Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

wtorek, 24 wrzesień 2013 16:19

ŚMIECIOWA FIKCJA

Napisane przez 

Nowa ustawa śmieciowa działa już prawie kwartał. Minister środowiska jeszcze przed jej wejściem w życie groził, że za niepodporządkowanie się nowemu prawu wymierzane będą drakońskie kary. Pierwsze kontrole przeprowadzone przez inspektorów już pokazują, że nie wszędzie system funkcjonuje prawidłowo. Narzekają też mieszkańcy, głównie na terminowość wywozu śmieci i wysokość opłat.

Inspektorzy ochrony środowiska od kilku tygodni jeżdżą po Polsce i sprawdzają, jak samorządy wywiązują się ze swoich obowiązków. – Jeszcze nie zakończyliśmy kontroli w gminach. Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska mają przesłać nam informacje z poszczególnych obszarów i w listopadzie przedstawimy raport na temat wyników kontroli – mówi Magazynowi Samorządowemu „Gmina” Kinga Dębkowska, specjalista ds. komunikacji społecznej.

Kontrole nadal trwają na Mazowszu. Sprawdzonych zostało dotychczas 10 z 32 zaplanowanych gmin. Z analiz wynika, że większość gmin nie zorganizowała jeszcze punktów selektywnej zbiórki odpadów komunalnych – oraz nie osiągnęła wymaganych poziomów odzysku i recyklingu. Dodatkowo gminom wytknięto brak kontroli firm odbierających odpady od właścicieli nieruchomości. W Warszawie, po przetargowej wpadce, do końca roku obowiązuje prowizorka – mieszkańców, jak dawniej, obsługują firmy, ale za wywóz płaci miasto.

Nie lepiej jest w kujawsko-pomorskiem. Przykładowo, w Toruniu wywozem odpadów zajmuje się miejscowe Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, które – jako jedyny oferent – wystartowało w przetargu na realizację tej usługi i go wygrało. Ta komunalna spółka zaoferowała stawkę 57,4 mln zł brutto. Od 1 lipca opłata za wywóz odpadów naliczana jest od gospodarstwa domowego i liczby zamieszkujących je mieszkańców. Zróżnicowano opłatę dla zabudowy jednorodzinnej i wielorodzinnej. Pojemniki i worki do gromadzenia odpadów zapewnia miasto, a zbiórka selektywna jest tańsza. Tak wygląda teoria. A praktyka? – Jak dotąd nie dostaliśmy pojemników do selekcji śmieci. Usłyszeliśmy, że mamy po prostu czekać – mówi Bożena Furczyk, właścicielka jednego z dziewięciu mieszkań w domu tworzącym wspólnotę „Bydgoska 116”. Efekt jest taki, że segregacja odbywa się tylko na papierze.

Od osoby, nie lokalu

W Gdyni niezadowoleni mieszkańcy urządzili nieopodal ratusza demonstrację. Nie odpowiada im wybrana przez radę miasta metoda rozliczeń za wywóz odpadów. Samorządowcy podjęli bowiem decyzję, by stawki uzależnić tylko od metrażu lokali. Czy w 100-metrowym mieszkaniu zameldowana jest, lub mieszka, jedna osoba, czy osiem – pobierana opłata jest identyczna, niezależnie od ilości „produkowanych” śmieci. W przypadku osób samotnych jest to tym dotkliwsze, że nowe regulacje spowodowały wzrost ceny o kilkaset procent. Demonstranci domagali się wprowadzenia opłat uzależnionych od liczby osób zamieszkujących w lokalu – a nie metrażu. Urzędnicy obawiają się jednak, że przy takim rozwiązaniu ludzie zaczęliby wymeldowywać się z mieszkań i w ten sposób zaniżać opłaty. Przy czym, wPolsce koszt zagospodarowania odpadów komunalnych jest relatywnie niski. Rocznie waha się on od 15 do 75 euro. Dla przykładu, we Francji czy w Niemczech cena wynosi od 125 do 650 euro. Tyle, że tam wyższe – i to znacznie – są też zarobki.

Kłopot z zsypami

Władze Rzeszowa zachęcają mieszkańców stolicy Podkarpacia do przeprowadzania selekcji śmieci poprzez niższe ceny odbioru odpadów. W Rzeszowie z takiej możliwości korzysta 95 procent osób, które złożyły do tej pory tzw. deklaracje śmieciowe. Jednak na łamach lokalnej prasy pojawiają się narzekania mieszkańców, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej – na wielu osiedlach, mimo ustawionych pojemników do selekcji, śmieci wrzucane są bez zwracania uwagi na przeznaczenie kubłów, a ze zobowiązania złożonego w deklaracji wywiązuje się zaledwie garstka ludzi.

Jerzy Kustra, wiceprezes spółdzielni Nowe Miasto przyznaje na łamach miejscowego dziennika „Nowiny”, że system na największym w Rzeszowie osiedlu nie działa, jak należy, i winą za zamieszanie obarcza konsorcjum firm z Miejskim Przedsiębiorstwem Gospodarki Komunalnej. – To ono wygrało przetarg na odbiór nieczystości i miało obowiązek stworzyć ludziom warunki do segregacji. Jeśli chce od nich wymagać selektywnej zbiórki, powinno dostarczyć odpowiednie kubły. A ograniczyło się ono do tego, że na połowie osiedla na stare kubły naklejono obskurne nalepki, które dla starszych osób są po prostu niewidoczne. Przy pozostałych blokach nie ma nawet naklejek – opowiada Jerzy Kustra.

W specyficznej sytuacji są mieszkańcy bloków z zsypami. Prowadzą one do jednego kontenera. Problemem jest selekcjonowanie, zgodnie z nowymi przepisami, frakcji mokrej i suchej (papier, szkło, plastik). Docelowo zsyp będzie przeznaczony na odpady frakcji mokrej, a na suchą dodatkowe kosze ustawiono na parterze. Półtora miesiąca po przyjęciu takiego rozwiązania, MPGK jednak ich nie ustawiło. Tym czasem opłaty wzrosły o 40 procent, a śmieciarki przyjeżdżają rzadziej.

Władze miasta zapowiadają kontrole mieszkańców i wystawianie wysokich rachunków tym, którzy zasad selekcji nie przestrzegają. Jak fizycznie mają wyglądać takie kontrole – nikt jednak nie wie, zwłaszcza w blokowiskach. Za pierwszy miesiąc odbioru śmieci w nowym systemie w terminie rachunki zapłaciło tylko 80 procent mieszkańców. Pozostali zalegają miastu łącznie 200 tysięcy złotych.

Nieterminowe odbiory

Kontrolę przeprowadzono już w Lublinie. Tam przetarg na wywóz i zagospodarowanie odpadów wygrały dwie firmy – KOM-EKO i MPO Sita. Lublin został podzielony na siedem sektorów, pierwsza z tych firm obsługuje cztery, a druga – trzy. Łączny roczny koszt wywozu i zagospodarowania śmieci w tym mieście to ok. 57 mln. zł. Sprawdzane były nieprawidłowości zgłaszane urzędnikom przez samych mieszkańców oraz funkcjonowanie systemu odbioru odpadów

Kontrolowano terminowość odbioru, ale też stan wyposażenia w pojemniki i worki oraz stan sanitarny altan śmietnikowych i innych miejsc przeznaczonych do gromadzenia śmieci. Kontrolerzy stwierdzili ponad 700 nieprawidłowości. Większość z nich dotyczyła nieterminowego odbioru opadów, m.in. w 265 przypadkach były opóźnienia w odbiorze tzw. fakcji suchej, a w 112 – odpadów zmieszanych. Prawie 140 nieprawidłowości dotyczyło pojemników na odpady: brakowało ich lub były za małe. Miasto – zgodnie z umową zawartą z firmami, które wygrały przetarg na odbiór odpadów – może naliczyć 50 zł kary za jeden dzień opóźnienia w odbiorze każdego rodzaju śmieci.

Zbyt niskie ceny

Tak wygląda sytuacja w dużych miastach. A jak jest w małych gminach? Inspektorzy ochrony środowiska skontrolowali gospodarkę odpadami komunalnymi w podradomskich gminach Wolanowo i Ciepielów.W gminie Ciepielów, zamieszkiwanej przez ok. 6 tys. osób, cenę za odbiór śmieci posegregowanych ustalono na poziomie 3,15 zł za miesiąc, w Wolanowie – 3,50 zł za miesiąc. W przeliczeniu na średnią ilość odpadów daje to ok. 133 zł za tonę.

Tymczasem przyjęcie odpadów do regionalnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK) to poziom ok. 230-300 zł za tonę. „Wydaje się, że przy tak niskim poziomie ilości odebranych odpadów komunalnych, gminy powinny podjąć kontrole przewoźników odpadów. Istotny element tej kontroli powinien stanowić udział pracownika Urzędu Gminy w procesie odbioru odpadów przez przewoźnika wraz z ich dowozem do RIPOK” – napisali inspektorzy w dokumencie pokontrolnym.

W praktyce chodzi o to, aby sprawdzić, czy przy wyjątkowo niskich cenach firmie odbierającej odpady wystarcza pieniędzy, aby opłacić ich przyjęcie przez zakład utylizacji. Pytanie brzmi bowiem, co się dzieje z odpadami, gdy firma nie jest w stanie zapłacić za ich utylizację. Wątpliwości inspektorów ochrony środowiska budziły ponadto ilości odpadów zbierane od mieszkańców obu gmin. W Ciepielowie w 2012 r. średnio od jednego mieszkańca odebrano zaledwie 19,5 kg, w Wolanowie – 23 kg. Tymczasem statystyczny Polak wytwarza rocznie 315 kg odpadów komunalnych. Inspektorów zastanowiło także i to, że w 2012 r. żadna z kontrolowanych gmin nie miała zawartej umowy z firmami na odbiór odpadów budowlanych i poremontowych.

Zmiany, które weszły w życie 1 lipca, wprowadzono po to, aby uszczelnić gospodarkę odpadami. Dotychczas znaczna ich część trafiała na dzikie wysypiska, bo mieszkańcy oszczędzali na rachunkach. Fikcją była też segregacja. Teraz to gmina ma ustanowić punkty odbioru posegregowanych odpadów oraz kontrolować firmy, które je wywożą. Chodzi głównie o przestrzeganie wymogów technicznych śmieciarek – w tym obowiązku odpowiedniego wyposażenia ich w urządzenie GPS umożliwiający ich lokalizację. Obecny stan realizacji nowych ustawowych wymogów można by określić przysłowiem – pierwsze koty za płoty. Problem w tym, żeby ich losu nie podzieliły kolejne zwierzaki.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY