Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 58.

wtorek, 03 grudzień 2013 22:02

SANATORYJNE FAJFY TYLKO DLA WYBRANYCH?

Napisane przez 

O wyjazdach sanatoryjnych krążą legendy. Nic dziwnego, gdyż leczenie klimatyczne istnieje w Polsce od XII wieku. Dzisiaj prym wiodą nowopowstałe i nowocześnie wyposażone ośrodki z bazą hotelową na unijnym poziomie. Przed laty wystarczały drewniane pensjonaty bez wygód, spacery, leżakowanie na słońcu (tak leczono miedzy innymi gruźlicę), ćwiczenia i zabiegi oparte na medycynie naturalnej.

Największą atrakcją poszczególnych kurortów były koncerty  znanych artystów. I tak do Krynicy ruszali miłośnicy Jana Kiepury, a w Szczawnie wypatrywano Mieczysławy Ćwiklińskiej. W Ciechocinku kiedyś podziwiano Hankę Bielicką i jej kapelusze, zaś dzisiaj wspomnienie Don Wasyla wciąż powoduje szybsze bicie serca u niejednej kuracjuszki przechadzającej się pod tężniami.

Pamiętający magię deptaka w Sopocie czy Ciechocinku zasypują żartobliwymi radami aktualnie wyjeżdżających „do wód”. Wielu jednak nie kryje niezadowolenia, gdyż tę formę leczenia uważa za zwykły wypoczynek – i to na koszt państwa. Kilkunastominutowe zabiegi  w minimalnej ilości nie mają, w ich mniemaniu, szansy poprawić stanu zdrowia kuracjusza, który musiał pokonać kilkaset kilometrów meczącej drogi, a teraz biega z budynku do budynku.

Po części przyznaję im rację. Nawał pacjentów niekiedy skutkuje pracą na akord nawet tam, gdzie powinien być spokój i harmonia. Zdecydowanie inaczej do sprawy podchodzą wybrańcy, którym udało się otrzymać skierowanie do sanatorium i je zrealizować. Nie ważne dokąd, istotne, że jadą się leczyć.

Fora internetowe kipią od emocji. Na portalach powtarzają się pytania potencjalnych kuracjuszy, o dziwo, nie o poziom świadczonych usług, lecz o… średnią wieku leczonych w danym ośrodku. Czy pytającym chodzi faktycznie o powrót do zdrowia? Najprawdopodobniej tak, tylko wolą odzyskiwać sprawność wśród rówieśników. Nie można ich za to ganić. Jeśli trafi się do pokoju z wiekową osobą, to wypada jej pomagać, wyręczać, a przecież nikt w pełni zdrowy do sanatorium się nie wybiera. Statystyki pokazują, że rzeczywiście, osoby po 60. roku życia najczęściej korzystają z uzdrowiskowej oferty. Nic dziwnego, dłużej żyjemy, dłużej chorujemy, ale też na szczęście – dłużej chcemy pozostać sprawni i samodzielni.

Możliwości w ramach składki

Wzrosła też świadomość możliwości terapii w ramach składki zdrowotnej.  Podkreślić też należy, iż jedynie Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych umożliwiają rehabilitację seniorom. Zakład Ubezpieczeń Zdrowotnych kieruje swoją ofertę tylko do osób czynnych zawodowo, licząc na to, że rehabilitacja przywróci je do pracy. ZUS nie ma własnych obiektów, kieruje na rehabilitację do jednostek, z którymi podpisał umowy cywilno-prawne. Turnusy prewencji rentowej trwają  średnio 24 dni i są bezpłatne.  Osoba chora może wyjeżdżać nawet kilka razy w roku, w zależności od stanu zdrowia i wskazań do rehabilitacji.

Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego natomiast zapewnia leczenie w ośrodkach rehabilitacyjnych rolnikom i ich przewlekle chorym lub niepełnosprawnym dzieciom (przynajmniej jeden z rodziców musi być ubezpieczony w KRUS) co 12 miesięcy (w uzasadnionych przypadkach częściej). Kwalifikowane są  osoby zagrożone całkowitą niezdolnością do pracy w gospodarstwie rolnym, albo uznane okresowo za całkowicie niezdolne do takiej pracy, które jednak rokują odzyskanie tejże w wyniku leczenia i rehabilitacji. Dotyczy to jednak wybranej grupy, tj. kobiet do 60. roku życia, mężczyzn do 65. roku życia. KRUS posiada własne ośrodki rehabilitacyjne. Turnusy trwają 21 dni. Koszty pokrywa KRUS. Do leczenia rehabilitacyjnego w pierwszej kolejności kierowani są rolnicy, którzy ulegli wypadkowi w gospodarstwie rolnym oraz osoby przebywające na zwolnieniu lekarskim powyżej 180 dni.

Korzystanie z leczenia rehabilitacyjnego w ramach ZUS lub KRUS nie wyklucza kontynuacji leczenia ambulatoryjnego w ośrodkach sanatoryjnych NFZ. Tutaj, jak wspominałam, na szczęście nie ma ograniczeń wiekowych. Wskazaniem do wystawienia skierowania do sanatorium jest konieczność kontynuacji leczenia specjalistycznego lub szpitalnego. Dotyczy to terapii chorób przewlekłych oraz działań mających na celu zapobieganie ich odległym następstwom. Turnusy trwają 21 dni w przypadku pobytu w sanatorium uzdrowiskowym (brak prawa do L4, leczenie w ramach urlopu wypoczynkowego), albo 24 dni, jeśli chory wymaga leczenia w szpitalu sanatoryjnym (kuracjusz otrzymuje L4). Czas oczekiwania na miejsce w sanatorium to średnio 18 miesięcy.

Krócej czeka pacjent, jeżeli w grę wchodzi kontynuacja leczenia szpitalnego (druk sanatoryjny należy złożyć w NFZ w ciągu 3 miesięcy od hospitalizacji). Jesteśmy bardzo schorowanym społeczeństwem, toteż chętnych  nie brakuje. To tłumaczy tak długie kolejki oczekujących. Od dawna nie jest to już urlop na koszt ubezpieczyciela. Tylko leczenie w szpitalu uzdrowiskowym jest bezpłatne dla pacjenta.

Pobyt w sanatorium wiąże się z dopłatą za miejsce w pokoju bardziej komfortowym. Płacimy też „za powietrze” (opłata klimatyczna). Finansujemy dodatkowe zabiegi, aby osiągnąć zamierzony efekt leczniczy i w pełni wykorzystać pobyt w sanatorium. Kurorty zapewniają dodatkowe rozrywki. Wszystko, rzecz jasna, by pokazać walory otoczenia. Rzeczywiście, uczestnictwo w organizowanych przez kurort wycieczkach, prezentacjach czy wieczorkach tanecznych, pozwala oderwać się od codziennych problemów, pozostawionych zwykle kilkaset kilometrów od uzdrowiska.

Łagodne zderzenie z rzeczywistością

Po powrocie łatwiej się zderzyć z rzeczywistością. Leczenie sanatoryjne to przecież regeneracja nie tylko fizyczna, ale i psychiczna. Polecam tę formę terapii. Szkoda, że sposób kwalifikacji pozostawia wiele do życzenia. Z jednej strony dobrze, bo to lekarz – specjalista w dziedzinie balneoklimatologii i medycyny fizykalnej lub rehabilitacji leczniczej – dokonuje oceny skierowania na leczenie uzdrowiskowe, ale niestety, odbiera się świadczeniobiorcy możliwość wyboru terminu leczenia oraz wskazania konkretnego ośrodka sanatoryjnego. Możemy jedynie zaznaczyć preferowany region kraju (nadmorskie, podgórskie itd.).

Znacznym utrudnieniem jest też konieczność „weryfikacji” skierowania po 18 miesiącach od wystawienia druku. Nauczyciele często do skierowań dołączają prośby o terminy wakacyjne. Fakt, gdyby każdy mógł wybrać dogodny okres, sanatoria przez znaczną część roku świeciłyby pustkami. Mimo mnożonych przez NFZ komplikacji, liczba zainteresowanych wcale nie spada. Niestety, zawiadomienie o przyznanym turnusie często przychodzi znienacka i zmusza do nagłej zmiany planów. To generuje stres, a nie o to przecież chodzi w procesie leczenia.

Z mojego doświadczenia wynika, że z leczenia uzdrowiskowego wciąż najczęściej korzystają emeryci i renciści. Osoby czynne zawodowo nie mogą sobie pozwolić na prewencję w postaci leczenia klimatycznego. Trzytygodniowe turnusy w bliżej nieokreślonym terminie? Kto z prowadzących firmę się na to zdecyduje? Który pracodawca zgodzi się na nagły wyjazd chorującego przewlekle, ale przecież zdolnego do pracy podwładnego? Takie realia uniemożliwiają działania profilaktyczne w zakresie chorób układu ruchu osobom w przedziale wiekowym między 45. a 60. rokiem życia. A szkoda. Nie da się nadrobić straconego czasu.

Uważam za celowe ustalenie w NFZ oddzielnej puli miejsc sanatoryjnych dla osób czynnych zawodowo. Może dzięki takim posunięciom nasz kraj będzie mógł się poszczycić większą sprawnością emerytów i mniejszą liczbą rencistów. A gdyby tak wprowadzić wariant 14-dniowych turnusów? Więcej osób mogłoby skorzystać z oferty i zmieniłaby się struktura wiekowa kuracjuszy.

Zdecydowanie nie popieram tych, którzy negują zasadność leczenia sanatoryjnego. Leczenie klimatyczne ma ugruntowaną pozycję w terapii wielu schorzeń. Mikroklimat miejscowości uzdrowiskowych czyni cuda. Jeśli jeszcze dodamy do tego możliwość skorzystania z zabiegów w dobrych warunkach i w miłym towarzystwie – efekt leczniczy pewny. A co z opowieściami o fajfach, wieczorkach tanecznych czy złamanych sercach? No cóż, małżeństwa mogą jeździć do sanatorium tylko wówczas, jeśli jedno pełni rolę opiekuna osoby niepełnosprawnej lub oboje małżonkowie są w zawansowanym wieku. Taniec sprzyja zdrowieniu, a czarowna moc kurortowego otoczenia przysparza o zawrót głowy, więc są i efekty niezamierzone w zaleconej kuracji…

Moi pacjenci wracają z sanatoriów zdrowsi, radośniejsi, jakby młodsi. O sprawy sercowe nie pytam. Na dzień dobry pytają, kiedy znowu mogą starać się o wyjazd na kolejny turnus. Gaszę ich zapędy. Muszą odczekać 12 miesięcy. Niech dadzą szansę innym. Populacja osób kwalifikujących się do leczenia balneologicznego znacznie przekracza możliwości NFZ, więc chyba już zawsze ta forma terapii będzie tylko dla wybrańców. Zatem tym zapracowanym, co nie mogą dołączyć do grona kuracjuszy, pozostaje snuć domysły i z zazdrością wzdychać w stronę deptaka w Ciechocinku albo wybrać się do uzdrowiska na własny koszt.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY