzenie nowych opłat śmieciowych i zebranie deklaracji od właścicieli nieruchomości. To czas, który najwyraźniej przeciekł między palcami.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY