Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

wtorek, 03 grudzień 2013 21:58

DOBRE PRZEPISY, ZŁE PRAKTYKI

Napisane przez 

25 października w siedzibie Fundacji Republikańskiej odbyła się debata ekspercka „Projekty nowelizacji Prawa zamówień publicznych – przedmiot, cel i zasadność”. Uczestnicy spotkania rozmawiali nie tylko o merytorycznej zawartości projektów, ale też starali się określić cele wprowadzanych zmian oraz zasadność ich wprowadzenia. W trakcie dyskusji starano się też dokonać refleksji nad kondycją całego systemu zamówień publicznych w Polsce.

W spotkaniu wzięli udział posłowie Adam Szejnfeld z Platformy Obywatelskiej oraz Jerzy Szmit z Prawa i Sprawiedliwości, eksperci – Mariusz Kuźma, udziałowiec Kancelarii Doradztwa Prawnego i Gospodarczego K&K, Marek Kowalski, ekspert PKPP „Lewiatan” i Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Czystości, Sylwia Szczepańska, ekspert Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” – oraz prowadzący spotkanie Prezes Fundacji Republikańskiej Marcin Chludziński i ekspert Fundacji, Paweł Przychodzeń.

Punktem wyjścia debaty był problem mnożących się nowelizacji Prawa zamówień publicznych: tylko w tym roku złożono trzy nowe projekty zmian, w sumie w Podkomisji Nadzwyczajnej znajduje się sześć projektów. – Należałoby się zastanowić, czy nie czas napisać nową ustawę. Wydaje się, że w dłuższej perspektywie i tak nie uciekniemy przed takim rozwiązaniem – mówił Paweł Przychodzeń. Zdaniem uczestników debaty, duża liczba nowych rozwiązań wprowadzanych pojedynczo – np. projekt zmian autorstwa posłów Ruchu Palikota (obecnie Twój Ruch) to trzy nowelizacje, po jednym przepisie każda – pogłębia chaos.

Co więcej, ustawiczne nowelizowanie prawa w wielu przypadkach wydaje się być niepotrzebne. Najlepszym przykładem może być projekt mający w założeniu regulować sytuację podwykonawców. – Jeśli się dobrze wczytać w istniejącą ustawę, można w niej znaleźć przepisy wystarczająco regulujące relacje wykonawca-podwykonawca – podkreślał Paweł Przychodzeń.

Tematem, któremu uczestnicy debaty poświęcili wiele uwagi, były dwa projekty zakładające podniesieniu progu stosowania ustawy do 30 – a w przypadku drugiego projektu: do 50 – tysięcy euro. Z komentarzy i analiz towarzyszących dyskusji nad tymi zmianami wynika, że operacja podwyższenia tzw. progu bagatelności do 30 tys. euro spowoduje, że mniej więcej czwarta część zamówień ogłaszanych obecnie w Biuletynie Zamówień Publicznych nie będzie już udzielana w oparciu o zasady i procedury z Prawa zamówień publicznych. Zmiany – zwłaszcza dla niewielkich wykonawców – mogą być więc znaczne.

- 30 czy 50 tysięcy, to nie jest wielka różnica. Istotne dla kraju przetargi dotyczą zamówień wartych miliony – argumentował poseł Adam Szejnfeld. – Wysokość progu ma znaczenie. Znaczna część budżetów inwestycyjnych polskich instytucji to małe prace, które mieszczą się właśnie poniżej tego progu – kontrował poseł Jerzy Szmit. Zdaniem Adama Szejnfelda ważniejsze od ustalenia kwoty progowej jest jednak unormowanie sytuacji w przypadku takich niewielkich zamówień. – Nie jestem zwolennikiem mnożenia regulacji. W takiej sytuacji najważniejsza jest transparentność: np. podawanie do publicznej wiadomości szczegółów wszystkich prowadzonych postępowań, tak żeby mieszkańcy każdej, nawet najmniejszej gminy, mogli obserwować, co dany wójt robi – podkreślał poseł PO. Również i w tym przypadku uczestnicy zgadzali się, że największe kłopoty systemu zamówień publicznych nie wynikają z wadliwych przepisów, ile z praktyki ich stosowania.

Dobitnym przykładem może być kontrola systemu. – Rygor ustawowy zamienił się na rygor kontrolera – zaznaczył Mariusz Kuźma. – Teraz wszyscy tego żałują, bo kontrolujący działają dosyć dowolnie – dodał. – Kontrolerzy rzucają się na to, co łatwo kontrolować – sekundował mu Paweł Przychodzeń. Efektem jest sytuacja, gdy zamówienia są przygotowywane z myślą o potencjalnych kłopotach, w jakie wpędzić mogą zamawiającego potencjalne przyszłe kontrole.

Jeszcze inny problem to zjawisko rażąco niskiej ceny i – generalnie – dominujące w systemie zamówień publicznych kryterium cenowe, częściowo wynikające z presji kontrolerów. – Ponad 90 procent przetargów rozstrzyganych jest według kryterium ceny – mówił poseł Szejnfeld. – Jednak winni takiej sytuacji są wszyscy ci, którzy budują wokół zamówień publicznych atmosferę podejrzliwości. Stosując kryterium cenowe zamawiający po prostu się broni: przecież, jak pojawi się jakakolwiek przesłanka do oskarżenia polityka czy urzędnika odpowiedzialnego za postępowanie, trzy kolejne lata spędzi on w sądach – podkreślał. W skrajnych przypadkach prowadzi to jednak do sytuacji, w której zamawiający musi zdawać sobie sprawę z faktu, że wykonawca – aby zrealizować zamówienie w cenie wyznaczonej przez zamawiającego – będzie musiał złamać prawo. – To nie wykonawcy pierwsi zaczęli korzystać z luk prawnych – komentował Marek Kowalski. – To zamawiający zaczęli formułować zamówienia w taki sposób, że musiały one zawierać założenie, iż wykonawca będzie musiał np. płacić pracownikom stawki poniżej wynagrodzenia minimalnego – mówił.

Jednym z najważniejszych tematów październikowego spotkania była też rola Urzędu Zamówień Publicznych w systemie. Uczestnicy niemal jednogłośnie uznali, że znaczenie tej instytucji dla zamówień publicznych w Polsce zasadniczo się zmieniło: dziś Urząd ma znacznie większe prerogatywy niż zakładano to w czasach, kiedy powstawała zarówno sama instytucja, jak i obowiązująca ustawa. – Poważnie modernizujemy tę instytucję – zapewniał Adam Szejnfeld. – Urząd ma wrócić do sytuacji, w której kontroluje i nadzoruje system, a nie jest miejscem, gdzie np. realizuje się inne zadania, choćby tworzy prawo – dodawał. – W ostatnich latach UZP zagarniał coraz więcej funkcji, aż w końcu się zapchał – skwitował lapidarnie Mariusz Kuźma.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY