Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

wtorek, 24 wrzesień 2013 16:17

11 WRZEŚNIA PO POLSKU

Napisane przez 

Przez kilka ostatnich lat wydawało się, że obecność związkowców w politycznym dyskursie i życiu publicznym nieco osłabła. Nic bardziej mylnego, w połowie września najważniejsze organizacje związkowe przypomniały o sobie z dawno nie widzianą werwą i determinacją. Na szczęście jednak, obyło się bez bijatyk, nie ulega za to wątpliwości, że najważniejsze centrale chcą wrócić do politycznego mainstreamu.

- Po czterech dniach związkowych protestów przyszedł czas na dialog – mówił po serii protestów związkowców minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz. – Organizatorzy nie dopuścili do żadnych zdarzeń nagannych, jakichś zadym czy czegoś takiego. Trzeba podziękować policji i organizatorom za sprawną organizację – dodawał. Zaprosił też związkowców do rozmów na forum Komisji Trójstronnej, jeszcze we wrześniu.

Niewątpliwie, bilans protestów w Warszawie chyba wszyscy zainteresowani mogliby uznać za pozytywny. Rząd może być zadowolony z faktu, że obyło się bez drastycznych scen, a związkowcy być może z czasem zechcą zejść z ulic i usiąść do rozmów w Komisji, co zarazem zmniejszy spektakularność sporu – a więc i jego atrakcyjność dla mediów. Zadowoleni mogą być też warszawiacy – centrum miasta było, co prawda, sparaliżowane przez kilka dni, ale wyłącznie w określonych miejscach i w godzinach pracy. Związkowcy wreszcie mogą być usatysfakcjonowani: czterodniowy protest był manifestacją siły i powagi związków. Może być punktem wyjścia do powrotu organizacji do grona wielkich graczy.

Nic więc dziwnego, że ci ostatni poczuli, że mogą rozdawać karty – i nie mają zamiaru ustępować. – O trudnych sprawach trzeba rozmawiać, trzeba prowadzić dialog. Ale nasza władza nie chce dialogu, nie chce kompromisu. Chce konfrontacji – mówił podczas kończącej serię manifestacji pielgrzymki na Jasną Górę, przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda. – Wprowadzając antypracownicze, antyspołeczne prawo, rząd wmawia nam, że wszystko wie lepiej. Przerzuca w ten sposób skutki kryzysu na polskich pracowników, na polskie rodziny – komentował. Sekundował mu szef OPZZ Jan Guz, dla którego odwołanie rządu byłoby nieuniknionym skutkiem niezadowolenia społecznego. – Gorycz jest tak głęboka i daleka, że to nie od nas zależy – mówił Guz w programie „Fakty po faktach”. – Poza tym wiemy, że ten rząd ma kłopoty sam ze sobą – dodawał.

Na ulicy brzmiało to jeszcze dramatyczniej. – Następują samopodpalenia, ludzie odbierają sobie życie, bo nie widzą przyszłości pod kierownictwem tego rządu. Jeśli oni nie zaczną dobrze rządzić, już dzisiaj mówimy im: nie! – zapowiadał Guz w trakcie protestów, proponując jednocześnie, by politycy zaczęli pracować za 1200 zł miesięcznie. – Zobaczymy, jak długo przeżyją, jak uważają, że to za dużo – dorzucał. – Trzeba to powiedzieć głośno: rząd premiera Tuska, to rząd antypracowniczy, antyspołeczny, antyobywatelski – perorował z kolei na Jasnej Górze Piotr Duda. – Rządzący w naszym kraju z pracownika zrobili niewolnika. Ostatnia nowelizacja kodeksu pracy cofnęła nas do XIX-wiecznego kapitalizmu – mówił.

Na Jasnej Górze do pielgrzymów przemówił też bp. Sławoj Leszek Głódź. – Kto twierdzi, że czas związków zawodowych się kończy, daje wyraz swojej arogancji w stosunku do ludzi pracy, niezrozumieniu nie tylko ich potrzeb, także godności pracy ludzkiej, której należny jest szacunek i ochrona – stwierdził w wygłoszonej do 20-tysięcznego tłumu homilii metropolita gdański. – Wczoraj zatrzasnęły się drzwi gabinetów ministerialnych, ale dziś Maryja otwiera swe ramiona i zaprasza – ogłosił.

Ale równie duże jest grono krytyków wrześniowego protestu. Według części z nich, związkowcy wystąpili w politycznym interesie Prawa i Sprawiedliwości: wśród pielgrzymów pojawił się choćby Jarosław Kaczyński, a inni politycy PiS dzielnie sekundowali związkowcom w mediach. Raczej niechętna rządowi Donalda Tuska „Rzeczpospolita” opublikowała wyliczenia, z których wynika, że realizacja postulatów manifestujących kosztowałaby państwo 150 mld zł w ciągu siedmiu lat – a więc najprawdopodobniej wzmogłaby bezrobocie. Po drugiej stronie polityczno-publicystycznej barykady Janina Paradowska z tygodnika „Polityka” twierdzi, że protestom zabrakło rozmachu, bo większość „ludzi pracy” nie rozpoznaje w postulatach uczestników demonstracji własnych poglądów i potrzeb. W krytyczny ton uderzył też Władysław Frasyniuk. – Związki zawodowe próbują nas przekonać, że reprezentują cały świat pracy w Polsce, podczas gdy tak naprawę reprezentują pewnie około 5 proc. pracujących, i to głównie w sektorze państwowym – komentował. – Pewnie pan Duda i większość szefów tych państwowych związków zawodowych nie mają pojęcia, co to jest elastyczny czas pracy. A wydaje im się, że mówią w imieniu świata pracy – dorzucił.

Jedno jednak dla nikogo nie ulega wątpliwości: jeżeli związkowcy uznają, że protesty odbiły się wystarczająco mocnych echem w kraju, na powtórkę wrześniowych demonstracji nie trzeba będzie długo czekać.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY